Znalezionych wyników: 81
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: #1
James Reynolds

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 406

PostForum: J. Reynolds   Wysłany: 2019-05-27, 21:40   Temat: #1
To nie do końca tak, że próbował ją wciągnąć w jakieś gierki. W jego mniemaniu naprawdę nic się nie stało, dla niego to był dzień jak codzień. Obicie jakiegoś mutanta... Cholera, tym się właśnie zajmował. A to, że ukrywał dłonie... Robił to chyba jakoś bezwiednie, coś mu podpowiadało, że powinien tak zrobić.
- No tak, zdarza mi się zapomnieć. - odparł równie złośliwie co ona i uśmiechnął się lekko pod nosem sam do siebie.
Dlaczego mu to robiła, dlaczego miała do niego pretensje? Żył na krawędzi, starał się jak mógł, by to wszystko się nie posypało. Doskonale wiedział, że może któregoś dnia po prostu nie wrócić, ale nie mógł tak po prostu stamtąd odejść. Neumann i ta cała zgraja idiotów siedzących na stołkach w G.C. nie pozwoliliby mu na to. Zwłaszcza Neumann. Czy ona nie potrafiła tego zrozumieć?
Czuł, że wzbiera w nim gniew. Odstawił szklankę z wodą na blat i zacisnął na nim palce tak mocno, że aż zbielały mu knykcie.
Odetchnął głębiej próbując nie zareagować impulsywnie co w jego przypadku było dość... Trudne.
- Nic takiego. Przesłuchanie. Może mnie trochę poniosło. - powiedział w końcu przez zaciśnięte zęby i przymknął oczy czekając na jej następne słowa. Prawdopodobnie zaraz zacznie się kłótnia, których po prostu nienawidził - nawet jeśli było ich naprawdę nie wiele.
Wiedziała na co się pisze, wiedziała kim jest.
- Posłuchaj... Nie rozumiem o co Ci chodzi. Byłem w pracy, pracowałem, potem wypiłem dla rozluźnienia dwa shoty i wróciłem do domu. Z czym masz problem? - warknął po chwili zastanowienia mimo tego, że było to kompletnie niepotrzebne.
  Temat: #1
James Reynolds

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 406

PostForum: J. Reynolds   Wysłany: 2019-05-16, 18:31   Temat: #1
Zawsze może być lepiej. Ciężko jednak o poprawę, gdy postanawia się związać swój los z mężczyzną takim jak James.
Od samego początku doskonale wiedziała jak ciężki ma charakter, oraz jak wiele przeszedł. Mogło wydawać się, że można go zmienić, ale... Powoli on sam dochodził do wniosku, że to niemożliwe.
To właśnie robił - katował, bił, mordował. Z zawodu był mordercą, nie potrafił robić nic innego i chociaż ciężko mu to przyznać przed samym sobą - tylko w tym czuł się naprawdę dobrze.
Ich cały związek był jedną wielką czarną komedią. Ich sposób postrzegania świata, oraz ideały, poglądy... Byli jak ogień i woda, dwa kompletnie różne charaktery. I to mogło ich zniszczyć - mimo uczucia, którym przecież się darzyli.
Jeśli chodzi o jego bezpieczeństwo... Cholera, w ogóle się o to nie martwił. Przez te wszystkie lata zdążył udowodnić sam sobie, że ciężko go zabić. Nie brał tego w ogóle przez uwagę, gdzieś w środku miał wrażenie, że jest nieśmiertelny. Możliwe, że to doprowadzi go do zguby.
Jakiś czas temu miał wrażenie, że z nią może wszystko. Może się zmienić, być kimś dobrym, robić coś dobrego... Ale życie szybko to zweryfikowało i sprawiło, że znów stał się człowiekiem, który odbierał innym wszystko z zimną krwią.
Miał problem z zaakceptowaniem samego siebie, więc dlaczego ona miała to akceptować? Mimo wszystko - była przy nim, starała się i... I za to ją tak cholernie kochał.
Tylko dlaczego był taki wściekły? Na nią, na siebie, na cały świat. Od wielu dni ten gniew eskalował, stawał się coraz większy i coraz bardziej go niszczył.
Uniósł do góry brew, gdy zadała mu pytanie. Zupełnie, jakby go nie zrozumiał, a jednak... Mimowolnie lewą dłoń odwrócił tak, by nie mogła jej obejrzeć, drugą, która dzierżyła szklankę również przekręcił w taki sposób, by nie widziała opuchlizny i zaczerwienień.
- To znaczy..? - spytał dość sucho, zupełnie tak, jakby pytał ją o zeszłoroczny śnieg.
W jego mniemaniu nie stało się nic takiego, po prostu był w pracy, po niej wypił parę kolejek i wrócił do domu. Przecież tak robili faceci w związkach, nie? Piwko, czy kilka shotów z kumplami po pracy i do domu. No, inna sprawa, że on nie miał kumpli.
  Temat: #1
James Reynolds

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 406

PostForum: J. Reynolds   Wysłany: 2019-05-16, 16:20   Temat: #1
Dzisiejszy dzień był dla Jamesa o wiele ciekawszy, niż kilka poprzednich. Zaczęło się od niespodziewanej akcji w terenie - to mogło znaczyć, że G.C. wreszcie zaczęło działać na froncie. Ostatnio miał wrażenie, że wszystko trochę ucichło, ale w sumie... Nie jemu się nad tym zastanawiać. On był tylko trepem, jego zadaniem było pociąganie za spust, lub używanie siły wtedy, kiedy tego od niego wymagano.
Nauczył się nie myśleć, nie kwestionować rozkazów. I mimo tego, że obecność Shiv w jego życiu naprawdę wiele zmieniła powoli... Powoli znów zaczął się w to wdrążać i mimo tego, że nie chwalił jej się tym... Nienawiść do mutantów wcale nie zniknęła. Może na pewien czas przycichła za sprawą jego... Dziewczyny? Nie wiedział sam jak nazwać to, co ich łączy.
A może tak naprawdę chodziło o to, że ona non - stop im pomagała? Może po prostu cholernie się o nią martwił i winił ich wszystkich za to, że przez nich Shivali naraża się na niebezpieczeństwo?
Cholera, on już chyba tak naprawdę sam nie do końca wiedział co myśleć.
Wracając jednak do dnia dzisiejszego...
Udało im się pojmać kilku mutantów, następnie czekały ich przesłuchania. Wyciąganie informacji w siedzibie G.C. nigdy nie było przyjemne... Zwłaszcza, gdy osobą, która takie przesłuchanie prowadziła był Reynolds.
