Znalezionych wyników: 787
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Szpital
Colleen Marie

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń: 1213

PostForum: downtown   Wysłany: 2020-08-05, 20:16   Temat: Szpital
Czułam się trochę jak pies spuszczony ze smyczy, a gdybym tylko mogła, to zaczęłabym przebierać nogami z podekscytowania, tak cholernie cieszyłam się, że w końcu otrzymaliśmy od Nicholasa misję, która pozwoliła nam wyrwać się z tej pieprzonej rutyny, z tej nudy, która zawładnęła naszymi życiami… Jakby okej, rozumiałam, że Rebelia nie działała tak samo, jak Bractwo. W moim poprzednim życiu, do którego nie mogłam już wrócić, codziennie coś robiłam – wybierałam się na różne misje, prowadziłam treningi innych mutantów, sama trenowałam swoją moc, pomagałam mutantom zaaklimatyzować się w Bractwie, wybierałam się po zapasy żywności, wokół siebie miałam mnóstwo przyjaciół, a każdy dzień dostarczał mi wrażeń, podczas gdy w Rebelii… no… było inaczej, a ja, choć byłam tego totalnie świadoma, miałam mnóstwo trudności w przyzwyczajeniu się do takiego życia. Prawda była taka, że gdyby nie towarzystwo Grey’a, to pewnie już dawno spakowałabym swoją niewielką ilość rzeczy i bez słowa odeszła z Rebelii, ale… ale nie chciałam i nie mogłam się z nim rozstać, po prostu nie mogłam. Teraz jednak mieliśmy do wykonania zadanie, a ja nie widziałam innej opcji, niż wykonanie go z powodzeniem.
- Okej. – zgodziłam się na jego słowa o kamerach i nawet krótko głową kiwnęłam, totalnie skupiona na misji. Bradley miał rację, a ustawienie kamer na boki mogło wyglądać mniej podejrzanie, niż nakierowanie ich wprost na sufit, a potem… a potem aż wywróciłam z rozbawieniem oczami, zerkając na mężczyzny krótko i nawet nie starając się ukryć uśmiechu, który pojawił się na mojej twarzy, bo biorąc pod uwagę naszą historię, to, co wydarzyło się między nami całkiem niedawno… faktycznie te przebieranki to nawet nie musiał być element misji, a wstęp do czegoś równie ciekawego.
Wspólnie ruszyliśmy do bocznego wyjścia, a ja od razu po wejściu do budynku, zgodnie z ustaleniami mocą ustawiłam kamery tak, byśmy byli poza ich zasięgiem, co raczej nie wymagało ode mnie niezwykle dużo wysiłku. Odnalezienie dyżurki było równie proste i no… cóż… oboje zaczęliśmy przeglądać szafki, a w jednej z nich leżały nieotwarte jeszcze uniformy.
- Bingo. – mruknęłam pod nosem, sięgając po najmniejszy możliwy strój pielęgniarki, który zaraz potem założyłam na siebie, opakowanie wrzucając do kosza, co by nie wzbudzać większych podejrzeń…
  Temat: Pokój #7
Colleen Marie

