Znalezionych wyników: 73
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Salon i Kuchnia
Averill Bronson

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 211

PostForum: I. Kulikov   Wysłany: 2020-07-04, 22:24   Temat: Salon i Kuchnia
Młot i kowadło. Mówiłem, że z demonem pod jednym dachem nic nie mogło być łatwe. Musiało się pierdolić. Demon potrzebował atencji, a ta, cóż, raczej w stu procentach wyrywała się ku problemom emocjonalnym Elaine Weasley. Już nawet w dupie miałem siebie, mój los i wszystko inne, co mogło mnie dotyczyć mniej lub bardziej, ale Elaine... Jak mogłem pomóc jej w poradzeniu sobie? Przecież to ją zniszczy. Przez odczuwane nadmiernie emocje, była wrażliwsza od innych, a jeszcze... Ja jebie. Odbierała to wszystko, co tam się działo, tak bezpośrednio. Nie mogła się od tego odciąć. Nie mogła czuć. Wręcz przeciwnie, czuła zdecydowanie zbyt wiele. WSZYSTKO. I to była przerażająca wizja.
A jeszcze Wu... Wu, nie Inna. Postanowił robić mi wyrzuty w tej chwili, kiedy nie miałem do tego głowy, cierpliwości, niczego.
Wyprostowałem się wściekły, by jeszcze bardziej powiększyć dzielącą nas różnicę wzrostów. Wu był groźny, ale jego wzrost był cholernie śmieszny. I niech mi jebnie w jaja, chuj. Jeśli dzięki temu przestanie mnie wkurwiać, to ja to z lubością przeboleję... ALE NIE, BO TO WU. ON NIE MÓGŁ. SIĘ POWSTRZYMAĆ. NIC.
- Waż na słowa - odwarknąłem. - To Elaine. I ma problem. My mamy problem. Kurwa, chyba wszyscy mamy. Zjebało się... I NIE PATRZ TAK NA MNIE. Kurwaaa... Wairua! Nie widzisz, że jestem wściekły?! - zapytałem go i chyba jednocześnie poinformowałem, bo jego myśli były tak liczne, że nie wszystkim poświęcał należytą uwagę. Był z tym niezwykle uroczy... Ludzki nawet, niesamowicie ekstrawertyczny, dzięki czemu dosyć często po pijaku pakował nas w jakieś odjechane akcje, ale teraz... To nie był dobry moment.
- Muszę pomyśleć. Napić się i pomyśleć - mruknąłem, jeśli odpuścił wyzywanie Elaine od „rudych szmat”. Co jak co, ale jej najdalej było do rudej szmaty i nie omieszkam jebnąć go w szczenę... Nie omieszkam. Niech tylko spróbuje. Chuj, że Inna. Należało mu się i to wiedział. Albo i nie.
  Temat: Salon i Kuchnia
Averill Bronson

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 211

PostForum: I. Kulikov   Wysłany: 2020-06-16, 08:30   Temat: Salon i Kuchnia
| 25 maja 2019 roku

Cholera, nie miałem pojęcia, co będzie dalej z Elaine. Musiałem to skonsultować z Szefem. Istniało wysokie prawdopodobieństwo, że sobie nie poradzi z tym, co miała okazję widzieć, ze wspomnieniem tamtych uczuć oraz z tymi aktualnymi. Sam nie wiedziałem za bardzo, co z tym zrobić dalej… Przypominało to trochę stan Innej, kiedy budziła się zdezorientowana. Uspokajanie, uspokajanie, uspokajanie do skutku, a także środki nasenne. Tylko że Inna nie pamiętała, a Elaine była w centrum wydarzeń. Za ten drobiazg skłonny byłem pokochać Wairuę… Ale musiałbym pominąć fakt, że zmęczenie i dezorientacja Innej wynikała z jego lekkomyślnych działań.
Tak też weszliśmy do środka. Było podejrzanie cicho, jak gdyby nikogo nie było w mieszkaniu. Dobrze. I niedobrze. Dokładnie tak wyglądało życie u boku demona… Wszystko miało dwie skrajne strony medalu, totalny chaos.
Naprędce zaparzyłem herbatę, mówiąc Elaine jakieś słodkie, urocze słowa. Działało. Uspokajała się. Czuła znużenie. Kiedy tylko napije się gorącej herbatki ze środkami nasennymi, odpłynie w piękny sen. Odpocznie. Prześpi się. Kiedyś, po którejś z kolei takiej drzemce obudzi się i stwierdzi, że wszystko jest okej, a tymczasem musiałem być przy niej i czuwać, by nic nie zaburzyło jej powrotu do względnej normalności.
Ułożyłem Elaine do snu, nawet pozwoliłem sobie na cmoknięcie jej w czoło, czego chyba już nie zarejestrowała swoimi zmysłami. Okryłem ją ciepło i wymknąłem się ze swojej sypialni. Wtedy dopadła mnie wściekłość. Byłem kretynem, że spuściłem ją z oczu, że olałem śledzenie jej w trakcie pracy w Lagunie… No kurwa! Prawdopodobieństwo, że ktoś postanowi napierdalać się nieopodal niego było znikome, a jednak! I teraz miałem za swoje. I drugie takie dostanę od Szefa, kiedy tylko się dowie o stanie Elaine, o tej całej akcji. Miałem aby nadzieję, że rebelianci to ogarnęli. O ja jebie…
Miałem już sięgnąć po piwo z lodówki, kiedy moją uwagę zwróciło coś jakby skrzypnięcie. Ledwo słyszalne. Może wymyślone? Może to kwestia siódmego zmysłu, który próbował mnie jakoś zaalarmować, że drapieżnik jest tuż nieopodal? Cóż, jak gdybym za miało miał na dziś problemów, Wu znajdował się w mieszkaniu i się czaił, a skoro nie wyskakiwał jak Filip z konopii…
Wściekły pchnąłem drzwi i namierzyłem go wzrokiem, ogólnie zmierzyłem od stóp do głów i wyrwałem mu z rąk tę figurkę, o ile wciąż ją ściskał przez ten czas. Jakby nie patrzeć, chwilę mi zajęło położenie spać Elaine.
A mogło być tak pięknie. Mogła nas przywitać mega milutka Inna… Mogła. Ale nie przywitała. Nie sądziłem jednak, że Wu postanowi być na tyle grzeczny, by poczekać na mój powrót, kiedy ostatnie miesiące miałem mega zapracowane. Przez rudą.
- Co ci? – zapytałem krótko.
I co teraz? Dwóch wściekłych się zebrało.
  Temat: Ulica #2
Averill Bronson

