Znalezionych wyników: 10
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Część wspólna
Jacquelyn Dunne

Odpowiedzi: 107
Wyświetleń: 6445

PostForum: Hala magazynowa   Wysłany: 2019-03-29, 12:19   Temat: Część wspólna
Jack z samego rana od razu wyszła ze swojego pokoju. Przeważnie wstawała nieco wcześniej, żeby dać sobie czas na poranną rutynę i wszystko inne. Zwykle zajmowało jej to około dwie godziny razem ze zjedzeniem śniadania i wzięciem prysznica. Jednak tego dnia wszystko poszło jej o wiele szybciej. A nie chciała marnować czasu i siedzieć w swoim pokoju, nie wytrzymałaby. Miała dzisiaj ponoć wziąć udział w czymś ciekawszym niż zwykle, więc była dość podekscytowana. Otworzyła drzwi do pokoju, następnie zamknęła je na klucz, który wsunęła do tylnej kieszeni plecaka. Po tym, wciąż wodząc dłonią po ścianie, zaczęła kierować się w głąb korytarza. Czując mały odprysk na ścianie jak i jego chropowatą część, skręciła w kolejny korytarz. Takie małe elementy sprawiały, że o wiele łatwiej mogła poruszać się po całym kompleksie. Wiedziała dokładnie, gdzie jest pokój wspólny i po kilku minutach znalazła się w nim, a następnie aktywowała swoją moc, starając się określić ile osób jest w pokoju i czy jakiś kształt przypomina Irminę, przywódczynię wolontariuszy i jej "szefa". Zwykle nie używała mocy w takich momentach, jednak wtedy chciała wydać się o wiele bardziej profesjonalna.
  Temat: Wejście do magazynów
Jacquelyn Dunne

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 1819

PostForum: Bractwo Mutantów   Wysłany: 2019-03-29, 12:14   Temat: Wejście do magazynów
- Znaczy wiesz, może kiedyś miałam okazję go minąć gdzieś na korytarzu, ale nie przypominam sobie. No i w moim przypadku to trochę tak jakby inaczej. No wiesz. Muszę kogoś poznać, żeby go... pamiętać - zaczęła tłumaczyć Liamowi, lekko się uśmiechnęła i przewróciła oczami. Nie wiedziała tak do końca co to oznacza, jednak wciąż pamiętała z dzieciństwa ten gest. Wiedziała, jak go powtórzyć.
- Tak czy siak, chętnie poznam wszystkich innych. Byłam dość... odizolowana od kiedy dołączyłam. Zawsze wydawało mi się, że tamci wszyscy ludzie niezbyt za mną przepadają, albo czują się dziwnie w mojej obecności. Ty zawsze byłeś normalny. Jezu, dzięki ci za to. - dodała.
- No wiesz, ognisko nie jest takim złym pomysłem. Znaczy się... - zaczęła, a po tym poczuła jego dłoń na swoim czole. Była nieco rozpalona, ale tylko i wyłącznie z powodu aktywności fizycznej. Skrzywiła się i dodała:
- Nie jestem dzieeeckiem, nie jestem też chora, nie martw się o mnie...
Oczywiście Liamowi udało się lekko zaskoczyć dziewczynę i wykonać cały atak, jednak po tym ona się ocknęła i starała chociaż nie dopuścić do finalnej części całego chwytu, jaki ten chciał na niej zastosować. Wiadomo, że efekty były marne.
- No weź! Miałam nadzieje, że to będzie zwykła rozmowa przez chociaż sekundę. Dobra, spróbujmy tej medytacji. - powiedziała, a następnie dodała:
- W którą stronę jest wejście?
Była lekko rozkojarzona przez to wszystko, a wolała nie aktywować mocy w tamtym momencie.
  Temat: Wejście do magazynów
Jacquelyn Dunne

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 1819

PostForum: Bractwo Mutantów   Wysłany: 2019-03-16, 13:21   Temat: Wejście do magazynów
- O rany, co ja bym bez ciebie zrobiła - stwierdziła i jeden z kącików jej ust lekko się podniósł. Cieszyła się, że miała kogoś takiego. Wydawało jej się, że Liam rozumiał. Znaczy, on naprawdę rozumiał, jednak Jack i tak to wszystko wydawało się strasznie skomplikowane, więc zaskoczeniem było to, że on jednak wiedział o co chodzi i jak pomóc. Jednak na tamten moment wolała skupić się na treningu.
- Chyba nie kojarzę Alexa, jednak chętnie bym go poznała - stwierdziła. Lubiła to, że Liam proponował jej tak wiele osób z Bractwa. Ona sama nie znała jeszcze zbyt wielu osób, jednak cieszyła się na samą myśl poznania większej ilości osób. Wzięła głęboki oddech i dodała:
- Jeśli chcesz, to jestem dzisiaj wieczorem wolna. Moglibyśmy zrobić sobie małe ognisko. Dzisiaj jest całkiem ciepły dzień. Po tym wystawiła lekko dłonie przed siebie. Czuła jak promienie słońca odbijają się od jej dłoni, czuła ciepło. Mimo iż była to końcówka zimy, to pogoda powoli zaczynała dopisywać. Było chłodno, jednak słońce naprawdę sporo dawało. Wieczór pewnie będzie o wiele chłodniejszy, ale ognisko byłoby całkiem przyjemną opcją. Jack raczej nie zdawała sobie sprawy z tego, że unoszący się dym może zdradzać czyjąś pozycję. Nie pamiętała wielu rzeczy.
Jack starała się odpierać jego ciosy, cały czas pozostawiając wraz z nim połączona jakąś częścią swojego ciała. Wydawała się być coraz bardziej przyzwyczajona do tego, co robili. Całkiem nieźle jej szło, jednak gdy mężczyzna nieco zmienił taktykę, dziewczyna przewróciła się na ziemie i przerażona otworzyła szeroko oczy, patrząc wprost na Liama. Lekko ją to zaskoczyło, a może i nawet przestraszyło. Cały obraz rozświetlił się na czerwień, pomarańcz i różne odcienie niebieskiego. Aktywowała moc całkowicie przypadkowo. Przez kilka sekund starała się złapać oddech, po tym lekko się skrzywiła. Chciała ukryć to, że nie udało jej się zapanować nad zdolnością i powoli wstała. Wiedziała, że zdradził ją fakt tego, że udało jej się spojrzeć prosto na Liama. Szczególnie po tej całej sekwencji. Westchnęła.
- No, masz mnie. Nie spodziewałam się tego. - dodała i otrzepała kolana, a po tym przeczesała dłonią swoje włosy.
- To może spróbujemy pomedytować przez chwilę, co? - zaproponowała. Nie lubiła popełniać błędów. Przeważnie się nie poddawała, jednak tym razem fakt tego, że użyła swojej umiejętności lekko wytrącił ją z równowagi.
  Temat: Wejście do magazynów
Jacquelyn Dunne