Nie miał skrupułów, używał często siły, niszczył im psychikę, aż wreszcie... Każdy pękał. Zajmowało to więcej, lub mniej czasu, ale w końcu każdy śpiewał. Szkoda tylko, że rzadko kiedy któryś z nich miał coś sensownego do powiedzenia. Przeważnie okazywało się, że informacje nie były warte tego całego bólu, który trzeba było zadać obiektowi.
Tak było i tym razem. Spędził z tym mężczyzną obdarzonym wyjątkowymi zdolnościami w jednym pokoju kilka godzin. Możliwe, że nawet trochę przesadził. Jego dłonie były zalane krwią, opuchnięte, a tamten... Tamten skończył w szpitalu.
Najgorsze, że nic przy tym wszystkim nie poczuł. Zupełnie, jakby wykonywał jakąś pracę w ogrodzie, czy coś w tym stylu - to było coś czym się zajmował i... Nie bolało go to. Co prawda jakiś głos gdzieś z tyłu jego głowy wręcz krzyczał do niego, ale... Nauczył się go ignorować.
Po drodze do domu wszedł do pobliskiego baru. Wypił kilka shotów, chcąc w ten sposób przytłumić wszelkie złe emocje zanim spotka się z Shivali.
Między nimi... Ostatnio nie było najlepiej.
Wściekała się na niego, że nie może odejść z G.C. Nie rozumiała, że jest tam uwięziony... No, a on się o nią martwił - chociaż nie umiał nazwać tego uczucia.
Wreszcie dotarł do ich mieszkania. Przekręcił klucze w zamku i wszedł do środka. Jak zwykle przystanął na parę chwil, by ponasłuchiwać, czy nie ma żadnych niezapowiedzianych gości.
Uznał, że wszystko jest w porządku, więc po prostu zostawił na podłodze torbę ze swoimi rzeczami, zdjął z siebie kurtkę i wszedł w głąb pomieszczenia.
- Cześć. - rzucił tylko widząc Shivali i ruszył do kuchni po szklankę wody. Wiedział doskonale co powie, gdy zobaczy jego dłonie, o ile już o tym nie wie - w końcu dalej byli splątani więzią.
  Temat: Wygląd
James Reynolds

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 157

PostForum: J. Reynolds   Wysłany: 2019-05-16, 16:19   Temat: Wygląd
~~~
  Temat: Grateful is not equal to forgiveness
James Reynolds

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 898

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2019-01-23, 12:02   Temat: Grateful is not equal to forgiveness
Przecież w tym wszystkim nie chodziło o jakieś cholerne tytuły... Przez tak wiele lat miał tylko ją, byli we dwoje i od zawsze się wspierali - mimo wszystko. Może brakowało w ich relacji czułych słówek i tym podobnych rzeczy, ale James zawsze wiedział, że może na nią liczyć. W tej chwili wyglądało to trochę inaczej, zupełnie jakby mu uciekała, jakby nie mógł jej dogonić, zatrzymać - mimo rozpaczliwych prób.
Ta chyba miała być ostatnia, jeśli nie da mu teraz szansy... Być może już nigdy nie uda mu się jej odzyskać - był tego świadom.
Reynolds czasem również o tym myślał - lepiej by było, gdyby nie miała brata. Przynajmniej nie takiego jak on, zawalił tak wiele spraw, zniszczył tak dużo...
Nie dawał jej nigdy tego co powinien dawać. Niektórzy jednak twierdzą, że lepiej późno, niż wcale. Może jest w tym ziarenko prawdy?
Nie mam pojęcia co zrobiłby nasz żołnierz postawiony przed takim wyborem. Gdyby miał wybierać między Scottie, a Shivali. Co powinien zrobić w takiej sytuacji? Nie potrafił sobie nawet tego wyobrazić, nie chciał do tego dopuścić, widzieć tego - nawet w najgorszych koszmarach.
Jak to się stało, że Scarlett jest od niego lepsza pod każdym względem? Prawdopodobnie dzieli ją jeden zły dzień od zostania kimś takim jak on. I oby ten dzień nigdy nie nadszedł, oby nie zgubiła się w tym wszystkim tak mocno jak swojego czasu Reynolds.
Pewnie, że zdawał sobie sprawę z tego co robi, gdy ukrywał to wszystko przed siostrą. Odkładał z dnia na dzień powiedzenie jej o tym wszystkim, ponieważ po prostu nie miał pojęcia jak to zrobić. Czy to by coś zmieniło? Co, nienawidziła by go trochę mniej, gdyby się przyznał? Przecież nie było możliwości, by to wszystko zrozumiała, znał ją na tyle, by to wiedzieć. I może właśnie dlatego to ukrywał?
Dziewczyna cofnęła się przed jego dłonią, a on poczuł po raz kolejny, że spada coraz niżej, że przepaść między nimi się pogłębia.
- Wszystko co mówię w tej chwili jest prawdziwe. Potrzebuję Ciebie, ale potrzebuję również jej. Możesz myśleć co chcesz, ale ta dziewczyna wszystko zmieniła. Zmieniła mnie. Nauczyła mnie jak kochać. Nie zrezygnuję z niej. Z Ciebie też nie. Nie wiem co dalej, rozumiesz? - ukrył twarz w dłoniach i odetchnął głębiej. Już naprawdę nie miał pojęcia co może jej więcej powiedzieć, jak ją przekonać.
Po paru długich chwilach podniósł na nią wreszcie spojrzenie. Oczywiście - widział, że mięknie, ale znał ją na tyle, by wiedzieć, iż w ciągu paru sekund może zmienić się w tą twardą, oraz niewzruszoną Scottie.
  Temat: The sadest thing about betrayal? It never comes from enemies
James Reynolds

Odpowiedzi: 25
Wyświetleń: 1849

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2018-12-19, 20:44   Temat: The sadest thing about betrayal? It never comes from enemies
Szczerze, to nie mam pojęcia co powinna z nim zrobić. Nie potrafię znaleźć odpowiedzi na to pytanie, ale wiem na pewno, że Shiv trafiła na dość ciężką osobę.
