Znalezionych wyników: 25
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Recepcja
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 754

PostForum: Grace Hospital   Wysłany: 2018-08-25, 00:56   Temat: Recepcja
Być może w tym momencie Darcy nie wydała jej się najmilszą osobę, jednak… Pracowała tutaj i strasznie bała się, tego że ktoś mógłby dowiedzieć się czym zajmuje się po godzinach. Naprawdę chciała kontynuować tą szaradę i wciąż udawać zwykłą, szarą obywatelkę. Bractwo upadło. W wiadomościach huczało o kolejnych łapankach, zatrzymaniach. Czuła oddech DOGS na swoim karku, dlatego właśnie zachowywała się w taki sposób jak teraz. Naprawdę nie szukała kłopotów, ale chyba sama się w nie pakowała, pomagając niektórym ludziom. Niepotrzebnie. Sumienie było jedną z najmniej pomocnych ludzkich odruchów.
Pokiwała szybko głową, słysząc jej słowa. - Więc jesteś człowiekiem, prawda? - zapytała, wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczyma, zastanawiając się czy ona zdaje sobie sprawę kim jest Darcy i czy wie o tym, że jest mutantką.
- Oni ci to zrobili? - przesunęła wzrokiem po kulach, stojących obok. Nie zdziwiła się, gdyby tak było. Przecież widziała na własne oczy jak wygląda dzieło DOGS. To było cholernie niesprawiedliwe, że w telewizji to Mutanci byli przedstawiani jako terrorystów, gdy to co potrafili zrobić pracownicy rządu powodowało ciarki na plecach. W takich momentach przypominała sobie dlaczego nie powinna się więcej bać. Oni chcieli, żeby się bała.
Podeszła do niej ostrożnie, starając się wymusić uśmiech, gdy kobieta próbowała niezdarnie zażartować. - Tak. To całkiem dobry pomysł. - powiedziała łagodnie. - Wydaje mi się, że widziałam cię w telewizji, ale za nic nie pamiętam jak się nazywasz. - ciągnęła, dotykając jej karku, starając się wyczuć pod skórą miejsce, w którym został zaszczepiony jej czip. Starała się odciągnąć uwagę kobiety rozmową. - Wiesz coś o tym co ci zaszczepili? Trudno będzie wyciągnąć coś o czym nic nie wiem. Patrząc na jego umieszczenie, może być tak jakby przyczepiony do kręgosłupa, by uniemożliwić jego usunięcie. - powiedziała, starając się nie wchodzić w fachową terminologię i mówić tak, aby Sam ją zrozumiała. - Jeśli tak jest usunięcie go to może nie być taka łatwa sprawa. I może nieść za sobą ryzyko. Nie jestem neurochirurgiem. - popatrzyła uważnie na brunetkę. Chciała, żeby zdawała sobie sprawę z tego o co ją prosi i jakie mogą być tego konsekwencje.
  Temat: Recepcja
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 754

PostForum: Grace Hospital   Wysłany: 2018-08-24, 00:50   Temat: Recepcja
Darcy sięgnęła po kulę, która upadła i podała ją kobiecie. Jej brwi powędrowały wysoko w górę, słysząc że ta zwraca się do niej po imieniu. Nie znała jej, a mało który pacjent sobie na to pozwalał. Jednak gdy usłyszała jej dalsze słowa jej brwi powędrowały jeszcze wyżej i machinalnie obróciła się, sprawdzając czy aby nikt nie przysłuchuje się ich rozmowie. - Poczekaj. - spojrzała na nią znacząco. - Przejmij moich pacjentów, Polly. Zajmę się tą panią. - powiedziała do jednej ze stażystek, praktycznie wpychając jej w rękę plik z papierami, który trzymała w dłoniach. Następnie uśmiechnęła się sztucznie do Sam i zapraszającym gestem wskazała jej jedno z pomieszczeń i gdy obie się w nim znalazły, pośpiesznie zatrzasnęła za sobą drzwi. - Pierwsza zasada: nie przychodzicie do szpitala. - powiedziała, zasuwając rolety. Obróciła się do brunetki, krzyżując ramiona na piersiach. Jej wyraz twarzy nieco złagodniał. - Więc co to za niekonwencjonalna sprawa? - zapytała ciszej.
  Temat: Recepcja
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 754

PostForum: Grace Hospital   Wysłany: 2018-08-20, 00:47   Temat: Recepcja
Darcy z pewnością czułaby się trochę wkurzona, gdyby usłyszała, że jej imię i nazwisko pada w takich rozmowach. Usilnie wmawiała sobie, że naprawdę lubi swoje życie i powinna zrobić wszystko, żeby utrzymać się z dala od tego konfliktu, nie chcąc dopuszczać do siebie informacji, że chcąc nie chcąc i tak jest jego częścią. Powoli zaczynało jednak do niej dochodzić to, że chcąc w jakiś sposób pomagać nie ucieknie od tego, że przestanie być anonimowa, a w czego konsekwencji w końcu będzie musiała wybrać stronę konfliktu, nawet jeśli chciała trzymać się na uboczu.
Starała się pomagać. Mogła robić więcej, ale te absolutne minimum sprawiało że jej sumienie pozostawało nasycone. Nie na długo. Bo nocami, gdy nie mogła zmrużyć oka, zastanawiała się nad tym, że tak naprawdę jest tchórzem. Nie chciała się narażać, ale nie potrafiła też odwrócić wzroku. Dlatego robiła to wszystko. Nawet wbrew sobie. Jednak mimo wszystko jej sumienie nie powinno pozostać czyste, bo inni mutanci żyli w okropnych warunkach, podczas gdy ona miała pracę, ciepły kąt, ubrania, złudne poczucie bezpieczeństwa, chociaż podobnie jak wszyscy jej pobratymcy też cały czas obracała się za siebie. To było najgorsze kłamstwo jakie sobie fundowała. Myślała, że może żyć normalnie, ale prawda była taka, że to kwestia czasu, gdy pojawi się jakiś problem. W szpitalu zostaną przeprowadzone badania albo ze zwykłych powodów medycznych ktoś będzie musiał zbadać jej krew. Ktoś w końcu zauważy, że ukrywa się pośród ludźmi, dlatego musiała przestać przed tym uciekać.
Zdawało się, że to miał być kolejny zwykły dzień. Wykonywała swoje obowiązki, kręcąc się po ostrym dyżurze. Nie zdając sobie sprawy z tego, że kłopoty niebezpiecznie się do niej zbliżają i kryły się pod postacią jednej z jej potencjalnych szpitalnych pacjentek. Zdawało się, że kobieta czegoś szukała. Prawdopodobnie lekarza, bo na pierwszy rzut oka widać było, że jest w fatalnym stanie. - Wszystko z Panią w porządku? - zapytała, zaczepiając krótkowłosą kobietę. - Mogę w czymś pomóc?
  Temat: Korytarz
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 739