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 1819

PostForum: Bractwo Mutantów   Wysłany: 2019-03-11, 20:39   Temat: Wejście do magazynów
- Może spróbuję, chociaż nie wiem. Wydaje mi się, że byłoby to strasznie nudne. Musiałabym też być w jakimś specyficznym miejscu. Ciężko mi się czasami zrelaksować gdzieś indziej niż w moim pokoju. Czasami używam mocy gdy czuję, że ktoś przechodzi obok mnie, a czasami to tylko wiatr. Okropnie - powiedziała. Nie wyobrażała sobie jak na tamten moment medytacji. Ciężko było jej się skupić na pozostaniu w jednym miejscu i relaksie. Ciągle stresowało ją to, że ktoś do niej podejdzie i wystraszy. Nie czuła się wystarczająco dobrze, żeby po prostu przestać wciąż analizować czy ktoś jest wokół niej. Zawsze najbardziej odprężało ją czytanie, bo robiła coś, skupiała swoje zmysły na historii, jednak mimo to pozostawała w wiecznym skupieniu na tym, czy nikogo nie ma w pobliżu. Ot, przyzwyczajenie.
- Świetnie! Dzięki, że to dla mnie robisz. Nie wiem jak mogłabym ci się za to wszystko odwdzięczyć - stwierdziła i lekko się uśmiechnęła. Po tym oczywiście znowu lekko uniosła kąciki ust, wiedząc, że dobrze wykonała ćwiczenie. To było dość zabawne, Przez te wszystkie lata, reszta jej zmysłów była bardzo wyczulona i nawet nie wiedziała, jak mogłaby to komuś opisać. Nie wiedziała, nie potrafiła sobie przypomnieć jak to było przed. Zresztą, była małą dziewczynką. Czasami gdy ćwiczyli czuła jego oddech, potrafiła sobie wyobrazić gdzie konkretnie jest, słuchała odgłosu kroków, czuła wiatr na swojej skórze gdy Liam wykonywał jakiś ruch. Walczyła z nim w kompletnych ciemnościach, jednak mimo to radziła sobie coraz lepiej.
- Byłoby to ciekawe. Wiem jaki ty jesteś i tak dalej, więc w sumie chętnie poznałabym bliżej też inne osoby. Jak jeszcze trochę potrenujemy, to rozwalę wszystkich! - dodała. Po tym przyjęła inną pozę, taką, która sygnalizowała to, że jest gotowa do walki. Starała się wyciągnąć swoje dłonie lekko przed siebie, jednak mimo to cały czas trzymać gardę. Nie wiedziała, gdzie Liam może wycelować, jednak spodziewała się czegoś podobnego do tego, co było wcześniej, więc trzymała dłonie niżej. Gdy poczuła, że dłoń Liama zbliża się w kierunku jej twarzy, dopiero wtedy zareagowała i odepchnęła ją, stosując podobną technikę do tej wcześniej. Jej reakcja była niemalże natychmiastowa i nieco bardziej agresywna niż wcześniej. To akurat był problem, bo gdy dziewczyna nie wiedziała, gdzie Liam uderzy, była praktycznie bezbronna. Gdy wyczuła gdzie znajdują się jego kończyny, wydawało jej się, że potrafi wyobrazić sobie resztę jego ciała i bazując na tym zastosować jakiś chwyt, bazujący na pamięci mięśniowej. Musiała tylko czuć go w jakimkolwiek miejscu i wtedy mogła działać i stosować to, czego ją nauczył. To była bariera nie do przeskoczenia, chyba, że używałaby swoich zdolności.
  Temat: Wejście do magazynów
Jacquelyn Dunne

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 1819

PostForum: Bractwo Mutantów   Wysłany: 2019-03-04, 21:04   Temat: Wejście do magazynów
Jack nigdy nie miała okazji na medytację. Wydawało jej się to trochę dziwne, a może i nawet głupie czy niepotrzebne. Nie wiedziała jak takie coś może tak w rzeczywistości działać, ale oczywiście akceptowała to, że może niektórym to pomaga.
- Nie wiem, nigdy nie próbowałam medytować - stwierdziła. Może da temu szanse a może nie, kto wie,.
- Uhm, rozumiem - stwierdziła. Nie wiedziała dokładnie jakie zmory mogły męczyć Liama, jednak wolała się w to nie zagłębiać. Nie teraz, kiedy mieli przejść do treningu.
- Byłoby świetnie! Ile chciałbyś za taki kij? - zapytała. Oczywiście, zawsze z góry wolała wiedzieć, ile coś mogłoby ją kosztować. Miała trochę oszczędności, jednak raczej nie było to coś, co starczyłoby na jakieś spore wydatki, więc miała nadzieję, że cena za takie cacko nie będzie przekraczała jej funduszy.
- No to w sumie dobrze w tym wypadku. Wyglądasz o wiele uhm... lepiej! - stwierdziła i po chwili lekko się skrzywiła. Nie lubiła gdy mówił jej, że musi polegać na reszcie. Znaczy w wypadku technologii, było to w porządku, jednak mimo to czuła się bezpieczniejsza. Pozbyła się swojej zdolności i dało jej to uczucie, jakby zdjęła ze swoich pleców ciężki plecak. Pozostała już tylko w swojej ciemności, która była dla niej zupełnie normalna. Spojrzała w stronę Liama.
- Niech będzie - dodała i zmarszczyła czoło, szykując się na rozpoczęcie treningu. Poczuła minimalne uderzenie powietrza na swojej twarzy, jakby ktoś machnął jej ręką przed oczami. Czuła takie rzeczy i w jakimś stopniu potrafiła określić to, skąd taki cios mógł wyjść. Byłoby o wiele łatwiej, gdyby mogła ćwiczyć używając swoich umiejętności, jednak rozumiała to. Poczuła dłoń Liama w okolicach swojego brzucha i w sumie bez większego zastanowienia, złapała za dłoń i delikatnie wygięła ją tak, aby po chwili móc drugą dłonią docisnąć okolice łokcia mężczyzny tak, aby jego ręka zaczęła lekko wyginać się w nieodpowiednim kierunku. Technika dźwigni. Pewnie nie zadziałałoby to gdyby naprawdę oberwała w brzuch ale w tym przypadku było to zupełnie w porządku. Jednak mimo to z lekkim grymasem spojrzała na niego i dodała:
- Udało mi się? - po tym oczywiście puściła jego dłoń, nie chciała go skrzywdzić a jedynie pokazać ruch, jakiego wcześniej się nauczyła.
- Wiesz, czasem wydaje mi się, że wiem jak to zrobić, bo wiem jakiej jesteś postury. Wydaje mi się, że pamiętam, gdzie są twoje części ciała. Wiesz, o co mi chodzi.
  Temat: Wejście do magazynów
Jacquelyn Dunne

