Ricky Roseberry - 2018-03-06, 16:08 Depresja nie depresja, byłam inna. Zmieniłam się przez te kilka długich lat. Niestety wszystko się zmieniło włącznie z ludźmi. Może i nie było widać mojej depresji, ale przecież właśnie na tym to polega. Jesteś szczęśliwa, pełna energii i wszędzie cię pełno, a gdy zostaje się samemu to wszystko diametralnie nie się zmienia. W pewnych momentach miałam nawet problemy w wyborze tego czy się ubrać czy nie. Po prostu nie miałam na nic ochoty, ani siły. Wiedziałam jednak, że muszę być silna, że muszę sama z tego wyjść. Miałam świadomość że jest to złe.
W tym momencie może nie byłam na krańcu mojej depresji, ale jest lepiej o wiele lepiej. Często odczuwałam problemy w podjęciu nawet najgłupszych decyzji i wyborów, ale tłumiłam je tłumaczeniem sobie jak należy postępować. Głębokie wdechy odciągnięcie myśli i szybki wybór. Tak zdecydowanie właśnie to pomagało, ale teraz niestety to na nic się zdawało, bo przy uczuciach nie potrafiłam sobie radzić. Dlatego planowałam znaleźć pomoc.
- Wiem kochanie spokojnie. - powiedziałam próbując dodać jej otuchy i trochę ją uspokoić. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na nią. - A z wydarzenia politycznego rodzą się problemy. Wybacz za mój pesymizm, ale wątpię, żebym się tam pojawiła. - spojrzałam na nią i chwilę się zastanowiłam nad tym czy odważyłabym się pojechać do Seattle. Wrócić tam gdzie to wszystko się zaczęło. Nie byłam pewna.
- Może spotkam się z przyjaciółką, wtedy. Zobaczę jeszcze, ale z chęcią później posłucham relacji z tego jakże bardzo zaplanowanego i wspaniałego marszu. - powiedziałam z sarkazmem.Samantha Bartowski - 2018-03-06, 16:33 Wysiliłam się na niewielki uśmiech, słysząc jej słowa.
- Uwierz. Nie tylko Ty pesymistycznie do tego podchodzisz. - stwierdziłam dość neutralnie, patrząc w jej piękne oczęta. - Jasne. Rozumiem. Po tych zmianach sama mam ochotę się tam nie pojawiać... - dodałam po chwili, po czym parsknęłam kręcąc głową. No, nie ma co. Ostatnio byłam użyteczna dla organizacji, jak nie powiem co. Nie dość, że wciąż uważałam, że nasza porażka przy próbie przekazania żywności była moją winą, to jeszcze migałam się od wszystkich innych zadań. Znaczy... Jasne, nikt mnie za to nie winił, zważając na mój stan. Ale właśnie dlatego nie chcieli mi odpuścić tej pieprzonej przemowy. A ja, jak głupia, w końcu musiałam się zgodzić.
Słowa Ricky przywiały jednak do mojego umysłu ciemne chmury. Przyjaciółką?
Kurcze, przecież sama dobrze wiedziałam, jak to się kończy. Moja ostatnia przyjaźń skończyła się w łóżku. Może właśnie dlatego tak pesymistycznie do tego podchodziłam?
- Oh... To... Masz nowych przyjaciół? Opowiesz mi coś o nich? - Zapytałam najbardziej neutralnym tonem, na jaki było mnie obecnie stać. Miało to brzmieć, jakbym po prostu była ciekawa wszelkich zmian, które nastąpiły w jej życiu. W końcu... Kiedyś dzieliłyśmy znajomych. Wszyscy się znaliśmy. Dziś ta kruszyna była jednak całkiem nową osobą. Chciałam o niej wiedzieć wszystko - szczególnie, jeżeli chodziło o inne kobiety...Ricky Roseberry - 2018-03-06, 17:02 Neutralny ton w jej głosie? Taa na pewno. Sorry, ale nie jestem głupia. Od razu zauważyłam dziwną zmianę w zachowaniu i mówieniu Sami. Oj uwielbiałam to kiedyś. Jej spojrzenia, gdy rozmawiałam z jakąś inną dziewczyną, czy czasem jak przytulałam się do swoich znajomych. Wiedziałam co to oznacza. Zazdrość. Tak naturalna i nie udawana. Ech... Uśmiechnęłam się do siebie i zbliżyłam swoje usta do jej policzka. Złożyłam na nim delikatnego buziaka. Spojrzałam w jej oczy, a mój uśmiech jeszcze bardziej się powiększył.
- Taaak... Mam nowych znajomych. Dziwisz się jeśli dołączyłam do tych, którym pomagasz? - zaśmiałam się nie mówiąc dokładnie, że chodzi mi o bractwo, ale Sami na pewno się domyśli o co mi tak na prawdę chodziło.
- Nie tylko z Aaronem się przyjaźnię. Jest jeszcze Matilda i Brad i jeszcze parę osób. A ty? Masz nowe znajomości? - powiedziałam omijając osoby o których nie miałam zamiaru mówić Sami. Uśmiechnęłam się do niej i położyłam się na kanapie przeciągając. Po chwili jednak wstałam i poszukałam swojej bielizny, którą na siebie założyłam. Nie żebym czuła się źle nago, ale powoli stwierdzałam, że zaczynałam robić się głodna. Podeszłam do biurka i spojrzałam na jedzenie, które zamówiłyśmy. Było już zimne, ale w tym momencie mi to nie przeszkadzało. Złapałam mój Ryż jaśminowy i spojrzałam na Sami odwracając się tak że pupą oparłam się o kant biurka.
