To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Centrum Administracyjne - Z zewnątrz

Mistrz Gry - 2018-05-20, 16:07

Rzuty:
Ukryj: 
Tej nocy wiele emocji towarzyszyło naszym bohaterom – strach, zwątpienie, złość, determinacja... Któż mógł się jednak spodziewać, że tak wiele uczuć zdoła zawładnąć człowiekiem przez użycie tylko jednego słowa?
Ronnie zaparł się, zapewne powstrzymując się przed krzykiem idealnie odzwierciedlającym jego odczucia, gdy Paul zauważył jego specyficzną posturę. Widać myśl o tej biednej dziewczynie, która przed chwilą przeskoczyła przez klapę w ścianie, dała mu niezwykłą motywację, by ruszyć na swego przeciwnika z całą posiadaną siłą. Henderson już prostował ręce przed sobą z zamiarem wykorzystania po raz kolejny swej mocy. Na jego nieszczęście – dokładnie w tym momencie Jenkins wpadł w niego, pozbawiając go na ułamek sekundy równowagi.

I nie tylko Vibe'owi w tej chwili towarzyszył pech – również Leon nie był wystarczająco szybki, by użyć swej mocy nim pociski do niego dolecą. Jedna ze strzałek wbiła się w jego ramię, rozprowadzając po jego organizmie mutazynę. I mimo, że po chwili powietrze zaburzyło tor lotu pozostałych, mężczyzna zaczął tracić swoją moc. Nie będzie mógł się nią dłużej wspierać.

Mutanci zebrani w korytarzu mogli też w tym momencie zauważyć specyficzne zachowanie jednej kuli, która w momencie dotknięcia podłogi – zmieniła lekko swój wygląd, przypominając swoją budową niewielkiego pajączka. Dioda na nim zaczęła się błyszczeć, a po chwili – można było zauważyć dość silne wyładowanie elektryczne. Hawthrone z pewnością w tej chwili mógł się cieszyć, że pominęło go bliskie spotkanie z tym wynalazkiem...

Cieszyć się jednak nie mógł ani Aaron, ani Christian – podczas próby odciągnięcia swojego kompana, Bartowski niemalże wystawił się pod ostrzał D.O.G.S.ów, przez co jeden z tych tajemniczych, małych pajączków trafił również jego. Obaj mężczyźni odczuli na własnej skórze ból spowodowany nagłym wyładowaniem, gdy po chwili padli na ziemię niezdolni do ruchu – pozostawali jednak w pełni świadomi.

Na heroiczną próbę pokusił się również Andy, który na własną, chudą klatę przyjął pocisk kierowany na jednego z pozostawionych pod jego opieką mutków. Nie przemyślał tego jednak do końca – podobnie jak Leona, trafiła go strzałka ze specyfikiem leczącym mutacje. Musiał się więc zdziwić, gdy z jego dłoni nie wystrzelił ani jeden, choćby najmniejszy kawałek nefrytu...

Na zewnątrz sytuacja nie była jednak ani trochę spokojniejsza – Fay nerwowo stała przy bramie, trzymając w dłoniach laptopa i obserwując migające literki na ekranie. Większości pojawiających się okien i komend nie rozumiała. Co ją jednak zmartwiło, to krótka wiadomość od jej przyjaciela – nie był w stanie włamać się do bazy danych D.O.G.S. w celu odnalezienia pożądanego hasła. Świecąca do tej pory na czerwono dioda zamigotała i zmieniła kolor na zielony. Było więc pewne, że od zewnątrz zadanie zostało już wykonane. Haczyk był jednak taki, że laptop nie mógł zostać odłączony od zamka – w innym wypadku próba otwarcia pójdzie na marne. Teraz pozostawało tylko czekać, aż ktoś od środka dokończy to zadanie...

Czy tym kimś mogła być Shivali?
Gdy tylko znalazła chwilę, by ochłonąć i się uspokoić, przypomniała sobie bardzo dziwną sytuację z minionego tygodnia – gdy właśnie przez tą klapę wyprowadzano dziwnego, chudego mężczyznę, który wyglądał na opętanego. Krzyczał tajemniczy kod, który z jakiegoś powodu utkwił w pamięci kobiety:
- 1 RAZY 4, AHAHAHAHA, 2 RAZY 3, SZALEŃCY, 2 RAZY 6, AHAHAHA, 2 RAZY 3, ŻE NIBY JA?! HAHA, 1 RAZY 8, SZALEŃCEM! 3 RAZY 9, NIGDY MNIE NIE ZŁAPIECIE, HAHAHAHA, 2 RAZY 5, UCIEKN? OD ŻYCIA ALE MNIE NIE ZŁAMIECIE! 1 RAZY 2...
Ekran przy bramie był wyposażony w niewielką, tradycyjną klawiaturę. Była ona pozbawiona panelu numerycznego. O co więc mogło chodzić z tymi wszystkimi liczbami? I czy to w ogóle mogło mieć tu znaczenie, czy może niepotrzebnie od wielu dni kobieta zaprzątała sobie głowę tym tajemniczym kodem?!

