Znalezionych wyników: 9
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Barak nr 3
Davion Sage

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 1156

PostForum: Koszary    Wysłany: 2019-03-07, 19:51   Temat: Barak nr 3
Davion naprawdę nie zamierzał nikogo oceniać według jego czynów. Starał się tylko zrozumieć co skłoniło górę do takiego kroku jaki uczynili. Owszem rozumiał niepowodzenie na akcji, rozumiał, że Wellerom mogło się nie podobać to, że członek oddziału taktycznego zadawał się z mutantką ale dalej nie widział powodu do zdegradowania. W końcu gdyby on policzył ile razy im się ktoś wymknął gdy był jeszcze w Marines i na pewno nie były to płotki, to według rozumowania założycieli Departamentu Bezpieczeństwa Genetycznego pewnie już dawno wąchałby kwiatki od spodu. A przynajmniej tak mu się wydawało. No przecież każdy, kto był w oddziale taktycznym, był człowiekiem, a nie maszyną pozbawioną uczuć wyższych. Dobrze wiedział, że za takie zachowania jak zdrada należy się kara i każdy powinien ją ponieść ale żeby od razu degradacja, nie coś mu tutaj nie grało. Nie tak przecież postępowano w Marines i nie tak on sam został nauczony, a przecież Foki to naprawdę jedne z elitarnych oddziałów w całej Armii Stanów Zjednoczonych, więc co musiał zrobić ten człowiek, że został tak potraktowany. Tego właśnie Davion musiał się dowiedzieć zanim będzie starał się podjąć jakiekolwiek kroki. Gdy tamten się przedstawił na twarz Sage'a wypełzł uśmiech i nie był on wcale jakiś pogardliwy tylko normalny ludzki. W końcu miał przed sobą towarzysza broni, a przynajmniej Davion dalej tak uważał.
- Miło mi. – powiedział na początek, by później wysłuchać co Brian ma do powiedzenia. -Wiem, że pewnie uznasz to za wścibstwo ale czy mogę się dowiedzieć w jakiej jednostce służyłeś po szkole wojskowej. Czysta ciekawość. Chcę po prostu zrozumieć dlaczego szefostwo postąpiło w ten sposób i możesz mi wierzyć nie chce być twoim wrogiem. – dodał po chwili milczenia. Cóż skoro chciał mu jakoś pomóc musiał wiedzieć jak najwięcej, a to, że jakiś mutant mu spieprzył nie było jakimś wielkim powodem do degradacji. No przecież kurwa tak się nie postępuje. A przynajmniej tak nie postępuje się w Armii. Tutaj mogą być inne zasady, o których Davion mógł nie wiedzieć. W końcu przez dłuższy czas był wyłączony z działań.
- Rozumiem, że ta mutantka, która cię zmanipulowała odpowiedziała jakoś za swoje czyny? Bo wiesz jeśli tylko ty dostałeś karę będzie to dla mnie niezrozumiałe. Mogę też zrozumieć twoje postępowanie z przepustką ale czy ktoś może poświadczyć, że te fałszywe przepustki powstały na wzór twojej właśnie? Pytam z czystej ciekawości. Wiesz jak dla mnie w tej sprawie jest za wiele niewiadomych, by cokolwiek mogłoby być pewnikiem. – stwierdził po chwili. Co poradzić, że w tym momencie Davion nie myślał jak zastępca dowódcy tylko jak zwykły żołnierz próbujący pomóc swojemu koledze z oddziału. W głowie miał już tyle rozwiązań, które były możliwe, że aż nie mógł zrozumieć, że nikt na to nie wpadł. W końcu skoro była wojna i ofiary były po jednej i drugiej stronie to jak ktoś mógł być pewny, że to właśnie ta przepustka posłużyła do wyprodukowania fałszywek. Przecież wiele ciał członków D.O.G.S mogło zostać pozbawionych mundurów i w ten sposób można było zdobyć przepustki. No ale to były tylko domniemania Sage'a, o których nikt na pewno się nie dowie oczywiście dopóki nie dojdzie do rozmowy z Dowódcą Niebieskich Szwadronów.
- Cieszę się, że pan Weller postanowił ci dać drugą szansę, bo jestem pewny, że się zrehabilitujesz. Przecież podejrzewam, że chciałbyś wrócić do Oddziału Taktycznego, a jeśli tak to już moja w tym głowa, aby jakoś spróbować ci pomóc. W teraz pytanie z innej beczki. Powiedz chciałbyś iść zresztą oddziału do baru. Chciałbym aby ludzie nie kojarzyli mnie tylko jako zastępcę dowódcy, ale też jako kolegę z tego samego oddziału. Jeśli nie zechcesz tak jak obiecałem puszczę cię do twoich obowiązków. – powiedział na spokojnie i wstał, by skierować się do drzwi. Specjalnie szedł wolniej mając nadzieję, że Brian mu chociaż trochę rozjaśni jego wątpliwości dotyczące jego sprawy. No ale on mógł tylko próbować mu jakoś pomóc i jeśli, by mu się udało mógłby odzyskać wartościowego członka oddziału.
  Temat: Barak nr 3
Davion Sage

