To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

fremont - Garaż #1

Nicholas Grenville - 2019-04-01, 19:08

To co mu przedstawiła swoimi słowami, dość pewnie i zdecydowanie, że określa dane osoby dobrze, zaczęło powoli denerwować Nicholasa. Nie byłoby źle, gdyby Caroline nie dodała tego jednego nazwiska, które wręcz podniosły Grenvillowi ciśnienie. Nie chciał jednak tego po sobie poznać, ale wolna jego dłoń, zacisnęła się mocno w pięść. Tak, jakby miał zaraz uderzyć dość boleśnie kobietę, czy nawet skręcić jej kark. Nie mógł tego zrobić. Jest neurologiem i mogłaby się im przydać. A druga sprawa jest taka, że ona jest ofiarą Vincenta. Nie mógł odebrać mu tej przyjemności z zabijania. Ale to dopiero, jak przyjdzie na nią czas.
Hamując swój gniew, starając się także zapanować nad mocą, by nie wyszła mu z rękawów i nie udusiła już na dobranoc Caroline, wziął wdech i wydech.
- Czy mogę nazwać człowiekiem kogoś pozbawionego praw i własnej woli? Owszem. Mogę. Bo nadal jest człowiekiem. Nie maszyną, nie pralką, nie cyborgiem... Skoro to jest Twoje danie i masz czelność tak ich i nas nazywać, na miano człowieka, to raczej Ty nie zasługujesz dziwko.
Zwinął jej identyfikator, jeżeli miał jakąś smycz i włożył do swojej kieszeni w kurtce. Odruchowo sięgnął za plecy po broń palną, jaką miał schowaną za paskiem spodni. Jednakże rozmyślił się i nawet jej nie wyciągnął. Sięgnął za to po składany nóż z kieszonki swojego buta wojskowego, z pod nogawki. Rozłożył go i podszedł do Caroline. Rozciął jej górną odzież tak, by było idealnie widać klatkę piersiową. Następnie spojrzał na Vincenta, podając mu nóż.
- Chcesz poćwiczyć pisanie?
Zapytał brzmiąc niby spokojnie, ale w oczach jego biły gniew i wściekłość wilcza.
- Napisz jej to samo, co Ty masz na torsie. To Twój "obiekt", któremu trzeba nadać numer.
Zasugerował. Mógłby to zrobić sam, ale pozwolił uczynić to chłopakowi. To jednak nie był koniec tego, co dziewczyna otrzyma od Nicholasa. Na razie muszą jej pokazać, jak to jest być "obiektem".

Vincent Edams - 2019-04-03, 11:24

Słowa Caroline sprawiły, że krew wręcz zagotowała się w jego żyłach. Jak ta szmata śmiała kategoryzować w taki sposób? A kto inny pozbawiał mutantów wolnej woli, jak właśnie, nie oni - ludzie?! Skąd sobie uroili, że mają prawo mieć władzę nad innym człowiekiem, tylko dlatego, że miał aktywny jeden gen więcej?!
Złość Edamsa była wielka, ale to było nic, w porównaniu z tym, co właśnie stało się z Nicholasem.
Chłopak z pewnym niedowierzaniem, patrzył na przemianę swojego towarzysza, czy raczej opiekuna. Zwykle był wręcz łagodny, nie dający się wytrącić z równowagi, cierpliwy do granic wręcz niemożliwości,bo w końcu z własnej woli, pracował nad tym, by zrobić z VIncenta kogoś cywilizowanego. Edams zawsze się zastanawiał, czemu właściwie Grenville opuścił Bractwo i dołączył do Rebelii. Teraz jakby poznał jego drugą naturą. Miał wrażenie, że to wytrącenie z równowagi, nastąpiło po którymś z wypowiedzianych przez kobietę nazwisk. Nie miał pojęcia o które chodziło, ale wyraźnie Nicholasem wstrząsnęło.
Obserwował jego ruchy i już miał otwierać usta, żeby go powstrzymać, bo w końcu to była JEGO ofiara i tylko on miał prawo kobietę zabić, ale obyło się bez tego. Patrzył bez słowa, jak Grenville, z gniewem w oczach, jakiego Edams jeszcze u niego nie widział ,rozcina kobiecie bluzkę, po czym oddaje nóż...jemu.
Wymienili spojrzenia, po czym bez zbędnego rozwodzenia się nad poleceniem podszedł do Caroline. Walcząc z dziwnym uczuciem zażenowania (NIE PATRZ W DÓŁ) , zachowując spokojny wyraz twarzy, przykucnął i chwycił nóż pewniej. Skoro to jego pierwsze obiekt, to zasługuje na numerek numer 1, prawda? Ale oczywiście w opcji trzy cyfrowej, tak jak w AlterGen, żeby nie było za lekko.
- Pamiętaj. Jak zaczniesz wyć, to ci ten nóż wsadzę prosto w gardło - ostrzegł ją cierpko.
Wiedział, że nie może żłobić nożem zbyt głęboko, bo kobieta się tu wykrwawi. Nie da się jednak ukryć, że nie było to dla Caroline przyjemne. W końcu jednak, tuż nad prawą piersią (ani myślał zrobić to w miejscu, gdzie on to miał,a miał to NIŻEJ) McCoy widniało krwawe "001" . Z pewnością nie zostanie tak widoczne, jak u niego, bo jemu to wypalono laserowo, ale przynajmniej mogła poczuć odrobinę tego upokorzenia, którego on doświadczył.
Odsunął się i spojrzał na Nicholasa znacząco. Co zamierzał dalej?

