Christian Wilson - 2019-09-21, 18:15 Spróbowałem się podnieść z tego przeklętego bruku. Nie chciałem, by ktoś z atakujących zastał mnie w takiej pozycji. Gdzie byłem bezbronny i zdany na jego łaskę. Zwłaszcza że taki nigdy nie byłem i nie zamierzałem być. Pomimo podjęcia próby podniesienia się to i tak zaraz upadłem z powrotem. Dodatkowo nabywając się kolejnego bólu w klatce piersiowej. Przez co miałem trudność z oddychaniem, już nie mówiąc o mówieniu.
Musiałem spróbować jeszcze raz... Nie mogę tak leżeć i czekać jak śpiąca królewna czekając aż przybędzie mi na ratunek jakiś książę. W tej bajce to ja powinienem nim być. Spróbowałem raz jeszcze tym razem wolniej i opierając się o ulice zdrową i pełną sprawną ręką. Pierwszym krokiem miał być do poziomu siedzącego, a następny spróbować wstać na własne nogi.
O ile to się udało i stałem o własny nogi to spróbowałem się doczłapać do czegoś co, mógłbym potraktować jako podparcie. Ścianę, słupek cokolwiek co nie znajdowało się za daleko i nie wymagało od de mnie zbyt dużego wysiłku.Bradley Grey - 2019-09-22, 12:22 Nie obchodziło go czy kobieta w obroży pójdzie z nimi czy nie. Jej życie, jej wybór. Brad nie zamierzał za nią umierać. A tym bardziej dać się pojmać, bo kolejna niewola w tak krótkim odstępie czasu byłaby dla niego tragiczna w skutkach. Vincent zgrywał pieprzonego bohatera, ale Brad nie zamierzał udawać, że się przejmuje. Misja misją, ale jego chęć pozabijania wszystkich wrogów była duża, biorąc pod uwagę wszystko co przeszedł. Czy da mu to ukojenie? Nie. Czy poczuje satysfakcję? Tak. Dodatkowo świadomość, że osłabia tym samym wroga, zabijając poszczególne jednostki.
- Ale nie pozabijałem. Utorowałem drogę, więc nie narzekaj - odpowiedział neutralnie. Nie zależało mu na dobrym zdaniu kogokolwiek. Chciał wykonać misję, bo to była jego próba wejścia do rebeliantów. I naprawdę hamował swoje mordercze zapędy.
Ich droga była do tej pory łatwa. Zabijali pojedyncze pary strażników po cichu i bez wzbudzania zainteresowania. Aż do czasu, gdy doszli do tajemniczego budynku. Brad był tutaj wcześniej, ale miał wtedy określony cel i nie zastanawiał się nad konkretnymi miejscami. W każdym razie raczej się nie zgubi. Ciężko zapomnieć takie miejsce jak to. Smród nie dolatywał do niego tak bardzo, dzięki jego masce.
W każdym razie mieli przed sobą większe problemy. W pierwszym odruchu chciał atakować, ale powstrzymały go słowa Vincenta. Nie podobało mu się to, ale miał rację. Nie mogli atakować. Kiwnął głową i poczekał, aż mężczyzna poinformuje resztę o sytuacji i ruszył za nim, szukać dalej.
- Co z helikopterem? Mam go rozwalić? - zapytał Nicholasa przez komunikator, bo zauważył zbliżający się obiekt. Nie miał pojęcia, czy to pomoc, czy wrogowie. Póki nie miał pewności nie mógł atakować. Spojrzał na swojego towarzysza, choć ten przez maskę nie mógł zobaczyć jego oczu. Może on wiedział, czy helikopter jest ich pomocą czy nie?
Po drodze dalej robili to samo, czyli przeczesywali teren w poszukiwaniu mutantów. Brad był w pełnej gotowości, by atakować bronią, mocą, w również siłą fizyczną.Mistrz Gry - 2019-09-22, 19:01 Z całą pewnością - każda z powstałych drużyn potrafiła przeliczyć swoje możliwości na zamiary, nie pozostawiając miejsca na zbędne błędy.
Co mogło być zadziwiające, nawet mordercze instynkty Bradleya zostały nieco uśpione - prawdopodobnie przez dość negatywną reakcję pozostałej części ekipy na jego wejście z przytupem. Czy trwało to jednak wystarczająco długo?
Coś w jego podświadomości wyraźnie szeptało, że ten charakterystyczny turkot brzmi tak... Niepokojąco. Niemożliwym było, by byli to sojusznicy - w końcu ani rebelia, ani Armia X nie odważyłaby się w tym momencie na tak nieskuteczny środek transportu, a w oczy wszystkim zebranych pod rogatkami wyraźnie rzucał się moment, gdy jeden ze strażników wzywał wsparcie. To... To musiało być to! Psy wezwały wsparcie!
Nawet, jeśli Grey czekał na odpowiedź swojego tymczasowego przywódcy - czuł, jak narasta w nim gniew. Czy zdoła się powstrzymać przed destrukcyjną naturą, gdy helikopter pojawi się bliżej?
Niezależnie od swoich decyzji, wraz z Vincentem zrezygnowali z frontowego ataku, kierując się w kolejną uliczkę. Był ona znacznie węższa od tej, którą kierowali się do tej pory. W granicach wzroku nie dostrzegli również żadnego z patroli. Przez powybijane w mieszkaniach szyby, mogli jednak dostrzec wychudzonych, brudnych mutantów - którzy już chyba czekali na koniec.
Szczególnie w oczy rzuciły się Wam blond kiteczki, które opadały bezwiednie na ramiona małej dziewczynki - którą wyraźnie poruszyło na Wasz widok.
- O rany, nie kłamali! Nie kłamali! - Zabrzmiał cicho jej głos, który jednak poniósł się między betonowymi budynkami. Ci, którzy znaleźli w sobie wystarczająco sił - powstawali do okiennic, przyglądając się Wam z zaciekawieniem. Niektórzy prosili o wolność, inni o wsparcie, kolejni o jedzenie. Wszystko odbywało się jednak szeptem - nawet, mimo wyraźnego poruszenia.
Mogliście doliczyć się około 10 osób, które tak żwawo reagowało na Wasze względnie czyste buźki i niewychudzone ciała. Wiedzieliście jednak, że na tej wojnie miejsca nie da rady zagrzać ta mała dziewczynka, od której wszystko się zaczęło, ani mężczyzna z oczyma zalanymi krwią. Czy mimo to pozwolicie wszystkim ruszyć za sobą? A może jednak odeślecie ich w bezpieczne miejsce - tam, gdzie wydawało Wam się, że pozostawiliście Lasair?
Kobieta miała jednak swoje asy w rękawie. Jej smukłe przejęcie niezwykłych kocich umiejętności z łatwością pozwoliło jej bezszelestnie śledzić mężczyzn, być może po drodze lekko nakierowując ich w miejsce, które dobrze kojarzyła - komisariat. Jeśli było w tym piekle miejsce pozwalające na uwolnienie grzesznych dusz - z całą pewnością była to właśnie ta placówka. Roarkedaughter kojarzyła to miejsce aż za dobrze, a ich śmierdzące cele do dziś przyprawiają ją o mdłości. Co jednak zrobi, by przekonać swych nowych towarzyszy, że to właśnie tam powinni skierować swe kroki, zostawiając poszukiwania na później?
