Znalezionych wyników: 420
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Come on! It will be fun!
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 856

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2018-12-31, 00:56   Temat: Come on! It will be fun!
Był taki czas, gdy Cassandra lubiła dziwne, niespodziewane sytuacje. Ba!, był nawet taki okres, w którym zdecydowanie by się z nich cieszyła, zanosząc się chichotem z powodu nieporozumienia, jakie wynikło w związku z jednak-nie-współlokatorką-chomikiem. Zarówno w związku z jej obecnym stanem psychicznym, jak i całą tą niezręcznością, nie było jej jednak do śmiechu. Wręcz przeciwnie, odczuwała dosyć palące poczucie winy, nie zamierzając sprawić przykrości komuś, kto... Cóż, wyglądał całkiem miło.
- Nienawidzę groszku. - Przytakując słowom nieznajomej, mimowolnie energicznie pokiwała głową. Co innego miała zrobić? Wolała tak po prostu zaakceptować to, iż wszystkie wiedziały, jak naprawdę wyglądała sprawa ich nieobecności, ale żadna nie chciała otwarcie o tym mówić, niżeli wprowadzać jeszcze bardziej żenującą, nieznośną atmosferę.
Potem zaś - bez chwili zawahania - podjęła temat, jaki chwilę wcześniej poruszyła Tilly, ponownie zamieniając się w apatycznego, smutnawego pieska z kiwającą głową. Faktycznie, miały grać w tego nieszczęsnego marynarza, nawet jeśli już w tym momencie wiedziały, kto wygra. Matilde po prostu miała głupie szczęście w nieszczęściu, przegrywając poważne, życiowe sprawy, ale wygrywając w tych błahostkach. Mimo to, Cass postanowiła pokusić się o, chociażby nawet lakoniczne, wyjaśnienie:
- Są tylko dwa pokoje. Jedna jedynka i jedna dwójka, a ta łajza ponoć potrzebuje przestrzeni. - To mówiąc, pokazała Tildzie koniuszek języka, wywracając przy tym oczami, kiedy to doszły wreszcie do prawilnego przedstawiania się sobie nawzajem. - Ja jestem Cass, a Dexter prawdopodobnie może tu zamieszkać... Chociaż o tym rozstrzygnie nasz cudowny marynarzyk, prawda? Bo nie sądzę, żeby Tilly chciała mieszkać ze stworzonkami, które wyglądają jak małe, grubiutkie i bardzo owłosione breloczki. Nawet nie chciała się przedstawić. - Tak, oczywiście, że musiała to powiedzieć, jednocześnie puszczając oczko w kierunku przyjaciółki. - I faktycznie... Naprawdę dużo palimy. - Cóż, nałóg był jej drugim najlepszym kumplem. Lokował się jakoś zaraz po Wallace.
  Temat: Come on! It will be fun!
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 856

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2018-12-19, 21:39   Temat: Come on! It will be fun!
Ostrożnie unosząc zwierzątko bliżej oczu - zarówno swoich, jak i tych Tildy - niepewnie zmarszczyła brwi, mając wrażenie, że... Cóż, gdyby to faktycznie była ich nowa współlokatorka, takie świdrowanie jej wzrokiem byłoby dosyć niezręcznym sposobem na nawiązanie pierwszego kontaktu. Mimo to, jeszcze ostrożniej niż przy podnoszeniu stworzonka - człowieczka? - wyciągnęła mały palec ku jego łapce, jak gdyby oczekiwała, że ten uściśnie go swoimi paluszkami.
- Umm... Cześć? Jestem Cassandra? Miło mi cię poznać? - Mruknęła, starając się nie być zbyt głośno, bo diabli wiedzieli, jak wyczulony słuch miało to coś. Nie przenosząc wzroku z chomika i starając się nie poruszać przy tym ustami, sekundę później wymamrotała do Tilly coś, co brzmiało jak baaaardzo ciche:
- Myślisz, że nas rozumie? - Cóż, patrząc na różnorodność mutacji, to nie byłoby wyjątkowo duże zaskoczenie. Zważywszy na fakt, iż niektórzy na co dzień zachowywali się jak bydło czy świnie, nawet jeśli nie byli nimi od tej wizualnej strony, także niezbyt by się zdziwiła, gdyby ona była chomikiem. Problem mogłoby stanowić wyłącznie zdobycie dla niej odpowiedniego... Ummm... Terrarium? Klatki? Akwarium? No, czegoś, w czym mogłaby zamieszkać. Z drugiej strony - przynajmniej nie zajmowałaby zbyt wiele miejsca.
- Khem, przedstaw się, khem. - Mruknęła dyskretnie, kopiąc Matilde w kostkę i zezując w jej kierunku... Dokładnie w tym samym momencie, w którym drzwi do domku otworzyły się z hukiem i stanęła w nich... Cóż, zdecydowanie rozemocjonowana dziewczyna. Cass momentalnie pojęła, że najwyraźniej to właśnie ona - i jej dziwny, upiorny chomik, i jej nieduże pudełko z rzeczami - miała być ich nową współlokatorką. Odchrząkując, pokręciła głową, po prostu oddając zwierzątko właścicielce.
Kiedy zaś ta zadała im dosyć niezręczne pytanie, przechodząc do jeszcze bardziej niezręcznego tłumaczenia zarówno swojego, jak i ich zachowania... I gdyby nie Matilde, Cass kompletnie nie wiedziałaby, co z tym zrobić. Słysząc ton głosu nieznajomej, zaczynała zwyczajnie się rozklejać, podłapując jednak wyjaśnienie Wallace i dosłownie wchodząc jej w słowo.
- Przepraszam, musiałam trzymać jej włosy. Wiesz, jak to jest. - Mruknęła, odchrząkując i kiwając głową. - Masz... No, ten, nowy materac...
  Temat: Come on! It will be fun!
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 856