Caroline McCoy - 2019-04-03, 21:01

Czy można mnie winić za poglądy, które towarzyszyły mi od lat? Poznałam mutantów jeszcze zanim wyszli na światło dzienne. Raczej nie bez powodu musieli się wcześniej ukrywać, prawda? W ostatnich latach do tego również nie popisali się najlepszą autoreklamą - przez kolejne ataki, napady i akty terroryzmu. Wizerunek, jaki zalęgł się w mojej głowie nie odpuszczał - na nowo budując ten wysoki i gruby mur w mojej świadomości - pomiędzy rasą ludzką, a mutancką.
Nie, nie potrafiłam w tym znaleźć złotego środka. Byli inni. Byli niebezpieczni. I przecież... Właśnie coraz bardziej mi to udowadniali. Nie potrafiłam na nich spojrzeć jak na ludzi, nie teraz, nie po tym wszystkim.
Ale tym samym nie potrafiłam dostrzec belki we własnym oku. Tej ohydnej, ciężkiej beli, przez którą dzisiaj mnie to spotykało...
Mojej uwadze również nie umknęła nagła transformacja mężczyzny. Coś się zmieniło. Było to widać po ruchach jego ciała, a po chwili - słychać i w tonie głosu. Malałam z każdym jego słowem, coraz bardziej żałując, że w ogóle gębę otworzyłam. Jednak... Nawet w najgorszych koszmarach nie mogłam spodziewać się tego, co miało nadejść.
- N-nie, nie, nie... - Powtarzałam niczym w amoku, widząc ostrze noża tak niebezpiecznie zbliżającego się w moim kierunku. Gdy jednak to spoczęło jedynie na materiale mojej bluzki... Zaczęłam żałować, że jednak nie przecięło i moich tętnic. Mimowolnie się spięłam, próbowałam się skulić, jednak pędy na moich rękach skutecznie mi to uniemożliwiały. Nawet tak niewielkie obnażenie było dla mnie zdecydowanie zbyt dużym ciosem. Bałam się swojej seksualności, nie chciałam się nigdy przed nikim odkrywać. Tym bardziej - przed terrorystami. Łzy znowu zaczęły spływać po moich policzkach, a ich słowa nagle jakby się rozmywały. W mojej głowie odbijało się dziwne pulsowanie, prowadząc do istnego bólu. Miałam dziwne wrażenie, jakby coś podobnego miało już kiedyś miejsce... Nie mogłam jednak w żaden sposób skojarzyć faktów.
Kolejną rzeczą którą widziałam, była już tylko twarz Obiektu 36 - tak dziwnie spokojna, a jednak dziwnie nieobecna. I dopiero ból spowodowany pierwszym nacięciem na nowo przywołał mój umysł do porządku - do tego, co właśnie się tu odgrywało.
Nie dałam rady powstrzymać pierwszego krzyku cierpienia, ani nasilonego szlochu. Starałam się jednak zagryzać swoją wargę, gdyż słowa chłopaka niebezpiecznie odbijały się w mojej głowie. Każde kolejne cięcie mnie paliło, gdy czułam ciepłe strużki krwi spływające po mojej skórze. I co najgorsze... Nie byłam w stanie zapanować nad skurczami mięśni wywołanymi tym bólem. Ja... Nie byłam na to gotowa. Nigdy nie byłam do czegoś takiego szkolona. Na boga... Byłam podrzędnym badaczem, nikim ważnym. Kto mógł przypuszczać, że skończy się to dla mnie tak tragicznie?
Gdy Vincent się w końcu odsunął, pozwoliłam sobie wypuścić trochę tych emocji ze swojej piersi. Po prostu się rozpłakałam, zapewne jęcząc żałośnie. I chyba nawet nie miałam już nic do dodania, poza własnym życzeniem śmierci...