Żołnierze rządu, widząc efekty swoich trafień, przygotowali broń do dalszego ostrzału – zanim jednak zaatakowali, czekali na sygnał od swego dowódcy. Ten jednak ponownie próbował do was przemówić – nawet widząc przepychającego się Paula z Ronniem.
- Stać! Macie prawo cofnąć się do swych cel, mutanci. - Rzucił, w kierunku trójki mutantów, którzy po obronie ze strony Darka próbowali przejść dalej korytarzem, ostatecznie zatrzymując się za Leonem. - A wy – moja propozycja jest dalej aktualna. Oferuję wam wolność w zamian za... Pomoc. Odmowa skutkować będzie zatrzymaniem was na terapię w naszym ośrodku. - Wygłaszał swą przemowę, bardzo pewnym tonem. Prawdopodobnie, zwracał na siebie waszą uwagę, dzięki czemu jeden z członków oddziału Ambrose'a mógł bez problemu wyciągnąć mniejszą wersję świecy i przygotować ją do ewentualnego użytku.
_______________________________________


• Na odpisy macie czas do godziny 21:00, 21.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Warunkiem do odpisu MG jest udział ponad połowy użytkowników w danej turze – w innym wypadku odpis przekładany jest o kolejne 12 lub 24 godziny.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.
• Utrata żywotności:

Statystyki:
Ukryj: 
Numer porządkowy: 1
Dane: Aaron Bartowski
Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 85%
Opanowanie: 92%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3], niewielka rana kłuta na boku brzucha z lekkim obiciem.
Numer porządkowy: 2
Dane: Leon Hawthrone
Ekwipunek: pistolet + 3 mag., nóż, kusza
Żywotność: 86%
Opanowanie: 94%
Inne: Aerokineza [???]
Numer porządkowy: 3
Dane: Fay Murphy
Ekwipunek: 2x raniuszek amerykański, tyran zachodni, rewolwer + 4 magazynki
Żywotność: 98%
Opanowanie: 85%
Inne: Kontrola nad zwierzętami [5/2]
Numer porządkowy: 4
Dane: Ronnie Henderson
Ekwipunek: Broń palna + 3 mag. x33, nóż myśliwski (składany), zapalniczka
Żywotność: 98%
Opanowanie: 93%
Inne: Przyspieszenie molekularne (eksplozje) [5/3]
Numer porządkowy: 5
Dane: Andy Dark
Ekwipunek: brak.
Żywotność: 100%
Opanowanie: 98%
Inne:Panowanie nad Nefrytem [6/2]
Numer porządkowy: 6
Dane: Christian Spivey
Ekwipunek: broń, butelka wody
Żywotność: 96%
Opanowanie: 100%
Inne: Kriokineza [4/3]
Numer porządkowy: 7
Dane: Paul Jenkins
Ekwipunek: krótkofalówka, pistolet ze strzałkami z mutazyną, pistolet Glock (17 naboi)
Żywotność: 82%
Opanowanie: 100%
Inne: poparzona dłoń
Numer porządkowy: 8
Dane: Shivali Nyberg
Ekwipunek: -
Żywotność: 100%
Opanowanie: 93%
Inne: Więź telepatyczna [5-2]

ronnie henderson - 2018-05-21, 19:58

Mężczyzna wpadł na niego z impetem, co całkowicie wytrąciło go z równowagi. Skupił się na tym, aby uderzenie nie zwaliło go z nóg. Stracił panowanie nad sytuacją. Ostatecznie broń została w rękach dogs, a on no cóż… z ręką w nocniku. Ponownie więc zaatakował agenta dogs, znów próbując złapać go za szyję i przycisnąć do siebie, by się nim zasłonić przed ewentualnymi strzałami. Naprawdę chciał się go pozbyć, bo jak do tej pory miał z nim same problemy. I po co człowiekowi sumienie, skoro w takich sytuacjach zamiast zabić, wciąż miał jeszcze większe problemy? Powinien przypomnieć sobie o tym, że tacy jak on w przeszłości nie zawahali się, gdy trzeba było strzelić mu w łeb, a gdy okazało się, że zamiast trafić w ten jego, trafiali w ten jego siostry, sprytnie zacierali ślady, by to z niego zrobić winnego. Lub też wtedy, gdy zabrano Alex. Powinien sobie o tym przypomnieć, ale to już nie miało sensu, bo Andy dostał strzałką mutazyny, Aaron zwijał się na ziemi, a Leon w ogóle był jakiś nie w sosie. Mierzyli do nich, a gdzieś kilkadziesiąt metrów stąd Fay narażała się, aby pomóc im w ucieczce… która w tym momencie wydawała się być niemożliwa. Naprawdę chciał być po prostu wściekłym, wydać z siebie kilka ostatnich okrzyków złości i zniszczyć to co będzie mógł zanim zostaną zaatakowani. Doszło do niego jednak w tym momencie, że przegrali. I że jego akcje w tym momencie odbiją się na życiu innych. Nie ufał Ambrose. Nie chciał jednak ryzykować życiem kumpli. Byli w dupie. Chyba nie mogli być w gorszej. - Mów, ale jeśli łaska wyłącz to cholerstwo. Będziemy słuchać. - odpowiedział Sethowi, kiwając głową w stronę Aarona i Christiana, bo nie fajnie mu się patrzyło na Aaron podłączonego pod te cholerstwo. Nie wiedział czy w tym momencie kupują sobie trochę czasu, czy po prostu się poddają. To wszystko zależało od następujących wydarzeń. Nie mógł nic powiedzieć do Fay, ale miał nadzieję że słucha i domyśli się, że jej chłopcy odnieśli porażkę.
Paul Jenkins - 2018-05-21, 20:19

Jedynym priorytetem Paula było po prostu przeszkodzenie Hendersonowi w użyciu mocy. Jenkins robił to co do niego należało, wykonywał swoją pracę. Nic więcej. Nie mógł pozwolić, by mężczyźni zwiali. Nie po tym, jaki cyrk tutaj odstawili. Być może gdyby znał ich motywacje… wszystko potoczyłoby się inaczej. Wciąż myślał o tym, że mogli być przyjaciółmi jego Chris. I biorąc pod uwagę tego, jak beznadziejnie się układało między nim a córką, to dziewczyna nigdy nie miałaby mu wybaczyć tego, co się w tym momencie działo. Ale musiał zaryzykować. Musiał zrobić to co w tym momencie uważał za słuszne. A świadomość, jak wielkim zagrożeniem byli intruzi, jakoś napędzała go do dalszej walki. Z zadowoleniem przyjął to, że udało mu się rozproszyć mężczyznę, ale nie spoczął na laurach. I kiedy przeciwnik próbował odbić atak, Jenkins po prostu zrobił wszystko co w jego mocy, by się wyrwać spod jego uścisku i uderzyć go łokciem w brzuch. Nie chciał się z nim wdawać w bójkę, nie teraz kiedy najwyraźniej Seth zdecydował się coś zrobić. Jenkins miał zamiar po prostu zrobić dwa kroki do tyłu, wznieść wysoko ręce i skinięciem głową pokazać mężczyźnie, że to i tak nie miało sensu. A potem po prostu słuchał słów Setha, nie spuszczając wzroku z Ronniego, który najwyraźniej postanowił współpracować. Mimo wszystko Paul woolał pozostać czujny. Tak na wypadek, gdyby ten drugi znowu miał zamiar zaatakować.
Shivali Nyberg - 2018-05-21, 20:27

