| Autor |
Wiadomość |
Temat: Words, how little they mean, when you're a little too late |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 751
|
Forum: zakończone Wysłany: 2018-12-30, 22:49 Temat: Words, how little they mean, when you're a little too late |
Gdyby była dobrym człowiekiem, dobrym członkiem rodziny, nigdy... Przenigdy nie dopuściłaby do podobnej sytuacji, a nawet jeśli mimo wszystko musiałaby to zrobić, nie pomyślałaby o tym, aby pozostawić Fay samą. Nie w takim stanie, nie tuż po tym, jak tak bardzo naruszyła tę złudną barierę broniącą młodszą blondynkę przed natłokiem nieprzyjemnych, wręcz brutalnych wspomnień.
Niestety... Nie była nim. Nie zamierzała udawać tego ani przed samą sobą, ani przed Murphy. Od dawien dawna brakowało jej tych podstawowych umiejętności społecznych - wspierania potrzebujących, troszczenia się o innych, szczególnie najbliższych czy też dbania o to, by - w nawet najgorszej sytuacji, nawet teraz - sprawić, że nie byłoby aż tak źle.
Zamiast tego... Cóż, wolała całkowicie się usunąć, uciec z tego miejsca i nigdy tu nie wracać. Nie chciała czuć się winna, nawet jeśli faktycznie zawiniła. Nie chciała musieć patrzeć w oczy kogoś, kto miał najsłuszniejsze prawo jej nienawidzić. Teoretycznie to nie od Jane wyszedł ten pomysł, ale przecież nie musiała grzebać aż tak głęboko... A jednak to zrobiła. Na to nie było wytłumaczenia.
Praca dla ludzi, którzy skrzywdzili jej siostrę, być może sprawiła, iż Jane nie musiała kryć się w parszywych, paskudnych norach, iż nie musiała nosić obroży ani przyjmować niezdrowych dawek kiepskiej jakości mutazyny. Znacząco ułatwiła jej życie, ale... Nie była dobra. A Atwell nie potrzebowała przypomnień, jak to wyglądało od strony osób, które nie miały tyle szczęścia, co ona sama. Zwłaszcza wyglądających w ten sposób.
I choć zdecydowanie pragnęła tak po prostu wyminąć wszelkie przeszkody, kierując się w stronę wyjścia... Gdy usłyszała ten cichy, niesamowicie przybity głos, dosłownie zatrzymała się w połowie ruchu, przenosząc spojrzenie na drobną blondynkę na podłodze. Co niby miała zrobić? Nie mogła tu zostać... Nie mogła pomóc Fay, skoro ledwo robiła to na własną rękę.
- Muszę... - Odpowiedziała, spuszczając wzrok. - To jest mój świat. Widzisz, dlaczego cię w nim nie chcę... |
Temat: Words, how little they mean, when you're a little too late |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 751
|
Forum: zakończone Wysłany: 2018-12-28, 21:49 Temat: Words, how little they mean, when you're a little too late |
Nie powinna była tego robić. Jakakolwiek abstrakcyjna myśl podsunęła Fay ten pomysł, udzielając się również Jane i kusząc ją do czegoś, co po prostu nie miało prawa pójść dobrze, była... Zła. Naprawdę wybitnie zła. Najgorsze, iż Atwell doskonale znała cenę tego wszystkiego. Nie korzystała z mocy po raz pierwszy w życiu, ba, robiła to stosunkowo często, będąc świadomą tego, co za tym szło. I nawet jeśli wzięłaby pod uwagę to, iż mogła w pewnym stopniu zaufać siostrze... Zdecydowanie nie mogła zaufać całej reszcie.
Korzystając ze zdolności, wystawiała się przecież na ewentualne ataki. Była bezbronna, nawet jeśli nie do końca bezradna. Teoretycznie.... Stojąc tuż obok osoby, na którą wywierała teraz wpływ, zawsze mogła osłonić się jej ciałem, nim całkowicie przerwie połączenie. Gdyby Fay postanowiła jednak jakoś jej zaszkodzić, zawsze mogła brutalnie ją wykorzystać, aby udaremnić ewentualny atak. Gdyby weszło tu DOGS lub GC, również mogła to zrobić. Problem w tym, iż nie chciała. Po prostu nie chciała.
O zgrozo, podjęła jednak ryzyko, przejmując kontrolę... Skąd miała wiedzieć, iż mogło być to równie ryzykowne od wewnątrz, co na zewnątrz? Skąd miała przewidzieć, iż wspomnienia Murphy dosłownie walną ją obuchem w łeb, sprawiając, iż zacznie robić jej się niedobrze, iż będzie chciała momentalnie przerwać to wszystko, co się działo?