Nie tylko chłopcy lubią jednak podążać okrężną drogą. Esther oraz Mary postawiły na oczyszczenie terenu, nim zaczną szukać zdolnych do ucieczki sojuszników. Miało to zdecydowanie swoje plusy - niemal do minimum zerowały szanse na utratę jakikolwiek żyć.
Szybki plan do przyklepania, i Pond poszybowała w górę dzięki swym glifom. Niewielka poświata, która temu towarzyszyła dość szybko rozmyła się wraz z promieniami słońca wychodzącymi zza chmur, gdy mandala pozostawiona dzięki jej mocy zaczęła przyozdabiać to miejsce. Czy to nie zabawne, że tak niewiele trzeba, by dodć uroku w najmniej oczekiwanym miejscu?
Rudowłosa musiała się jednak pilnować - to dopiero połowa sukcesu. Strażnicy znajdywali się na skrzyżowani, kilka bloków przed dziewczynami, ale teraz... Teraz ten plan nie wyglądał tak dobrze jak na dole. Dachy budynków, na które wspięła się nasza bohaterka były wyraźnie zniszczone - zostały ślady po innych bombardowaniach - prawdopodobnie jeszcze sprzed założenia dzielnicy. Jeden fałszywy ruch, a nie tylko wyda swoje przebywanie w tym miejscu, ale i pożegna się z wizją schwytania bądź zabicia strażników.
Goth w tym czasie pozostała na dole - skryta za budynkiem, czekając na moment gotowości. Jeden znak i zacznie działać. Jeden znak, i wygrają - przynajmniej tę jedną bitwę. Jeden znak, jeśli tylko... Go dostrzeże?
Skupienie się graniczyło z cudem. Jęki rannych i chorych niosły się ulicami, odbijając się echem w głowie rebeliantki. Najważniejsze jednak było, by nie zgubiła Mary, by nie zgubiła jej śladów. A może... Zdoła wykorzystać te kłębiące się hałasy na swoją korzyść?
Przy samym wejściu nie udało się jednak zażegnać tego chwilowego kryzysu. Walka pomiędzy Nicholasem a strażnikiem trwała, przepychanka skończyła się wylądowaniem obojga mężczyzn na ziemi i wszystko zależało teraz od ich refleksu. Na nieszczęście strażnika - Obtłuczona głowa Nicholasa okazała się bardziej przytomna, niż jego własna zajęta bólem dochodzącym z jego krocza. Gdy więc Greenvillowi udało się wstać, z bronią dzierżoną w ręku, wymierzoną w głowę funkcjonariusza - ten pozostawał na klęczkach, dysząc ciężko i wykrzywiając twarz w nieprzyjemnym grymasie. Zapewne już dawno padłby strzał, gdyby nie jednak, mała przeszkoda, w postaci Christophera.
Mimo, że sytuacja zdawała się uspokoić, gdy dłoń rebelianta została opuszczona - już po chwili budka zaczęła się wypełniać ciemnym dymem. Mogło by się zdawać, że to szybkie przygotowanie do typowej sceny akcji - gdzie przestępca odwraca się plecami do wybuchu, oddalając od miejsca zdarzenia. Nie tym razem jednak - blondyn bowiem stał w wejściu, bokiem do Varcera, gdy ten oddalał się od niego na widok dymu. Pytanie więc brzmiało - kto tu wygra? Chłodno myślący trzydziestojednolatek, czy jednak kierowany emocjami człowiek-gekon?
Nim ktokolwiek zdołał na to odpowiedzieć, z niewielkiego pomieszczenia wypełnionego niepokojącą mgłą zaczął dobiegać kaszel i krzyk przerażenia. Nicholas mógł poczuć, jak przy swoich kostkach czuje dziwny, słabnący uścisk a głos strażnika błaga go o litość. Czy to była szansa mężczyzny, na udowodnienie nowemu nabytkowi, że może mu zaufać? Czy jednak był to moment na dobicie tych, którzy byli niepotrzebnymi świadkami?
W całym tym zamieszaniu mogło się wydawać, że wszyscy zapomnieli o naszych biednych, rannych kundlach. Zarówno Penelope, jak i Christian stanęli w końcu na równych nogach, kierując swoje kroki w kierunku własnej, zniszczonej budki. Oznaczało to, że najgorsze za nimi, tu mogli być względnie bezpieczni, tu mogli dalej działać w imię dobra swojej organizacji.
Mares, kierowana instynktem i wolą przetrwania, niemal jak w transie ruszyła do jednego z prowizorycznych biurek, pod którym krył się jeden z nabardziej znaczących guzików dla całej dzielnicy - cichy alarm. Wykonała swoją misję, miała chwilę na odetchnięcie. Nie mogła pozwolić, by wróg ją dopadł w takim stanie. Pod jej nogami leżała butelka z wodą mineralną, u swego boku miała natomiast pistolek ze strzałkami z mutazyną jak i tradycyjną broń. Wiedziała, że nawet w najgorszej pozycji - będzie miała jak się bronić. W podobnym nastroju był też jej towarzysz broni, który dodreptał do budki w zaledwie kilka chwil za nią. Ręka, mimo że powodowała olbrzymi ból, nie sprawiała już tak wielkich problemów jak w chwili, gdy leżał. Wiedział, że niezbędne jest usztywnienie urazu - a na jego szczęście po okolicy przewijało się wiele kawałków drewna i blachy, jak i zniszczone szmaty, które z całą pewnością na ten moment mu wystarczą.
Helikopter był za to coraz bliżej, jego kształt zdawał się być coraz bardziej wyraźny. Jego ciemne barwy i nieco zaostrzony dziób mogły świadczyć, że to jednostka wojskowa. Nikt jednak nie miał informacji - do kogo owa maszyna mogła należeć - to wciąż była jedna, wielka niewiadoma.
Całe jednak szczęście dla strony atakującej - nie byli skazani na porażkę. Kolejne jednostki przybywały już pod same mury, wysadzając jego kolejne części i wchodząc na teren DOMu - o czym osoby z krótkofalówkami były na bieżąco informowane.
Oby tylko nowi wojowicy stanęli na wysokości zadania...
___________________________
MG oczekuje na odpowiedzi do 72h (25.09 ok. 20.00), post MG pojawi się do 24h od uzyskania ostatniej odpowiedzi.
Numer porządkowy: 1
Dane: Vincent Edams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Kamizelka kuloodporna, kominiarka, pistolet, naboje, krótkofalówka, noże do rzucania, podręczna apteczka (opatrunki, opaska uciskowa, płyn do odkażania ran)
Numer porządkowy: 2
Dane: Bradley Grey
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe, dwa noże taktyczny bojowy RUI, 2 pistolety Desert Eagle, karabinek AK, kuloodporny hełm Ronin Devtac, kamizelka kuloodporna + plecak z nabojami, wodą i podręczną apteczką.