Do niego kompletnie nie potrafiło dojść - mimo tak długiego czasu - że komuś na nim naprawdę zależy, że ktoś może się o niego tak cholernie troszczyć. Nigdy w życiu nie martwił się tak naprawdę o siebie. Zawsze walczył za coś, za kogoś. Za swój kraj, za kolegów - by wyszli z tego cało, później za ideały organizacji do której dołączył. Nie myślał o sobie i to mu niestety zostało do tej pory pomimo zmiany tak wielu poglądów. Zmieniał się przy Shivali na lepsze, to był fakt, ale nie można przecież liczyć na to, że pozbędzie się starych przyzwyczajeń, że całkowicie zmieni myślenie. Nie tak od razu.
To, że znaleźli się pod jednym dachem faktycznie było zupełnym przypadkiem, czymś, co nigdy nie powinno się zdarzyć. Reynolds nigdy nie przypuszczałby, że to wszystko potoczy się w taki sposób, a jednak był wdzięczny losowi za to wszystko. I był wdzięczny jej. Za wszystko, za to, że postanowiła z nim zostać. Mimo tego co widziała, mimo tego jakim był człowiekiem i jak strasznych czynów się dopuszczał ona nie odpuszczała, trwała w tym całym bagnie. Była obok, a teraz? Teraz coś jej zagrażało. To znaczy... Jasne, była mutantką, właściwie ciągle jej coś zagrażało, ale teraz to... To było coś zupełnie innego. Bał się tego co może zrobić jego własna siostra. Gdyby ją znalazła, a jego nie byłoby w pobliżu... Nie chciał nawet o tym myśleć.
Był zdrajcą. Cholernym zdrajcą, zachował się jak jakiś zakochany szczeniak, zdradził wszelkie swoje wartości dla jednej kobiety.
Ale... Odpowiadało mu to. Tylko tego teraz pragnął - nie liczyło się już nic poza nią, liczyły się tylko chwile spędzone w obecności Shivali. Nawet jeśli miał porzucić swoje poprzednie życie. Tak strasznie nie chciał pozwolić jej odejść, ale wiedział, że może być do tego zmuszony. Jej bezpieczeństwo było najważniejsze. Cholera... Tyle niedopowiedzeń, tyle pytań bez odpowiedzi. Najważniejsze z nich to:
"Co dalej?

- Masz rację. Powinienem... Nie mogę jednak odejść z dnia na dzień, nie wiesz jak to jest, to... Skomplikowane. - wymamrotał odwracająć wzrok. Nie chciał się w to bardziej zagłębiać. Kiedyś to zostawi. Musiał to zrobić dla niej, przede wszystkim dla niej.
W tej chwili oni po prostu potrzebowali siebie nawzajem i musieli to przetrwać. Reynolds nigdy nie powiedziałby tego na głos, ale nie miał pojęcia jak sobie poradzi bez niej. Przez ten czas, który spędzili razem... Stała się dla niego motywacją, by dalej walczyć. Dawała mu siłę i przede wszystkim stała się częścią jego samego. Bez niej... Nie chciał nawet o tym myśleć, nie teraz.
- Nie jest tak źle.. - mruknął wymijająco mając na myśli ból, który odczuwał. Przeważnie był dobrym kłamcą, ale nie przy niej. Tak, czy inaczej miał nadzieję, że to przejdzie. I wcale się nie mylił, ponieważ już parę chwil później Shivali wyraziła zgodę na to, by odłożyć lekarza na jutro. I całe szczęście.
- Okay. Jutro się tym zajmę. - przytaknął, a po chwili już trzymał w ramionach cały swój świat i cały ten ból, całe to zdarzenie, to wszystko odeszło gdzieś w niepamięć. Ułożył się nieco wygodniej na podłodze zmuszając tym samym ją, by oparła się na nim. Objął ją nieco mocniej i oparł brodę na jej głowie. Przymknął oczy i wciągnął głębiej powietrze do płuc.
- Znajdziemy coś. Nie przejmuj się tym teraz, ukryję nas. Jestem w tym całkiem dobry. - wyszeptał. Pragnął tylko ciszy, ciszy przerywanej ich oddechami i niczym więcej. Przesunął delikatnie palcami po jej ręce.
- Hej... Będzie dobrze. Wszystko się ułoży, prawda? - potrzebował potwierdzenia. Musiała w to wierzyć tak samo jak i on.
  Temat: Grateful is not equal to forgiveness
James Reynolds

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 898

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2018-12-19, 17:09   Temat: Grateful is not equal to forgiveness
W gruncie rzeczy znalazłoby się sporo rzeczy, oraz cech, które ich łączyły. Jakby nie patrzeć - dalej pozostawali rodziną, nie? Poza tym ich życie potoczyło się w bardzo podobny sposób i nawet jeśli Scarlett na razie nie żałowała tego, że znalazła się w takim, a nie innym miejscu... Kiedyś zacznie. Przynajmniej tak właśnie myślał James.
Dobrze, że nie potrafiła go zabić. Kto by ją chronił, gdyby jego zabrakło? Czy znalazłaby się na tym świecie druga osoba, której tak strasznie by zależało na jej bezpieczeństwie, na niej samej? Mogli się kłócić, mogła chcieć go skrzywdzić, ale nic nie zmieni tego kim dla niego jest. I nawet jeśli każe mu się wynosić ze swojego życia... James nie będzie w stanie tego zrobić. Będzie - gdzieś w cieniu, poza jej wzrokiem, ale będzie. Obiecał to sobie jakiś czas temu i zamierzał dotrzymać słowa - mimo tego, że zdarzało mu się łamać przysięgi.
Jeśli chodzi o ich matkę... To prawda. Straciła życie przez mutantów, James pamiętał dlaczego w pewnym momencie ich wszystkich znienawidził i do tej pory pozostawał pewien niesmak, gdy myślał o przedstawicielach tego gatunku, ale... Pojawiła się Shivali. To ona udowodniła mu, że nie każdy z nich jest taki sam. Uświadomiła mu, że nie należy oceniać wszystkich jedną miarą. Jasne - gdyby miał możliwość dorwania tych gnojków, którzy odebrali mu matkę to skrzywdził by ich. Bardzo mocno by ich skrzywdził, zabrałby im wszystko, zniszczył ich cegla po cegle, ale dlaczego miał karać za to wszystkich innych? Zmienił się. Reynolds cholernie się zmienił, jego poglądy uległy zmianie już jakiś czas temu. Przez pewien czas to ukrywał, ale teraz wszystko wyszło na jaw. Już nie miał siły walczyć, po prostu nie miał siły. Z drugiej strony... Co mógł robić innego? Przecież tylko to potrafił, był do tego stworzony. Nie miał jeszcze pojęcia co dalej zrobić, ale... Chciał, żeby Scottie go w tym poparła. Chciał, żeby stanęła po jego stronie - nie ważne co wybierze. Chciał, by pozostała w jego życiu, nie wiedział tylko, czy jest to jeszcze możliwe po tym, co zrobił.
