To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

downtown - Ulica #3

Mistrz Gry - 2018-11-25, 21:51

Rzut:


Mapa:
Ukryj: 


Wbrew waszej złudnej nadziei, że za drzwiami odgrywała się szopka godna tej odstawionej przez Williama - tam trwały sceny iście piekielne. Mężczyźni do tej pory pozbawieni wszelkich skrupułów po prostu eliminowali swoich świadków - jednego po drugim. Bez chwili zawahania. Bez chwili zwątpienia. strzał za strzałem padał w kierunku kolejnych zajętych krzeseł - tak, na wszelki wypadek. W momencie gdy Liam otwierał to przejście, najmłodszy z oprawców właśnie posyłał kulkę w kierunku ostatniej ofiary przed panną Blanc. To był jednak ostatni strzał tego młodzieńca - bo właśnie w niego swoje pociski wycelował Ellsworth. Nastolatek nie miał nawet chwili na reakcję i mimo trzymania między zębami kapsułki z trucizną - nie zdążył jej użyć. Ta wypadła z jego ust już przy pierwszym postrzale, gdy jego płuca zaczęły zalewać się krwią - kolejny jedynie poprawił robotę. Chłopak opadł na ziemię, tonąc we własnej krwi, dusząc się, nie nadając się już do niczego...
Inaczej zachował się Hopper, który przed oddaniem kolejnych strzałów, zaczął analizować sytuację. Widział trupy z przestrzelonymi głowami. Widział paskudną fioletowo-czerwoną maź na scianach i podłodze. I widział kobietę - bladą, obitą, z licznymi ranami i siniakami. Jej smutne spojrzenie z całą pewnośćią przypominało mu ją - jego młodszą siostrę, choć przecież dziś tak bardzo siebie nie przypominała. Wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy - z połamaną ręką w trzech miejscach, szramą na twarzy, niemal czarnymi żyłami, podkrążonymi oczami o fioletowych tęczówkach i... Łysą głową, z kolejnymi zacięciami.
Wycierpiała wiele i było to po niej tak strasznie widać...
Za nią znajdował się stolik, a przy stoliku - ostatni z mężczyzn. Wielki, silny i rosły. Po blacie i podłodze spływała jaskrawofioletowa ciecz, podobna do tej, która była widoczna jeszcze w ostatnich dwóch fiolach, których ten goryl jeszcze nie wylał. Gdy jednak zauważył zamieszanie - popchnął ten lichy stolik przed siebie, wywalając pozostałe na nim naczynia i zwinnym ruchem wyciągnął z jednej z kieszeni nóż. Było po nim widać, że zamierza dokończyć robotę młodego - tylko w bardziej tradycyjny sposób. Już się zbliżał do Marceline z wyciągniętym ostrzem, gdy instynkt zadziałał pierwszy - przywódca bractwa po prostu wystrzelił w niego, skutecznie wytrącając mu narzędzie z dłoni, przy okazji znacznie ją deformując. Krzyk mężczyzny rozniósł się po całych garażach, gdy w szale zaczął biec w waszym kierunku...
Co się tyczyło ostatniego z waszych wrogów - w stresie spowodowanym waszym nagłym wkroczeniem do pomieszczenia, chwycił za broń, próbując wycelować w głowę naszej dzisiejszej bohaterki. Ta jednak w przypływie nadziei, rzeczywiście posunęła się do bardzo radykalnego kroku, jakim było rzucenie się w bok. Każdy jej staw do tej pory przywiązany do krzesła palił teraz niemiłosiernie, gdy liny na nowo raniły jej skórę, a upadek na połamaną rękę wcale nie wydawał się przyjemniejszy. A co najgorsze - nawet świadomość nie chciała jej opuścić, pozostawiając ją w tym okrutnym cierpieniu, które wręcz błagało już o śmierć...
Sytuacja była na tyle opanowana, że Mike mógł chwilę odsapnąć bez odczuwania wyrzutów sumienia. Z całą pewnością ta chwila wytchnienia i oddechu dobrze mu zrobi, nim znów spróbuje używać swojej mocy. Słyszał strzały, słyszał też jęki rannych, jednak drzwi skutecznie zasłaniały mu cały widok.
Może to i lepiej. Przynajmniej nie ruszy pod wpływem impulsu tam, gdzie może spowodować teraz więcej szkód przez swoje złe samopoczucie...

