Christian Wilson - 2019-09-28, 11:05 Pierwsze co poczułem jak tylko udało się stać to, że ból jest o wiele mniejszy, jak stałem niż przed chwilą. Co dało mi siły by dojść do budki, gdzie mogliśmy się w razie czego bronić. Leżało tutaj masę broni, którą moglibyśmy wykorzystać. Jednak najchętniej to bym opuścił to miejsce i te całą agencję DOGS. Nie czułem się w niej dobrze, bo wszyscy traktowali gorzej mutantów, a większość nich nie widzi nawet, że są źle traktowani.
Peny zaczęła działać najpierw włączyła cichy alarm i już zaczynała działać dalej. Ja tymczasem próbowałem ogarnąć sobie jakieś prowizoryczny opatrunek na bark.
- Przeszło ci przez namyśl, że ci z helikoptera to mogli być nasi - zwróciłem się Peny, jak ta rozpętała burzę. Nie wiedzieliśmy czy to nasi czy też nie. Jednak już i tak się tego nie dowiemy, ponieważ on odleciał. Poza tym cała ta burza utrudniała nami widzenia. Lecz miała też swoje plusy. Było tutaj wody, którą mogłem wykorzystać do tworzenia lodu.
- Powinniśmy sprawdzić czy ktoś przeżył i czy nie ma pobliżu nieprzyjaciół - dodałem po chwili do swojej towarzyszki.Lasair Roarkedaughter - 2019-09-28, 22:23 // z góry uprzedzam, że z telefonu
- Uwierz mi nie tylko ciebie - powiedziała do towarzysza z którym był ten, który jej dzisiaj już pomógł. Nie wiedziała kim był, ale miała to gdzieś. Nie tylko jego wkurzała. Chyba wiele osób ma jej dość. Jednak nie przejmuje się tym tylko robi swoje. Kiedy mężczyzna chciała doprowadzić ich ona stała w miejscu i obserwowała jak mu to pięknie wychodzi. Po czym spojrzała na Vincenta, bo trochę mu tam udała. W końcu uratował jej życie przed tym granatem. Więc coś tam mu się należało.
- Nie wiem czy zaufasz mi czy będziesz czekał na to jak twojemu koledze uda się uch ruszyć miejsca. Jednak mam propozycje dla ciebie. Ten budynek, który nie dawno widzieliście to komisariat. Dlatego tak wiele było straży - powiedziała patrząc na niego. Jego kolegę i tak zignorowała więc wolała się nie odzywać w jego kierunku. Skoro go denerwuje...
- Oni się stąd nie ruszą. Choćby on miał ich na rękach wynosić. Radziłam bym poszukać wśród nich zdolnych do walki i iść na komisariat uwolnić innych i zdać mocny cios DOGS, a resztę wysłać by zawołała innych na przykład w to miejsce - doradziła mu nie wiedziała czy jej posłucha czy też będzie robi dalej swoje i unikał walki. Chętnie popatrzy, albo i nie..., bo przecież powinna rozejrzeć się za ,,Uzdrowicielem".Vincent Edams - 2019-09-29, 09:48 Zaczęło się komplikować. Nagle pociemniało, usłyszał zbliżające się grzmoty, co zwiastowało burzę, której według prognoz pogody, wcale miało nie być. Czyżby robota jakiegoś innego mutanta ? Do tego odnalezieni przez nich ludzie, wcale nie byli skorzy do ucieczki i stawiali opór. Do tego wszystkiego doszła Lasair, która pojawiła się za nim niczym duch. Jakim cudem jej nie usłyszał do tej pory ?! Albo nagle ogłuchł, albo była to jakaś jej specjalna umiejętność. Wolał myśleć, że to drugie, wiecie taka głupia, męska duma. Nawet taka ameba emocjonalna jak on, miała jakąś dumę.
Nie skomentował w jakikolwiek sposób wymiany zdań między Bradem a Lasair. Nie rozumiał relacji międzyludzkich, więc nie miał zamiaru się w to w ogóle zagłębiać. Słuchał w milczeniu każdej ze stron, łącznie z dziwnym dziadziusiem, który bawił się w proroka. Dziś będzie dobry dzień, jeśli tylko dacie temu szansę ?
Przeniósł spojrzenie na kobietę w obroży. Ryzykowne było ufać komuś spoza Rebelii, z drugiej strony ona miała lepsze rozeznanie w terenie i wyraźnie się paliła do zemsty. Znów otaksował grupkę odnalezionych mutantów. Wyglądało na to, że chcąc, nie chcąc ( a bardzo nie chciał), musiał podjąć jakąś decyzję. Nie mógł wiecznie pytać się Nicka o zdanie. Burza w każdej chwili mogła przerwać łączność. Uniósł krótkofalówkę do ust.
- Nick. Będziemy się wracać do tego budynku, o którym mówiłem. To komisariat DOGS. Na pewno tam znajdziemy innych mutantów. Dołączcie do nas jak najszybciej, uderzamy.
I wtedy, jak na zawołanie zawył alarm. Szlag by to, tyle z cichej misji podjazdowej. Zaklął cicho pod nosem.
- Dobra. - podjął decyzję - Ci, którzy są w stanie walczyć, ale tak SERIO, bez heroizmów, bo nie będzie czasu was ratować, idą ze mną. Reszta niech się rozproszy, powie co się dzieje. Niech wszyscy zdolni do walki, dołączą do nas przy komisariacie. A potem uciekajcie, niedługo dołączy wsparcie, pomogą wam się wydostać
Nie lubił podejmować decyzji. Nie wiedział, czy w tym momencie nie skazuje ich na śmierć...ale stanie tu i czekanie na cud, też dobrym pomysłem nie było.