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 1156

PostForum: Koszary    Wysłany: 2019-03-06, 00:53   Temat: Barak nr 3
Sage patrzył się naprawdę spokojnie jak na niego na próbującego wyjść z baraku mężczyznę. Ok może powinien mu odstąpić drogę ale coś mu mówiło, że ten ochroniarz może mu się przydać. Poza tym w końcu był byłym Szwadronowcem, a to już wiele dla Daviona znaczyło. On sam również nie zachował się zbytnio grzecznie ale na pewno nie zamierzał rozprawia o takich sprawach jak degradacja na oczach całego oddziału taktycznego. Po przetrawieniu tych informacji na spokojnie jeszcze raz rzucił spojrzenie wszystkim, którzy stali w baraku i przed drzwiami, a potem lekko się uśmiechnął.
- Panowie i panie nam wybaczą chcę porozmawiać sam na sam z tym żołnierzem. Nie pamiętam, by za mojej bytności w oddziale jako jeden z was, ktoś został zdegradowany, a więc proszę was o opuszczenie baraku na dziesięć do piętnastu minut. – powiedział i widząc na twarzach pozostałych członków OT zdziwienie odsunął się od drzwi tak, by wypuścić tylko tych, którzy mogli, by roznosić jakieś plotki. Gdy już wszyscy wyszli, Davion zamknął za nimi drzwi na klucz i jeszcze raz spojrzał na zdegradowanego żołnierza.
- Słuchaj nie wiem co zrobiłeś żołnierzu ale chciałbym najpierw usłyszeć twoją wersję wydarzeń. Wiesz przecież, że każdemu należy się druga szansa. Potem oczywiście zapytam pana Wellera za co ciebie zdegradowali ale sądząc po twojej posturze i po twoim wyglądzie musiałeś mieć jakieś przeszkolenie wojskowe, a takich ludzi w Niebieskich Szwadronach potrzeba. I proszę nie mów mi na pan. Nie lubię tego. Mów mi proszę po imieniu. W końcu mamy razem mieszkać, a z takimi osobami wolę być w stosunkach koleżeńskich, a nie służbowych. Więc jak będzie żołnierzu? Jeśli jednak nie będziesz chciał rozmawiać puszczę cię do twoich obowiązków. – powiedział i usiadł na jednym z łóżek. Widział, że jest zaścielone i pościel wyglądała na świeżą. Po tym właśnie wnioskował, że to łóżko jest wolne. Nie chciał zmuszać kogokolwiek do zwierzeń ale dla niego niezrozumiała była degradacja członka oddziału taktycznego w momencie potrzeby walki z rebelią. Skoro już mają wyszkolonych ludzi to pozbywanie się ich przez jakieś błędy nie było najsłuszniejszym posunięciem, więc Davion naprawdę na początek chciał poznać wersję tej osoby, która została zdegradowana, a dopiero później zapoznać się z wersją oficjalną. Zawsze tak robił czy to będąc w Marines czy też już w Departamencie Bezpieczeństwa Genetycznego jako członek Niebieskich Szwadronów i oddziału taktycznego. Teraz wszystko zależało od nieznajomego żołnierza czy będzie chciał mu wyznać prawdę czy nie.
  Temat: Barak nr 3
Davion Sage

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 1156

PostForum: Koszary    Wysłany: 2019-03-05, 21:44   Temat: Barak nr 3
W budynku kręciło się już kilka osób co mnie bardzo cieszyło. Przynajmniej nie będę musiał wprowadzać zasady punktualności. Rozejrzałem się dookoła i gdy już chciałem wejść do środka o mały włos nie zderzyłbym się z jakimś wychodzącym mężczyzną. Ej… chwila spotkanie miało być tutaj, a nie gdzieś indziej. pomyślałem i zagrodziłem mu drogę. Przez chwilę mierzyłem faceta wzrokiem i coś mi nie pasowało. Ok wyglądał jak rasowy żołnierz czy ktoś o podobnej profesji ale jego mundur był inny niż pozostałych Szwadronowców. To mi się nie spodobało za bardzo. Zablokowałem całym sobą drzwi i czekałem aż mężczyzna się zorientuje, że nie może wyjść. Poza tym co robił tutaj strażnik jakiegoś tam bloku w kompleksie Departamentu. Wreszcie nie wytrzymałem i lekko się uśmiechnąłem by nie uważano mnie od razu za gbura.
- A ty dokąd żołnierzu. Spotkanie jest tutaj, a nie na dworze i w coś ty się ubrał. Marsz zmienić mundur. Rozumiem, że przywiązałeś się do starego przydziału ale teraz jesteś wyżej, niż sprawy strażnicze. - powiedziałem spokojnie jednak włożyłem w to cały autorytet jaki posiadałem. Owszem podejrzewałem, że tymi słowami zwróciłem baczną uwagę reszty członków Oddziału Taktycznego, którzy już czułem tłoczyli się ze mną i przede mną. Cóż jakoś musiałem trzymać dyscyplinę. W końcu jeśli już mamy reprezentować szeroko rozumiane prawo to do cholery ubierajmy się chociaż jednakowo. Tej zasady zamierzałem się trzymać i od niej nie miało być żadnych odstępstw. Resztę tego całego ambarasu traktowałem jak nową przygodę i chciałem się sprawdzić w zarządzaniu grupą ludzi.
- A teraz przejdźmy do konkretów. Nazywam się Davion Sage i jestem nowym zastępcą dowódcy oddziału taktycznego Niebieskich Szwadronów. To ja wezwałem was na spotkanie i mam nadzieję, że wszyscy wysłuchacie co mam do powiedzenia. Wiem jakie do tej pory panowały tu stosunki służbowe ale postanowiłem je trochę zmienić lecz o tym potem. Teraz chciałbym poznać wasze imiona i nazwiska oraz stopnie jakie posiadacie. – powiedziałem i spojrzałem na stojącego przede mną mężczyznę. – A tobie radzę się przebrać zanim odstawię cię do raportu do dowódcy. – powiedziałem cały czas mając uśmiech na ustach. Cóż może i wyszedłem na miłego faceta na początku ale dla mnie umundurowanie oddziału było tak samo ważne jak uporządkowane stosunki i podległości służbowe.
  Temat: Davion Sage
Davion Sage

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 670

PostForum: Relacje   Wysłany: 2019-03-03, 23:45   Temat: Davion Sage
To proponuję taki opis.