- Też głodna? - zapytałam z uśmiechem patrząc na nią znacząco. Chciałam ją jeszcze pokusić, ale wiedziałam jak to może się skończyć, więc szybko się ogarnęłam.Samantha Bartowski - 2018-03-06, 17:30 Czy można się było mi dziwić?
Ricky była śliczną i młodą dziewczyną. Była wygadana, zabawna, otwarta... Mogła się też pochwalić błyskotliwością, co nawet w tym momencie mi udowadniała, gdy czytała ze mnie jak z otwartej księgi. Nie miałam wątpliwości co do tego, że zapewne nie tylko mi zawróciła w głowie. Tym bardziej... Gdy przez 4 lata się nie widziałyśmy.
Rany, przecież sama nie byłam lepsza. Sama próbowałam szczęścia w innych związkach, zazwyczaj kończąc je tragicznie - tak, jakbym po prostu nie nadawała się do żadnych relacji. Jedno rozstanie znosiłam chyba nawet gorzej, niż ucieczkę Roseberry - ale tam przynajmniej wiedziałam, co się stało.
Słuchałam jej słów, jednak z samych imion na pewno nie mogłam wiele wywnioskować, przez co na moje usta w ułamku sekundy nasunęło się pytanie:
- A jacy są? Serio, kruszyno. Chciałabym wiedzieć coś więcej o Twoich nowych znajomościach. Nie wiem... Co razem robicie? Jak spędzacie czas? Bo obstawiam... Że raczej już nie imprezujesz jak dawniej. - Tak, nie miałam co do tego wątpliwości, tym bardziej teraz, gdy wiedziałam, że również należy do bractwa.
Kurwa.
Zrobiło mi się strasznie żal. Mimo, że nie byłam w stanie zobaczyć tego na własne oczy, byłam świadoma jak ciężkie musi być życie w ukryciu. Jak wiele podstawowych dóbr musi im brakować. Nawet nie chciałam myśleć o tym, że to moje maleństwo miałoby żyć w tak tragicznych warunkach...
- Ja? - spytałam, lekko zbita z tropu. - W sumie... Grono moich znajomych przez ostatnie lata diametralnie się zmieniało. - westchnęłam lekko przybita, na myśl o wszystkich relacjach, które musiałam zerwać. Po chwili jednak przywołałam na swoje usta uśmiech. - Ale wiesz. Spotkałam ostatnio Dale'a. Pamiętasz, tego mojego kumpla z gówniarstwa. Opowiadałam Ci o naszych wybrykach. - wyznałam, chyba nawet z lekkim rozbawienie, na samą myśl jak się najebaliśmy jak za dawnych czasów. - Dość blisko jestem też z Alison, z którą... - Przerwałam, gdy tylko zdałam sobie sprawę, jakie to też słowa ślina mi na język przyniosła. Odchrząknęłam i wzięłam łyka ze swojej szklanki, jakby po prostu mi stanęło coś w gardle. - ...spędziłam niejeden babski wieczór. - dokończyłam, zresztą zgodnie z prawdą. No, pół prawdą. W końcu nie chciałam, by brunetka wiedziała o mojej pijackiej naturze - nawet jeśli już za czasów studiów mocno przeginałyśmy z procentami. Tak samo, jak nie chciałam jej jeszcze wyznawać prawdy o blondynce...
- Poza tym, wiesz, kilka neutralnych znajomości, a to z organizacji, a to sąsiedzi... Ale w sumie nic wielkiego. - rzekłam na koniec, wzruszając ramionami, po czym dopiłam do końca pozostałe wino w moim naczyniu.
Gdy dziewczyna wstała, rozlałam resztę trunku do naszych szklanek. Zerknęłam tylko na nią, gdy zaczęła się ubierać.
- Hej, zimno Ci? Mam tu kocyk... - Rzuciłam chyba mimochodem, bo w sumie... Szkoda mi było tych widoków. Sama też nie zamierzałam iść w jej ślady, ale na jej propozycję wyraźnie się rozchmurzyłam.
- W sumie nie obrażę się, jeśli mi coś podrzucisz. - Odparłam z uśmiechem, zostając na kanapie. A co. Na tyle chyba mogłam ją jeszcze wykorzystać, prawda?Ricky Roseberry - 2018-03-06, 20:44 Ciekawość to zaleta, jeśli nie przekracza się granic prawda? No dobra Sami ich nie przekracza, ale nie lubię opowiadać o moich znajomych. No, bo co mogę powiedzieć? Jedyne to co ja cenię i lubię w nich, a przecież to nie są cali oni. Lepiej gdyby po prostu ich poznała, co nie? Ale niestety w tym momencie nie mamy tej możliwości. Może trochę później. Uśmiechnęłam się do niej i przez chwilę zastanawiałam się co jej odpowiedzieć. Zamknęłam oczy i próbowałam sobie przypomnieć jakieś neutralne rozrywki. PO chwili spojrzałam na moją ukochaną z uśmiechem.