- Mam nadzieję, że masz więcej granatów, bo teraz się akurat przydadzą - mruknął do Brada i jeżeli z nim poszedł, to ruszyli razem na komisariat. Zakładamy, że Lasair też z nimi poszła.
-Jest coś, co powinniśmy wiedzieć, czy po prostu musimy wyrżnąć wszystkich po kolei ? - zapytał kobiety.
Wziął głęboki oddech. Zwykle musiał panować nad berserkiem, ale zdaje się, że tu będzie wręcz niezbędny. Wiedział, że potem się to odbije na jego samopoczuciu, ale mieli inny wybór? Jego spojrzenie straciło tą malutką część normalności. Teraz był Obiektem 036, maszyną do zabijania. Jebanym Hulkiem.Nicholas Grenville - 2019-09-29, 11:32 Sytuacja zaczynała się coraz bardziej komplikować. Miło było jednak usłyszeć ze strony gadziego mutanta, który szybko podjął decyzję w sprawie wybrania strony. Szlochająca strażniczka nie interesowała Nicholasa, uważając ze i tak zdechnie. Jeżeli nie on, to kto inny ją zabije. Może Brad jak będzie przechodził? Nie zdziwiłby się. Mniejsza jednak o to.
Poważniejszy problem jaki się nagle pojawił, to zebranie się chmur i spowodowanie deszczu jak i wiatru. W połowie drogi zatrzymał się, mając nieprzyjemne uczucie, że zna osobę która użyła mocy na klimacie.
- To nie może być...
Jeżeli to była Rebecca, musi ją powstrzymać, nie mając pojęcia na czyją niekorzyść działa jej moc. Czy na nich, czy dla DOGS. Wyjące syreny były coraz bardziej słyszalne. Odebrał także decyzję od Vincenta, którą szczerze uznał za słuszną. Nawet nie musiał nakierowywać go na podjęcie decyzji. Chłopak szybko dorastał.
- Wyślę Wam wsparcie.
Odpowiedział poważnie, nie wdając się w szczegóły. Wiedząc, że mutanci z Bractwa także biorą w tym udział, wypadałoby skorzystać z ich pomocy.
- Kto może, niech kieruje się do komisariatu by wesprzeć grupę Vinca i Brada. Rzucił ogólnie przez komunikator. Następnie, zwrócił się do nieznajomego nadal mutanta (Varcer).
- Jeżeli mogę liczyć na Twoją pomoc. Udaj się do Komisariatu i wspomóż naszych. Jeżeli nie chcesz walczyć, pomóż chociaż uciec mutantom z tego miejsca. Uratuj tych, którzy z Tobą byli więźniami. Ja muszę zatrzymać osobę która włada pogodą.
Wydał niby polecenie, ale bardziej prośbę. Jeżeli kobieta panująca nad pogodą, znajdowała się w pobliżu, będzie to jeden z dużych plusów, że i Nicholas pozostanie nadal przy wyjściu z rogatek. Dlatego też zostawił gada z prośbą i nie czekając dłużej, a ufając mu że go nie zawiedzie, ruszył w stronę źródła mocy. Jeżeli nie stało mu nic na przeszkodzie i odnalazł Penny, postanowił rzucić się na nią by powalić na ziemie i przytrzymać, aby uniemożliwić jej dalsze użycie mocy. Esther Goth - 2019-09-30, 18:26 Spodziewała się, że strażnicy nie zboczą ze swojego patrolu, by pomóc potrzebującym. Zwłaszcza w tym miejscu tutaj każdy troszczy się o siebie i gdzieś ma innych ludzi. Lecz bardziej w tym wszystkim chodziło o to by zwrócić ich uwagę na siebie. Jasne mogła od razu do nich strzelać, czy krzyczeć lub zrobić jeszcze większy hałas. Nie o to tutaj chodziło lepiej było działać po cichu. Zwłaszcza że nie wszyscy z patrolu wiedzą co wydarzyło się przy Rogatkach. Kiedy zwrócili na nią uwagę nie zamierzała ich posłuchać. Jedynie była gotowa każdej chwili użyć mocy.
Nie musiała, bo Mary zadziała zgodnie z planem i zaatakowała ich od tyłu. Widząc powstające wzory za mężczyzn, a później ich ciała padające na ziemię. Poczuła lekkie ukucie... Lecz szybko je zamazała, bo ci ludzie gorzej traktują innych przez aktywnych gen X.
Podeszła do ciał zaraz za swoją towarzyszką, ale nie zamierzała ich przeszukiwać, bo zaraz rozbrzmiał alarm. Tyle było działania po cichu... Chociaż trzeba przyznać, że mieli refleks.
- Wrócimy do tamtego budynku - powiedziała do Mary, zanim jeszcze usłyszeli polecenie Nicka. - Najpierw sprawdźmy budynek, a potem chodźmy pomóc chłopakom za nim wysadzą pół-DOMu - dodała po komunikacie brata.Bradley Grey - 2019-09-30, 21:46 Cóż, chciał pomóc, ale został powstrzymany. Prosić się nie zamierzał, dlatego stanął w miejscu ze skrzywioną miną.
- Serio zamierzamy jej posłuchać? - westchnął zrezygnowany. Nie ufał jej i nie wykluczał pułapki. Ale przed walką nie zamierzał uciekać.
Vincent podjął decyzję i Brad miał przeczucie, że nie jest to zbyt rozsądne, ale ostatecznie to była jego próba. Chciał dołączyć do Rebelii, więc kiwnął głową z zamiarem ruszenia za Vincentem.
- Nie ekscytuj się, bo niewiele. Ale damy radę - stwierdził z lekkim wzruszeniem ramion. Niemniej był przygotowany, by użyć granatu w odpowiedniej sytuacji i rozwalić kogo trzeba. Dodatkowo wiedział, że Nicholas zgadza się z decyzją i wysyła im wsparcie.