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 142

PostForum: Pierwsze piętro   Wysłany: 2020-08-05, 19:47   Temat: Pokój #7
Nie chciałam już dzisiaj myśleć o poważnych sprawach, a najlepiej to już w ogóle nie chciałam dzisiaj myśleć. Piłam alkohol po to, by wyluzować, odprężyć się, zapomnieć o całym świecie, a nie po to, by zadręczać się tymi samymi rzeczami i sprawami, którymi zadręczałam się na trzeźwo… Poza tym, było już cholernie późno, pewnie grubo po północy, a ja byłam już na maksa zmęczona całym tym dniem, tygodniem, miesiącem… no i chyba całym tym cholernym życiem, bo kurwa, czy ja w ogóle kiedykolwiek byłam na wakacjach?
- Bradley Grey, chyba absolutnie mnie nie doceniasz. – rzuciłam do niego już z łóżka, gdzie jeszcze przez chwilę walczyłam z butami, których rozwiązanie stanowiło dla mnie jakieś nie lada wyzwanie, a Grey wcale mi nie pomagał, jak tak stał nade mną i sobie ze mnie jaja robił, mówiąc, że jego to przepić nie mogłam nigdy… no, ciekawe co zrobi, jak mi się w końcu uda, a wierzyłam mocno, że kiedyś nadejdzie ten wyjątkowy dzień, bo przecież praktyka czyni mistrza, a ja ostatnio to miałam tej praktyki zajebiście dużo – Nie no, nie martw się, ja cię nie skrzywdzę, jedynie twoje pijaństwo może cię zranić. – oznajmiłam, uśmiechając się do niego debilnie i nawet mu buziaka puszczając! Zaraz potem w końcu udało mi się zdjąć te cholerne buty, co je gdzieś odrzuciłam w kąt, bo przecież teraz to mi w ogóle potrzebne nie były. Teraz jednak problem stanowiły spodnie, bo rozpięcie guzika było kolejną przeszkodzą, z którą chyba nie do końca umiałam sobie poradzić.
- Wiesz, to chyba nawet totalnie lepiej. – no, w sumie to tak, znacznie lepiej. Wolałabym umrzeć na totalnie wszystko, byle tylko nie musieć wracać do klatki D.O.G.Sów… Tam… było ze mną źle, wszystko było źle, a oni robili sobie ze mnie jakiś jebany eksperyment, tworzyli ze mnie broń, prali mi mózg i… kurwa… prędzej bym popełniła samobójstwo, niż tam wróciła, ale… hej, czy przypadkiem nie obiecałam sama sobie, że przestanę zadręczać się jakimiś czarnymi myślami?
- Grey, pomóż mi z tym cholernym guzikiem. – mruknęłam, oficjalnie się poddając i płasko opadając na łóżko, jednocześnie wlepiając wzrok w Bradley’a, który stał już przede mną bez koszulki i przecież wcale nie był to dla mnie nowy widok, ale niezmiennie mi się podobał.
  Temat: Nieobecności
Colleen Marie

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 5365

PostForum: techniczne   Wysłany: 2020-08-05, 17:36   Temat: Nieobecności
Imię i nazwiska postaci: Colleen Marie
Przypuszczalny czas nieobecności: do 19 sierpnia
Powód (opcjonalne): wakacje mam i wyjazdy różne :box: postaram się raz na jakiś czas napisać jakiegoś postka, ale nic nie obiecuję :(
  Temat: Aktualizacje i zamówienia
Colleen Marie

Odpowiedzi: 3
Wyświetleń: 4684

PostForum: techniczne   Wysłany: 2020-08-05, 17:35   Temat: Aktualizacje i zamówienia
Nazwa konta: Colleen Marie
Link do aktywnej rozgrywki: http://thegifted-pbf.pl/t...?start=15#24451
Grupa, do której należy postać: Rebelianci
Ranga: Żniwiarze
Nazwisko i imię osoby użyczającej wizerunek: Kendall Jenner
Nazwa mocy i jej jedno-dwuzdaniowy opis: telekineza - manipulacja obiektami za pomocą siły umysłu
Link do kp: http://thegifted-pbf.pl/topics33/391.htm
Link do informatora: http://thegifted-pbf.pl/topics76/475.htm#613
Link do relacji: http://thegifted-pbf.pl/topics17/466.htm#588
Link do telefonu: http://thegifted-pbf.pl/topics77/472.htm#609
  Temat: Szpital
Colleen Marie

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń: 1213

PostForum: downtown   Wysłany: 2020-08-04, 18:25   Temat: Szpital
18 czerwca.