Shivali musiała jak najszybciej znaleźć jakieś wyjście z sytuacji, ale w zasadzie nie miała najmniejszego pojęcia co powinna robić, jeszcze te wszystkie ciała, odgłosy walki... ludzie powinni się o tym dowiedzieć. Nie mogli dłużej zamykać oczu, nie mogli pozwalać na kolejne ludobójstwa w imię jakichś chorych eksperymentów. Jak ktokolwiek mógł na to pozwolić, wydać rozkazy? Oni wszyscy byli za to odpowiedzialni, nawet Paul. Jeżeli nie próbowali tego powstrzymać, byli za to odpowiedzialni. Mieli krew na rękach, a Shivali nie mogłaby tego znieść, nie po tym jak Lizzy...
Ale żeby kogokolwiek o tym poinformować, musiała jakoś się stąd wydostać. Cały czas widziała w swojej głowie tego obłąkanego mężczyznę, ale to była jej najlepsza opcja. Nawet nie miała pojęcia ile czasu by jej to zajęło wpisywanie haseł na oślep, a raczej były marne szanse, że ktoś zostawił hasło przyklejone karteczką post-in do monitora. Problem w tym, że Shivali nie mogła wpaść na pomysł, o co temu mężczyźnie właściwie chodziło, a świadomość, że w każdym momencie mogą tutaj zacząć latać kule nie pomagała. Dlatego dziewczyna zdecydowała się skorzystać z mocy. I kiedy już osoba po drugiej stronie uświadomiła jej, że tu chodziło o stare klawiatury telefonów, Shiv wstukała genetyka, modląc się do wszystkich sił wyższych, żeby to zadziałało i żeby wpisanie złego kodu nie uruchomiło sekwencji autodestrukcji całego ośrodka ze wszystkimi osobami w środku.

Fay Murphy - 2018-05-21, 21:03

Czy sytuacja mogła być bardziej beznadziejna, czy to wszystko już teraz zmierzało do całkowitej porażki? Starała się, jak mogła, ale co z tego, gdy i tak wiedziała, że bez kodu od środka nie da rady otworzyć drzwi? Cały czas łudziła się, że może jej działania wystarczą, żeby panowie mieli prostą drogę do wyjścia, jednak... no co tu dużo mówić, miała naprawdę złe przeczucia. I to już nie chodziło tylko o to, co słyszała po drugiej stronie słuchawki, po prostu miała wrażenie, że wszystko to dzieje się już za długo i szansa na wydostanie się została dawno przegapiona.
Nawet zielona lampka zwiastująca otwarcie drzwi jakoś nie poprawiła jej humoru, bo... cóż, drzwi nadal zostawały zamknięte. I co miała teraz robić? Powiedzieć, że nie mają nawet co próbować dostać się do włazu bo i tak nie mają kodu, żeby pokonać tą ostatnią przeszkodę? Chciała, żeby nie dawali za wygraną, żeby próbowali wyjść do samego końca, ale jednocześnie... mogli zginąć stawiając opór, który i tak nie miał przynieść żadnego skutku.
Stała z laptopem w dłoniach, jakby w zawieszeniu, nie wiedząc, co dalej. Była zmęczona i osłabiona korzystaniem z mocy, ale i tak nie miała zamiaru ruszyć się z miejsca dopóki ktoś po drugiej stronie nie powie jej, że to koniec. Ronnie kazał jej uciekać, gdyby była w niebezpieczeństwie, jednak tutaj na razie było spokojnie. Rozglądała się co jakiś czas, jednak nikt nawet się nią nie interesował.
Nie wiedziała, czy to dobrze, bo sama była bezpieczna, czy źle, bo cały oddział zamiast tego mógł być na dole, mierząc z broni w Ronniego, Leona i resztę.
I wtedy usłyszała głos Hendersona, już bardziej spokojny i niestety wyłapała to, co miał do przekazania. I tak, jak wtedy wahała się nad tym, co zrobić, tak teraz była kompletnie zagubiona, stojąc bez ruchu i wpatrując się w tą cholerną bramę.
- To koniec? - spytała cicho, mając nadzieję, że jakoś znajdą sposób, żeby jej odpowiedzieć, chociaż sądząc po obecności dogs raczej w to wątpiła. Naprawdę nikt miał stamtąd nie wyjść? Ani jeden mutant?
Mimo to postanowiła poczekać, ile jeszcze będzie mogła, powstrzymując się przed tym, żeby nie przypomnieć Ronniemu, że przecież coś jej, do cholery, wczoraj obiecał.