PostForum: Grace Hospital   Wysłany: 2018-07-26, 01:21   Temat: Korytarz
Zmusiła się do wyjątkowo sztucznego uśmiechu. W jej opinii było wręcz odwrotnie. Przed oczami miała te wszystkie informacje sprzed kilku dni. Pacyfikacja groźnej grupy terrorystycznej - tego typu nagłówki pojawiały się w gazetach od czasu rozpadu Bractwa. Nie wiedziała zbyt wiele. Jednak mutanci należący do Bractwa, przynajmniej ci których spotkała nie mieli zbyt wiele wspólnego z tym co pisano o nich w prasie czy mówiono o nich w telewizji. Bała się ludzi z DOGS, dokładnie takich jak on. Nie miała zamiaru jednak go poprawiać i wyrażać swojej opinii na temat tego kto jest tym złym. Była przecież normalną lekarką? Nie chciała nawet zdradzać się ze swoją opinią, bo nawet ludzie będący po stronie mutantów wzbudzali podejrzenia. Musiała więc udawać, że osobą, która budzi jej niepokój jest obecny tu mutant, nie agent DOGS. Zresztą… Rozpoznawała jego mundur. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że właśnie takie oznaczenia noszą mutanci działający w szeregach DOGS. Słyszała plotki o mutantach, o kundlach siłą wcielonych do tej organizacji. Czy był jednym z nich? A może robił to bo tego chciał? Mimo wszystko nie mogła o tym nie myśleć, bo przecież mogłaby być na jego miejscu. Czysto teoretycznie, bo przecież nie była zbyt przydatna w terenie, ale była mutantką. Tak samo jak on. - Nie sądzę, żeby przyszedł tutaj, żeby kogoś skrzywdzić. - odpowiedziała mu po dłuższej chwili, zerkając przelotnie na Abaddona. - Po prostu nigdy nie wiemy czego się spodziewać, prawda? - stwierdziła, przerzucając kartki w segregatorze. Starała się opanować swoje zdenerwowanie, starając się zachowywać naturalnie. Przynajmniej adekwatnie do tej sytuacji. Nie mogła jednak wyrzucić z głowy myśli, że skoro poinformowała Bractwo o mutancie, ktoś może się tutaj pojawić, a wtedy może rozpętać się tutaj małe piekło, a ona nie chciała tu wtedy być. Jej pomoc ograniczała się do informacji, nie chciała być częścią tego, ale DOGSi byli szybsi niżeliby się tego spodziewała.
Pokręciła energicznie głową. - Nie. Nie miał przy sobie żadnego portfela, prawa jazdy czy jakiegokolwiek dokumentu, potwierdzającego jego tożsamość. Nawet telefonu. Wszystkiego jego rzeczy osobiste znajdują się w dyżurce. - powiedziała, wskazując palcem na oszklone pomieszczenie, znajdujące się kilkanaście metrów dalej. - Nie. - odpowiedziała szybko zanim jeszcze Abaddon zdążył skończyć zdanie. - Jest pod działaniem silnych leków i jego stan powinien być cały czas monitorowany. Właściwie nie zdążyliśmy jeszcze wykonać wszystkich badań. - powiedziała, zbliżając się do pacjenta i wskazując palcem na jego głowę, na której znajdował się opatrunek. - Za chwilę stażystka miała zabrać go na rezonans i nalegałabym na to, żeby to badanie zostało wykonane w szpitalu. Przy tak silnym urazie głowy nigdy nie wiadomo jakie obrażenia mógł ponieść. Może okazać się, że potrzebuje natychmiastowej operacji, więc zabranie go stąd może zagrozić jego życiu. Więc jako jego lekarz zalecam pobyt w szpitalu przynajmniej do momentu, gdy nie zostanie dokładnie przebadany, a jego stan się nie ustabilizuje. - zakończyła. Gdy zaczynała robić to co do niej należało niepewność w głosie zniknęła. To znała. To było jej życie. Chociaż, prawda była taka że odrobinkę grała na czas. Wykonanie wszystkich badań mogło potrwać kilka godzin, a przetrzymywanie pacjenta mogłoby być po prostu efektem tego, że jest nadgorliwym lekarzem. - Podejrzewam, że decyzja nie należy do mnie, prawda? - zapytała ciekawa tego w jaki sposób postąpi. Co było ważniejsze złapanie mutanta czy jego życie? Być może trochę namolnie się mu przyglądała, ale nie mogła opanować wrażenia, że ktoś go zna. Pamiętała tą twarz jak przez mgłę, ale nie potrafiła przypisać do niej imienia czy konkretnego wspomnienia. Może nie powinna się tak gapić, żeby nie wzbudzać jego podejrzeń, ale nie mogła się powstrzymać. Czuła, że go znała, chociaż brzmiało to cholernie głupio.
  Temat: Most
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 40
Wyświetleń: 2836