- Masz prawo być wściekła... Nie miałem prawa Cię okłamywać, nie Ciebie... - wyszeptał i oparł rękę na tym cholernym gipsie. Wysłuchał co ma do powiedzenia i kiwnął głową na znak zrozumienia.
Podniósł wolno dłoń do jej twarzy z zamiarem otarcia z niej łez - o ile oczywiście mu na to pozwoliła.
- Nie ma nic czego bardziej żałuję, uwierz mi. Gdybym mógł cofnąć czas zrobiłbym wszystko inaczej, ale nie mogę. Mogę tylko prosić o to, byś spróbowała mnie zrozumieć. Żebyś ze mną porozmawiała i żebyśmy doszli do jakiegoś porozumienia. Nigdy nie prosiłem Cię o szansę, ale teraz to właśnie robię. Być może zabrzmi to egoistycznie, ale... Potrzebuję Cię. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie stojącej obok. - powiedział trochę spokojniejszym tonem, łzy przestały już płynąć z jego oczu, ale pozostawiły po sobie ślady na policzkach.
Nie wiedział już jak do niej dotrzeć. Nie wiedział co powinien powiedzieć, ale... Wszystko co powiedział było prawdziwe, w całym swoim życiu nie wyrzucił z siebie tak wielu... Mocnych słów.
  Temat: Grateful is not equal to forgiveness
James Reynolds

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 898

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2018-12-01, 14:08   Temat: Grateful is not equal to forgiveness
Racja - gdybanie nie miało żadnego sensu, ale tak właśnie była skonstruowana większość ludzi, nie? Zastanawiali się czy gdyby postąpili inaczej mogliby coś zmienić, wiecznie układali w głowie inne scenariusze z minionych wydarzeń... I w tym James nie różnił się od wszystkich innych.
Czy tak naprawdę oczekiwał od niej zmiany swojego zachowania w ułamku sekundy? Być może przez to, że sam tak cholernie się zmienił miał nadzieję, że z nią stanie się to samo, ale muszę się z Tobą zgodzić. To nie jest takie hop - siup, to nie dzieje się tak po prostu. Do tego potrzeba czasu i często jakiegoś impulsu - tak, jak było w jego przypadku. Pojawił się ktoś, kto poruszył odpowiednie struny i sprawił, że jego spojrzenie na wiele spraw uległo zmianie. Oby w życiu Scarlett znalazła się taka osoba jeśli James nie jest w stanie tego zrobić.
Cholera... Reynolds przeżył naprawdę tak wiele rzeczy, był pieprzonym wojownikiem - osobą, której nikt nie mógł zranić, skrzywdzić. Nie ruszało go nic, stał się w pewnym momencie maszyną do zabijania. Kimś całkowicie pozbawionym uczuć, a w tej chwili? W tej chwili odczuwał wszystko podwójnie, proces odzyskiwania emocji okazał się niezwykle trudny... Ale chyba gdzieś w głębi duszy się z tego cieszył. Zupełnie jakby uczył się żyć na nowo, jakby zyskał od losu drugą szansę. Jeśli tylko uda mu się jeszcze naprawić to wszystko co zdązył popsuć... Jeszcze wszystko będzie dobrze. Wszystko się ułoży. Musi, prawda?

Kompletnie zignorował jej prychnięcie. Być może gdzieś w głowie Scarlett faktycznie byli wrogami, ale on widział to wszystko w zupełnie innych barwach. Dla niego była sojusznikiem. Przyjacielem. Rodziną. Osobą, którą zawsze chciał mieć za swoimi plecami, ponieważ tylko jej był absolutnie pewien. Nie ufał nikomu tak mocno jak jej, nawet sobie nie był w stanie tak zaufać. Nie ważne co między nimi zaszło... Po prostu wierzył w to, że w chwili próby jego siostra zachowa się tak jak trzeba. Nie potrafił się wyzbyć tych myśli i oby nie okazało się, że się mylił.
Dlaczego zawahał się przez tą krótką chwilę zanim odwrócił się i zajął miejsce obok szpitalnego łóżka? Ponieważ... Wiedział doskonale, że to jest moment w którym pęknie. Słysząc jej łamiący się głos, widząc jak wygląda zdał sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie dalej tłumić w sobie tego wszystkiego co czuł. I tak właśnie się stało.
Ostatni raz zapłakał widząc ciała wszystkich swoich przyjaciół - pozbawione kończyn, porozrywane na strzępy, podziurawione przez kule... I te otwarte oczy - puste spojrzenia, obojętne wyrazy twarzy. Ten dzień był wiele lat temu i obiecał sobie wtedy, że nie wyleje więcej żadnej łzy. Trzymał się tego postanowienia przez wiele lat, zapomniał co to znaczy płakać, jaką ulgę to przynosi. Trzymał wszystko w sobie, a Scottie doskonale o tym wiedziała.
Jednak... Nie dzisiaj.
Dzisiaj pozwolił tym słonym kroplom spływać po jego policzkach, nie zatrzymywał ich. Brakowało mu jej, tak strasznie mu jej brakowało. Nienawidził siebie za to co jej zrobił, nie tylko za tą całą zdradę, ale za całokształt. Był... Potworem. Nie tylko dla swoich wrogów, ale również dla tych najbliższych. I to doprowadziło go właśnie do ostateczności.
- Za... Za wszystko. Po prostu za wszystko... - wyszeptał cicho łamiącym się głosem. Kilka łez spadło na jej łóżko, a on powoli podniósł na nią wzrok, gdy spróbowała dosięgnąć go dłonią. No cóż, nie wyszło to najlepiej, ale hej... Spróbowała. Może jeszcze nie wszystko stracone?
Przysunął się do niej trochę bliżej i powoli wyciągnął rękę w jej stronę.
Nie pragnął niczego więcej niż po prostu potrzymać ją za dłoń, tylko tego w tej chwili potrzebował.
I jeśli... Jeśli tylko mu na to pozwoli, to delikatnie zaciśnie palce na jej dłoni.