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2018-12-16, 20:20   Temat: Come on! It will be fun!
Nie łykała tych wszystkich decyzji, jakie ostatnio podejmowała wielka i wspaniała Colleen Marie. Przecież nie miała tu nic do gadania! To nie ona - lecz jej matka - była głową całego Bractwa, a mimo to, cóż, Coll wciąż znacznie bardziej zwracała na siebie uwagę. Zupełnie tak, jakby aspirowała do roli drugiego łba całej tej organizacji. Zupełnie tak, jakby uważała, iż powinni przechrzcić się na jakieś inne, bardziej chwytliwe imię. Może... Hydra?
Cóż, tak czy inaczej, naprawdę nie podobał jej się fakt przymusowego dokwaterowania do nich kogoś, o kim kompletnie nic nie wiedzieli. Imię? Totalnie nieznane. Nazwisko? Tak samo. Wiek? E-e. Rodzaj mutacji? Nope. Pochodzenie? Wygląd? Charakter? Zachowanie? Jedno. Wielkie. Zero. I jak w ogóle miały do tego podchodzić, skoro poniekąd wymuszono na nich przyjęcie tej dziewczyny? Nikt nawet nie spytał ich o zgodę.
Miały dwa pokoje, salon, kuchnię i tycią łazienkę - idealne warunki do tego, by żyć we dwie, nie naruszając swojej prywatności, gdy tego nie chciały. Teraz w jednym z pomieszczeń - dosłownie za sprawą magii, bo nawet nie było ich w domu, gdy to się stało - pojawiło się dodatkowe łóżko, dodatkowy komplet pościeli, dodatkowa poduszka i... Dodatkowa porcja zniesmaczenia warunkami, jakie panowały w Bractwie.
I choć Cassandra zazwyczaj dosyć dobrze podchodziła do ludzi, teraz po prostu nie chciała towarzystwa. Nadal cierpiała po tym, co się stało. Po tym, co zrobił jej ten cholerny dupek, do którego wciąż powracała myślami. Nie chciała, by ktokolwiek obcy widział jej ból i był świadkiem łez... Ale Marie to przecież nie obchodziło, prawda? Obie kobiety z tej rodziny wyłącznie ściągały tu nowych mutantów, nie dbając o brak miejsca. Zawsze dało się upchnąć kolejną osobę, czyż nie? Wystarczyło tylko chcieć.
- Marynarz? - Podsunęła, słysząc propozycję Tildy. Cóż, nie lubiła gry w papier-kamień-nożyce, zazwyczaj po prostu w niej przegrywając. Sama nie wiedziała, czemu miała aż takiego pecha, ale... Marynarz brzmiał znacznie bardziej kusząco, a ona naprawdę potrzebowała teraz swojej przestrzeni. Nieważne, kim była dziewczyna, która miała do nich dołączyć. Nie chciała dzielić z nią pokoju. To było zbyt... Osobiste.
- Mamy tu niezłe zapasy. - Kiwając głową, wzruszyła ramionami. - Z pewnością wystarczą na kilka dni, a do tego czasu... Może pomyślą, że umarłyśmy i nie będą chcieli zakłócać spokoju zmarłych? A ona trafi gdzieś indziej? - Nieistotne, jak absurdalnie to brzmiało, ale... To niewątpliwie był jakiś plan. Całkiem niezły, jak na jej zdesperowane oko. Szkoda tylko, iż to zostało przyciągnięte przez poruszenie ze strony Wallace. Cassandra mimowolnie podążyła wzrokiem w kierunku punktu, w który spoglądała jej towarzyszka i... Cóż, dosłownie zamarła z niemym o kurna na ustach. Mogła przysiąc, że nic dzisiaj nie piła, a i tak widziała myszki, szczurki czy inne otłuszczone nornice.
- Ty też... Ty też to widzisz? - Spytała cicho, wytrzeszczając oczy i instynktownie spuszczając nogi z fotela. Nim się dobrze ogarnęła, już wstawała, by jak najbardziej bezszelestnie zbliżyć się do drzwi i tego, co na nich wisiało. - To chomik, Tilly. To jebany chomik wewnątrz naszego cholernego domku, kradnący nam nasz przeklęty klucz... - Wyszeptała, przyglądając się stworzonku i ostrożnie wyciągając rękę, by podeprzeć jedną z jego nóżek. Już nie wisiał w powietrzu, ale... Ale ona nie wiedziała, co miała zrobić. Nie znała się na chomikach-złodziejach. Miała mu załatwić miniaturowe kajdanki?
  Temat: Come on! It will be fun!
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 856

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2018-12-13, 23:46   Temat: Come on! It will be fun!
W bardziej normalnych okolicznościach zapewne zmierzyłaby Tildę wzrokiem, mrucząc coś o fajkach, które musiały oszczędzać, skoro jaśnie panienka Colleen postanowiła odciąć obóz od podstawowych zapasów. Odkąd w grę zaczęło wchodzić tylko kiepskie, puszkowane żarcie i byle jakie picie oraz inne, względnie przydatne - aczkolwiek nie aż tak jak używki - towary, dosyć ciężko było dorwać dobre papierosy. A one, jako wybredne osoby, miały przecież swoje standardy.
To nie była jednak normalna sytuacja. Wręcz przeciwnie - siedząc na jednym jedynym fotelu, jaki udało im się tu wstawić - Gardner mimowolnie powtarzała ruchy Matildy, od czasu do czasu sięgając po kolejnego szluga i wypalając go ze zniesmaczeniem. Żeby nie było... Nie chodziło tu o zniesmaczenie związane z używkami. W żadnym razie! Cassandra była za to kompletnie i niezaprzeczalnie rozdrażniona informacją, jaką otrzymały tego ranka. Papierosy pozwalały jej zaś skupić myśli na czymś innym, niż na irytacji z powodu decyzji głowy Bractwa.
- Co to w ogóle za dziewczyna? - Spytała, spoglądając na towarzyszkę i kręcąc przy tym głową, jakby chciała dodać coś w rodzaju za jakie, kurde, grzechy. - Oddajemy jej ten mniejszy, ciągniemy słomki, patyczki do szaszłyków, wykałaczki czy inne bzdety? - Dodając praktycznie w tej samej chwili, w której do jej uszu dotarło pytanie Tilly, automatycznie zniżyła ton głosu, kiwając przy tym głową.
- A może po prostu jej nie otworzymy... - Powtórzyła cicho, po czym jeszcze raz przytaknęła Wallace, przeciągając się na swoim fotelu. - Myślisz, że jak będzie dostatecznie długo koczować pod drzwiami, to dadzą jej namiot?
  Temat: Ulica #2
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 48
Wyświetleń: 3109

PostForum: downtown seattle   Wysłany: 2018-11-07, 21:53   Temat: Ulica #2
Pomimo wszelkich problemów, jakie tkwiły między nimi, nigdy nie przewidziałaby, że Tilda postanowi zrobić jej coś takiego. Mimo wszystko... Ufała jej, nawet jeśli od dłuższego czasu pokazywała i deklarowała coś całkowicie przeciwnego. Gdzieś tam głęboko w sercu, nawet w tak paskudnym momencie, miała nadzieję, iż ich wspólna - bądź co bądź, naprawdę bliska i na swój sposób dobra - przeszłość cokolwiek znaczy dla Wallace. Dlatego instynktownie postanowiła odepchnąć ją na bok... Bo jej zależało.
I nawet jeśli czuła się zirytowana tym wszystkim, co działo się wokół nowej rodziny Tilly, gdzieś tam chciała znowu być jej częścią. Starała się to ignorować, zapomnieć o tym, całkowicie przykryć to innymi myślami, ale wściekłości nie dało się przecież podtrzymywać przez całą wieczność. Kiedyś musiała wygasnąć, zwłaszcza ta podtrzymywana wyłącznie dla zasady - po to, by nie czuć się ze sobą jeszcze gorzej.
Chciała zobaczyć, jak wygląda ten cały Obcy, o którym usłyszała jako jedna z pierwszych osób. Chciała widzieć rozwój Bractwa, przemijanie wojny między mutantami a ludźmi, nadejście jakiejś nowej nadziei dla tego świata, to wszystko, co będzie później... Ale później nie miało już nadejść. Nie dla niej. Nieważne, jak bardzo pragnęła, by było inaczej. A przeprosiny? Przeprosiny bolały... Bardziej niż to, co pozostało z jej organów. Bardziej niż łapanie każdego kolejnego oddechu. Bardziej niż wszystko.
To był koniec...
Nigdy nie sądziła, że nadejdzie tak szybko...