Nicholas Grenville - 2019-04-03, 21:26

To jedno nazwisko, zmieniło całe podejście Nicholasa do dziewczyny. Nie spodziewał się, że użyje go w takiej chwili, powołując się na to że i Chrisowi zrobiono pranie mózgu. Nie mogło to być prawdą. Ale też nie może po sobie pokazać, że wie od niej znacznie więcej i prawda jest taka, że jego brat nie miał spranego mózgu. To jedyne pocieszenie. W przeciwnym wypadku, przebywając już dwa razy w dzielnicy mutantów, dawno by został wydany i pojmany.
Czekał cierpliwie, aż Vincent weźmie nóż i wykona powierzone mu zadanie. Zauważył też, że się wahał a następnie miał jakby opory przy przebywaniu tak blisko prawie rozebranej dziewczyny. Nicholas zmarszczył brwi, ale nic nie mówił, przyglądając się dziełu jakie wykonywał chłopak. Nie interesowało go zachowanie dziewczyny, która poza protestem, emocjonalnie znów nie wytrzymała i zaczęła szlochać. Pominął jej krzyk, gdzie następne stłumiła. Mimo iż byli w garażu, to jednak należy zachować ostrożność przy tym, aby nie wydzierała się za bardzo, by nie wzbudzać czasem zainteresowania przechodniów bezdomnych.
Po skończonej czynności przez Vincenta, Nicholas zebrał wcześniejszy knebel i założył go Caroline na powrót, chcąc w ten sposób zapobiec właśnie temu, co wcześniej wspomniano, jej wydzierania się z bólu. Przynajmniej krzyk będzie stłumiony. Po założeniu jej knebla, pogładził jej włosy dłonią, na których cały c zaś miał rękawiczki. Skierował się do szafek kuchennych, gdzie po przeszukaniu ich, znalazł torebkę z solą. Otworzył ją i podszedł do "Obiektu 001". Nabrał trochę soli na dłoń i posypał nią jej ranę a następnie, natarł ranę solą dość mocno. Połączenie soli ze świeżą raną nie było co prawda miłym uczuciem, a wręcz bardziej piekącym.
Nicholas bez emocjonalnie przyglądał się dziewczynie i zadawał jej ból. Czynność tę powtórzył raz jeszcze i dał jej na razie spokój by doszła do siebie.
- Jeszcze raz w mojej obecności nazwiesz mutanty obiektami i wypranymi z mózgu istotami, to zadbam o to że znienawidzisz się samą i swoje ciało. Zrozumiałaś?
Rzekł dość chłodno i stanowczo. Wystarczy mu, że kiwnie głową i będzie posłuszna. Nicholas znał się na torturach cielesnych i psychicznych. Nie potrzebował do tego swojej mocy. A Vincent rzeczywiście miał okazję poznać go z innej strony.

Vincent Edams - 2019-04-03, 21:55

Nie wzruszyły go jęki i szlochy kobiety. Wiedział, że ją to musiało boleć, wiedział to doskonale... Znał to uczucie lepiej niż inni.
Bliski kontakt fizyczny z kimkolwiek, sprawiał mu silny dyskomfort, choć dało się zauważyć, że znacznie silniej objawiał się właśnie przy kobietach. Zapewne spowodowane było to tym, że jego głównym oprawcą, była właśnie przedstawicielka płci przeciwnej. Caroline nie wiedziała przynajmniej połowy tego, czego doświadczył. Dolores zabrała mi znacznie więcej, niż McCoy mogła podejrzewać. Ciekawe czy to zmieniłoby jej stosunek do przełożonej ?
Obserwował dalej Nicholasa i aż się skrzywił, widząc ten niby czuły gest uspokojenia ofiary, który sprawił, że treść pokarmowa mu wręcz podeszła do gardła. Wspomnienia były zbyt silne, zbyt żywe. Miał wrażenie, że czuje znienawidzoną, kobieca dłoń na swoim karku i słyszy jej szept przy uchu. Zacisnął szczęki, biorąc głęboki wdech.
Sól. Nie da się ukryć, Nicolas miał zdecydowanie bardziej wyrafinowane metody tortur niż on. Chyba musi się podszkolić w tym temacie.