Mistrz Gry - 2018-05-21, 22:57

Rzuty:
Ukryj: 
Te emocje, te wybuchy...
I o ile emocje rzeczywiście pozostały, tak wybuchy się skończyły. Dźwięki na korytarzu zdawały się przyciszać, gdy tylko Paulowi udało się odepchnąć od siebie Ronniego na bezpieczną odległość. Czas zdawał się wręcz przystopować, gdy przez chwilę nikt nic nie mówił a po korytarzu niosły się jedynie dźwięki wyładowań. I właśnie wtedy padło to jedno, znaczące słowo z ust Hendersona, które tak ucieszyło dowódcę oddziału D.O.G.S...
- Cieszę się, że ruszyłeś po rozum do głowy. - Padło z jego ust z wyraźną satysfakcją. Żołnierze, którzy stali na przedzie z tarczami dalej się nie ruszali, podczas gdy pozostała część oddziału starała się uwolnić nogi spod lodu. Trzeba przyznać - było to nie lada wyzwanie, z którym zapewne jeszcze chwilę będą walczyć. - Nie musisz się martwić o swych przyjaciół. To tylko broń obezwładniająca. Obaj wyjdą z tego bez szwanku. A wyładowania za chwilę samoistnie się skończą. - Odpowiedział po chwili na Twoją prośbę, a na jego ustach zagościł uśmiech. - Pozwolę wam stąd wyjść mimo szkód, do których doprowadziliście. W zamian jednak oczekuję... Pomocy. Pomocy z waszych rąk. Wiecie coś, czego my nie byliśmy w stanie odkryć od bardzo długiego czasu. - Zaczął klarować sytuację, patrząc prosto w oczy Vibe'a. Witać drogi pan Ambrose właśnie tego mężczyznę uznał za dowódcę tych buntowników. - Johny? Johny, czy już Ci się udało? - Usłyszeliście po chwili pytanie kierowane do krótkofalówki Setha. Po chwili po korytarzu rozniósł się delikatny szum. - Ah, świetnie. Złapaliśmy waszą linię. Kimkolwiek jesteś, osobo po drugiej stronie - to od Twojej decyzji będzie zależeć, czy Twoi przyjaciele dziś stąd wyjdą. - Fay nie mogła mieć wątpliwości, że te słowa były kierowane właśnie do niej. Widać przebywanie przez taki czas w jednym, zamkniętym terenie dawało im otwartą drogę do namierzenia każdego sygnału. - Chcę wiedzieć, gdzie ukrywają się mutanci. Teraz.

Ton mężczyzny był nie znoszący sprzeciwu. Mogliście mieć teraz opory, w końcu bractwo uważaliście za swoją rodzinę. A jednak - sami zostaliście z niej wykluczeni. Dodatkowo, gdzieś z tyłu głowy wciąż mieliście utrwalone, że przecież mutanci mieli się przenieść. Może po waszym odtrąceniu Colleen zdecydowała się przyspieszyć tą przeprowadzkę? Czy tak niepewna informacja była dla was wystarczająca, by wydać wasz dotychczasowy dom?

Mniej więcej w tej samej chwili, w której padł rozkaz ze strony Ambrose'a, Fay mogła dostać nagłego zawału - bowiem właśnie zaczęła się przed nią otwierać brama. Cholera, czyżby od początku wiedzieli, że tu była?
Zamiast jednak oddziału D.O.G.S.ów, zobaczyła przed sobą wystraszoną hinduskę. Hm... No tego się raczej nie spodziewała...
_______________________________________


• Na odpisy macie czas do godziny 21:00, 23.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Warunkiem do odpisu MG jest udział ponad połowy użytkowników w danej turze – w innym wypadku odpis przekładany jest o kolejne 12 lub 24 godziny.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.
Statystyki:
Ukryj: 
Numer porządkowy: 1
Dane: Aaron Bartowski
Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 85%
Opanowanie: 92%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3], niewielka rana kłuta na boku brzucha z lekkim obiciem.
Numer porządkowy: 2
Dane: Leon Hawthrone
Ekwipunek: pistolet + 3 mag., nóż, kusza
Żywotność: 86%
Opanowanie: 94%
Inne: Aerokineza [???]
Numer porządkowy: 3
Dane: Fay Murphy
Ekwipunek: 2x raniuszek amerykański, tyran zachodni, rewolwer + 4 magazynki
Żywotność: 98%
Opanowanie: 85%
Inne: Kontrola nad zwierzętami [5/2]
Numer porządkowy: 4
Dane: Ronnie Henderson
Ekwipunek: Broń palna + 3 mag. x33, nóż myśliwski (składany), zapalniczka
Żywotność: 98%
Opanowanie: 93%
Inne: Przyspieszenie molekularne (eksplozje) [5/3]
Numer porządkowy: 5
Dane: Andy Dark
Ekwipunek: brak.
Żywotność: 100%
Opanowanie: 98%
Inne:Panowanie nad Nefrytem [6/2]
Numer porządkowy: 6
Dane: Christian Spivey
Ekwipunek: broń, butelka wody
Żywotność: 96%
Opanowanie: 100%
Inne: Kriokineza [4/3]
Numer porządkowy: 7
Dane: Paul Jenkins
Ekwipunek: krótkofalówka, pistolet ze strzałkami z mutazyną, pistolet Glock (17 naboi)
Żywotność: 82%
Opanowanie: 100%
Inne: poparzona dłoń
Numer porządkowy: 8
Dane: Shivali Nyberg
Ekwipunek: -
Żywotność: 100%
Opanowanie: 93%
Inne: Więź telepatyczna [5-2]