Caroline McCoy - można powiedzieć koleżanka z pracy. Łączą ich relacje stricte służbowe jednak nie tylko. Davion podczas przebywania w szpitalu dowiedział się, że panna McCoy chciałaby nauczyć się strzelać z karabinu wyborowego. Zaproponował jej kilka lekcji. Jednym słowem były Marines stał się od tamtej pory osobistym nauczycielem Caroline, a co z tego dalej wyjdzie to się jeszcze okaże.

Powiedz co o tym myślisz.
  Temat: Barak nr 3
Davion Sage

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 1156

PostForum: Koszary    Wysłany: 2019-03-03, 23:39   Temat: Barak nr 3
//Początek

Kilka miesięcy żmudnej rehabilitacji, wreszcie minęło. Davion czekał na łóżku szpitalnym ubrany w nowy mundur. Cieszył się z awansu ale nie mógł pojąć jakim cudem to właśnie on został mianowany nowym zastępcą dowódcy. Owszem było to jedno z jego celi jednak nie wiedział, że osiągnie go tak szybko. Siedział i przyglądał się sobie w lustrze. Minuty strasznie się ślimaczyły, a obchód, w którym był lekarz z wypisem Sage’a długo nie pojawiał się w jego pokoju. Oczywiście to była tylko i wyłącznie wyobraźnia wiecznie próbującego być najlepszym byłego Marines. Dammit uważał, że jego czas jest zbyt cenny i już samo to, że będzie mógł wrócić do swojej ukochanej pracy dodawało mu sił. Wreszcie w drzwiach pokoju Daviona stanął lekarz, trzymający jego wypis w ręce.
- O widzę, że pan już gotowy. Cóż wyniki pana badań są świetne, a rehabilitacja przebiegła bardzo dobrze. Ręka wróciła do pełnej sprawności, a kości zrosły się wręcz wzorcowo. Jest pan gotowy do powrotu do służby panie Sage. – powiedział i wręczył mi wypis. Podziękowałem i jak najszybciej mogłem opuściłem szpital. Owszem nie było mi tam źle. Bardziej chodziło o to, że nie za bardzo lubiłem lekarzy. Miałem tak od dziecka i choć nikt o tym nie wiedział wolałem unikać spotkań z nimi jeśli nie musiałem. Prawie od razu udałem się do dowództwa, by poinformować ich o swojej gotowości do służby. Oczywiście formalności zajęły mi trochę czasu. Tym bardziej, że miałem do podpisania kilkanaście dokumentów związanych z awansem i musiałem zapoznać się z nowymi obowiązkami. Cóż cieszyłem się, że dalej mogę pracować w terenie, a szkolenie młodych nabytków i sprawdzanie lojalności innych będzie dla mnie tylko przyjemną odskocznią. Przynajmniej tak myślałem. Po załatwieniu wszystkich formalności udałem się wreszcie do koszar, by ponownie zamieszkać z pozostałymi członkami oddziału taktycznego. Nie chciałem mieszkać osobno gdyż obawiałem się, że przez to co wpoili mi w Marines moi sąsiedzi zapewne po dwóch miesiącach mogli, by przeze mnie zwariować. Pojechałem więc jeepem do jednego z baraków i gdy wreszcie stanąłem przed drzwiami odetchnąłem z ulgą. Trochę się obawiałem spotkania ze współlokatorami oraz tego jak zareagują na to, że zastępca dowódcy będzie z nimi mieszkał. Podejrzewałem, że na początku może być jakiś dym, ale z tym byłem w stanie sobie poradzić. Pchnąłem drzwi baraku i wszedłem do środka, lecz wcześniej puściłem informację do wszystkich członków oddziału taktycznego Niebieskich Szwadronów, że mamy spotkanie. Chciałem nie tylko poznać tych, z którymi przyjdzie mi pracować jak również zobaczyć jacy są to ludzie i czy mogę polegać na ich umiejętnościach.
  Temat: Davion Sage
Davion Sage

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 670

PostForum: Relacje   Wysłany: 2019-03-03, 23:11   Temat: Davion Sage
Caroline jeśli chodzi o kontakty stricte służbowe ok ale jak wyczytałem u ciebie w KP chciałabyś posiąść sztukę strzelania z karabinu wyborowego. Co byś zatem powiedziała na relację służbową ale wplecioną w to relację nauczyciel - uczennica. Davion mógłby ci udzielić kilku lekcji.
  Temat: Davion Sage
Davion Sage

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 343

PostForum: Telefony   Wysłany: 2019-03-03, 19:56   Temat: Davion Sage


Kod:
<center><div class="sms1"><img class="sms2" src="https://scontent-ams3-1.cdninstagram.com/vp/9b01bcbb0449fda9018a7885325a0cf0/5C92061A/t51.2885-15/e35/c0.50.400.400/45802662_2255754574662272_5868399067914129285_n.jpg" />(1) nowa wiadomość od Davion<div class="sms3">TREŚĆ</div></div></center>
  Temat: Davion Sage
Davion Sage

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 670

PostForum: Relacje   Wysłany: 2019-03-03, 19:45   Temat: Davion Sage
Davion Sage

”Żeby zrealizować swoje zamiary potrzebna jest przede wszystkim ambicja, a później talent, wiedza i w końcu szczęście”
pozytywne
CAROLINE MCCOY - można powiedzieć koleżanka z pracy. Łączą ich relacje stricte służbowe jednak nie tylko. Davion podczas przebywania w szpitalu dowiedział się, że panna McCoy chciałaby nauczyć się strzelać z karabinu wyborowego. Zaproponował jej kilka lekcji. Jednym słowem były Marines stał się od tamtej pory osobistym nauczycielem Caroline, a co z tego dalej wyjdzie to się jeszcze okaże.
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
negatywne
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
neutralne
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji

  Temat: Davion Sage
Davion Sage

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 661

PostForum: Karty Postaci   Wysłany: 2019-02-19, 16:10   Temat: Davion Sage
Davion Sage
urodzona/y w [Estevan, Kanada] 22 grudnia 1974 roku, mieszka [w Seattle od 5 lat, przynależy do oddziału taktycznego Niebieskich Szwadronów organizacji D.O.G.S, piastuje stanowisko zastępcy dowódcy oddziału taktycznego, wizerunku użycza Todd Kerns
historia
22 grudzień 1974 roku
To był najgorszy dzień w moim życiu. Bóle zaczęły się około pierwszej w nocy, leżałam jeszcze chwilę bez ruchu gdyż myślałam, że to fałszywy alarm jak większość z nich w ciągu ostatniej doby jednak tym razem było inaczej. Skurcze były częstsze i o wiele silniejsze. Obudziłam więc mojego męża i pojechaliśmy do szpitala na terenie jednostki. Zostałam szybko przyjęta na oddział położniczy i w sumie z porodu tyle pamiętałam. Później, gdy było po wszystkim pielęgniarka przyniosła do mnie małe zawiniątko, w którym leżał mój syn. Gdy tylko po raz pierwszy spojrzał na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami, pokochałam go bezwarunkowo. Teraz gdy piszę te słowa moja kruszyna słodko śpi, a za oknami jest ciemna noc.

To był pierwszy i zarazem ostatni wpis w moim dzienniku wykonany rękoma mojej matki. Oczywiście pamiętam ja doskonale i do tej pory gdy tylko mogę i mam czas to ją odwiedzam chociaż straciła już wiele ze swojej urody ja cały czas widzę w jej oczach ten sam blask jaki był tam zawsze gdy mnie widziała. Nie wiem skąd moi rodzice wytrzasnęli to imię. Davion. Mi i moim kolegom zawsze kojarzyło się z demonem ale jakoś nigdy nie potrafiłem się o tego przyznać. Jednak może zacznę od początku. Jestem synem emerytowanego już członka Komanda Foki, Jamesa i Oli, malarki oraz projektantki okładek płyt różnych znanych gwiazd muzyki. Zawsze byłem rozbrykanym i dość kłopotliwym brzdącem, a gdy mówiło mi się, że mam czegoś nie robic to po jakimś czasie i gdy nikt na mnie nie parzył pewne było, że wlezę na zakazane drzewo czy też skoczę z dachu lub też zrobię inną głupią rzecz. Moi rodzice nigdy nie wiedzieli kiedy i o co rozbiłem sobie kolano czy luk brwiowy. Jednym słowem byłem naprawdę niezłym ancymonem gdy jeszcze nie chodziłem do szkoły. Dopiero nauka i mój nauczyciel wychowania fizycznego znalazł sposób na moją nadaktywnośc. Wymyślał zawsze takie ćwiczenia, po których potrafiłem wysiedzieć spokojnie na każdej, nawet najbardziej nudnej lekcji i wysłuchać tego co inni, wówczas uważałem, że mądrzejsi ode mnie maja do powiedzenia. Lecz ta sielanka w szkole nie trwała długo. Mój ojciec w dniu moich dziesiątych urodzin ogłosił nam, że chce bym poszedł w jego ślady. Na początku się ucieszyłem ale gdy poszedłem na pierwszy trening z ojcem i jego kumplem oraz niejakim Michaelem od razu tego pożałowałem. Syn kumpla mojego ojca był ode mnie starszy i bardziej już doświadczony jednak moja ambitna natura nie pozwalała mi się poddac. Owszem wykonywałem wszystkie zadania i zawsze starałem się być lepszy od mojego „kolegi” w treningach. Z czasem stałem się rzeczywiście lepszy od Michaela co bardzo cieszyło mojego ojca lecz niestety obudziło też we mnie ducha dość nie zdrowej rywalizacji. To stało się też moim przekleństwem. Od czasu pierwszej wygranej z Michaelem zacząłem dążyc do tego, by wygrywać wszystkie konkursy czy też zadania jakie powierzali mi w szkole. Przez to nie miałem za wielu przyjaciół, a z rozrabiaki i wiecznego wesołka stałem się poważnym człowiekiem, który stawiał wyzwania wyżej od zabawy. Wtedy też zacząłem szukać coraz to nowych sprawdzianów dla swojego ciała, które bardzo często kończyły się na OIOMie czy też na chirurgii. Nie dlatego, że miałem takie słabe stawy i kości tylko przez moja głupotę. Szkoła średnia była dla mnie czymś do zapomnienia. Wtedy zacząłem przypominać strasznie nieforemnego człowieka i przez to większość osób ode mnie obrywała ale tak by nie wiedzieli kto ich załatwił. Pamiętam jeden taki przypadek, że zamiast osobnika wyśmiewającego się ze mnie ja dostałem niezły wycisk. Oczywiście później przyznałem się ojcu i od niego również dostałem burę nie za to, że się broniłem i chciałem komuś dać nauczkę ale dlatego, że dałem się w bardzo głupi sposób podejść. Od tamtej bójki częściej wykorzystywałem swoje umiejętności jakie zdobywałem na treningach z ojcem i najczęściej udawało mi się zajść przeciwnika niezauważenie i nawet jeśli szli większą grupą eliminowałem ich pojedynczo. Za którymś razem przydybał mnie na tym jeden z nauczycieli i na moje nieszczęście wezwał do szkoły rodziców, a mnie zawiesili na trzy miesiące. Oczywiście potem musiałem wszystko nadrobić ale nie było to dla mnie zbyt wielkim problemem. Lecz przez całe trzy miesiące gdy miałem szlaban na szkołę odbywałem bardzo ciężkie treningi i aż się sobie dziwiłem, że nic sobie nie zrobiłem.

8 grudnia 1992 roku.