Odpowiedzi: 33
Wyświetleń: 2137

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2020-06-07, 18:16   Temat: Ulica #2
Myślę, że Małej zrobiło się nieco lepiej po tych moich wynurzeniach. O dziwo, te wyznania jakoś mnie nie zabiły, a przy okazji poprawiły jej stan. Przynajmniej na jakiś czas. Zapewne krótki, zbyt krótki. Tylko niech się za bardzo nie przyzwyczaja, bo nie zamierzałem tego robić na tle dziennym. Co to, to nie! Miałem swój honor, swoje zasady. I tak powiedziałem jej za wiele. Co prawda, jeszcze nie plułem sobie tym razem w brodę, ale najpewniej niebawem zacznę, kiedy uświadomię sobie, co najlepszego zrobiłem.
- Polecam się – odpowiedziałem jedynie na jej słowa podziękowania, po czym niezbyt zadowolony spojrzałem w górę. Miałem nadzieję, że na chacie siedziała Inna i że to nie Wairua, który znany był z niekonwencjonalnych zachcianek razy sto.
- Moje mieszkanie. Częściowo – stwierdziłem, po czym spojrzałem na Elaine z wymuszonym uśmiechem. – Prosiłbym abyś zachowała w tajemnicy to miejsce. Mieszkam tu z kimś, kogo trzymam z dala od kłopotów. Ot, prosta kwiaciarnia z prostą dziewczyną wewnątrz… Najlepiej nie zaprzątaj sobie nią głowy. Przejdziemy zaraz do mojego pokoju – uprzedziłem, wyjmując kluczyk ze stacyjki. Kałacha postanowiłem zostawić w samochodzie, by Wu nic nie odwaliło. Jeszcze zacząłby do nas strzelać, bo uznałby to za zabawne…? Możliwe. Raz rzucaliśmy lotkami do jakiegoś typa.
- Odpoczniesz trochę, prześpisz się. Później cię odwiozę – obiecałem, klepnąwszy ją odruchowo po kolanie. Wyskoczyłem czym prędzej z auta. Wolałem nie patrzeć w okno, gdyż mogłem ujrzeć w nim demona.
Kiedy wysiedliśmy z auta, zamknąłem je. Weszliśmy do kamienicy.