Także zgodnie z ich decyzją zamierzał tam z nimi wrócić i pozabijać wrogów. Na ostatnie pytanie Vincenta prychnął z rozbawieniem. Z jego ust pytanie brzmiałoby nieco inaczej, w stylu: czy po prostu możemy wyrżnąć wszystkich po kolei. Dla wrogów nie miał litości i w swoim pokręconym umyśle wierzył, że dobrze robi.Penelope Mares - 2019-10-01, 13:38 Ignorowałam ból głowy, bo już nie raz go miałam. Najwyżej później wezmę jakąś tabletkę, a tej chwili najważniejsze było jak najbardziej utrudnić działanie naszych wrogów. Widząc naciągające chmury oraz czując wiatr uśmiechnęłam się zadowolona z siebie. Zawsze byłam dumna ze swoich umiejętność i nie rozumiałam słów Christiana. Co z tego, że to mogli być nasi... ale też to mogli być wrogowie. Wolałam nie ryzykować po za tym i wycofali się to znajdą inne miejsce na lądowanie. Jeśli to nasi to zdążą przybyć na sprzątanie, a jak wrogowie to nie wylądują na terenie DOMu.
- Przeszło, ale równie dobrze mogli to być wrogowie - odpowiedziałam do niego, bo nie rozumiałam jego podejścia. Trzeba było działać... On jedynie dzisiaj osłonił mnie oraz przez niego nabawiłam się bólu głowy. Więc lepiej niech się cieszy, że odwalam brudną robotę, kiedy on odpoczywa sobie. Poza tym daję mu możliwość korzystania ze swojej mocy. Woda, deszcze, wilgotność i zimny wiatr, czy to nie są sprzyjające warunki dla jego mocy?
Na następne jego słowa skinęłam głową, ale jeszcze zamierzałam trochę bardziej rozpętać burzę. Może ktoś z atakujących cierpi na astrafobie. Niestety zazwyczaj właśnie, kiedy korzystam z mocy jestem całkowicie bezbronna i nie widzę zbyt wyraźnie tego co mnie otacza. Dlatego nie zauważyłam mężczyznę szarżującego w moją stronę. Nim ten zbliżył się do mnie widząc go już blisko siebie. Spróbowałam go odrzucić od siebie wiatrem. Wolałam nie wywoływać trzęsień ziemi do czasu aż nie będę bezpiecznej odległość od muru i budynków (nie wiem kto gdzie postaci stoi). Zwłaszcza, że wiatr i burza potrafią zrobić swoją. Poza tym był niedaleko mnie Chris więc niech ruszy swoje cztery litery i coś zrobi, a nie stoi jak jakaś primadonna i czeka aż wszystko załatwię za niego. Jak do dotąd miał z jednym razem powinniśmy ruszyć i zabezpieczyć teren przy Rogatkach, by nikt nie mógł skorzystać tej drogi ucieczki.
PS co do tego czy rozpoznałam męczyźnie swojego ukochanego czy też nie. To z góry mogę powiedzieć, że nie pamiętam Nicka jego wyglądu czy też mocy. Jedynie wspomnieniach wrócił do mnie jego głos. Więc do czasu aż się nie odezwie to jest dla niej obycm.Mistrz Gry - 2019-10-01, 18:47 Czarne chmury zbierały się na niebie. Nie tylko osoby zebrane nad głównym wejściem do dzielnicy mogły je podziwiać - ich mrok był widoczny nawet z najbardziej oddalonych zakamarków tego miejsca. Jakby noc, wcale nie chciała opuszczać tej godziny, przeciągając w nieskończoność to, co nieuniknione.
A tym dzisiaj była śmierć - o czym zdążyły się już przekonać nasze dzielne dziewczęta. Mary bez większych problemów zdołała pokonać dzielące ją piętra, patrząc uważnie na drogi rysujące się za skrzyżowaniem. Nie znalazła w sobie jednak wystarczająco dużo sił, by wykorzystać przewagę, jaką udało im się zdobyć w tym krótkim starciu. W jej oczy jednak z całą pewnością rzuciły się bronie - zarówno te, które trzymane były przez nich w dłoniach, jak i dziwne... Pistolety? Tak, chyba pistolety wiszące przy ich bokach. Martwy kundel miał przy sobie wyłącznie karabin i jedną dziwną broń, gdy funkcjonariusz - karabin i dwie sztuki nierozpoznanych pukawek. Jeśli tylko chciałyście - mogłyście bez problemu się w nie wyposażyć.
W tych okolicznościach władze przejęła Esther - zarządzając powrót do wcześniej mijanego hostelu.
Jeśli się tam udałyście, już na parterze spotkałyście kilku skrzywdzonych mutantów. W wasze oczy rzucała się nie tylko ich niska waga, ale i obrażenia - rany, krew na ich skórze i ubraniach, siniaki rysujące się przez całe ciała. Byli bezbronni - tak samo jak wszyscy mieszkańcy tego budynku. Wiedziałyście, że nikt z nich nie nada się do walki, ale... Część z nich wciąż mogła chodzić. Może znajdziecie dla nich inne zadanie, nim ruszycie dalej?