-Szeregowy Sage wystąp. – wrzasnął do mnie mój dowódca podczas szkolenia. –Pokażcie reszcie kolegów jak należy się wspinać na czas. No ruchy, ruchy. – kolejny krzyk niemłodego już porucznika rozległ się po sali gimnastycznej. Ruszyłem sprintem do liny i nie minęło dziesięć sekund, a już byłem przy sznurze. Wspinaczka też nie trwała długo. Po dotarciu na sam szczyt zsunąłem się na dół i czekałem na werdykt.
-No, no Sage… Świetny wynik. Niewiele gorszy od rekordu akademii. Dwadzieścia osiem sekund to naprawdę coś. No a teraz wy panienki. Pokażcie na co was stać. A ty Sage na ściankę. Już. – ruszyłem szybkim krokiem na ścianę płaczu i gdy już do niej dotarłem kolejny wojskowy zaczął wydawać mi komendy, które już od dawna znałem. Po dziesięciu takich okrążeniach byłem lekko zmęczony. Nasz przełożony znowu stał przed nami i wymieniał nazwiska.
- Sage marsz do szatni. A potem do dowództwa. – krzyknął. Ze służbowym –Tak jest. – i oczywiście salucie pobiegłem do szatni, a potem odświeżony, w mundurze ćwiczebnym udałem się do kwatery dowodzących w akademii.
- Szeregowy Sage melduje się na rozkaz. – powiedziałem i stuknąłem obcasami przed niemłodym kapitanem.
- Zostajesz przeniesiony do innego ośrodka szkoleniowego. Od poniedziałku masz się stawić w Little Creek. Tam dostaniesz dalsze instrukcje. A teraz idź się spakować i masz wolne na resztę tygodnia. Odmaszerować. – powiedział kapitan, a potem wręczył mi list promocyjny i pogratulował mi jak i paru moim kolegom przede mną. Poszedłem do swojego pokoju, spakowałem się i po wszystkim pojechałem do domu, by przekazać tą radosną wiadomość rodzicom osobiście.

No i stało się. Zostałem przeniesiony do jednostki Marines, gdzie po kolejnym szesnastotygodniowym szkoleniu otrzymałem wreszcie swoją upragnioną odznakę zwaną przez Marines, Trójzębem Sealsów. Oczywiście nie było to takie proste jakby mogło się wydawać. Szkolenia były naprawdę mordercze i to co pokazywał mi mój ojciec gdy jeszcze byłe w szkole nie było nawet w połowie tak intensywne jak te ponad dziesięć miesięcy szkoleń. Owszem wiedziałem, że sobie poradzę chociaż czasem miałem chwilę zwątpienia. Lecz nigdy nie chciałem zrezygnować ze swojego marzenia. Nie było łatwo zdobyć to czego tak bardzo pragnąłem. Szkolenie w Little Creak było naprawdę wyczerpujące i niekiedy niebezpieczne, gdyż nasi przełożeni nie raz i nie dwa ostrzegali, że będą używali ostrej amunicji. Oczywiście ani razu tak się nie stało, a przynajmniej ja nie miałem takiego wrażenia. Treningi z ojcem i pierwszy wycisk jaki dostałem jako ochotnik jeszcze w pierwszej jednostce dały mi obraz tego jak może wyglądać dalsza walka o marzenia. Teoria jak wszędzie była nieco nudnawa jednak gdy przychodziło do rywalizacji zawsze pokazywałem co potrafię. Nawet podczas pierwszych skoków ze spadochronem pokazałem, że nie boję się wysokości i chociaż jak każdy aby wyskoczy dostałem najpierw kopa w tyłek ale po wylądowaniu od razu chciałem znaleźć się z powrotem w samolocie czy helikopterze i powtórzyć skok. Ta adrenalina stała się moim uzależnieniem i gdy w połowie szkolenia kazali nam wybrać specjalizację już wiedziałem co chciałem robić. Wybrałem oczywiście snajpera. Zawsze miałem dobry wzrok i potrafiłem się doskonale maskować, dlatego też wybór był dla mnie prosty. Kurs rzeczywiście było bardzo ciężkie. Cele, które musiałem likwidować znajdowały się o wiele dalej niż przy takim samym treningu w piechocie czy innym korpusie wojsk lądowych czy też morskich. Musiałem się bardzo przykładać i być bardzo precyzyjnym. Na szczęście na dziesięć celów w początkowym okresie kursu, dziewięć było strąconych co było jednym z najlepszych wyników wśród członków mojej grupy szkoleniowej. Oczywiście cały czas starałem się dojść do perfekcji i po dwunastu tygodniach wreszcie za każdym razem eliminowałem każdy cel nie zależnie od odległości jaka była założona podczas szkolenia. Doszedłem takiej wprawy, że ze swojego karabinu likwidowałem cele oddalone o dwa kilometry od miejsca gdzie się przyczaiłem. Oczywiście nie były to jakieś rekordowe strzały ale i tak plasowały się w pierwszej trójce wyników wśród członków mojego oddziału. I gdy wreszcie szkolenie dobiegło końca podczas ceremonii wręczenia dyplomów ukończenia szkolenia i przydzielenia do odpowiedniego oddziału otrzymałem też wyróżnienie dla najbardziej obiecującego rekruta w całej akademii. Widziałem ojca, który puchł z dumy i łzy w oczach mojej mamy, która wiedziała, że teraz nie będzie mnie widziała przez jakiś czas. Wreszcie gdy dostałem swój nowy przydział do TEAM 6 czyli oddziału do prowadzenia operacji antyterrorystycznych, przemianowanego później na DEVGRU.

