To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

S. Bartowski - I poziom

Ricky Roseberry - 2018-03-03, 13:30

Również bałam się reakcji mojej siostry jak i przyjaciela i trenera w jednym. Wiedziałam, że miłość to miłość i uczuć nie wymaże. Zwłaszcza gdy sama ich wymazać nie chciałam. Nie chciałam nigdy i tego nie zrobię. Tak samo jak ich nie zamaskuje. Może i utrudniam ich odczytanie, ale na pewno nie jestem robotem, by nie mieć uczuć. Uśmiechnęłam się na słowa Sami. Chciałam by było tak jak jest teraz. Bez zbędnych rozmów. Po prostu liczyłyśmy się MY. To co czułyśmy to co miałyśmy w planach. Nic po za tym. Słysząc śmiech Samanthy nie mogłam się powstrzymać od szerokiego uśmiechu. Chciałam tego słuchać całe dnie i nigdy by mi się to nie znudziło.
- No niestety kupowałam miód, żeby zrobić obiad, ale plany się zmieniły. Z głodu nie zdechnie coś sobie zamówi duża z niej dziewczynka. - powiedziałam i się uśmiechnęłam, a gdy usłyszałam pytanie Sami mina mi zrzedła.
- Nie. Nie napisałam jej. - powiedziałam smutno, bo trafiła prosto w to o czym myślałam. - Chyba nie chce jej mówić. - dodałam szybko. Podniosłam szklankę i wypiłam wino, które było w szklance. Chyba zaczynam widzieć zalety alkoholu we krwi. Tłumiło wszystko czego się obawiałam. O reakcję Rocky bym się aż tak bardzo nie martwiła, ale jeśli doniesie się do Aarona, to będzie jeszcze gorsza szopka. Myśląc o tym miałam od razu tego dosyć.

Samantha Bartowski - 2018-03-03, 13:48

Tak w sumie... No wiedziałam, że pokrzyżowałam jej plany. Sama ją prosiłam, by ze mną tu przyszła. By poświęciła mi chwilę na wyjaśnienia. Zasługiwałam na to. I jak bardzo cieszyło mnie, że choć na chwilę o wszystkim zapomniałyśmy, tak bardzo tego nie planowałam. Chyba... Chyba myślałam, że porozmawiamy i Ricky nigdy nie da się zaciągnąć tak daleko. Czy może raczej to ona zaciągnęła mnie? To ona prowokowała mnie przez ostatnie kilka godzin, zaczynając już tym drobnym buziakiem w policzek w sklepie. To znaczyło, że jej zależy. Takich rzeczy nie można udawać. Ona tego nie mogła udawać...
Uśmiechnęłam się pod nosem, wiedząc, że wpływ na te plany miałam właśnie ja. Wiedziałam, że ta chwila musiała być trudna. W końcu... Wybierała pomiędzy mną a swoją siostrą. Nie chciałam tego jednak dalej komentować, co by nie wywoływać u brunetki wyrzutów sumienia - przecież nie wiedziałam, że już ją męczą. Raczej... Chciałam wierzyć, że za jej głupie myśli odpowiada coś innego...
- Nie mów jej. Nie teraz. I... Wyłącz telefon... - poprosiłam, wciąż neutralnym tonem, choć mój głos ściszał się z każdym kolejnym słowem. - Nie myślmy teraz o tym. - Dodałam po chwili, obejmując jej drobne ciałko swoim ramieniem, by być jeszcze bliżej niej. W tym samym momencie, dałam jej też buziaka w policzek, jednocześnie stukając swoją szklanką o jej, po czym wzięłam kolejnego, zdecydowanie zbyt dużego łyka tego winnego trunku...