Fay Murphy - 2018-05-22, 10:12

Naprawdę wszystko już rozważała, brała pod uwagę, jak jej się wydawało, każde możliwe zakończenie. Jednak z każdym słowem Ambrose'a, miała coraz to gorsze przeczucia.
Tak, przeżyła szok, gdy usłyszała go nie gdzieś w tle, przez słuchawki swoich znajomych, a głośno i wyraźnie, jakby stał tuż obok niej. I co gorsza, zwracał się do niej, a w momencie wypowiadania jego słów, po prostu... po prostu ją zamurowało. Wpatrywała się w drzwi szeroko otwartymi oczami, czując, jak serce zaczyna tłuc jej się w klatce piersiowej.
O jakiejkolwiek odpowiedzi w pierwszej chwili nie było mowy. Po prostu... nie umiała tak z miejsca podjąć tak ważnej decyzji, która miała pociągnąć za sobą tak straszne konsekwencje. Miała do wyboru albo wydać bractwo, narażając życie dużej ilości osób, albo podpisać wyrok pod osobami, na których jej zależało, bądź zaczynało zależeć.
Żadna z tych opcji nie była dobra, Fay zdecydowanie nie czuła się na siłach, żeby na jakąkolwiek z nich przystać. Już chyba wolałaby, żeby to jej przysunięto pistolet do głowy i kazano odpowiedzieć, bo teraz... nikt nie dał jej prawa decydować o życiu innych, a do tego właśnie była zmuszana. Próbowała sobie wmówić, że przecież wszyscy przyjeżdżając tutaj mieli świadomość, jak źle to może się dla nich skończyć i nie powinien być w to zamieszany nikt inny, niż tylko oni. Czy wybaczyli by jej, gdyby się od nich odwróciła? Bo przecież Bractwo nigdy nie miało mieć z ich działaniami nic wspólnego.
Z drugiej jednak strony planowali przeniesienie. Być może na tą chwilę w obozie nie został już nikt i ostatecznie wszystko skończy się dobrze? Czy mogła aż tak zaryzykować? Informacje nie były pewne, ale może jeszcze udałoby jej skontaktować się z Colleen czy Hopperem i ich ostrzec? Tylko czy to by wystarczyło?
Rozmyślania przerwały jej otwierające się drzwi i w pierwszej chwili pomyślała, że to może dogs ją znalazło i... cholera no, mogliby ją nawet zastrzelić, byle tylko nie musiała udzielać odpowiedzi na tamto pytanie. Zamiast oddziału, zobaczyła jednak dziewczynę, którą kojarzyła z marszu pokojowego. Czyli... coś jednak im się udało. Chociaż Murphy, zamiast skakać z radości, jedynie przystawiła palec wskazujący do ust, żeby dziewczyna ani myślała się odezwać. Potem wskazała na samochód, żeby jeśli chce, zajęła w nim miejsce.
Cóż, teraz pozostało jedynie udzielić odpowiedzi na wcześniej zadane jej pytanie.
- Przykro mi... - powiedziała z ciężkim sercem. Mógł to być początek dłuższego zdania, jednak tak naprawdę te dwa słowa były kierowane do chłopaków. Głównie do Ronniego i Leona. Miała nadzieję, że zrozumieją, dlaczego tak postępuje. Zresztą i tak nie mogli jej znienawidzić bardziej, niż ona w tym momencie nienawidziła siebie - ...ale nie mam pojęcia o miejscu pobytu żadnych mutantów - dodała, nawet dając radę zabrzmieć pewnie, chociaż na ten moment była w totalnej rozsypce. Ale nie mogła, po prostu nie mogła postąpić inaczej, narażając na niebezpieczeństwo tak dużą grupę niewinnych ludzi. Ten wybór wcale nie był lepszy i jeszcze nie miała pojęcia, jak poradzi sobie z wyrzutami sumienia i myślami, które już teraz siedziały gdzieś z tyłu jej głowy, ale... stało się. Nie było odwrotu.
Sięgnęła do ucha, żeby wyciągnąć znajdującą się w nim słuchawkę i wrzuciła ją do ciemnego pomieszczenia, z którego przed chwilą wyszła Shiv. A potem... po prostu szarpnęła za laptopa, wyrywając kabelek z komputera i tym samym odłączając się od panelu drzwi, które pewnie zaczynały znowu się zamykać.
- Chodź, musimy stąd spadać - powiedziała do dziewczyny, składając laptopa i szybkim krokiem ruszając w stronę samochodu.

ronnie henderson - 2018-05-22, 19:25

Wydał z siebie zduszony okrzyk, gdy Paul uderzył go łokciem w brzuch. Wypuścił go z objęć, niestety.
Uniósł lekko brwi, słysząc słowa Ambrose. Oh, gdyby tylko wiedział jak mało w istocie miał tego rozumu. Skupił spojrzenie na mężczyźnie, oczekując tego co ma im do powiedzenia. Pokiwał głową, wciąż zerkając na drżące, ocierające się o siebie ciała Christiana i Aarona. - Nie jestem pewien czy będziemy w stanie pomóc. - odpowiedział mu, ale po chwili zdał sobie sprawę z tego, że w zasadzie to Ambrose nie liczył na jego pomoc. Zacisnął szczękę, słysząc słowa skierowane do Fay. Wiedział, że jedno głupie słowo z jego ust, może kosztować go strzałką z mutazyną. Nie mogła tego zrobić. Miał nadzieję, że ona również zdaje sobie z tego sprawę. Dzisiaj Colleen dość mocno kopnęła ich w dupę, a jednak… to wciąż było Bractwo, do którego przez lata sprowadzał mutantów, obiecywał im że jest tam bezpiecznie. Nie miał zamiaru zaprzepaszczać tego tylko dlatego, żeby uratować własną skórę. Nie chciał gnić w dogs, nie chciał pieprzonej terapii, ale to była cena, którą musiał zapłacić za własną głupotę. Każdy z nich musiał. Zdawał sobie sprawę z tego jakie mogą być tego konsekwencję. Najgorsze było jednak, że odnieśli porażkę. Trzech mutantów stało za plecami Andy’ego i nie umożliwili im ucieczki z tego piekła. Jedyną osobą, której udało mu się uciec była ta mutantka. Chociaż to. Szkoda, że nie zdawał sobie sprawy z tego, że miała ich za agresorów.
Moment kiedy czekali na odpowiedź Fay dłużył się niemiłosiernie. Chciał móc coś zrobić. Wzrokiem zaczął szukać urządzenia, które umożliwiało Ambrose rozmowę z Fay. Nie wiedział co zrobi, ale potrzebowałby kilku sekund by rozpieprzyć je na kawałeczki. Wtedy usłyszał jej głos. Przymknął oczy z ulgą, słysząc jej słowa. - W porządku. - mruknął pod nosem cicho, kierując te słowa do Fay, chociaż nie miał pewności, że go usłyszy.
Zapadła cisza. - Chyba jesteśmy kompletnie bezużyteczni. - pruknął ustami.