Rozkazy zostały wydane. Nicholas, mimo niesprzyjających warunków zachował trzeźwość umysłu - zyskując nie tylko nowego sojusznika, ale i chwilę wytchnienia po właśnie stoczonej bójce. Nawet odezwała się w nim odrobina empatii dla rannej strażniczki, która na jej wyraźne zignorowanie od razu odetchnęła. To było dziwne zjawisko - wiedziała, że jej życie wisi na włosku, ale jednak... Wciąż miała szansę. Nie liczyła na pomoc, ale cieszyła się, że kolejne wdechy tlenu napełniają jej płuca. Christopher nie miał absolutnie żadnego problemu ze znalezieniem broni - pytanie tylko brzmiało, na ile nie zostały one uszkodzone? Nie było sensu zawieszać wzroku na tych, po których krew wciąż wolno spływała - były zbyt blisko wybuchu. Sama strażniczka wciąż miała przy swoim boku jednak dwa dziwne pistolety - i oba doskonale mogłeś kojarzyć. Widziałeś kiedyś, jak jeden nieposłuszny kundel został takim potraktowany, a jego moce natychmiast się uspokoiły, by po chwili dostać w klatkę małą pluskwą z tego drugiego - co od razu wyłożyło go na ziemię. Brrr. Musiało wtedy boleć. Przy samych budkach walał się też karabin, który wcześniej należał do kobiety - nie miałeś jednak pewności, czy ten jest w stu procentach sprawny.
Tylko co teraz, gdy już mogłeś się uzbroić? Wykonasz plany swojego nowego dowódcy, czy jednak zareagujesz na jego działania?
Budka miała stać się teraz miejscem kulminacyjnym. Christianowi udało się znaleźć kilka szmatek i usztywnienie dla swojej ręki, a lata pracy w wojsku dały mu odpowiednie przygotowanie do szybkiego, prowizorycznego zabezpieczenia uszkodzonej ręki. Nie musiał też szukać wody - tą w dużej mierze dostarczała mu Penelope - prosto z obfitego nieba. Krople zdawały się robić coraz cięższe, a w wirujących nad nimi chmurach można było dostrzec piękno - nic więc dziwnego, że kobieta też mogła się nim zachwycić. Jaka szkoda tylko, że jej dzieło chciał przerwać ten zawzięty blondyn.
Wtargnięcie do budki nie było tak gładkie, jak dowódca rebelii miał w planie. Krótkie zawieszenie się w drzwiach, przepchnięcie kundla na swojej drodze i rzucenie się na pannę Mares było wystarczająco szybkie, by na krótką chwilę zachwiać jej mocą - ale jednocześnie zbyt słabe, by kobieta padła na ziemię, całkowicie rozmywając burzowe chmury. Jeżeli do tej pory blondynka była zła na swego towarzysza za brak działania - to teraz musiała wychodzić z siebie. Ale może jednak w tym bliskim dystansie znajdzie dla siebie szansę? W końcu - prócz mocy miała do wykorzystania całe zaplecze swoich Rządowych zabawek.
Leilah nie zdążyła podjąć własnej decyzji. W niewielkim radyjku, w które została wyposażona rozbrzmiał szybki rozkaz - kierowania się na komisariat. Nie wiedziałaś, gdzie ten przybytek może się znajdować. Ta dzielnica już od dawna nie przypominała tej, którą była przed wojną. Musiałaś więc znaleźć sposób, by znaleźć drogę - nie było czasu na błądzenie przy poszukiwaniu drogi. Czy w jednym z mijanych budynków zdołasz znaleźć swojego przewodnika? A może jednak zaryzykujesz, i ruszysz w kierunku, skąd wcześniej dobiegało dziwne światło?
Kto by się też spodziewał, że młody Vincent znajdzie w sobie tyle samozaparcia, by jednak przewodzić tym biedakom? Jego rozkazy spotkały się z wyjątkowym optymizmem ze strony tego małego tłumu, który niemal natychmiast zaczął się organizować. Chcieli pomóc, chcieli być skuteczni. Znali swoje możliwości i mimo tego, że wszyscy chcieli mieć coś do powiedzenia przy tym ataku - u Waszego boku stanęła wyłącznie piątka. Trzy osoby wraz z małą dziewczynką i niewidomym mężczyzną ruszyli za to przed siebie - między kolejne klatki, wybudzając swoich sąsiadów, ogłaszając nowy dzień i nie zważając na wycie syren w oddali. W końcu... I tak nie mili już nic do stracenia.
Widać było niechęć w oczach Bradleya jak i determinację w spojrzeniu Lasair. I nie ważne teraz było, jak skrajne są Wasze poglądy i motywy, które Wami kierowały - ważne było, że teraz byliście drużyną i przysługiwał Wam wspólny cel - uwolnienie Waszych pobratymców z tego piekła.
Roarkedaughter miała informacje, który obecnie były dla Was na miarę złota - znała dokładnie ustawienia strażników między celami, jak i godziny, kiedy się wymieniają. Wiedziała, którzy funkcjonariusze dają się przekupić za informacje, oraz jak wielu z nich znajduje się na komisariacie w trakcie jednej zmiany. Wiedziała, że nie wszyscy kundle są po stronie Rządu - że część z nich jest zmuszana do współpracy. Wiedziała o tym miejscu zdecydowanie zbyt wiele - przez kłopoty, w które się w przeszłości pakowała. Kto by pomyślał, że dziś zadziała to na jej korzyść?
Mogliście zrobić wielkie wejście - przez główną ulicę, mijając wszystkie patrole, które wtedy tam zobaczyliście. Ale mieliście też cichszą drogę - naokoło, po dachach budynków i mijając klatki schodowe. Musieliście jednak pamiętać, że nie chodziło już wyłącznie o Was - musieliście przygotować drogę dla wsparcia, które do was zmierzało. A pewno mogliście być jednego - to nie tylko rebelia, to nie tylko bractwo, to nie tylko armia X. To też cywile - ci, którzy spędzili tu już zdecydowanie zbyt dużą część swojego życia.
___________________________
MG oczekuje na odpowiedzi do 72h (25.09 ok. 20.00), post MG pojawi się do 24h od uzyskania ostatniej odpowiedzi.