Ricky Roseberry - 2018-03-03, 16:42

Nie wiem co spowodowało to że tutaj jestem i jesteśmy jakie jesteśmy. Może przez moje głupie uczucia, albo może przez to że chciałam pokazać Sami że ją kocham. Że nadal kocham po tylu latach. Byłyśmy na siebie skazane. Była pierwszą moją miłością i nadal nią jest. Oczywiście podobały mi się inne, ale popatrzeć, a spróbować to co innego.
Tak na prawdę zależało mi tylko i wyłącznie na jednej dziewczynie. Nie wydaje mi się, żeby to co zrobiłam było oznaką uczuć. Najpierw ucieczka, teraz można, by było podciągnąć to pod wykorzystanie dla własnej satysfakcji, ale ja mogłam tak to widzieć, a Sami inaczej.
Ja mogłam mieć spaczone podejście i chyba będę musiała pójść do psychologa, żeby o tym pogadać, albo porozmawiać z Sami, ale tego bałam się bardziej.
- Teraz na pewno nie, ale będę musiała. Wiesz dobrze, że ona wyczuje że coś jest nie tak. To moja siostra. - oznajmiłam i zrobiłam to o co mnie prosiła. Wyłączyłam telefon odkładając go obok, a po chwili poczułam jak Sami mnie przytula. Dodało mi to otuchy i lekko się uśmiechnęłam.
- Będzie trzeba powiedzieć wszystkim, że znowu jesteśmy ze sobą. Jeśli mogę to tak nazwać. - powiedziałam szeptem nie potrafiąc poradzić sobie z myślami. - Kocham Cię Sami. - powiedziałam całując ją w policzek.

Samantha Bartowski - 2018-03-03, 21:16

W przeciwieństwie do Ricky, ja na to całe spotkanie patrzyłam, jak na szansę od losu. Szansę, na naprawienie wszystkich błędów. Na wyjaśnienie wszelkich wątpliwości. Na odbudowanie dawnej relacji...
Z mojej perspektywy, poza czasem, nie straciłyśmy niczego. Dalej nas do siebie ciągnęło. Dalej, rozumiałyśmy się bez słów. Dalej siebie pragnęłyśmy... Mimo tych lat, wciąż łączyła nas chemia. I chyba właśnie to mi dawało nadzieję, że nic nie musiało się zmieniać. Że będzie, jak dawniej.
- Wiem... Po prostu... Nie mów teraz. Nie dzisiaj. - Odpowiedziałam jej, szeptem, wciąż się do niej przytulając. Próbowałam ją objąć jeszcze mocniej, dociskając jej skórę do mojej. Chciałam ją czuć najbliżej jak się dało, wciągając jej zapach i całując jej usta. Podziwiając jej urodę, i zatapiając się w jej oczach. Pragnęłam dziś cieszyć się tylko nią. - O niczym innym nie marzę, niż znowu móc się nazwać Twoją. - Dodałam po chwili, z najszczerszym uśmiechem na ustach, na jaki było mnie stać. Na serio, zależało mi na tym bardzo - nawet teraz, gdy miałam nie do końca jasną sytuację z Alison. W tym momencie pragnęłam tylko tej małej panny Roseberry, która tak bardzo zawróciła mi w głowie przed laty...
- Też Cię kocham. Najbardziej. I nic tego nie zmieni. - Odpowiedziałam po chwili, czując jej buziaka na mojej twarzy. Cieszył mnie. Dawał mi tak wiele radości... Przy niej naprawdę mogłam zapomnieć o wszystkim. Nie minęła chwila, gdy nie wypuszczając szklanki z mej dłoni, spojrzałam w ślepia mej towarzyszki, a po chwili - wpiłam się w jej usta w kolejnym pocałunku. Wiedziałam, że w tej jednej chwili obroną przed kolejnymi krokami, będzie właśnie alkohol trzymany w naszych dłoniach...