| z/t x2
  Temat: Ulica #2
Averill Bronson

Odpowiedzi: 33
Wyświetleń: 2137

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2020-05-24, 15:45   Temat: Ulica #2
A jednak. Może nie taki głupi pomysł był z tym opowiadaniem…? Mała przymknęła oczy, dopytała o ciąg dalszy, nie spinała się o ckliwe opowiastki, a za to pozwalała sobie na wyciszenie. Uśmiechnąłem się więc z satysfakcją i postanowiłem ciągnąć to dalej. A jakże!
- Dalej? Poszła spać – stwierdziłem rozbawiony, bo zabrzmiało to trochę, jak gdybym na tym zamierzał skończyć cały ten ambaras. Skręciłem w międzyczasie w kolejną z uliczek, kierując się swoim autem w stronę mieszkania. Nie powinienem Małej tam zabierać, bo to było tajne miejsce, ale w sumie co mogłaby z tym Mała zrobić? Nie była żadnym złem wcielonym. Prędzej dobrem wcielonym… I przez to dostała po dupie. I chuj. I mleko się rozlało.
- Mijały kolejne dni, a ja ją poznawałem coraz bardziej. Tak zazwyczaj bywa, jeśli się kogoś śledzi, nie? Poznaje się styl życia delikwentki, codzienne rytuały, okazjonalne wygłupy, zgryzoty i inne takie. Dziewczyna okazała się być rudowłosą, maniakalną kucharką w dżinsowych ogrodniczkach… Urocze. Tańczyła i śpiewała, kiedy znajdowała się w kuchni. W swojej kuchni. Wśród ludzi raczej się krępowała… Tak myślę, bo w pracy to raczej nie szalała – stwierdziłem, choć też za często nie podglądałem jej w Lagunie Negrze. To był raczej zaufany teren, jeśli chodziło o miejscówki mafii czy też rebelii, więc przynajmniej to mi ułatwiało pracę w pilnowaniu jej.
- Sorry. Nie powinienem był krytykować twoich piżamek. Są spoko. To ja jestem dupkiem – wypaliłem nagle, rzucając jej przepraszające spojrzenie. Taka była prawda. Obrażałem ją w swoim czasie, kiedy wcale tak nie myślałem. Nie wiem, co mnie wtedy napadło. Jedno było pewne, że zraniłem tym Elaine i pewnie miała mnie za najgorszego mutanta pod słońcem. Czy też w cieniu.
  Temat: Ulica #2
Averill Bronson

Odpowiedzi: 33
Wyświetleń: 2137

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2020-05-20, 18:46   Temat: Ulica #2
Kretynem byłem i tyle. Zadałem zakazane pytanie i zaraz tego pożałowałem. Srogo. Ja nie opowiadałem o sobie nikomu, a już z pewnością nie o swoim dzieciństwie. Pomijając oczywiście fakt, że to był chujowy moment na podobne opowieści, szczególnie kiedy Elaine była w takim stanie. Dorzucanie jej emocjonalnych przeżyć to chyba ostatnie, co powinienem zrobić… A więc co? Wymijająca odpowiedź? Inna opowieść? Chyba nawet miałem pomysł. Trochę dziwny i zdecydowanie nie w moim stylu, ale pomyślałem, że właściwie mogłoby jej pomóc, nieco poprawić humor, a może nawet wywołać cień uśmiechu?
- Zapomnij. Tamto innym razem. Mam coś lepszego – stwierdziłem nawet nieco podjarany tym całym swoim pomysłem. Odbijało mi już od tego obserwowania Elaine… To z pewnością już potwierdzone info. – Opowieść o dziewczynie, którą miałem okazję obserwować – zacząłem, by ją zaciekawić. Brzmiało jakoś znajomo? Hę?
Z tego wszystkiego obdarzyłem Małą szerokim uśmiechem i pacnąłem ją w nos, bo wyglądała uroczo, kiedy przysypiała. Aby jeszcze ten ból, jeszcze to trzeba było zmazać, by mogła spać sobie smacznie i nie martwić się ponurą rzeczywistością. Cholerna sprawa, że to ją dorwało. Zdawała się mieć żałośnie nudne życie… i powinno było takim pozostać. Szef miał rację, że kazał mi ją śledzić. Przydałem się. Szkoda, że przybyłem z opóźnieniem.
- Zaczęło się od tego, że wezwał mnie Szef. Tak z reguły zaczynają się moje misje specjalne, nie? O, właśnie. Może na rzecz złagodzenia mojego wizerunku, uznajmy, że jestem agentem a la szpiegiem, a nie oprychem z ulicy, co? – zaproponowałem Małej, by tak nieco rozładować to napięcie. Serio mi zależało na tym, by poczuła się lepiej, więc i pierdolić trzy po trzy najwyraźniej w tym celu zamierzałem. – Dostałem jakieś tam namiary i krótki opis wyglądu. I musiałem jechać w miasto, resztę zaś sobie dopowiedzieć… I zacząłem, wiadomo, ją śledzić – kontynuowałem. Na moment przerywałem opowieść, by zerknąć na Małą czy też w lusterko wsteczne, czy może gdzieś w bok ulicy, kiedy skręcałem. Wiadomo. Nie chcieliśmy tu żadnej kolizji. Bezpieczna jazda przede wszystkim.
- Zacząłem dziewczynę obserwować. Pierwszy dzień – dużo krzątania się po kuchni, trochę pobłądziła na mieście. Chyba szukała warzywniaka ze świeżymi rzeczami. Kupiłem sobie wtedy jabłko i nawet je zjadłem – stwierdziłem trochę zdziwiony, bo zazwyczaj owoce gniły mi w aucie. Z pewnością coś gdzieś by tu znalazł z meszkiem… Nie, żartuję przecież. O swoje auta w miarę dbam. Gorzej z tymi skradzionymi. – Nie jadam za często, a już z pewnością rzadko zdarza mi się zjeść coś zdrowego – dodałem w ramach wyjaśnienia…, ale też zaciekawiony, czy zaciekawiłem Elaine swoją historią…, a właściwie historią o niej.
  Temat: Taras widokowy
Averill Bronson