  Temat: Grateful is not equal to forgiveness
James Reynolds

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 898

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2018-11-30, 13:57   Temat: Grateful is not equal to forgiveness
Jasne, że zdawał sobie sprawę z tego wszystkiego co zrobił. Nie miał na to żadnego wytłumaczenia. Dlaczego przez tyle lat był dla niej taki, a po kilku tygodniach spędzonych z Shivali nagle umiał wyrażać swoje uczucia? Nie znał odpowiedzi na to pytanie, wiedział na pewno, że to właśnie przez tą mutantkę w pewien sposób się odblokował. I właśnie przez nią dotarło do niego co zrobił Scottie. Gdyby był dla niej inny... Być może miała by lepsze życie niż on. Nigdy nie dał jej odczuć, że jest dla niej oparciem - zawsze był tylko gdzieś z tyłu, pojawiał się, gdy był potrzebny, ale nie był na stałe.
Sam czuł się jakby ją zdradził, nienawidził siebie za te wszystkie lata. Za te wszystkie słowa, które tyle razy miał na końcu języka, ale nie potrafił wydusić tego z siebie. A przecież to nie było takie trudne, wystarczyło ją po prostu czasami przytulić. Zaprosić na obiad, zapytać co u niej. Być choć trochę normalny w tym wszystkim, w tym całym bagnie w którym się znaleźli. Pokazać jej, że przede wszystkim jest jej bratem, jej rodziną - a nie tępym osiłkiem, który potrafi za nią zabić, lub pokazać jej, że lepiej uderza się w taki, a nie inny sposób.
Powinien być dla niej wzorem nie tylko jeśli chodzi o siłę fizyczną, o bezwzględność. Po prostu powinien być starszym bratem. A był nim chyba tylko i wyłącznie z nazwy.
Bardzo chciał, by mu wybaczyła, ale... Nie umiał o to poprosić, nie umiał się z tego wszystkiego wytłumaczyć. Nie mógł zostawić Shivali, a tego pewnie by od niego oczekiwała.
- Nigdy nie będziesz moim wrogiem... - odparł cicho. Nie chciał już w to brnąć, ile mógł jej to powtarzać? Nie potrafił traktować jej w taki sposób, nie była jego przeciwnikiem. Właściwie... Nawet ta blizna, którą mu zostawiła... To nie miało dla niego większego znaczenia. Od razu jej to wybaczył. Wtedy - gdy zaatakowała go u niego w mieszkaniu... Gdzieś tam w głębi czuł, że na to wszystko zasłużył.
- Wiem... Wiem, że jej nie chcesz. - każde następne jej słowo było jak ostrze wbijane prosto w jego serce. Ile jeszcze takich pchnięć wytrzyma? Jak wiele jest w stanie znieść? Cóż, myślę, że całkiem sporo. Dla niej? Dla niej był w stanie wytrzymać cholernie dużo, nawet, jeśli to właśnie ona zadawała kolejne ciosy.
Stał już w drzwiach, zamierzał zignorować wszystko co powiedziała i po prostu stąd wyjść. Opuścić ją, zostawić samą - zupełnie tak jak tego chciała, ale jej głos, to w jaki sposób to wszystko mówiła...
Jak mógłby to zrobić?
Jego dłoń znajdowała się na klamce, ale nie naciskał na nią. Nic również nie mówił.
- Ja... Nigdzie się nie śpieszę... - wyszeptał cicho i zamknął na moment oczy.
Cały czas stał plecami do niej. Jeśli Scottie teraz trochę dokładniej mu się przyjrzy dostrzeże, że jego ciało zaczęło delikatnie drżeć.
Odwrócił się do niej wreszcie.
W jego oczach również pojawiły się łzy. James poczuł się tak, jakby przed chwilą wypił sporą ilość alkoholu. Nie płakał... Kurwa, przecież on nie płakał, od tak wielu lat łzy nie gościły w jego oczach - zapomniał jak to jest.
Ale teraz zapłakał. Nad tym wszystkim co zrobił, nad samym sobą i nad ich relacją, którą wręcz koncertowo spierdolił.
I tak stał przez moment patrząc na nią - na swoją małą siostrzyczkę, która faktycznie wyglądała jak siedem nieszczęść. Podobnie jak on.
Chwiejnym krokiem podszedł do krzesła obok jej łóżka i opadł na nie. Ukrył twarz w dłoniach czując, że nie jest w stanie dalej hamować tego wszystkiego co siedzi w jego głowie i zwyczajnie pozwolił płynąć łzom.
I miał gdzieś co o nim teraz pomyśli Scarlett. Może go wziąć za kogoś słabego, to nie miało znaczenia, ponieważ... Właśnie teraz pokazywał jej jak wiele dla niego znaczy - te łzy były świadectwem tego, co do niej czuł.
- Przepraszam... - wybełkotał cicho, ale nie podniósł na nią wzroku. Nie potrafił.
  Temat: Shivali & James
James Reynolds

Odpowiedzi: 16
Wyświetleń: 1426

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2018-11-24, 16:35   Temat: Shivali & James
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
  Temat: The sadest thing about betrayal? It never comes from enemies
James Reynolds

Odpowiedzi: 25
Wyświetleń: 1849

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2018-11-24, 16:18   Temat: The sadest thing about betrayal? It never comes from enemies
Oby nigdy więcej taka umiejętność nie była jej potrzebna. Reynolds oczywiście nie planował takich incydentów w przyszłości, ale wszystkiego nie mógł przewidzieć. Zwłaszcza, gdy prowadzi się taki tryb życia jak on. Nie miał pojęcia co stanie się w ciągu kilku następnych minut, a co dopiero spojrzeć dalej w przód...
Wiedział jednak na pewno, że ze wszystkim sobie poradzi. Przecież musiał, nie mógł odejść - nie teraz, gdy jego życie nabrało większego sensu. Wreszcie pojawił się ktoś, kto sprawił, że poczuł się kimś. Jak mógłby ją zostawić?
Ucieczka z miasta... Jasne, to brzmi jak plan, ale czy mogli tak po prostu to zrobić? Problem był taki, że Reynolds był zbyt mocno wciągnięty w to wszystko. Gdyby odszedł... Cóż, możliwe, że do końca życia musiałby się oglądać przez ramię.
Był jednak gotów jej na to pozwolić. Nie ważne jak strasznie cierpiałby po jej stracie - chodziło o jej bezpieczeństwo. Nie mógł pozwolić, by cokolwiek jej się stało, ponieważ sam by tego nie przeżył. Czuł obowiązek chronienia jej przed wszystkimi i przed wszystkim. Nawet jeśli miałoby to oznaczać, że muszą się rozstać musi zapewnić jej bezpieczeństwo. To dla niego sprawa priorytetowa.