- Przedstawię Cię im. Są dość specyficzni, ale za to ich uwielbiam. - zaśmiałam się z tego jak Tilda lub Aaron zawsze się wzbraniają od nazywania ich przyjaciółmi. Za to z Bradem mamy trochę wspólnego, bo sobie pomagamy i się wspieramy. - z Aaronem zazwyczaj trenuję, a z resztą po prostu dobrze mi się gada. Największe wsparcie mam chyba w Bradzie, a on we mnie bo mamy podobne stany umysłu, jeśli wiesz o co chodzi. - mówiąc to ostatnio pokręciłam palcem przy mojej skroni. Nie bałam się mówić o tym co przeżywam, ale nie chciałam za dużo mówić o innych, bo mogli sobie tego nie życzyć. Uśmiechnęłam się do niej kiwając energicznie głową, na to że spotkała Dale'a. Szczerze ucieszyłam się z tego, bo wiedziałam, że nie była w takim razie sama. Uwielbiała o nim opowiadać, a ja zawsze słuchałam jej ze skupieniem. Fascynowała mnie ich znajomość, ale po chwili cała zesztywniałam i napięłam mięśnie.
-Alison, że Blake? - powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Nie lubiłam tej dziewczyny. Była dość.. hmmm... nawet nie wiem jak to ująć. Po prostu nie przypadła mi do gustu i się nie polubiłyśmy. Zazwyczaj nasze rozmowy kończyły się na potyczkach słownych i wolałam ją omijać, tak było bezpieczniej. Zauważyłam Przerwę w opowiadaniu Sami, ale nie zwróciłam na nią zbytniej uwagi, gdy usłyszałam to imię. Już mi się to nie spodobało, ale nie będę przecież zabraniała jej przyjaźni z kimkolwiek, póki wie co robi. Ja nie muszę od razu kochać jej przyjaciół. Zaśmiałam się na jej stwierdzenie z kocykiem, ale nic na to nie odpowiedziałam, bo i po co. Przecież nie będę paradowała z gołym tyłkiem po całym pokoju, bo ona chce sobie popatrzeć. Jeśli będzie chciała to sama mnie ponownie rozbierze. Uśmiechnęłam się do niej promiennie, gdy potwierdziła że chce coś zjeść. A już się bałam że będę musiała ją zmuszać do jedzenia. Haha bo do tego mogę i mam kilka chwytów, gdyby nie chciała mi ładnie jeść po tak wyczerpującym dniu. Nie chciało mi się wypakowywać wszystkiego więc wzięłam całe nasze zamówienie i położyłam na kanapie przed nią, a sama się usadowiłam obok.
- A już myślałam, że będę musiała Cię karmić. - powiedziałam patrząc na nią i miałam nadzieję, że zrozumie mój podtekst, którym nawiązywałam do wcześniejszych moich słów sprzed naszych zbliżeń. Otworzyłam mój posiłek i włożyłam część do ust. Jejuuuu jaka ja byłam głodna, a jak dawno nie jadłam Tajskiego żarcia. Zamknęłam oczy rozkoszując się tym smakiem przez chwilę z uśmiechem na twarzy. Oj tak zdecydowanie nie mogłam sobie pozwolić na takie dobroci za często.Samantha Bartowski - 2018-03-06, 21:47 Przyglądałam się dziewczynie, czekając na jej odpowiedź. Analizowałam wszystko, co mogło się w niej zmienić. Każdą cechę wyglądu, która choć trochę odbiegała od tego wizerunku, w jakim ją zapamiętałam. Uśmiechnęłam się na myśl, że ta ślicznotka chyba z każdym rokiem musiała stawać się coraz piękniejsza, nawet mimo swoich problemów.
- Oh, wymijająca odpowiedź. Ale luz. W sumie... Z chęcią poznam Twoich bliskich. Kiedyś... - skomentowałam jej wypowiedź niby neutralnie, jednak nie byłam pewna, czy serio chcę to robić. Chyba... Chyba chciałam ją mieć dla siebie na własność, z nikim się nie dzielić.
Przekręciłam lekko głowę, widząc jej gest przy skroni, a na mojej twarzy zagościła mina niedowierzania z rozbawieniem. Gdyby w tej chwili brunetka siedziała koło mnie, zapewne od razu chwyciłabym jej dłoń. Nie uważałam jej za osobę nienormalną czy szaloną. Nie w tym negatywnym aspekcie. Dla mnie była najukochańszą, najcudowniejszą istotą na ziemi. I tego nic nie mogło zmienić - nawet jej problemy.
Ups...
Już sama reakcja dziewczyny mnie zmartwiła. A gdy usłyszałam nazwisko mojej przyjaciółki... Sama też zamarłam.
- No... Ale... Skąd wiesz? - Zapytałam wyraźnie w szoku. Czyżby jednak coś wiedziała o mojej relacji? Nie, to było głupie. Skąd miałaby to niby wiedzieć? Czy mogły się przyjaźnić? Też raczej nie, wtedy nie zareagowałaby tak negatywnie. Zrobiło mi się gorąco na samą myśl, że cokolwiek może je łączyć, a kropelki potu zaczęły zbierać się na moim czole. Niedobrze... Bardzo niedobrze...