Odpowiedzi: 39
Wyświetleń: 2695

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2020-05-17, 15:47   Temat: Taras widokowy
| 25 maja 2019 roku
| kontynuacja z altany w Chinatown

Laska nie potrafiła trzymać gęby na kłódkę, zamknąć mordkę chociażby na drobną chwilę, więc nasza relacja najwyraźniej miała już tak wyglądać. Ona się cwaniła, ja zamierzałem ją z każdym kolejnym argumentem przegadać i zapewne kazać jej milczeć, kiedy z kolei nie znalazłbym żadnego dobrego kontrargumentu. Niecna.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, Szef zdawał się być rozbawiony. Ja podkurwiony, on rozbawiony, laska chuj wie co sobie myślała… i co wiedziała. Miałem aby nadzieję, że serio nie miała żadnego namiaru i że zaraz nie zwalę Szefowi żadnego oddziału na głowę. Jeszcze tego mi brakowało!
Podprowadziłem ją do odpowiedniego stolika i szepnąłem kilka informacyjnych słów mężczyźnie, mówiących oczywiście o prawdopodobnych zdolnościach dziewczyny i tak dalej. Powołując się również na fakty, że znała rzeczy, których nikt o mnie nie wiedział… To go zauważalnie zaciekawiło i już nie zdawał się być głupkowato rozbawiony. A za to kazał mi spadać do obowiązków… Rzekł, że ma na mnie oko.
Więc poszedłem.

| z/t dla Ave
  Temat: Ulica #2
Averill Bronson

Odpowiedzi: 33
Wyświetleń: 2137

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2020-05-16, 23:56   Temat: Ulica #2
Kiedy usłyszałem jej słowa… Pożerał człowieka… W pierwszej chwili do mnie to jakoś tak nie dotarło. Ot, stwierdzenie. Pożerał człowieka. Tyle. Inaczej jednakże sprawa się miała, kiedy pozwoliłem sobie podobną wizję zwizualizować. Chris pożerał człowieka. Chris. Tak, ten Chris. Mutant-zwierzak. Pożerał. Dosłownie, swoimi kłami. Człowieka. Żywą istotę. Krzyczącą i krwawiącą. I to wszystko odbywało się na oczach Elaine, w jej obecności, w okręgu, w którym najpewniej obejmowała jej moc. Niefajnie – bym rzekł. Cholernie – może lepiej? Ja jebie – doskonałe stwierdzenie, najdoskonalsze.
Świetnie ją rozumiałem. Nieczęsto tak cholernie się kasztaniło. Gorzej, bo nie wiedziałem, co mógłbym z tym zrobić. Rzucić hej, świetnie cię rozumiem? Prosiło się o wielkie brechnięcie z żalem. Ave, ty debilu. Elaine potrzebowała pocieszenia, a ty byłeś chyba ostatnim możliwym mutantem na świecie, od którego mogła je otrzymać. Nie umiałem w relacje. Miałem brata… gdzieś tam i tyle. Jedynie znałem mafijną braterskość, ograniczającą się do względnego zaufania. Nie tworzyliśmy tam kółek wsparcia. Wiadomo, czasami komuś się pomogło, ale raczej nie rozklejaliśmy się w swojej obecności.
Niezręcznie tak trochę położyłem swoją dłoń na jej dłoni.
- Znajdę go – przyrzekłem, wiedząc, że najpewniej szybko ego pożałuję. To, czego mi brakowało, to uganianie się po Seattle za przerośniętą jaszczurką. Jeśli trafi mi schodzić dosłownie do kanałów, to już w ogóle… Będę się klął, ja to wiedziałem. Tymczasem jednak zabrałem czym prędzej tę dłoń z dłoni Elaine pod pretekstem ruszenia z miejsca. Potrzebne mi były przecież obie dłonie, nie? Odetchnąłem, ale nie jakoś bardzo. Bo gdzieś by to się zaszyć? We własnym mieszkaniu? We wstrętnej melinie? Czy może na jakimś neutralnym terenie? Z pewnością nie mogliśmy jechać do mieszkania Elaine. To było miejsce spalone, skreślone i raczej niezbyt bezpieczne, jeśli chodziło o emocje Elaine… Może by tak je trochę odwrócić od Chrisa i tego wszystkiego? Czy to mogło się sprawdzić? Może warto było spróbować? Czymś równie poważnym, ale tak bezpośrednio jej niedotyczącym?
Wyłączyłem kompletnie radio. Ciężko było mi się odezwać, przerwać ciszę. Wiedziałem jednak, co powinienem zrobić. Kurde, otworzyć się. Powiedzieć rzeczy, których nikomu nie mówiłem, które nie były normalne, choć usilnie utrzymywałem, że są jak najbardziej codzienne.
Zagryzłem wargi, po czym westchnąłem ciężko.
- Opowiem ci coś… Chciałabyś usłyszeć? Historię o chłopcu, który pokochał ciemne dno szafy? – zacząłem w ten sposób, mając przeogromną nadzieję, że Mała stwierdzi, iż upadłem na głowę i wyśmieje mnie za podobny pomysł w tej chwili.
  Temat: Altana #1
Averill Bronson