Spojrzał jej prosto w oczy, a kąciki jego ust delikatnie uniosły się do góry. Zacisnął mocniej palce na jej dłoni i przez parę chwil nic nie mówił. Przyglądał się jej i po raz kolejny uświadomił sobie, że Shivali jest najpiękniejszą kobietą na świecie. Serce mu się krajało, gdy widział ją w takim stanie - zmartwioną, smutną. Gniew już chyba z niej uchodził, a przynajmniej na razie. No, może uda mu się jej już dziś nie zdenerwować...
- Nie zostawię Cię... - wyszeptał. Z pewnością nie były to puste słowa, sam mocno w to wierzył i zamierzał zrobić wszystko co w jego mocy by tak właśnie było.
No, ale jak miał jej nie wkurzać, skoro już zaczęła z jakimiś lekarzami.
- Nie... Nie dzisiaj. Mam zaufanego lekarza, skontaktuję się z nim, ale już nie dziś... Wytrzymam. Nie jest tak źle, prawie nie boli. - w tej chwili akurat można śmiało stwierdzić, że łże jak pies. Bolało - przy głupim oddychaniu cierpiał, ale było to do wytrzymania. Czy mieli doczynienia ze złamaniem? Chyba nie, może jakiś mocny obrzęk... Chociaż kto wie.
Wyciągnął do niej drugą rękę chcąc przyciągnąć ją do siebie i przytulić. Tylko tego teraz pragnął. Zamknąć cały swój świat w ramionach i nie puszczać. Trzymać ją blisko siebie i nie zwracać uwagi na nic, niczym się nie martwić.
  Temat: Grateful is not equal to forgiveness
James Reynolds

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 898

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2018-11-12, 13:43   Temat: Grateful is not equal to forgiveness
No to byli właściwie w patowej sytuacji. Oboje nie potrafili przekroczyć tej granicy, mimo tego, że chyba któreś powinno wreszcie to zrobić. Czy nie byli w tej chwili wrogami? W końcu James był zdrajcą, którego Scottie powinna jak najszybciej wyeliminoawć. A jednak rozmawiali ze sobą. Być może przez to wszystko byli w stanie powiedzieć sobie więcej, niż kiedykolwiek wcześniej? Brunet nie przypominał sobie, by kiedykolwiek wyznał jej tak wiele jak teraz. No, ale tak to jest. Docenia się coś dopiero jak się to traci.
To, że dała się podejść nie było jej winą. Nawet najlepiej wyszkolony żołnierz popełnia błędy, to zdarza się wszystkim. Całe szczęście, że jej pomyłka nie zakończyła się odejściem z tego świata. Co by właściwie wtedy zrobił James? Gdyby jej zabrakło? Nie mam pojęcia, ale z pewnością winił by siebie. Nie potrafiłby sobie tego wybaczyć, zupełnie jak wielu innych rzeczy. Dlatego dobrze, że wyszło tak, a nie inaczej.
W tej kwestii akurat masz rację - nie potrafił zostawić Shiv. Nie umiał wybrać między nimi, to po prostu nie było możliwe. Kochał je obie, choć w inny sposób. Dla każdej z nich był w stanie wiele zaryzykować, właściwie oddać wszystko. Scarlett nie powinna go zmuszać do takiego wyboru, ale... W takich żyli realiach. Trwała pieprzona wojna i nawet najbliższa Ci osoba w ciągu paru chwil może stać się Twoim najgorszym wrogiem, celem.
Przeniósł na nią wzrok, gdy wspomniała o bliznach.
- Podobne? Ja widzę między nimi różnicę. Tą, którą noszę ja zrobiła najbliższa mi osoba. Dla mnie jest przypomnieniem jak bardzo sam siebie nienawidzę, oraz pamiątką po dniu w którym straciłem coś kurewsko ważnego. Twoja...? Zrobił Ci ją jakiś nic nie warty śmieć. - wzruszył ramionami i odwrócił spojrzenie. Czy powinien mówić do niej w taki sposób? Chyba nie, ale jakie to miało teraz znaczenie? I tak nie mógł nic zmienić. Jego siostra była cholernie uparta. Nie było możliwości przemówienia jej do rozsądku.
- W Twoim mniemaniu może byłem. Nie ma to żadnego znaczenia. Jeśli wpakujesz się w kłopoty - będę tam. Mimo wszystko. Możesz tego nie chcieć, możesz mnie nienawidzić coraz bardziej, ale zawsze będę gdzieś w pobliżu gotów, by powyrywać serca tym, którzy zechcą Cię skrzywdzić. - zignorował całkowicie dalszą część jej wypowiedzi. Nie potrafiłby wbić jej noża w plecy. Prędzej sam zasłonił by ją swoim ciałem przed tym nożem. Szkoda, że to do niej nie docierało.
Oczywiście, że nadal tutaj był. Jak mógł ją zostawić w takiej chwili? Czy tak naprawdę miała kogokolwiek poza nim? Wątpię, bo leży tutaj od 3 dni i nie pojawił się absolutnie nikt, by sprawdzić jak się czuje.
- Mam za co przepraszać, ponieważ... Nie umiałem nigdy wcześniej powiedzieć Ci co czuje. Nigdy nie byłem dla Ciebie oparciem. Może i stałaś się przez to twarda, ale... Kurwa, nie wiem co ale... - zakończył cicho. Nie miał pojęcia co jeszcze powiedzieć, tak wiele chciałby jej przekazać, ale... Ale nie potrafił.
Wyrzucił papierosa przez okno i zamknął je. Słysząc jej następne słowa zacisnął dłonie w pięści tak mocno, że aż zbielały mu knykcie. Oparł się o parapet - wciąż plecami do niej - i westchnął cicho. Przymknął oczy. Zwyczajnie zachciało mu się płakać, ale... Ale on nie płakał. Dlatego żadna łza nie pojawiła się na jego policzku, nawet oczy mu się nie zaszkliły. A szkoda, ponieważ może wraz z łzami odszedłby jego ból.
Odwrócił się do niej i sięgnął do kieszeni po portfel.
Wyciągnął z niego zdjęcie - chyba łatwo się domyślić kogo. Przedstawiało ono Scarlett. O wiele młodszą, a po samej fotografii widać było, że została dotknięta przez czas. Nosił ją od wielu lat.