Caroline McCoy - 2019-04-03, 22:07

Nie chciałam dać sobie zasłonić ust. I wcale tu nie chodziło o te krzyki. Po prostu ciężko mi już było złapać oddech przez zasmarkany nos. Nie mogłam liczyć na głębszy wdech, nie mogłam wypuścić powietrza z płuc. Przez to też na krótką chwilę próbowałam odwrócić swoją głowę, próbowałam zrobić cokolwiek, na co pozwalała mi ta sytuacja. Wszystko jednak na marne, po już po chwili knebel miałam między wargami...
Nie to jednak było najgorsze. Ten dotyk... Niby delikatny, niby nic wielkiego, a wzbudził we mnie przerażenie. Czułam się brudna, zestresowana i poniżona - mimo, że przecież nie powinnam. A jednak to głupie gładzenie po włosach wzbudzało we mnie wstręt - nie tylko do mężczyzny, ale i do samej siebie.
A to dalej nie miał być koniec katuszy...
Nie wiedziałam, na ile moje ciało odpowiada na jego gesty. Nie wiedziałam, na ile on może poznać, że krzywdzi mnie nie tylko fizycznie. Męska dłoń, tak usilnie wcierająca ziarna soli w te świeże rany bolała tysiąckroć bardziej - zmuszając mnie do stłumionych przez szmatę wrzasków i kolejnych spięć mięśni. Tak bardzo chciałam się wyrwać, tak bardzo chciałam to skończyć, a słone łzy tylko dopełniały tej tortury...
Nie miałam już pewności, czy od krzyku i płaczu staję się czerwona na twarzy, czy może jednak wycieńczenie organizmu prędzej dawało o sobie znać specyficzną bladością?
Czułam się źle. I nie wiedziałam, jak mam z tym dalej walczyć. Nie mogłam na nich spojrzeć - tak bardzo bałam się ich wzroku. A jednak jego słowa... Wzbudziły we mnie jeszcze większy wstręt przeplatany strachem.
Cóż mi więc pozostało? Zalana łzami, wciąż jęcząca nad własnym losem, próbowałam jakkolwiek pokiwać głową na znak afirmacji. Tylko czy pozycja w której się znalazłam pozwoliła mi na wystarczająco czytelny dla niego sygnał?

Nicholas Grenville - 2019-04-05, 00:26

Nie tylko otrzymają od losu mocą, można zadawać ból. Nicholas na swojej mocy polegał tylko w kryzysowych sytuacjach i bardziej w obronnym geście, chroniąc siebie i bliskie mu osoby. Czy nawet podczas ucieczki. Niestety jego moc była znacznie inna niż Vincenta. Nigdy jednak nie wiadomo, kiedy może zostać odebrana i przyjdzie moment, gdzie w walce o przetrwanie i utrzymanie swojej wolności, będzie trzeba posłużyć się innymi metodami, bez swojej zdolności.
Vincent milczał. Z kolei Caroline opierała się, nie chcąc dać założyć sobie knebel. A żeby ją zmusić do tego, Nicholas złapał za włosy i odchylił jej głowę, by dodać bólu przez pociągnięcie. Tak czy inaczej, Mccoy była na przegranej pozycji.
Pocieranie rany solą wywoływało silny ból, który był widoczny na jej twarzy i w jękach. Zgodziła się na współpracę. Przynajmniej na razie. Czas pokaże, jak bardzo to będzie skuteczne. Jak bardzo będzie znosiła ból jaki jej zaserwują.
Przy głaskaniu, nie miał pojęcia, że to wzbudzi w niej pewnego rodzaju traumę. Być może kiedyś dowie się tej prawdy z jej przeszłości?
Dając jej na razie spokój, Nicholas odstawił na miejsce sól w opakowaniu. Nie da się też ukryć, jaka cisza zapanowała w pomieszczeniu, kiedy Caroline była krótko torturowana. Grenville przez moment się jej jeszcze przyglądał, po czym zwrócił do Vincenta.
- Chcesz coś jeszcze dzisiaj od niej?
Zapytał w miarę spokojnie, w planie raczej mając zamiar zakończyć nieplanowane przeciąganie swojej pracy patrolowej i chęci wrócenia już do siedziby, do swojej córki. Tym samym musiał uspokoić swoje nerwy, a nie zrobi tego w obecności winnej osoby, która pracuje dla tych, którzy eliminując ich uzdolnioną część społeczeństwa.