Odpowiedzi: 33
Wyświetleń: 1792

PostForum: seattle chinatown   Wysłany: 2020-05-11, 18:16   Temat: Altana #1
Laska zdawała się być kompletnie niewzruszona moimi groźbami. Zachowywała spokój, a raczej charakterystyczną dla siebie zgryźliwość, a dokładniej mówiąc – ironię, którą ociekały wszystkie jej słowa. Pyskata była – tyle. Hardo ze mnie szydziła, krytykowała mój gust muzyczny, żartowała ze swojej przyszłej pracy jako dziwka… Z tego wszystkiego faktycznie poczułem się mniej pewny, ale nie dawałem tego po sobie poznać. Przynajmniej zewnętrznie nie. Poza tym zamierzałem ją jedynie dostarczyć w pewne miejsce, a co dalej z nią Szef zrobi to już jego interes… I szczęście, phi.
- Wiesz co… Wypchamy cię push-upem z przodu, obniżymy cenę, to ktoś cię weźmie – stwierdziłem jakby na luzie, wkręcając się w tę jej wojenkę na argumenty. Raczej by jej Szef na dziwkę nie wziął, ale podobny etat był do obsadzenia, więc może mu wspomnę, że Młoda była zainteresowana? Hehehe. Chciałbym zobaczyć jej minę, kiedy obwieszczano by jej, że od dziś sprzedaje się za hajs. Dla mafii. Bo nawet nie dla siebie!
- A ja mam trzy – rzuciłem do niej w odpowiedzi na ewentualny namiar. Blefowała. Musiała blefować. Jej całe zachowanie wskazywało na to, że blefowała… Ale z drugiej strony…? – Wiesz co? Po prostu milcz – odparłem po prostu, blokując drzwi i ruszając spod budynku. W trakcie podróży sięgnąłem po telefon i napisałem Szefowi sms, że mam dla niego żywy prezent i żeby wpadł w jedno miejsce, by go odebrać.

| z/t
  Temat: Ulica #2
Averill Bronson

Odpowiedzi: 33
Wyświetleń: 2137

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2020-05-10, 12:19   Temat: Ulica #2
Spróbowałem uspokoić myśli i się nie nakręcać. Akcja, cóż, pierwsza klasa, pierwszy stopień zagrożenia, szczególnie że kotłowało się pod Laguną Negrą i jawnie było widać, że mutanci brali w tym udział. Sam nie miałem pojęcia, kto to wszystko nakręcił, kto kontynuował, a kto kończył, ale jedno było pewne – Delgado z Philem będą wściekli, a Chrisa tam nie było. To drugie to taka informacja bardziej dla Elaine. Najwyraźniej bardzo jej na nim zależało… Może za bardzo? Hmm.
- Odpocznij – mruknąłem do niej, za bardzo nie wiedząc, co więcej mógłbym rzec. Mała płakała, a ja nie mogłem zrobić nic, by przestała. Taki stan. I niezależnie od tego, jak bardzo mi się serce krajało na ten widok, cóż, nie mogłem… Bo co? Rzucać marne pocieszenia? A może? W sumie to z Chrisem to raczej niemarne. – Nie widziałem nigdzie Chrisa. Pewnie zdążył uciec… Hej! Nie martw się o niego. Poradzi sobie. Jest dużym chłopcem. Potem go poszukam…, jeśli chcesz – zasugerowałem. Chuj, że typa nie trawiłem, bo po prostu utrudniał mi robotę swoją zwierzęcą naturą… Nie ufałem mu po prostu, stąd ta niechęć. Ale jeśli to Elkę serio uspokoi, to czemu by go nie odnaleźć? Raczej nie będzie trudno, nie? Całe miasto będzie niebawem huczało o tej akcji. Szczególnie to podziemne.
- Czujesz się lepiej? – zapytałem, wskazując niepewnie na chodnik. Myślałem, by już ruszyć i jechać dalej. Nie chciałem tu zostawać za długo, szczególnie że ktoś mógł już zwrócić na nas uwagę.
  Temat: Ulica #2
Averill Bronson