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 1819

PostForum: Bractwo Mutantów   Wysłany: 2019-03-03, 15:36   Temat: Wejście do magazynów
- Gdzie ja znajdę tutaj nową poduszkę? Nie chcę zawracać nikomu głowy. Myślę, że bardziej to wynika z czego innego. Po prostu nie wiem, staram się zasnąć i mi to nie wychodzi. Myślę o wszystkim i tak w kółko - stwierdziła i wzruszyła ramionami. Wszystko to było po prostu takie przytłaczające chwilami. W ciągu dnia mało kiedy myślała nad tym wszystkim, jednak gdy kładła się do snu, demony przeszłości znowu wracały a ona nie potrafiła się od nich opędzić.
- Potrzebuję trochę aktywności fizycznej! To z pewnością pomoże - stwierdziła, a jej twarz lekko się rozpromieniła. Zawsze należała do tych osób, które szukały pozytywnych stron, a w jej życiu było to dosyć istotne.
- Mam nadzieję, że na Twoją bezsenność też to pomoże. Jak będziesz zmęczony, to zaśniesz. Szkoda tylko. że ja nie jestem w stanie zapewnić Tobie takiego wycisku, jaki ty zapewniasz mi - stwierdziła i lekko zmarszczyła czoło. Jack była chuda, może nawet trochę wysportowana, jednak to ona przeważnie odpadała pierwsza gdy ćwiczyli.
- Hej, to było by zajebiste! Wiesz, moja laska jest taka no... Typowa, dla niewidomych. Byłoby to totalnie super, gdybym mogła użyć jej do samoobrony. Chociaż no wiesz... Często gdzieś ginie, szczególnie jak dzieją się różne rzeczy, albo jak używam mojej... zdolności. Wtedy prawie jej nie potrzebuje i idzie totalnie w zapomnienie. No, ale myślisz, że dałabym radę walczyć takim czymś jak kijem? Jak no wiesz, jest taka sztuka walki, co nie? - zaczęła nawijać lekko podekscytowana. Po chwili się uspokoiła, ściągnęła usta i spojrzała na Liamia, bazując oczywiście na kierunku z którego słyszała jego głos.
- Myślisz, że dałabym radę? Znaczy i tak na ten moment chciałabym jeszcze poćwiczyć taką normalną samoobronę. Załatwienie czegoś takiego pewnie zajmie wieeeeki. - stwierdziła. Bardzo chciała też nauczyć się strzelać z broni. Miała okazję kilka razy trzymać broń, jednak niezbyt pamiętała jak się nią posługiwać.
- No dobra, zaczynamy? - powiedziała i nie czekała na jego odpowiedź, aktywowała swoją moc od razu, czego raczej Liam nie mógł zauważyć na pierwszy rzut oka. Po prostu dziewczyna spojrzała na niego ponownie, jednak tym razem potrafiła określić gdzie, mniej więcej znajdują się jego oczy, więc spojrzała prosto w nie. Po tym po rozejrzała się i dodała:
- O rany, wyglądasz jakbyś przytył trochę.
Dzień był spokojny i w okolicy nie widziała żywej duszy, prócz oczywiście Liama. Spojrzała na budynek za nimi i lekko nagrzane metalowe drzwi, przez które wcześniej wyszła. Wydawało jej się, że w środku są jakieś osoby, więc szybko odwróciła wzrok. Wszystko mieniło się różnymi kolorami i dziewczyna potrzebowała kilku minut, żeby przyzwyczaić się do tego widoku. Wzięła głęboki oddech.