Vincent Edams - 2019-04-05, 09:54

Vincent obserwował dalej w milczeniu, co robił Nicholas, aż w końcu padło pytanie. Edams pomyślał, że może być ciężko coś wyciągnąć od zakneblowanej kobiety, co było chyba pierwszym przejawem poczucia humoru, pierwszy raz od 7 lat. Uznał to za dziwne, ale też bym to chyba dobry znak, że nie jest do końca popierdolony i wyzuty z emocji. Na to, że kiedykolwiek nauczy się znów uśmiechać nie liczył, więc należało się cieszyć z drobnych sukcesów.
- Nie. Dzisiaj nie. Ma do nadrobienia jeszcze 6 lat i 325 dni - odpowiedział spokojnie, odwracając od niej wzrok - Mamy czas.
Spojrzał na opiekuna.
- Chyba mamy sporo do obgadania - dał mu do zrozumienia, że chce omówić te nowe informacje, los Caroline, jak i zmiany, jakie muszą nastąpić. Upadek AlterGen, nigdy nie wydawał mi się tak bliski. Byli tak zdesperowani, by nawiązać współpracę z DOGS. Tworzyło to co prawda dodatkowe problemy, ale świadczyło też o tym, że Dolores grunt się pali od nogami.

Caroline McCoy - 2019-04-05, 21:07

Traciłam wiarę w siebie i traciłam wiarę w los. Jeszcze kilka minut temu obiecano mi względne bezpieczeństwo za współpracę, a teraz? Teraz byłam przekonana, że to pomieszczenie opuszczę co najwyżej w czarnym worku.
Wciąż zanosiłam się płaczem a moje protesty na nic się zdawały. I co najgorsze - mimo, że doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, czego nie powinnam robić - moje ciało reagowało instynktownie. Krótkie spięcia mięśni, kolejne fale łez, kolejne jęki i krzyki przytłumione przez knebel... To musiało im sprawiać radość czy satysfakcję, inaczej by się do tego nie posunęli. Byli zwykłymi terrorystami w moich oczach i ten obraz coraz głębiej wchodził do mojego wnętrza. Jak będę miała w przyszłości spojrzeć na mutantów po dzisiejszym traktowaniu?
I nie. Nie mogłam zrozumieć tutaj analogii. My pracowaliśmy w imieniu nauki. Nawet, jeśli niehumanitarnej - dalej nauki. Oni się nade mną pastwili dla własnej uciechy... A to była znacząca różnica.
Czując ból na swojej piersi mimowolnie próbowałam podnieść swój ciężar ciała, podnosząc własne pięty z podłoża i opierając się niemal całą siłą na własnych palcach. A to był kolejny błąd, przez to przeklęte złamanie w kostce... Szkodziłam sama sobie i nie wiedziałam, jak mogę przestać czy ulżyć sobie w tym cierpieniu. Z tego wszystkiego... Nie byłam w stanie nawet zrozumieć ich słów. Za bardzo byłam skupiona na swoich przeżyciach jak i fakcie, że wciąż byłam niemal na wpół naga... Rany, jak teraz pragnęłam się ukryć z dala od świata i nigdy więcej nie wstawać zza bezpiecznej kurtyny własnego mieszkania lub laboratorium...
Nie dałam rady podnieść na nich mojego wzroku. Patrzyłam tępo w ziemię, przez zamazane od łez źrenice. Widziałam, jak krzywo stoi moja własna stopa, przez co jeszcze ciężej było mi się uspokoić, a widok krwi wcale w niczym nie pomagał.
Tylko czemu mój umysł nie chciał jeszcze dać mi od tego odpocząć?
Pozostawało mi być grzeczną i czekać na dalszy wyrok. Może wtedy się zlitują?