[RIP] </3
  Temat: Ulica #2
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 48
Wyświetleń: 3109

PostForum: downtown seattle   Wysłany: 2018-11-04, 23:04   Temat: Ulica #2
Nie wiedziała już, co działo się naprawdę, a co było tylko halucynacją. Prawdziwe obrazy mieszały jej się ze złudzeniami, zaś Cass - niczym w najgorszym z koszmarów - nie była w stanie oddzielić ich od siebie. Była pewna wyłącznie jednego... Działo się z nią coś niesamowicie złego, czuła to... Tym razem nie chodziło o sen, tym razem nie sprawiła tego jej własna moc. Ona... Naprawdę nie mogła oddychać, krztusząc się i dławiąc, kiedy tuż obok niej krzyczeli ludzie, a nad nią... Nad nią znajdowało się niebo. Ciężkie i mroczne.
Zmierzchało? Nadchodziła noc?
Czarne, jakby atramentowe plamy zaczynały zatrważająco szybko ogarniać jej pole widzenia. Już nie były tylko rozmazaniami, teraz mieszały się z czerwienią i tymi małymi, skrzącymi punkcikami. Ciemność skradała się ku niej, dostrzegała ją w kącikach oczu... Jak miała się nie bać? Dygotała, nawet jeśli jej ciało już wcześniej ogarniały znacznie silniejsze drgawki.
Zaplanowała sobie całe życie. Wymyśliła plan, który miał się powieść, a kiedy runął... Mimo wszystko, nigdy nie pomyślała o tym, by umrzeć, by tak po prostu się poddać. Nawet w najgorszych chwilach, kiedy topiła smutki w alkoholu i poszukiwała zapomnienia w niezliczonych tabletkach czy proszkach, nie chciała podjąć tego ostatecznego kroku... Bo gdzieś tam, gdzieś tam naprawdę głęboko... Chciała żyć. Miała nadzieję na pozbieranie się, naprawienie wyrządzonych krzywd, próbę zaczęcia wszystkiego od nowa. Nie sądziła, że to zostanie jej odebrane.
Ironiczne, nieprawdaż? W rzeczywistości, w której takie rzeczy były praktycznie na porządku dziennym, czuła się jednocześnie tak krucha, doświadczona wszystkimi tymi śmierciami, ale też na swój sposób nieśmiertelna. Odchodzenie jej nie dotyczyło. Tyle razy otarła się o śmierć, wychodząc z tego praktycznie bez szwanku. Tyle razy w ostatniej chwili ktoś ocalił jej życie...
Matilde...
Przecież tu była. Musiała tu być, bo jak przez mgłę pamiętała, że to o nią przecież chodziło. Pamiętała, że pchnęła ją z dala od tego piekła. A teraz były tu razem. Ten cichy głos nie mógł być złudzeniem. Tym razem także mogło nie być za późno. Nawet jeśli się pokłóciły, nawet jeśli wyglądało tak, jakby się nienawidziły... Cassandra wciąż na swój sposób kochała Wallace. Mimo dramatów i braku zrozumienia, gdzieś tam nadal były jak siostry. Takiej więzi nie zrywało się z dnia na dzień. Ba, nie zrywało się jej nawet miesiącami.
To właśnie dlatego uwierzyła, iż Tilly jej pomoże. Nawet w obliczu wiedzy o tym, jak Tilda podchodziła do własnej mocy, takie sytuacje były czymś całkowicie innym. W końcu słyszała o tym, co jej najlepsza przyjaciółka zrobiła dla mężczyzny Colleen... Ocaliła go, ją też mogła. I nawet jeśli musiała ją o to błagać, zamierzała to zrobić. Desperacko ściskała palcami rękaw Wallace, być może nie widząc jej twarzy, ale i tak próbując wyszeptać te słowa. Nawet wtedy, kiedy zaczęło do niej dochodzić to, co chciała jej przekazać kobieta.
Zamierzała dać jej umrzeć...
Podrywając ciało w ostatnim porywie sił, Gardner uniosła głowę tak, aby móc napotkać wzrok Matilde, po czym jeszcze gwałtowniej opadła na ziemię - całkowicie pozbawiona sił do tego, aby poruszyć chociaż jednym palcem.
Naprawdę chciała, by to było tylko złudzeniem. Wolałaby, by Tildy tu nie było. Wolałaby, by w głębi duszy nie wiedziała, iż ta postawiła na niej krzyżyk. Po tym wszystkim, co przeszły razem, Tilly ją pozostawiała. Ale... W końcu nie musiała jej pomagać, czyż nie? Cassandra nie wiedziała już nawet, co tak właściwie czuła, dochodząc do tego wniosku. Choć powinna rozpaczać, z jej gardła wyrwał się desperacki, gulgoczący śmiech. Nigdy nie sądziła, że jedna z najważniejszych osób w jej życiu postanowi pozostawić ją na śmierć, nawet nie próbując jej pomóc.
I wolała zamknąć oczy... Po prostu dać powiekom opaść i czekać, bo co więcej mogła zrobić?
  Temat: Ulica #2
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 48
Wyświetleń: 3109

