To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

S. Bartowski - I poziom

Samantha Bartowski - 2018-03-05, 18:33

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Ricky Roseberry - 2018-03-05, 20:26

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Samantha Bartowski - 2018-03-05, 21:12

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Ricky Roseberry - 2018-03-05, 21:28

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Samantha Bartowski - 2018-03-05, 22:14

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Ricky Roseberry - 2018-03-05, 22:42

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Samantha Bartowski - 2018-03-05, 23:51

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Ricky Roseberry - 2018-03-06, 00:01

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Samantha Bartowski - 2018-03-06, 00:19

Przekroczyłyśmy dziś wszystkie granice, co do tego nie mogłyśmy mieć wątpliwości. Chyba właśnie o tym myślałam, leżąc obok niej i tuląc jej ciało. Że ta ślicznotka z wypiekami na twarzy nie zawahała się nawet przez chwilę. Że pozwoliła na to wszystko. Że w ogóle zgodziła spędzić się ze mną tyle czasu...
Napawało mnie to optymizmem. Nie powiem, że nie. Automatycznie poczułam się 4 lata młodsza, jakby ta rozłąka nigdy nie miała miejsca. Jakbyśmy zawsze tak trwały. Kochałam ją i nic nie mogło tego zmienić. Nawet moje błędy przeszłości. I teraźniejszości...
- Też Cię kocham. - Odpowiedziałam jej, delikatnie, szeptem... Jak gdybym się bała, że to tylko sen, z byt głośny dźwięk może mnie z niego wyrwać. Nie chciało mi się wierzyć, że mam takie szczęście. Tak cudowną osobę na wyciągnięcie ręki.
Wdychałam jej zapach i gładziłam jej skórę, ciesząc się to chwilą milczenia. Tak, nawet to mnie cieszyło, gdy wiedziałam, że ona jest obok.
Podniosłam się jednak w końcu, prostując swoje plecy i masując zranione udo.
- To co? Winko do końca? - Zapytałam radośnie, sięgając po nasze szklanki i butelkę.
- Oddam grosik za Twoje myśli. - Dodałam po chwili, wlewając szkarłatny trunek no szklanych naczyń, po czym wręczyłam brunetce jedno z nich, a swoje uniosłam lekko ku górze, w oczywistym zamiarze - toaście. - By ta chwila trwała wiecznie, hm? - Mruknęłam zalotnie, jednocześnie puszczając jej oczko, by móc po chwili pociągnąć kilka łyków tego alkoholu. Dziwne, jak miał on słodki smak, gdy przestawałeś się martwić...

Ricky Roseberry - 2018-03-06, 00:40

Tak to prawda, w tym momencie było cudownie nawet w ciszy. To było spełnienie, którego brakowało mi od tych paru lat rozłąki. Nie miałam okazji próbować innych kobiet, więc to co robiła ze mną Sami było jak uwolnienie mnie z izolatki, w której spędziłam te lata. Po prostu czułam że znowu żyję. Uśmiechnęłam się na jej wyznanie i już uspokoiłam swoje ciało. Poczułam jak Sami się odsuwa i zwróciłam uwagę na to że pociera swoją nogę. No tak będę musiała pomyśleć jak jej pomóc. Może udałoby mi się namówić moją przyjaciółkę, na małą przysługę, ale nie byłam co do tego pewna. Nie chciałam robić niczego na siłę, ale w tym momencie i tak byłam zajęta czymś innym. Tak zdecydowanie czymś innym a raczej kimś. Moja piękna Sami schyliła się po nasz napój. Patrzyłam na nią uważnie.
- Grosik za każdą? Nie wypłaciłabyś się. - zaśmiałam się dotykając jej pleców. I wtulając się w jej bok patrząc jak nalewa wina. - Jedną moją myśl mogę zdradzić Ci bez zapłaty. - dodałam po chwili całując ją czule w ramię. Wzięłam od niej szklankę i się uśmiechnęłam przytakując na toast. Przełknęłam kilka łyków alkoholu i nawet się nie skrzywiłam. Wino akurat lubiłam i nigdy nie przeszkadzał mi jego charakterystyczny smak. Popatrzyłam Sami w oczy i przygryzłam wargę zastanawiając się nad tym jaki temat mogłabym teraz poruszyć.
- Jakim cudem znalazłaś się w Olympii? - zapytałam podnosząc szklankę do ust i pociągając jeden łyk. Miałam nadzieję, że był to neutralny grunt.