Nicholas Grenville - 2019-04-07, 22:09

Skoro Vincent już nic więcej nie chciał od Caroline, a jedynie od niego, będą musieli zakończyć na dzisiaj męczenie dziewczyny.
Nicholas złapał porozumiewawcze spojrzenie chłopaka, po czym przeniósł wzrok na dziewczynę. Wyglądała fatalnie. Ale cóż, odpowiedziała mu na kilka pytań, nieświadomie też przekraczając granicę, wypowiadania jednego nazwiska.
- Za moment wyjdziemy.
Odpowiedział, po czym udał się do pomieszczenia zwanego łazienką, gdzie wyciągnął z szafki apteczkę. Nie miał jak i czym usztywnić jej nogę, więc zrobi na razie prowizorycznie opatrunek. Kucnął przy wykręconej stopie Caroline. Nie był co prawda delikatny. Zdjął jej buta, siłą ustawił jej stopę, że musiało boleć. Z apteczki wyjął bandaż i zabandażował jej stopę, jakoś usztywniając.
- Tymczasowo.
Powiedział do niej. Posprzątał preparaty medyczne i schował na miejsce. Wracając do głównego pomieszczenia, zgarnął koc z kanapy i przykrył nim poranioną i wycieńczoną dziewczynę.
- Dobrej nocy.
Rzekł młodej, oznajmiając, że zostawiają ją związaną, zakneblowaną z zapewnionym ciepłem koca na resztę nocy i cały dzień. Wtem z Vncentem wyszedł z garażu, zamykając go porządnie. Obaj skierowali się w drogę powrotną do Rebelii.

Caroline codziennie miała ich towarzystwo. Najczęściej z kolei Vincenta, gdyż Nicholas ze swoim awansem, miał więcej roboty niż wcześniej. Lecz kiedy zrobił z Vincem wymianę i on się zjawił u niej, nie podejmował rozmowy. Jedynie nakarmił, przemył ranę i napoił. W momencie gdzie zaczynałaby pyskować, mogła dostać z płaskiego w twarz by się zamknęła. A przez to, nie dostawała od Nicholasa posiłku. Póki była grzeczna, nie krzywdził jej. A nawet rozważał nad lepszymi trochę warunkami dla niej. Podłogę niż krzesło. Miałaby lepsze warunki do spania.


[z/t + Viincent]

Vincent Edams - 2019-04-08, 16:27

05.02.2019

Vincent był tu niemal codziennie. Jeżeli nie mógł, zastępował go Nicholas. Trudno powiedzieć, którego towarzystwa Caroline lękała się bardziej. O ile nie popełniła jakiejś strasznej głupoty, Edams już jej niczego nie połamał, ale też wiedziała, do czego chłopak jest zdolny. W zasadzie niewiele mówił, głównie wydawał polecenia. Z tylko jemu znanych powodów, postanowił jej poki co nie zabijać i utrzymywać w miarę dobrym stanie zdrowia. Zapewne wpływ miał na niego Nicholas, który przyczynił się do powstania numeru pod jej mostkiem. Co takiego planował wobec niej Grenville, mogła się wyłącznie domyślać.
Kiedy Vincent pojawił się ponownie, tym razem nie był sam. Towarzyszył mu ..pies. A raczej nieco wyrośnięty, pocieszny szczeniak labradora, który gdy tylko wpadł do garażu, od razy dopadł Caroline i próbował wdrapać się jej na kolana. Widać było, że jedyne co chce, to zabawy i pieszczot.
- Pepper. - usłyszała ostry ton i pies nieco opornie, ale jednak wrócił do właściciela.
Vincent upewnił się, że nikt za nim nie lazł, po czym zamknął drzwi i podszedł do McCoy. Zdjął jej knebel, więzy ją krępujące, by mogła spokojnie zjeść i ewentualnie się rozruszać. Moglo się to wydawać dziwne, ale Caroline doskonale wiedziała, że wektory Edamsa są ciągle w gotowości, gdyby coś głupiego jej strzeliło do głowy.
- Jedz - rzucił do niej jak zwykle i rozsiadł się na kanapie, drapiąc Pepper za uszami.
Przyniósł jej do jedzenia jakaś zupę, chleb i jakieś pierożki. Nie miał pojęcia nawet z czym, bo to nie on szykował.