PostForum: west seattle   Wysłany: 2018-07-24, 00:51   Temat: Most
Darcy pokiwała głową, siląc się na słaby uśmiech. Owszem. Mimo braku informacji wydawało jej się, że rozumie okoliczności w jakich się znaleźli i mimo wszystko poczuł się teraz odrobinkę lepiej z tym, że dostarczyła leki. Oni ich potrzebowali, a ją obecnie kosztowało to chwilę strachu. Było warto. Nie podrzucała ich szajce przestępców tylko ludziom, którzy tego potrzebowali. Wysłuchała dalszych słów Hallen i zacisnęła usta, słysząc o mutazynie. - Mieliśmy kilka kradzieży z zewnątrz i po tym szpital zaostrzył zasady dotyczące jej dostępności. Jestem tylko rezydentką, muszę przejść przez całą tą całą papierologię jeśli zostanie użyta. Mamy mutazynę, stosujemy ją za każdym razem, gdy na oddziale pojawia się mutant, to jedyny moment kiedy mogę się do niej dostać, bo wtedy jesteśmy zobowiązani jej użyć. Mogłabym zgłosić zbicie się jednej czy dwóch ampułek, ale przez bardzo długi czas mogę nie mieć ku temu okazji. - pokręciła głową, niechcąc składać obietnic bez pokrycia. Mutazyna była drogim i pożądanym lekiem, szpital mimo że był w posiadaniu znacznych ilości, pilnował żeby nie dostały się w niepowołane ręce. Nawet jeśli chodziło o lekarzy. W końcu okazja czyni złodzieja, prawda? Mutazyna była cholernie droga, a ta dostępna w szpitalu w niczym nie przypominała tego syfu, który sprzedawano na ulicach. Zresztą morfinę też nie było tak łatwo podkraść. Nie była tak strzeżona jak mutazyna, jednak personal dbał o to aby liczby się zgadzały.
Darcy chciała zapytać o to kto nimi teraz przewodzi, ale nie udało jej się to, bo ktoś im przerwał. Ona nie rozpoznawała obecnego tu mężczyzny, ale widząc jego postawę cofnęła się kilka kroków do tyłu i to co powiedział sprawiło, że przez chwilę miała ochotę parsknać szaleńczym śmiechem. Nie wyglądał na żartownisia, mimo wszystko ta sytuacja wydawała się tak bardzo absurdalna. - Nie szukamy kłopotów. - powiedziała ostrożnie, patrząc na mężczyznę. - Ci ludzie z pewnością też. - dodała trochę ciszej. - Odejdziemy stąd i nie będziemy stać wam na drodze. - powiedziała, siląc się na spokojny ton, chociaż jej głos drżał. Naprawdę się starała, ale nie wyszło. To wszystko brzmiało dla niej tak absurdalnie, bo nie zobaczyła tego. Nie zobaczyła dzisiaj niczyjej śmierci, a przecież tak to właśnie działało, prawda? Jej głupia, bezużyteczna moc właśnie w taki sposób działała. Ostrzegała ją przed takimi rzeczami, dzisiaj jednak jej wewnętrzny instynkt milczał. Chciała ostrzec tych wszystkich ludzi o tym co może się stać, W tym momencie stała na przeciwko potencjalnego zamachowca i nie mogła nic zrobić.
  Temat: #1
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1492

PostForum: D. Goldhope   Wysłany: 2018-07-20, 01:04   Temat: #1
Może dość naiwnie, ale starała się patrzeć na ludzi i widzieć tylko te dobre strony, nieraz zapominając o tych gorszych, tych których powinna się obawiać. Więc nie można nikogo winić za to, że wiedziała tak mało o swoim pacjencie. Nie pytała, bo podświadomie czuła, że odpowiedzi na jej pytania niekoniecznie jej się spodobają. Mimo wszystko to nie był jej świat. Trzymała się tego co znała. Płacenia rachunków, chodzenia do pracy, unikania telefonów od nadopiekuńczego ojczyma i udawania, że świat wcale nie był nienormalny, a ona przez to, że była mutantką była jednak tego częścią. Sama się okłamywała, że może cały czas żyć tak jak do tej pory. Prędzej czy później coś się musiało stać, więc ta sytuacja powinna być kubłem zimnej głowy. Nie jest normalna i nigdy już nie będzie. Powinna przywyknąć.
- Wszyscy jesteśmy. - weszła mu w słowo, ale potem już się przymknęła i dała mu mówić. Przemyt, podrabianie dokumentów, wywóz mutantów. To wszystko dało się jakoś przełknąć, jednak gdy powiedział, że zabija poczuła zimny dreszcz przechodzący po jej ciele. Nie. Nie pomyślała, że teraz mógłby zabić i ją. W jej prostym świecie zabijanie było po prostu złe. Nieważne czy winnych, czy niewinnych. Pokiwała w końcu głową. Nie jej było go oceniać. Mimo to poczuła się teraz dziwnie, znając prawdę. Nie żałowała, że pomagała mu do tej pory. Właściwie to żałowała, że się tego dowiedziala, bo nie miałaby teraz tego mętliku w głowie. Czasami po prostu było lepiej nie wiedzieć.
- Wiem, że to załatwisz. - powiedziała, opierając się o ścianę. Wciąż odczuwała skutki wizji. Głowa pękała jej w szwach nie tylko od natłoku myśli. Czuła jakby ktoś próbował rozłupać jej czaszkę toporem. - Pójdziesz tam i dobijesz z nimi targu. Przybijecie sobie kieliszki z szampanem jakbyście byli przyjaciółmi. - powiedziała, nie spuszczając z niego wzroku. Skrzyżowała ręce na piersiach i pokręciła głową. - Zawsze będzie mi ktoś zagrażał. Nie jestem taka jak wszyscy. Nie jestem normalna. Cały czas ktoś tutaj przychodzi. Prosi o pomoc. O leki, o połatanie ran. To była kwestia czasu zanim ktoś przyprowadzi ze sobą jakiś ogon. To nie do końca twoja wina. Co prawda nie wiedziałam do końca na co się piszę, ale wiedziałam jakie mogą być konsekwencje. Po prostu nie rób niczego głupiego. Nie dobijaj z nimi targu jeśli nie musisz.
  Temat: Most
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 40
Wyświetleń: 2836