PostForum: downtown seattle   Wysłany: 2018-11-03, 22:20   Temat: Ulica #2
Dawno, dawno temu, gdy była jeszcze młoda, naiwna i pełna ideałów, jakie z czasem całkowicie z niej wydarto, z nadzieją planowała swoją przyszłość. Marzyła o wielkich rzeczach. O robieniu tego, co kochała. O byciu kochaną i kochaniu tych, którzy na to zasługiwali. O wielkiej miłości, prawdziwej rodzinie we własnoręcznie stworzonym domu - czymś, co byłoby szczęśliwe i stabilne, pozbawione trosk codziennego życia.
W książkach, jakie ojciec czytał jej na dobranoc, wielokrotnie przewijał się dokładnie ten sam motyw... Motyw spełnionych snów. Dobro zawsze wygrywało, a zło musiało się poddać. Nawet najgorsi złoczyńcy ostatecznie uświadamiali sobie własne błędy, rezygnując z mrocznych planów, aby wszyscy mogli żyć długo i szczęśliwie.
Czy to nie było ironiczne? W świecie, w którym działo się tyle złego, dorośli nadal karmili dzieci bujdami wyssanymi z palca, całkowitymi mrzonkami. Gdy zaś te dorastały... Wszystko przestawało być tak piękne i proste. Sprawiedliwość praktycznie nigdy nie triumfowała, a walka o szczęście była trudna i zbyteczna. Ostatecznie wszyscy kończyli dokładnie tak samo - ziemia nie wybrzydzała, śmierć nie dyskryminowała. Jedyną możliwością były próby odwlekania niemożliwego, jednak i one miały swoją cenę. W końcu można było umrzeć nie tylko fizycznie...
Psychicznie Cassandra już dawno była martwa...
A jednak nie chciała odchodzić. Leżąc tak na ziemi i powoli uświadamiając sobie, co się działo, czuła łomotanie własnego serca. Pośród tego całego bólu pojawił się także strach, pojawiło się przerażenie. To nie miało wyglądać w ten sposób. Nawet jeśli nie cieszyła się życiem, nie chciała umierać. Nie tutaj. Nie w taki sposób. Nie całkowicie sama. Przecież tyle razy udawało jej się wyjść cało nawet z najgorszych opresji. Mogło tak być jeszcze raz.
Prawda?
Prawda?
Swąd zwęglonych ciał nagle dosłownie uderzył w jej poranione nozdrza, a huk w uszach sprawił, iż miała ochotę wyrwać je sobie kawałek po kawałku. Nieustannie cieknące łzy sprawiały, że świat zamazywał jej się przed oczami, jednak nadal była w stanie dostrzec krystalicznie czyste niebo nad głową. Piękne i lodowato zimne... Jej było zimno... Nawet mimo gorąca, czuła lodowaty dreszcz, jaki raz po raz przechodził przez jej płonące bólem, drętwiejące ciało. Usiłowała podnieść się w górę, poruszyć nogą, ale... Nie mogła. Nie potrafiła...
Palce jednej z jej dłoni zacisnęły się na czymś - na kawałku śliskiego materiału, czuła to - a ich ruch sprawił, iż z ust Cassandry wydobył się niemy wrzask bólu. Mimo to, nie puściła. Czuła, że nie powinna tego zrobić, mając wrażenie, że - mimo trawiącego ją ognia - ten dotyk przynosił jej ulgę. A przecież całkowicie go sobie uroiła… Uroiła sobie wszystkie słowa, jakie docierały do niej niczym zza grubej kurtyny. Uroiła sobie niewyraźną postać nachylającą się nad nią… Bo po prostu tego potrzebowała. Nie chciała umierać, ale jeszcze bardziej nie chciała być tu sama.
Jej wargi poruszyły się, choć nie towarzyszył temu nawet najmniejszy dźwięk. Dotykając rękawa Matilde, tym razem naprawdę błagała. Nie chciała umierać. Nie była dobrym człowiekiem, ale nie chciała umierać… Potrzebowała tylko drugiej szansy, starając się wypowiedzieć te słowa, nawet jeśli Wallace tak naprawdę tu nie było.
Charcząc przeraźliwie, zaczęła dławić się własną krwią...
Aaron... Mamo... Matilde...
  Temat: Ulica #2
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 48
Wyświetleń: 3109

PostForum: downtown seattle   Wysłany: 2018-11-03, 01:44   Temat: Ulica #2
Mimo upływu czasu, była wściekła na Matilde. Była na nią tak niemożliwie wściekła, bo... Bo chciała, by tak było. Potrzebowała tego - zrzucenia na kogoś winy za całe zło tego świata, za wszelkie niepowodzenia i potknięcia. W tym wszystkim chodziło właśnie o Wallace. To ona nie okazywała Cass wsparcia. To ona nie potrafiła jej pocieszyć, odpuścić, odnaleźć w sobie zrozumienia i troski. To ona wykreślała ludzi ze swojego życia, gdy tylko nie było tam dla nich miejsca. To ona traktowała ich jak ostatnie śmieci... A jednak to ona była też jej najlepszą przyjaciółką.
Na dobre i na złe, czyż nie? To dlatego wszystko tak bardzo bolało. Brak porozumienia, zawalanie sprawy, zerwanie kontaktów? Gardner była jednak zdecydowanie zbyt dumna, by coś z tym teraz zrobić. Wychodząc z założenia, iż zawsze to ona wyciągała rękę na zgodę, nie chciała próbować po raz kolejny. Wolała być wściekła, podtrzymując ten ogień złości tak, by nie zgasł i nie sprawił, że znowu zechce jakoś zbratać się z Tildą. Zresztą... Stara Tilly była już dawno martwa. Zastąpił ją jakiś nieczuły potwór - takie myślenie było najlepszą opcją.
Tylko... Dlaczego mimo wszystko Cass poczuła wewnętrzne ukłucie, gdy dostrzegła Wallace na ulicy. Nie chciała nic z tym zrobić. Nie planowała tego.
Gdyby tylko wiedziała...
Gdyby tylko znalazła czas na przemyślenie sytuacji, w jakiej się znalazły. Gdyby to wszystko, co robiła cholernie instynktownie, nie działo się tak szybko. Gdyby miała choć ułamek sekundy więcej, by zrozumieć, na co się zanosiło... Rzuciłaby się za Matilde. Być może wylądowałaby na niej i jej dziecku, być może uderzyłaby całym ciężarem ciała o pieprzony metalowy kontener, jaki zatrząsł się przeraźliwie na moment przed tym, jak fala uderzyła w Cassandrę, a całe ciało kobiety zapłonęło żywym ogniem... Nie miała nawet jak krzyknąć... Chociaż może... Może to właśnie robiła, nim uderzenie o pokruszony beton nie wytłoczyło całego powietrza z jej spękanych, zakrwawionych ust? Nie wiedziała... Nie wiedziała o niczym, co działo się z nią samą i dookoła niej. Zupełnie tak, jakby zawisła w próżni, tylko ta próżnia nie była już wyłącznie psychiczna. Nie czuła w niej pustki. Każdy, nawet najmniejszy kawałeczek jej ciała przepełniony był bólem, który zlewał się w jedno. Jedną wielką gorączkę - czerwoną i żarzącą się. Tak musiało wyglądać piekło...
Wtedy jednak złapała oddech.
Pierwszy i sprawiający, iż jej płuca i gardło, praktycznie całe jej ciało zatrzęsło się pod wpływem jeszcze gorszego bólu. Nie sądziła, że on istniał, że mogło być coś jeszcze gorszego od tego, co czuła przed chwilą. A jednak. Z trudem rozchylając ciężkie, jakby zlepione czymś powieki, spojrzała w niebo nad jej głową. Na budynki i łunę pożaru, na powybijane okna z resztkami szyb, jakby szczerzącymi się niczym ostre zęby. Na popiół, który spadał z zadziwiająco czystego nieba... Ktoś gdzieś krzyczał... Dopiero teraz to do niej dotarło. Czyjś wrzask, panika, dźwięki oddalających się kroków, jęki i odgłosy śmierci. A gdzieś w tym wszystkim... Ktoś ją wolał? A może po prostu tak bardzo tego chciała? Chciała nie być tu całkowicie sama...
Aaron? Mama?
Czy ktokolwiek by po nią przyszedł? Czekałby na nią? Kiedy to wszystko... To wszystko wreszcie by się skończyło... Niemożność złapania głębszego oddechu, lepka wilgoć wokół niej, opadające powieki, spod których sama nie wiedziała, w którym momencie zaczęły cieknąć łzy, jeszcze bardziej zaciskając jej gardło...
  Temat: Ulica #2
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 48
Wyświetleń: 3109