Numer porządkowy: 3
Dane: Nicholas Grenville
Żywotność: 83%
Opanowanie: 95%
Inne: Dwa pistolety desert eagle + zapasowe naboje wymienne, po dwa opakowania na jedną broń. Noże do rzucania, skrywane w obuwiu. Kamizelka kuloodporna. Broń palną ma ulokowaną w kaburach, umocowanych na pasku od spodni. Z kolei naboje, zapałki, scyzoryk, apteczka, po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe,, opaski zaciskowe (długość odpowiednia np. do skrępowania dłoni wroga) schowane ma w małym plecaku jaki wziął ze sobą. znaczące obrażenia: rana po kuli prawej dłoni
Numer porządkowy: 4
Dane: Esther Goth
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: kamizelka kuloodporna; krótkofalówka; noże do rzucania; pistolet Beretta M9A3 kal. 9x19 Black; naboje
Numer porządkowy: 7
Dane: Christian Spivey
Żywotność: 87%
Opanowanie: 100%
Inne: pistolet, naboje, krótkofalówki, kamizelkę, obroże, chip, nóż, znaczące obrażenia: złamanie prawej ręki
Numer porządkowy: 8
Dane: Mary Pond
Żywotność: 100% Opanowanie: 95% Inne: -scyzoryk (klasyczny: śrubokręcik, dwa noże, pilniczek, nożyczki, korkociąg i otwieracz do kapsli)
-butelka wody (0,5l)
-notesik z notatkami i rysunkami, ołówek z gumką i jakiś długopis
-plecak mieszczący w sobie wszystko powyższe i mający po kieszeniach masę śmieci w stylu jakiś spinaczy, papierków czy gumek recepturek
-standardowy strój: spodnie, sportowe buty, koszulka, bluza z głębokim kapturem i chusta, na razie na szyi,
Numer porządkowy: 9
Dane: Christopher Varcer
Żywotność: 70% Opanowanie: 70% Inne: Czarna maska i zwyczajne odzienie. Brak noszonej broni oraz jakiejkolwiek zawartości w kieszeniach. Postać jest zachipowana.
Numer porządkowy: 10
Dane: Leilah Adams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: 2 pistolety, 3 noże, naboje, kamizaleka kuloodporna, rękawiczki bez palców, krótkofalówka, granaty - plecak a w nim: apteczka (bandaż, woda utleniona, opaska), woda mineralna
Christopher Varcer - 2019-09-22, 21:09 Nicholas sprawiał wrażenie niezwykle opanowanego. Zamiast okazywać strach bądź agresję wymierzoną w jaszczura, mutant zachowywał zimą krew, świadomie lub też nie unikając tym samym natychmiastowej reakcji Christophera. Pasiasty warczał. Widać było jak mięśnie jego twarzy układają się w groźny grymas i pod czarną maską zapewne szczerzył kły, instynktownie chcąc w ten sposób nastraszyć przeciwnika. Na dodatek Nicholas nie odwracał się do gada plecami, przez co agresywny mieszkaniec DOM'u wcale nie czuł się tak pewnie w swoim obecnym położeniu. Wystarczyłoby krzyknąć w jego stronę, zacząć uciekać lub też strzelić do strażnika, aby na dźwięk wystrzału ogoniasty przystąpił do natychmiastowego ataku.
... Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Zamiast tego w pomieszczeniu, w którym przebywał nieznany mężczyzna wraz z mundurowym, zaczęła unosić się dziwna mgła. Widok ten wyraźnie zaniepokoił Christophera, który zaczął się cofać od budki. Nie znał właściwości tego dymu, lecz sam efekt pojawienia sie go wzbudził w jaszczurce obawy, mimo chwilowej chęci potrakowania chmury pazurami. Maska faktycznie mogłaby nieco utrudnić przedostanie się dymu do jego organizmu, aczkolwiek wciąż przepuszczała ona powietrze i byłoby to tylko kwestią czasu, aż odczułby skutki tej mocy. Na chwilę obecną trzymał się jednak od niej z daleka, tym samym oddalając się również od Nicholasa... lecz wciąż nie odpuszczając i bacznie go obserwując.
O ile mutant miał wcześniej iście bojowe nastawienie to było widać, że wcale nie był przystosowany do walk i łatwo było go przestraszyć. Mimo fizycznych predyspozycji daleko mu było do Kundla. To by wyjaśniało, dlaczego taki osobnik jak on nie posiadał specjalnej obroży. Był niczym ten pies na łańcuchu, który potrafił tylko szczekać.
Choć znaczenie wypowiadanych słów nie zostało przez gada zrozumiane, sam zdecydowany, lecz nieagresywny ton głosu wystarczył, aby mięśnie twarzy Christophera rozluźniły się, a ogon wolniej się poruszał i coraz mniej przypominał ogon rozdrażnionego kota. Mutant przestał także wydawać z siebie agresywny, nieludzki warkot. Czyżby zaczynał dochodzić do siebie? Zwykły przypadek czy doświadczenie Nicholasa z mutantami jego typu?
Na widok strażnika chwytającego obcego za kostkę, jaszczur zrobił coś nietypowego. W pierwszym odruchu tupnął silnie stopą o beton, jakby chciał rzucić się z rozpędu na Nicholasa i powstrzymać go przed tym, co za chwilę mogło nastąpić, ale zaraz stało się coś wręcz odwrotnego. Pasiasty zyskując nad sobą znikomą kontrolę zakrył swoją twarz dłońmi, spuścił głowę... i stał. Chciał uniknąć obrazu zabijanego strażnika...? Zaczęły mu lecieć łzy?
Mężczyzna znając swoją mutację postanowił w prosty sposób wykorzystać ją przeciwko sobie. Widząc przed sobą wyłącznie ciemność i biorąc głębokie wdechy zaczął się uspokajać. Zakrywanie oczu zwierzętom to częsta metoda na obniżenie poziomu stresu i była ona skuteczna również w przypadku gekona. Musiał tylko uzmysłowić sobie, co się działo z jego organizmem, aby próbować samego siebie powstrzymać. Nicholas mógł widzieć jak jego gadzie zielone dłonie powracają do swojego pierwotnego ludzkiego wyglądu.
- Nie będę tacy jak oni. Nie chcę cię zabić. - powiedział gorzko, wciąż chowając twarz w dłoniach. - Ja się po prostu martwię o przyjaciół. Boję się, że zrobicie im krzywdę. Że stracę dom. - wyjaśnił powód wyciągnięcia ręki do strażników, unosząc swój gadzi wzrok w stronę nieznajomego. Uznając intruzów za zagrożenie dla mieszkańców (może i słusznie, sądząc po skali zniszczeń), zamierzał wesprzeć strażników, aby ci zapobiegli przedostaniu się obcych na teren DOM'u i tym samym uniknęli tragedii. Było już jednak na to za późno - intruzi zdążyli przedostać się przez mury i teraz ofiarami mogli stać się również oni, czego pasiasty także chciał uniknąć, gdy tylko zdał sobie sprawę z tego, że atak następuje z zewnątrz. Dziwne było to, że Christopher nazwał to piekło swoim... "domem". Musiał żyć w tym miejscu dość długo. Nawet teraz, mając przed sobą otwartą drogę do wolności, pozostawał tutaj.Leilah Addams - 2019-09-22, 23:20 Leilah również miała brać udział w marszu na siedzibę pieprzonych DOGS, nie ważne jak się nazywała. Nie miała jednak zamiaru iść na pierwszy ogień. Dlaczego? Otóż wróg zawsze spodziewa się najsilniejszego uderzenia na samym początku, A nie w drugiej fali. Leilah ze względu na swoje umiejętności bojowe, jak i swoje nadprzyrodzone czy też nadnaturalne moce mogła być uważana, za wyjątkowo ofensywną część druzyny. Wypatrywała jednak jakichkolwiek zagrożeń, które mogłby być na przykład częścią pułapki na intruzów przygotowaną przez gospodarzy, która miałaby zajść ich od tyłu. Szła zdecydowanie z boku i powoli wypatrując czegokolwiek podejrzanego. Wszak była w tym w miarę dobra, w wypatrywaniu zagrożeń.