Caroline McCoy - 2019-04-08, 16:45

Zbyt dobrze znałam możliwości obiektu 36. Już przed laty poznałam jego siłę, gdy podczas utraty kontroli nie tylko posłał mnie do szpitala, ale i dopuścił się morderstwa na innym badaczu. Krew z płytek zmywaliśmy jeszcze przez długi czas po tamtym wypadku... I co by nie mówić - głównie za jego sprawą zrezygnowałam z - bądź co bądź - obiecującej pracy w AlterGen, na rzecz nieco bezpieczniejszej wśród Rządu.
Tylko czy w sumie dzisiaj zapewniło mi to bezpieczeństwo, którego tak usilnie pragnęłam?
Nie zliczę godzin, które przepłakałam w ostatnich dniach. Nie zliczę policzków i siniaków, których się nabawiłam. Do bólu w kostce chyba zaczęłam przywykać i to mnie tak bardzo niepokoiło... Nie wiedziałam, czemu dalej trzymają mnie przy życiu, zamiast dać mi w końcu odpocząć. A te cztery ściany wokół mnie wprawiały mnie w coraz większą depresję...
Co, jeśli już nigdy nie zobaczę blasku słońca ani innych twarzy, poza tymi tych dwóch mężczyzn?
Nie mogłam powiedzieć, żebym była wypoczęta. Nie sposób było tu spać - w oczekiwaniu, kiedy znowu się zjawią. Modląc się o to, by dzisiaj nic złego się nie stało.
Swój wzrok mimowolnie skierowałam na wejście. Nie powiem, żeby obecność dodatkowego widza była mi tu na rękę. Nawet jeśli to był tylko pies. Jego próby wdrapania się na moje kolana z całą pewnością nie poprawiły mi humoru - gdy na nowo obciążały ledwie nastawioną przez nieznajomego kostkę. Już teraz mogłam być pewna, że ta się dobrze nie zrasta i bez opieki doświadczonego medyka nigdy nie odzyskam dawnej sprawności...
Spięłam się, gdy chłopak tylko się zbliżył. W momencie, gdy ściągnął knebel z moich ust, niemal czułam, jak kąciki warg mam podrażnione, a pojedyncze pęknięcia pojawiają się na moich ustach. W końcu - nawet mimo ich względnej opieki, nie mogłam tu mówić o odpowiednim nawadnianiu - tym bardziej, wycieńczonego organizmu.
Mimo wszystko, chyba cieszyłam się, że widziałam właśnie Edamsa. On... On mnie nie dotykał. Nie w ten sposób. Nie wzbudzał we mnie tego irracjonalnego lęku, z którym nie potrafiłam walczyć. Z nim to wszystko było prostsze. Dostanę w pysk albo skończę z kolejnym złamaniem. Nie zmieniał tak drastycznie swojego nastawienia - ze spokojnej tafli jeziora na rozjuszone morze. A to było dla mnie bardzo wiele...
Nie chciałam się ruszać. Ból w nodze tak bardzo to powstrzymywał. Ale jednocześnie wiedziałam, że pozostawanie w tej jednej pozycji również mi nie służy. Mimo więc tego cierpienia, wstałam, dając krwi dopłynąć wszędzie, gdzie nie miała możliwości przez ostatnie kilkanaście godzin. Po chwili też spojrzałam na to, co przyniósł mój dawny obiekt badawczy, tylko że... Nie wiem. Nie mogłam się przemóc. Byłam cholernie głodna, ale ścisk w żołądku spowodowany stresem wyraźnie powstrzymywał mnie przed włożeniem czegokolwiek do ust.
- Nie musiałeś. - Rzuciłam w jego kierunku dość ochrypłym głosem, jednocześnie próbując rozruszać delikatnie swoje nogi, jak i rozciągnąć ręce, nim kolejny raz trafią w węzły. Jęknęłam żałośnie, gdy jednak odrobinę za mocno poruszyłam swoją kostką, a po chwili przysiadłam na ziemi. Zawsze to inna pozycja niż na tym przeklętym krześle. Zaczęłam masować obolały staw nie podnosząc wzroku na swojego oprawcę. Bo chyba... Chyba nie zrobiłam nic złego, prawda?
W ostatnich dniach nauczyłam się jedynie tego, że nie zawsze prawda popłaca. I lepiej trzymać zamkniętą gębę, niż pytać o zbyt wiele...

Vincent Edams - 2019-04-08, 17:29

Edams początkowo nie zwracał specjalnej uwagi na jej poczynania, ale trudno było nie zauważyć, że ta się do niego odezwała.
- Wiem. - odpowiedział spokojnie
Gdyby nie pozwolił jej się w ogóle ruszać, to szybko jej mięśnie i całe ciało odmówiły posłuszeństwa. Wiedział to aż za dobrze...i ona też w sumie wiedziała, skąd on to wie.
Z dwojga złego faktycznie miała lepiej, gdy on przychodził. Mimo tego, że był on zdecydowanie bardziej niebezpieczny dla niej, to jednak, póki nie musiał, trzymał się od niej w bezpiecznej odległości.
- Jedz - powtórzył - Nie jest zatrute - chyba byłby głupi, żeby otruć zakładnika - Jakieś chińskie żarcie, nie znam się na nazewnictwie - wzruszył ramionami
Pies patrzył na pudełka pożądliwie, ale wiedział, że dostanie po dupie, jak spróbuje uczknąć jedzonka.