W KOŃCU.
Przydzielona misja sprawiła, że nie mogłam aż w miejscu ustać z tej całej ekscytacji. Na nowo czułam się potrzebna, a cały ten mój zły humor i wieczne znudzenie wyparowało dosłownie w ułamku sekundy. Byłam absolutnie gotowa do działania i choć wyprawa do szpitala w celu zdobycia odpowiedniego lekarstwa dla jednej z mieszkanek Rebelii nie brzmiała nawet w połowie tak ciekawie jak ostatnia walka w AG, to… no, brałam to, co miałam, tak? Poza tym, raczej nie należałam do tych osób, które były w stanie odmówić pomocy innym mutantom, więc gdy tylko Nicholas wyznaczył mnie i Bradley’a to misji, od razu się na nią zgodziłam, nie mając zamiaru nawet rozważać innej opcji.
Pozornie wyprawa do szpitala wydawała się być cholernie łatwa. Znaliśmy jego rozkład, wiedzieliśmy, gdzie szukać leku. Była noc, a więc aktywność pacjentów i pracowników placówki była znacznie mniejsza, niż w ciągu dnia, a tak naprawdę jedynym problemem wydawały się być kamery monitoringu, ale… czy to naprawdę było coś, z czym nie mogliśmy sobie poradzić?
- Okej… jak tylko wejdziemy do szpitala, ja zajmę się kamerami. Ułożę je tak, żebyśmy byli poza ich zasięgiem, a wtedy raczej na spokojnie będziemy mogli iść do dyżurki… jest niedaleko wejścia… tam przebierzemy się w stroje służbowe, tak? – spytałam Grey’a, gdy już zbliżaliśmy się do głównego wejścia budynku, co by upewnić się w naszym planie. Mocą miałam zamiar nakierować kamery na sufit, tak, by nie były w stanie nas nagrać. Oczywiście, oboje z Bradley’em jeszcze przed przyjściem pod szpital byliśmy oboje przygotowani – ja miałam na sobie krótką, blond perukę i mocny makijaż, ale ubrania mieliśmy mocno codzienne, co zdecydowanie mogło wzbudzać podejrzenia, bo przecież zwykli ludzie z ulicy nie kręcą się nocą po szpitalu…
- Główne wejście, służbowe, czy boczne? – spytałam jeszcze mężczyzny.
  Temat: Pokój #7
Colleen Marie

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 142

PostForum: Pierwsze piętro   Wysłany: 2020-07-30, 19:19   Temat: Pokój #7
Ja… chciałam czuć się w Rebelii lepiej, nauczyć się życia w niej, przyzwyczaić się do tego wszystkiego i może nawet polubić to miejsce, ale… ale co, jeżeli nie byłam w stanie? Byłam stworzona do walki, dosłownie. Chciałam walczyć o lepsze jutro dla siebie, dla przyszłych pokoleń. Życie w ukryciu, które było rzeczywistością moją i innych mutantów sprawiało, że wpadałam we wściekłość, a fakt, że odkąd D.O.G.Si mnie porwali nie brałam leków, które wcześniej pomagały przy moich napadach złości, jedynie wszystko pogarszał. Z drugiej jednak strony… czy można było mi się dziwić?...
Nie chciałam narzekać, wiecznie się wściekać, warczeć na wszystko i wszystkich… Wiedziałam, jak ważne dla Bradley’a było należenie do Rebelii, a dla mnie ważny był właśnie Grey. Dlatego właśnie robiłam dobrą minę do złej gry i starałam się tłumić wszystkie swoje nadzieje na jakąkolwiek walkę, misję, czy cokolwiek, co mogłoby uczyć ten świat choć trochę lepszym…
Piłam, dużo, bo alkohol i towarzystwo Grey’a były moją jedyną rozrywką. Dzisiejszy wieczór więc nie miał wcale różnić się od innych, choć zdecydowanie mogłam pić trochę wolniej, bo ten upadek na schodach ewidentnie sprawi, że jutro rano obudzę się z siniakiem na kolanie. Póki co jednak byłam absolutnie szczęśliwa i jedyne na co miałam ochotę, to na kolejnego drinka i masę śmiechu.
- Halo? Ja nie mam szans? – normalnie aż się oburzyłam na słowa mężczyzny, krzyżując ręce na piersi, bo co on, nie wierzył we mnie? Nie można było lekceważyć przeciwnika przecież! – Oezu weź, a upadki to się każdemu zdarzają, no patrz! – rzuciłam z debilnym uśmiechem na ustach, mocą zrzucając trzy książki, które wcześniej leżały na szafce nocnej – Ty możesz być następny. – dodałam, wywracając z rozbawieniem oczy i siadając na łóżku, co by móc zsunąć buty ze stóp, nie ryzykując tym samym kolejnym upadkiem, bo byłoby głupio wtedy.
  Temat: Pokój #7
Colleen Marie