Andy Dark - 2018-05-23, 10:14

Po dostaniu mutazyną nie wiedziałem, co ze sobą począć. Byłem bezradny. Pierwszy raz czułem się bezsilny. Niemoc wprawiała mnie we wściekłość, jednak wybuchy agresji na nic by się zdały w obecnej sytuacji. Oparłem się o ścianę, rozważając jakiekolwiek opcje. Niestety i dla nas sytuacja była równie gówniana, co moje obecne samopoczucie. Każdy zły ruch mógłby skutkować oberwaniem kulki lub zamknięciem w jednej z tych cel. Pikanterii dodawała też prośba jednego z psów o zdradzenie lokalizacji bractwa. Co prawda słyszałem pogłoski o możliwych przenosinach, jednakże nie wiedziałem, w jakim dniu mają zamiar wykonać ruch i spakować walizy.

Słysząc słowa Fay, czułem się zmieszany. Z jednej strony byłem wściekły na to, że nas porzuciła, zaś z drugiej zdawałem sobie sprawę, że ta decyzja nie należała do najłatwiejszych i co ważniejsze - uratowaliśmy chociaż jedną osobę, chociaż tyle. Pytanie tylko, czy jedną uratowaną osobę nie przypłacimy zaraz kilkoma innymi. Starając się uporządkować nieco myśli, usłyszałem słowa Ronniego, które - pomimo sytuacji - trochę mnie rozbawiły. - Chyba masz rację. - Powiedziałem, unosząc lekko lewy kącik ust ku górze tak, by inni ledwo go dostrzegli.

Paul Jenkins - 2018-05-23, 16:18

Czy Paulowi pozostało coś innego do roboty niż po prostu stać w miejscu i przysłuchiwać się całej tej sytuacji? Jenkins nie wiedział co planował Ambrose, ale przynajmniej liczył, że ten wiedział co robi. Musiał mu zaufać. Sytuacja jednak nie wyglądała kolorowo. Ani dla mutantów, ani dla nich samych. Tak. Może i mieli w garści kilku terrorystów, ale co im po nich, skoro oni najwidoczniej nie byli skorzy do rozmowy? W pewnym momencie chyba nawet Paulowi zrobiło się żal tej osoby po drugiej stronie słuchawki. Ale mimo to się nie odezwał ani jednym słowem. Rzucił jedynie krótkim spojrzeniem na Setha, by zarejestrować jego reakcję na to co się tu działo, a potem ponownie utkwił wzrok w Hendersonie. Wciąż mu nie ufał. Może i mieli ich w garści, ale Ronnie jako jedyny pozostał w pełni sił. Nie był niczym skrępowany, nie otrzymał dawki mutazyny. Wciąż mógł stanowić zagrożenie.
Mistrz Gry - 2018-05-23, 21:30

Rzuty:
Ukryj: 
Ultimatum rzucone przez dowódcę było... Niepokojące. Nikt jednak nie mógł się spodziewać tego, co dopiero nadejdzie.
- Pierwszy błąd. - Padło z ust Setha, które wygięły się w tajemniczym uśmiechu, gdy mężczyzna podnosił swoją broń - tym razem już normalną, co byliście w stanie rozpoznać po budowie. Jego strzał był czysty i trafił idealnie między oczy jednego z uwolnionych mutantów, który w tej samej chwili padł na ziemię, przed swych towarzyszy niedoli. - Widzicie, mutanci?! Oto wasi wybawcy! Wskażą wam drogę, prosto, ku królestwu niebieskiemu, jeśli tylko znajdzie się tam miejsce dla takich jak wy! - Dodał po chwili, wyjątkowo głośno. W tej samej chwili szyk na schodach zaczął się rozpraszać - lód przestał być już tak mocny, by utrzymać rosłych mężczyzn w miejscu. Drogi pan Ambrose pozostał za agentamii z tarczami, jednak pozostała piątka nabrała tempa - dwóch podeszło do Aarona i Christiana, zakładając im obroże, dwóch osłaniało swych towarzyszy broni, a jeden zniknął w korytarzu u góry kompleksu. W tej chwili mierzyło więc do was 4 żołnierzy, bowiem po oddanym strzale, dowódca schował swą broń.
Widać, nie spodobała mu się też reakcja rebeliantów,bowiem nie czekając nawet chwili, wykrzyczał:
- Każda chwila zwłoki będzie skutkować... Zwłokami. Jeśli wasze życie nie jest dla was wystarczająco ważne, może to was przekona. - W chwili, w której mężczyzna wypowiadał te słowa, byliście w stanie usłyszeć krzyki dochodzące z innej części kompleksu. Tutaj... Tutaj nikt się nie patyczkował...

I niestety - Ronnie nie był w stanie dostrzec zza tarcz krótkofalówki, za pomocą której Seth kontaktował się z Fay. Mógł się jednak spodziewać, że teraz to właśnie on będzie w centrum zainteresowania wszystkich agentów - w końcu jako jedyny nie został jeszcze w żaden sposób spacyfikowany. Powinien więc uważać na każdy swój ruch.

Sam Andy natomiast mógł doznać dość poważnego szoku, gdy kula przeleciała tuż koło jego ucha, a po chwili jeden z jego podopiecznych stał się kolejną ofiarą wojny. Zdecydowanie, nie takiego finału spodziewali się, gdy opuszczali zniszczone już cele.