Helopter krążący nad ich głowami mógł stanowić zagrożenie, jednak jak na razie nie było pewności kto to może być. A Leilah zawsze powtarzała sobie w duchu, że w trakcie walki wojownik nie przejmuje się tym nad czym nie ma kontroli. Zamiast tego po prostu krok po kroku kierowała się naprżód aż doszła do dziury w murze, którą przekroczyła.
/bardzo kiepski post, ale dawno nie pisałem, muszę się wkręcić, przepraszam.Vincent Edams - 2019-09-23, 19:05 Vincent odetchnął z ulgą, gdy ruszyli dalej. Bał się, że mordercze zapędy Brada dadzą o sobie znać i będą kolejne komplikacje, Udało im się minąć patrole i znaleźli się w miejscu, gdzie znaleźli innych mutantów. Utkwił wzrok w małej blond dziewczynce,. ale nie odczuwał ani współczucia...ani niczego. AlterGen odbiło na nim piętno i minie długi czas, nim nauczy się "normalnie" odczuwać emocje.
Musiał podjąć teraz trudną decyzję. Poruszanie z grupą, na oko...dziesięciu mutantów i to w stanie mocno dyskusyjnym, mogło być problematyczne. Z drugiej strony, chcieli przecież ratować jak najwięcej pobratymców. Co jak nadzieją się na ten wielki patrol, który z Bradem minęli ?
Patrzył na grupę, przez dłuższą chwilę, analizując wszystkie za i przeciw. Obie decyzje to były ryzyko a nie mieli za wiele czasu na rozmyślania. Wyciągnął krótkofalówkę, by nadać kolejną wiadomość. Określił swoją pozycję i przekazał, co zastał na miejscu.
- Wyślę ich do was. Osłaniajcie ich podczas ucieczki. - zadecydował.
Nie zdawał sobie sprawy, że Lasair wciąż za nimi podąża. Jej kocia forma, zdecydowanie jej w tym pomagała.
Vincent spojrzał znów na grupkę.
- Podążajcie tą uliczką aż do rogatek. Jeżeli nie spotkacie naszych, nim dotrzecie do tego wielkiego, białego budynku, idźcie naokoło, żeby was nie złapano. Jeżeli posiłki tam dotrą, z pewnością je usłyszycie. - spojrzał po nich - Gdzie znajdziemy resztę? Musimy ewakuować jak najwięcej mutantów, nim się tu rozpęta rzeź. - zwrócił się do najbliżej stojącego mutanta.
Jeżeli otrzymał ich lokalizację i nic mu nie przeszkodziło, ruszył dalej.Mary Pond - 2019-09-23, 19:23 Kiwnęła głową dając znak, że zgadza się na taką propozycję Esther.
-Daj mi z dwie minuty i zacznij.- nie wiedziała jak mogłaby dać jej sygnał do dywersji tak, by samej takowej nie robić, więc lepszy był wyznacznik czasowy. Przy ścianie budynku osłaniającego je przed wzrokiem ich celów stworzyła glif. Spojrzała jeszcze na dziewczynę.
-Podrzucić Cię na dach czy zostajesz na dole?- jeśli odpowiedź była twierdząca to Mary dała znak, by razem z nią weszła na stworzoną platformę. Jeśli przecząca, ruda weszła po prostu sama. Następnie uniosła glif wykorzystując go jak windę, by znaleźć się na górze. A tam… cóż, mogło być lepiej. Widziała, że te budynki są w różnym stanie, ale nie wpadła na to, że przejście po ich dachach będzie aż tak problematyczne. Jednak konstrukcje raczej nie groziły zawaleniem pod wpływem ciężaru jednej tylko osoby. Mary postanowiła się nie cofać. Ruszyła ostrożnie w stronę skrzyżowania. W zasadzie to tyle ile mogła poleciała na mandali, którą dostała się na górę i dopiero później poszła pieszo. Starała się nie zwlekać, ale nie przyciągnięcie uwagi miało wyższy priorytet. Była gotowa również użyć glifu zamiast podłoża jeśli w którymś miejscu mimo wszystko nie była pewna czy dach wytrzyma i nie widziała innej drogi.
Gdy była już raczej blisko skrzyżowania wyjrzała ostrożnie zza krawędzi dachu, od której do tej pory starała się trzymać dystans. W zasadzie to bardziej się do niego teraz podczołgała niż podeszła. Wolała sobie zabrudzić bluzę niż zwiększać ryzyko wykrycia. Jeśli dywersja zaczęła się zanim dotarła na odpowiedni dystans to wciąż nie było nic straconego. Przez te umówione dwie minuty na pewno wyrobiła dostateczny dystans, by manewr który zaplanowała zadziałał. Jedyne co to musiała do tego podejść nieco bardziej w pośpiechu.
Zasięg 15m to prawdopodobnie za mało żeby sięgnąć do patrolu gdy będzie akurat przechodził na jej wysokości, więc będzie musiała opuścić się na dół za ich plecami i wtedy dopiero wykonać plan. No, chyba że jednak 15m starczy. Wtedy nie było potrzeby „skakać” z dachu.
Tak czy inaczej, pomysłem Mary na bardziej krwawe wykorzystanie jej mocy było żeby stworzyć za swoimi, wtedy pewnie biegnącymi ofiarami glif (lub jeśli są dalej niż 1,5m od siebie do dwa, po jednym na osobę) równoległy do podłoża, nasunąć go członkom patrolu na wysokości szyi, po czym szarpnąć w górę. Wytrzymałość glifów prawdopodobnie nie starczy by dokonać dekapitacji głównie ze względu na kręgosłup, ale powinno uszkodzić ciało dostatecznie mocno, by tego nie przeżyli. Jeśli się dało to spróbowała zrobić to tak, by glify objęły tylko przednią połowę szyi. W ten sposób jej twory powinny przetrwać manewr. Ale zdecydowanie ważniejsze było szybkie rozwiązanie akcji.Esther Goth - 2019-09-24, 20:39 Zadziwiające, jakie dwie obce sobie osoby potrafią dobrze działać, jak dobrze na oliwiona maszyna. Łączyło je tylko wspólny cel i to, że zostali do siebie przypisane. Być może mogło się wydawać, że nie będą wstanie razem działać. A tutaj proszę miła niespodzianka... Wspólnie wybrały drogę, jaką wybiorą, a teraz wystarczyła chwila, aby podjąć decyzję i zarysować plan.