Kwiecień 1993 do marzec 1995

Czołgałem się akurat pod nisko zawieszonym drutem kolczastym, a obok mnie wybuchały bomby i gdybym uniósł trochę wyżej głowę zapewne dostałbym jakimś pociskiem. Zaczął się tydzień w piekle, w jednostce zwanym jako tygodniem motywacyjnym. Byłem zmęczony, brudny, a parę razy pocisk prześlizgnął mi się po mundurze kalecząc nie tylko materiał ale i moje ciało. Na szczęście ten tydzień miał właśnie zbliżać się do końca. Widziałem jak rezygnują kolejni moi koledzy i odchodzą patrząc na to jak inni się męczą. Ja natomiast widziałem już cel swojej męczarni. Jeszcze tylko przejść przez tamte krzaki i czekają mnie pontony, którymi dostanę się na drugi brzeg, gdzie wreszcie będę bezpieczny. wmawiałem to sobie jak mantrę patrząc na czterech kolegów z którymi pokonywałem ostatnie metry kolczastej przeszkody. Gdy wreszcie się spod niej uwolniliśmy i dopadliśmy do wysokich krzaków przyczailiśmy się dwójkami pod dwoma z nich i jako skrzydłowy i operator zagłębiliśmy się w zielony labirynt. Mój partner niósł sprzęt nadawczy w plecaku, a ja szedłem krok po kroku z bronią gotową do strzału. Co jakiś czas wyskakiwali na nas inni komandosi z zamiarem zabicia nas ale jednak byłem szybszy i celując za każdym razem w serce położyłem tak około dziesięciu doborowych komandosów, którzy z tego co wiedziałem mieli na sobie kamizelki kuloodporne aż nagle mój skrzydłowy dostał w nogę. Odwróciłem się natychmiast i nie myśląc za długo nacisnąłem na spust. Zdjąłem kolejnego instruktora, a że Seals nikogo nie zostawiają wziąłem mojego kolegę na swoje plecy i pędem pognałem do pontonów. Dopadłem do nich razem z moimi dwoma kolegami. Wsiedliśmy na jeden z nich i po odpaleniu silnika przywarłem na płasko do dna omiatając lufą mojego karabinu snajperskiego brzeg. Parę razy oddałem strzał, który o dziwo za każdym razem był celny. W innej części łodzi kolega sanitariusz zajmował się rannym członkiem mojej czteroosobowej grupy. Gdy wreszcie przybiliśmy do brzegu kazałem chłopakom ewakuowali najpierw rannego. Sam zostałem by osłaniać ich odwrót. I miałem nosa. Nagle zza zakrętu na pełnym gazie wypłynęła na nas motorówka pełna wyszkolonych komandosów. Przycelowałem i oddałem strzał w silnik. Po czym szybko wyskoczyłem z pontonu i pognałem za kolegami. Gdy tylko wybiegłem z pomostu gdzie zacumowaliśmy nasz ponton powitał mnie dowódca szkolenia i dwóch moich kolegów. Trzeci był już w drodze do szpitala polowego. Dowódca pogratulował nam ukończenia szkolenia i wręczył każdemu po przepustce do domu, a potem oddelegował nas do dwóch jeepów, które zawiozły nas pod budynek koszarów. Dopiero będąc w swoimi pokoju pozwoliłem sobie na chwilową utratę czujności, jednak nóż taktyczny i kaburę z bronią zawsze miałem przy sobie. Poszedłem pod prysznic i gdy z niego wychodziłem usłyszałem szmer w pokoju. Ubrałem tylko czyste spodnie. Wziąłem służbowy pistolet i doczołgałem się do mojego karabinu. Szybko go odbezpieczyłem i czerwoną kropką celownika zacząłem wodzić po pokoju. Gdy usłyszałem dobra robota żołnierzu wyszedłem z moim karabinem zza przepierzenia trzymając na muszce mojego dowódcę i dwóch komandosów mających go osłaniać.
- Gratulacje Sage. Tydzień motywacyjny masz za sobą. Przeszliście go razem z twoimi kolegami doskonale. A teraz ubierz się i jedziemy do dowództwa. Mają ci coś do przekazania. – powiedział dowódca szkolenia i gdy się ubrałem w mundur oraz uczesałem mokre jeszcze włosy pojechałem jeepem do kwater dowodzących. Gdy wszedłem do kwatery głównodowodzących zauważyłem dziwne spojrzenia wszystkich, którzy tam byli. Niemłoda sekretarka wskazała mi pokój kapitana i bez słowa usiadła za swoim biurkiem. Zapukałem i czekałem na pozwolenie, by wejść. Nie trwało to długo gdy drzwi się otworzyły i adiutant kapitana wpuścił mnie do środka. Za stołem siedział dowódca całego oddziału, a na fotelu tyłem do mnie jakiś nieznany mi mężczyzna, którego na oko oceniałem na 30 lat. Gdy facet się odwrócił zamurowało mnie. Wreszcie dotarło do mnie kogo widzę.
- No młody zaimponowałeś nam. Niewielu rekrutów zdecydowałoby się na taki krok jak ty. Rozmawiałem już z twoim dowódcą i on wyraził zgodę. Teraz czekam na twoją odpowiedź na pytanie czy chcesz zostać pełnoprawnym członkiem Team 6 Navy Seals. – padło pytanie, a mnie aż wmurowało w podłogę. Nie wierzyłem w to co słyszę. Przed oczami przeleciał mi cały tydzień motywacyjny i reszta szkolenia. Patrzyłem na głównodowodzącego komandosami i czułem jak język staje mi kołkiem w gardle. Jednak po dłuższej chwili wreszcie mogłem się odezwać.
- Tak sir. To było moje marzenie od momentu Dy zacząłem treningi z moim ojcem. – rzekłem i odetchnąłem w duchu.