Liam Ellsworth - 2018-11-25, 22:18

W ostatniej chwili udało się uniknąć najgorszego. Gdyby teraz nie otworzył tych drzwi, mogliby nie ocalić Imari. Wchodząc do środka i zauważając na swojej linii wzroku wroga, udało mu się go zabić i uniemożliwić wykonanie kolejnego strzału. Gdy ten padł na ziemię, Liam spojrzał na dziewczynę siedzącą na krześle. Mimo ogromnej w niej zmiany, rozpoznał że to Imari. Dłużej nie mógł na niej skupić swojej uwagi, kiedy za nią czaił się jeszcze jeden nieprzyjaciel, próbujący zniszczyć wszystko co tutaj robili. Ellsworth wycelował w niego, choć szybszy w tym momencie okazał się William. Zatem postanowił go jemu zostawić i rozejrzał się za siebie, gdzie dostrzegł kolejnego celującego z broni. Od razu przeniósł lufę swojego pistoletu w jego stronę, celnie strzelając w ramię i w nogę. Chcąc chociażby tego unieruchomić. Gdyby się powiodło, podejdzie do niego by wyrwać mu broń z dłoni i przywalić w twarz dłonią, w której trzymał swój pistolet. Przynajmniej jednego zachowałby przy życiu z tego pomieszczenia, jako że pozostałych na swojej linii postrzału - po prostu zabijał. Ale jeżeli będzie trzeba i jego się definitywnie pozbyć, wtedy się go dobije.
Michael Ryan - 2018-11-26, 22:30

Ta chwila wytchnienia była zdecydowanie potrzebna Ryan’owi na otrzeźwienie. Może nie był w szczytowej formie w jakiej przyszedł, ale zawroty głowy przynajmniej przestały być tak dokuczliwe i wzrok wrócił do normy. Słyszał strzały, słyszał jęki i krzyk jakiegoś mężczyzny. W tym samym momencie postanowił w końcu wstać. Może dalej go brzuch bolał, lekko mdliło, ale nie mógł zawalić ważenia się o życie kompanów swoim złym samopoczuciem, przecież każdy z nich walczył tutaj o życie, a przede wszystkim o życie jego drogiej przyjaciółki, jeśli na pewno się tutaj znajdowała, bo Mike jeszcze o tym nie wiedział.
Po wstaniu nie widział sensu wbijać się miedzy dwóch kompanów i z łokcia im przywalać by wejść przez drzwi. Przetarł rękawem kurtki swoje usta i podbiegł do dziewczyny, która była z nimi w pokoju. Wpierw starał się szeptem powiedzieć, by się nie bała i nie krzyczała, chociaż przy tych strzałach i krzykach w pokoju obok, raczej i tak za wiele by to nie zmieniło. Mike po prostu postanowił spróbować przeciągnąć jej krzesło pod ścianę, gdzie sam przed chwilą siedział. Nie chciał zaryzykować tego, ze jeśli coś pójdzie nie tak, to ta bezbronna dziewczyna będzie po prostu na ostrzale dla wrogów. Nie chciał jej odwiązywać jeszcze, bo nie wiedział co dziewczyna w panice zrobi, ale nie chciałby mieć jej życia na sumieniu…

William Hopper - 2018-11-27, 22:57

Mózg Hoppera był zalewany kolejnymi falami nowych informacji. Placówka musiała być w pewien sposób zorganizowana, to nie było przypadkowe porwanie. Jeden z ich przeciwników wypluł kapsułkę - trucizna. Byli fanatyczni, zaślepieni celem - mogą nie chcieć zdradzić niczego na temat tych badań. Bo Hopper zakładał, że odbywały się tutaj właśnie jakieś badania, a jego siostrę spotkało to, czego mu cudem udało się uniknąć jedenaście lat temu - była królikiem doświadczalnym.
Mercy. Co oni jej zrobili? Powinien szybciej coś zrobić, nigdy do tego nie dopuścić... ale nie mógł o tym myśleć. Nie miał czasu, musiał upewnić się że to przeżyje. Dopiero potem będzie mógł zajmować się składaniem jej do kupy. Trafił w rękę przeciwnika, a kiedy ten się na niego rzucił, wystrzelił najpierw w jedno kolano, a później w drugie. Nie, nie chciał go zabijać, ale to powinno zaboleć i go unieruchomić, a tego właśnie Will potrzebował, żeby wyciągnąć z niego informacje... Bo przecież z tych rozlanych próbek niczego nie wyciągnie, a nie mógł pozwolić, żeby Mercy teraz zginęła, nie kiedy ją w końcu znalazł. Była jego młodszą siostrzyczką. Odpowiadał za nią... i właśnie zawiódł.
Może nie powinien przy niej strzelać, pokazywać kim jest naprawdę... ale nie mieli czasu, zwłaszcza że Liam miał na głowie kolejnego przeciwnika. Jeżeli udało mu się trafić przeciwnika, Hopper miał zamiar upewnić się że nie połknie żadnej kapsułki i go obezwładnić. Nie miał zamiaru pozbawiać go na dłużej przytomności, w końcu za chwilę będzie potrzebował, żeby mówił. Chodziło o oszołomienie i skucie. I dopiero jeśli to wszystko by mu się udało, podszedłby do Mercy.