Paul natomiast starał się utrzymywać swoją uwagę tylko i wyłącznie na Hendersonie, by móc zareagować w chwili, gdy jego przeciwnika znowu poniosą emocje. Czy było to jednak możliwe, gdy w ciągu kilku chwil od tych tragicznych zdarzeń, po kompleksie rozniósł się charakterystyczny pisk, który zwiastował tylko jedno - uwolnienie pajęczaków.

Dokładnie to się stało, gdy Murphy gwałtownie wyciągnęła kabel z zamka przy bramie (czyżby nigdy się nie nauczyła bezpiecznie odłączać sprzętu?). Uruchomiło to wewnętrzny alarm, który aktywował 4 maszyny pościgowe D.O.G.S.. Ich mechaniczne oczka rozbłysły szkarłatem, gdy namierzały najbliższe ofiary. Co gorsza - oznaczało to, że nawet, jeśli do tej pory kamery nie funkcjonowały, tak teraz Rząd będzie miał podgląd na sytuację właśnie przez te elektroniczne stworzonka.
Na swój cel wybrały stojące przy wejściu kobiety. Czy zdołają uciec, nim zimne nóżki wbiją się w ich skórę a ciężar samych wynalazków przybije je do ziemi?
_______________________________________


• Na odpisy macie czas do godziny 21:00, 24.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Warunkiem do odpisu MG jest udział ponad połowy użytkowników w danej turze – w innym wypadku odpis przekładany jest o kolejne 12 lub 24 godziny.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.
Statystyki:
Ukryj: 
Numer porządkowy: 1
Dane: Aaron Bartowski
Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 85%
Opanowanie: 92%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3], niewielka rana kłuta na boku brzucha z lekkim obiciem.
Numer porządkowy: 2
Dane: Leon Hawthrone
Ekwipunek: pistolet + 3 mag., nóż, kusza
Żywotność: 86%
Opanowanie: 94%
Inne: Aerokineza [???]
Numer porządkowy: 3
Dane: Fay Murphy
Ekwipunek: 2x raniuszek amerykański, tyran zachodni, rewolwer + 4 magazynki
Żywotność: 98%
Opanowanie: 85%
Inne: Kontrola nad zwierzętami [5/2]
Numer porządkowy: 4
Dane: Ronnie Henderson
Ekwipunek: Broń palna + 3 mag. x33, nóż myśliwski (składany), zapalniczka
Żywotność: 98%
Opanowanie: 93%
Inne: Przyspieszenie molekularne (eksplozje) [5/3]
Numer porządkowy: 5
Dane: Andy Dark
Ekwipunek: brak.
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne:Panowanie nad Nefrytem [6/2]
Numer porządkowy: 6
Dane: Christian Spivey
Ekwipunek: broń, butelka wody
Żywotność: 96%
Opanowanie: 100%
Inne: Kriokineza [4/3]
Numer porządkowy: 7
Dane: Paul Jenkins
Ekwipunek: krótkofalówka, pistolet ze strzałkami z mutazyną, pistolet Glock (17 naboi)
Żywotność: 82%
Opanowanie: 100%
Inne: poparzona dłoń
Numer porządkowy: 8
Dane: Shivali Nyberg
Ekwipunek: -
Żywotność: 100%
Opanowanie: 93%
Inne: Więź telepatyczna [5-2]

Fay Murphy - 2018-05-23, 22:16

Niestety, Fay jakoś nigdy nie przejmowała się tym, żeby poprawnie odłączyć sprzęt. Zawsze po prostu wyciągała kabelek czy pen drive'a z wejścia i tyle. Skąd mogła wiedzieć, że uruchomi tym samym jakiś chory mechanizm obronny? Myślała, że po prostu przerwie połączenie i zamknie drzwi.
Z początku nie skojarzyła, co się dzieje, że pisk był spowodowany aktywacją robotów. Dopiero, gdy niedaleko siebie zobaczyła czerwone punkciki, już wiedziała, co się święci. Pamiętała te cholerstwa z marszu.
- Do samochodu, już! - krzyknęła do dziewczyny, sama także rzucając się w stronę zamkniętych drzwiczek od strony kierowcy jeepa.

____________________________________________
MG:
Rzut:


Reakcja Fay była niemal natychmiastowa. Nogi same ją prowadziły do drzwi samochodu, ręka już sięgała do klamki, ramię już otwierało drzwi - jednocześnie zatrzymując na nich jedną z maszyn, przez co prawdopodobnie panienka Murphy poczuła się zbyt pewnie. Może właśnie dlatego nie zauważyła drugiego pajęczaka, który wskoczył na nią od tyłu, skutecznie przygważdżając dziewczynę do podłoża?
Blondynka wylądowała twarzą w mchu, a co gorsza - ciężar pająka był na tyle duży, że jakikolwiek ruch zdawał się być niemożliwy do wykonania. Sięgnięcie po broń będzie teraz nie lada wyzwaniem... Co gorsza - mając świadomość, że właśnie uruchomił się alarm, miałaś złe przeczucia, że za chwilę prócz pajęczaków, będziecie mieć też gorsze towarzystwo...


____________________________________________

Jeszcze tylko pięć metrów... trzy... jeden... Już miała chwytać za klamkę, już otwierać drzwi, gdy nagle jeden z pająków, którego wcześniej nie zauważyła, wskoczył jej na plecy.
Ciężar strącił ją z nóg. Upadła jak długa, wypuszczając z dłoni laptopa, którego cały czas trzymała oplecionego ramionami, sama tracąc zdolność do jakiegokolwiek większego ruchu. Była przygnieciona do ziemi i o ile dłonie miała jeszcze sprawne, postanowiła spróbować sięgnąć nimi do paska, za którym miała rewolwer. Ani na moment nie przestawała się wiercić, szamotać... po prostu walczyć, jakoś spróbować odwrócić się na plecy, zrzucić z siebie maszynę i się uwolnić.