Numer porządkowy: 1
Dane: Vincent Edams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Kamizelka kuloodporna, kominiarka, pistolet, naboje, krótkofalówka, noże do rzucania, podręczna apteczka (opatrunki, opaska uciskowa, płyn do odkażania ran)
Numer porządkowy: 2
Dane: Bradley Grey
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe, dwa noże taktyczny bojowy RUI, 2 pistolety Desert Eagle, karabinek AK, kuloodporny hełm Ronin Devtac, kamizelka kuloodporna + plecak z nabojami, wodą i podręczną apteczką.
Numer porządkowy: 3
Dane: Nicholas Grenville
Żywotność: 83%
Opanowanie: 95%
Inne: Dwa pistolety desert eagle + zapasowe naboje wymienne, po dwa opakowania na jedną broń. Noże do rzucania, skrywane w obuwiu. Kamizelka kuloodporna. Broń palną ma ulokowaną w kaburach, umocowanych na pasku od spodni. Z kolei naboje, zapałki, scyzoryk, apteczka, po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe,, opaski zaciskowe (długość odpowiednia np. do skrępowania dłoni wroga) schowane ma w małym plecaku jaki wziął ze sobą. znaczące obrażenia: rana po kuli prawej dłoni
Numer porządkowy: 4
Dane: Esther Goth
Żywotność: 100%
Opanowanie: 94%
Inne: kamizelka kuloodporna; krótkofalówka; noże do rzucania; pistolet Beretta M9A3 kal. 9x19 Black; naboje
Numer porządkowy: 7
Dane: Christian Spivey
Żywotność: 87%
Opanowanie: 100%
Inne: pistolet, naboje, krótkofalówki, kamizelkę, obroże, chip, nóż, znaczące obrażenia: złamanie prawej ręki
Numer porządkowy: 8
Dane: Mary Pond
Żywotność: 100% Opanowanie: 81% Inne: -scyzoryk (klasyczny: śrubokręcik, dwa noże, pilniczek, nożyczki, korkociąg i otwieracz do kapsli)
-butelka wody (0,5l)
-notesik z notatkami i rysunkami, ołówek z gumką i jakiś długopis
-plecak mieszczący w sobie wszystko powyższe i mający po kieszeniach masę śmieci w stylu jakiś spinaczy, papierków czy gumek recepturek
-standardowy strój: spodnie, sportowe buty, koszulka, bluza z głębokim kapturem i chusta, na razie na szyi,
Numer porządkowy: 9
Dane: Christopher Varcer
Żywotność: 70% Opanowanie: 70% Inne: Czarna maska i zwyczajne odzienie. Brak noszonej broni oraz jakiejkolwiek zawartości w kieszeniach. Postać jest zachipowana.
Numer porządkowy: 10
Dane: Leilah Adams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: 2 pistolety, 3 noże, naboje, kamizaleka kuloodporna, rękawiczki bez palców, krótkofalówka, granaty - plecak a w nim: apteczka (bandaż, woda utleniona, opaska), woda mineralna
Mary Pond - 2019-10-01, 21:03 Mary odetchnęła. Wzięła jeden z pistoletów i sprawdziła czy jest w stanie znaleźć ten dyngs do zabezpieczenia broni. Nie wiedziała w jakiej pozycji powinien być, ale pewnie strażnicy na patrolu w takim miejscu jak DOM raczej nosili ją odbezpieczoną. Jeśli udało się jej zabezpieczyć (chyba) pistolet to pociągnęła za spust celując w ziemię kilka metrów od siebie i w przeciwną stronę niż Esther, po czym jeśli nie wystrzelił to wsunęła go do kieszeni spodni. Jeśli wystrzelił to poprawiła i wtedy dopiero schowała go w spodnie. Jeśli natomiast nie znalazła dźwigienki do zabezpieczania, to trzymała go w ręce. Nie chciała doprowadzić do głupiego wypadku. Pamiętała co powiedziała wcześniej o tym, że nie umie korzystać z broni palnej. Nadal też w głębi jej świadomości obijało się słowo „morderca”. Nie zamierzała używać pistoletu dopóki nie będzie to konieczne. Pokiwała głową na polecenie Esther i ruszyła za nią do budynku.
W środku ją zatkało. Już pomijając, że od zapachu krwi zbierało jej się na wymioty. Jak oni mieli ewakuować tych ludzi? To nie było wykonalne. Chyba, że ci mogący się w miarę ruszać pomogliby tym mniej mobilnym? Spojrzała najpierw na Esther, a potem z powrotem na nich. Nie była zbyt dobra w przemowach. Przejechała dłonią po włosach przytrzymując kaptur żeby jej nie spadł.
-Dobra, na pewno zauważyliście już, ze coś się dzieje.- zaczęła. Niemożliwe, by nie usłyszeli syren. Uznała to więc za dobry początek wypowiedzi. Bez wątpienia był to jakiś punkt zaczepienia -DOM jest obecnie atakowany i atak ten ma na celu uwolnienie Was stąd. Zbierzcie kogo się da, poinformujcie sąsiadów i niech oni poniosą wieść dalej. Pora na ewakuację.
Spojrzała po ich twarzach jak przyjęli taki news, a potem w stronę Esther co ona o tym wszystkim sądzi.
-Ktoś powinien iść z nimi. W razie jakby po drodze trafili na patrol albo jakieś inne zagrożenie.- dodała dużo ciszej. Ci ludzie ledwo chodzili, już nie mówiąc o jakiejkolwiek zdolności bojowej. Nie zamierzała ich teraz zostawić samych sobie.Lasair Roarkedaughter - 2019-10-01, 21:54 Słysząc pytanie drugiego chłopaka czy na serio zamierza jej posłuchać miała ochotę wywrócić oczami. Jednak ostatecznie się powstrzymała, bo to, że mieszka w tym miejscu nie znaczy, że jej się tutaj podoba. Została ma kilka spraw do załatwienia, a poza tym chciała móc się odegrać. Dobrze, że nie wiedziała, iż mężczyzna sądzi i zaciąga ich pułapkę, bo by powiedziała mu parę minut. Spojrzała na młodszego chłopaka co ten odpowie swojemu towarzyszowi.