Wystarczyła zapewne chwila, by dokopała się do tych najgorszych, zdecydowanie najpaskudniejszych obrazów z dni spędzonych w czeluściach siedziby D.O.G.S. i... Nie mogła. Po prostu nie mogła. Nawet - a może zwłaszcza? - jeśli pracowała z tymi ludźmi, przez co teoretycznie powinna być przyzwyczajona do podobnych spraw. Jej własne doświadczenia sprawiły jednak, iż stało się to wręcz nie do zniesienia. Jane sama nie wiedziała, kiedy tak właściwie przerwała połączenie, pozwalając Fay opaść pośladkami na beton, a samej dosłownie kołysząc się na nogach.
- Prze... Przepraszam... - Mruknęła tylko, słysząc swój własny głos niczym zza grubej ściany. Zupełnie tak, jakby nie należał do niej samej, tylko do kogoś innego, do kogoś obcego. Nim zdążyła całkowicie dojść do siebie, ruszyła także w kierunku drzwi. Szybko, zdecydowanie, desperacko. Nie chciała tu dłużej przebywać, nie mogła więcej rozmawiać z siostrą... Wolała odejść. Znowu... Jak wcześniej... |
Temat: Jane Atwell |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 3
Wyświetleń: 391
|
Forum: Informatory Wysłany: 2018-12-02, 01:32 Temat: Jane Atwell |
Safiya Janine Atwell alias Jane | 28 lat  Choroby i alergie: wpisz | Obrażenia: wpisz | Frakcja i pozycja: (wpisz, jeśli Twoja postać jest członkiem jakiegoś ugrupowania - usuń jeśli nie.) Zawód: (wpisz, jeśli Twoja postać nie przynależy do żadnego ugrupowania, jest normalnym człowiekiem i chodzi do pracy - usuń, jeśli nie) | Rodzina: wpisz | Opis mocy i poziom mocy:(jeśli jesteś człowiekiem, usuń)
Dodatkowe umiejętności: wpisz (np. walka wręcz, umiejętność strzelania z łuku, znajomość kilku języków itp.) | Mocne i słabe strony: wpisz | Przyjmowane leki: | Ukryta Wiadomosc: | JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message --- |
|
|---|
Cele życiowe i marzenia: | Ukryta Wiadomosc: | JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message --- |
|
|---|
Lęki: | Ukryta Wiadomosc: | JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message --- |
|
|---|
Uwagi do MG: | Ukryta Wiadomosc: | JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message --- |
|
|---|
|
Temat: Words, how little they mean, when you're a little too late |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 751
|
Forum: zakończone Wysłany: 2018-11-25, 01:29 Temat: Words, how little they mean, when you're a little too late |
- Wiesz, dlaczego udało mi się przeżyć przez tyle lat? Na dodatek praktycznie pod samym nosem najgorszych ludzi, jakich dane mi było poznać? - Spytała, wpatrując się w siostrę i nawet przy tym nie mrugając. - Jaka powinna być twoja główna zasada w relacjach z ludźmi, nawet tymi, których pozornie tak dobrze znasz? Nie ufaj im. Nie ufaj nikomu, nawet samej sobie. Ani nie proś o to innych. - Być może faktycznie przedłużała ich rozmowę, jednakże jeśli już musiały prowadzić ten dialog, przynajmniej mogła upomnieć Fay, co do czegoś, czego ta najwyraźniej nadal nie rozumiała.
Nieistotne, w czym miały sobie zaufać. Czy było to zawierzenie życia, czy kupno niesprawdzonego smaku gumy do żucia albo niepewna wycieczka dwie przecznice dalej. Należały do całkowicie przeciwnych obozów i tak naprawdę ani trochę się już nie znały. Nieważne, że w głębi duszy Jane chciałaby to zmienić. Nie umiała i w żadnym wypadku nie chciała tego przyznać. Wolała odepchnąć siostrę od siebie, zanim będzie za późno. Zanim ich wyprawa skończy się nie w tym sklepie, a paskudny smak słodyczy doprowadzi którąś do śmierci. Taki był ich obecny świat. Szorstki, brutalny i zniechęcający do bliższych interakcji.
A potem... Po tych kilku minutach całkowitej oschłości i chłodnej powagi... Atwell nagle się roześmiała. Nie w ten lekki, przyjemny sposób. Nie. Słysząc słowa o kilku dniach obserwacji obiektu, Jane parsknęła w niedowierzaniu. Zupełnie tak, jakby oczekiwała, iż Fay tylko żartuje, że robi sobie z niej jaja. Niestety, doskonale wiedziała, że tak nie było. Na szczęście dla samej siebie lub dla siostry, cóż, nie postanowiła tego skomentować. Wyłącznie pokręciła głową, robiąc przy tym wyjątkowo zdegustowaną minę. Nie sądziła, że w tym świecie dało się jeszcze popełniać podobne głupoty. Ale to w końcu była Fay. Mała, urocza, impulsywna aż do bólu Fay... Czego mogła się po niej spodziewać?