Aaron Bartowski - 2018-05-24, 00:03

Leżałem obolały na ziemi. Mimo że powoli dochodziłem do siebie po tym paskudztwie, wciąż miałem nieodparte wrażenie, że już do końca życia nie poruszę żadną kończyną. Nie wiem, co to do cholery było, ale dawało takiego kopa, że masakra. I choć nie umierałem, najpewniej wkrótce miałem to zrobić… i zostawić Albę samą.
Może właśnie przez tę myśl szczególnie, trudno było mi się ruszyć? Ona, cóż, potrzebowała mnie. Oboje siebie potrzebowaliśmy. Miałem wrócić, a zamiast tego zaliczałem porażkę. Przez własną głupotę, bo to JA zacząłem tę mrzonkę o rewolucji. Powołałem ją do życia, a teraz najwyraźniej miałem zebrać po tym – zdecydowanie za szybko – żniwo. Ech. I tak najważniejsze jednak było to, by D.O.G.S. nie dowiedziało się o położeniu Bractwa. Tam wciąż przebywała Alba, moi przyjaciele, Colleen i osoby, z którymi najpewniej sypiała. Pozdrowienia dla Brada. Szkoda aby, że wciągnąłem w to Ronniego i resztę chłopaków…
Ale dobra! Skoro już nie miałem nic do stracenia z chłopakami poza życiem, to nie zamierzałem już tak łatwo się poddawać. Czy to pozwolił się skuć, czy nie, wynik miał być ten sam.
- Słuchaj. Jesteśmy świeżą grupą mutantów i nie mamy nikogo więcej po swojej stronie. Kolega ma rację, nie jesteśmy w stanie pomóc. Żadnego miejsca nie wymyślimy sobie, a skoro tak załatwiacie sprawy… już jesteśmy martwi. Czy tak, czy inaczej. Ał. Ten prąd był chyba gorszy od tortur. Czy to w ogóle można to tak długo? Nie uszkodziło mi mózgu, bo czuję się tak jakoś inaczej… wolniej. Nie mam ubezpieczenia – odezwałem się z poziomu podłogi, pewnie z początku niezbyt wyraźnie, by w końcu tak trochę przejść w donośniejszy ton, ale tak, by do końca przejść w rozważania do samego w siebie, więc ogólnie to super było. Być może przez te słowa, typkowie do mnie podchodzący mogli zostać ostrzeżeni, dlatego też dalej lałem sobie wodę z narzekaniem na dziwne cuś, co mnie poraziło tym prądem. Aaron tak bardzo gadatliwy jak nigdy, więc taki Ronnie czy Leon pewnie mogli się skumać, że knuję coś niedobrego. Christian, o ile był łebski, może też miał się zorientować, że ja za bardzo wylewny jestem? IDK.
Nie wiem, jak bardzo moje mięśnie były w stanie stawiać opór żołnierzom departamentu ani jak bardzo ściskać rączkę noża, ale starałem się namierzyć to narzędzie. Musiało upaść gdzieś niedaleko. Jeśli je znalazłem i udało mi się je złapać w rękę, to zapewne miałem wyrządzić piesłom krwawą jatkę, tnąc im po nogach w okolicy ścięgna Achillesa, a jeśli nie? Celować swoimi stopami w ich przeczułe miejsce albo inne wrażliwe okolice. Ave, rewolucja!

ronnie henderson - 2018-05-24, 20:02

Ambrose wycelował oddał strzał w stronę mutanta. Właśnie takie było DOGS. Nienawidził ich w tym momencie z całego serca. Oni mieli ich za zagrożenie, podczas gdy sami przeskakiwali się wraz z GC w wyścigu o to kto ma w sobie mniej człowieczeństwa. Brzydził się nimi. Nie pozwalali mu zapomnieć jak bardzo. Niektórzy ich bronili. Przecież to też ludzie. Oni tylko wykonują rozkazy… Pieprzenie. Strzelanie do nieuzbrojonych… Zaiste honorowa była to służba.
Naprawdę chciał jakoś temu zapobiec. Coś zrobić, ale przecież nie mógł, bo w tym momencie uratowałby cztery życia, a w Bractwie było ich znacznie więcej. Colleen chciała przenieść Bractwo, więc miała czas na ucieczkę, a później ich wiedza była bezużyteczna. W końcu ktoś się złamie. Zawsze się łamią, ale on nie miał zamiaru.
Przez moment wyglądał jakby faktycznie miał zamiar skopać dupę Sethowi. Ostatecznie jednak zatrzymał się w jednym miejscu. - Myślisz, że to sprawia na nas jakiekolwiek wrażenie? - zapytał mężczyznę. - Tak jak kolega już powiedział. Nie mamy zielonego pojęcia gdzie jest Bractwo. - odpowiedział z dość bezczelnie nieporadną miną. Jakby Ambrose przed chwilą zapytał go o drogę.

Paul Jenkins - 2018-05-24, 22:01

Paulowi nie podobały się metody Setha, ale czy miał w ogóle coś do gadania? Najchętniej by po prostu stamtąd wyszedł, ale wolał się upewnić, że oddział taktyczny znowu nie narobi jakiegoś syfu. Nie powinien się wtrącać w sposób prowadzenia sprawy przez Ambrose’a. W końcu on się zajmował jedynie wywiadem, prawda? A z jakiegoś powodu Jenkinsa to wszystko tak cholernie obchodziło. Ci mutanci, których teraz Seth miał zamiar rozstrzelać.. oni byli niewinni. Nic nie zrobili. To terrorystów powinien uciszyć. W tym momencie Jenkins był zadowolony, że Shivali udało się zwiać. Nie chciał nawet myśleć, że mogłaby być jedną z ofiar. I chociaż wciąż stał w tym samym miejscu i się nie ruszał, to nie był w stanie patrzeć na to co się tu działo. Cierpliwie czekał aż Seth schwyta terrorystów, a Paul potem miał zamiar udać się do siebie.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group