Imari Blanc - 2018-11-27, 23:28

Strach, ból, troche nadziei. Ciut ciut.. miała wrażenie, że to i tak za dużo. Bo to nie była prawda, nie mogła nią być.
Skupiona na tym, co musiała zrobić nie zarejestrowała KTO po nią przyszedł. I modliła się, błagała by stracić przytomność, gdy upadała. Tak było by prościej. Zresztą miala to już... wypróbowane. Działało, póki nie cucił ją większy ból. Dawało chociaz na chwilę odpocząć, osunąć się w przyjemnie pustą nicość nieświadomości.
Ale nie, nie tym razem. Kobiecy krzyk bólu rozniósł się po pomieszczeniu. Dlaczego za każdym razem okazywało się, że jednak wszystko MOŻE boleć bardziej? Jakby świat przysiągł sobie, że coś jej udowodni. Czy to nie mogło być cos milego?
Zrobiło jej się ciemno, fioletowo przed oczami. Z oczu pociekły łzy. Zacisnęła zęby, by nie płakać w głos i starała się oddychać przez nos, co szło jej bardzo marnie. Nie mogła być głośna, nie mogła, nie mogła... typ zwraca uwagę. A ona nie chciała zwracać na siebie zadnej uwagi. Może oni wszyscy się powybijają i dadzą jej spokój. Będzie mogła sobie tylko.. być. A potem, przy odrobinie szczęścia nie być juz wcale. Tak w ogóle w ogóle. Wydawało się okropnie kuszące.
Ale co jeśli.. Co jeśli oni.. wcale jej nie zostawią? Jeśli o to właśnie im chodzi? Zabić tych tutaj i zabrac ich gdzies, gdzies daleko.. na inne badania. Na to samo jeszcze raz. cokolwiek. Gdziekolwiek gdzie ktokolwiek bedzie dalej próbował jej coś robic? Dalej szprycować jakimiś substancjami?
Nie. Nie nie nie nie nie...

Mistrz Gry - 2018-11-28, 19:46

Ukryj: 


Słone łzy zalewały już i tak obitą twarzyczkę biednej panny Blanc, jeszcze bardziej drażniąc powstałe na niej zadrapania i rany. Od dnia dzisiejszego już nigdy nie będzie musiała się zastanawiać, czym jest prawdziwie piekło na ziemi - w końcu sama go doświadczała. Nie widziała swoich wybawców, słyszała jedynie strzały. Nie była pewna niczego, tracąc powoli nadzieję i powstrzymując się przed szlochem, co wcale nie było łatwe, gdy leżała całym ciężarem swojego ciała na tej połamanej ręce, a wciąż była przywiązana do tego przeklętego krzesła. Na jej szczęście jednak - wszyscy na te krótkie chwile zdawali się o niej zapomnieć.

Liam jednak z pewnością nie zamierzał tracić czasu. Tuż po zastrzeleniu nastolatka, zaczął celować do goryla we wnętrzu sali, który jednak został trafiony przez Hoppera. Właśnie ta chwila zawahania, ten moment skupienia się na jednym przeciwniku okazał się być tragiczny dla Ellswortha. Nim ten się obrócił i wycelował swoją broń w kierunku ostatniego agresora, ten już zdążył oddać swój strzał, trafiając bruneta po lewej stronie, pod zebrami. Rana niemal natychmiast zaczęła się sączyć krwią, a bodziec bólowy skutecznie uniemożliwił mu odpowiednie wycelowanie w ramię swojego przeciwnika. Bez problemu trafił jednak w jego kolano - czego jednak się nie spodziewał, to to, że ich agresor... Sam dokona żywota. Zagryzł kapsułkę, którą do tej pory usilnie trzymał między zębami, a na otrzymany postrzał jedynie jęknął, nim runął na ziemię - twarzą, prosto w krew swoich ofiar. Z jego ust powoli zaczęła wypływać gęsta piana i pewne było, że ten już nic wam nie zdradzi...

W tym czasie Hopper mógł się skupić na dryblasie, który właśnie na niego pędził, posyłając mu dwa szybkie strzały - oba na wysokości kolan. Był skupiony i miał cel - odsunąć go od swojej siostry. Zapewnić jej bezpieczeństwo. Pomóc jej z tego wyjść, przez wykorzystanie informacji od tego olbrzyma...
Oba strzały były celne. Już po pierwszym mężczyzna zachwiał się na swoich nogach, po drugim - padł na ziemię, ślizgając się jeszcze po tej paskudnej, czerwono-fioletowej brei. Czuł, jak ich własne lekarstwo działa teraz na niego - gdy resztki eksperymentalnej mutazyny niemal zaczęły mu wypalać rany w nogach i dłoni.
Cierpiał - i doskonale to widzieliście. Po jego mimice, po łzach zbierających się w jego oczach i po krzyku, jaki z siebie wydarł. Nie był w stanie wstać. Wciąż jednak próbował się czołgać - w kierunku tego, który go postrzelił. Całkowicie zaślepiony wpojoną mu wizją... Szybko jednak William pozbawił go tych złudzeń, wymierzając mu cios w potylicę, po którym mężczyzna stracił przytomność - przynajmniej na chwilę.