Na pewno nie tej nagłej oferty, jaka sprawiła, iż Jane spojrzała na towarzyszkę, szeroko otwierając przy tym oczy. Cała jej twarz, ba!, cała jej postawa wyrażała jedno. Czy miała do czynienia z kimś, kto postradał zmysły?! Zaledwie moment wcześniej ostrzegła przecież siostrę przed nadmiernym zaufaniem, tymczasem teraz... Teraz słyszała podobne słowa z jej ust... I skamieniała. Dosłownie skamieniała, nie do końca wiedząc, co powinna zrobić. Nie chciała naruszać prywatności Fay, jednak coś sprawiało, iż jednocześnie chciała wykorzystać ofertę.
Wiedziała, że to nie będzie przyjemne. Wiedziała, że prawdopodobnie zostanie za to znienawidzona, nawet jeśli inicjatywa nie wyszła od niej samej. Wiedziała... I być może to właśnie dlatego tak bardzo ją to kusiło. To był ten jej pokrętny środek do ostatecznego odepchnięcia siostry. Właśnie dlatego to zrobiła. Bez ostrzeżenia, bez zawahania. Po prostu przejęła kontrolę... |
Temat: Words, how little they mean, when you're a little too late |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 751
|
Forum: zakończone Wysłany: 2018-10-10, 18:27 Temat: Words, how little they mean, when you're a little too late |
- Jesteś tego w stu procentach pewna? - Spytała, mimo że dobrze wiedziała, jaką odpowiedź usłyszy. Ona sama miała co do tego jednak dosyć spore wątpliwości, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak krucha i praktycznie nieistniejąca była obecnie prywatność. W dobie tej całej technologii, kolejnych nowinek technicznych, które miały na celu szpiegowanie i wyłapywanie potencjalnych mutantów, naprawdę nie trzeba było kogoś widzieć, by czuć się obserwowanym. Nie trzeba było podsłuchiwać własnymi uszami, by poznawać cudze sekrety.
Być może wpadała w paranoję, ba!, na pewno to robiła, ale podczas swojej kariery widziała naprawdę wiele. Znacznie więcej niż ktokolwiek mógłby sądzić. A to sprawiało, że była podejrzliwa i nadmiernie zapobiegawcza... Jednocześnie nadal pozostając dosyć impulsywną i w gorącej wodzie kąpaną. Chwilowo jakoś to wszystko łączyła. Pytanie, na jak długo...
- Obserwowałaś ten budynek. - Tym razem już nie zadawała pytania. Nie musiała nawet zbyt długo obserwować twarzy Fay, aby to wiedzieć. Mimo upływu czasu, na swój sposób nadal trochę się znały. Być może nawet bardziej niż chciała przyznać, chociaż uparcie starała się tego do siebie nie dopuszczać. Im dalej od siebie były, tym lepiej, tym większe szanse miały na to, by przeżyć. Z osobna, nie razem.
- Jak długo? - Słysząc odmowę ze strony siostry, nawet nie mrugnęła. Prawdę mówiąc, spodziewała się tego, ale to niewiele zmieniało. I tak wolała, by - skoro już miała skapitulować, prowadząc jakąś bardziej pasjonującą rozmowę - odbywało się to na jej zasadach, na jej warunkach i na jej gruncie. Po prostu... Lubiła kontrolę. Prawdopodobnie trochę za bardzo.
- Jak długo sprawdzałaś, czy na pewno jest tu aż tak bezpiecznie? Dni? Tygodnie? Miesiące? I jaką mam pewność, że faktycznie jesteśmy tu same? Może nie chcesz stąd wyjść, bo jesteś tu z kimś jeszcze? Ktoś czeka na twój znak? - Wcale nie chciała atakować Fay, ale próbowała jej przedstawić swój własny punkt widzenia. Pokrętny, ale chyba w miarę logiczny. Przynajmniej jak dla niej. - Nie ufamy sobie nawzajem i wcale nie powinnyśmy tego zmieniać. Dlatego wolałabym zmienić miejsce. |
Temat: Words, how little they mean, when you're a little too late |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 751
|
Forum: zakończone Wysłany: 2018-10-03, 23:27 Temat: Words, how little they mean, when you're a little too late |
Nie miała cienia wątpliwości, że Fay wielokrotnie słyszała podobne słowa. Jakby nie patrzeć, nawet jeśli w tym momencie nie było to zbyt korzystne, były przecież rodziną. Pomimo miliarda dzielących ich spraw, nadal musiały mieć ze sobą coś wspólnego. Na przykład skłonność do nieumyślnego i głupiego ładowania się w kłopoty, gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, by tego nie robić, ale coś było dostatecznie tego warte.
Jane nie miała jednak nawet najmniejszego zamiaru o tym wspominać. Ponownie - nie chciała dawać siostrze jakichkolwiek przesłanek do tego, by ta sądziła, że mogły na powrót zbudować relacje sprzed wielu lat. Nie mogły. Nic nie miało tego zmienić, chyba że czas magicznie by się odwrócił, a cała ta sprawa z mutantami nigdy nie miałaby miejsca.