Przesunęłam się na kanapie widząc, jak wraca do mnie z łapkami pełnymi jedzenia. W sumie... Zgłodniałam dopiero, gdy ta ślicznotka wspomniała o jedzeniu. Tak pewnie bym mogła zasnąć, wtulona w jej ramiona, wierząc, że jutro nigdy nie nadejdzie i nie odważy się wybudzać mnie z tego pięknego snu...
- W sumie nie obrażę się, jeśli jednak to zrobisz. - Rzuciłam pół-żartem, otwierając własną gębę. Liczyłam, że Roseberry da mi spróbować swojego dania. Kiedyś non stop podbierałyśmy sobie nawzajem pożywienie z talerzy. Dlaczego więc dzisiaj też tego nie powtórzyć?Ricky Roseberry - 2018-03-06, 22:36 Właśnie to było moim celem, żeby się chociaż troszkę uśmiechnęła gdy wykonałam ten gest. Niech wie że nie traktuję tej choroby poważnie, żeby nie musiała się o mnie martwić, bo dam sobie z nią radę sama, albo z pomocą Brada bo to też wchodziło w grę.
Usłyszałam jej niepewność w głosie i spojrzałam na nią zaciekawiona czemu tak zareagowała, ale nie chciałam drążyć tematu. Może jej o mnie mówiła i teraz się bała że to wyjdzie. Nie wiem, ale jakoś mało mnie to obchodziło. Alison nie była tematem na rozmowy w tym momencie. I tak popsułam sobie tym humor, ale przynajmniej miałam na kogo popatrzeć.
- Nie chce o niej gadać. - powiedziałam biorąc głęboki oddech i po chwili spojrzałam w oczy Sami. Tak zdecydowanie będzie się dopytywała. - nie znoszę tej su.. znaczy jej. - ugryzłam się w język, bo to jednak była jej przyjaciółka, więc nie wypada, żebym przenosiła na nią moją agresję do tej blondyny. Wzięłam głęboki oddech i potrząsnęłam głową tak jakbym chciała wyrzucić z niej niepotrzebne myśli.
Nie chciałam teraz ruszać tematu kogo lubimy, a kogo nie. Wydawało się to neutralnym gruntem a tu proszę jakie niespodzianki. Prychłam z własnych głupich przemyśleń. Na serio miałyśmy nawet wspólnych "znajomych", a nie wiedziałyśmy o swoim istnieniu tutaj? To była totalna porażka.
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem, gdy usłyszałam jej komentarz. Zaśmiałam się, ale dałam jej spróbować mojego ryżu. To przynosiło ze sobą tyle wspomnień, że spojrzałam na dania, które zamówiłyśmy. Przez chwilę się zastanowiłam nad tym co wzięłyśmy. Spojrzałam z powrotem na Sami z przymrużonymi oczami.
- Czy to nie jest takie zamówienie jak zrobiłyśmy na pierwszej naszej nocce? - zapytałam. Nie pamiętałam dokładnie co wtedy jadłyśmy, ale wydawało mi się, że przynajmniej ryż jaśminowy wtedy był, bo śmiałam się że mam podwójną porcję Jaśminu. Pewnie też nie będzie pamiętała, ale chciało mi się śmiać. Tak zdecydowanie już mi odwalało. Złapałam szklankę z resztą wina i podniosłam do góry.
- Za ponowne pierwsze spotkanie. - zaśmiałam się i napiłam się łyk alkoholu, po którym się skrzywiłam. Taaak chyba zaczynałam mieć dosyć mieszania wódki z winem.Samantha Bartowski - 2018-03-07, 13:07 Wyraźnie się skrzywiłam na reakcję dziewczyny. Nie ważne było, co w tym momencie i przed laty nas łączyło - nie mogłam przecież odmówić jakichkolwiek uczuć Alison. Co prawda, nie mogłam tych emocji nazwać miłością. Ale przyjaźnią, może nawet pożądaniem? W końcu coś nas ku sobie przyciągało, z jakiegoś powodu te kilkanaście dni temu dałyśmy się ponieść pod wpływem alkoholu...
Nie chciała o niej gadać, a jednak nie miała problemu, by prawie ją obrazić?
- Coś Ci zrobiła, że tak o niej mówisz? - zapytałam wyraźnie zniesmaczona, po czym przejechałam otwartą dłonią po swoich włosach, zaczesując je lekko do tyłu. Podchodziłam do tego zbyt emocjonalnie i wiedziałam, że muszę się ogarnąć, żeby przypadkiem za chwilę nie wypalić, że "no ta, bo wiesz, w sumie to z nią spałam. I w sumie teraz tak trochę mamy niewyjaśnioną sytuację i prawdopodobnie właśnie ją zdradziłam z Tobą". No, nie ma co. Supi wyznanie. Tylko czekam, żeby w końcu móc je z siebie wypuścić!