PostForum: downtown seattle   Wysłany: 2018-11-01, 22:55   Temat: Ulica #2
Powtórne całkowite wycofanie się z Bractwa najprawdopodobniej nie było najlepszą decyzją, przynajmniej nie pod tym zdroworozsądkowym względem - bezpieczeństwa, dostępu do najróżniejszych dóbr dla mutantów i innych rzeczy - jednakże Cassandra ani trochę go nie żałowała. Wręcz przeciwnie, czuła się znacznie lepiej, odkąd nikt nie sterczał jej nad głową. Przebywając siedzibie głównej, cóż, nieustannie odnosiła wrażenie, iż była tam niechciana. Co najlepsze, nie widząc nawet powodu, dla którego miałoby tak być, ale najwyraźniej co niektórzy wcale go wtedy nie potrzebowali. Przebywała tam wyłącznie dla Tildy, starając się jakoś trzymać na nogach, by być w stanie ją wspierać, jeśli zaszłaby taka potrzeba, jednak z czasem... Z czasem przestała sądzić, aby cokolwiek takiego było jeszcze potrzebne. Jej przyjaciółka ułożyła sobie nowe życie, w którym najwyraźniej nie było miejsca dla Gardner...
Kiedy więc doszło między nimi do wyjątkowo gównianej awantury, Cass nawet zbyt mocno się nie zastanawiała. Wręcz z dziką przyjemnością, zwyczajnie błyskawicznie zabrała najpotrzebniejsze rzeczy, bez słowa opuszczając siedzibę Bractwa. Nie obawiała się wysłania kogoś za nią. Mutanci już od dawna byli w sytuacji, której nie miało pogorszyć zniknięcie członka, jaki wiedział wszystko o miejscu, w jakim przebywali. Zwłaszcza że ta przeklęta Wallace wiedziała przecież o deklarowanym odejściu Cassandry, a więc w grę nie wchodziła już żadna teoria dotycząca uprowadzenia czy porwania. Z tego względu, Gardner nie miała też zamiaru jakoś specjalnie się ukrywać. Wręcz przeciwnie, zaszyła się w najbardziej oczywistym miejscu pod słońcem - w motelu z przyległym barem o tanich cenach i mocnym alkoholu, a także w okolicy jednej z aptek, w których niespecjalnie szanowano recepty.
Po jakimś czasie przestała w ogóle orientować się, jaki był dzień tygodnia. Co dopiero mówić o dokładnej godzinie czy dacie. Zwyczajnie pogrążyła się w tym, co pozwalało jej nie myśleć o własnych problemach czy lękach. Skoro zaś nie dostała wsparcia od żadnej żyjącej osoby - mimo że skrycie tak bardzo o nie przecież błagała, usiłując jakimś cudem zwrócić na siebie uwagę najbliższych; jej ojciec także nie był pod tym względem lepszy od najlepszej przyjaciółki Cass, ciągle przekładając rozmowę - odnalazła je w czymś zupełnie innym. Tym razem nawet nie próbowała uważać na to, co mieszała z wyjątkowo zatrważającą ilością alkoholu. Nie była zbyt wybredna pod tym względem, szukając tylko czegoś, co było na tyle skuteczne, aby zapewnić jej jak najdłuższy sen bez jakichkolwiek snów... Znacznie bardziej porównywalny do zwykłego omdlenia, co niezmiernie ją cieszyło. Nie korzystała z mocy, nie pokazywała tego, kim tak naprawdę była... I było dobrze. Chujowo, jednak wyjątkowo stabilnie.
Prawdziwy problem zaczął się jednak wtedy, gdy pieniądze w jej portfelu całkowicie stopniały. Oczywiście, mogła znowu zadzwonić do ojca, słysząc, iż ten nie miał dla niej teraz zbyt wiele czasu, kochał ją i obiecywał zadzwonić za dwa czy trzy dni - czego nie robił już od kilku tygodni, tylko ją za to przepraszając - prawdopodobnie upadła do tego stopnia, aby nie czuć specjalnych wyrzutów sumienia, ale... Nie chciała znowu słuchać jego wymówek. Dobijały ją, wpędzając w jeszcze większe poczucie bezradności i tego, iż nie była już nikomu potrzebna. Czuła się wykorzystana, zdradzona, niechciana... Czuła się jak ostatni śmieć, dla którego nikt nie przewidział jakichkolwiek dobrych uczuć. Nie miała miejsca w niczyim życiu, błąkając się jak duch pośród tych, którzy nawet jej nie dostrzegali. Zupełnie tak, jakby utkwiła w świecie cudzych snów, obserwując, jak cudowne są, ale jednocześnie nie będąc w stanie uczestniczyć w całym tym szczęściu. Na jawie czując wyłącznie pustkę i palące przerażenie, których nie mogła niczym zastąpić.
Nigdy nie sądziła, że tak postąpi, jednak wreszcie nadszedł dzień, w którym nie miała już siły, by dłużej walczyć z rzeczywistością. I chociaż wielokrotnie widziała przecież, co działo się z ludźmi działającymi dla jej ojca, już nie robiło jej to różnicy. Chodziło wyłącznie o to, by wszystko zniknęło, wyparowało niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wiedziała, że była ku temu droga. Wystarczyło tylko, by odrobinę się ogarnęła, wyglądała jak człowiek i za rozsądną kwotę zastawiła biżuterię w okolicznym lombardzie. To były wartościowe pamiątki, jednak desperackie czasy wymagały desperackich rozwiązań, czyż nie? Nie musiała zbyt wiele szukać, by w przedniej kieszonce jej kurtki znalazły się dwie śliczne działki środka, który miał ukoić jej nerwy. Musiała tylko wrócić do motelu, a przecież była w stanie to zrobić. Nawet na trzeźwo, gdy rzeczywistość znowu ją przytłaczała...
Plując jej w oczy widokiem ostatniej osoby, jaką Cassandra chciałaby jeszcze kiedykolwiek widzieć. Nie zamierzała jednak przejść na drugą stronę ulicy ani jakkolwiek się wycofać. Matilde nie miała stanąć jej na drodze ku błogiej uldze. Ani psychicznie, ani fizycznie. Po prostu musiały się minąć... A to przecież robiły lepiej niż zajebiście, nieprawdaż?
Praktycznie cała uwaga Cassandry była skupiona na stawianiu kolejnych - jak najbardziej prostych i dumnych kroków - jednak nagły świst, jaki dotarł do jej uszu, przedarł się przez zasłonę zobojętnienia i pośpiechu. Sama nie wiedziała, o co tak właściwie chodziło. Nie zarejestrowała tego świadomie, jednak z chwilą, w której zadziałał u niej jakiś instynkt, mimowolnie wykonała ten jeden ruch. Robiąc sus do przodu, gdy mijała Wallace, ostro pchnęła kobietę w bok, zmuszając ją do upadku za metalowy kontener w jednej z wąskich, bocznych uliczek...
A potem wszystko stanęło w ogniu...
  Temat: Magazyn #1
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 1354