To było jednak praktycznie całkowicie niemożliwe. Na nieszczęście, bądź... Cóż, kto tak właściwie mógł przewidzieć, co byłoby, gdyby ich losy potoczyły się zupełnie inaczej? Czy nie byłoby jeszcze gorzej? Paradoksalnie, bo już teraz było przecież naprawdę fatalnie. Cała ta rozmowa o tym świadczyła, a Jane nie mogła nic poradzić na to, że czuła się w niej zagrożona. Nie, nie wierzyła w to, że Fay mogłaby jej zrobić krzywdę. Było jednak wiele innych osób. Wielu ludzi, którzy momentalnie rzuciliby się na nie z czymś znacznie gorszym niż widły i pochodnie, gdyby tylko dowiedzieli się o mutacji. Co gorsza, Atwell dla nich pracowała...
- Nigdy publicznie nie sugeruj, że jestem tym czymś. - Chciała powiedzieć mutantem, chciała powiedzieć kimś, ale nie o to przecież chodziło. Najbardziej ze wszystkiego, chciała w końcu odepchnąć od siebie Fay. Ostatecznie. Dla dobra ich obu.
- Plus jestem realistką. Tego wymaga od nas obecny świat, nie mów mi, że nie. - O zgrozo, pesymizm zabrzmiałby o wiele lepiej od realizmu, ponieważ świadczyłby o tym, iż widziała świat w znacznie gorszych barwach niż to było naprawdę. Niestety, ich obecne życie było i miało być fatalne. Przez te wszystkie lata nauczyła się już, że nie mogli tego zmienić. Nikt nie mógł. Dlatego... Po co było tak bardzo z tym walczyć? Po co próbować cokolwiek zrobić? Silniejsi, startujący z lepszej pozycji zawsze wygrywali. A tak się składało, że tymi byli rządowcy, tymi byli też członkowie GC. Nie mutanci, nie ona czy nie Fay.
A więc... Dlaczego nadal rozmawiały? Dlaczego, o losie, nie była aż tak uparta, gdy chodziło o faktyczne wyjście - z psem czy bez niego? I... Dlaczego powiedziała to, co powiedziała?
- Wiesz, gdzie mieszkam? Możesz się tam zjawić? Nie teraz, później. Sama. |
Temat: Ściana z graffiti |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 23
Wyświetleń: 1750
|
Forum: capitol hill Wysłany: 2018-08-26, 11:20 Temat: Ściana z graffiti |
Cóż, spodziewała się naprawdę wielu rzeczy. Od zgromadzenia narkomanów czy siedziby mafii, poprzez zasadzkę, na zwaleniu jej się jakiejś starej belki na głowę. Paradoksalnie, pośród tych wszystkich scenariuszy, nie przewidziała czegoś, co po dłuższym namyśle brzmiało dosyć prawdopodobnie... Ustawionego spotkania z jej własną siostrą. Przecież mogła to odgadnąć, czyż nie? Niewiele to jednak teraz zmieniało. Nadal stanęła niczym wmurowana, nieświadomie unosząc palce w kierunku umalowanego policzka. Ich ostatnie spotkanie w cztery oczy skończyło się... Źle. A mimo to nadal stały na przeciwko siebie.
- Nie masz za grosz instynktu samozachowawczego. - Mruknęła, przełykając ślinę, ale nadal dając Fay powiedzieć całą resztę. Być może przez to, iż nadal nie do końca dowierzała w ich spotkanie, być może była to jednak ciekawość. Tak czy siak, milczała przez dobrą minutę, robiąc tylko dwa kolejne kroki, by nie stać w drzwiach. To nie zapowiadało się na krótką rozmowę.
- A więc cokolwiek z... - Znacząco się rozglądając i kiwając głową na stos palet oraz innych pomniejszych śmieci, odchrząkując. - Tego. Miałoby mi pasować? - Wbrew temu, co teraz sugerowała, podobne warunki wcale jej nie przeszkadzały. Chodziło o coś innego, o niesamowity, wręcz niezdrowy upór Fay, by doprowadzić do ich spotkania twarzą w twarz, nawet mimo wiedzy o tym, jak bardzo szkodliwe dla nich obu mogło to być. Jane nie czuła w tym momencie tej nostalgii, tego wewnętrznego ciepła na myśl o prawdziwym spotkaniu po latach. Nie przez to, że tego nie chciała. Wręcz przeciwnie, to nie było jednak aż takie proste, bowiem czuła także złość, irytację powodowaną tym, jak dała się podejść. Miała dostatecznie dużo innych problemów, tych bez związku z siostrą, by dokładać sobie kilka garści kolejnych. Przecież o tym mówiła, obie znały ryzyko. Zwłaszcza po tym, co miało miejsce podczas ostatniego zebrania GC, to była zbyt ryzykowna gra.