Spojrzał na nie ostatni raz i rzucił na jej łóżko.
- Należy do Ciebie. Pewnie uważasz, że nie mam prawa go mieć. - rzucił krótko i ruszył w kierunku drzwi.
- Wiesz gdzie mnie szukać. - w głębi duszy tak strasznie chciał, by go zatrzymała. Żeby wyraziła chociaż chęć rozmowy, ale... Doskonale wiedział, że to niemożliwe.

||z/t (??)
  Temat: Grateful is not equal to forgiveness
James Reynolds

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 898

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2018-11-11, 21:04   Temat: Grateful is not equal to forgiveness
Tak, chyba masz rację. Ostatnie czego w tej chwili potrzebowali to plotki na temat ich relacji. I tak był jej wdzięczny za to, że postanowiła go nie wydać. Chociaż... Z drugiej strony gdyby to zrobiła - po prostu by odszedł. Co by mu zrobili? Jasne, spróbowaliby go zabić, ale przecież to nie było takie proste. Nie oddałby tanio swojej skóry i z pewnością jego przełożeni doskonale o tym wiedzą. Problem pojawiłby się tylko wtedy, gdyby w pościg za nim ruszyła Scarlett. Gdyby naprawdę chciała odebrać mu życie, cóż... Mógłby od razu zamówić dla siebie trumnę, ponieważ nigdy nie podniósłby na nią ręki. Zwyczajnie by nie umiał tego zrobić.
Scottie była twarda jak cholera, w wielu przypadkach o wiele twardsza niż on. Właściwie... Mimo tego, że przez kawał czasu to ona uważała go za autorytet... Chyba on powinien się od niej wiele nauczyć.
Reynolds obserwował przez chwilę jak jego siostra męczy się próbując wyjąć te cholerne rurki. W normalnym wypadku zaproponowałby jej pomóc, ale... Nie miał do tego prawa. Jak do wielu innych rzeczy i możesz wierzyć lub nie, ale to naprawdę cholernie bolało. Świadomość, że najważniejsza dla niego osoba dalej darzy go nienawiścią...
Nie potrafił jednak stąd odejść widząc ją w takim stanie - mimo tego, że powinien to zrobić.
Jeśli chodzi o bliznę na twarzy... Przywykł już do niej. Inna sprawa, że każdego dnia, gdy patrzył w lustro przypominało mu się to wszystko. Częściowo czuł się jak cholerny zdrajca, codziennie wspominał słowa Scottie. Tak strasznie ciężko było mu poradzić sobie z tym wszystkim, ale do tego też powoli się przyzwyczajał. W końcu czas przyzwyczaja do bólu, nie?
- Oczywiście, że musiałem. Po to jestem. Możesz mnie nienawidzić, ale zawsze zrobię wszystko, by wyciągnąć Cię z najgorszych opresji. - powiedział dość stanowczo, ale cicho. Widać było gołym okiem, że coś go gryzło, a ona doskonale wiedziała co to jest.
Przyglądał jej się, gdy tak obserwowała swoje ciało. Smutna prawda była taka, że... Zrobił jej straszną krzywdę. Jej ciało było w opłakanym stanie, nie miał pojęcia jak psychika, ponieważ tym na pewno się z nim nie podzieli. Widząc ją w takim stanie... Cholera, serce mu pękąło, ale przecież nie mógł jej o tym wszystkim powiedzieć. Stracił prawo do mówienia jej czegokolwiek - miał na to tyle lat, ale wtedy milczał. Teraz mógł tylko pluć sobie w brodę.
- Chciałem... - zaczął, ale zaciął się. Co miał jej powiedzieć? Że za nią tęskni? Że oddałby wszystko, żeby tylko mu wybaczyła? Nie potrafił ubierać w słów swoich emocji, to dalej było dla niego trudne.
Podniósł się z krzesła wzdychając i podszedł do okna. Otworzył je i wyciągnął papierosa. Rozpalił go i zaciągnął się kilka razy. Oczywiście stanął w takiej pozycji, by dym nie leciał na nią - raczej nie powinna go wdychać po tym całym trującym gazie i tym wszystkim...
Zamknął oczy i wypuścił powietrze z płuc.
- Przepraszam, że przez tyle lat byłem dla Ciebie taki. Wiem, że już za późno na to, by cokolwiek naprawić, ale... Ale wiedz, że tego żałuje. - było mu już wszystko jedno, czy po raz kolejny zrani go do głębi. Miał tylko tą jedyną szansę, by jej to powiedzieć. Więcej okazji może nie być. Ich drogi się rozejdą, a ona nigdy mu nie wybaczy. Powoli zaczął przyzwyczajać się do tej myśli, bo co mógł więcej zrobić?
  Temat: Grateful is not equal to forgiveness
James Reynolds

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 898

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2018-11-10, 21:28   Temat: Grateful is not equal to forgiveness
Właściwie... Możliwe, że była w gorszych tarapatach, ale z tych prawdopodobnie ciężko byłoby jej się wydostać. James był wdzięczny opatrzności, że do niej dotarł. Gdyby spóźnił się choć chwilę... Cholera, to mogłoby się skończyć naprawdę źle.
Wydała mu się niesamowicie krucha, gdy trzymał ją na rękach. Zupełnie jakby znowu byli dziećmi, ale smutna prawda jest taka, że dawno już nimi nie byli. W tej chwili? Nienawidziła go, traktowała jak najgorszego wroga i prawdopodobnie gdyby była w stanie odrzuciłaby jego pomoc. Doskonale o tym wiedział, ale nie mógł jej zostawić. Dalej była jego siostrą, dalej żywił nadzieję, że wreszcie mu wybaczy.
Tamten mężczyzna, który jej to zrobił... Mimo tego, że będzie cholernie trudno - znajdzie go. Zrobi to nie tylko dla niej, ale również dla siebie. Obiecał to sobie i zamierzał dotrzymać słowa. Nie ważne jak wiele czasu to zajmie.
Tak, czy inaczej - wreszcie dotarli do szpitala. James nie opuszczał nawet na sekundę swojej siostry. No, może z jednym drobnym wyjątkiem - nie miał wstępu na salę operacyjną. Wtedy czekał jak pies po drzwiami przygryzając wargi aż do krwi. A jeśli coś się nie uda? Nie... Nie. Nie wolno tak myśleć. Wszystko będzie dobrze, nie może być inaczej.