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 142

PostForum: Pierwsze piętro   Wysłany: 2020-07-23, 16:12   Temat: Pokój #7
3 czerwca

Wszystkie dni były dokładnie takie same.
Wstałam rano, brałam prysznic, ubierałam się, wybierałam się na jogging, wracałam do Laguny, znów brałam prysznic, zakładałam ubrania do pracy i jadłam szybkie śniadanie. Potem szłam do pracy, którą kończyłam późno w nocy i znów brałam prysznic, a potem szłam spać i… i tak zaczynał się następny dzień, a ja tylko skreślałam dni w kalendarzu, męcząc się i walcząc ze swoim standardowym narzekaniem spowodowanym tą cholerną nudą i bezsilnością… Już dawno bym uciekła z Rebelii, gdyby nie fakt, że spałam w ramionach Bradley’a, że mogłam go chwycić za dłoń, gdy czułam się gorzej i z nim mogłam pić drinki przed snem, by spać lepiej i… i tak właśnie spędziliśmy dzisiejszy wieczór, który teraz oboje kończyliśmy, a świat wokół nas wirował, gdy wracaliśmy do pokoju, który razem dzieliliśmy.
- Okej, następnym razem totalnie cię przepiję! – obiecałam zarówno Grey’owi, jak i sobie, śmiejąc się cicho pod nosem, gdy zamykałam za nami drzwi. Język trochę mi się plątał i faktycznie… byłam wstawiona troszeczkę bardziej niż Bradley, ale to totalnie było dlatego, że przecież ważyłam połowę mniej od mężczyzny. Co prawda powoli wracałam do formy, starałam się jeść normalnie, ćwiczyć dużo i wrócić do wagi sprzed porwania przez D.O.G.S., ale… ale nie wychodziło mi to tak, jakbym tego chciała. Nie wszystkie rany też wygoiły się w stu procentach, a moje ciało zdobiło teraz tyle blizn, że nie byłam już ich w stanie zliczyć.
  Temat: Pokój #7
Colleen Marie

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 142

PostForum: Pierwsze piętro   Wysłany: 2020-07-23, 16:03   Temat: Pokój #7
  Temat: Zielone kanapy
Colleen Marie