Mike w tym czasie również już nie ryzykował i zrobił to, co najlepiej mogło wyjść. Ukrycie kobiety za skrzydłami drzwi - nawet jeśli wciąż się rzucała na tym krześle płacząc i prosząc o litość - było najlepszą możliwą decyzją. Dzięki temu nie musiała oglądać rzezi, która rozgrywała się za ścianą. Dzięki temu była bezpieczna, gdyby wszystko wymknęło się spod kontroli. Może to jej pomoże się uspokoić?
Już to było niezwykle męczącym zadaniem. Pewne jednak było, że Streak odzyskuje już siły - nawet mimo zmachania tym - co by nie mówić, dźwiganiem - w jego głowie już prawie nie wirowało.

Gdybyście tylko mieli przy sobie cokolwiek na uspokojenie...

____________________________
Wykorzystane pomoce - William Hopper - Koło ratunkowe.

Liam Ellsworth - 2018-11-28, 20:50

Czas był cenny, tak samo życie Imari. Od razu przeszedł do kolejnego działania, by unieszkodliwić kolejnego przeciwnika w tym pomieszczeniu. Niestety, mimo celowania i wystrzelenia, poczuł jak coś mu się wbiło mocno pod żebra i zadało ból. Skrzywił się i złapał za ranę prawą dłonią. Nie odrywał jednak wzroku od swojego przeciwnika, który nie dość że dostał i upadł to jeszcze dziwnie się zachowywał. Podszedł do niego celując cały czas, kiedy dostrzegł pianę wydobywającą się z jego ust. Wiedział już, że ten człowiek sam się dobił do końca. Jego umierające spojrzenie wciąż się w niego wpatrywało.
- Shit...
Przeklął sobie pod nosem, nie ukrywając zawodu, że facet mu zdechł. Trzymając się rany pod żebrami, obejrzał za Williamem, by ocenić jego sytuację. Ale jak widać, miał wszystko pod kontrolą. A krzyk postrzelonego był bardzo dokuczliwy w tym pomieszczeniu. Na szczęście został szybko uciszony. Jego spojrzenie, mimo bólu od odniesionych ran, powędrował na leżącą Imari. Jednakże dla pewności, że jest po wszystkim, rozejrzał się po pomieszczeniu w ocenie czy to już wszyscy.
- To wszyscy?
Pytanie kierował do wszystkich. Jako że nikt im nie wyskoczył z ukrycia, mogli zająć się sobą i biedną Imari. Liam spojrzał na swoją prawą dłoń, którą na chwilę oderwał od rany, widząc jak rękawiczka jest mokra od jego krwi. Przydałoby się czymś to zatamować. Uwagę jednak przeniósł na Imari, przyciskając z powrotem dłoń do rany.
- Pomóc?
Zapytał Liam Williama, podchodząc do niego, pytając właściwie o uwolnienie Imari z więzów i zabranie z podłogi. O ile ona sama na to pozwoli. Nie był pewny, czy Mike odzyskał siły i mógłby tutaj przyjść, więc oferował swoją pomoc. Potem zajmie się swoimi ranami. Tak tragicznie się jeszcze nie wykrwawiał.

Michael Ryan - 2018-11-28, 21:24

Nie wiedział, że tak się zamacha samym noszeniem, ale przecież zdawał sobie ze swojej sytuacji. Co prawda z chwili na chwile jego dolegliwości zdawały się mijać. Był wdzięczny, że chociaż tyle dla tej biednej dziewczyny mógł zrobić. Zwłaszcza, ze chwile później słychać było koleje strzały, przekleństwo Liama i wycie gościa. To wszystko sprawiało, że Mike miał trochę zbyt wybujałą wyobraźnię. Chciał iść, ale po chwili wszystko ucichło i tylko było słychać głosy jego kompanów.
-Tutaj wszyscy, poza tą dziewczyną. - odparł Mike, po czym westchnął
Teraz dopiero rozwiązał dziewczynę z węzłów, używając swojego scyzoryka i uwolnił ją.
-Wszystko będzie dobrze. -odparł jak najbardziej spokojnym głosem, mówiąc praktycznie jak do dziecka -Poczekaj tutaj na nas, my wam krzywdy nie zrobimy. - starał się lekko uśmiechnąć do niej i uspokoić.
Jeśli dziewczyna się uspokoiła, to Mike postanowił wparować do swoich kolegów. Zapewne w pierwszym odruchu starając się ogarnąć co się działo. ściągnąłby z siebie kurtkę, a potem bluzę i dał Liamowi do uciskania rany, a potem by pewnie podszedł do Hoopera i Imari, mówiąc chłopakom, że lepiej się czuje i jak coś będzie mógł wziąć ją na ręce lub na barana. Zapewne jego serce by było mocno ściśnięte, bo co jak co Imari wyglądała jak nędza i rozpacz…
Jeśli jednak kobieta by się nie uspokoiła czy chciał uciec, postanowił jej albo zagrodzić drogę, albo dalej by starał się uspokajać ją spokojnym głosem, dając jej chusteczkę czy też batonika, którego miał w kieszeni..