PostForum: Hala magazynowa   Wysłany: 2018-10-28, 20:44   Temat: Magazyn #1
- Naprawdę tak ciężko było mi po prostu o tym powiedzieć?! - Rzuciła z wyrzutem, bo... Co innego miała zrobić? Doskonale wiedziała, że na tamtym etapie życia faktycznie zawaliła, jednak naprawdę nie miała pojęcia, co się działo. Nie miała nawet wyraźniejszych wskazówek! A Tilda teraz postanowiła to wyciągnąć. - Kryłaś się z tym lepiej niż wszyscy, którzy kiedykolwiek dostali Oscara! Skąd, do chuja pana, miałam o czymkolwiek wiedzieć, skoro byłaś tak daleko i odrzucałaś praktycznie każdą ofertę przyjazdu?! To ja musiałam przyjeżdżać do ciebie! Zawsze muszę za tobą ganiać!
Wyciąganie tematu deBilla, przypominanie o tamtym czasie i wszystkich - obecnie tak bardzo drażliwych - zdarzeniach było ciosem poniżej pasa. Jeszcze większym niż wszystko inne. Zawaliła - powinna domyślić się, że coś było nie tak, jednak w tamtym momencie Aaron był w jej oczach tym młodszym, uwielbianym kuzynem. Być może nie uosobieniem geniuszu czy męskości, ale... Był dobrym chłopakiem. Dobrym, zagubionym chłopakiem. Nigdy nie posądziłaby go o to, iż zrobi piekło z czyjegoś życia. I do tej pory cholernie ją to bolało. Było zupełnie niczym pieprzony pociąg zawiedzionego zaufania. Aaron zrobił to jej, ona zrobiła to Tildzie, Tilda swoim rodzicom, rodzice odbili to z powrotem do Tildy... To był cholerny dramat. Chociaż widocznie nijak się ujmował do tego, co działo się w tej chwili...
- A żebyś wiedziała, że to, kurwa, zrobię. Tylko nie wydzwaniaj do mnie po nocach i nie rycz mi w słuchawkę, skoro jestem taka zła i nie okazuję ci ani grama pierdolonego wsparcia. - Tak, odczuła to. Naprawdę mocno to odczuła, a w tej chwili zabolało ją to znacznie bardziej niż powinno. Miała serdecznie dosyć tej atmosferki, jak i praktycznie całej ich relacji, która już od dłuższego czasu praktycznie nie istniała. Po co było zatem dłużej starać się utrzymać jakiekolwiek pozory? Były sobą zmęczone, wyniszczały się nawzajem, a Bractwo i tak nic z tego nie miało. Nadeszła idealna pora, by po raz kolejny - i zdecydowanie ostatni - powiedzieć do widzenia tej całej stercie mutanckiego łajna.
- SKUTKI UBOCZNE DLA CIEBIE NIE ISTNIEJĄ, HUH?! NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO U INNYCH OSÓB, SĄ TYLKO U WIELKIEJ MATILDE WALLACE, TAK?! - Nie była w stanie zliczyć, ile razy trafiała do głowy samej nadmiernie pokrzywdzonej i niezrozumianej przez świat pseudo-uzdrowicielki. Ile razy starała się pomóc, mimo że ją to wyniszczało. Ile razy wymiotowała później krwią i nie miała siły doczołgać się do łóżka. Ile razy spierała krew z pościeli, udając, że nic się nie stało, bo przecież pomagała przyjaciółce, a skoro i tak nie mogła tego wyłączyć... W przeciwieństwie do Tildy, nie była w stanie powiedzieć dość, żeby zadbać o własne zdrowie. Każda noc była jednym wielkim dramatem. Fizycznym i psychicznym, ale niektórym najwyraźniej trudno było wykroczyć poza granice własnego pieprzonego dramatu. Tego, który najwidoczniej nigdy nie ustawał.
- Myślę, że dobrze to wiesz. - Zniżając ton głosu, z pewnością nie wyzbyła się tego jadu, z jakim wypowiadała każde słowo. Targała nią furia, ale nie chciała posuwać się za daleko, zamiast tego zamierzając przecisnąć się obok Wallace i opuścić jej cudowne towarzystwo. - Chociaż moja moc jest przecież, kurwa, nieszkodliwa. Powiedz to swojemu jebanemu chłopakowi!
  Temat: Magazyn #1
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 1354

PostForum: Hala magazynowa   Wysłany: 2018-10-24, 21:25   Temat: Magazyn #1
To nie było tak, iż momentalnie zapomniała o ich przeszłości, relacji czy trosce, jaką odczuwała wobec młodszej kobiety. Bądź co bądź, nadal jakoś tam się przyjaźniły, jednak tłumione nerwy musiały kiedyś pęknąć. A Matilde wybrała sobie naprawdę paskudny i felerny moment na rozpoczęcie jakiejkolwiek rozmowy. Źródełko alkoholu, który jeszcze jakoś tłumił chęć Cassandry do całkowitego dobicia się, zaczęło wysychać w zastraszającym tempie, a nie widziała czegokolwiek innego, w czym jeszcze mogłaby odnaleźć spokój. Leków przeciwbólowych i środków nasennych też było w końcu tak mało...
- Nie wiem, o czym pierdolisz, ale odbierałam każdy twój walony telefon. Nieważne, o której w nocy. - I tak mi się odwdzięczasz, niewypowiedziane zawisło w powietrzu niczym przysłowiowa siekiera. Nie, nie miała bladego pojęcia, o co rzucała się jaśnie szlachcianka Tilda, jednak w tym momencie tak właściwie wcale jej to nie interesowało.
Bo i z jakiej racji? Skoro atak był najlepszą formą obrony, a one obie rozjuszyły się już do tego stopnia, iż widziały wyłącznie kolejne wyciąganie win i problemów powodowanych przez drugą stronę konfliktu... Nie było łatwo tak po prostu odpuścić, powiedzieć sobie dość i chociaż przez chwilę przemyśleć to, co zamierzało się powiedzieć. Nie. Nie.
- I może byłoby mi tam lepiej. Przynajmniej nie miałabym codziennych relacji z życia szanownej naczelnej pary królewskiej jebanego Bractwa. Hopper to, Hopper tamto. Moje idealne życie jest tak pierdolenie idealne, że muszę pluć wam nim w twarz. Patrzcie, jak wałęsam się z miejsca na miejsce i gardzę wami wszystkimi. Wiesz, co jeszcze, prócz getta, jest śmierdzące? Twoja hipokryzja. Capisz nią. - Wycharczała Tildzie prosto w twarz, nie panując już nad sobą w nawet najmniejszym stopniu.
Zawsze była w gorącej wodzie kąpana, zawsze łatwo było doprowadzić ją do różnych, często bardzo skrajnych emocji, jednak zazwyczaj te wybuchy omijały jej najbliższych. Nie tym razem. Być może cholernie mocno zależało jej na Wallace i jej cudownym, idealnym, wytęsknionym dzieciaku, dlatego też była w stanie znosić te wszystkie chamskie zachowania ukochanego dupka przyjaciółki, ale w tym momencie...
W tym momencie była skłonna stwierdzić, że ta dwójka nie była połówkami jabłka, pomarańczy czy czegokolwiek innego. Ta dwójka była niczym dwa półdupki tej samej dupy, a wynikiem ich klejenia się do siebie było największe rozwolnienie, jakie Cassandra kiedykolwiek miała. Wyrzuty wprost się z niej wylewały...
- Gówno wiesz o mojej mocy. Gówno wiesz o tym, że każde opuszczenie powiek powoduje u mnie chęć wydrapania sobie oczu. Co się dzieje z moim ciałem, ze mną. Gówno wiesz, bo ty możesz odpuścić, zdecydować, że nie będziesz angażować swojej dupy. - To było jak dzika, naprawdę dzika furia. - Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, jak to jest, kiedy nie możesz pohamować własnej mocy?! Próbujesz zrobić cokolwiek, ale nie jesteś w stanie nic zrobić?! Możesz tylko patrzeć, jak ktoś zdycha, bo ty, ty się do tego przyczyniasz?!
  Temat: Magazyn #1
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 1354