Post #1 z mocą
  Temat: Wejście do magazynów
Jacquelyn Dunne

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 1819

PostForum: Bractwo Mutantów   Wysłany: 2019-03-02, 16:46   Temat: Wejście do magazynów
Uśmiechnęła się delikatnie słysząc znajomy głos i od razu skierowała swoją twarz w stronę jego źródła.
- Hej. Dzięki, że znowu przyszedłeś. - powiedziała i delikatnie wyszczerzyła zęby.
- Trochę się obawiałam, że tym razem nie będę na czas. Przestałam nastawiać budzik od jakiegoś czasu, wiesz. Trenuje swój wewnętrzny zegar. - powiedziała, a po tym wyciągnęła dłoń i spojrzała na swój nadgarstek, jakby był tam zegarek. Oczywiście niczego tam nie było.
- Jest ósma sześć, co nie? - zapytała.
Następnie Jack wyciągnęła swoją dłoń i od razu położyła na jego ramieniu, jakby wiedziała, że właśnie to zamierza zrobić. Była przyzwyczajona do tego, że ludzie woleli ją prowadzić niż dać jej samej iść. Czasami jej to przeszkadzało i wolała być niezależna, jednak w tym przypadku o wiele ciekawiej było po prostu skupić się na rozmowie. Ruszyli w stronę placu niedaleko magazynów. Gdy doszli na miejsce, dziewczyna dotknęła kory drzewa, do którego się zbliżyli, a następnie oparła o nie swoją laskę. Uśmiechnęła się i podciągnęła rękawy bluzy. Było jej ciepło, ale raczej po prostu należała do tych osób, które nosiły krótki rękawek w chłodny dzień. Mało kiedy zdarzało się, że było jej zimno.
- W porządku, tak ogólnie. Trochę kiepsko śpię. Strasznie boli mnie szyja. No, ale wiesz. Starzeje się, kości już nie te same... - powiedziała, lekko obniżając głos... A ty jak się czujesz?
Uwielbiała Liama i dość często przychodziło jej żartować z tego, że on jest starszy i tak dalej. Mimo to, wiedziała, że jest ona sama jest prostu w takim wieku, że taka różnica w latach nie robi na niej wrażenia. Oboje byli w końcu dorośli, podejmowali decyzje i tak dalej. Tylko to się liczyło.
- No dobra, to co dziś robimy ciekawego? - zapytała z uśmiechem, lekko mrużąc oczy, a następnie oddaliła się trochę,cały czas trzymając jedną dłoń na korze drzewa. Po tym zaczęła się rozciągać i robić skłony.
  Temat: Wejście do magazynów
Jacquelyn Dunne

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 1819

PostForum: Bractwo Mutantów   Wysłany: 2019-03-01, 19:39   Temat: Wejście do magazynów
/początek

Jack obudziła się w tamtym dniu z gigantycznym bólem głowy. Kiepsko spała, a ból w okolicach kręgosłupa już i tak towarzyszył jej przez ostatnie dni. Była pewna, że po treningu będzie spała o wiele lepiej. Przeważnie tak już było, że wysiłek fizyczny pomagał jej i sprawiał, że lepiej zasypiała. Zakwasy również wtedy przychodziły, jednak to już nieco inna sprawa. Czuła się nie tylko zdrowsza ale i była bardziej pogodna. Właśnie. Trening.
Nie wiedziała która jest godzina. Zwykle budziła się we wczesnych godzinach porannych, więc nie było to większym problemem. Przeważnie wszędzie była wcześniej niż powinna. Przez chwilę rozważała wyjście z pokoju i zapukanie do kogoś, kto mieszka niedaleko, tylko żeby dowiedzieć się jaki jest aktualny czas. Wolała jednak zaufać swojemu instynktowi. Zresztą, Liam zrozumie.

Wzięła szybki prysznic a następnie narzuciła na siebie szarą bluzę i jakieś spodnie. Ciężko było jej czasami dobrać strój, chociaż w Bractwie nie miała zbyt wielu ubrań. Z drugiej strony było to jakimś plusem, bo zakładała cokolwiek i wyglądała w porządku - większość ubrań komponowała się ze sobą. Gdy skończyła, sprawdziła dwa razy czy nie zostawiła żadnego kranu niedokręconego. Wszystko wydawało się być w porządku.

Uśmiechnęła się do siebie otwierając drzwi. Przeszła przez kilka korytarzy, cały czas wodząc dłonią po ścianie, starając się z pamiętać w którą stronę ma pójść by wydostać się z budynku. Poczuła charakterystyczne drzwi pokryte rdzą. Pchnęła je, a wtedy wiedziała, że jest na zewnątrz. Chłód poranka był całkiem przyjemny, jednak gdy tylko opuściła budynek i wyszła z cienia, poczuła promienie słońca. Robiło się już całkiem przyjemnie, mimo iż był to Styczeń. Było chłodno, jednak niebo było bezchmurne.
Rozwinęła swoją laskę i zaczęła iść przed siebie, starając się nie potknąć o żaden wystający kawałek asfaltu.

Starała się ograniczać użycie swojej mocy tylko wtedy, kiedy naprawdę tego potrzebowała. Nauczyła się żyć, jej stan był dla niej uciążliwy, jednak wszystko zmierzało w dobrą stronę. Potrafiła się poruszać po bractwie całkiem nieźle. Aktualnie nie słyszała żadnych rozmów więc wydawało jej się. że jest sama na zewnątrz. Jednak lepiej było się upewnić.
- Hej... Liam....?
To zawsze było strasznie wstydliwe.
  Temat: Jack
Jacquelyn Dunne

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 283

PostForum: Relacje   Wysłany: 2019-02-28, 20:01   Temat: Jack
jacquelyn dunne
alias Jack, 21 lat
Choroby i alergie:
Retinopatia barwnikowa, alergia na truskawki
Obrażenia:
Chwilowo BRAK
Frakcja i pozycja:
Wolontariusz w Bractwie
Zawód:
Wolontariusz
Rodzina:
Starszy brat Wyatt, 27 lat, mieszka w Seattle Matka Andie, 51 lat, mieszka w Phoenix Ojciec nieznany
[30% opanowania mocy ]Opis mocy i poziom mocy:Jacqueline widzi wszystko w termowizjii, niczym nowoczesny sprzęt wojskowy. Potrafi określić ilość osób w danym pomieszczeniu, widzi mniej-więcej rysy budynków, pomaga jej to określić to, gdzie się znajduje. Moc oczywiście zanika w okolicach 40 metrów, więc widzi tylko to, co jest niedaleko niej. Praktycznie pozwala jej to normalnie funkcjonować, szczególnie w połączeniu z jej już i tak nieźle wyostrzonym słuchem i węchem, jednak nie jest to nic nadnaturalnego. Jacqueline potrafi używać swojej mocy przez 5 postów i później musi odpoczywać przez dwa. Wtedy po prostu traci swoje umiejętności. Na szczęście, dziewczyna nie potrafi panować sama nad tym, kiedy widzi w jaki sposób. Gdy nie posiada mocy, jest po prostu ślepa tak, jak była przez większość swojego życia. Czasami, gdy moc przestaje działać, możliwe, że Jack będzie próbowała uporczywie mrugać żeby na nowo przywrócić swoją wizję, próbować skupić się na tym by ją odzyskać, jednak nic nie przychodzi. Gdy to się dzieje, przemęcza się a inne jej zmysły ulegają pogorszeniu i np. słyszy jakby była pod wodą bądź traci czucie w częściach swojego ciała, co jest skutkiem nadużywania mocy. Moc sama w sobie ma też wady, chociażby fakt tego, że Jack nie chce przerywać swojej wizji, zapomina mrugać, a jej oczy lekko wysychają, co powoduje uciążliwe pieczenie i wymaga zakraplania/zamknięcia oczu. Sam fakt tego, że dziewczyna przez większą część swojego życia nie widziała zupełnie niczego a teraz posiada taką umiejętność jest dla niej czasami przytłaczający. Oglądanie pustego otoczenia jest w porządku, tak samo jak powiedzmy przebywanie w pokoju pełnym ludzi, jednak masa poruszających się ciał w różnych kierunkach (tłum) powoduje przeciążenie sensoryczne i sprawia, że dziewczyna nie radzi sobie z ilością bodźców. Sprawia wtedy wrażenie lekko wycofanej, cichej, ma też problemy ze skupieniem.