Odpowiedzi: 33
Wyświetleń: 2137

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2020-05-05, 21:18   Temat: Ulica #2
Spięcie – tak. Obezwładniający strach. Niepewność. Niepokój. Częściowo również ulga. Szczególnie, kiedy Elaine powoli wracała do świata żywych.
Spojrzałem na nią cały taki przerażony, ona również przerażona. Oboje mierzyliśmy się wzrokiem, póki jej nie zemdliło, a mnie nie uświadomiło o tym, że Mała może wymiotować. O, nie-nie-nie! Nie w aucie! I z pewnością mogła zapomnieć o powrocie tam… ZAPOMNIEĆ.
Powoli zatrzymałem się na poboczu, oczywiście zerknąwszy kątem oka, czy nikt nas nie śledził i czy ogólnie nie zrobię tym manewrem kolizji. To było chyba ostatnim, czego potrzebowałem w tym momencie. Zabrałem broń spomiędzy jej nóg i cisnąłem do tyłu. Zrzuciłem na nią koc, by za bardzo nie rzucała się w oczy. Zakryłem nawet ją nieco, by nie wystawała poza niego. I… niestety nie namierzyłem żadnej papierowej torby po fast-foodach.
- Otwórz drzwi… – poleciłem Elaine, nie chcąc jej zabierać przestrzeni swoją osobą. Może świeże powietrze jej pomoże…? A może po prostu zwymiotuje sobie na chodnik i jej tym samym ulży? Mogłem jej nawet potrzymać włosy, a co! O, i podać butelkę wody, bo jedynie to miałem w swoim samochodowym zestawie ratunkowym. Kałacha, koc i wodę.
- Napij się. Zrobi ci się lepiej – stwierdziłem z troską. Ta, z troską. Bałem się o Małą jak cholera. Nie wyglądała dobrze w tej uliczce, praktycznie straciła przytomność, narażając tam swoje życie, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, i jeszcze śmiała mi krzyczeć, że ona tam wraca. ŻE MUSI TAM WRACAĆ! Zlałem to oczywiście, bo nie było co z nią dyskutować. Porywałem i chuj. Tak… Jezu, czemu się tam pchała!? Nie mogła siedzieć sobie w kuchni i gotować?! Nie, musiała wyjść z baru, iść walczyć, mimo że to nie był jej świat, nie jej kredki… Kompletnie nic.
- Elaine, jak się czujesz? Pamiętasz, jak się nazywasz? Ile masz lat? – zapytałem ją, tak na wszelki wypadek, dla pewności, sprawdzenia, czy aby na pewno wszystko ok. Nie umiałem w podobne środki bezpieczeństwa, ale za to miałem świadomość, że każdy mutant reaguje inaczej, kiedy mu się przeciąży system. Podobnie ja… Właśnie. Nie bez powodu pociemniało mi przed oczami. Niechcący używałem swojej mocy. Spróbowałem się skupić, by wrócić porządek światłu w samochodzie.
  Temat: Ulica #2
Averill Bronson

Odpowiedzi: 33
Wyświetleń: 2137

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2020-05-02, 20:22   Temat: Ulica #2
| 25 maja 2019 roku, popołudnie

Jakaś masakra. Nie miałem pojęcia, co się działo przed Laguną Negrą. Ewidentnie rebelianci jakoś na to zareagowali, bo unosiła się tam ciemna chmura, trochę podobna do mojej ciemności… Raczej nie byli na tyle debilni, by samemu robić burdy pod swoim domem.
Cóż, niezależnie od tego, co się działo. Postanowiłem się wycofać. Nie było sensu, bym wplątywał się w to wszystko, gdyż mimo że w dłoni ściskałem kałacha, nie miałem żadnego celu do wystrzelania. Nie chciałem zabijać rebeliantów, bo pewnie bym za to beknął. Żałowałem aby, że nie było mnie tu, nim to wszystko się zaczęło. Lepiej by było się zorientować w sytuacji, nie? A tak? Chuj. Oby sobie jakoś poradzili.
Tymczasem sam w pośpiechu wpakowałem nieprzytomną Elaine do samochodu. Starałem się osłaniać siebie i ją ciemnością, więc raczej zbyt wiele osób mnie nie ujrzało. Jeśli tak – chuj. Dziś i tak miałem kosmiczny dzień. Ważne, że Elaine nic się nie stało. Ja jebie… Nie wierzyłem w to, co ujrzałem, stając w uliczce. Była tam zszokowana, spanikowana, kiedy tuż obok niej wrzało. Nie radziła sobie… I przede wszystkim mogło jej się coś stać.
Czym prędzej opuściłem okolicę i zwolniłem dopiero w bezpiecznej odległości. Oglądałem się za siebie, ale nie zdawało mi się, by ktokolwiek nas śledził. Żadnych psów… ani tych drugich psów. Czułem, jak wszystko skręcało się we mnie na myśl, że Małej mogło się coś stać. Koszmar. Musiałem ochłonąć.
Broń odłożyłem na moment obok Elaine wciśniętej na swoim ulubionym miejscu, czyli przedniego pasażera. Wolałem mieć go pod ręką, gdyby się jednak okazało, że ktoś nas śledzi. Ktoś mógł nas śledzić… Z pewnością wezwano posiłki, ale wciąż nie widziałem żadnego podejrzanego samochodu w lusterkach.
Odpaliłem radio. Jakieś rapy. Musiałem się uspokoić. Nic za nami nie jechało. W porządku. Na wszelki wypadek ściszyłem nieco radio, by słyszeć ewentualne dźwięki policyjnych syren. Może powinienem dla pewności zmienić auto?
  Temat: Kac nie tylko ten alkoholowy... Averill B.
Averill Bronson