Jednak słysząc jego pytanie skierowanie bezpośrednio do niej uśmiechnęła. Tak się składało, że o tym miejscu wiedziała wiele. Pewnie znowu zostanie oskarżona o to, że za dużo wie. Jednak no cóż, zależało jej na zniszczeniu tego budynku oraz uratowaniu więźniów. Z wieloma z nich często miała okazje siedzieć cela w cele. A takich miejscach nawiązuje się trwałe znajomość.
- Po kolej to może nie... Nawet pies potrafi ugryź rękę swojego pana jeśli jest przez niego źle traktowany. Podobnie jest z niektórymi kundlami. Pracują, bo są zmuszeni. Więc jeśli zauważą okazję i będą czuli, że nie spotka ich kara na pewno się zbuntują przeciw swoim panom - powiedziała nie mogła sobie darować taj anegdoty o psach i panach. Taka była prawda nie bez powodu są nazywani kundlami. - Cóż mogę podzielić się z tobą, a raczej z wami - cóż nie chętnie dopowiedziała to ostanie słowa. - Różnymi informacji... Wiem praktycznie wszystko o tym miejscu. Ilość strażników, godziny zmiany, a nawet ustawienie ich pod celami - powiedziała, jeśli będzie chciał to wiedzieć to pewnie się z nimi tym podzieli. Po czym spojrzała na starszego mężczyznę. Widziała, że jej nie ufał więc woląc wyjaśnić jeszcze jedna kwestie nim miałby cały czas jej patrzeć na ręce. - Za nim zapytasz to uprzedzam, że wiem to wszystko, bo często ląduje w tym miejscy i potrafię obserwować - powiedziała stronę Bradleya. Cóż lepiej co nieco wyjaśnić sobie przed atakiem. Jak powiedziałam Lasair uważała uprzedzić jego pytanie lub postawić sprawę jasno.
- Stąd możemy dostać się na dwa sposoby. Ot frontu z głównej ulicy lub trochę ciszej na około - głową wskazała na dach, by wiedzieli co znaczy na około. - Oczywiście proponowałabym naokoło, ale jak uważacie. Jeśli wolicie zaatakować z głównej ulicy to wasz wybór. Ja się dostosuje, a poza tym jestem Lasair - powiedziała, jakie mają możliwość oraz co ona by im poradziła. Reszta należy do nich...Esther Goth - 2019-10-01, 22:12 Udały się do budynku, który wcześniej miały. Cóż Esther liczyła, że może znajdą tam parę mutantów zdolnych do wali, ale to co tam zobaczyło. Na pewno sprawi, że będzie miała później koszmary. Ponieważ po raz kolejny jak przekroczyła mury tego miejsca pojawiło się pytania. Jak można pozwolić na to, by ludzie żyli w takich warunkach? Jakim potworem trzeba być, by tak krzywdzić innych tylko daleko, że jest inny? Oczywiście sama nigdy nie odpowie sobie na te pytania i wolała nie mieć okazji spytać odpowiedzialnych za to. Nie gwarantuje by sama nie okazała się potworem za jaką ją mają. Widząc tych ludzi chudych, brudnych i ledwo żyjących nie mogła wydusić z siebie słowa. Dobrze, że jej towarzyszka przejęła pałeczkę i wygłosiła do nich mowę.
Skinęła Mary głową, bo naprawdę dobrze to powiedziała pewnie sama by nie powiedziała by lepiej. Poza tym nie była wstanie nic wykrztusić tak ją zatkał widok tych ludzi. Dopiero jak dziewczyna stwierdziła, że ktoś powinien z nimi iść spojrzała na nią.
Szykował się atak na komisariat, więc pewnie i tak nie natrafią na patrol. Jak on już się rozpocznie to pewnie wszystkie jednostki zostaną skierowane w tamte miejsce. Ważniejsze była obrona komisariatu niż patrolowanie ulic. Przynajmniej tak sądziła Esther, a poza tym nie za dobre wyjściem było teraz się rozdzielać.
- Wątpię by natrafili na jakiś patrol, bo sama słyszałaś zaraz zaatakują komisariat więc tam DOGS ściągnie wszystkie jednostki. - zaczęła mówić, by podzielić się z Mary ze swoimi wnioskami. - Muszą sobie poradzić i połączyć siły, bo jeśli teraz ich odprowadzimy stracimy czas, a trzeba poszukać zdolnych do walki. Nie możemy tracić czasu, bo jeszcze wielu czeka na naszą pomoc - powiedziała do nich i wiedziała, że jeśli teraz się myliła to pewnie będzie miała tych ludzi na sumieniu. Jednak miała nadzieję, że rzeczywiście nie trafią na żaden patrol DOGS, a jedynie na ich sprzymierzeńców, którzy ich pokierują do wyjścia.Christopher Varcer - 2019-10-02, 00:00 Christopher nie mógł narzekać na brak możliwości wyboru dodatkowej broni. Karabin na pierwszy rzut oka dla wielu wydawałby się bronią idealną na obecną sytuację, jednak mężczyzna po szybkiej analizie szybko zrezygnował z pomysłu zabrania go ze sobą. Był zbyt mało celny, a zaludnienie obszaru było na tyle duże, że mógłby przypadkiem kogoś postrzelić - w tym sojusznika, który mógłby znajdować się zbyt blisko celu.