Dodatkowe umiejętności:
Język Braille, umiejętność gry na gitarze, włamania (otwieranie podstawowych zamków)
Mocne i słabe strony:
zbyt duże zaufanie, brak wzroku, nagłe ataki agresji i ogólnie skutki uboczne jej mocy, Uwielbia ryzyko i praktycznie większość rzeczy, które robi, wiązą się z jakimś ryzykiem. Empatia, determinacja w dążeniu do wyznaczonego celu.
Przyjmowane leki:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Cele życiowe i marzenia:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Lęki:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Uwagi do MG:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
  Temat: Jacquelyn Dunne
Jacquelyn Dunne

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 679

PostForum: Karty Postaci   Wysłany: 2019-02-24, 23:02   Temat: Jacquelyn Dunne
Jacquelyn “Jack” Dunne
urodzona w 14 marca 1998 roku w Phoenix, mieszka w Seattle od 5 lat, przynależy do Bractwa, piastuje stanowisko wolontariuszki, wizerunku użycza Natalia Dyer.
historia
Mieszkaliśmy wtedy w Phoenix, w jednej z tych dzielnic gdzie przeważnie nikt nie odwiedza. Chyba, że się tam mieszka, poza tym nie ma tam nic innego niż ciągnące się w nieskończoność, w połowie zburzone domy w których mieszkałam między innymi ja. Moja matka nazywała się Andie i wychowywała nas w małym domku na końcu ulicy z niedziałającym zamkiem w drzwiach. Ja i mój brat często musieliśmy przeganiać dzieci sąsiadów z naszego podwórka, ponieważ cały czas wynosiły nam coś w pokoju. Wychowałam się w dość dziwnym systemie, gdzie wszystko co do mnie należało musiało znajdować się gdzieś przy mnie - w plecaku, chociażby. Wszystko czego nie miałam w zasięgu swojego wzroku mogło zniknąć w każdej chwili, zabrane przez kogoś silniejszego niż ja. Mojego brata zbytnio to nie obchodziło, ponieważ kiedy tylko był w wystarczającym do tego wieku wyjechał z tego cholernego miasta w poszukiwaniu czegoś lepszego. Ponoć udało mu się dostać stypendium. Nie chciał mieć z nami nic wspólnego i w sumie teraz nie czuję nawet gniewu. Totalnie popieram jego opinię, gdybym mogła, sama bym już dawno to zrobiła. W sumie w jakiejś części mi się udało.

Moja matka była alkoholiczką. Każdego dnia sprowadzała do domu kogoś innego, łapała się każdej deski ratunku, żebyśmy jakoś mogli wyjść z tego. Chciała dobrze, jednak ciągła walka niszczyła ją i w sumie nic w tym dziwnego, teraz to rozumiem. Potrzeba sporo szczęścia i ciężkiej pracy żeby wyjść z takiego bagna w jakim ona skończyła. Samotna z dwóją dzieci na karku, próbująca związać koniec z końcem. Wtedy też wszystko zaczęło się oddalać.
Od dziecka miałam dosyć kiepski wzrok, jednak gdy miałam około 10 lat wszystko zaczęło przebiegać dość szybko. Mój wzrok pogarszał się, jednak moja mama nigdy nie wierzyła w nic takiego. Po prostu gorzej widziałam i później oddała mi swoje okulary, które zupełnie nic mi nie dawały. Zawsze nazywała mnie ciamajdą i tak dalej bo potykałam się o różne rzeczy a później nie potrafiłam trafić sama do domu.

Opieka nade mną była dość trudna. Nie radziłam sobie z tym wszystkim a późniejsza diagnoza w szpitalu tylko i wyłącznie potwierdziła moje beznadziejne położenie. Kompletna utrata wzroku przyszła niedługo po tym jak stwierdzono u mnie retinopatię barwnikową. Zapamiętam tą wciąż powtarzaną nazwę do końca życia.