Ricky Roseberry - 2018-03-03, 22:01

Może szansa od losu, a może kolejny błąd. To nie było teraz ważne. Ważne było to co miałyśmy zrobić. Najwyraźniej Sami nie śpieszyło się do informowania naszego rodzeństwa o tym, że znowu się spotkałyśmy i planujemy do siebie wrócić, ale ja nie mogłam pozwolić tego ukrywać za długo. Rocky na pewno się zorientuje od samego mojego powrotu, bo przecież musiałam mieć powód by nie wrócić do domu i nie zrobić obiadu, a Aaron zauważy że częściej trenuje, a dobrze wie że to zabiera całe moje myśli i tego sposobu używam do ucieczki przed nimi.
Oczywiście nie chciałam mieć problemów, ale przecież im dłużej będziemy to ukrywać tym będzie gorzej prawda? Przynajmniej ja tak do tego podchodziłam.
Chciałam zacząć od nowa, znaczy może nie do końca od nowa. Znałyśmy się lepiej niż nie jedna para, ale te kilka lat rozłąki wpłynęło na mnie jak i na nią. I ta część nas mnie przerażała. Zanim znowu staniemy się jednością będziemy musiały to przedyskutować, tak więc miałam świadomość że to potrwa.
Potrzeba dużo czasu na to by coś dokładnie posklejać i naprawić, ale tylko najbardziej cierpliwi dostaną nagrodę, a tą nagrodą miałam nadzieję że będziemy My.
- Dobrze. Jutro, albo jeszcze później.- zaśmiałam się cicho wtulając się w gołe ciało MOJEJ DZIEWCZYNY. Nie chciałam by ten dzień się kończył, nie tak szybko jak to robił w tym momencie, ale przecież nie można mieć wszystkiego, a dobrze się bawiąc i z wyśmienitym towarzystwem czas płynął jeszcze szybciej. Uśmiechnęłam się na jej wyznanie, a po chwili poczułam jej miękkie usta na moich. Odwzajemniłam pocałunek zatapiając się w nim najbardziej jak mogłam. Doskonale podziałało to na moje myśli, które w tym momencie skupiły się na tych odczuciach, a nie na tym co przyniesie przyszłość. Byłam świadoma tylko tego, że jest obok mnie piękne nagie ciało mojej Sami, za którą tęskniłam tyle lat.

Samantha Bartowski - 2018-03-04, 17:23

Było mi łatwiej, tego byłam pewna.
W końcu... Ja nie musiałam się tłumaczyć bratu. Nie mieszkałam z nim. Nie wiedział o mojej sytuacji z Ricky. W sumie, nie wiedział nic o moich związkach. Na ułamek sekundy chyba nawet byłam w stanie zapomnieć o tym, że przecież mój bliźniak zna się z tą ślicznotką koło mnie... Zna naszą historię, choć może sobie z tego nie zdawać sprawy. Przynajmniej teraz...
Powinnam zacząć się o to martwić - nie wiedziałam, jak Aaron zareaguje na takie wieści. Czy przez nasze dzisiejsze decyzje znowu nie stracę brata...
Nie chciałam się jednak tym przejmować. Nie teraz, gdy na końcu tunelu dostrzegłam światełko. Nie w chwili, w której wszystko miało się w końcu ułożyć...
Przełknęłam głośniej ślinę, słysząc słowa Roseberry. Najchętniej, nikomu bym teraz o tym nie mówiła. Nie do czasu, gdy wyjdziemy na czysto. Przecież teraz wszystko mogło się tak diametralnie zmieniać. Ale zdawałam sobie sprawę, że Ricky nie potrafi tak dobrze ukrywać swoich emocji jak ja... Chyba za to też ją kochałam, była bardziej emocjonalna i wrażliwa. Jedno spojrzenie na jej śliczną buźkę i czytasz z niej jak z książki. A może po prostu ja to potrafiłam? Znałyśmy się tak dobrze, tak wiele o sobie wiedziałyśmy.
- Dobrze. - odszepnęłam w końcu, choć nie satysfakcjonowało mnie takie rozwiązanie. Starałam się jednak, by nie dało się tego po mnie poznać.
Starałam się przeciągnąć ten pocałunek przez kilka chwil, zatapiając się w tej chwili namiętności. Zamknęłam oczy, by oddać się temu uczuciu jeszcze bardziej, a ręką, której do tej pory ją obejmowałam, zaczęłam głaskać jej ramię, bark, a po chwili również kark.
Co dobre, nie może jednak trwać wiecznie, więc po chwili odkleiłam się od dziewczyny i spojrzałam jej głęboko w oczy.
- Jesteś najcudowniejszą osobą, jaką poznałam w moim życiu. Mimo wszystko. I nic tego nie zmieni. - wyrwało się z mych ust, a słowa brzmiały szczerze. Chciałam jej powiedzieć to, co teraz chodziło mi po głowie, a wydawało mi się w tym momencie najważniejsze. - Jesteśmy tylko ludźmi, nie? Czasem popełnimy jakiś błąd. Ale mylić się, to rzecz ludzka. Nie zapominaj o tym. - dodałam po chwili, prawdopodobnie wygłaszając jedną z formułek poznanych na studiach, jednak dzisiaj wyjątkowo to tu pasowało. Po chwili spojrzałam na szklankę w mojej ręce i uniosłam ją lekko, kierując w stronę brunetki. - Więc wypijmy za błędy, by móc się na nich uczyć, hm?