Widząc jej spojrzenie, gdy dawała mi spróbować zamówionego dania, zmarszczyłam lekko brwi, po czym wypaliłam z buzią pełną ryżu:
- No co? - miałam pełne prawo do sprawdzenia, czy dostarczone nam jedzenie nie jest przypadkiem zatrute! Tak, dokładnie tak miałam zamiar się tłumaczyć, gdyby ta chciała mi zarzucić, że podkradam jej zamówienie. Po chwili sama złapałam jeden z pojemników, w którym znajdywały się zasmażane warzywa w sosie curry. Nim zdążyłam wziąć chociaż kęs z pojemnika przede mną, doszedł mnie komentarz tej ślicznoty. Chwila zastanowienia i na mojej twarzy zagościł promienny uśmiech. - Wiesz. W sumie zależy, co uznamy za pierwszą nockę. - stwierdziłam, przy jednoczesnym uniesieniu brwi w dość... Dwuznaczny sposób. - Nockę, że nockę, czy ten wieczór, gdy zaczęłyśmy być razem? Bo jak to drugie, to ja pamiętam tylko piwo. - Dodałam na koniec, po czym się roześmiałam. Ricky bez problemu mogła też wyczuć akcent na pewnej części mojej wypowiedzi, co mogło wprost sugerować nasze pierwsze zbliżenie.
Nie minęła też chwila, jak tym razem to brunetka próbowała upić mnie! Chwyciłam więc swoją szklankę, stukając się nią w zdecydowanie zbyt entuzjastycznym ruchu, co spowodowało wylanie odrobiny trunku prosto na nas. Wyjątkowo jak na mnie, zaśmiałam się na ten akt niezdarności. - I za nas. - Dodałam ze śmiechem, po czym upiłam kilka łyków ze swojego szkła...Ricky Roseberry - 2018-03-07, 13:30 Skrzywiłam się. Wiedziałam, że w tym momencie przesadziłam. Może i nie dokończyłam, ale dobrze wiedziałyśmy o co mi chodzi. To nie było na miejscu, bo przecież one się przyjaźniły, a ja nie miałam prawa wpychać się w pomiędzy nie. To co ja czułam do danej osoby po prostu powinno zostać dla mnie, ale przy Sami miałam zdecydowanie za długi język.
Spojrzałam na nią, gdy przejechała ręką po włosach. Była perfekcyjna w swoich odruchach.
- Nic szczególnego. Po prostu irytuje mnie jej wyniosłość. Uważa się za nie wiadomo kogo. - oznajmiłam. Tak zdecydowanie miałam za długi język. Ech.. skrzywiłam się i spuściłam głowę. Zdecydowanie nie chciałam teraz widzieć reakcji Sami. Przesadzałam zdecydowanie za bardzo. Miałam jedynie nadzieję, że mnie za to nie pogryzie, bo przecież sama mnie pytała. Zaśmiałam się z jej reakcji na moją minę. Tak bardzo brakowało mi jej towarzystwa, ale po chwili się zastanowiłam nad tym co powiedziała. Tak zdecydowanie sama nie wiedziałam, o które spotkanie mi bardziej chodziło. Zaśmiałam się z jej stwierdzenia.
- A z pierwszej nocki pamiętasz więcej? - zapytałam podłapując podtekst. Chciałam wiedzieć ile pamiętała o mnie, a co chciała wymazać ze swoich myśli.
Po sekundzie poczułam jak jestem mokra. Tak byłyśmy nie uważne. Zaśmiałam się i upiłam kilka łyków wina. Miałam ochotę na coś mocniejszego, ale w tym momencie wolałam coś zjeść niż pić na pusty żołądek.Samantha Bartowski - 2018-03-07, 19:05 Słowa brunetki dały mi do myślenia. Rzeczywiście. Alison często zachowywała się niczym mała księżniczka, zawsze musiała postawić na swoim i rzeczywiście często mogła się stawiać ponad innymi. Taka typowa Mean Girl. Ale gdy poznało się ją lepiej... No dobra, nie traciła swojego usposobienia. Ale okazywała też wiele cech niewidocznych na pierwszy rzut oka. Była niesamowicie odważna, potrafiła wykazać się altruizmem, a nawet - była jedną z nielicznych osób, które potrafiły dotrzymać mi tempa w piciu. No i... Mimo tak wielkich wyrzutów sumienia, wciąż nie mogłam zapomnieć o naszej wspólnej nocy...
Na samo to wspomnienie na mojej twarzy zagościł rumieniec i musiałam potrząsnąć głową, by wyzbyć się tych wszystkich myśli. Nie chciałam ich, nie teraz, nie przy Ricky, gdzie jedynym, co powinno mnie pochłaniać - miała być ona. Moja mała kruszyna.
Zignorowałam więc jej słowa, wzdychając, by chociaż trochę dotlenić własny organizm. Już sama nie miałam ochoty ciągnąć tego tematu. Nie chciałam, by ta noc, choć zaczęta pięknie - zakończyła się tragicznie.
Przełknęłam kilka kęsów swojej potrawy z curry, nim Ricky zadała mi pytanie na temat naszej pierwszej nocy. Przygryzłam swoją dolną wargę w lekkim uśmiechu, odkładając pojemnik z jedzeniem gdzieś na bok. Nim jej odpowiedziałam, musiałam jednak załatwić jedną bardzo ważną rzecz - w końcu nie mogłam pozwolić, by to rozlane wino spłynęło na tapicerkę mojej kanapy, prawda? Dlatego też schyliłam się lekko, by zlizać tą odrobinę trunku, która zatrzymała się na udzie mojej ślicznotki. Uśmiechnęłam się szelmowsko, gdy tylko ponownie się wyprostowałam, pozbawiłam dziewczynę jej jaśminowego ryżu i złapałam jej - w tym momencie- już wolną dłoń, składając na niej krótkiego buziaka.