Odpowiedzi: 47
Wyświetleń: 2443

PostForum: Bar "Laguna Negra"   Wysłany: 2020-07-21, 19:50   Temat: Zielone kanapy
Miał rację i to tak stuprocentową, że aż kompletnie nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć, więc tylko powoli pokiwałam głową, zupełnie tak, jakby jego słowa dopiero do mnie docierały, ale… tak… chyba tak trochę było, że nie potrafiłam żyć bez Bradley’a i nie ważne co działo się w moim życiu, gdy nasze drogi się rozdzielały, ja zawsze starałam się wrócić do niego, by znów chwycić go za dłoń, wpaść w jego ramiona i usłyszeć ten cudowny, znajomy głos człowieka, który rozumiał mnie jak nikt inny na tym świecie. Sama nie wiedziałam, czy było to dziwne, czy może po prostu cholernie normalne, jako że Grey był ostatnią, ważną osobą w moim życiu, ale… ale nie chciałam mówić tego wszystkiego na głos, więc przemilczałam sprawę, następnie tylko oczami wywracając, gdy stwierdził, że zawsze był dla mnie miły, no a ostatecznie mieliśmy do przegadania sprawę tego całego Jokera, więc po prostu popijałam swojego drinka czekając, aż mężczyzna wszystko mi opowie.
- Kojarzę. – potwierdziłam, nie spuszczając wzroku z Bradley’a – Co? – i wyrwało mi się zupełnie naturalnie, bo to, co Grey mówił, to dla mnie zupełnie nie miało sensu. Jakby… ten cały Joker to od początku mi się wydawał totalnie dziwny, no i domyślałam się, że musieli go traktować totalnie chujowo w tym całym AG. Byłam świadkiem mutantów, którzy tracili rozum i zmysły i… i wiedziałam, że kiedyś ja też byłam na granicy szaleństwa, więc Jokera oceniać absolutnie nie zamierzałam, a jedyne co, to po prostu mu współczułam, ale… o co chodziło z tym opiekunem i z tym, że to Brad nim był? – Ale to… czekaj. – mruknęłam, dopijając drinka i odstawiając pustą szklankę na stół – Ale to jest jakaś jego mutacja? Czy… czy tak po prostu wyprali mu mózg? – wyszeptałam przybliżając się do mężczyzny i wcześniej jeszcze rozglądając się po barze, co by się upewnić, że nikt nas nie podsłuchiwał.
  Temat: Zielone kanapy
Colleen Marie

Odpowiedzi: 47
Wyświetleń: 2443

PostForum: Bar "Laguna Negra"   Wysłany: 2020-06-15, 22:27   Temat: Zielone kanapy
No to nie było tak, że żałowałam dołączenia do Rebelii, czy coś. Ja… nie żałowałam, bo przecież po raz pierwszy od bardzo dawna nie byłam sama, a u swojego boku miałam osobę, na której zależało mi cholernie mocno i bez której totalnie nie wyobrażałam sobie dalszego życia. Nie chciałam znów rozstawać się z Bradley’em, który obecnie był jedyną bliską mi osobą, która została mi na tym świecie, bo reszta była albo martwa, albo… była Dalem, który postanowił z dnia na dzień odwrócić się na pięcie i odejść, jakbym nigdy nic dla niego nie znaczyła. Cieszyłam się więc z tego, że mogłam wtulić się w Brada, rozmawiać z nim, spędzać z nim czas i… po prostu potrzebowałam przywyknąć do naszej nowej normalności, która była zdecydowanie zbyt normalna jak na mój gust, jakkolwiek idiotycznie to brzmiało.
- Chyba nie mam wyjścia. – odparłam od razu, śmiejąc się cicho i no… trochę nie było to prawdą, bo przecież miałam wyjście, a i tak kochałam Bradley’a Grey’a, czasami nie wiedząc, czy to na pewno zwykła, przyjacielska miłość, czy może coś więcej, no bo… mieliśmy wspólną przeszłość, teraźniejszość i przyszłość raczej też. Miałam na głowie jednak milion innych rzeczy, które nie pozwalały mi zastanawiać się nad miłością, bo jak miałam to robić? Byłam poszukiwaną mutantką, która ledwo co uciekła z D.O.G.S., a mężczyzna, którego uważałam za swoją bratnią duszę, po prostu ulotnił się z mojego życia i… i co, jeżeli miłość w ogóle nie istniała?
- Taki jesteś dla mnie miły, że zaraz sobie pomyślę, że coś ode mnie chcesz. – mruknęłam, patrząc na Grey’a podejrzliwie, ale zaraz potem obdarzyłam go pięknym uśmiechem, bo czułam się przy nim tak dobrze, że totalnie chciałam z tego swojego dobrego humoru skorzystać, szczególnie, że moje życie raczej nie dawało mi wielu powodów do radości – Jak się czegoś dowiesz, to mi powiedz.bo mam dość siedzenia w jednym miejscu i nalewania wódy do szklanek chciałam nawet dodać, ale stwierdziłam, że może czas najwyższy powstrzymać się od narzekania, szczególnie, że Bradley coś gadał o byciu opiekunem, a ja zmarszczyłam nieznacznie czoło, nie do końca rozumiejąc, co to w ogóle znaczy – Jak to? – spytałam więc, czekając na wyjaśnienia.
  Temat: Zielone kanapy
Colleen Marie