Ostateczny wybór padł na dwa specjalne pistolety, które miała przy sobie strażniczka. Mężczyzna wcześniej podszedł do niej, domyślając się, że ta mogła mieć przy sobie coś wartego uwagi. Mutant konfiskując jej broń zachowywał wszelkie środki ostrożności wobec kobiety, aby nie wywołać dodatkowego bólu ani nie wzbudzić w niej uczucia strachu. Gdyby jej wcześniej nie pomógł, strażniczka prawdopodobnie stawiałaby opór. Zanim się od niej oddalił, położył swoją rękę na jej drżącej dłoni. Być może widzieli się już ostatni raz. Było to jak pożegnanie, jednak Chris wierzył, że przynajmniej ta jedna uratowana przez niego osoba przeżyje. Bardzo mu na tym zależało.
Mutant wiedział, że sięgając po broń, godził się na możliwość utraty życia jeszcze tego dnia. To nie była zwykła zabawa czy gra. Tutaj miało się tylko jedno życie... i Christopher był gotów je poświęcić w imię pozostałych mutantów. Nie miał pewności, że kogokolwiek uda mu się tam uratować, lecz wolał umrzeć ze świadomością podjęcia jakichkolwiek działań dla dobra innych niż uciec jak ostatni tchórz, by potem wyrzuty sumienia dręczyły go do końca życia.
Dlatego też po otrzymaniu prośby od nieznajomego, Christopher bez jakichkolwiek pytań skinął do niego głową. Uzbrojony w dwa znane sobie pistolety ukryte w kieszeniach swoich bojówek, ogoniasty podwinął rękawy zaniedbanej i poszarpanej bluzy po same łokcie, by zaraz ze skóry wyrosły ostre, kilkucentymetrowe kolce. Znajdowały się one w rzędach, od nadgarstków do łokci. Naturalna broń, której nie dało się skonfiskować.
Stawiony przed wyborem ucieczki bądź walki, jaszczur podjął się ryzyka i natychmiast pobiegł w kierunku komisariatu. Doskonale znał drogę i rozkład wszystkich ważnych budynków. Powinien poradzić sobie z dotarciem do celu. Pod warunkiem, że nie trafi na przeszkody w postaci... no właśnie. Już po chwili dostrzegł, że na głównej ulicy znajdują się liczne patrole. Jako że był sam, był zmuszony biec okrężną drogą, ponieważ samotnie nie dałby im wszystkim rady.
Podczas gdy intruzi likwidowali wszelkie patrole na swej drodze (co nie trudno było wywnioskować przez leżące zwłoki mundurowych) Christopher przebiegając przez jedną z węższych uliczek dostrzegł nieopodal kamerę przy jednym z budynków, zwróconą prosto w jego stronę. Zamurowało go. No tak... nie bez przyczyny mówiono, że strażnicy widzą i wiedzą wszystko. Nawet tam, gdzie ich teoretycznie nie ma...
Jaszczur wpadł na pewien pomysł. Pozbawi ich możliwości monitorowania całego wydarzenia z ich bezpiecznego, ciepłego stanowiska. Jeżeli zacznie niszczyć kamery, strażnicy nie będą mieć możliwości obserwowania kierunku przemieszczania się mutantów ani nie będą znać ich mocy czy aktualnego wyposażenia. Jako wielomiesięczny mieszkaniec DOMu, pasiasty znał umiejscowienie bardzo wielu kamer, a jego pomysłowość mogła okazać się na tę chwilę całkiem przydatna.
Mając do przebycia dłuższą trasę, zaczął uszkadzać kamery napotykane na swej drodze. Te, które znajdowały się w zasięgu jego pazurów oraz kłów były brutalnie wyrywane oraz niszczone, z kolei monitoring umiejscowiony w wyższych, bardziej niedostępnych punktach, spotykały się z pociskami z błota oraz kamieniami. Burza okazała się przydatna i dzięki niej jaszczur miał dostęp do sporej ilości mokrej ziemi. Wręcz idealnej do ubrudzenia obiektywów. Ktokolwiek obserwował sytuację po drugiej stronie, mógł chwilami dostrzec te nieludzkie złote ślepia wpatrzone z nienawiścią w kamerę, nim ta stała się bezużyteczna. Zależnie od modelu kamery, Chris dostosowywał swe metody pod każdą z nich.
Temperatura otoczenia nie była sprzyjająca dla gada, lecz ruch rozgrzewał jego organizm i pozwalał mu działać. Zdyszany wkrótce był niemal pod komisariatem. To tutaj miał się zjawić. Zwolnił tempo, wlekąc za sobą swój długi ogon. Zużył sporo energii, ale wierzył, że dzięki niemu wróg będzie miał utrudnione zadanie z ogarnianiem sytuacji na bieżąco i mutanci będą mieć większe pole do manewru. Nałożył na nos maskę, chcąc ukryć lekko pokaleczone przez odłamki usta i fakt intensywnego dyszenia, ale kiedy dotarł na miejsce, nikogo z rzekomych sojuszników nie zastał. Dotarł za późno...? A może mężczyzna spod rogatek go oszukał? Mutant szukał wzrokiem swoich, wyraźnie zagubiony.Vincent Edams - 2019-10-02, 18:43 Ku jego niemałym zaskoczeniu, obcy mutanci przyjęli rozkazy wręcz z entuzjazmem i rozproszyli się. Pozostała przy nim piątka, wyglądała na taką, która nie polegnie w pierwszych sekundach bitwy, Chyba.
Lasair okazała się być stałą bywalczynią komisariatu DOGS. Dobrze, to było cenne źródło informacji, których im wcześniej brakowało. Teraz trochę żałował, że nie zaatakowali od razu, bo stracili element zaskoczenia. Z drugiej, skąd mógł o tym wiedzieć? W odwrotnej sytuacji, pewnie by się zastanawiał, czy zrobił dobrze, od razu atakując. Teraz przynajmniej miał dodatkowe wsparcie.