- Okej - powiedziała do dziewczyny spoglądając na swój zegarek, by wiedzieć za ile miną dwie minuty. Pozostało jej tylko liczyć, że jej towarzyszka wyrobi się przedziale czasowym.
- Stąd lepiej odwrócę ich uwagę - powiedziała, chociaż nie uśmiechało się jej biegać po dachach. Wolała stać twardo na ziemi. Jeszcze wpadłaby komuś do domu przez dach. Lepiej było tego uniknąć... Poza tym miała już pewny pomysł, jaki odwróci uwagę strażników.
Widząc jak Mary dostaję się na dach oraz móc zobaczyć jej moc na własne oczy. Esther pewnie nie potrafiła tego nazwać słowami co to właściwie było. Jednak całą pewnością stwierdziłaby, że moc dziewczyny jest efektowna i robi wrażenie. Jak jej towarzyszka skakała po dachu i próbowała zająć najlepszą pozycję do ataku na mundurowych. Panna Goth schowała broń, by nie rzucał się od razu w oczy i schowała się za budynkiem. Nie spuszczając wzroku z patrolu w głowie kształtując swoje następne kroki.
Gdy minęły dwie umowne minuty...
Wyszła za roku tak by strażnicy mogli zobaczyć oraz nie spuszczając z nich wzroku. Była gotowa w każdej chwili ich oślepić i w razie czego skorzystać z tej chwili by sięgnąć swoją broń. Jednak na razie wolała zaufać Mary. Z prostego powodu współpraca polega na wzajemnym zaufaniu. Jeśli ona by jej nie ufała nie mogła od niej wymagać tego samego.
- Dobrze, że was widzę tam za rokiem leży rana kobieta, potrzebuje waszej pomocy- zwróciła się funkcjonariusz, bo jęki rannych, chorych ludzi tak mieszają. Więc czemu nie miała jakaś leżeć na ulicy.
Esther czekała na ich ruch oraz obserwowała to jak zareagowali na jej widok. Jeżeli któryś z nich sięgnie po broń. Zaatakuje ich pierwsza... Najpierw dostarczy im trochę światła, a następnie wyciągnie broń i strzeli. O ile Mary nie załatwi ich przed nią...Lasair Roarkedaughter - 2019-09-25, 08:06 Jak dobrze, że od czas do czasu korzysta ze swoich zdolność. Inaczej po takim czasie zapomniałaby chyba wszystkie zwierzęta, a tak miała kilka asów swoim rękawie. Podążała za mężczyznami przystając przy budynku - komisariacie, który też był najbardziej strzeżony. Nie uśmiechało się, że mężczyźni zdecydowali się go minąć i dalej ruszyć. Jednak kiedy na trafili na zgraję innych mieszkańców. Spojrzała na mężczyzn sprawdzając, jak ci reagują na taki widok. Dla niej to było codziennością. Była ciekawa czy odeślą ich tak jak ją, czy może im pozwolą iść za sobą. A to byłoby bardzo ciekawe. Słysząc słowa mężczyzny uśmiechnęła się do sama do siebie.
- Dojdą najwyżej do komisariatu, gdzie roi się od strażników i kundli. Takiej grupie trudniej będzie przejść niezauważeni niż dwóm mutantom. Jednak jeśli chcecie zagwarantować im miejsce schnących celach proszę bardzo. Wysyłajcie ich, a sami dalej zwiedzajcie DOM - powiedziała do nich tym samym ujawniając swoją obecność i to, że go nie posłuchała. Mało kiedy kogoś słuchała. Innym wypadku by nie wylądowało, by w tym miejscu. Jednak sądziła, że musiała mężczyzn cofnąć i nakłonić do puszczenie z dymem budynku. Zwłaszcza że wiedziała co zrobili przy rogatek.
Nawet pójście okrężną drogą nie dawało gwarancji, że miną patrol. Nie zapominajmy, że mężczyźni oczyścili jedną główną drogę. Jak pójdą naokoło to trafią na pewno na jakiś patrol, a ci wezwą wsparcie z komisariatu i tyle będzie z podróży ich.Penelope Mares - 2019-09-25, 10:29 Nie byłam pewna tego czy inni zdawali sobie sprawy z mojej obecność. Czy uznali z góry, że już dołączyłam do świata umarłych? Nie wiedziałam tego na sto procent. Jednak całą z pewnością wykorzystałam to do granic możliwość. Stawiałam krok za krokiem, by dojść do upragnionej przeze mnie budki i włączyć alarm. Trzeba wykonywać rozkazy, a jako, że terroryści byli zajęci czymś innym wszystko jak zwykle spadało na ręce kundli. Spojrzałam na Chrisa, który zaraz po mnie dotarł do budki. Nie wahając się nie czekając na jego pozwolenie wcisnęłam guzik cichego alarmu. Cóż niech wiedzą, że tak łatwo im nie pójdzie, a już nie długo ich atak skończy się, a być może DOGS zyska dodatkowych kundli czy nawet ogarów. Miałam to gdzieś co stanie się z atakującymi mutantami, bo nie byli mi oni jakość szczególnie bliscy. Poza tym musiałam wykonywać rozkazy. Jeśli góra zechce zachować ich przy życiu proszę bardzo...
Sięgnęłam po broń i położyłam ją na stoliku oraz wzięłam do ręki wodę. Czułam jakbym w gardle miała prawdziwą sahare. Upiłam może z dwa łyki i ponownie wzięła broń. Trzeba było dołączyć do zabawy i rozprawić się z agresorami. Jako, że nie miałam pewność czym lub do kogo należał helikopter. Wolałam działać nim okaże się nim wsparcie mutantów. Dlatego też przywołałam burze jaką jeszcze dawno nie wiedziało Seattle. Burza, deszcz i wiatr utrudni działanie helikopterowi jak i mutantom.Bradley Grey - 2019-09-25, 23:38 Czuł złość i niepewność. Widział, że nie szło do końca po ich myśli. Mogło to przechylić szalę zwycięstwa lub powodzenia misji. Chciał grać zgodnie z ich regułami, ale jego historia i przeżycia nie pozwalały mu pozostać bezstronnym. Był zły i chciał zemsty, chociaż rozumiał też, że nie może zachowywać się lekkomyślnie.
Widział helikopter i nie wiedział co robić, zwłaszcza że nie otrzymał żadnych instrukcji. Zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że nie mogą to być sojusznicy. Ale ostatecznie nie zaatakował, mając świadomość, że jeśli się pomyli to nie dość, że narazi niewinne życia ludzi to jeszcze zagrozi misji.
- Co z tym, do cholery? - zapytał zniecierpliwiony, gdy nie otrzymał odpowiedzi od Nicholasa. Oczekiwał od Vincenta odpowiedzi w stylu, że wie co to za helikopter i co należy z nim zrobić. Oboje mieli możliwości, by go rozwalić.