PostForum: west seattle   Wysłany: 2018-07-16, 00:10   Temat: Most
Darcy była zbyt zestresowana by w ogóle zwrócić uwagę na ludzi, którzy wciąż wychylali się przez barierki. Miała jeden cel - pozbyć się tej cholernej torby z lekami i nie dać się nikomu złapać. Za każdym razem, gdy była w takiej sytuacji zastanawiała się co jej przyszło do głowy, by znowu ryzykować. Podkradanie pojedynczych listków tabletek, opatrunków czy innych materiałów było dość powszechną praktyką szczególnie wśród niższego personelu. W końcu to oni zajmowali się robieniem spisów, zamówieniami, zawsze dało się to jakoś ukryć o ile nie były to jakieś znaczące ilości. Więc wiedziała, że nie będzie miała większych problemów przez samą kradzież. Bała się jednak, że ktoś w końcu zauważy, że niektóre rzeczy znikają dość systematycznie i wtedy zaczną szukać winnego, a gdy już go znajdą będą zastanawiać się po co ktoś taki jak Darcy Goldhope może potrzebować tych przedmiotów. Bała się, że być może ktoś może śledzić Cass, a jeszcze większe podejrzenia budziła obecność nieznajomej jej kobiety. Nie chciała wpaść w tarapaty, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że w końcu robi coś dobrego. Te leki były im potrzebne. Być może uratuje to komuś życie. Ostatnie wydarzenia wstrząsnęły nią do tego stopnia, że zaczęła zastanawiać się czy może nie powinna pomagać bardziej. Może nie miała wielkiej spluwy, ani nie potrafiła spalić kogoś na wiór samym machnięciem ręki, ale była lekarzem. Mogła pomagać właśnie w taki sposób. W końcu jakakolwiek pomoc jest lepsza niż żadna, prawda? Być może atak na Bractwo powinien być pewnego rodzaju lekcją i umysł podpowiadał jej - “po prostu się w to nie pakuj”. Jednak jednocześnie nie potrafiła być po prostu obojętna, bo wiedziała że nawet jeśli sprawa była przegrana, odwracanie głowy w drugą stronę jest po prostu złe, a Darcy nie była złym człowiekiem. Po prostu.
- Darcy. - przedstawiła się kobiecie prawdziwym imieniem. Cóż. Jak widać nie była zbyt wprawiona w pracę pod przykrywką, bo dopiero po chwili przyszło jej do głowy, że może nie powinna tak od razu zdradzać swoich prawdziwych personaliów, tymbardziej że… no cóż jej imię nie było tak bardzo popularne. Ot, dość banalna historia. Rodzice poznali się, gdy matka czytała “Dumę i uprzedzenie”, a ojciec wylał na nią kawę. Dlatego prawdopodobnie wpadła na tak krzywdzący pomysł. W końcu mogła ją nazwać Elizabeth albo Jane.
Wracając jednak do tematu, Goldhope przez chwilę patrzyła to na Cass to na Judy, i zastanawiała się co powinna powiedzieć. Nie lubiła kontaktować się z obcymi, z drugiej strony… Powinna chyba zaufać Cassandrze, prawda? W końcu to ona skontaktowała ją z Judy Hallen. - Oczywiście. - pokiwała w końcu głową, patrząc na brunetkę. - Jeśli Bractwo potrzebuje leków mogę je nadal dostarczać… - powiedziała, odrywając wzrok od kobiety, bo i ją ten dźwięk zaczynał irytować. Odwróciła się w stronę balustrady. - Więc jeśli... jeśli potrzebujecie jakiś konkretnych leków musisz mi powiedzieć, zawsze dostarczam jakieś najpotrzebniejsze leki. Antybiotyki, opatrunki, coś przeciwbólowego i tak dalej. Nie mogę pozwolić sobie na znaczące ilości, ale robię co w mojej mocy. - wytłumaczyła, przełykając ślinę. - Co z hmm.. Bractwem? Słyszałam o ataku. Co się tam w ogóle dzieje? - zapytała, zerkając to na Cass, to na Judy.
  Temat: Oceń avatar
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 244
Wyświetleń: 10498

PostForum: off-top   Wysłany: 2018-07-15, 17:16   Temat: Oceń avatar
7 8)
  Temat: Most
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 40
Wyświetleń: 2836