Potem było już tylko gorzej. Minęło trochę czasu, miałam około szesnaście lat. Nauczyłam się jakoś funkcjonować z pomocą mojej mamy i masy kuratorów (mojej rodzicielki) czy pomocników socjalnych, których otrzymaliśmy. Jednak nawet oni nie byli w stanie uchronić mnie przed najgorszym. Andie nie potrafiła pogodzić się z tym, że już do końca życia będę zależna od niej lub od kogoś innego. Mój brat też nie chciał mieć z tym nic wspólnego, miał dość poukładane życie w okolicach Seattle i wszystko wydawało się dla niego “naszym problemem”. Nie było dla mnie żadnej wizji leczenia czy czegokolwiek. Nie wiedziałam czym mogłabym się zajmować w przyszłości. Jedyne co utrzymywało mnie przy życiu to książki. Od kiedy mój wzrok zaczął się pogarszać, w szkole przenieśli mnie do innej klasy a potem do zupełnie innej placówki, gdzie lekcje były opłacane przez państwo a ja mogłam wreszcie nauczyć się języka braille. To był cud, poznałam zupełnie nowy świat, poznałam innych, którzy byli w podobnym stanie do mnie. Miałam przyjaciół.
Tam też poznałam chłopaka o imieniu Craig. Uczyliśmy się w tej samej szkole, jednak z tego co wiem nie cierpiał na żadną chorobę podobną do mojej, ani nic w tym rodzaju. Nigdy nie chciał o tym rozmawiać a ja nigdy nie pytałam. Podobał mi się. Lubiłam jego delikatne włosy i gładkie policzki, których często pozwalał mi dotykać. Nie wiedziałam jak wygląda, ale wyobrażałam go sobie jako uśmiechniętego bruneta mojego wzrostu o śnieżnobiałych zębach, trochę zbyt chudego. Gdy nie widzisz jak wygląda świat, dopowiadasz sobie naprawdę dużo rzeczy.

Zakochałam się w nim. Chodziliśmy na randki. Nigdy nie zabrałam go do mojego domu, przeważnie chodziliśmy do niego. Moja mama była przeważnie zajęta i i tak nie chciała się mną opiekować, więc uważała to za problem z głowy. Później spędzałam u niego całe noce i dnie, byliśmy w końcu zakochani i miałam gdzieś z tyłu głowy myśl, że na jakimś etapie zadławie się tym wszystkim, jednak odpychałam ją od siebie najdalej jak umiałam. W końcu stało się. Atak terrorystyczny, wspomniane nowe “9/11”. Niewiele wtedy z tego rozumiałam, szczególnie, że byłam dość młoda wtedy jak i w 2001. Wiedziałam tylko, że coś się skończyło i zachodzą zmiany, jednak byłam tak bardzo przyzwyczajona do tego, że to ludzie o mnie dbali, że nie myślałam o tym aż tak bardzo.

Wróciłam do domu, ponieważ rodzice Craiga wspominali coś o tym, że muszą coś załatwić, że coś się dzieje, coś jest nie tak. Nie wiedziałam dokładnie co. Kilka tygodni ciszy, które były najgorszym okresem w moim życiu. Nie wiedziałam co zrobić. Czułam się chujowo. Próbowałam namówić moją matkę, chciałam tam pójść, nikt nie odbierał telefonu. Po prostu wyparowali. Zniknęli. Nigdy wcześniej nie czułam się tak bezbronna, skazana tylko i wyłącznie na moją matkę, która już i tak była na skraju wyczerpania. Chciała umrzeć, miała dosyć mnie i zmieniającego się świata wokół nas. Pokłóciliśmy się a ja wybiegłam i zwymiotowałam. Miałam szesnaście lat, w mojej ojczyźnie i moim życiu panował wszechobecny chaos, moja matka mnie nienawidziła i w dodatku zaszłam w ciążę. Czułam, że coś zaczynało się we mnie przestawiać.

Wielokrotnie widziało się w mojej okolicy kobiety, które w bardzo młodym wieku miały zostać matkami. Przeważnie były to niechciane dzieci, z gwałtów. Młodociani ojcowie, którzy po prostu nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji znikali i zostawiali swoje partnerki. Teraz i ja byłam jedną z nich. Nie wiedziałam co robić. Mój brat wreszcie odezwał się i zgodził się zabrać mnie ze sobą, matka w życiu nie dałaby sobie ze mną rady, a w szczególności z wraz z dzieckiem. To wszystko to było po prostu zbyt wiele i finalnie on zdecydował się wrócić do naszego życia i pomóc. Byłam mu wdzięczna. Zamieszkałam w Seattle w jego kawalerce, gdzie planował wprowadzić się ze swoją narzeczoną, jednak ich plan nie wypalił. Musiałam nauczyć się znowu poruszać się po zupełnie nowym miejscu. Przez pierwsze miesiące nie dość, że czułam się okropnie, to jeszcze nie mogłam się odnaleźć. Dosłownie. Większą część ciąży przeleżałam w miniaturowej łazience, w wannie z książką w ręku. Przez jakiś czas dostawaliśmy pieniądze od rządu, jednak potem, przez jeszcze większy bałagan szybko się to skończyło. Rząd z roku na rok ucinał fundusze przeznaczone na pomoc ludziom takim jak ja. Zdążyłam w tamtym czasie urodzić. Miałam 17 lat i mojego syna na rękach. Nazwałam go Adam.

Kiedy pieniądze zaczęły być znowu problemem i wszystko się posypało, mój brat nie był aż tak bardzo chętny do pomocy. Kłóciliśmy się i to sporo. Jednak on zawsze miał przewagę, był silniejszy niż ja i sprawny. Czułam się jak jego niewolnica, kiedy znowu zamknął mnie w moim pokoju na klucz i wyszedł. Kilkukrotnie, żeby zrobić mi na złość albo sprawić, bym się na coś zgodziła bądź po prostu oddała oszczędności, zamykał mnie w drugim pokoju i skazywał na słuchanie płaczu mojego syna. Już i tak czułam się okropnie. Byłam najgorszą matką, najgorszą z najgorszych. Byłam zbyt młoda. Nie wiedziałam co robić. Jeszcze musiałam słuchać tego pieprzonego płaczu. Nie mogłam znieść już tego dłużej. Żyłam z psychopatą, który jedyne czego chciał to moich pieniędzy, nigdy nie obchodził go los mój, mojego syna i naszej matki. Uciekłam. Wytrzymałam tam trzy lata.