Analogia z psem i panem, była tu całkiem trafna. Gdyby potrafił się uśmiechnąć, z pewnością by to zrobił.
- Na atak z zaskoczenia, jest już nieco za późno. - zauważył, bo w tle wyły syreny. - Ta burza też nie jest całkiem normalna...ale może zadziałać na naszą korzyść. I...Vincent - spojrzał na Lasair. Po małych Armagedonie, zafundowanym im wcześniej przez Brada, kominiarka była niemal w strzępach, więc Roarkedaughter mogła ujrzeć jego twarz. Choć za niecały miesiąc miał się stać pełnoletni, wyglądał na góra szesnaście-siedemnaście lat.
Znów wyciągnął krótkofalówkę, by nadać komunikat grupie. - Mam pewien pomysł. Co prawda, już wiedzą, że coś się dzieje, ale nasza grupa może posłużyć jako wabik. Jest opcja dostania się do komisariatu naokoło, po dachach. jak ktoś jest bardziej mobilny, może spróbować uderzyć od środka, gdy my zajmiemy się frontem.
No to teraz musieli zrobić wszystko, by oczyścić drogę. Edams aktywował moc, odbezpieczył broń i gdy dotarli na miejsce, rozproszyli się. Starał się zmniejszyć odległość, ile tylko się dało, by wektory były jak najsilniejsze, a przy tym nie wystawić się na widok strażników i ich ostrzał. Gdy był dostatecznie blisko, przystąpił do ataku. Wektory, niewidzialne dla nikogo siały spustoszenie w ludzkich kręgosłupach, niczym wściekłe dwunożne Cthulhu a gdzie mu się nie udało zabić od razu, chłopak dobijał ofiary z broni palnej. Jeżeli udało mu się przebić i trafić do środka, oczyszczał drogę dalej, starając się znaleźć coś na kształt centrum dowodzenia. W AlterGenetics było takie pomieszczenie, gdzie można było kontrolować wszystkie cele. Nicholas Grenville - 2019-10-03, 00:38 Nicholas akcję wewnątrz pozostawił zaufanym osobom, wierząc że podołają zadaniu i współpracując osiągną to po co tutaj przyszli. Mieć nadzieję, że uda się wszystko zrealizować zgodnie z planem zanim Armia X dotrze i zacznie działać po swojemu. Sobie narzucił zadanie powstrzymania mutanta wytwarzającego dziwne zjawiska pogodowe, które nie sprzyjały akcji. Byłoby fajnie, gdyby udało mu się powalić kobietę, lecz nie było to możliwe. Swoją mocą zaczęła się bronić. Pomimo tego fatalnego porywu wiatru, udało mu się ujrzeć jej twarz, ale nie powalić na ziemie by całkowicie powstrzymać od używania mocy. Jedną rękę trzymał w powietrzu nad czołem, jakby próbował zmniejszyć opór wiatru kierowany w jego stronę.
- Rebecca przestań!
Nie wierzył że to ona, ale rozpoznał ją. Ona z nim mogła mieć problem, ze względu na jego maskę na twarzy. Nie miał pojęcia co jej zrobiono, ale to co usłyszał parę dni temu od córki, że jej nie poznała, mógł mieć najgorsze przypuszczenia. Czy może jak się odezwał, będzie go pamiętała? Nicholas podjął ponownie próbę zbliżenia się do kobiety, by złapać ją chociażby za rękę.Penelope Mares - 2019-10-03, 10:11 To, że Chris nic nie robił bardzo mnie irytowało, bo wszystko spadało na mnie. Jednak bardziej mnie wkurzały jego gatki pouczające. Bo przecież nie byłam głupia wiedziałam, że ten helikopter mógłby być naszymi sprzymierzeńcami, ale również wrogami. Wolałam nie ryzykować i za działać. Poza tym ktoś musiał coś robić... Nie zdążyłam zrobić nic więcej, kiedy pojawił się ten mężczyzna w masce, który próbował mnie obalić.
Serio? Dość, że nic nie robił to jeszcze pozwala się przepchnąć. No po prostu szok... Jak tacy ludzie mogą pracować dla rządu. Nic dziwnego, że ci terroryści jeszcze działają i pozwalają sobie na takie ataki.
Lekkie popchnięcie, zadziałanie mocą oraz ustanie na nogach. Stanęłam pewniej na nogach, kiedy udało mi się odsunąć od mężczyzny i wiatr mu utrudniał życie. Jednak no cóż nie dość, bo przez niego doszły mnie jego słowa, a bardziej głos. Przerwałam wiatr, który przywołałam w tej budce, aby móc bardziej mu się przyjrzeć. Nie widziałam jego twarzy... Jedynie w głowie miałam ten głos. Znałam go, ale w moich wspomnieniach mówił inne słowa. Poza tym znowu spotkałam się z tym imieniem. Przed kilkoma dniami spotkałam dziewczynkę, która też użyła tego imienia oraz Chris mawiał mi, że jestem jakąś Rebeccą... ale to nie możliwe... Nie jestem Rebeccą, jestem Penelope. Spojrzałam na swojego towarzysza, a następnie sięgnęłam bo broń z mutazyną. Która blokowała użycie mocy... Musiał to być jakiś mutant, który manipuluje głowie. Dlatego jego głos jest dla mnie taki znajomy. Wycelowałam broń w niego...
- Kim jesteś? Przestań mieszać mi głowie nie jesteś żadną Rebeccą tylko nazywam się Penelope - powiedziałam do niego. Jeden jego ruch czy cokolwiek co mi się nie spodoba, a użyje go i pożegna się z mocą przynajmniej na razie.