William Hopper - 2018-11-29, 23:37

Hopper musiał zrobić sporo rzeczy w jak najszybszym czasie. Musiał upewnić się, że ten mężczyzna nic im nie zrobi i że faktycznie będą mogli go przesłuchać, musiał sprawdzić jak mieli się Ellsworth i Ryan, a przede wszystkim... Musiał sprawdzić co z Mercy. I kiedy tylko związał dłonie dryblasa jakąś liną z odzysku (czyli najpewniej z jakiegoś trupa), uważając żeby samemu nie mieć zbyt wiele kontaktu z podejrzaną breją, podszedł do siostry. Musiał podnieść jej krzesło, rozwiązać ją i najważniejsze, dowiedzieć się w jakim stanie była.
- Hej, młoda, już wszystko w porządku. Zabieramy cię stąd - mówił uspokajającym tonem, nie marnując czasu i jak najdokładniej oceniając jej stan. Złamanie otwarte, niski puls, powolny oddech, zapewne podali jej ten cały specyfik. Musiał dowiedzieć się co to takiego, jak będzie działać i czy coś ciągle zagrażało jego siostrze.
Dopiero kiedy usłyszał głos Liama, podniósł wzrok, żeby zobaczyć... Cóż. Nie trzeba było specjalizować się w zauważaniu szczegółów żeby zobaczyć, że był ranny i to dość konkretnie. Świetnie, że chciał pomóc, ale ostatnie, czego Hopper potrzebował w tym momencie, to druga, słaniająca się osoba.
- Tak, siadaj i uciskaj ranę - odpowiedział po prostu. Nie rozdwoi się, nie ogarnie wszystkich na raz, a póki nie wiedział co dostała Marceline, musiał zakładać, że w każdej chwili może dostać wstrząsu. Plus był taki, że Ryan zdawał się wracać do siebie. - Jesteś w stanie szybko przegrzebać dokumenty i znaleźć jak najwięcej dokumentów o tym co tutaj testowali i jakie to daje objawy? Jeśli nie, będę potrzebował, żebyś miał ich na oku. - I jeszcze zanim zaczął robić, cokolwiek będzie miał robić, udzielać pierwszej pomocy Liamowi i swojej siostrze czy pośpiesznie przeszukiwać szafki ze wcześniejszego pomieszczenia albo odciągać ich więźnia do innego pokoju, odwrócił się do dziewczyny. - Okay Mercy, potrzebuję żebyś mi coś powiedziała, wiem że to trudne, ale to jest naprawdę ważne. Co cię boli poza ręką i siniakami? Pamiętasz coś o tym, co ci podawali?

Imari Blanc - 2018-11-30, 09:33

Gdyby ktoś zapytał ją o zdanie i gdyby była w stanie odpowiedzieć, pewnie uważałaby ruszenie krzesła za najgorszy możliwy pomysł, mimo, że z drugiej strony stały nacisk na połamaną rękę był wręcz ogłuszający. Czerwonofioletowa mgła bólu i zapewne mutazyny przed oczami sprawiała, że Imari ledwo widziała na oczy. A potem było tylko gorzej, Will podniósł krzesło, Mercy krzyknęła przeraźliwie z bólu, zaraz potem zanosząc się kaszlem i płaczem równocześnie. Mężczyzna rozwiązał ją i nie wiedziała czy jest mu za to wdzięczna czy nie, związana od trzech dni, naszprycowana mutazyną, zmęczona, odwodniona, głodna i brudna.. Do tego mięśnie i stawy z rozwiązanych w końcu kończyn pulsowały nieprzyjemnym, mdłym bólem od którego robiło jej się niedobrze, ale wymiotować nie miała czym.
Głosy mężczyzn, którzy odzywali się w pokoju wydawały się znajome, ale równocześnie kosmicznie odległe. Trzy dni piekła i obecnie nei była w stanie jasno połączyć ich z danymi osobami. A jeśli nawet.. to czy to było możliwe? Żeby ktokolwiek dobry ją tu znalazł? Nie, nie nie, to pewnie inna grupa.. jakieś porachunki..
Mercy..? Mercy? To dziwne. Oddychała cieżko, chrapliwie, chociaż dość płytko, bo każdy głębszy wdech powodował kolejne fale bólu.
Odchyliła głowę do tyłu na krześle, chociaż wymagało to obecnie sporego wysiłku i chyba nie było najlepszym pomysłem, bo nie była w stanie utrzymać się na krześle, kiedy nic jej do niego nie przywiązywało.
Patrzyła na sylwetkę stojącego przed nią mężczyzny, który wydawął się.. niestały.. spóźniony? Nie potrafiła w swojej glowie znaleźć odpowiedniego słowa. Niecierpliwy. To chyba to, albo coś podobnego.
Czas płynął, Will pewnie wewnętrznie buzował, Imari starała się zrozumieć kto przed nią stoi, a gdy ta świadomość do niej napływała niekoniecznie wierzyła w to, co widzi.
- Will..? - zachrypły szept, ostatnie trzy dni z jej ust nie wydobyło się nic poza krzykiem, mówienie było trudne.