Odpowiedzi: 47
Wyświetleń: 2443

PostForum: Bar "Laguna Negra"   Wysłany: 2020-06-09, 08:45   Temat: Zielone kanapy
A może to było tak, że ja już po prostu nie umiałam żyć normalnie? Może po tym wszystkim, co przeżyłam, to stabilna praca, czyste ubrania, wolny wieczór i brak świeżych ran były dla mnie tak oderwane od rzeczywistości, że nie umiałam się w nich na nowo odnaleźć? Ostatni raz przecież w moim życiu było tak dobrze, jak jeszcze żyła moja mama, a i wtedy przynajmniej raz w tygodniu miałam misję – walczyłam, pomagałam, ratowałam mutantów i czułam się po prostu… potrzebna. Teraz natomiast siedziałam na kanapie w barze, w blond peruce i niebieskich soczewkach, popijając drinka i starając się nie zwariować, bo było tak dobrze, że aż dosłownie mi odbijało i kompletnie nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić.
Chyba na nowo oszalałam, co? Miałam wszystko, czego człowiek potrzebował do życia, a jednak… a jednak narzekałam, marudziłam, kręciłam nosem i irytowałam się na zasady, które miały mnie obowiązywać, bo chciałam więcej. Tęskniłam za adrenaliną i byciem kimś więcej, niż tylko barmanką w obskurnym barze w Seattle.
Drgnęłam nieznacznie, wyrwana z własnych myśli przez Bradley’a i jego słowa, które ułożyły się w tak idiotyczny tekst na podryw, że aż zaśmiałam się cicho, szczerze rozbawiona. Grey mnie ratował, dosłownie. Wyciągał mnie ze wszystkich dołków, rozpraszał mnie na tyle, że jeszcze nie traciłam rozumu…
- Straszny z ciebie pajac. – stwierdziłam jedynie, uśmiechając się do niego z rozbawieniem i przesuwając się nieznacznie, by mógł usiąść tuż obok mnie i pocałować mnie w skroń. Stuknęłam się z nim szklankami, upijając kolejny łyk drinka i już zaraz opierając głowę na ramieniu mężczyzny, wtulając się w niego tak instynktownie, jakby to była absolutnie najbardziej naturalna rzecz na świecie. – Dziwnie jest, prawda? – mruknęłam, ze wzrokiem wlepionych w tych kilku gości baru, którzy popijali sobie piwa lub drinki, których ja im dzisiaj wcale nie podałam.
  Temat: Zielone kanapy
Colleen Marie

Odpowiedzi: 47
Wyświetleń: 2443

PostForum: Bar "Laguna Negra"   Wysłany: 2020-06-08, 21:41   Temat: Zielone kanapy
| 26 maja