- W takim razie witamy w oddziale. Spakuj się i przejdź do budynku numer 10. Tam otrzymasz przydział do plutonu i nowy mundur. Gratuluję młody. Możesz odejść żołnierzu. – powiedział dowódca Sealsów. Zasalutowałem i wyszedłem z pokoju dowódcy. Od razu poszedłem do siebie, by zadzwonić do rodziców i przekazać im radosną wiadomość. Tak oto zakończyło się moje szkolenie.
Reszta mojej historii to seria kłamstw, wyrzeczeń i wielu zranień jednak jedna misja zmieniła całe moje życie na zawsze. Byłem wówczas z oddziałem w Afganistanie. Prowadziliśmy misję rozpoznawczą przed pojmaniem Osamy Bin Ladena. Nie wiedziałem, że właśnie ta misja zmieni całe moje życie. Razem z kolegą z oddziału ułożyłem się na dachu, by osłaniać ewentualny odwrót drużyny prowadzonej przez informatora. Przez lunetę przeczesywałem cały teren i co jakiś czas zdawałem raport dowódcy. Nagle poczułem się dziwnie. Moje oczy jakby stały się ślepe, a całe ciało zaczęło drętwieć. Widziałem, że koło mnie mój kolega odczuwa podobne dolegliwości. Musiałem się jednak skupić. Powiedziałem tylko dowódcy, że odkryli nas i tyle. Po jakiejś sekundzie przezwyciężyłem mrowienie i naprowadzany uwagami kolegów z oddziału oddałem cztery strzały. Dopiero po czwartym dolegliwości ustąpiły. Jednak cały czas czułem się dziwnie. Leżałem płasko na dachu i czekałem na zakończenie misji i znak od dowódcy, że mamy się zbierać. Po dwóch godzinach wreszcie nadszedł upragniony sygnał i lekko zamroczony, pomagając koledze zszedłem do jeepa czekającego na nas pod budynkiem. Z tyłu razem z moim oddziałem siedziała młoda dziewczyna. Miała zawiązane oczy i związane ręce jednak gdy tylko na nią spojrzałem aż zawyłem z bólu. Jeden z moich kolegów zdzielił ją kolbą w głowę, a drugi pomógł mi i ostatniemu członkowi oddziału dostać się do samochodu. Po tamtym zadaniu wycofali cały mój oddział z Afganistanu i zamknęli nas w odosobnionym budynku nie mówiąc nawet dlaczego. Mieliśmy oddzielne treningi, oddzielne posiłki i cały czas byliśmy pilnowani przez dwóch żandarmów. Po miesiącu takiego traktowania wreszcie nasz dowódca nie wytrzymał i zażądał spotkania z admirałem. Udzielono mu zgody jednak po tym spotkaniu już do nas nie wrócił. Tak minęły kolejne miesiące i lata. Przydzielili nam kolejnego dowódcę, który zabronił nam mówić o akcji w Afganistanie. Tym razem wykonywaliśmy głównie misje szpiegowskie na terenie Ameryki Południowej i likwidowaliśmy bossów karteli narkotykowych. W 2013 roku nie wytrzymałem i sam poprosiłem o spotkanie z admirałem. Również udzielono mi zgody i po tym spotkaniu nie dość, że dostałem rozkaz bym milczał jak grób, to jeszcze dostałem przeniesienie do jakiejś super tajnej bazy wojskowej czy cywilnej gdzie miałem dalej służyć ojczyźnie. Nie miałem wyjścia. Musiałem się zgodzić. Tak właśnie trafiłem do pierwszej placówki założonej przez braci Weelerów. Tam właśnie dowiedziałem się o ludziach, których w tym miejscu nazywano mutantami. Niewiele z tego rozumiałem ale przez dwa lata odbyłem kolejne szkolenia nie tylko bojowe ale również wysyłano mnie jako pracownika firmy Weeler na szkolenia stricte naukowe. Niewiele rozumiałem z tego co ci wszyscy jajogłowi do mnie mówili ale testy zawsze jakoś zdawałem. Wreszcie gdy świat dowiedział się o mutacji i wyszło na jaw kim są mutanci zadebiutowałem w nowej jednostce pewnego rodzaju policji nazwanej przez jej członków pieszczotliwie D.O.G.S. Mi to pasowało. Robiłem to samo co w marynarce wojennej tylko, że na terenie kraju. Jednak nie wiedziałem do czego może doprowadzić działalność ośrodka braci Weelerów. Owszem działania dywersyjne i wyłapywanie osób z mutacją było zadaniem bardzo prostym i choć wydawało się, że tylko do tego zostało stworzone D.O.G.S i moja jednostka zwana Niebieskimi Szwadronami to jednak cały czas czułem, że coś wisiało w powietrzu i nie myliłem się. Tak brałem udział we wszystkich akcjach D.O.G.S. Począwszy od pacyfikacji Bractwa Mutantów w kompleksie opuszczonych Domków letniskowych w Black Lake Bible Camp, po ostatnie działania wojenne, w których zginęło wielu z moich kolegów. Owszem kilku z nich udało mi się uratować i wyciągnąć z pola walki, aż do momentu gdy sam zostałem ranny. Gdy ewakuowałem do bazy rannego kolegę dostałem postrzał w lewy bark. Pocisk przebił kość, a ja choć półprzytomny z bólu doszedłem do najbliższego posterunku i dopiero gdy oddałem rannego w ręce sanitariuszy sam padłem jak długi na ziemię. Reszty wydarzeń nie pamiętałem. Gdy się obudziłem Fredrich Weeler stał przy moim łóżku z odznaką i uśmiechem na ustach.
- Davionie Sage, za twoje zasługi dla działalności D.O.G.S mam zaszczyt mianować cię zastępcą dowódcy Niebieskich Szwadronów. Gdy wydobrzejesz będziesz mógł objąć nowe stanowisko i zająć się szkoleniem nowych członków oddziałów. A teraz odpoczywaj. Dobra robota żołnierzu. – powiedział i położył na moim łóżku nowy mundur i odznakę. Przyjąłem stanowisko po długiej rehabilitacji. Oczywiście dalej działam w terenie jednak też pomagam podczas szkolenia nowych członków D.O.G.S oraz czasami sprawdzam ich lojalność dla organizacji, która stała się moim drugim domem i rodziną