Ricky Roseberry - 2018-03-05, 11:29

Wiedziałam, że to raczej na mnie zostanie zrzucony obowiązek poinformowania rodzeństwa, chociaż nie bardzo mi się do tego śpieszyło. Zwłaszcza teraz. Aaron powinien dowiedzieć się od Sami i to chyba zostawię jej, ale Rocky powiem jak ułożę sobie wszystko w głowie. Kochałam siostrę, ale wiedziałam jak może zareagować na takie wieści.
Przecież nie opowiadałam jej dlaczego wyjechałyśmy. Nie chciałam rozdrapywać ran, a Rocky tolerowała to i nie drążyła.
Właśnie za to ją kochałam. Wspierała mnie w najtrudniejszych chwilach, nawet wtedy, gdy odmówiłam leczenia. Pamiętam to do tej pory. Jaką kłótnię mi o to zrobiła, ale gdy powiedziałam że nie chcę to odpuściła twierdząc, że to moja spraw, a ona będzie mnie wspierała i pomagała tak jak tylko jej się to uda.
Teraz jednak nie jest chwila na to, by wspominać. Powinnam się skupić na tym, że jest ze mną moja dziewczyna, którą kocham i już nigdy jej nie zostawię. Była dla mnie najważniejsza i tego nie zmienię już nigdy. Nawet bym tego nie chciała. Mam tylko nadzieję, że Sami czuję to samo, ale jej słowa wprowadziły mnie w jeszcze lepszy humor. Uśmiechnęłam się do niej, a słysząc formułkę typu "będzie dobrze" prawie się zaśmiałam.
- Błędy, których nie chcę popełniać dały mi nauczkę i pokazały, że bez Ciebie nie potrafię żyć. - oznajmiłam z uśmiechem - Za błędy przez, które możemy znowu się poznawać - uniosłam swoją szklankę i upiłam łyk wina. Było mi dobrze. W tym momencie było mi nawet za dobrze.
- Kochanie. Martwię się o przyszłość. Chcę ją dzielić z Tobą, ale czy powinnyśmy? - zapytałam kierując naszą rozmowę na poważniejsze tematy. Może to nie był ani czas ani okazja, ale chciałam mieć pewność na czym stoimy. Ja nie byłam pewna tego czy chcę na nowo zaczynać, ale byłam pewna, że ją kocham. Czy to nie głupie? Nie chciałam jej skrzywdzić, a takimi wątpliwościami raniłam i siebie i ją. Czułam się jak głupia nastolatka przeżywająca pierwsze zauroczenie. Popatrzyłam w jej piękne oczy i na chwilę się w nich rozpłynęłam.