Samantha Bartowski - 2018-03-06, 01:14

Jej dotyk... Taki subtelny. Tak mi go brakowało. Tak, teraz mogłam czuć się spełniona, gdy miałam przy sobie moją ukochaną kobietę. Gdy w końcu nie czułam się bezwartościowa. Gdy miałam wrażenie, że coś w moim życiu ma szansę się ułożyć.
- Oj tam. Odpłaciłabym się w naturze. - Stwierdziłam pół-żartem, spoglądając na nią z uśmiechem na ustach, po czym oparłam swoją głowę o jej - nie było to w sumie takie trudne, gdy dziewczyna przytulała się do mojego ramienia. Słysząc jej pytanie jednak, mimowolnie się wyprostowałam i odwróciłam w takie sposób, by być choć częściowo przodem do niej. Wzięłam kolejny łyk trunku, w tym samym momencie wolną dłonią chwytając jej rękę i zaczęłam się bawić jej palcami.
- Wiesz... Po tym... Po tym jak zniknęłaś... Jak nie mogłam Cię nigdzie znaleźć... Nie mogłam już patrzeć na Seattle. - Zaczęłam swoją część historii, której Ricky o mnie jeszcze nie znała, patrząc się na nasze dłonie. - Gdy przez kolejne tygodnie pod waszymi drzwiami zbierały się kupki reklam i listów, a mi wciąż nikt nie odpowiedział... Straciłam siły. Wróciłam do Olympii. Wiesz przecież, że kiedyś już tu mieszkałam, nie? No... I w sumie otworzyłam tu własną pracownię krawiecką, żeby już nie pracować na rachunek tej ciotki z Seattle. Zajmowałam swoje myśli czym się dało, byle nie myśleć o tym, co stało się w Seattle po tamtym wypadku... No i...
Chciałam znaleźć Aarona. Miałam dziwne przeczucie, że wciąż może tu być...
- wyznałam ze smutkiem w głosie, by po chwili jednak przywołać delikatny uśmiech na mej twarzy - ale hej. W sumie... Dzięki Tobie dołączyłam do F.P.T.P., co śmieszne.. Chyba w ten sposób chciałam sama sobie udowodnić, że się zmieniłam, heh... - pokręciłam żałośnie głową.
Wiedziałam, że nie ma co jej tu oszukiwać. Nie mogłam jej mydlić oczu, bo kiedyś by wyszło, jakie były moje prawdziwe intencje, gdy opuszczałam Seattle. A ja przecież nie chciałam budować naszego związku na nowo jedynie na kłamstwach...
Upiłam kolejne łyki wina, zastanawiając się, czy dobrze zrobiłam mówiąc nawet to. To... Niby nie było wiele. Ale wiedząc, że dziewczyna przechodziła depresję przez nasze rozstanie... Nie chciałam wiedzieć, co te słowa mogły zrobić z jej głową.

Ricky Roseberry - 2018-03-06, 01:47

W to nie wątpiłam znalazłaby sposób by spłacić moje myśli, albo je kompletnie zlikwidować. Bo tak najprędzej by się stało, uśmiechnęłam się do siebie czując jej miły gest. Leciutkie przytulenie głowy a dawało tyle szczęścia i poczucia bezpieczeństwa. To było coś cudownego. I tak beztroskie. Uwielbiałam jej odruchy takie jak kiedyś za dobrych czasów, które miały teraz szanse wrócić, tak bardzo tego pragnęłam. Gdy poprawiła się na kanapie również usiadłam i wsłuchiwałam się w każde jej słowo. Dopiero teraz poczułam to co ona wtedy. To odrzucenie, cierpienie, brak odpowiedzi, wyjaśnień. W moich oczach pojawiły się świeczki, ale szybko je odgoniłam i wzięłam głęboki wdech. Napiłam się wina i spojrzałam dopiero na nasze złączone dłonie. Tak zdecydowanie to nie był mój najlepszy wybór odjeżdżać i zostawiać ją bez informacji o czymkolwiek. Uśmiechnęłam się tylko lekko, gdy stwierdziła, że to dzięki mnie trafiła do F.P.T.P. było mi miło, że tak uważała, ale z drugiej strony trochę mi smutno, że dopiero teraz się spotkałyśmy.
- Niemożliwe, że tak się mijałyśmy. Nie wybaczę sobie tego nigdy. - powiedziałam i usłyszałam jak głos mi się załamuje. Wzięłam kolejny głęboki oddech.
- Moją historię mniej więcej znasz. - dodałam i wypiłam na raz całą zawartość szklanki. Chciałam w ten sposób powstrzymać złe myśli i napływające łzy. Nie chciałam teraz się rozklejać. Chciałam po prostu jak człowiek porozmawiać. To wszystko.