Odpowiedzi: 30
Wyświetleń: 1051

PostForum: E. Weasley   Wysłany: 2020-05-01, 23:37   Temat: Kac nie tylko ten alkoholowy... Averill B.
Zamarłem w pewnej chwili. Zraniłem ją i to cholernie. Łzy zbierające się w kącikach jej oczu sprawiały, że wstrzymałem nawet oddech, nie potrafiłem się ruszyć, pragnąłem paść na kolana, przytulić ją czy błagać o wybaczenie i przede wszystkim pocieszyć… I to właśnie w tym wszystkim było najbardziej pojebane. Miałem ją jedynie pilnować, a zdążyłem się z nią upić, przespać i te śniadanko… Nie! To nie mogło tak wyglądać. Ogólnie moje życie tak nie wyglądało. Była obiektem w moim życiu, którego powinienem pilnować. Z dala. Nie obchodziło mnie już, co tam sobie Szef wymyślił. Ba!, w tej chwili to nawet śledzić mi się jej nie chciało z samochodu! Marzyłem o pójściu do baru i upiciu się na umór. Tego ewidentnie mi brakowało, szczególnie biorąc poprawkę na mojego kaca.
Ale nie! Weasley płakała, krzyczała, groziła mi drewnianą łyżką. Ja stałem jak ten kretyn, chuj wie czego pragnąc. Nie mogłem tego zrobić. Nie było mnie na to stać. Może byłem tchórzliwy? Może nie? Może to właśnie rozsądek? Mała się wykłócała! Oskarżała o rzeczy, których nie powiedziałem… Może trochę jednak tak ująłem, ale kpiłem sobie z niej… I miałem skutek. Właściwie, czego ja się spodziewałem? O czym wtedy myślałem? Jak mogłem to odkręcić? …chwila! Nie chciałem tego odkręcać!
Dlatego pokręciłem jedynie głową. Zbliżyłem się kilka kroków do niej… Była taka niska. Ale nie zamierzałem nic robić w jej kierunku. Jedynie schyliłem się do blatu, gdzie nabazgrałem jej swój numer telefonu.
- Zadzwoń, jeśli będziesz potrzebowała pomocy. Muszę się napić – stwierdziłem, jakby olewając jej słowa. Izolowałem się od tego. Starałem się zagrzebać głęboko w sobie. Nie byłem jakimś mega emocjonalnym typem. Sama Ela powiedziała, że widziała u mnie mrok, nie? Właśnie, byłem mrokiem i nic nie czułem. Byłem bezpieczny. Bez żadnych zapłakanych i wydzierających się rudzielców… Tylko czemu czułem ból w piersi i wyrzuty sumienia? Czemu ręce mi drżały? Czemu zrobiło mi się tak pusto, tak dziwnie chłodno? Mamiła mnie. Nie było innej opcji.
Nie powiedziałem więcej nic. Ani pa, ani inne sajonara. Przemknąłem do drzwi, zabierając po drodze swoją kurtkę i wyszedłem, trzaskając drzwiami. Byłem wkurzony. Na siebie. Co za bagno. Ale upiję się, może coś wezmę i będzie lepiej. Musiałem odetchnąć. Czułem się podle.