A potem trafili na grupę mutantów. Mała dziewczynka nie zrobiła na nim większego wrażenia. Wytworzył wokół siebie skorupę, dzięki której przypadkowe osoby nie mogły go zranić. Byli tu jednak po to, żeby im pomóc. Dlatego nie sadził, by zostawianie ich na pastwę losu było dobrym pomysłem. Sami sobie nie poradzą przecież. Obserwował wyciszy rozwój wydarzeń, gdy odezwała się kobieta w obroży. Jednak za nimi podążyła.
- Czy tylko mnie ona denerwuje? - zapytał w przestrzeń. Patrzył głównie na swego towarzysza, bo był pewien, źe oboje grają do jednej drużyny. Nie mógł tego powiedzieć o kobiecie. - Nie ufam jej.
Jakie miała zamiary i cel? Dlaczego za nimi podążyła? Jeśli chciała pomóc to kiepsko się do tego zabierała. Spojrzał na mutantów i pokręcił głową.
- Sami sobie nie poradzą. Odprowadzę ich za bramę. Ty idź dalej - widocznie musieli się rozdzielić dla powodzenia misji. Zacisnął dłoń na ramieniu dziewczynki, potem kazał wszystkim ruszyć za nim. Poprowadzi ich bezpieczną drogą, by za bramą czekali na transport. Tutaj na pewno nie było bezpiecznie. A gdy to zrobi, wróci by szukać dalej.Nicholas Grenville - 2019-09-26, 17:56 Nicholas nie reagował na poczynania strażnika, który zaczął dusić się wdychając trujący dym, wytworzony ze swojego ciała, wydostającego się z pod ubrań. Jedyne co zrobił w tej sytuacji, to wycelował ponownie z broni, zauważając że i nieznajomy mu mutant się wycofał, nie zamierzając atakować. Przestrzelił strażnikowi głowę, oddając jeden strzał. Po czym skierował się do wyjścia, przestając używać już swojej mocy. Z wiatrem pozostałości mgły się rozmyją w powietrzu.
Przystanął na bezpieczną odległość od nieznajomego, który schował twarz w dłoniach i gadał od rzeczy.
- Nie pragniesz poznać świata? Zaznać lepszych warunków od tutejszych? Ubierać się lepiej? W tej chwili masz wybór. Mogę dać Ci nowy dom. Nawet lepszy od tutejszego.
Słowa były pewne i zdecydowane. A wychodząc poza budkę usłyszał helikopter i nawet rzucił okiem w kierunku, z którego mógł lecieć. Tym samym słyszał raport i pytanie swoich kompanów.
- Jeżeli okaże się wrogi. Zlikwidujcie.
Odpowiedział Bradleyowi. Krótko, bez zbędnego zastanawiania się. I jeżeli mutant nie planował go atakować ani powstrzymywać, Nicholas ruszyłby do następnej by sprawdzić, czy tam czasem nie ma jego brata - Christiana. Ogólnie, podjąłby się szukania swojego członka rodziny. Cały czas pozostawał w kontakcie z Armią X jak i towarzyszami. Nie zagłębiał się jeszcze w teren DOMU, upewniając się, że Rogatki będą bezpieczne dla opuszczających teren. A ktoś z nich musi tej części także pilnować. Również na wypadek pojawiającego się wsparcia.
- Z tej dzielnicy było jeszcze jedno wyjście na tyłach.
Dodał ku przypomnieniu Vincentowi przez komunikator którego odpowiedź mogli też usłyszeć pozostali i gdyby sprowadzenie grupy mutantów pod rogatki okazało się utrudnieniem i zbyt dużym ryzykiem.Mistrz Gry - 2019-09-27, 17:03 Z nowym dniem wstaje nowa nadzieja.
Nadzieja na lepsze życie, na poprawę, na zdrowie, na... Szczęście.
Właśnie to w Was widzieli mutanci zebrani w tym zniszczonym pomieszczeniu, na parterze budynku. Na ich wychudzonych twarzach po raz pierwszy od tak długigo czasu zamiast strachu gościła determinacja. Nie chcieli uciekać - nie teraz, gdy dostali szansę na odkupienie własnych grzechów i win - a kto spędził w tym miejscu choć odrobinę czasu, wiedział, jakie zwierzę Rząd potrafi w swoich więźniach obudzić.
- Ona ma rację. Zabiją nas bez ostrzeżenia, jeśli choć jeden patrol się ostał. - Odpowiedział jeden z zebranych, zaciskając własne dłonie w pięści i spoglądając na Lasair. - Nie możesz nas teraz wysłać na pewną śmierć. - Dodał po chwili, przełykając głośniej ślinę. - Jesteśmy bezużyteczni w walce, ale... Na pewno możemy zrobić coś dobrego. - Wyznał w końcu, mrugając nerwowo swoimi powiekami. Widzieliście, jak pozostali mu wtórują, jak trzymają jego stronę. Nikt z zebranych nie wstał i nie ruszył za Bradleyem, który już miał w planie ewakuowanie całej grupy, łapiąc dziewczynkę za jej ramię. Nikt, poza starcem z oczami zalanymi krwią, który w odpowiedzi chwycił Greya za jego nadgarstek.
Dłoń starca była ciepła a jego dotyk... Przyprawiał Cię o dziwny spokój. Uśmiech, w którym brakowało kilku zębów został posłany w Twoim kierunku, gdy jego głos rozbrzmiał delikatnie i dźwięcznie - wyłącznie w Twoim kierunku.
- Dziś będzie dobry dzień, jeśli tylko dacie temu szansę... - uścisk mężczyzny zelżał, aż w końcu Twoja ręka na nowo była wolna. Powieki nieznajomego się przymknęły, a on sam na nowo oparł się o parapet - nie trzeba było detektywa, by poznać, że on się stąd już nie ruszy. To nie była jego walka.
- Mutanci są wszędzie. Nad nami, za ścianą. Cała ta pieprzona dzielnica to mutanci! - Zdenerwował się inny z zebranych, świdrując swoim spojrzeniem oczy młodego Vincenta, gdy z otwartych drzwi wejściowych do klatki wychyliła się drobna kobietka, z widoczną obrożą na szyi. - Możemy... Możemy się przydać, Możemy ich pobudzić! - W małym tłumie zawrzało na jej propozycję. Jedni chcieli ruszyć z Wami do walki - nawet za cenę swojego życia. Inni rzeczywiście chcieli wyruszyć w misję ratunkową, gdy kolejni podjudzali Was do odwiedzenia coraz to bardziej zróżnicowanych miejsc - od komisariatu, przez klinikę, aż do najbardziej mrocznych zakamarków tego miejsca.
Wiedzieliście jedno - czekali na rozkazy i z całą pewnością nie zadowoli ich wizja opuszczenia tego miejsca, jak ostatni tchórze...
W tym czasie dziewczyny dokładnie liczyły sekundy do wcielenia swojego planu w życie. Panna Pond zajęła miejsce na dachu, szykując się do użycia swoich mocy, gdy Esther postąpiła wielce lekkomyślnie. Strażnicy nie pracowali tu od wczoraj, wiedzieli, jak prezentują się mieszkańcy tego miejsca. Nie nosili się w ten sposób, na ich twarzach nie było tyle życia, a w ich sercach - tak wiele empatii na krzywdę...