Samantha Bartowski - 2018-03-06, 11:18

Wciąż nie wypuszczałam jej dłoni ze swojej, gładząc ją moimi palcami. Upewniałam się w ten sposób, że wciąż tu jest, że to nie są jakieś moje alkoholowe zwidy, albo sen, który się zaraz rozpłynie...
Tak, zmieniłam się od naszego ostatniego spotkania. Na wielu płaszczyznach - na lepsze. Obawiałam się jednak tej części siebie, która się zepsuła. Tej, która przez lata zmagając się z kolejnymi porażkami, staczała się coraz niżej, aż w końcu dotknęła dna... Nienawidziłam się za to, kim się stawałam po tym postrzale. Wracała stara ja - ta agresywna. Ta niemyśląca. Ta, która popełniła największe błędy...
Nie chciałam tego, a jednak nie mogłam tego zmienić. Nie potrafiłam. Nie po wszystkim, co mnie spotkało. Ale nie chciałam o tym mówić mojej ukochanej. Miałam wrażenie... Że to złamałoby jej i tak już osłabione serduszko...
Podniosłam jej dłoń i lekko ucałowałam jej palce, by po chwili spojrzeć na nią wymownie i się uśmiechnąć.
- Skarbie, to mi kiepsko szło szukanie, skoro przez 4 lata na nikogo nie mogłam trafić. Widać... Za dużo siedziałam w tej pracowni. - Stwierdziłam pół-żartem, puszczając do niej oko. Nie chciałam, by znów zaczęła się obwiniać. Ja... Ja jej wybaczyłam.
Po chwili puściłam jej rękę, by móc ją objąć swoim ramieniem, jednocześnie zginając lewą nogę jak do siadu skrzyżnego, gdy prawą zostawiłam wyprostowaną. Złożyłam też krótkiego buziaka na jej czole. - W sumie, gdy mówimy o organizacji... Słyszałaś o tym marszu, co ma być za tydzień? Ten, gdzie ma przemawiać Haywell i Smith? - Zapytałam, jakby lekko ożywiona. - To... Ten... Tak trochę też się zgodziłam wystąpić... - Wydusiłam w końcu z siebie, próbując spojrzeć w jej oczy.