- Pamiętam bardzo wiele. Rzeczywiście, jadłyśmy wtedy prawie to samo. Dalej też pamiętam ten Twój żart z Jaśminem. Pamiętam jak włączyłyśmy Euro Tripa, a ostatecznie w ogóle go nie oglądałyśmy, tylko zaczęłyśmy się rzucać popcornem. Pamiętam, że piłyśmy wtedy piwo z białym bzem. Pamiętam Twój nieśmiały wzrok, gdy pierwszy raz miałyśmy okazję się zobaczyć takimi, jakimi Bóg nas stworzył. I jeszcze... Jak zasnęłyśmy na tym wielkim misiu, którego dostałaś ode mnie po zdanych egzaminach... - Wspominałam, z lekkością w głosie. To były te miłe wspomnienia, którymi chciałam się karmić. To były rzeczy, do których chciałam wracać. I to były wydarzenia, które jak najbardziej chciałam móc powtórzyć, o ile tylko Roseberry zechce mi w tym towarzyszyć...
Wzięłam kolejnego, większego łyka ze swojej szklanki, jednocześnie wciąż gładząc dziewczynę po jej dłoni. Była taka miękka, gładka, jak gdyby Ricky nie robiła nic, tylko o nie dbała. Była piękna w każdym calu i wciąż nie mogłam się nadziwić, jakim cudem takie istne bóstwo może chodzić po tej planecie, a - co więcej - być przy mnie. To było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe... Czy właśnie dlatego, być może podświadomie, próbowałam to samej sabotować? Czy serio, mimo mojej miłości, mimo pożądania... Uważałam się za niegodną jej uczucia?Ricky Roseberry - 2018-03-07, 23:40 Czy zyskuje, gdy się ją pozna? Nie wiem nie jestem w stanie tego zobaczyć, bo zawsze się kłócimy. Nie wiem czemu tak wyszło, może dlatego że ja sama też jestem dość pewna siebie i uważam ją za moją konkurencję? Nie wiem, ale jakoś mało mnie ona obchodziła, póki się mijamy to jest bardzo dobrze i spokojnie. I niech tak zostanie.
Zastanowiła mnie reakcja Sami. Zaniepokoiłam się i patrzyłam na nią zaintrygowana.
Rumieniec?
Rumieniec na wspomnienie o moim wrogu, a jej przyjaciółce? Przyjaciółka. Kurwa czy powinnam być zazdrosna o jej przyjaciółkę? Dobra Sami była zazdrosna o moją. Może miała jakieś podstawy? Jeśli ona i Alison.. Wwwrrrrr... Wzdrygnęłam się na tą myśl i napięłam na sekundę mięśnie. Zdecydowanie nie podobała mi się ta myśl. Czy powinnam zapytać? A jeśli przesadzę? Nie nie mogę teraz mieć takich dylematów. To nie pomaga. Zerknęłam na Samanthe i wtedy to poczułam. Odstawiłam swój ryż na bok i przekrzywiłam głowę by móc spojrzeć w oczy Sami.
- Kochanie. Masz dyplom z psychologii, a ja mam stany pod depresyjne i też wiem jak je zauważać u siebie i u innych. W tym momencie mam dylemat, z który nie mogę sobie poradzić, a ty chciałaś poznać moje myśli. Mogę zadać Ci pytanie? - mówiłam dosyć spokojnie i delikatnie dobierałam słowa. Musiałam podejść na spokojnie do tego tematu i właśnie tak próbowałam to zrobić. Wypiłam łyka wina na rozluźnienie i poczułam to co robiła Sami na co przeszły mnie ciarki a ja cicho jęknęłam. Po chwili jednak usłyszałam jej historię, a na każde kolejne słowo coraz bardziej się uśmiechałam. Tak pamiętała wszystko. Dokładnie tak jak ja.
- No chodź tutaj mój kwiatuszku. - powiedziałam ze śmiechem i ją pocałowałam delikatnie w usta. Odsunęłam się i spojrzałam jej w oczy. - Aaaaa Fred? Nadal go mam. - zaśmiałam się i palnęłam w czoło. Tak mam tego misiaka i doskonale pamiętałam czemu dostał takie imię a nie inne chociaż Sami stwierdziła, że to chore nazywać tak pluszaka.
- Jestem tutaj i nigdzie nie ucieknę. - powiedziałam patrząc na nasze dłonie i czując jak mnie głaszczę. Zauważyłam że upewniała się, że tutaj jestem. Tak nie jestem duchem siedzę tutaj i nigdzie się nie wybieram. Było mi tu dobrze. Czułam że żyję. Może nie było to w stu procentach to co było kiedyś, bo wiedziałam, że moja koleżanka depresja nas podglądała, ale czułam też, że przy Sami mi nic nie grozi, więc nie musiałam się niczego bać.Samantha Bartowski - 2018-03-08, 00:29 Kurwa.
Chyba było źle. Czyżby własny organizm właśnie zrobił mnie w konia? Jestem pewna, że zauważyłam... Zdenerwowanie? Irytację? Strach? Chyba... Jej twarz chyba właśnie prezentowała mieszankę tych wszystkich uczuć. I to tuż... Tuż po mojej myśli o Alison. Proszę, niech się okaże, że za dużo wypiłam. Proszę, ona nie mogła wyczuć, że coś jest nie tak. Nie teraz. Nie w tej chwili.