- Stój! - Oboje niemal równo zareagowali, podnosząc swoją broń. To był najlepszy sygnał dla Mary, która niemal w tym samym momencie wytworzyła pięknie mieniący się glif za plecami funkcjonariuszy, który już po chwili boleśnie uderzył ich w karki - rozrywając skórę nawet pod ich grubymi mundurami. Ciała strażników padły na ziemię, bez nawet najmniejszego jęku - niczym drewniane lalki, którym ktoś odciął linki. Całą tę scenę z innego krańca ulicy mogła obserwować Leilah - która po pokonaniu kilkuset metrów i pozbycu się części patroli, mogła oglądać tę piękną masakrę. Nie miała wątpliwości - tam działali "swoi".
Czy dołączy do dziewcząt? Czy jednak ruszy w swoją samotną drogę? Jakie też kroki podejmą nasze bohaterki, gdy ich przeciwnicy leżeli na ziemi, już całkowicie niegroźni?
Jedno było pewne - to nie był dzień dla D.O.G.S. - nawet mimo usilnych starań ich najwierniejszych kundli.
Właśnie kolejny ze strażników stracił swoje życie. Krótki strzał, którego huk poniósł się po ulicy dał ulgę temu biedakowi - nie dusił się już, nic nie paliło go w płucach, zimny pot przestał zalewać jego ciało. Działania Nicholasa wpłynęły nie tylko na biednego Christophera, którego dopadły paskudne wątpliwości, ale i na przerażoną strażniczkę, która wciąż pluła krwią po swojej brodzie. Jej jęk przerażenia i głośny szloch rozbrzmiewały. Jej cicha mantra - "nie chcę umierać, nie chcę umierać" mogłaby odbijać się echem w Waszych głowach. Była bezbronna - nie mogła się ruszyć, bo przecież tych krótkich podrygów w postaci czołgania się po ziemi nie można uznać za skuteczne. Całe jej ciało drżało - z poczucia bezsilności. Czy znajdzie się dla niej choć odrobina współczucia i wybaczenia?
Całe to zamieszanie odpowiednio potrafiła wykorzystać Penelope - która korzystając z tej chwili spokoju dla niej, nie tylko wezwała wsparcie, ale i udało jej się aktywować swoją moc bez większych problemów - no, może poza uderzającym bólem głowy. Misja jednak była teraz ważniejsza - ochronić DOM, ochronić swoich ludzi i mieszkańców tego miejsca. Ciemne chmury zaczęły zbierać się nad rogatkami, poszerzając zakres swojego działania. Mocny wiatr zerwał się przy ziemi, rozbryzgując spadające krople deszczu. Zgodnie z przewidywaniami Greenville'a, dym z budki zdążył się rozmyć - nawet szybciej, niż mógł się tego spodziewać. A temu wszystkiemu w bolączce przyglądał się Christian - schowany w tej samej budce, co jego towarzyszka. Czy jakkolwiek zareaguje na działania koleżanki, a może doda jej sił - by jej plany się powiodły? Z całą pewnością - zimne krople spadające na odkryte kawałki skóry każdego mogły rozbudzić i przywrócić mu przejrzystość umysłu...
Helikopter, który do tej pory zbliżał się w niebezpiecznym tempie do Dzielnicy, zniknął gdzieś przykryty chmurami. Wciąż było słychać jego terkotanie, ale teraz - jakby się oddalało. Czy nie przyjdzie Wam się dowiedzieć, kto znajdywał się w środku?
Nic jednak straconego. Na terenie całej dzielnicy zaczęły wyć syreny, wwiercając się swoim dźwiękiem w uszy każdego z zebranych. Mutanci, którzy do tej pory chowali się w swoich klitkach, udając, że bezsenność wcale ich nie dopadła, zaczęli wyglądać ze swoich okien. Dało się usłyszeć zamieszanie na ulicach. Czy Wasza szansa na ciche załatwienie sprawy właśnie legła w gruzach?
___________________________
MG oczekuje na odpowiedzi do 72h (30.09 ok. 20.00), post MG pojawi się do 24h od uzyskania ostatniej odpowiedzi.
Numer porządkowy: 1
Dane: Vincent Edams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Kamizelka kuloodporna, kominiarka, pistolet, naboje, krótkofalówka, noże do rzucania, podręczna apteczka (opatrunki, opaska uciskowa, płyn do odkażania ran)
Numer porządkowy: 2
Dane: Bradley Grey
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe, dwa noże taktyczny bojowy RUI, 2 pistolety Desert Eagle, karabinek AK, kuloodporny hełm Ronin Devtac, kamizelka kuloodporna + plecak z nabojami, wodą i podręczną apteczką.
Numer porządkowy: 3
Dane: Nicholas Grenville
Żywotność: 83%
Opanowanie: 95%
Inne: Dwa pistolety desert eagle + zapasowe naboje wymienne, po dwa opakowania na jedną broń. Noże do rzucania, skrywane w obuwiu. Kamizelka kuloodporna. Broń palną ma ulokowaną w kaburach, umocowanych na pasku od spodni. Z kolei naboje, zapałki, scyzoryk, apteczka, po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe,, opaski zaciskowe (długość odpowiednia np. do skrępowania dłoni wroga) schowane ma w małym plecaku jaki wziął ze sobą. znaczące obrażenia: rana po kuli prawej dłoni
Numer porządkowy: 4
Dane: Esther Goth
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: kamizelka kuloodporna; krótkofalówka; noże do rzucania; pistolet Beretta M9A3 kal. 9x19 Black; naboje
Numer porządkowy: 7
Dane: Christian Spivey
Żywotność: 87%
Opanowanie: 100%
Inne: pistolet, naboje, krótkofalówki, kamizelkę, obroże, chip, nóż, znaczące obrażenia: złamanie prawej ręki
Numer porządkowy: 8
Dane: Mary Pond
Żywotność: 100% Opanowanie: 95% Inne: -scyzoryk (klasyczny: śrubokręcik, dwa noże, pilniczek, nożyczki, korkociąg i otwieracz do kapsli)
-butelka wody (0,5l)
-notesik z notatkami i rysunkami, ołówek z gumką i jakiś długopis
-plecak mieszczący w sobie wszystko powyższe i mający po kieszeniach masę śmieci w stylu jakiś spinaczy, papierków czy gumek recepturek
-standardowy strój: spodnie, sportowe buty, koszulka, bluza z głębokim kapturem i chusta, na razie na szyi,
Numer porządkowy: 9
Dane: Christopher Varcer
Żywotność: 70% Opanowanie: 70% Inne: Czarna maska i zwyczajne odzienie. Brak noszonej broni oraz jakiejkolwiek zawartości w kieszeniach. Postać jest zachipowana.