PostForum: Hala magazynowa   Wysłany: 2018-10-23, 20:56   Temat: Magazyn #1
- Nic dziwnego, że robił wszystko, by tak nie było. - Stwierdziła i... I być może miałoby to nawet całkiem pozytywny wydźwięk, gdyby nie fakt, iż Aaron był, cóż, Aaron był Aaronem. Nieistotne, jak bardzo się go lubiło, kochało czy się o niego troszczyło. Ile było się w stanie mu wybaczyć, a na ile przymrużyć oko i udać, że się czegoś nie widziało. On po prostu był już na tyle zagubiony, iż większość jego czynów prowadziła ku autodestrukcji.
Brzmiało znajomo?
Najwidoczniej to było niczym rodzinna klątwa. Najgorszy rodzaj zarazy przenoszonej już w genach. Było tak z Aaronem, z ojcem Cassandry, z nią samą... Tak naprawdę diabli wiedzieli, z iloma jeszcze członkami ich rodziny. Licznej, ale wyjątkowo rozsianej po kraju. Takiej, która nie była raczej w zbytnim stopniu skłonna do utrzymywania kontaktów między sobą. Co jak co, ale życia nie układały się praktycznie im wszystkim.
Być może ostatecznie wyszło całkiem właściwie? Nie miała nikogo bliskiego, potraciła już nawet większość nielicznych przyjaciół, ale też przynajmniej nie narażała nikogo na to, iż udzieli się mu jej przekleństwo. Mimo że zawsze marzyła o szczęśliwym, pełnym domu, najprawdopodobniej tak było lepiej. Jej ojciec nikogo nie miał, ona nikogo nie miała... Ich część klątwy miała po prostu przepaść razem z nimi. Dokładnie tak jak to było w przypadku jej kuzyna. Tego, którego temat być może na chwilę przygasł, ale wyciągnął na wierzch inne, jeszcze gorsze rzeczy.
- Och, jestem pewna, że jedyne, czego pragniesz, to oglądanie mojej przeszczęśliwej gęby. I to właśnie dlatego tak bardzo pomagasz mi się nie wycofywać, wspierasz mnie i próbujesz zrozumieć. - Nie mogła nic poradzić na to, iż jej wypowiedź aż ociekała sarkazmem. Dokładnie tak jak słowa Tildy, która nagle zaczęła być jakąś pierdzieloną ekspertką od brania spraw we własne ręce i ochoczego zmierzania przez życie z wysoko podniesioną głową. Ciekawe. Czyżby?
Cassandra jakoś tego nie dostrzegała. Wycofywała się - faktycznie. Tchórzyła - ano, owszem. Ale w tym wszystkim, to nie Matilde była, by ją oceniać. Nie osoba, która przez długi czas zachowywała się niczym irracjonalny wrak człowieka. Nie ktoś, kogo ciągle trzeba było ratować przed sobą i przed światem. Nie ktoś, komu należało wybaczać wszelkie złe reakcje i zachowania, bo wpierw nie odpowiadał sam za siebie, a teraz był w ciąży. W tym momencie Gardner miała naprawdę serdecznie dosyć takiego zachowania.
Nie potrzebowała nawet tej kolejnej wypowiedzi ze strony przyjaciółki, ale gdy te słowa już padły i dotarł do niej ich sens... Momentalnie poderwała się na równe nogi. Do tego stopnia, iż zakręciło jej się w głowie, a przed oczami zrobiło się ciemno. Chwyciła jednak tylko poręcz, zaciskając na niej dłoń do tego stopnia, że aż pobielały jej knykcie.
- Moje mechanizmy obronne sprawiają, że mogę jeszcze jakoś ze sobą żyć. Moje mechanizmy obronne nie są przynajmniej pierdolonym odmawianiem pomocy i uznawaniem, że nikt, prócz jakiegoś szarogęszącego się dupka, nie zasługuje na pomoc. Nawet ranni przyjaciele. Ja nie mogę tak po prostu uznać, że nie będę korzystać z mocy, ale ty, oczywiście, nawet nie spróbujesz tego zrozumieć. Bo po co, skoro można zacząć swoje idealne życie, a jego nieidealne elementy wypchnąć jak najdalej?!
  Temat: Magazyn #1
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 1354

PostForum: Hala magazynowa   Wysłany: 2018-10-22, 20:06   Temat: Magazyn #1
- Jest kompletnie i nieodwracalnie martwy, ale mimo to ciągle nas wszystkich prześladuje. - Stwierdziła gorzko, choć agresywny ton Matilde wcale jej nie podpasował. Nie miała jednak zamiaru się z nią kłócić. Nie, jakiekolwiek kłótnie nie były jej teraz potrzebne. Paradoksalnie, wcale nie chciała zadręczać się z powodu przeszłości, ale jeszcze bardziej nie chciała przelewać własnej frustracji na kogoś innego. Gdzieś tam głęboko i w bardzo masochistyczny sposób, chciała zachować ją dla samej siebie. Bo zasługiwała na każdą jej kroplę... Każdą, nawet najmniejszą ociupinkę.
Inni jakoś potrafili odnaleźć się w obecnej sytuacji. Inni jakoś umieli korzystać z życia - nieistotne, jak szarego i trudnego - podejmować słuszne decyzje, dobrze dobierać towarzyszy niedoli, po prostu żyć. Ona tego nie umiała. Być może kiedyś było lepiej. Kiedyś, kiedy naprawdę chciała coś zrobić, była idealistyczna i względnie niewinna... Ale była też kompletną idiotką. Zbyt wiele razy to udowodniła, teraz także nie będąc w stanie przerwać tego błędnego koła. Jedna pomyłka prowadziła do kolejnej, jedno potknięcie powodowało jeszcze gorsze skutki.
Jak miałaby być teraz czyimkolwiek wsparciem? Chciała, próbowała, ale nie mogła. Skończyło się tylko na kilku podejściach, paru krokach i pobożnych życzeniach. Na niczym, co przyniosłoby faktyczne zyski. W jej życiu główną rolę grały straty. Nawet nie ona sama. Wyłącznie jej przegrane, a Aaron? Aaron był jedną z nich. Usłyszenie słów o miłości było dla Cassandry jak kolejny ostro wymierzony policzek. Głównie przez to, jak prawdziwe były. On naprawdę uważał ją za siostrę. A ona go zawiodła...
- Nic nie rozumiesz. - Sarknęła ostro, być może nawet za ostro. - Skupiasz się tylko na tym, na czym chcesz się skupiać. Wybitne zdolności obronne... Szkoda, że ja najwyraźniej ich nie mam.
  Temat: Magazyn #1
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 1354