Musiałam wielokrotnie żebrać na ulicy. Byłam już wtedy legalnie odpowiedzialna za siebie. Nie wiedziałam co z tym zrobić, nie miałam dokąd pójść ani co ze sobą zrobić. Wszystko co przeżyłam wcześniej wydawało się jakąś odległą opowieścią, która nigdy nie miała prawa istnieć. Żaden człowiek nie jest w stanie wyobrazić sobie strachu jaki czułam siedząc obok śmietnika na zimnym chodniku, trzymając dziecko w prawej ręce a torbę z ostatnimi oszczędnościami i ubraniami w lewej. Obejmowałam mojego syna, jedyne co widziałam to ciemność. Bałam się, że gdy się podniosę i zrobię jakikolwiek krok, potrąci mnie samochód. Był to nasz pierwszy dzień na ulicy, a ja dostałam strasznego napadu paniki. Nie wiedziałam, jak mam sobie z nim poradzić. Moje dziecko zaczęło płakać, gdy krople deszczu powoli obmyły moją i jego twarz. To był ostatni raz kiedy słyszałam jego płacz, dotykałam miękkiej skóry jego policzków i czułam przeszywające mnie ciepło. Ciepło.

Tamtej nocy obudziłam się w schronisku dla bezdomnych. Ponoć straciłam przytomność i zostałam znaleziona przez kogoś. Gdy tylko otworzyłam oczy, zapytałam się o dziecko, które trzymałam na rękach, ale nikt o niczym nie wiedział. Nikt nie miał pojęcia, nie było go tam gdy zostałam znaleziona. Po tym nastąpił kolejny atak paniki.
Moja moc przyszła niespodziewanie. Słyszałam o tym, co się dzieje, jednak nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że może to też dotyczyć mnie. Gdy pewnej nocy obudziłam się w schronisku i otworzyłam oczy, wszystko wokół mnie rozświetliło się na czerwono. Widziałam ciała osób leżących niedaleko mnie i moje własne. Czułam ich ciepło i byłam w stanie je zaobserwować. Wreszcie widziałam swoje własne ciało i ściany pokoju. Nie wiedziałam jak to opisać, jedna wiedziałam, że coś jest nie tak. Tym razem świat postawił na mnie i postanowił mi pomóc. Jeszcze tej samej nocy opuściłam schronisko. Po prostu uciekłam. To była jedna z moich pierwszych decyzji w całym moim życiu. Miałam 20 lat.
Nie wiedziałam dokąd iść. Wszystko wydawało się wrogie, na szczęście łatwo było mi ukryć to, że jestem inna. Przeważnie po prostu żebrałam, przez co miałam pieniądze na jedzenie i podstawowe potrzeby. Zdarzało się, że grałam na gitarze. Nauczyłam się na niej grać dzięki mojej nowej umiejętności. Widziałam struny. Zresztą, czułam je pod palcami.
Wciąż szukałam mojego syna, jednak bez powodzenia. Rozpłynął się w powietrzu. Byłam w Phoenix jak i w Seattle, w mieszkaniu brata. Nikogo tam nie było.

Błąkałam się i powoli popadałam w jeszcze większą depresję. Czułam, że nie mam dla kogo żyć. Wszyscy, którym na mnie zależało odeszli, a ja zostałam w tym wszystkim sama. Dobijało mnie to. Byłam wokół ludzi, życie w tym tym całym bagnie było trudne samo w sobie. Wkurwiało mnie to. Miałam dosyć jego kraju. Stwierdziłam, że o wiele lepiej będzie żyć z daleka od ludzi. Wydawało mi się, że już ich nie potrzebuje. Nie do końca widziałam wszystko, jednak byłam w stanie w jakiś sposób funkcjonować. Jednak gdy żyłam z daleka od wszystkich nie było mi łatwo znaleźć jedzenie, więc po prostu zaczęłam kraść. Dzięki moim zdolnościom byłam w stanie zobaczyć gdzie są inni ludzie, nieważne czy dzieliły nas jakieś bariery. Szukałam opuszczonych domów, szczególnie w całym tym wojennym bałaganie. Włamywałam się później również do tych, w których ktoś był. Wynosiłam co tylko mi się udało, jednak potem miałam spory problem z wyceną swojego łupu. Dlatego też wreszcie udało mi się znaleźć swojego rodzaju szajkę, która trudziła się tym samym co ja. Jedyne co nas różniło to to, że oni byli normalni. Przynajmniej tak mi się wydawało. Pracowałam dla nich i nie wiedziałam jakie mogą być konsekwencje tego wszystkiego. Zawsze byłam łatwowierna, jednak w tej kwestii się nie pomyliłam. Przecież każdy z nas coś ukrywał, każdy miał coś na każdego. Działaliśmy nielegalnie. Stawałam się coraz lepsza, szczególnie w planowaniu kolejnych skoków. Wiedziałam gdzie kto jest a inni, bardziej doświadczeni dokonywali selekcji i wszystko pakowaliśmy do jednej torby. Ten układ działał do czasu. Do czasu skończenia się mutazyny, która była głównym filarem funkcjonowania tego wszystkiego. Ludzie z mojego zespołu wyjawili mi, że nie są genetycznie czyści. Powoli jakaś część nas zaczynała wpadać, organizacje, które nienawidzą takich jak my dopięły swego. Musieliśmy się rozdzielić, uciekać.

Wtedy też dostałam zwerbowana przez łowce. A dokładniej polecona przez jedną osobę z którą pracowałam. Moje niepozorne umiejętności wielokrotnie okazały się kluczowe, przez co udało mi się wstąpić w szeregi bractwa.
Chciałam znowu mieć jakiś cel. Musiałam coś zrobić, żeby pokazać im, że przyjęcie mnie nie było błędem. Na początku zostałam wolontariuszką. Chciałam jakoś pomóc i po roku udało mi się zdobyć ich zaufanie. Sama chciałam być łowczynią, szczególnie, że potrafiłam dość nieźle tropić innych. Widziałam czerwone kropki z dystansu, a gdy podchodziłam do ściany umiałam ocenić kto jest zaraz za nią. Czerwień przebijała się przez błękit, ujawniając prawdę o potencjalnych wrogach bądź przyjaciołach i dawała mi jakiś cel w życiu. Jednak wciąż musiałam udowadniać, że jestem przydatna i potrzebna. Chciałam też wychodzić. Musiałam wreszcie wytropić mojego syna. Nie spotkałam go przez te wszystkie lata, jednak nadzieja, że gdzieś tam jest sprawiała, że chciałam wstawać co rano.