Numer porządkowy: 10
Dane: Leilah Adams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: 2 pistolety, 3 noże, naboje, kamizaleka kuloodporna, rękawiczki bez palców, krótkofalówka, granaty - plecak a w nim: apteczka (bandaż, woda utleniona, opaska), woda mineralna
Mary Pond - 2019-09-27, 18:51 Zadziałało. Zarówno odwrócenie uwagi, jak i atak. Nie była pewna czy dokładnie taki był plan Esther, ale ważne, że ostatecznie wynik był skuteczny. Jej cześć wyszła aż za dobrze. Zabiła ich. Dlaczego dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę? I czemu nie popadła tu i teraz w rozpacz? Przecież nigdy wcześniej nie zabiła. Owszem, nienawidziła DOGS. Nie raz w snach mordowała ich dziesiątkami, setkami. Jednak to nie to samo co w prawdziwym życiu. Potrząsnęła głową i rozejrzała się za najwygodniejszym miejscem do zejścia. Gdzieś z oknami i możliwie największą liczbą występów w ścianie by było czego chwycić. Tam zeszła. W razie jakby straciła oparcie ja gotowa stworzyć glif, którym normalnie zleci na dół, ale dopóki nie musiała, nie chciała ich marnować. Dwa czy nawet trzy piętra to nie tak dużo gdy umie się wspinać i ma się na czym oprzeć nogi, a stan tych budynków dawał sporo takich miejsc. Póki co zużyła dwa glify. Tylko dwa. Może zostać jeszcze długo.
Starała się opanować gulę w gardle i łzy napływające do oczu. Przetarcie ich pomogło tylko trochę. Zamordowała dwójkę ludzi. Wiedziała, że będzie trzeba w momencie gdy dowiedziała się na czym polega akcja, ale to wciąż było takie... to wciąż było obiektywnie złe. Nawet jeśli musiała. Kilka głębokich oddechów okazało się skuteczniejsze. Wypłacze się w domu. Teraz ma coś do zrobienia. Uspokoiła się zanim podeszła do niej towarzyszka, ale wciąż nie była w stanie wydobyć z siebie słowa, a oczy szkliły się we wczesnoporannym świetle. Kiwnęła tylko głową w stronę Esther potwierdzając wykonanie zadania.
Obejrzała się na trupy. Trzeba ich przeszukać. Ruszyła w tym kierunku. Broń, komunikator, może coś jeszcze ciekawego. Musiała zająć czymś dłonie, by ukryć ich drżenie. Równie dobrze mogła przetrzebić ich kieszenie. Jednak kucnięcie tak blisko wciąż ciepłych ciał było błędem. Oparła jedno kolano na chodniku i zasłaniając dłonią oczy zaczęła zwyczajnie szlochać. Nie ma szans, by przeszukała tą dwójkę. Widziała już martwych ludzi, nawet z bliska, ale ci konkretnie byli jej dziełem.
Na dźwięk syren uniosła głowę, zrywając się. Pociągnęła nosem.
-Nie możemy tu zostać.- powiedziała cicho, ale pewnie.Christopher Varcer - 2019-09-27, 19:02 Mutant w żaden sposób nie interweniował w dalsze poczynania Nicholasa. Nie dlatego, iż zgadzał się z jego sposobem rozwiązywania problemów. Christopher zdążył się domyślić, że mężczyzna go nie wysłucha. W końcu nie miał najmniejszego powodu by to zrobić. Plan Nicholasa może i był brutalny, ale nad wyraz skuteczny i mógł zagwarantować bezpieczeństwo uciekającym mutantom. Do pasiastego wreszcie zaczęło to docierać. W tym wydarzeniu nie można było pozostać neutralnym - trzeba było wybrać, bo czyjej się jest stronie.
Mężczyzna w czarnej masce spoglądał z niedowierzaniem na nieznajomego, gdy ten wspomniał o lepszym życiu. Czy faktycznie mogło ono wyglądać inaczej? Mutant, który od wielu miesięcy był traktowany jak rzecz, który żył w nieludzkich warunkach i któremu odebrano tożsamość a na jej miejsce dano numer jak zwierzęciu... wcześniej zaakceptował swój los, wierząc, że odmieńcy tacy jak on nie zasługują na godne życie. Że tak po prostu musi być i nic tego nie zmieni, lecz momentalnie zapłonęła w nim nowa nadzieja. Właśnie takie słowa pragnął od kogoś w tamtym czasie usłyszeć.
Pojawiły się jednak wątpliwości, masa pytań, którymi chciał zasypać Nicholasa. Nie mieli jednak na to czasu. Christopher pozwolił nieznajomemu odpowiedzieć przez krótkofalówkę, nim się odezwał.
- Heh, chyba już i tak się z tego nie wywinę. - powiedział ogoniasty z cieniem uśmiechu na twarzy. Jeżeli monitoring został w momencie wybuchu uszkodzony, nic nie stało na przeszkodzie, by oskarżyć pasiastego o współudział. W chwili rozpoczęcia ataku znajdował się już poza swoją kitką i niewykluczone, że zostałby z tym jakoś powiązany.
Przechadzając się wolnym krokiem po pobojowisku, zaczął rozglądać za pistoletem, który mógłby należeć do jednego z zabitych strażników. Mutacja co prawda umożliwiała mu w wyposażenie się w pazury, zęby oraz kolce na przedramionach, lecz tym samym ograniczała go wyłącznie do walki z bliska, a to mogło być za mało. Wolał zresztą uniknąć ryzyka ponownej utraty kontroli. Był zbyt niestabilny psychicznie, aby przewidzieć jak jego gadzia forma zareaguje następnym razem na negatywne bodźce. Wolał ograniczyć korzystanie z niej, aczkolwiek ściągnął swoją maskę, aby w razie czego móc korzystać ze szczęk o zacisku silniejszym od tego u psowatych, gdyby jakiś śmiałek o złych intencjach odważył się zbliżyć do niego lub Nicholasa.
Usłyszawszy kobiecy szloch, Christopher przypomniał sobie o strażniczce. Zaprzestał poszukiwań (owocnych lub też nie) i spojrzał na obcego mężczyznę.
- Możesz ją oszczędzić. I tak nie jest w stanie nikogo zaatakować. Wsparcie pewnie zostało już wezwane i bez jej udziału. - powiedział z nieskrywaną niepewnością w swoim głosie. Wątpił w to, że go wysłucha. Jakakolwiek decyzja by nie zapadła, jaszczur nie wznowi ataku. Od teraz był po jego stronie, kierowany wiarą w lepszą przyszłość swoją oraz pozostałych mieszkańców. - Ostateczna decyzja należy jednak do ciebie. Wierzę, że dokonujesz słusznych wyborów. -
Ogoniasty spojrzał na główną drogę prowadzącą do DOMu, lecz po chwili jego uwagę przykuły ciemne chmury formujące się na niebie. Zjawisko to nie było naturalne... ale ktokolwiek je wywołał, skutecznie trzymał tajemniczy helikopter na dystans.
- Jak rozumiem zostajemy tutaj i pełnimy wartę? - rzucił mutant, uważnie obserwując teren. Jak na złość szybko okazało się, że ulewny deszcz i silny wiatr zmniejszał ich pole widzenia. Jakby tego było mało, nagle rozległo się głośne wycie syren. Teraz już na pewno wszyscy wiedzieli o ataku. Jaszczur zakrył jedno ucho dłonią i zasyczał, szczerząc kły. Jego wyczulone zmysły teraz w niczym nie pomagały.