PostForum: west seattle   Wysłany: 2018-07-15, 17:14   Temat: Most
Zwykle to Cassandra zarządzała tego rodzaju transakcjami. Darcy nie miała pojęcia co dzieje się z lekami później, przez czyje ręce przechodzą, ani dokładnie gdzie trafiają. Nie wiedziała jaka jest lokalizacja Bractwa. Nawet nie pytała. Wolała nie wiedzieć pewnych rzeczy. Dla własnego bezpieczeństwa. Nie spodziewała się jednak, że po tym co stało się z Bractwem ktoś jeszcze odezwie się do niej w tej sprawie. Sądziła, że być może to już koniec.
Stąd też jej zdziwienie. Nie sądziła, że Cassandra jeszcze się do niej odezwie, więc nie była na to zbyt dobrze przygotowana. Wiedząc, że w jakiś sposób zasila Bractwo podkradała więcej, ale gdy dowiedziała się o tym co się stało, zrobiła się ostrożniejsza. Nie kradła w takich ilościach jak wcześniej. W końcu czemu miałaby ryzykować?
Przez to torba, która miała dzisiaj przy sobie była znacznie mniejsza niż zwykle. Trochę opatrunków, środków przeciwbólowych, antybiotyków i inne leki przeciwbólowe, a do tego kilka rzeczy, które mogły być przydatne komuś kto chociaż trochę wiedział jak wykonywać swoją pracę.
Na miejscu spotkania pojawiła się z opóźnieniem. Po ostatnich wydarzeniach miała lekką obsesję. Wciąż sądziła, że ktoś ją śledzi. Chociaż po co ktoś miałby to robić? Ostatnio wcale nie chodziło o nią.
Podeszła do dwóch kobiet, kiwając im głową na powitanie. Tej ciemnowłosej nie znała, dlatego spojrzała na Cassandrę pytająco. W końcu obecność kogoś nowego musiała coś znaczyć. - Nie jest tego zbyt wiele. Nie sądziłam, że się jeszcze odezwiesz. - powiedziała, przyciskając do siebie mocniej torbę wypełnioną lekami. - Dobrze widzieć, że nic ci nie jest. - pokiwała głową, zmuszając się uśmiechu. Była zestresowana. Jak zawsze. - Co się dzieje? - zapytała, patrząc na ciemnowłosą kobietę. Chciała wiedzieć o co chodzi.
  Temat: #1
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1492

PostForum: D. Goldhope   Wysłany: 2018-07-15, 14:36   Temat: #1
Cóż. Ona też żałowała. Nie chciała mieć żadnych problemów, a już z pewnością nie z jakimiś potężnymi mutantami, którzy… szczerze powiedziawszy nawet nie wiedziała czego od niej chcieli. Właściwie niczego w tym momencie nie wiedziała, bo Victor niczego jej nie powiedział, a ona nie za bardzo mogła zatrzymywać go teraz i próbować. wyciągnąć z niego informację, bo podobno musieli jak najszybciej uciekać, więc nie chciała tupać nogą i ryzykować ich życie tylko dlatego, że nie mogła odrobinę poczekać na jego odpowiedź. Z drugiej strony jednak… Czy mogła mu zaufać? Właśnie zobaczyła jak dobija targu z tymi ludźmi. Przynajmniej na to jej to wyglądało. Nie wiedziała co ma myśleć. Dlatego też po tym jak pierwszy szok po wizji minął spojrzała na Victora nieco podejrzliwe. Prawdopodobnie gdyby jej nie przytrzymał upadłaby na ziemię, ale gdy tylko odzyskała władzę nad własnymi nogami odsunęła się od niego. Tak naprawdę… Ile ona o nim wiedziała? Miał w kieszeni plik pieniędzy, nosił broń na pasku i bardzo często zdarzało mu się wpadać w tarapaty. Dokładnie słuchała dzisiaj jego słów i teraz… Sama nie wiedziała co o nim myśleć, chociaż z drugiej strony nigdy nie zrobił jej niczego złego? Chociaż najwidoczniej mógł. Sama nie wiedziała czy mogła mu ufać, ale jak widać chyba nie miała zbytniego wyboru. - Victor, co się tutaj do cholery dzieje? - Była praktycznie gotowa do drogi. Torba leżała w przedpokoju, mogła wyjść, ale chciała wiedzieć na co w ogóle się pisze. Kto jej zagrażał i przede wszystkim dlaczego?
  Temat: #1
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1492

PostForum: D. Goldhope   Wysłany: 2018-07-14, 01:11   Temat: #1
Po części uspokoił ją swoimi słowami, bo w końcu dogs obawiała się najbardziej. Z drugiej strony, ani trochę nie czuła się komfortowo ze świadomością, że ktoś mógłby o niej wiedzieć, ewentualnie czyhał na jej życie, bo niczym sobie na to nie zasłużyła. Prowadziła zwykłe, do bólu normalne życie, oczywiście oprócz tego że zdarzało jej się po godzinach oferować swoje umiejętności potrzebującym tego mutantom. Pomijając to ostanie, nikogo przecież nigdy nie skrzywdziła. Nie zasłużyła na to. Chociaż przecież na niektóre rzeczy wcale nie trzeba było zasłużyć. Ot, złe rzeczy zdarzały się dobrym ludziom. Takie było życie.
Ostrożnie zbliżała się drzwi, obserwując ruchy Victora. Brakowało jej doświadczenia, więc mimowolnie starała się naśladować jego zachowanie. Nie wiedziała jak ustawić się przy drzwiach, nie pomyślała nawet o tym, że właśnie w takim momencie broń, którą trzymała w torebce była jej potrzebna. Obserwowała Victora i gdy mężczyzna w końcu wziął do ręki paczkę przez chwilę bała się, że autentycznie zaatakuje ich cały oddział, który wyłoni się za chwile zza korytarza.
- Victor, nie mogę… - powiedziała, patrząc na niego z uporem, ale ostatecznie skapitulowała, zostawiając go samego w korytarzu. Doszło do niej, że nie miała zbyt dużego pola manewru. Miała tu zostać sama? Czy opór w tej sytuacji miał jakikolwiek sens, skoro oboje byli w niebezpieczeństwie, a ona po prostu nie chciała zostawiać pustego domu czy spóźnić się na jutrzejszy dyżur? Więc wykonała jego polecenie, mając w zamiarze przycisnąć go dopiero, gdy znajdą się w tym “bezpiecznym miejscu”. Nie mieli czasu. Spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i zgodnie z jego zaleceniami zostawiła telefon, który ktoś mógł namierzyć. W końcu z torbą w ręku stanęła obok niego i po prostu dotknęła kartki papieru, którą trzymał w ręce. Chciała wiedzieć co to jest. Ciekawość wygrała.
I wtedy nawiedziło ją te dobrze znane uczucie. Jakby spadała, a jej świadomość odłączała się od jej ciała. Zniknęły dobrze znane ściany, a ich miejsce zajęło te całkiem obce. Nigdy nie była w tym miejscu. Widziała Victora, ale nie był sam. Wszystko było takie cholernie nie wyraźne. Kobieta, mężczyzna w masce, wysoki blondyn. Wszyscy trzymali w rękach kieliszki. Pewnie z szampanem lub winem. Zachowywali się jakby właśnie dobijali jakiegoś interesu. Chciała utrzymać to dłużej. Usłyszeć, zobaczyć więcej, ale nie mogła. Wiedziała, że potrafiła, ale niewidzialne nici jakby na nowo przyciągnęły ją do jej własnego ciała. Wrażenie tępego bólu w skroniach nagle stało się realne. Wszystko zniknęła. Osunęła się na ścianę, trzymając palce na skroniach jakby to miało złagodzić to nagły atak bólu. Czuła się jakby ktoś uderzył ją w głowę gigantycznym młotem. Z całych sił starała się utrzymać na własnych nogach. Próbowała sięgnąć głębiej, a to jak zawsze osłabiało ją jeszcze bardziej. W końcu odepchnęła się od ściany, chociaż nadal ciężko było utrzymać jej kontrolę nad własnym ciałem. Poczuła, że krew cieknie jej z nosa, ale wróciła do świata żywych, nawet jeśli głowa wciąż bolała, a świat wirował, utrudniając zachowanie równowagi. Wiedziała, że to minie. Prędzej niż później.
  Temat: #1
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1492