Liam Ellsworth - 2018-11-30, 23:00

Więcej niespodzianek nie mieli. Załatwili wszystkich, którzy stali im na drodze. Część zabili, pozostałych pozbawili przytomności. Mieć nadzieję, że porządnie. Liam słyszał jak Mike uspokajał tamtą kobietę i zaraz do nich dołączył. Ale nie spodziewał się tego, co chłopak zrobił. Zaczął się rozbierać i wcisnął mu swoja koszulkę.
- Mike...
Nie zdążył zaprotestować. Ryan zrobił swoje, tłumacząc też że lepiej się czuje i takie tam. Liam westchnął i zwinąwszy materiał koszuli przycisnął sobie do rany pod mostkiem. Skrzywił się z bólu, kiedy tak docisnął. I wtedy też usłyszał polecenie Williama. Tutaj to już wywrócił oczami. Jakby nie wiedział. Rozejrzał się, ale usiąść raczej nie było gdzie. Chyba że na kolanach trupa. Jednak widok jaki pozostał po strzelaninie, nie wyglądał za dobrze. Krajobraz tego pomieszczenia mógł być przytłaczający. Choć Liam do tego był już przyzwyczajony. Podszedł do szafek, gdzie opadł się o ich blat tyłkiem, stojąc i dociskając materiałem ranę. Broni nie zabezpieczał jeszcze ale położył na szafce blisko siebie. Krzyk Imari jaki rozniósł się po sali był cierpiący. Aż Liam powstrzymał się od zwrócenia Williamowi uwagi o delikatności. Choć, może powinien coś mu powiedzieć?
Mike dostał znów zlecenie ekspresowego przeszukiwania dokumentów. Oby się przez tę prędkość znów nie wykończył. Uwagę jednak skupił zaraz na próbach Williama w rozmowie z siostrą. Co jednak, wyszło marnie. Imari nie bardzo kontaktowała, mając najwyraźniej przytłumiony umysł. Długo jej zaszło rozpoznanie Williama. Ellsworth ostatecznie wziął swoją broń w lewą dłoń. Zamienił ręce, by to lewym przedramieniem dociskać swoją ranę, po czym zabezpieczył broń i prawą ręką schował ją za plecami w spodnie. Odepchnął się od szafki i podszedł do Williama by spojrzeć na Imari.
- Krzyczała, więc musi boleć ją wszystko. Nie widać też by była wstanie odpowiedzieć Ci na pytanie. Chyba, że... mógłbym to zobaczyć..
Tak mu właśnie na myśl przyszło. To przeżycie mogło w niej wywołać sporą traumę i strach. Dzięki temu, przy dotknięciu mógłby zobaczyć jej oczami co widziała i kogo. Czego się bała, co jej robiono. Wszystko jednak zależy od tego, czy William na to pozwoli, czy ma inne rozwiązanie zaistniałego problemu. Liam jako jedyny w tej misji nie używał swojej mocy. Ale teraz, mogłaby być przydatna. Czy to dla dobra Imari i zobaczenie tego co przeżyła, czy też w razie zastraszania nieprzytomnego i równie rannego osobnika, który leżał na podłodze. Gdyby czasem nie chciał gadać.

Michael Ryan - 2018-12-01, 15:54

Na Mike’a szczęście, a może nie, dziewczyna nie była w stanie iść o własnych siłach, dlatego mógł zrobić to co zaplanował. Oddał Liamowi swoją bluzę, pozostając tylko w krótkim rękawku z logo batmana i swojej skórzanej kurtce. Nie przejmował się sobą, bo były ważniejsze osoby od niego teraz.. Chociażby Imari, ściskało go wszystko widząc ten obraz nędzy i rozpaczy..
-Tak jestem w stanie przejrzeć szybko pomieszczenia. - odparł - Czuje się już znacznie lepiej. -dodał jeszcze -Zajmijcie się Imari i tym tutaj gachem.. - odparł
Po chwili korzystając ze swojej szybkości zamierzał wpierw wszystkie możliwe szafki i dokumenty przeszperać, starając się znaleźć cokolwiek ciekawego, coś o tej dziwnej cieczy czy dziwnych opisach. Może udałoby się znaleźć jakiś skład, a nie daj boże mają jakieś inne jeszcze placówki..
Swoje poszukiwania zaczął od miejsca w którym przetrzymywano Imari, potem jeśli coś znalazł dał to Willowi, jeśli nic ciekawego nie było w dokumentach/szafkach poszedłby do pokoju gdzie aktualnie była kobieta, tam było więcej szafek i tam zaczął szperać, jak również skorzystałby z przeszukania tamtych martwych osób, może coś ciekawego by mieli po kieszeniach.. Może to i było ohydne, macać zwłoki, ale teraz nie mógł na to zważać… pozostałe mniejsze pomieszczenia zostawił na koniec, chciał jak najwięcej znaleźć. Chociaż tak naprawdę chyba najbardziej przydałaby im się solidna próbka tej mazi, by mogli spróbować ją zbadać u siebie..