- Robisz mi kłopoty. - Stwierdziła, dosyć wyraźnie to podkreślając, choć szczerze wątpiła, by to cokolwiek dało. - Zdajesz sobie sprawę z tego, co będzie, jeśli mnie tutaj z tobą złapią? Zobaczą? - Choć nie warczała ani nie syczała, naprawdę spokojnym tonem wypowiadając te słowa, niewątpliwie była dosyć wyraźnie nie w sosie. Po raz kolejny wzdychając ciężko i spoglądając na towarzyszącego im zwierzaka, który ją tu przyprowadził. A może raczej zwabił? Mimo że wiedziała o zdolnościach Fay, czuła się z nimi dosyć nieswojo. Nie mogła temu zaprzeczyć. Mogła za to zrobić to, o czym myślała praktycznie od początku zawędrowania w okolicę magazynu - wycofać się.
- Pożycz mi... Dino? Dingo? Tak się wabi? - Spytała, jednocześnie machając ręką, jakby to ostatecznie nie miało większego znaczenia. Polubiła tego stwora, ale przecież niejako był wtedy jej siostrą, nie sobą - pociesznym psem z ogonem merdającym niczym śmigło helikoptera. - Pożycz mi Dino, żebym nie wyszła stąd sama, a potem o wszystkim zapomnijmy. Tak naprawdę będzie najbezpieczniej. |
Temat: Ściana z graffiti |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 23
Wyświetleń: 1750
|
Forum: capitol hill Wysłany: 2018-08-25, 01:47 Temat: Ściana z graffiti |
W momencie, w którym nie zastanawiała się jeszcze zbytnio nad głębszym sensem zachowania zwierzaka, domniemanych znaków, jakie jej dawał, tudzież wszystkim innym, co było związane z nim związane, mogła śmiało stwierdzić, że stworzenie było na swój - pomerdany, zupełnie jak jego ogon - sposób… Urocze. Mimo dosyć kiepskiego dnia, kilka razy nawet się do niego uśmiechnęła, nie tarmosząc go jednak za uszami, jak to robili niektórzy ludzie, ani nawet nie wyciągając ku niemu ręki. Nie mogła sobie pozwolić na zbytnie spoufalanie się z psim przybłędą, zdając sobie sprawę z tego, iż nie była w stanie zabrać go ze sobą do domu. Owszem - miała ku temu wszelkie możliwe warunki, jednakże na tym kończyła się ta historia.
O ironio, zupełnie jak w przypadku ludzi, nie chciała przywiązywać do siebie jakiegokolwiek stworzenia… Sama nie chciała się do niego przywiązywać, więc nie myślała o ratowaniu piesków czy kotków, czy nawet rybek akwariowych. Były pocieszne, wdzięczne, kochane, ale… Po prostu nie. Tym bardziej nie wiedziała zatem, dlaczego tak właściwie skierowała swoje kroki za zwierzakiem, doganiając go za każdym razem, kiedy się od niej oddalił. Robiła to dosyć instynktownie, jakby podświadomie przyswajając myśl o tym, iż czegoś od niej chciał. Nie musiał nawet tego specjalnie okazywać, była dosłownie na jego usługi.
No, przynajmniej do czasu, kiedy nie postanowił skręcić w bardziej obskurną, mniej uczęszczaną uliczkę, która prowadziła wyłącznie w jedno miejsce - wprost do nieprzyjemnie, wręcz niebezpiecznie wyglądającego budynku. Jane widziała go już wielokrotnie wcześniej, nie myśląc jednak wtedy, by wchodzić do środka. Bądźmy szczerzy, pracując w takim a nie innym biznesie, na co dzień miewała dostatecznie dużo atrakcji, nie musiała dodatkowo spotykać się z okolicznymi ćpunami i typami spod ciemnej gwiazdy, a to właśnie tacy zazwyczaj urzędowali w podobnych miejscach.
Powinna się wycofać… Wiedziała to, ale - widząc, z jaką precyzją pies wyszukał i otworzył drzwi do budynku - postanowiła chociaż zajrzeć do wnętrza. Ot, stając w praktycznie nieistniejącym progu i rzucając ciche:
- Psie? - Nie wchodziła zbyt daleko, nie rozglądała się po obszernym, zastawionym rzeczami pomieszczeniu. Już i tak czuła się dostatecznie niewygodnie, mimowolnie zaciskając dłoń na pistolecie u boku. |
Temat: Biuro Louanne |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 42
Wyświetleń: 2911
|
Forum: Była Siedziba GENETICALLY CLEAN Wysłany: 2018-08-25, 00:40 Temat: Biuro Louanne |
| Ukryta Wiadomosc: | JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message --- |
|
Temat: Biuro Louanne |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 42
Wyświetleń: 2911
|
Forum: Była Siedziba GENETICALLY CLEAN Wysłany: 2018-08-22, 01:31 Temat: Biuro Louanne |
| Ukryta Wiadomosc: | JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message --- |
|
Temat: Ściana z graffiti |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 23
Wyświetleń: 1750
|
Forum: capitol hill Wysłany: 2018-08-21, 21:23 Temat: Ściana z graffiti |
Prawdopodobnie mogła się spodziewać się tego wszystkiego, co męczyło ją już od dłuższego czasu. Po tym wszystkim, co miało miejsce w ostatnich dniach, tygodniach, częściowo też miesiącach… Powrót do normalnego toku życia nie miał prawa należeć do łatwych spraw. Wręcz przeciwnie - nie łudziła się, że będzie prosto i przyjemnie. Żywiła jednak cichutką nadzieję, że nie odbije się to na niej aż do tego stopnia.