Samantha Bartowski - 2018-03-05, 11:45

Było dobrze. Musiało być.
Reakcja dziewczyny na moje słowa tylko mnie w tym utwierdziła. Nie wracała do tego co złe. Nie rozkleiła się. Cieszyła się tą chwilą, tak samo, jak ja. Co więcej... Chyba wyjawiła więcej, niż chciała. Czy to właśnie było przyznanie się do błędu? Zauważenie konsekwencji? Chęć poprawy?
Również pociągnęłam łyk ze swej szklanki, teraz już chyba ostatni. Puściłam na moment Roseberry, jeszcze nim podzieliła się ze mną swoimi wątpliwościami, by móc ponownie napełnić szklanki winnym trunkiem. Zignorowałam nawet fakt, że na dnie jej szklanki wciąż znajdywało się kilka łyków - a niech ma te fory. Mi to nie zaszkodzi.
Spojrzałam na nią, odkładając butelkę z powrotem na ziemię. Te słowa... Czy ona właśnie próbowała mi coś powiedzieć?
- Ty mi powiedz. - odparłam, uśmiechając się delikatnie. Ja... Ja jej wybaczyłam już dawno. A po tym, co dzisiaj zrobiłyśmy, byłam pewna, że moje uczucie nigdy nie zgasło. Kochałam ją. I byłam gotowa poświęcić dla niej wiele, byle tylko zgodziła się zostać. Byle więcej mnie nie opuściła... Wzięłam głębszy oddech, próbując zachowa choć resztki logicznego i racjonalnego myślenia. - Kruszyno, nie chcę, byś czegokolwiek żałowała. Jeśli... Jeśli zechcesz, moje ramiona stoją przed Tobą otworem. Ale najlepiej dajmy sobie czas. Ostatnio... Dużo się pokomplikowało. I chyba powinnyśmy to przegadać... - Stwierdziłam dość neutralnie, mimo, że moja dusza krzyczała z rozpaczy. Krzyczała, z powodu Alison, innych związków, moich nałogów... Musiałam to czymś zagłuszyć, więc kolejny raz pociągnęłam kilka łyków alkoholu, krzywiąc się przy tym znacząco. Miałam tylko nadzieję, że nie będziemy musiały tej rozmowy zaczynać dzisiaj, gdy w końcu byłam szczęśliwa...

Ricky Roseberry - 2018-03-05, 12:37

Moje wątpliwości miały swoje podłoże, a to, że się nie leczyłam dodatkowo utrudniało mi zadanie i zebranie myśli. Decyzje, decyzje. Taaak zdecydowanie będę musiała później wziąć coś na uspokojenie i zostać sama. Może to mi odrobinę rozjaśni sprawę. Miałam świadomość jedynie tego żeby nie popadać w swoje myśli za głęboko, bo przecież nie chciałam nikogo olać. Musiałam być silna, nie tylko dla siostry i przyjaciół, ale teraz również dla Samanthy.
Zdecydowanie dla niej.
Widziałam jak dolewa sobie i mi wina do szklanki. Uśmiechnęłam się na to że jednak nie piłyśmy równo. Wiem że to tylko kilka łyków, ale zawsze coś prawda?
Obserwowałam ją każdy jej ruch, każdy grymas. Widziałam, że jest szczęśliwa, przez co robiło mi się ciepło na serduszku.
- Kocham Cię. I wydaje mi się, że przerwa na przemyślenie tego wszystkiego byłaby najlepsza. Po co się śpieszyć, jeśli mamy przed sobą całe życie. - oznajmiłam nie podejmując tak na prawdę żadnej decyzji. Omijałam to szerokim łukiem, a tym stwierdzeniem robiłam i sobie i jej nadzieję. Nadzieję, która była teraz mi bardzo potrzebna.
Potrzebna do tego żeby się ułożyło i żeby było tak jak kiedyś. Zobaczymy i czas pokaże. Tego trzeba się trzymać.
- Rozmowa będzie potrzebna, ale najpierw my, a później w czwórkę. Tak będzie chyba najlepiej. Skoro mamy rodziny to chciałabym, żeby to zaakceptowali. - oznajmiłam z uśmiechem pewna tego co mówiłam.
Przybliżyłam się do niej i pocałowałam ją w policzek, a wolną rękę położyłam na jej talii.