William Hopper - 2018-12-05, 00:15

Hopper nieszczególnie zwracał uwagę na cały ten makabryczny krajobraz. Zbyt wiele razy widział podobne obrazy, poza tym, miał zadania do wykonania. Mercy… Było z nią naprawdę źle, musiał pomóc jej utrzymać jej się na krześle, i Will nie musiał słyszeć tego z ust Liama, żeby się zorientować. Nie mógł jej nic podać, dopóki nie upewni się, w jakim stanie była dziewczyna. Liczył, że obrażenia fizyczne to wszystko, że ta substancja nie zacznie ze zdwojoną siłą działać na jej organizm, ale nie mógł być pewien.
- Wszystko już w porządku - powtórzył łagodnie. Cóż, będą musieli poradzić sobie w inny sposób. Nie bez przyczyny w tym pokoju było o jedną żywą osobę za dużo. - Potrzebujemy jakiejś odpowiedzi, - zaczął w odpowiedzi na słowa Liama - ale jeżeli chcemy ją z kogoś wyciągać, to nie z mojej siostry. Nie, jeśli nie możesz być stuprocentowo pewny, że ona tego nie zobaczy. Mamy kogo innego, kogo możemy spytać. - I chyba nie trzeba wyjaśniać, że to nie będzie przyjacielskie pytanie? - Jesteś w stanie to zrobić? - spytał. Nie chodziło tylko o Mercy. Nie miał pojęcia jakie Liam miał nastawienie do wyciągania informacji siłą z innych ludzi, czy kiedykolwiek wcześniej to robił. Nie każdy człowiek na ziemi był takim skrzywionym psychopatą jak William Hopper. Nie miał zamiaru go zmuszać, nie był tego typu człowiekiem, chociaż moc Liama z pewnością mocno by przyśpieszyła sprawę. Zawsze zostawały stare, sprawdzone metody.
Will przejrzał dokumenty z którymi wrócił Mike i po upewnieniu się, że nie zagrozi to życiu Mercy, wyciągnął fentanyl.
- Teraz zrobię ci zastrzyk, okay Mercy? Przestanie cię po nim boleć. - Nie był pewien, na ile jego słowa do niej docierały, ale tak czy siak, musiał jej podać fentanyl. Nie przeniosą jej bez tego do auta.

Imari Blanc - 2018-12-05, 09:15

Jeśli Imari słyszała i rozumiała co mówią, ot ciężko bylo dojść do znaczenia słów. Ból od ręki promieniował na całe ciało, ruszona i odwiązana nie była w stanie nawet siedzieć. Mózg wypełniał jej ból i to właściwie tyle.
Dopóki.. nie zobaczyła igły w ręce Willa. Dość się ich naoglądała te dwa dni, zresztą miała na skórze ślady od wkłuć.
- Nie, nie nie nienienienienienie... - źrenice rozszerzyły jej się mocniej i wyrwała się prawie od razu jak zobaczyła strzykawkę. Chyba niezależnie od tego kto by ją trzymał reakcja byłaby taka sama.
- Błagam, ja już nie.. nie nienienie.. - pośpiesznie wypowiadane słowa zlewały się w jedno, bełkotliwe i płaczliwe przesłanie.
Nie.
Miała dość, wiedziała, że następnej dawki nie wytrzyma.. na pewno nie.