Ricky Roseberry - 2018-03-06, 11:48

Nie potrafiła tego zmienić? Teraz nie musiała radzić sobie sama. Po to ma mnie. Teraz mogłyśmy na sobie liczyć i wspierać się, tak teraz zaczęło to do mnie docierać. Miałyśmy siebie po raz kolejny tym razem na zawsze. Uśmiechnęłam się czując jej pocałunki na mojej dłoni. Tego potrzebowałam od tylu lat. Właśnie tej jednej chudziutkiej osóbki. Jej bliskości, rozmowy z nią jej spojrzenia. Wszystko prysło całe moje złe nastawienie do świata znikło w momencie kiedy ją usłyszałam, a teraz.
No właśnie liczy się teraz... Teraz miałam ją. Na nowo była moja i na nowo czułam się żywa. W momencie kiedy wyjechałyśmy zostawiłam serce i myśli przy niej a tylko ciałem byłam tu. W tym momencie się odnalazłam. Byłam całością, a nie cieniem samej siebie. Dzięki jednej osobie.. Osobie, która była najważniejsza.
- Ty za dużo w pracowni, a ja za dużo w pokoju i na siłowni. - zaśmiałam się. Zdecydowanie za dużo się smuciłam i siedziałam sama, gdybym wyszła z domu wcześniej może inaczej, by to się potoczyło. Niestety nie jesteśmy w stanie cofnąć czasu. Poczułam jak mnie obejmuje i spojrzałam jej w oczy. Była piękna. Po prostu piękno w najczystszej postaci.
- Taaa.. słyszałam co nieco. - powiedziałam skrzywiając się. Dość głośno się o nim mówiło i byliśmy na tą akcję bardzo pesymistycznie nastawieni. Jakoś nikt nie ufał w tym momencie nikomu i to było najgorsze. Umiesz liczyć licz na siebie, prawda? Zrobiłam ogromne oczy słysząc jak bardzo dała się wrobić. Zaśmiałam się cicho i spojrzałam na nią czy mówiła, poważnie. Jej mina sugerowała, że zdecydowanie poważnie mówiła o tej akcji. Zrobiłam ogromne oczy i położyłam swoją rękę na jej kolanie.
- Ty tak serio, serio? Przecież to głupota. - zapytałam patrząc na nią. - Większość osób jakich znam jest zdecydowanie przeciwko takim akcjom. Dziwne, że mutanci są pesymistami jeśli to jest skierowane by poprawić nam życie. - mówiłam na głos moje myśli. Co było dla mnie bardzo dziwne.

Samantha Bartowski - 2018-03-06, 12:04

Dziwne, jak bardzo potrafiłam być lekkomyślna. Zraniono mnie już nie raz. A jednak... Potrafiłam wybaczyć. Ba, nie tylko przebaczyć, ale i zapomnieć. Przynajmniej wtedy, gdy chodziło o tą małą ślicznotkę. Bo niestety, były też osoby, które miałam ochotę rozszarpać, zabić i zakopać sześć stóp pod ziemią... Skrzywiłam się na samą myśl o tym, jak bardzo zjebane były ostatnie 4 lata... Chyba właśnie dlatego tak bardzo cieszyłam się z powrotu mej dawnej miłości - tej, która wyciągała ze mnie to, co najlepsze, a nie tylko pobudzała moje wady.
Ricky... Nie była zadowolona. Znaczy, nie, żebym ja też była, bo w sumie wrobili mnie w to przemawianie. Ale z drugiej strony... Obecnie to właśnie ja byłam najsilniejszym argumentem przeciw całej tej agresji. Bo jako jedyna nie musiałam się bać tego, że zostanę uznana za potwora i zamknięta w siedzibie D.O.G.S..
Heh. W sumie ciekawe, jak bardzo ludzie są obłudni. Uznać innych za bestie tylko za to, że ich organizm zareagował inaczej. Tylko dlatego, że byli nieco inni. Tylko dlatego, że potrafili coś więcej... Wzdrygnęłam się, gdy uświadomiłam sobie, że przecież sama taka byłam 11 lat temu. To było straszne...
- No... Z jednej strony też nie uważam tego za rozważne. Ale to nie tak miało wyglądać na początku. - wydusiłam z siebie w chwili, gdy poczułam jej dłoń na moim kolanie. - To miał być zwykły marsz, protest, za wszystko co się działo. Też za tamto wydarzenie przy przekazywaniu zapasów. Tam gdzie.. Gdzie... No wiesz... - wymamrotałam po chwili, patrząc na bliznę na moim udzie. Wzięłam głębszy wdech, przymykając na chwilę powieki, by móc ponownie zebrać myśli. Nie chciałam wracać do tego piekła, w którym znajdowałam się trochę ponad dwa tygodnie temu... - Ale wtedy ci jebnięci dostrzegli w tym szanse na poprawienie własnych wizerunków, kurwa. I zrobiło się z tego wydarzenie polityczne... - Dodałam w końcu, z wyraźnym grymasem na twarzy. Nie podobał mi się ten obrót spraw, ale cóż mogła zrobić? Ze mnie zrobili tylko małą marionetkę, która miała wzbudzić poczucie winy. Czy jednak ktokolwiek zwróci na mnie uwagę, gdy będą tam znacznie bardziej interesujące postaci?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group