PostForum: D. Goldhope   Wysłany: 2018-07-13, 00:33   Temat: #1
Spojrzała na niego przelotnie, chociaż większą uwagę przykuwała do jego rany. W końcu nie przyszedł do niej tutaj tylko na pogaduszki o roli pieniądza. Westchnęła cicho. - No cóż… Ja nie, okej? To stanowczo za dużo. Skoro ich tyle masz mógłbyś załatwić sobie porządną opiekę medyczną, a nie kilka szwów i trochę wody utlenionej. Nie mogę ich wziąć. Po prostu następnym razem nie daj się odstrzelić. Zaoszczędzisz mi stresu. - odpowiedziała spokojnie. Teraz wyglądała na opanowaną, w końcu praca na ostrym dyżurze jednak nauczyła ją pewnego rodzaju skupienia przy pracy. Nie można było się dać ponieść emocjom. W życiu codziennym nie była tego mistrzem, ale w tej jednej dziedzinie potrafiła to opanować, więc nawet jeśli teraz wyglądała na względnie rozluźnioną, wcale taka nie była. Bo jednak za każdym razem martwił się, że tym razem coś może pójść nie tak. Była lekarzem, widziała przeróżne przypadki i naprawdę nie chciała, aby ktoś kiedyś zakończył swój żywot na jej kanapie, a już z pewnością nie chciałaby żeby padło na Victora. A co do pieniędzy… W wypadku Darcy było odwrotnie, ponieważ znała ich znaczenie. Nigdy nie miała ich zbyt wiele, a studia medyczne sporo kosztowały jej rodzinę, więc miała do nich pewny szacunek, więc między innymi dlatego nie chciała ich wziąć. Było ich za dużo, a po drugie… Po prostu nie chciała brać pieniędzy za to co robiła, bo wtedy wydawało jej się to po prostu złe.
- Z tym nie mogę się nie zgodzić. - odpowiedziała. Zresztą sama takową posiadała. Ukrytą w torebce, czasami leżała w szafce przy łóżku. Umiała się nią posługiwać, ale nie wyobrażała sobie sytuacji, w której miałaby się użyć. Po prostu. Kolejna rzecz, która sprawiała że trochę łatwiej było jej uwierzyć, że jest bezpieczna.
Teoretycznie miał rację. Brzmiało to okrutnie, ale mimo wszystko takie myśli często pojawiały się w jej głowie. Po co podejmować walkę, która z góry była przegrana? Chciała narażać własne życie w walce, która była już spisana na straty. Ale nie o to do końca jej chodziło. Nie chciała walczyć. Chciała pomóc. Nie miała szansy jednak dokończyć tej dyskusji, bo Victor odebrał telefon, a Darcy od razu zamilkła. Czuła, że coś jest nie tak. Widziała to po jego minie, zresztą po chwili jego oczy zmieniły kolor. Teraz już miała pewność, że coś jest nie tak. Otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć. Cholera jasna. Miała ochotę porządnie się teraz na niego nadrzeć, ale jakby na potwierdzenie powagi swoich słów złapał za broń, a ona za igłę i nić. Dość niezdarnie, bo kilka rzeczy na stole spadło na ziemię. - Jak to ktoś nas namierzył? Rząd? Wiedzą, że jesteśmy mutantami? - mógł ją obwiniać za to, że zadawała skrajnie głupie pytania, ale właśnie tego się najbardziej bała. Trafić do miejsca, z którego nie było ucieczki, gdzie bez końca będą badać jej umiejętności, eksperymentować na niej. Przycisnęła jego ramię mocniej do oparcia łóżka. Niestety, ale jeśli chciał, żeby zrobiła to szybko musiała być niedelikatna. Ręka odrobinę się jej trzęsła, ale wzięła głęboki oddech i w momencie, gdy była gotowa do zaszycia rany zadzwonił dzwonek. Mimowolnie zacisnęła palce na jego ramieniu. Cholera jasna. Kompletnie nie wiedziała co teraz powinna zrobić, dlatego spojrzała na niego pytająco, odpychając się od oparcia kanapy. Skierowała się w stronę drzwi, ale nie spuszczała wzroku z Victora. Chciała, żeby był teraz za nią i nie zostawiał jej samej w tej sytuacji, bo naprawdę nie wiedziała co ma zrobić.
  Temat: #1
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1492