Dzisiaj miałam wolne i czułam się z tym co najmniej dziwnie, bo… po pierwsze, to chyba nigdy nie miałam takiej normalnej pracy, którą Nicholas kazał mi wykonywać w Rebelii w zamian za mieszkanie w Lagunie i przynależność do grupy, a po drugie to nie pamiętałam, kiedy ostatni raz miałam taki dzień, że mogłam robić nic, i to tak zupełnie nic. Ostatnie miesiące… były dla mnie absolutnym koszmarem. W Bractwie po śmierci mamy nie było łatwo, a ja miałam pełne ręce roboty, potem… potem zostałam aresztowana przez D.O.G.S. i pobyt w ich siedzibie to zdecydowanie nie były wakacje, a ja chyba nawet cieszyłam się z faktu, że nie pamiętałam większości z tego, co tam się działo, bo wystarczyło mi, że pamiętałam ten cholerny ból, obezwładniającą mnie bezsilność… Potem… potem uciekłam i każdego dnia walczyłam o przetrwanie, by odnaleźć się z Bradley’em, udać się z nim na misję, robić drinki w barze i… o to byłam ja – siedziałam w samym kącie pomieszczenia, udając, że nie istnieję, z typową dla mnie czujnością obserwując jednak wszystko i wszystkich, tak gdyby coś miało się wydarzyć, gdyby ktoś postanowił mnie zaatakować… W jednej z dłoni trzymałam szklankę z wódką i colą, bo ostatnio tylko alkohol był w stanie jakoś oswoić mnie z sytuacją, w której się znalazłam, bo choć czułam się dobrze, wracałam do sił, przybierałam na wadze, a moje rany powoli się goiły… Zaczynałam czuć się jak w klatce i z jednej strony doskonale wiedziałam dlaczego, a z drugiej… no… byłam wściekła na samą siebie za to, jak się czuję, serio. Powinnam być wdzięczna za dach nad głową, jedzenie na talerzu i leki, dzięki którym nie czułam bólu, ale za to odzyskiwałam kontrolę nad własnymi myślami, ale… ale chyba póki co nie potrafiłam jeszcze poczuć, że Rebelia to mój dom, a poza tym… czułam, że marnuję czas. Powinnam walczyć, a nie robić drinki. Frustrowały mnie decyzje Nicholasa, sam fakt, że ryzykowałam codziennie byciem rozpoznaną i nalewałam alkohol do szklanek podstarzałym gburom i… i nie chciałam się tak czuć, nie chciałam spieprzyć tego wszystkiego i znów być zmuszoną do uciekania, chowania się, walki o przetrwanie… Dlatego upiłam spory łyk ze szklanki, starając się zagłuszyć niechciane myśli i przymknęłam oczy, rozsiadając się wygodniej na kanapie.
  Temat: Salonik
Colleen Marie

Odpowiedzi: 25
Wyświetleń: 928

PostForum: Drugie piętro   Wysłany: 2020-06-07, 21:46   Temat: Salonik
Z uwagą słuchałam słów Phila, który dokładnie opowiadał nam o kwestii przegrupowania Rebelii i… nie do końca byłam pewna, co o tym wszystkim uważam. Nie wydawało mi się, że dawanie nam opcji było rozsądnym wyjściem, bo co, jak w jednym miejscu zostaną najlepsi wojownicy Rebelii, a w drugim nie zamieszka nikt, kto potrafi dobrze walczyć? Co wtedy w przypadku ewentualnego ataku na siedzibę? Uważałam, że to przywódcy powinni zająć się rozłożeniem swoich ludzi w miejscach, które wchodziły w ich posiadanie, ale… milczałam, po prostu. Gdy byłam jeszcze w Bractwie… nie trzeba było mi dwa razy powtarzać, bym wstała i odezwała się na tematy, w których miałam coś do powiedzenia, a teraz… zmieniłam się, nie odzywałam się niepytana i nie potrafiłam stwierdzić, czy to dobrze, czy źle.
Mój wzrok sunął od Nicholasa, do Phila, gdy oboje zabierali głos, a gdy przyszedł moment decyzji… mimowolnie złapałam kontakt wzrokowy z Bradley’em, pozwalając mu się odezwać, zdecydować za naszą dwójkę. Ja… było mi to wszystko obojętne. Nie chciałam rozstawać się z Grey’em i potrzebowałam miejsca, w którym nie będę musiała się wychylać, by nie ryzykować tego, że ktoś mnie rozpozna. Mogłam zostać w Lagunie, a mogłam się przenieść, ale… jeżeli Brad chciał tu zostać, to ja również.
- Jeżeli będziemy potrzebni gdzieś indziej, to się przeniesiemy. – odezwałam się w końcu, unosząc nieznacznie oba kąciki ust ku górze na słowa Phila – Póki co zostaniemy tu, ale jeżeli tylko zajdzie taka potrzeba… nie trzeba nas będzie dwa razy prosić. – dodałam, zerkając jeszcze krótko na Bradley’a, by upewnić się, że się ze mną zgadza, ale… czy w ogóle było coś, w czym mieliśmy odmienne zdanie?
- Jeżeli to wszystko, to my już pójdziemy. – stwierdziłam, wstając powoli ze swojego miejsca i obdarzając nieznacznym uśmiechem najpierw Nicholasa, potem Phila, a na końcu nawet Vincenta i gdy nikt nie zatrzymał ani mnie, ani Grey’a, to wyszliśmy z pomieszczenia.