Po paru godzinach wreszcie zakończyli operację. Jako najbliższa rodzina miał prawo do wszelkich informacji na temat stanu jej zdrowia... Aż dziwne, że jeszcze tego nie zastrzegła. No, oby na to nie wpadła.
Było stabilnie, chociaż nie najlepiej. Chyba tylko cud sprawił, że to wszystko przeżyła... Tak przynajmniej twierdził lekarz. James miał inną teorie. Scarlett to kawał silnej kobiety, nie tak łatwo ją zabić. To u nich chyba rodzinne.

Scarlett została położona w sali obserwacji, a on nie odchodził od niej na krok. Wiecznie siedział przy jej łóżku. Minął jeden długi dzień, a ona dalej się nie obudziła. Drugiego dnia to samo. Reynolds całkowicie olał wszelkie swoje obowiązki. Z resztą... O nic go nie prosili. Doskonale wiedzieli, że odciągnięcie go od siostry jest równoznaczne z samobójstwem.
W tej chwili? Liczyła się dla niego tylko ona. Pomimo tego co mu zrobiła i tego co on zrobił jej - pomimo wszystko był przy niej, trwał.
Niewiele spał przez te dwa dni, podobnie było tej nocy.
Siedział na chyboczącym się krzesełku przy jej łóżku. Bolały go plecy, bolało go wszystko, ale to nie było ważne. Wbił spojrzenie prosto w jej twarz. Była taka spokojna, gdy spała...
Wyciągnął dłoń w jej kierunku. Wiedział doskonale, że nie ma prawa już jej dotykać, ale... Nie mógł się powstrzymać. Delikatnie zacisnął palce na jej przedramieniu. Celowo wybrał takie miejsce. Tam nie miała żadnej rany.
- Obudź się... Proszę, obudź się. - wyszeptał cicho, chociaż chyba bardziej sam do siebie, niż do niej. Co prawda lekarze mówili, że powinna się wybudzić, ale.. Nie wiedzieli ile to zajmie czasu.
Wpatrywał się w nią jeszcze przez chwilę, aż opadł z sił. Usnął - nawet nie wiedział kiedy.

Ze snu wyrwał go jakiś ruch, czyjś głos. Przez chwilę wydawało mu się, że dalej śni. Podniósł głowę i machinalnie położył dłoń na karku. Bolało. To nie była zbyt wygodna pozycja do snu. Nieprzytomnym wzrokiem spojrzał na Scarlett. I zupełnie jakby dostał jakiegoś kopa - otrzeźwiał w ciągu kilku sekund, jakby wcale nie spał.
- Chryste, tak się cieszę.. - rzucił na początku, ale chyba... Chyba trochę zbyt entuzjastycznie. Mina mu zrzedła, gdy przypomniał sobie, że przecież... Przecież nie ma prawa tak do niej mówić. Stracił je jakieś czas temu - mniej więcej w tym samym momencie w którym zyskał tą sporych rozmiarów bliznę na twarzy.
- Torturowano Cię. Nie mam pojęcia kto to był, ale na pewno się dowiem, Ty... Straciłaś mnóstwo krwi, wyniosłem Cię stamtąd i przyniosłem tutaj, lekarze mówili... Mówili, że nie wiadomo czy odzyskasz pełną sprawność. Spałaś trzy dni, ja... Wiem, że nie powinno mnie tu być. - wyrzucił z siebie, a zaraz po tych słowach odwrócił wzrok. Powinien się zmusić do podniesienia się, powinien ją zostawić samą, ale nie potrafił. Nie w takim stanie. Chociaż był prawie pewien, że tego właśnie oczekuje... W końcu w jej oczach był śmieciem, nic nie wartym zdrajcą. Jak to było?
"Nie masz już siostry."?
  Temat: Nieuchwytny - połowa września 2018
James Reynolds

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 1567

PostForum: zakończone   Wysłany: 2018-11-10, 15:31   Temat: Nieuchwytny - połowa września 2018
Już teraz oczyma wyobraźni Reynolds widział co zrobi temu człowiekowi. Widział go klęczącego przed nim, widział jak wbija mu palce prosto w oczy i wciska gałki oczne głęboko w czaszkę. Słyszał jego krzyk, ostatni dźwięk jaki z siebie wyda. No, ale nie teraz. Nie w tej chwili - w tej chwili najważniejsza była jego siostra. Przyjemności zostawi sobie na później. Odnajdzie go. Choćby to miało trwać miesiąc, rok, pięć lat.
Ten człowiek będzie się oglądał przez ramię do końca życia. O ile będzie miał na tyle rozumu w głowie, by na siebie uważać.
Przymrużył oczy, gdy tamten zaświecił mu latarką prosto w twarz. Oczywiście nie był takim idiotą, by dalej przeć na przód, gdy nic nie widział, więc uskoczył trochę na bok i ukrył się na chwilę za pierwszą lepszą przeszkodą. Na wszelki wypadek oddał w jego kierunku trzy strzały na oślep - tak, by nie zranić Scarlett. Nie miały być celne - podobnie jak pierwsze. Miały tylko sprawić, by tamten się wycofał.
Gdy James się wychylił nieznajomy zaczął wypuszczać w jego kierunku jakiś gaz. Nie zamierzał pozwolić tej substancji dostać się do swoich płuc - cokolwiek to było. Wciągnął mocno powietrze w płuca, potrafił przez dłuższy czas wstrzymywać oddech. W końcu był marine - jego dowódcy zadbali o to, by umiał wytrzymać pod wodą przez dłuższy okres czasu.
Na szczęście napastnik zachował się zgodnie z jego przewidywaniami i zniknął z jego pola widzenia. Przynajmniej nim nie musiał się już martwić.
Wciąż na bezdechu szybko pokonał dystans dzielący go od Scottie.
Straciła przytomność - nic dziwnego, ale wyjdzie z tego. Musiała z tego wyjść, przecież... Przecież nie mogła go zostawić. Nie mógł jej stracić.
Zabawne - nigdy nie płakał, oduczył się tego całkowicie, ale teraz... Teraz, gdy widział ją w takim stanie... Oczy mu się zaszkliły. Nie było jednak czasu na mazanie się. Musiał ich stąd wydostać.
Wziął ją na ręce i szybkim krokiem wyniósł z pomieszczenia.
- Scottie... Nie umieraj. Proszę... - wyszeptał wręcz błagalnie. Miał niewiele czasu, ale.. Ale zdąży. Musi zdążyć.
z/t wszyscy (?)
 
Strona 1 z 6
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 10