PostForum: D. Goldhope   Wysłany: 2018-07-11, 14:29   Temat: #1
Jak widać oboje się ukrywali. Może to co robiła Darcy znacznie odchodziło od tego co robił Victor, ale jednak żadne z nich jasno nie opowiedziało się po żadnej ze stron. Goldhope coraz częściej mężczyła myśl, że być właśnie w ten sposób postępuje bardzo źle. Ostatecznie dbała tylko i wyłącznie o swój własny tyłek, a swoją doraźną pomocą karmiła własne ego i sumienie. Chociaż wiecznie niezadowolona z obecności swoich nieproszonych gości czuła, że robiąc te absolutne minimum, robi cokolwiek, a to sprawiało że mogła spokojnie zasnąć. Nie była altruistką, ale ciężko było jej tylko patrzeć na czyjeś cierpienie, wiedząc że mogłaby w jakimś sposób pomóc. Inni ludzie nie zwracali na to uwagi. On tak. Taka już była. To dość niebezpieczna skłonność w tych czasach.
- Mogę się nad tym zastanowić? - zapytała cicho. Wcale nie pogardzała jego pomocą. Wręcz przeciwnie. Doceniała tą propozycję, ale to była naprawdę duża zmiana, a takie jednak ją przytłaczały. Lubiła mieć chwilę na zastanowienie, nie podejmowała nieprzemyślanych decyzji.
Zganiła go spojrzeniem, gdy wstał z krzesła. Jakby tego było mało krwawił jej na dywan. Chociaż to nie było takie ważne jak to, że naprawdę nie chciała, żeby jej się tutaj wykrwawił. Powinien leżeć grzecznie na kanapie i pozwolić jej na opatrzenie mu rany. Przegryzła wargi, odwracając wzrok, gdy zobaczyła że ma broń. Nie powinna się temu dziwić, przecież sama takową posiadała. Tylko, że nie za paskiem gotową, żeby w każdym momencie móc jej użyć. Czasami cholernie chciała zapytać czym się zajmuje. Plik banknotów, który rzucił na stół, skutecznie zgasił jej ciekawość. - Nie bądź śmieszny. Zabierz je. Nie robię tego dla pieniędzy. - powiedziała, patrząc mu prosto w oczy. Nie chciała tych pieniędzy. Z pewnością by się przydały, ale nie powinna na tym zarabiać. Nie mogła ich wziąć. Honor jej na to nie pozwalał.
Posłała mu ciężkie spojrzenie, słysząc jego odpowiedź. - Stąd też broń za paskiem? - zapytała, bo chociaż wcześniej zduszona, ciekawość ostatecznie wygrała. - I pliczek pieniędzy pod ręką? - zapytała. Chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że zasada “im mniej wiesz, tym lepiej śpisz” była jak najbardziej prawdziwa, to mimo wszystko była dość wścibską osóbką, czasami nie mogła się opanować, a Victor przychodził do niej już od jakiegoś czasu. Nie mógł się dziwić, że w końcu zaczęła pytać. Nie miała zielonego pojęcia jednak, że on wolał się nie dzielić się z nią swoimi tajemnicami ze względu na to, że nie chciałby aby coś się jej stało. Ufała mu na tyle, by wiedzieć że nie naraziłby jej na niebezpieczeństwo. Nie wiedziała tego na pewno, ale tak myślała. Może była zbyt ufna.
- Wolałabym zaaplikować ci prawdzwe. - uniosła wysoko brwi, nie odwracając wzroku od rany.
Spojrzała na niego, cały czas uciskając ranę. - Prawdziwy z ciebie optymista, co? - uniosła kącik ust w lekkim półuśmiechu, ale po chwili pokiwała głową. Wiedziała, że miał rację. - Czy to znaczy, że jeśli przegrają, powinno się pozwolić im umrzeć? - zmarszczył brwi, przyciskając kolejny kawałek gazy. - Nigdy nie byłam za angażowanie się w to wszystko, ale… - mruknęła, wyrzucając zakrwawiony materiał. - Nie można tak patrzeć na to bezczynnie. - zakończyła, obficie polewając ranę wodą utlenioną. Wciąż krawiła, ale nie tak mocno jak wcześniej. To dobrze. Bała się, że kula mogła uszkodzić jakiś nerw, ale wydawało się, że Victor dość sprawnie poruszał ręką mimo bólu.
  Temat: Korytarz
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 739