Samantha Bartowski - 2018-03-05, 13:12

Nie, to nie tak miało być. Nie tak miała zrozumieć moje słowa. Nie mogłam jej stracić zaledwie chwilę po tym, jak ją odzyskałam. Jak znów poczułam jej dotyk, jak znów słyszałam jej głos, jak znów czułam smak jej ust... Nie mogła teraz znowu mnie zostawić, nawet, jeśli miałoby to być tymczasowe!
- Przerwa? - Zapytałam dość zawiedziona, patrząc na nią smutnym wzrokiem - nie to miałam na myśli, mówiąc o czasie. Raczej... Chciałam go spędzić z Tobą więcej. Właśnie po to, by móc wszystko omówić. - próbowałam jakoś wytłumaczyć się ze swoich poprzednich słów, licząc na to, że Roseberry mnie zrozumie. Uzależniła mnie od siebie na nowo, w ciągu zaledwie kilku godzin. Zabawne też, jak mówiła o pośpiechu, po tym, co przed chwilą robiłyśmy...
Co do jednego mogłam się z nią jednak zgodzić. Nasze rodzeństwo musi nas zaakceptować - nie ważne, jak bardzo będę chciała tą chwilę odsunąć w czasie. Nie wiedzieć czemu, miałam przeczucie, że z Rocky pójdzie łatwiej. W końcu... Znała mnie już jako partnerkę swojej siostry. Wiedziała, co nas łączyło. A Aaron? Był wyrwany z mojego życia i zapewne zbyt ślepy za czasów młodości, by wyłapać choćby sygnały, że kiedyś zamiast potencjalnego męża, przedstawię mu kobietę...
Wzięłam kolejny łyk wina, walcząc sama ze sobą. Nie chciałam w to mieszać nikogo, dopóki nie będę miała pewności, że brunetka przy mnie zostanie, na dobre i na złe. Tym bardziej, że tego złego ostatnimi czasy kłębiło się dużo więcej w moim życiu...
- Dlatego nic im nie mówmy, dopóki same się nie ogarniemy. - wydusiłam w końcu z siebie, dając się objąć mej towarzyszce i chyba nawet nadstawiając policzka do jej buziaka. Po nim też, na mojej twarzy w końcu zagościł uśmiech. Takie drobne gesty... Znaczą najwięcej. To przez nie się gubisz, to przez nie zapominasz o wszystkim. I to przez taki właśnie gest uwierzyłam, że Ricky może być znowu moja...
- Może odłożymy te rozmowy na później, hm? Bo... Chyba coś przerwałyśmy... - Wymruczałam znacznie przyjemniejszym tonem, odwracając twarz ku mej kruszynce i patrząc jej głęboko w oczy. Chyba tylko głupi nie domyśliłby się, co miałam na myśli. Tym bardziej w chwili, gdy własnym ciałem zaczęłam na nią lekko napierać, a moja wolna dłoń powędrowała gładko ku jej plecom, by po chwili delikatnie zjechać niżej, gładząc palcami każdy cal jej skóry... Oczywiście, pilnowałam się, by ani jedna kropelka alkoholu z naszych szklanek w międzyczasie się nie wylała. No ale... Wciąż byłam coś dłużna tej ślicznotce. I na pewno nie zamierzałam jej wypuścić z mego domu, póki nie spłacę tego długu.