PostForum: Hala magazynowa   Wysłany: 2018-10-08, 23:50   Temat: Magazyn #1
Słysząc wypowiedź Tildy, nie zastanawiała się nad głębszym lub drugim znaczeniem tych słów. Być może w innych okolicznościach zwróciłaby na to uwagę, stwierdzając, że przecież jej martwy kuzyn niewątpliwie miał imię rozpoczynające się na literę a. Obecnie była na to jednak zdecydowanie zbyt rozproszona, posyłając tylko dosyć zmęczone spojrzenie w kierunku Tilly, która... Cóż, jak to ostatnio, była zapewne zbyt mocno pogrążona w swoim własnym świecie, by móc to dostrzec.
Nie winiła jej za to. Oczywiście, potrzebowała wsparcia, jakiegokolwiek cieplejszego słowa, być może nawet przytulenia, ale nie oczekiwała tego. Pomimo potencjalnych instynktów macierzyńskich, jakie najpewniej miała obecnie Wallace, najwyraźniej daleko im było do tej ciepłej relacji z początków ich znajomości. Oddalały się od siebie, a Gardner nie miała już dłużej siły, by o to walczyć. Nowe towarzystwo, nowa rodzina, mało komu zostawało wtedy miejsce na coś starego, nawet na przyjaciół. Takie już było życie. Obie zawiniły osłabieniu kontaktów, obie ich teraz nie poszukiwały, choć najprawdopodobniej to Cass izolowała się w większym stopniu. Tilda... Rozkwitała.
- Jestem pewna, że znajdziecie idealne imię, kiedy przyjdzie na to odpowiednia pora. - Stwierdziła, nawet nie siląc się na to, by zabrzmieć jak ktoś, kto przeszukiwał własną pamięć w poszukiwaniu pomysłów. Prawdopodobnie w innych okolicznościach... Mogłaby, naprawdę mogłaby to zrobić, ale nie teraz, nie tak. Poza tym, naprawdę wątpiła w to, by wybranek serca Wallace zaaprobował jakąkolwiek propozycję, jaka padłaby z ust Gardner. Z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu, miała wrażenie, że pałał do niej jeszcze większą niechęcią niż ona do niego. A przecież oboje nie mieli ku temu nawet najmniejszej przyczyny...
No, chyba że był nią Aaron, którego - bądź co bądź - była rodziną, a który zrobił prawie dosłowną mentalną miazgę z Matilde...
Teraz robiąc to samo z Cassandry, choć przecież nie żył już od tylu lat... Do czego sama się przyczyniła... I co powróciło do niej niczym bumerang, prześladując ją tym bardziej, im mocniej chciała zapomnieć. Im więcej czasu upływało od tamtej chwili. Im dłużej chodziła po tym świecie, teraz mając ochotę wyparować, zapaść się w beton i zniknąć już na zawsze, nie musząc słuchać lekkiego i niewinnego paplania Tildy.
- Nie chcę niczego, co należało do Aarona. - Wysapała ostatecznie, nie unosząc głowy. - On by tego nie chciał.
  Temat: Magazyn #1
Cassandra Gardner

Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 1354

PostForum: Hala magazynowa   Wysłany: 2018-10-05, 19:26   Temat: Magazyn #1
Czyż to nie było na swój sposób ironiczne, że kiedy potrzebowała czyjegoś towarzystwa, nie zjawiał się kompletnie nikt, zaś w chwili, w której ostatnim, o czym mogła rozmawiać, była kiepska rozmowa... Cóż, pojawiała się nie tylko jedna osoba, ale jedna osoba w ciąży? Jeden i pół osoby? Ktoś, kto ostatnio przeżywał jedne ze swoich najlepszych chwil, kto miał pełne prawo do tego, by nareszcie korzystać z życia i cieszyć się z uśmiechu losu, ale... Bez niej.
Choć życzyła Tildzie wszystkiego, co najlepsze, nawet jeśli nie przepadała za wybrankiem serca Wallace, nie potrafiła tak po prostu ubrać maski najszczęśliwszej przyszłej cioci pod słońcem. Była w pełni świadoma tego, jak źle to mogło wyglądać, ale po prostu nie umiała zbyt długo przebywać w towarzystwie kogoś, kto zdawał się już kompletnie jej nie rozumieć. To także było zresztą ironiczne. Sytuacja odwróciła się, czyż nie? Lata temu było całkowicie inaczej. Wtedy to Cassandra miała wrażenie, że złapała Pana Boga za nogi i - choć starała się, by było inaczej - nie była w stanie zrozumieć Matilde.
Zadziwiające, jak złośliwy był los. Być może zasłużyła na to wszystko. Ostatnio odnosiła wrażenie, że to było coś na kształt karmy, zemsty świata za to wszystko, co zrobiła i czego nie zrobiła. Nie była przecież dobrym człowiekiem. Ba, coraz częściej myślała o sobie w kategoriach kogoś naprawdę złego, być może nawet gorszego od tych wszystkich, którzy mordowali mutantów i ludzi.
Miała w końcu naprawdę wiele istnień na sumieniu, raz po raz wydłużając tę listę, choć przecież wcale tego nie chciała. Jej pomyłki, jej niedopatrzenia, głupota, egoizm... Wszystko to zbierało nadzwyczaj paskudne żniwo. A ona nie umiała nic z tym zrobić. Czuła się jak w jakiejś przeklętej greckiej tragedii. Nawet teraz, kiedy nie wychylała nosa z siedziby Bractwa, miała wrażenie, że zaraz ponownie przysłuży się czemuś złemu. A Tilly? Tilly tak radośnie siedziała obok niej, pewnie nawet się nad tym nie zastanawiając. Świergotała o Obcym, rozglądała się dookoła...
Zaczerpując głębszy oddech, Gardner na powrót przeniosła spojrzenie na przyjaciółkę, starając się zabrzmieć jak ktoś, kto nie pogrążał się w najgorszych myślach.
- Mam nadzieję, że nie nazwiecie go Alien, Ally czy Alan... - Miała szczerą nadzieję, że to zabrzmiało lekko i żartobliwie, jednak jakoś w to wątpiła. Ostatnio nie czuła się na siłach, by prowadzić jakiekolwiek small talki, nawet z tak bliskimi ludźmi. Tak bliskimi, ale jednocześnie tak... Odległymi. Niczym o lata świetlne. Nawet w najgorszych przewidywaniach, nie spodziewała się jednak, że Tilda okaże się być aż tak kosmiczna, że wpadnie na aż tak niespodziewany i oderwany od rzeczywistości pomysł.
Słysząc słowa Wallace, Cassandra momentalnie pobladła, zaledwie kilka sekund później zieleniejąc i mając wrażenie, że świat zaczął kręcić się jej przed oczami, a żołądek... Żołądek dosłownie znalazł się w jej gardle, a ona złapała się barierki, kryjąc głowę pomiędzy ramionami, jakby powstrzymywała chęć zwymiotowania.
 
Strona 1 z 28
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 10