PostForum: Grace Hospital   Wysłany: 2018-07-06, 22:11   Temat: Korytarz
Stukając palcami w blat, próbowała odwrócić uwagę od niespokojnych myśli, kotłujących się w jej głowie. Cały czas zastanawiała się nad tym co powinna zrobić, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, że być może jest już za późno. Ostatecznie opuściła łóżko swojego pacjenta, wychodząc na chwilę z budynku.
Musiała to zrobić. Czym innym było udawanie, że nie jest częścią konfliktu pomiędzy mutantami, a rządem, a czym innym patrzenie na to jak zabierają go ze sobą. Co z nim wtedy zrobią? Zabiją? Będą przeprowadzać na nim swoje chore eksperymenty czy po prostu zamkną, zmuszą do terapii i już nigdy więcej nie odzyska swojego życia? Nie zrobienie niczego było równe z wydaniem na niego wyroku. Mogła umyć od tego ręce. To nie była jej odpowiedzialność. To nie była jej walka, ale tak bardzo kłóciło się to z jej kompasem moralnym. Nie mogła całe życie przed tym uciekać, bo mutanci umierali w tej nierównej walce, a ona wciąż udawała, że to nie jest jej walka. Była. I powoli zaczynała to sobie uświadamiać.
Po powrocie do pomieszczenia była jeszcze bardziej zdenerwowana niż wcześniej. Jej rozmówca nie przekazał jej żadnych konkretnych informacji, właściwie to nie powiedział jej niczego szczególnego i sama nie wiedziała czego oczekiwać. Mimo, że wykonała telefon nie chciała znaleźć się w centrum tych wydarzeń. Miała zamiar zająć się innymi pacjentami, ale stan mutanta nagle się pogorszył. Jako odpowiedzialna za niego lekarka musiała przy nim zostać i go monitorować. Nie było ucieczki.
Początkowo kompletnie nie doszło do niej co powiedział do niej mężczyzna. Właściwie jedyne co zarejestrowała to jego mundur, legitymacja. Zakręciło jej się w głowie. Przez chwilę miała wrażenie, że świat stracił całą swoją ostrość. Wielka gula w gardle uniemożliwiła jej powiedzenie czegokolwiek.
Wydawało jej się, że minęły wieki zanim w końcu mu odpowiedziała.
- Oczywiście. - powiedziała dziwnie obcym głosem. Wydawało jej się, że stoi i obok, słuchając zupełnie nieznanej osoby. Spojrzała na mężczyznę szeroko otwartymi oczami. Uspokój się. Uspokój. On nie przyszedł po ciebie.
- Darcy Goldhope. - przedstawiła się, zaciskając dłonie w pięści, by nie było widać jak bardzo się trzęsie. - Domyślam się, że chodzi o… - zaczęła, przerzucając kartki w segregatorze. W innej sytuacji śmiałaby się z sama z siebie jaką nieudacznie musi teraz wyglądać. Stanowczo nie potrafiła zachować zimnej krwi w takich sytuacjach. Pracowała na ostrym dyżurze. Wiedziała co ma robić jako lekarz, ale gdy stał przed nią agent dogs cała kuraż z niej uleciał. Cholernie teraz żałowała tego, że postanowiła bawić się w obrońcę mutantów.
Jej wzrok zatrzymał się przez chwilę na jego twarzy. Wyglądał cholernie znajomo. Jak ktoś kogo powinna pamiętać, ale z jakiegoś powodu nie potrafiła dopasować wspomnienia do osoby. Wykrzywiła usta w nieporadnym uśmiechu. - Przepraszam. Wygląda pan.. Nie, to nie ważne. Domyślam się, że chodzi Panu o naszego pacjenta. - powiedziała, wyciągając w końcu kartę pacjenta. - Czy to ktoś poszukiwany? - zapytała, przechodząc do jego łóżka, cały czas dziwnie zerkając w stronę mężczyzny. Abaddon. Nie to imię do niego nie pasowało, a myśli które zaczęły przychodzić jej do głowy wydawały się być zbyt nieracjonalne, by w nie uwierzyć.
  Temat: #1
Darcy Goldhope

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1492

PostForum: D. Goldhope   Wysłany: 2018-07-02, 16:57   Temat: #1
Może to było dość naiwne, ale Darcy po części wierzyła w to, że jeśli wszyscy byliby obojętni na cierpienie innych, świat byłby naprawdę okropnym miejscem. I tak już był, dlatego dość ciężko było jej zaakceptować obecny stan rzeczy. Z drugiej strony wiedziała, że jeśli zaangażuje się w konflikt wpadnie w kłopoty i to z takie, z których tak łatwo się nie wykaraska. Czasami okłamywała się, że jest w stanie jeszcze odzyskać swoje życie i dlatego bała się zaryzykować. Bezczynność była jednak w jej wypadku ciężka do zniesienia, bo wiedziała że mogła pomóc. Tylko, że nie potrafiła się do tego zmusić, bo zbyt bardzo bała się o własną skórę.
Potrząsnęła lekko ramionami. - Tutaj mam rodzinę. Mój ojczym jeszcze żyje, podobno jak brat, przyrodnie rodzeństwo. Nie utrzymuję z nimi kontaktu, ale… Nie wiem. Nie mam pieniędzy, żeby wyjechać. Ledwo utrzymuje to mieszkanie. Poza tym mogłabym mieć problem z wyjazdem. Musiałabym wyrobić te wszystkie dokumenty, a co jeśli by coś poszło nie tak? - zawahała się. W sumie to Victor miał rację. Mogłaby wyjechać. Pieniądzę ostatecznie nie były takie ważne, jeśli chodziło o przeżycie. W Europie mogłaby prowadzić normalne życie. Ale chyba nie potrafiła się zdecydować na taki krok.
- Mam nadzieję, że teraz mnie okłamujesz. - odpowiedziała mu z lekkim uśmiechem. Nie. Nie pytała o to co tak naprawdę robił. Momentami zastanawiała się nad tym czy może nie pomaga komuś komu nie powinna pomagać, a jednak oprócz tego, że Brown kiedyś jej groził to. nigdy nie wyrządził jej żadnej krzywdy. Właściwie to widziała w ludziach to co najlepsze, tudzież to co chciała wiedzieć, więc nawet jeśli przychodziły jej do głowy takie myśli, to szybko je zagłuszała. Nie mógł być tym złym.
Zaśmiała się. - W takim razie będziesz musiał sam je wypić. Lubię wino. Następnym razem poproś o znieczulenie. - spojrzała na niego z wysoko uniesionymi brwiami. Już chociaż dla jej świętego spokoju, bo świadomość, że niejako przeprowadza mu ten zabieg “na żywca” trochę ją martwiła. Potrafiła sobie wyobrazić jaki ból będzie mu sprawiać wyciągnięcie kuli.
Przez chwilę milczała, rozważając jego słowa. Wytarła krew, która pociekła z rany i sięgnęła po cążki. Przegryzła nerwowo wargi. - Może nie chodzi o to, żeby coś zmienić, ale pomóc tym którzy tej pomocy potrzebują. - mruknęła cicho, zerkając na niego ostrożnie. Sięgnąła cążkami po kulę i powoli wyciągnęła ją, rzucając narzędzie na stolik, by szybko zatamować krwawienie. - Trakują ich jak zwierzęta. Spalili ich szpital, wystrzelali ich jak psy, a potem jeszcze mieli czelność napisać w gazetach, że spacyfikowali grupę terrorystów.
 
Strona 1 z 2
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 10