Bujda.
Było źle. Było autentycznie źle i nic nie zapowiadało poprawy tego stanu. Za jedną sypiącą się rzeczą, cóż… Jak to zwykle bywa, dosyć spektakularnie posypało się także wszystko inne. I choć z pozoru wcale nie sprawiała takiego wrażenia, kolejne dni spędzane w siedzibie Genetically Clean nijak jej nie pomagały. Prawdę mówiąc, wolała już patrolować były obóz Bractwa, jednakże - ku niezadowoleniu Jane - nie było takiej potrzeby. Musiała zatem gnić z tymi wszystkimi ludźmi, myśląc jednocześnie o tym, jak wyrwać się z tego miejsca. Już nie tylko o tym marząc, lecz snując najprawdziwsze plany…
Kiedyś nie przepadała za powrotami do pustego mieszkania. Teraz? Nadal ich nie lubiła, ale nie myślała już o nich najgorzej, dlatego też i tego dnia wolała wrócić wcześniej do domu, niż siedzieć do późna w budynku, który wydawał jej się teraz tak ciasny, tak… Duszny i nieprzyjemny. Jeszcze bardziej niż kiedykolwiek.
Wychodząc na ulicę i schodząc po kamiennych schodkach, nie rozglądała się za bardzo dookoła. Jej pajęcze zmysły - no, dobrze, jej zwykłe, przeciętne zmysły typowego zjadacza chleba - nie wyczuły niczego, więc w zmęczeniu nie oglądała się praktycznie na nic. No, przynajmniej do czasu, gdy nie poczuła, że jest obserwowana. Nie było to jednak nieprzyjemne, wrogie wrażenie, a i stosunkowo szybko dotarło do niej, kto wlepiał w nią swoje duże, wilgotne ślepia.
- Idź, wracaj do domu. Ktoś cię szuka. - Mruknęła do psa, obserwując, jak ten siada na chodniku. - Idź! No, już. |
Temat: Plac zabaw |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 39
Wyświetleń: 2215
|
Forum: L.B.A. Park Wysłany: 2018-08-20, 00:42 Temat: Plac zabaw |
- Teraz też nie wróciłam. - Wchodząc Fay w słowo, instynktownie wzruszyła ramionami, bo przecież mówiła prawdę. Dokładnie tak było. Nie wróciła wcześniej - faktycznie, ale w tej chwili także nie zamierzała tego zrobić. To była jednokrotna rozmowa, nic więcej. Nie zamierzała się angażować, już i tak robiła coś, co mogło solidnie zaszkodzić im obu. Podejmowanie jeszcze większego ryzyka, choć w pewnym skrytym stopniu rzeczywiście kuszące czy może nawet upragnione nie wchodziło w grę. Nie teraz, nie wtedy, nie… Nigdy. Nieważne, ile miały o tym dyskutować.
- Nieistotne, czego chcę, Fay. Wszystko się zmieniło. - Stwierdziła twardo, na chwilę odwracając wzrok od butów Penny i spoglądając na rozmówczynię. To wystarczyło, by poczuła się jeszcze bardziej nieswojo, jeszcze bardziej - cóż - źle. Chciała stąd odejść, tymczasem brała do siebie każde słowo, każdy gest. Znacznie bardziej niż chciała, co ani trochę nie polepszało tej porypanej sytuacji.
- Nie mogę zadawać się z mutantami, tak samo jak mutanci nie powinni zadawać się ze mną. Zdajesz sobie sprawę, co się wtedy stanie? Wyobraź to sobie i odpuść. Daj spokój. - Nic, co miała powiedzieć jej siostra, nie mogło zmienić podstawowych problemów. Wbrew wszystkiemu paskudnemu, czego się dopuszczała, Jane było dobrze. Przynajmniej na tyle, na ile mogło być. Nikt na nią nie polował, nie musiała ukrywać się w tragicznych warunkach, głodować czy biedować. I to jej pasowało. Cała reszta? Przełykała ją do tej pory, zamierzała próbować robić to dalej. Bez Fay, bez kogokolwiek. Sama… Jak praktycznie przez cały czas. Dlatego po ostatnich słowach Fay, cóż, odpuściła. Po raz kolejny poruszając drobnymi ramionkami, powiedziała już tylko trzy krótkie słowa:
- Uważaj na siebie. - Nic więcej. Zero przydługich, sentymentalnych pożegnań, kolejnych wyrzutów czy czegokolwiek. Puszczając, pozwoliła Penny wrócić do siebie, jednocześnie trochę zbyt szybko podrywając się z ławki i zataczając, gdy odchodziła w kierunku wyznaczanym przez coraz mocniej przygrzewające słońce.