Ricky Roseberry - 2018-03-05, 13:51

Ona była mi dłużna? Zdecydowanie nie. Niczego w tej chwili nie potrzebowałam. Wystarczyło mi samo jej towarzystwo. Tyle pragnęłam przez te kilka lat. By móc z nią przebywać. Przecież nie chcę stracić na to szansy. Drugiej i zapewne ostatniej.
- Sami. - powiedziałam zwracając się tak by spojrzała na mnie. - nie chcę zrywać kontaktu. Nie bój się. Po prostu chcę to przemyśleć. Daj mi trochę czasu i przestrzeni. - mówiłam cały czas tak jakbym próbowała wytłumaczyć małemu dziecku co się ze mną dzieję, ale po chwili westchnęłam i powiedziałam wprost o co mi chodzi.
- Posłuchaj. Chcę z tobą spędzać każdą sekundę, ale miałam depresję, której nie leczyłam. Mam mętlik w głowie i nie potrafię podjąć decyzji. Podejrzewam, że będę się z tym borykała kilka dni i modlę się żeby to było tylko tyle. Obiecuję Ci że odezwę się jak najszybciej, ale musisz pamiętać, że Kocham Cię całym sercem. - powiedziałam i spojrzałam na nią. Miałam w planach przytulić się do mojej ukochanej i jej nie puszczać, a na jej kolejne stwierdzenie pokiwałam tylko głową na zgodę. Faktycznie taki plan mi odpowiadał i chyba przy tym zostanę. Po chwili poczułam jak Sami się do mnie przybliża, a dłonią obejmuje mnie. Uśmiechnęłam się znacząco na jej komentarz i uśmiechnęłam się. Po sekundzie odstawiłam swoją szklankę z winem na podłogę obok butelki i zabrałam również szkło od Sami robiąc dokładnie to samo. Spojrzałam na nią i przybliżyłam się.
- Zdecydowanie czegoś nie dokończyłyśmy. - oznajmiłam szeptem i pocałowałam ją, żeby po chwili się od niej odsunąć.
- Mamy całą noc na to, żebyśmy się sobie odwdzięczały. - dodałam i wróciłam do mojej czynności sprzed komentarza. Czułam jej ciepłe i niecierpliwe usta na moich i rozkoszowałam się tym uczuciem.

Samantha Bartowski - 2018-03-05, 14:40

Nie. Nie mogłam przyjąć tego do wiadomości. Nie teraz. Nawet nie tymczasowo. Po prostu nie. Nie było takiej opcji, ani teraz, ani później.
- Nie wyglądasz teraz na kogoś, kto potrzebuję przerwy. Wręcz... Powiedziałabym, że potrzebujesz dokładnie czegoś odwrotnego... - stwierdziłam dość pewnie, mówiąc szeptem, a dłonią wciąż gładząc jej delikatną skórę. Tym razem... Teraz, to chyba ja ją chciałam sprowokować. Chciałam jej udowodnić, że mnie potrzebuje. Z resztą... Sama jeszcze kilka minut temu to powiedziała, prawda?!
- Wiesz, że mam dyplom z psychologii. Ja.. Ja Ci mogę pomóc. Wiesz o tym... - Próbowałam ją przekonać do zmiany zdania. Tak bardzo nie chciałam jej tracić z mych oczu, nawet na sekundę. A ona tu mówi o kilku dniach? A co jeśli... Jeśli podczas tych kilku dni stwierdzi, że to wszystko było błędem? Że nigdy nie powinna się na to godzić? Co jeśli... Co jeśli znowu zniknie z mojego życia, ale tym razem już na stałe?
- Też Cię kocham. I właśnie dlatego nie chcę... Byś znowu zniknęła. - wydusiłam z siebie, przełykając głośniej ślinę. Biłam się w tym momencie z własnymi myślami. Z jednej strony, złe wspomnienia chciały ponownie przejąć nade mną kontrolę, z drugiej... Tak bardzo jej teraz pragnęłam. Chciałam jej pokazać, jak wiele dla mnie znaczy, jak bardzo jej pożądam.
Wzięłam kolejny łyk ze swej szklanki, jeszcze zanim brunetka mi ją zabrała i odstawiła na ziemię. Okej Sami, pamiętaj. Uważaj na tą pierdoloną nogę, bo ostatnie czego chcesz, to rozlane wino...
Odwzajemniłam ten pocałunek, z przewidzianą przez Ricky niecierpliwością i namiętnością... Chciałam się mu oddać w całości, by wyrzucić z mej głowy wszelkie negatywne myśli. Nie odrywając się od jej ust, poprawiłam się lekko na kanapie, w taki sposób, bym to w końcu ja miała kontrolę nad sytuacją. Nawet, mimo swej chwilowej niepełnosprawności... Dopóki nie będę opierać ciężaru swojego ciała na tej nodze, powinno być okej. Albo przynajmniej... Chciałam w to wierzyć.
Całowałam ją dalej, przygryzając jej wargi i błądząc językiem w jej ustach. Momentalnie też próbowałam popchnąć brunetkę, by się położyła - przynajmniej na tyle, na ile było to teraz możliwe...