Wzięłam głębszy wdech, słysząc jej słowa. Dalej chciałam wierzyć, że może jednak tylko chce się otworzyć? O coś zapytać? Może samej wyrzucić coś, co jej ciążyło na sercu?
- Zawsze i wszędzie. Co jest? - zapytałam, starając się, by mój ton był neutralny i nie zdradzał moich zmartwień. Na prawdę liczyłam, że w tym momencie niepotrzebnie panikuję...
Po chwili, objęłam ją ramieniem. Chciałam czuć ją blisko. I bez problemu dałam się namówić na tego buziaka. Zrobiło mi się ciepło, tam gdzieś w środeczku, gdy powiedziała, że wciąż trzyma tego pluszaka. Nie chciało mi się w to wierzyć. Myślałam, że jak opuszczała Seattle, to chciała zostawić wszystko za sobą. Nawet tego czarnego potwora. A jednak... Myliłam się.
- Dalej twierdzę, że musiałaś mieć coś na bani gdy dawałaś mu imię. - stwierdziłam z rozbawieniem, jakbym czytała jej w myślach. No jak nic, musiała wtedy coś brać. Nikt o zdrowych zmysłach nie nazywałby tak miśka, z którym sypia po nocach. A najgorsze, że nawet nie chciała mi dać namiaru na tego dealera, który musiał jej sprzedać coś trefnego - więc nawet nie wiedziałam, kogo unikać, haha.
- Wiem, że jesteś. A jednak... Wydaje mi się, że śnię. - Wyszeptałam, z lekkim rozmarzeniem, ponownie łapiąc jej dłoń, bardziej zdecydowanie i składając na niej kolejnego całusa dzisiejszego wieczoru. Tych u mnie co nie miara...Ricky Roseberry - 2018-03-08, 00:48 Tak bałam się tego co mogłam za chwilę usłyszeć, ale nie było już teraz odwrotu. Wiedziałam że jak już zaczęłam to trzeba skończyć. Poprawiłam się wygodniej na kanapie i zamknęłam oczy, by ułożyć sobie to pytanie w głowie. Nie wiedziałam czy robię źle czy dobrze, ale musiałam wiedzieć. Nie dawałoby mi to spokoju i w najmniej odpowiednim momencie dorwało mój umysł. Tak zdecydowanie chciałam mieć to już za sobą. Wypiłam resztę wina ze szklanki i odstawiłam szkło. Spojrzałam w jej oczka i wzięłam ostatnio głęboki wdech. Nie powinnam tego tak odwlekać. Trzeba walić prosto z mostu.
- Ja nie miałam nikogo oprócz Ciebie, a Ty? Miałaś kogoś lub z kimś sypiałaś? - zapytałam po chwili i czekałam na odpowiedź wpatrując się w każdą jej reakcję. Nie chciałam pominąć niczego, ani też nie sugerować że może coś łączyło ją z Alison. Wiedziałam, że nie byłyśmy ze sobą, ale jednak bałam się jej odpowiedzi.
- Ej nie obrażaj mi mojego Fredzika. - po chwili zaśmiałam się z jej stwierdzenia. No co mogłam przynajmniej z Fredem spędzać przyjemne noce, a tak to jak bym go nazywała? Z resztą to była chwila i to imię się przyjęło. Tak zostało i tak będzie już na zawsze. Z resztą komu ono przeszkadza przecież nie wyprowadzam go na spacerki. Poczułam na swojej dłoni pocałunki i spojrzałam na moją Sami z uśmiechem. Tak zdecydowanie nie śniłyśmy, ani ona ani ja. To było najcudowniejsze uczucie jakie teraz mogłyśmy osiągnąć. Poczucie bezpieczeństwa i bliskości drugiej osoby. Sięgnęłam po pudełeczko z ryżem i dokończyłam jedzenie, a po chwili przeciągnęłam się i sięgnęłam po swój telefon. Włączyłam go, ale nie było na nim żadnych wiadomości. Odetchnęłam cicho i spojrzałam na zegarek. Tak był już wieczór, albo jak dla innych można powiedzieć, że noc. Uśmiechnęłam się delikatnie, że czas tak szybko mi uciekł, ale po chwili jednak posmutniałam, bo to oznaczało, że mamy coraz mniej czasu dla siebie.Samantha Bartowski - 2018-03-08, 01:10 A jednak. Spytała. Musiała coś dostrzec, znikąd by o to nie pytała, prawda?
Nie powiem, ulżyło mi, gdy usłyszałam, ze ona nikogo nie miała, mimo, że zdawałam sobie sprawę, dlaczego tak było. Depresja. Przecież w stanach depresyjnych ledwo się myśli o sobie, a co dopiero o innych ludziach... To było straszne.
Jednak jeszcze straszniejsze było to, jak ja próbowałam sobie odbić stratę. Już pomijając nawet kwestię tych wszystkich litrów alkoholu, które w siebie wlałam.
Kłamać? Mówić prawdę? Miałam teraz straszny dylemat i nie wiedziałam, co zrobić.