charakter
Poznanie charakteru Daviona jest bardzo utrudnione przez wrażenie jakie odnosi na jego widok wielu ludzi. Sądzą oni, że to mężczyzna niedostępny i mrukliwy. Jeśli jednk znajdziesz w sobie duże pokłady cierpliwości, by do niego dotrzeć odkryjesz człowieka z bardzo ciekawym i zróżnicowanym charakterem. Już przy pierwszym spotkaniu z Davionem można się dowiedzieć, że jest to mężczyzna bardzo ambitny, który stara się zawsze dążyć do wyznaczonego sobie celu lub stara się zrealizować większość jak nie wszystkie swoje plany życiowe. Kolejną cechą, która wychodzi już przy pierwszym kontakcie z Sage’m to konsekwencja, przez to jest zadziwiająco skuteczny w osiąganiu założonych sobie szczytów bez względu na to jak wiele przeszkód będzie musiał pokonać. Można czasem odnieść wrażenie, że długowłosy mężczyzna idzie po trupach do celu co nie jest do końca prawdę. Davion jest człowiekiem, który nigdy nie złamie danego komuś słowa. Na uwagę również zasługuje to, że mężczyzna ten jest bardzo odważny jeśli chodzi o stawianie czoła przeciwnością losu. Jest osobą posiadającą duże pokłady energii, przez co potrafi podejmować największy wysiłek fizyczny jeśli jest to w stanie pomóc mu osiągnąć wymarzony cel. Wie kiedy może podjąć ryzyko, a kiedy powinien sobie odpuścić. Sage należy również do ludzi odważnych i gotowych do poświęceń. Dla kumpli z oddziału jest gotowy zrobić bardzo dużo, nawet oddać za nich życie. Niestety pomimo posiadanych zalet, Davion jak każdy ma też parę wad. Trzeba tutaj powiedzieć o tym, że ten mężczyzna jest bardzo popędliwy i impulsywny, co często sprowadza na niego rozmaite problemy. Bywa porywczy, nadpobudliwy, przez co często wdaje się w bójki. Zresztą chyba dlatego niektórzy wolą obchodzić go szerokim łukiem, by przypadkiem nie dostać od niego w pysk. Na pewno należy tutaj, również wspomnieć o bardzo specyficznym poczuciu humoru Sage’a, więc jeśli nie bawią cię dowcipy o flakach owiniętych wokół czyjejś szyi lepiej nie proś go, by opowiedział ci jakiś kawał. Davion jest też mistrzem ciętej riposty. Bardzo często zdarza mu się zbić z pantałyku nawet najbardziej wygadanych typków. Ponadto ten mężczyzna jest też bardzo pewny siebie co również nie ułatwia poznania go bliżej. Sage bywa arogancki i zwyczajnie wredny jeśli ktoś mu próbuje zaleźć za skórę. Gdy tylko nie chce z kimś rozmawiać albo obdarzy go jednym ze swoich burknięć albo zacznie ciebie obrażać ciebie i drwić z twojej odmienności. Davion czasem bywa zimny jak lód i nie zna słowa zmiłowanie. Jednak jeśli jesteś jego przyjacielem i znacie się wiele lat to któregoś dnia możesz się bardzo zdziwić gdyż Sage może cię zwyczajnie zaskoczyć pokazując ci zupełnie inną twarz niż do tej pory poznałeś.
ciekawostki
× poprzez zawód jaki wykonuje poznał podstawowe rodzaje broni palnej występującej na ziemi,
× posiada dwa pistolety Sig - Sauer 9MM, karabin snajperski M110, nóż bojowy i nóż taktyczny oraz pistolet Berrtta 92,
× posiada umiejętność prowadzenia pojazdów mechanicznych,
× posiada podstawową wiedzę na temat pierwszej pomocy, gdyż często sam musiał sobie pomagać leczyć różne zranienia oraz robić sobie opatrunki,
× jest dość wysokim mężczyzną, ma około 196 cm wzrostu i umięśnione ciało, co wiele razy uratowało mu życie,
× bardzo dużo godzin swojego życia poświęca sportowi i cały czas ćwiczy się w strzelaniu, by być jeszcze lepszym w tym co robi,
× kocha zwierzęta i nie da ich nikomu skrzywdzić. Jeśli ktoś na jego oczach zrobi krzywdę zwierzęciu może liczyć się z tym, że sam pożegna się z życiem, lub też w najlepszym wypadku zostanie poważnie okaleczony,
x cierpi na kolurofobię, czyli panicznie boi się klaunów, jednak nie pamięta o tym przez amnezję, ale sam widok osoby w przebraniu klauna budzi w nim niekomfortowe uczucia;
x zna kilka sztuk walki jednak najlepiej posługuje się Kick-boxingiem, potrafi również posługiwać się technikami samoobrony, wie jak długo utrzymywać duszenie, aby nie udusić człowieka tylko odciąć mu na kilkanaście sekund dopływ powietrza,
x brał udział w kilku znanych misjach SEALsów, i choć nie może zdradzać ich szczegółów kilka razy otarł się o śmierć,
x po jednej z misji został przeniesiony z oddziału komandosów i dostał się do otoczenia braci Wellerów,
x został wcielony do oddziału taktycznego D.O.G.S, gdzie przebywa do dzisiaj i pełni funkcję zastępcy dowódcy
x ma bardzo lekki sen przez co trudno go podejść,
x w Marines pełnił rolę strzelca wyborowego,
x brał udział we wszystkich operacjach prowadzonych przez D.O.G.S,


 
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 10