/ ztx2.
  Temat: Salonik
Colleen Marie

Odpowiedzi: 25
Wyświetleń: 928

PostForum: Drugie piętro   Wysłany: 2020-05-22, 11:16   Temat: Salonik
Starałam się jakoś przyzwyczaić do życia w Rebelii i generalnie do życia, w którym wiedziałam dokładnie kim jestem i miałam do kogo się odezwać, kogo złapać za rękę, gdy tego potrzebowałam. Pracowałam, starałam się nie analizować zbyt mocno i nie wychylać wtedy, gdy nie było takiej potrzeby, a teraz… no… dostałam wezwanie na zebranie i jakoś tak zupełnie przypadkiem wyszło, że Bradley i ja byliśmy właśnie na to spotkanie spóźnieni.
- Przykładni z nasz członkowie Rebelii, nie ma co. – rzuciłam idiotycznie, uśmiechając się do niego krótko tuż przed naciśnięciem klamki – Przepraszamy za spóźnienie. – oznajmiłam, wchodząc do środka i nie za bardzo przyglądając się zgromadzonym w pomieszczeniu członkom, ale zdążyłam zauważyć Vincenta i Joe, a potem już tylko zajęłam jakieś miejsce, upewniając się, że Grey może usiąść tuż obok mnie i wlepiłam wzrok w Nicholasa, czekając na rozpoczęcie spotkania.
  Temat: Stoliki
Colleen Marie

Odpowiedzi: 108
Wyświetleń: 6862

PostForum: Bar "Laguna Negra"   Wysłany: 2020-05-21, 21:42   Temat: Stoliki
Nie odzywałam się wcale. Siedziałam obok Bradley’a, co jakiś czas dorabiając nam drinki i czując, jak alkohol powoli na mnie działa, szczególnie, że przecież ostatnie kilka miesięcy nie było dla mnie wcale łatwych, byłam więziona, prawie nic nie jadłam, schudłam cholernie, a o piciu wódki z colą mogłam tylko marzyć, więc no… teraz wszystko działało na mnie znacznie mocniej i to na tyle mocniej, że nawet zadanie Brada nie uznałam za aż takie żałosne, choć w normalnym stanie to z pewnością właśnie tak bym o tym myślała. Teraz jednak śmiałam się cicho po nosem, widząc, jak Grey robi z siebie głupka w skarpetkach na uszach, ale no… nagle mi się zupełnie nie do śmiechu zrobiło, gdy okazało się, że teraz czas na mnie! Wybrałam pytanie, nie mając wcale ochoty na udawanie królików, psów i krów, czy jedzenie cynamonu, i no… pytanie wcale trudnie nie było, a ja to nawet byłam pewna, że Bradley znał na nie odpowiedź, ale no… okazywało się, że nie, a ja wcale prawdy zatajać nie zamierzałam! Nie czułam się też skrępowana, no bo nie miałam dwunastu lat, by zawstydzać się pytaniem o seks.
- Trzech. – powiedziałam od razu, uśmiechając się idiotycznie, bo Brad to znał przecież całą trójkę… Aaron, Dale i… Bradley Grey we własnej osobie.Joe… teraz ty. – powiedziałam do cichej dziewczyny, której imię wyłapałam już wcześniej i dopiłam swojego drinka, gdy ona wybrała wyzwanie – Zatańcz do dowolnej wybranej przez Vincenta piosenki! – zadecydowałam, rozkładając się wygodniej na krześle i nogi wyciągając przed siebie, kładąc je na kolanach Brada, którego obdarzyłam uśmiechem nie do końca trzeźwej osoby. Ale no, przynajmniej dobrze się bawiłam!
 
Strona 1 z 53
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 10