Mistrz Gry - 2018-12-10, 00:11



Nieznajoma kobieta z drugiego pomieszczenia zdawała się uspokoić. Przestała szlochać, choć łzy dalej płynęły z jej zmęczonych oczu a ciało dalej drżało w przerażeniu. Ale czy można się było dziwić? Przeszła tu piekło - dokładnie takie samo jak znana wam Imari. Do tego musiała oglądać, co się dzieje z obdarzonymi gdy nie są już potrzebni. To będzie dla niej trauma na długie lata...
Mike mógł jednak dołączyć do swoich kompanów i wykonywać kolejne rozkazy. Ujrzenie oblicza Mercy z całą pewnością nie było łatwe, ale mieliście tu zadanie. Trzeba było dopilnować, by jak najwięcej się wyjaśniło. By nikt inny nie cierpiał tu takich katuszy, jak wszyscy zmarli i pozostałe przy życiu kobiety.
Przeszukiwanie pomieszczeń nie było zbyt owocne. Wszędzie były ślady tej paskudnej, śmierdzącej mazi - o której brunet mógł już się przekonać, że była zabrudzoną krwią. Potrzeba było chwili, przy prześledzić kolejne szafki, śmietniki i kartony walające się po budynku. A w wyniku tego ukazało się jedynie kilka podartych kopert z pieczątką niezwykle przypominającą tę od Trailor Pharmacies i jeden notatnik zachowany w całości. Na każdej stronie opisany był inny obiekt - za pomocą literki i cyfr. I nie trudno było się zorientować, że określały one czas życia poszczególnych ofiar tej specyficznej grupy.
Na każdej stronie podana była ilość dawek i powtarzały się podobne symptomy. Na każdej stronie był inny okres przeżycia. Co jednak było straszne - najmłodsza z ofiar określona była na ok. 3 rok życia, i przeżyła zaledwie 3 godziny od czasu zaimplementowania dawki...
Udało się mu jednak znaleźć ostatnią, całą próbkę jaskrawo fioletowego płynu jak i broń, z której korzystały trupy. Jak na złość jednak - nikt nie miał przy sobie dokumentów. Widać - ta placówka była jedynie miejscem od brudnych działąń

Gdy jednak Ryan przeszukiwał pomieszczenia - kobieta, która do tej pory była skazana na waszą łaskę, pokusiła się o ostatni podryw odwagi. Zeszła z krzesła, by powoli, niemal bezszelestnie kierować się w stronę wyjścia, czołgając się po iemi. Nie wydawała z siebie ani jednego jęku, choć krew ciągnęła się za nią fioletowym śladem. Jej wola przetrwania w tym momencie była większa, niż ktokolwiek z was mógł się spodziewać...

Liam z Williamem za to mieli nie lada orzech do zgryzienia - biedna, straumatyzowana Imari nie chciała współpracować. Siłą trzeba było ją zmusić do przyjęcia leku w formie zastrzyku. Ukojenie po tym przyszo jednak wyjątkowo szybko, tłumiąc wszelkie bodźce bólowe i otępiając umysł zranionej kobiety. Właśnie to pozwoliło mężczyznom na krótką chwilę pozostawić pannę Blanc na chwilę samą, gdy ich przeciwnik zaczął wykazywać jakiekolwiek oznaki życia...

Jego twarz umorusana była w tej czerwono-fioletowej mazi. Zdawało się, że przez przypadek miał ją też w swoich ustach, jak i ranach na kolanach. Jęczał niemiłosiernie, skarżąc się na nieprzyjemne palenie, ale was to przecież nie obchodziło, prawda?
Początkowo twardy i nastawiony na milczenie przeciwnik, szybko puścił parę z ust, gdy zaczęliście wykorzystywać swoje przewagi - zarówno w formie doświadczenia Hoppera jak i mocy Elswortha. Dowiedzieliście się jednak wyłącznie tego, że ten mężczyzna nie wie dla kogo pracuje. Był jedynie gorylem. Miał mieć siłę, nie mieszał się w badania. Ta fioletowa substancja to mutazyna - niedostępna na rynku. Oni ją sprawdzali. Mieli poznać jej działanie.
Jest więcej grup takich jak ta, którą włąśnie rozgromiliście. Wszyscy działają na pograniczu prawa.
Nie był w stanie wam powiedzieć więcej. Nic nie wiedział. I byliśćie o tym przekonani, gdy żałosny jęk wydarł się z jego gardła na widok kolejnych, nieprzyjemnych koszmarów przed jego oczami...

Nie było więc innego wyjścia. Nie braliście jeńców. Hopper wymierzył swoją broń - bez zastanowienia, z chłodem i równowagą w swoich ruchach prosto między oczy fryblasa, gdy ten padł z hukiem na ziemię. Nie minęła też chwila, gdy za sobą usłyszeliście dźwięk syren policyjnych...

Można się było tego w sumie spodziewać, skoro nie zamknęliście za sobą drzwi, czyż nie?

Każdy dźwięk posyłanego pocisku, każdy krzyk, każdy jęk i każdy szloch były wyraźnie szłyszane na zewnątrz, poza garażami. Dodatkowo na waszą niekorzyść zagrała kobieta, która wymknęłą się, gdy wy zajmowaliście się Mercy i tym gorylem. To właśnie przez nią - zakrwawioną i zranioną, odnalezioną zaledwie kilka metrów dalej, ktoś zaadzwonił po służby.
Potrzebna była szybka decyzja. Nie było szans na dodatkowe przeszukanie pomieszczeń i zebranie dowodów. Złapaliście biedną Imari i biegiem kierując się do wyjścia - podpaliliście budynek za sobą.

Udało wam się zbiec, nim pierwszy radiowóz podjechał pod znamienną klatkę, nawet nie mogąc obejrzeć ogniska, które sami rozpaliliście...

[z/t wszyscy]



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group