Zawsze zgadzałam się z założeniami bractwa. Nie obchodziło mnie to, czy musieliśmy posłużyć się do kradzieży czy czegokolwiek takiego by przetrwać. Jedyne co się liczyło to to, by wykarmić społeczność i jakoś sobie z tym wszystkim poradzić. Zmiany w przywództwie wydawały mi się przerażające, jednak byłam w jakimś stopniu przyzwyczajona do okrucieństwa. Musieliśmy walczyć o to, co nasze. Byłam już przez jakiś czas w Bractwie i brałam udział w głosowaniu. Wybrałam Williama, bo wydawał się najodpowiedniejszą osobą do tego wszystkiego, chociaż nigdy nie miałam z nim sporo kontaktu. W końcu był mózgiem.
Czas mijał, ja chciałam wyjść. Niedługo chcę porozmawiać z głową bractwa o moim awansie do Łowców. Nie wiem, jak potoczy się to dalej.

charakter
Jacquelyn jest osobą, która jest z natury bardzo dobra. Nigdy nie chciała ani nie chce nikogo skrzywdzić. Jedyne co chce, to po prostu przetrwać. Zasypiać w bezpiecznym miejscu i zapewnić bezpieczeństwo swoim bliskim. To, jak i odnalezienie jej syna jest najważniejsze. Z natury jest szczera i lojalna, jednak jeśli w gre wchodzi dobro ludzi, których kocha, bywa z tym różnie. Sporo w życiu przeszła, jednak mimo to wydaje się być osobą, która potrafi żartować i ma poczucie humoru, co również ceni w innych ludziach.
Stara się być dobra dla innych z bractwa. Nie ocenia, słucha i wspiera. Z innych cech, nieco bardziej negatywnych, to dość często przeklina - nie da się ukryć, że miejsce z którego pochodzi nie jest zbyt dobrze kojarzone. Czasami ma napady paniki, szczególnie kiedy jej moc nie działa tak, jak powinna. Stresuje ją to. Najbardziej boi się tego, że znowu będzie kompletnie zależna od innych, przez co czasami bywa opryskliwa gdy ktoś oferuje jej pomoc. Przeważnie jest łatwą osobą, miło się z nią rozmawia i służy pomocą, jednak gdy ktoś wejdzie jej na głowę bądź sprawi, że w jaki kolwiek sposób czuje się poniżona, może być różnie. Czasami nie panuje nad swoim gniewem i emocjami.

Jedynie raz w życiu była w sytuacji, gdy miała kogoś, na kim jej zależało, przez co często gubi się w obecnej sytuacji. Szczególnie, że w szeregach bractwa jest tak wiele osób, którzy są dla niej dobrzy a ona to odwzajemnia. Kompletnie paraliżuje ją fakt tego, że ktoś z tych osób może odejść. Szczególnie odbiła się na niej spora ilość śmierci w dowództwie i nie tylko. Jednak wie, że najważniejsze dla niej osoby nadal żyją.

opis mocy
Jacqueline widzi wszsytko w termowizjii, niczym nowoczesny sprzęt wojskowy. Potrafi określić ilośc osób w danym pomieszczeniu, widzi mnej-więcej rysy budynków, pomaga jej to określić to, gdzie się znajduje. Moc oczywiście zanika w okolicach 40 metrów, więc widzi tylko to, co jest niedaleko niej. Praktycznie pozwala jej to normalnie funkcjonować, szczególnie w połączeniu z jej już i tak nieźle wyostrzonym słuchem i węchem, jednak nie jest to nic nadnaturalnego.
Jacqueline potrafi używać swojej mocy przez 5 postów i później musi odpoczywać przez dwa. Wtedy po prostu traci swoje umiejętności. Na szczęście, dziewczyna nie potrafi panować sama nad tym, kiedy widzi w jaki sposób. Gdy nie posiada mocy, jest po prostu ślepa tak, jak była przez większość swojego życia.

Czasami, gdy moc przestaje działać, możliwe, że Jack będzie próbowała uporczywie mrógać żeby na nowo przywrócić swoją wizję, próbować skupić się na tym by ją odzyskać, jednak nic nie przychodzi. Gdy to się dzieje, przemęcza się a inne jej zmysły ulegają pogorszeniu i np. słyszy jakby była pod wodą bądź traci czucie w częściach swojego ciała, co jest skutkiem nadużywania mocy.

Moc sama w sobie ma też wady, chociażby fakt tego, że Jack nie chce przerywać swojej wizji, zapomina mrugać, a jej oczy lekko wysychają, co powoduje uciążliwe pieczenie i wymaga zakraplania/zamknięcia oczu. Sam fakt tego, że dziewczyna przez większą część swojego życia nie widziała zupełnie niczego a teraz posiada taką umiejętność jest dla niej czasami przytłaczający. Oglądanie pustego otoczenia jest w porządku, tak samo jak powiedzmy przebywanie w pokoju pełnym ludzi, jednak masa poruszających się ciał w różnych kierunkach (tłum) powoduje przeciążenie sensoryczne i sprawia, że dziewczyna nie radzi sobie z ilością bodźców. Sprawia wtedy wrażenie lekko wycofanej, cichej, ma też problemy ze skupieniem.

ciekawostki
x Ma syna, który ma teraz około 4 lat, nie widziała go jednak od wielu lat i powoli traci nadzieje, że kiedykolwiek go odnajdzie.
x Od dziecka cierpi na dość rzadką chrobę, przez co straciła wzrok.
x Potrafi grać na gitarze i ma dość przyjemny dla ucha wokal.
x Potrafi czytać język braille, uwielbia książki, ponieważ jest to jedna z niewielu rozrywek, która jej pozostała.
x Ma brata, który przez kilka lat dręczył ją psychicznie i zabierał jej pieniądze. Do tej pory uważa go za totalnego psychopatę.
x Pochodzi z Phoenix z dość niebezpiecznej dzielnicy.
x Trzymała się z bandą mutantów, która stosowała mutazynę, jednak ona sama nigdy nie musiała jej używać.


 
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 10