Caroline McCoy - 2019-03-20, 19:53 Stresowałam się coraz bardziej. Niemal wychodziłam z siebie, nie mogąc już myśleć logicznie. Nie wiedziałam co mówić, nie wiedziałam co zachować w tajemnicy. To zdecydowanie nie była komfortowa sytuacja - jak i nigdy nie była przygotowywana na tak paskudny los...
No i... Oni mogli tego nie rozumieć. Ale telefon był dla mnie nie tylko narzędziem pracy czy środkiem komunikacji. Już nawet pal licho pieniądze, które musiałam w niego włożyć. Chodziło o wspomnienia - wszystkie chwile, które mogłam dzięki niemu uwiecznić. A tych miłych... Wcale nie było zbyt wiele w moim życiu. Chciałam je zachować, choć... Czy rzeczywiście, już nie będzie mi to dane? Czy nawet nie będę mogła stworzyć nowych?
- Możecie z niego zadzwonić do Dolores! Sprowadzić ją tu. Większa szansa, ze odbierze telefon ode mnie, niż z obcego numeru! - Stwierdziłam nerwowo w odpowiedzi na słowa starszego z mężczyzn. Jak widać jednak... Na nic to było. Już po chwili telefon jak i karta leżały w kawałeczkach, a ja jedynie poczułam silne pociągnięcie za włosy, przez które mimowolnie jęknęłam, próbując złapać oddech.
Przyjaźń? Z Dolores? Dobre sobie. Czułam się świetnie, nie mając z nią kontaktu przez ostatnie 3 lata. I zapewne Nicholas mógł to łatwo wyłapać, widząc jak często panna z AlterGen się ze mną kontaktowała. Z piękną, niemal trzyletnią przerwą...
- Ja, nie... - Nawet nie zdążyłam się wybronić, nie zdążyłam odpowiedzieć. Poczułam jeszcze dotkliwszy ból, który niemal natychmiast zaczął wyciskać łzy z moich oczu.
- Nie-e-e-e... - Wyjęczałam jedynie przez łzy. Z całą pewnością moja twarz przybrała już barwę czerwieni, gdy słone krople coraz szybciej spływały po moich policzkach...Vincent Edams - 2019-03-20, 21:50 Baw się dobrze. Dla Vincenta brzmiało to jak swojego rodzaju przyzwolenie. Dla Caroline....cóż, mogło brzmieć jak wyrok śmierci.
Ta jej małomówność go drażniła. Chciałby już dowiedzieć się wszystkiego i pozbyć się tej żałosnej zdziry. Widać wolała jednak pocierpieć dłużej lub umrzeć, zabierając ze sobą te informacje do grobu.
- Nie? - zapytał obojętnie - A to dziwne. Jakoś nie miałaś nic przeciwko, kiedy mi to robili.
Kość trzasnęła znów, będąc na skraju wytrzymałości....
- Zawsze wkurwiało mnie to Twoje wiecznie zaciekawione spojrzenie. Jakbyś oglądała jakiś ciekawy okaz w zoo. - przechylił głowę na bok, obserwując ją beznamiętnie - Nie przeszło ci wtedy przez myśl, że ja też jestem człowiekiem, że też czuję, co? - na moment zamilkł, by po chwili dodać - No fakt, teraz już nic nie czuję.
Kość pękła z trzaskiem, szczęśliwie dla Caroline było to złamanie zamknięte. Przynajmniej na razie.
- Pytam się, ostatni raz. - podszedł do niej i chwycił ją mocno za podbródek, by zmusić ją, by na niego patrzyła. McCoy czuła jak paznokcie wbijają się w jej skórę. Patrzyła w puste oczy, w których nie widziała nic, poza obrzydzeniem.
- Co chciała od Ciebie Dolores i co to miało ze mną wspólnego? - wyartykułował powoli a druga noga zaczęła się wykręcać....Nicholas Grenville - 2019-03-24, 16:13 Co im przyniesie dobrego, że zadzwonią z jej telefonu do Dolores i zmuszą do przyjechania po dziewczynę? Patrząc po wiadomościach, nie utrzymywały ze sobą stałego kontaktu i ścisłego, skoro wiadomości były wymieniane z dużym odstępem czasowej przerwy w znajomości. Choć kto wie, czy Caroline nie miała czasem drugiego telefonu, który został w domu albo w pracy? Nicholas wolał nie ryzykować. A po pozbyciu się jej telefonu, zachowując na razie dobry stan karty sim, schowawszy ją do kieszeni, wrócił do jej torby znów grzebiąc. Wyjął z niej je identyfikator pracownika DOGS, gdzie pewnie także było podane jej stanowisko, poza imieniem i nazwiskiem.