| z/t
  Temat: Kac nie tylko ten alkoholowy... Averill B.
Averill Bronson

Odpowiedzi: 30
Wyświetleń: 1051

PostForum: E. Weasley   Wysłany: 2020-05-01, 19:01   Temat: Kac nie tylko ten alkoholowy... Averill B.
Była denerwująca! Jak zawsze! Nie miałem pojęcia, jakim cudem śmiałem ją przelecieć i ogólnie dziś tak wokół niej nadskakiwać, uwodzić ją i w ogóle! Masakra jakaś! Że też dałem się wplątać w coś równie głupiego jak robienie za niańkę wielkiej… a raczej Jej Wielkoduszności Elaine Weasley. Splunąłbym pewnie, gdyby nie otoczenie mieszkalnianych murów.
- Haha. Do czasu. Nim się obejrzysz, a dziabnie ciebie albo jakiegoś nieuważnego biedaka – stwierdziłem, utrzymując swoją wersję. Swoje w życiu widziałem, a typ miał ewidentnie usposobienie gada. Chuj wie jakiego, ale gady raczej nie były milutkie. Co innego na przykład pudelki… Tylko że Chris nie był pudelkiem. Niestety.
- Nie prosiłaś się o to, ja również nie! Z pewnością nie wybrałbym do stalkowania takiej wariatki... Ciągle mam przed oczami te twoje piżamki. I, kurde, nie mam wyboru, Mała. Żyjesz w innym świecie – stwierdziłem, kręcąc głową. Nie z niedowierzania! Broń Boże! Ja sobie w tej chwili kpiłem z naiwności Weasley. I tak miała cholerne szczęście, że byłem tu, by dupę jej ratować i w razie czego przyjąć pocisk na nią posłany oraz wszelkie inne bicze. Przecież równie dobrze ktoś mógłby ją śledzić, by potem wykorzystać czy skrzywdzić. Pomińmy fakt, że sam właśnie robiłem to drugie… całkowitym przypadkiem, ale robiłem… Wracając jednak do meritum, miała laska fart.
- W moim świecie to wygląda tak, że robisz, co ci każą, albo kulka w łeb. Sorry, ale jestem przywiązany do swojej głowy i nie chciałbym, by coś jej się stało – stwierdziłem do niej z uśmiechem, jakbym mówił o codziennej normie, rutynie, nie? Halo, było jasno, bo słońce świeciło, nie? I nie, nie miałem żalu do swojego położenia. Poza lawirowaniem pomiędzy niebezpiecznymi ludźmi, ta robota była jasna, przejrzysta. Nie było co się łudzić. Po prostu wystarczyło znać swoje miejsce, ewentualnie niekiedy kogoś wygryźć czy załatwić, by awansować pięterko wyżej…
Ale można było być po prostu posłusznym i się nie wychylać. Tak było ok, szczególnie dla kogoś takiego jak ja.
I jakoś straciłem apetyt. Albo wcale go nie miałem.
- Idę – stwierdziłem jedynie, wstając od stołu. – Będę cię obserwował z ukrycia – dodałem. Nie zapomniałem jej obdarzyć iście diabelskim spojrzeniem. Nim jednak ruszyłem się z miejsca, pozwoliłem sobie jeszcze sięgnąć po kawę, by ją dopić. No co? Dobra była.
  Temat: Altana #1
Averill Bronson

Odpowiedzi: 33
Wyświetleń: 1792

PostForum: seattle chinatown   Wysłany: 2020-04-25, 18:33   Temat: Altana #1
Wywróciłem oczami. Irytowała mnie ta laska. Musiała ewidentnie czytać mi w myślach, bo co to mogło być innego…? Z drugiej strony, czy ja myślałem o Gabrielu, kiedy o nim wspomniała…? Raczej nie. Cóż, na wszelki wypadek starałem się za wiele nie myśleć i nucić sobie w głowie tę piosenkę o starym McDonaldzie. Może to pomoże, a jak nie, to chuj. Niech zdradzi Szefowi wszelkie kruczki o mnie, ale niech nie rozpowiada ich po Seattle. To będzie bezpieczniejsza opcja, a jak Szef ją przekona do swoich racji, tak jak przekonał mnie, to z pewnością mi jeszcze podziękuje za to, że ją sprowadziłem. Tak będzie, ale… Jak to leciało? Stary McDonald farmę miał, farmę miał, farmę miał, nie?
- Oj, nie znasz mojego Szefa. Będzie zadowolony – rzuciłem w odpowiedzi na jej zagrywkę. – Wręcz zachwycony.
I mi podziękuje albo i nie, ale na pewno będzie wdzięczny i dostrzeże, że się staram, nie? Ija! Ija! Jooo!
- Chwila! Przecież mówiłaś, że szukasz pracy, nie? To gratuluję! Znalazłaś ją! – dodałem ironicznie do niej jeszcze, zatrzymując się na moment, by ją nieco przerazić, by zanadto nie ruszała tą swoją cwaną główką. Im bardziej będzie spanikowana i im mniej będzie mi grzebała w głowie, tym lepiej. Dokładnie tak.
- Wsiadaj. Pamiętaj, kiedy tylko zaczniesz uciekać, jebnę ci prosto w serce. Zapewne czytasz sobie w mojej głowie, że wcale nie żartuję – stwierdziłem jeszcze, oczywiście niezadowolony, że może o mnie wiedzieć za dużo, ale też dumny, bo przez przypadek miał dostarczyć jebanemu szczęściarzowi Philowi Neumannowi prawdziwy skarb. Hell yeah!
A strzelić jej w serce mogłem, bo zaraz stąd spierdolę autem, w razie czego zniknę w jakiejś zacienionej uliczce, a laska nie będzie mi już więcej grozić.
  Temat: Gabriel
Averill Bronson

Odpowiedzi: 2
Wyświetleń: 301

PostForum: telefony   Wysłany: 2020-04-25, 18:14   Temat: Gabriel
(1) nowa wiadomość od Averill
U mnie ok. Mimo wszystko uważaj, co piszesz. Mogą czytać nasze wiadomości. Wkrótce się do Ciebie odezwę z innego numeru. A.


(2) nowa wiadomość od nowy numer
[wiadomość po francusku] Jak tam twój francuski? Mam nadzieję, że w porządku. :>
 
Strona 1 z 5
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 10