[z/t] |
Temat: Deptak #2 |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 17
Wyświetleń: 1684
|
Forum: downtown seattle Wysłany: 2018-07-31, 20:51 Temat: Deptak #2 |
Być może powinna zareagować w inny sposób. Ba!, na pewno należało to zrobić i to nie tylko ze względu na fakt, iż upiorny, przerażający cień mógł zaszkodzić jeszcze komuś innemu. Prawdę mówiąc, nie myślała o tym w podobnych kategoriach. Otumaniona bliżej nieokreślonego rodzaju przerażeniem - wciskającym jej nogi w deski pomostu, zmiękczającym kolana, przyspieszającym już i tak dziko łomoczące serce - tak właściwie nie myślała o niczym logicznym. Chciała tylko uciec... Chciała, ale nie mogła. I to rozstrajało ją jeszcze bardziej.
Gdyby nie paraliżujący strach, zapewne nie zastanawiałaby się nawet, tylko porzuciła nieznajomego mężczyznę i błyskawicznie rzuciła się do biegu. Nie była tchórzem. Była samozachowawcza. Prócz drobnych wyjątków - w życiu prywatnym, oczywiście, bo praca poniekąd jej na to nie pozwalała - robiła te rzeczy, które nie prowadziły do śmierci. Szybkiej i bolesnej, wolnej i bolesnej, szybkiej i bezbolesnej, wolnej i bezbolesnej... Jakiejkolwiek.
Pracowała dla organizacji neutralizującej wybryki natury podobne do tego, który nagle rozpłynął się w mroku nocy, jednak w życiu nie zmierzyłaby się z nim, gdyby nie musiała tego zrobić. Nie sama, nie nieprzygotowana do jakiegokolwiek starcia. To nazywało się zdrowym rozsądkiem... Który nakazywał teraz jak najszybciej się wycofać.
Szkoda tylko, że towarzyszący jej mężczyzna najwyraźniej nie słuchał tego cichutkiego głosiku logiki, a Jane... Jane też nie miała chyba zbyt zdrowo pod kopułą, bowiem - gdy tylko przerażenie odpuściło - nie wycofała się w kierunku miasta, podchodząc bliżej do towarzysza, gdy ten postanowił uraczyć ją dosyć upiorną wieścią. Wychylając się nieco w kierunku dziury w pomoście, przełknęła ślinę, czując przy tym lekkie mdłości. Niby widziała wiele, ale do podobnych widoków nigdy nie szło się przyzwyczaić.
- Kurwa. - Tym razem nie była w stanie stłumić przekleństwa, przenosząc spojrzenie na mężczyznę. - Dzwonisz po policję, tak? - DOGS byliby lepsi, ale... Cóż, to zamierzała już zrobić sama. |
Temat: Sala konferencyjna |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 38
Wyświetleń: 3283
|
Forum: Była Siedziba GENETICALLY CLEAN Wysłany: 2018-07-31, 20:31 Temat: Sala konferencyjna |
|przepraszam za jakość, ale chciałam odpisać, mimo choroby
Zebrania Genetically Clean miały to do siebie, że były jeszcze bardziej męczące niż sama codzienna praca dla tej organizacji. Nie tylko ze względu na poziom absurdu, jaki osiągały. Jane zwyczajnie nie lubiła dyskutować z tymi wszystkimi ludźmi, bowiem o ile stykanie się z jedną czy dwiema niezbyt lubianymi osobami na raz dało się jakoś przełknąć, o tyle konieczność rozmowy z całą salą takich ludzi… To było już zdecydowanie męczące. Nie potrzebowała nawet dodatkowych powodów do tego, by czuć się wyczerpana, a była tu przecież zaledwie od chwili.
Chwili, po której to, co miało być spotkaniem organizacyjnym zmieniło się w zwyczajny cyrk, jakiego w żadnym wypadku nie powstydziłby się nawet sam P.T. Barnum. Istne show… Którego nie chciała oglądać, nawet pomimo jakże świetnego miejsca w pierwszym rzędzie. To zwyczajnie przechodziło ludzkie pojęcie, przemieniając się w komediodramat pełen rozwlekłych wypowiedzi kolejnych osób.