Caroline McCoy - 2019-04-08, 17:40

Spuściłam swój wzrok na podłogę, nie przestając masować tej nogi. Bolała tak piekielnie, mimo, że najgorsze miało miejscu w teorii kilka dni temu. Wiedziałam jednak, że jeśli w ogóle stąd wyjdę żywa, na nowo będzie trzeba ją rozbić na kawałki - o ile w ogóle jeszcze będzie o co walczyć.
- Nie mogę. - Wydusiłam z siebie w końcu, czując jak ścisk w żołądku wpływa na moje ogólne samopoczucie. Nieprzyjemne wrażenie rozchodziło się od mojej piersi, przez brzuch, aż do mdlejących kończyn. Nie miałam sił - zarówno z braku snu jak i - mimo wszystko - ograniczeń w pożywieniu. A nawet gdy miałam do tego dostęp - nie miałam w sobie wystarczająco woli walki, by zjeść wszystko, co było przynoszone. - Źle się czuję... - Dodałam po chwili, znacznie ciszej. Miałam świadomość, że raczej guzik go to będzie obchodzić - w końcu nie byłam jego koleżanką ani nikim bliskim, by przejął się moim losem.
Nie wiedziałam też, na ile mogę wchodzić w interakcję z jego małym, czworonożnym przyjacielem. Na krótką chwilę mój wzrok powędrował tęskno na psiaka. Takim było dobrze. Bez zmartwień. Bez obowiązków. Bez podejmowania tak ciężkich decyzji...
- Czemu? - Zapytałam tępo, w sumie nie wiedząc, czy nie będzie to przekroczenie granicy. - Dlaczego dalej żyję? Czego ode mnie chcecie? Przecież zależy Ci na Dolores, nie na mnie. Po co ja Wam, skoro mówiliście, że już macie na nią namiar? - Dodałam po chwili kolejne pytania. Nie mogłam, po prostu nie mogłam istnieć z tą nieświadomością. A nie chciało mi się wierzyć, by opłacało się im mnie więzić tak po prostu, dla własnej uciechy. W końcu... Wtedy nie fatygowaliby się z codziennymi odwiedzinami i karmieniem, prawda?

Vincent Edams - 2019-04-08, 18:04

Słuchał jej tłumaczenia, mrużąc nieznacznie oczy. Cóż... miała rację, myśląc, że guzik go to obchodzi. Gdyby było to choć trochę skuteczne, to wepchnąłby jej to do gardła na siłę.
- Jeżeli chcesz przeżyć, musisz jeść - powiedział beznamiętnie - To siedzi głównie w Twojej głowie.
Nie żeby tu on był przyczyną jej stanu, skąd! On tylko zrobił małe oko za oko. To się nie liczy. On to 7 lat przeszedł gehennę, która zniszczyła jego psychikę i oszczpeciła ciało. Niech już tak nie beczy, bo nózia ją boli.
Gdy Pepper zanotowała spojrzenie Caroline, zlazla z kanapy i podreptała ostrożnie w kierunku kobiety. Z jednej strony chciała się pobawić, z drugiej nie chciała dostać klapsa od Pańcia. Póki co ograniczyła się do obwąchiwania ofiary.
Słysząc jej pytanie, milczał krótką chwilę. Jakby zastanawiał się, czy w ogóle podejmować konwersacje.
- Jeżeli chodzi o mnie, to już mi nie jesteś potrzebna - powiedział powoli - Twoim szczęściem w nieszczęściu jest to, że jesteś potrzebna mojemu towarzyszowi. To cię tak naprawdę uratowało.
Gdyby nie Nick, dziewczyna albo by była już w stanie agonalnym, albo już nie żyła.
Siedział wciąż na kanapie, obserwując poczynania własnego psa.
- Jak będziesz współpracować, to jak dla mnie możemy cię puścić wolno. Tak jak sama powiedziałaś, zależy mi na Dolores. Nawet jeżeli Tobą gardzę, Twoja śmierć nie da mi satysfakcji
Cóż, był jeszcze Nico, któremu podpadła. Jedno słowo Grenville'a i Edams skręci McCoy kark, albo połamie parę kończyn



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group