- Ja... - Zaczęłam, wyraźnie przybita. Wzięłam głębszy wdech i biorąc przykład z Roseberry - również przechyliłam szklankę, dopijając wino do końca. - Serio chcesz to wiedzieć? - zapytałam, licząc, że jednak mi odmówi. Wiedziałam jednak, że to się nie stanie. Za dobrze ją znałam. No i jej wzrok... Mówił wszystko. Jeśli nie powiem jej tego teraz, a ona w przyszłości się o wszystkim dowie... Pęknie jej serce.
Wdech, wydech, wdech...
- No, spotykałam się z innymi. - Wydusiłam w końcu z siebie. - Najgorsze, że większość tych... Relacji, była bardzo nierozważna. Ot, poznałam kogoś w klubie i coś szło dalej... Zazwyczaj tragicznie się kończąc. - stwierdziłam z westchnieniem, ze szczególną złością rozpamiętując teraz związek z Artemis. Krótki, intensywny... I cholernie bolesny. - Podejrzewam, że już się domyślasz. Tak, z Alison też mnie coś... W sumie nawet nie wiem jak to powiedzieć... - stwierdziłam dość żałośnie, zasłaniając swoje oczy dłonią i je przecierając palcami, biorąc kolejny wdech. - Mamy skomplikowaną relację w tym momencie, Rick. Nie wiem... Nie wiem, jak inaczej to ubrać w słowa... - wydukałam, czując, jak moje serce podskakuje coraz wyżej, jak podchodzi mi do gardła a ciśnienie znacząco mi wzrasta. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Szybko jednak złapałam obiema dłońmi ręce mojej partnerki. - Kruszyno... Ja... Naprawdę, kocham tylko Ciebie. Ale... Zniknęłaś. Ja... Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Nie wiedziałam, jak zapełnić tą pustkę. Ja... - Nawet nie wiedziałam, co więcej powiedzieć, byle tylko mieć pewność, że ta się za chwilę nie ubierze i nie zniknie za framugą drzwi, gdy ja nawet nie będę w stanie jej dogonić. Teraz mogłam wierzyć tylko w jej zrozumienie...Ricky Roseberry - 2018-03-08, 10:46 Wiedziałam. Po prostu przewidziałam przyszłość, a raczej przeszłość. Ech nie ważne.. Nie nie byłam zła, może odrobinkę za Alison, ale mogłam się przecież tego spodziewać. Każdy radzi sobie jak może prawda? Ja się odseparowałam, a Sami próbowała znaleźć pocieszyciela. Ja przecież nie byłam lepsza, bo jednak też miałam ochotę się przed kimś otworzyć. Tylko że kobiety mi nie podpasowały i wolałam zaprzyjaźnić się z facetami. To troszkę inna sytuacja, bo przecież nie raz byłam w klubie i stawiałam panią drinki, ale na dłuższą metę do niczego nie doszło. Wstrzymałam oddech i słuchałam nic nie mówiąc. W momencie kiedy opowiadała o Alison w moich oczach pojawiły się łzy, ale szybko je odgoniłam. Westchnęłam ociężale i spojrzałam na Sami.
- Weszłam pomiędzy was? - zapytałam, gdy nazwała tą relację skomplikowaną. Bo podejrzewałam, że to ja byłam tą komplikacją. Wzięłam głęboki wdech krzywiąc się i potrząsając głową. Nie chciałam już tego słuchać, a gdy poczułam dotyk Sami odsunęłam dłonie. Nie chciałam jej zranić ani odepchnąć, ale zorientowałam się, że tak mogła się poczuć. Spojrzałam jej w oczy i blado się uśmiechnęłam.
- Rozumiem. - to jedno słowo, a potrzebowałam tyle sił, by je powiedzieć. Faktycznie rozumiałam i domyślałam się, że właśnie tak mogło się dziać, ale łzy mnie w tym momencie już nie słuchały i jedna popłynęła po policzku. Szybko odwróciłam głowę i wzięłam głęboki wdech, żeby uspokoić swoje myśli i serce. Zabolało. Zabolało jak cholera, ale nie mogłam jej tego wypominać, prawda? Przynajmniej nie teraz, gdy ona ma wystarczające wyrzuty sumienia i mętlik w głowie. Z resztą ja też. Wiedziałam jedno. Alison Blake jest dla mnie w tym momencie skończona i nie ręczę za swoje czyny jeśli ją gdzieś spotkam. Po prostu jest osobą dla mnie martwą.
Dłonie automatycznie zacisnęły mi się w pięści tak mocno że moje palce zrobiły się białe. Zdecydowanie nie radziłam sobie z tymi emocjami. Wstałam z łóżka i zaczęłam przechadzać się po pokoju licząc swoje kroki. Tak czasem to pomagało, miałam nadzieję, że tym razem też zadziała. Kilka głębokich wdechów i rozluźnienie mięśni. Tak pomaga fizycznie, ale psychicznie byłam wykończona. Uklęknęłam na podłodze przed Sami łapiąc jej spojrzenie.
- W tym momencie jestem pewna dwóch rzeczy. Po pierwsze. Kocham Cię i nie ważne co robiłaś, jesteś moją Sami, a po drugie żałuję, że nie jestem upita naćpana czy cokolwiek innego, bo przeraża mnie to co dzieję się w mojej głowie. - powiedziałam i zasłoniłam dłońmi twarz. Nie próbowałam nawet powstrzymać łez, bo to nic by nie dało. Po prostu się rozpłakałam. Miałam serdecznie dosyć.