Jane nie zamierzała wtrącać do tego swoich trzech groszy. Wręcz przeciwnie - z jak najmniej zainteresowaną miną, spoglądała tylko na wypowiadających się ludzi, dając innym mówić to, co sama mogłaby powiedzieć. Nie była za mordowaniem mutantów. W końcu, cóż, byłoby to cholerną hipokryzją. Jeszcze bardziej nie była jednak za narażaniem się na ujawnienie albo wdawaniem w dyskusje z kimś, kto mógł narobić jej problemów. Wiedziała, jak zachowywała się większość członków GC. Nie chciała mieć ich za wrogów. Jeszcze nie teraz. Dlatego siedziała cicho. |
Temat: Plac zabaw |
Jane Atwell
Odpowiedzi: 39
Wyświetleń: 2215
|
Forum: L.B.A. Park Wysłany: 2018-07-26, 22:01 Temat: Plac zabaw |
- Przecież już to robiłyśmy. Przez tyle lat żyłyśmy każda swoim życiem. Oddzielnie, bez jakiegokolwiek kontaktu. Niewiele się zmieni. - To nie była prawda. W żadnym razie, a Jane sama w nią nie wierzyła, jednakże podobne słowa były… Na miejscu. Choć przychodziły z trudem, później miało być znacznie łatwiej. Tak przynajmniej sobie mówiła, starając się nie podważać tego typu myślenia. Wytrwała wiele lat bez jakiegokolwiek kontaktu z rodziną. Fay także to przeżyła, zatem po co było organizować jakiekolwiek spotkania? Nie miały już kilkunastu lat. Wszystkie te głupkowate, neutralne tematy uległy wyczerpaniu. Pozostały wyłącznie rozgoryczenie, smutek, żal i jedna wielka niewiadoma. Jeszcze jakiś czas wcześniej usiłowały się pozabijać. Czy to nie było dostatecznie wymowne? Nawet jeśli powodowało u niej straszliwą gorycz.
- Nigdy nie będziemy szczęśliwą, kochającą rodziną. Na to już za późno, Fay. Po co rozgrzebywać stare rany? I tak dostatecznie długo się jątrzyły. - Odwracając wzrok, ponownie poszurała nogą w piasku, kopiąc jakiś przypadkowy kamyk, który głośno poturlał się po ziemi. To nie były łatwe tematy. Być może dlatego chciała tak szybko je zmienić, jeszcze szybciej się po tym wycofując. Niestety, obecnie nie było o tym mowy. Nie, póki Fay bagatelizowała wszelkie niebezpieczeństwo, upierając się przy swoim.
- Gdybyś trafiła na kogoś faktycznie uzbrojonego, mogłabyś już nie żyć, wiesz? Uważaj na siebie. Masz ludzi, którym zależy na twoim bezpieczeństwie, pamiętaj o tym następnym razem. - Być może powinna być obojętna, jednakże nie umiała tego zrobić. Zależało jej. W ten pokrętny, nieudolny, okropny i dosyć okrutny sposób, ale chciała jak najlepiej. Dla wszystkich zainteresowanych. Szkoda tylko, że całkowicie nie umiała zachować się w takiej sytuacji, a codzienny chłód nadal robił swoje. Chcąc być dobrą, rozsądną siostrą, cóż, stawała się kimś naprawdę paskudnym w obyciu.
- Nie było mnie. - Kiwnęła głową, robiąc przy tym niepokojąco poważną minę, jak na kilkuletnią dziewczynkę, ale w tym momencie nie myśląc już zbytnio o zachowywaniu pozorów. Zresztą… Nie zamierzała robić też wielu, naprawdę wielu rzeczy. Na przykład dłużej ukrywać, jak ją to bolało. Być może nie zalewała się przy tym łzami, ale… Niech ją cholera, to naprawdę bolało. Każde słowo, każde wspomnienie, każda kolejna minuta w towarzystwie kogoś, komu nie powinna pozwalać na zbytnie spoufalanie się. Nie powinna i już. A jednak nadal to robiła, podświadomie pozwalała się krzywdzić, biorąc do siebie te wszystkie łzy i prośby o rozmowę twarzą w twarz. Musiała być twarda, bo zbyt wiele razy upadła na miękką dupę.
- Bo postawiłaś na mnie krzyżyk. Wy wszyscy to zrobiliście. Właśnie, Fay, miałaś trzynaście lat. Nie byłaś już taka naiwna. To było piekło. Sama nie wiesz, jakie to było piekło. A wy mnie w nim zostawiliście. - Powiedziała, mocno zaciskając delikatne usteczka i będąc - niestety, bez skłonności do śmiechu - pewną, że wyglądała niczym obrażone dziecko gotowe do tupnięcia nóżką i pokazania komuś języka. - Nie wiem, Fay, na pewno mnie nie przekreślać. Był pogrzeb? Ciało? Trumna? - Nie chciała dobijać siostry, chciała po prostu ją od siebie odepchnąć. Jak najszybciej, jak najbardziej trwale. Nie mogły znowu się do siebie zbliżyć. Zwyczajnie nie mogły. |
| |
| Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |
Saphic 1.2 // Theme created by Sopel |
| | Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 10 |
|