Ricky Roseberry - 2018-03-05, 16:00

Tak doskonale wiedziałam, że Sami jest psychologiem, ale nie miałam pewności czy chciałabym jej opowiadać o moich problemach i nie możności zdecydowania się, gdy miałam do wyboru dwie opcje. To nie byłoby zbyt zdrowe i dla mnie i dla niej. Uśmiechnęłam się czując jej dotyk. Chciałam tego bardzo i moje wątpliwości szybko przy niej były tłumione. Nie wiem czy było to dobre czy nie, ale nie przeszkadzało mi to. Pragnęłam jej dotyku, jej pocałunków, jej głosu. Chciałam w tym momencie nie wracać do złych czasów wspomnień i czegokolwiek innego, teraz liczyło się to co chciały nasze ciała i my.
- Nie wiem czy to byłby dobry pomysł, ale może kiedyś skorzystam jak mnie Rocky namówi na psychologa. - zaśmiałam się cicho przypominając sobie jak wtedy dawałam jej w kość. Ojjj miała ze mną przeginkę. Dobrze, że teraz się mi poprawiło, a gdy mam problemy to idę pogadać z przyjaciółmi, albo trenować. To zajmuje moje myśli i jest w miarę dobrze. Nie licząc płaczu do poduszki wieczorami i zawiechami myślenia od czasu do czasu.
- Nie zniknę. Obiecuję. - powiedziałam i zatopiłam się w niej. Uwielbiałam czuć to do czego mnie doprowadzała.
Do szaleństwa. Każda moja komórka ciała wołała ją i ciągnęła w jej stronę jak magnes. Od zawsze tak było, a teraz to się jeszcze umocniło. Możliwe że przez naszą tęsknotę.
Uwielbiałam jej spojrzenie, które zawsze rzucała w moją stronę i jej łobuzerski uśmiech, który kierowała zawsze w moją stronę, gdy coś kombinowała.
Poczułam jak się poprawia i próbuje mnie położyć. Nie miałam nic przeciwko. Poddałam się jej woli, bo wiedziałam do czego dążyła.
Ja swoją wolę już spełniłam, a teraz chciała się odwdzięczyć. Miałam w planach jej i tak poprzeszkadzać w tym, ale nie w tym momencie. Skupiłam się na jej pocałunkach, a moje dłonie wędrowały po jej ramionach i plecach. Pragnęłam jej, tak bardzo pragnęłam.

Samantha Bartowski - 2018-03-05, 16:23

Dla mnie już się chyba nic nie liczyło. Serce by mi po prostu pękło, gdybym po tym wszystkim miała ją znowu stracić. Pierwszy raz przeżyłam z trudnością. Drugi... To byłoby już zbyt wiele. Właśnie dlatego tak usilnie chciałam ją przy sobie zachować. Dlatego nie chciałam mówić, co się działo do tej pory. Dlatego, wciąż nie wyjawiłam jej, co mi pomogło uporać się z jej zniknięciem, a od wydarzeń z polany, jako jedyne pozwala mi zasnąć...
Wpadałam coraz głębiej w nałóg i chyba już się bałam, że skończę jak własny ojciec - zapita na śmierć. A jednak... Te procenty tak bardzo mnie wołały, dawały ukojenie, którego tak bardzo mi brakowało...
Zrobiło mi się cieplej, gdy tylko usłyszałam jej obietnicę. Chciałam w nią wierzyć. I to z tą myślą oddałam się całkowicie władzy Roseberry.
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Ricky Roseberry - 2018-03-05, 17:50

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group