- Wstrzymaj się.
Rzucił w stronę Vincenta. By zaprzestał w chwili obecnej wykręcania jej drugiej nogi.
- Daj jej dojść do słowa. W przeciwnym wypadku straci przytomność i niczego się nie dowiesz. Bądź cierpliwy.
Dodał. Chcąc dać też dziewczynie trochę przywyknąć do nowo otrzymanego bólu po skręceniu i złamaniu kości jednej stopy. Jeżeli nie zacznie grzecznie rozmawiać, straci możliwość chodzenia całkowicie. A patrząc na to gdzie ona pracuje, Grenvile również widział korzyści dla siebie z trzymania jej.
- Caroline... Pracujesz dla DOGS. Zgadza się?
Zapytał spokojnie, wymawiając jej imię i trzymając jej identyfikator na takiej wysokości by dobrze widziała. Pozwolił też pierw by odpowiedziała na pytania Vincenta, a później na jego.Caroline McCoy - 2019-03-24, 19:33 stworzyłyśmy bestię. Co do tego nie miałam wątpliwością. To, z jaką łatwością przychodziło mu pastwienie się nade mną, dla samej satysfakcji... Było przerażające. Ale czy moje ówczesne idee były dla mnie jakkolwiek łagodzące? Wierzyłam w naukę, to były badania. Pierdolone badania, które dziś odbijały mi się czkawką...
Mój wrzask z całą pewnością poniósł się po całym garażu, gdy kość nie wytrzymała. Gdy gruchnęła z tym przerażającym dźwiękiem, który odbijał się w moim uszach. Ja... Nie byłam na to przygotowana. Nigdy nie byłam na to uodparniana. Czułam, jak robi mi się gorąco, jak łzy mnie zalewają z każdą chwilą coraz mocniej i mocniej...
Czułam ten chwyt za podbródek, jednak co z tego, gdy nie mogłam utrzymać spokoju? Serce chciało uciec prosto spod tych żeber, gdy z warg wydostawały się tylko kolejne zająknięcia i szlochy. Z całą pewnością... Nie było we mnie widać tej zaciekawionej kobiety sprzed lat. Bałam się. I to cholernie...
Dopiero czując ruch w drugiej kostce - gdy próbowałam ją jednocześnie jakkolwiek ruszyć, byle przeciwstawić się tej niewidzialnej sile - wykrzyczałam mu w twarz:
- CHCIAŁA, BY POMOGLI CIĘ ZŁAPAĆ!
Nienawidziłam siebie. Nienawidziłam siebie z dzisiaj. Nienawidziłam siebie z przeszłości. Jednak... Nie byłam nawet w stanie nic więcej z siebie wydusić, po prostu zanosząc się szlochem. Nie byłam żołnierzem. Byłam pierdolonym naukowcem. Lekarzem. Nie agentem odpornym na wszelkie manipulacje i tortury...
Mimo wszystko jednak doszły mnie słowa starszego z oprawców, na co zdołałam tylko skinąć głową. W końcu... Nie miałam już nic do stracenia, tym bardziej, gdy posiadali wszystkie moje dokumenty...Vincent Edams - 2019-03-25, 15:45 Drugą nogę Caroline uratowały jedynie słowa Nicholasa, który kazał mu się wstrzymać. Słusznie - Edams był teraz zbyt rozpamiętany w zemście, by myśleć do końca logicznie. Zgodnie jednak ze swoimi przewidywaniami, otrzymał odpowiedź na zadane pytanie. Nie żeby ta informacja, bardzo go uszczęśliwiła, jedyne co poczuł tą ponurą satysfakcje. Opuścił AlterGen w maju tamtego roku i nadal pozytywne uczucia typu radość czy inne szczęścia, były mu zupełnie obce. Był absolutnie pewien, że jego mięśnie twarzy, nie pamiętały już, jak się uśmiechać. Nie robił tego od lat.
-Czyli prócz AlterGen, mam jeszcze na głowie DOGS - mruknął cicho, patrząc bezlitośnie na cierpiącą kobietę. Nie czuł do niej nic, prócz odrazy.
Pamiętał dzień, w którym przywieziono go do AlterGen siedem lat temu. Jak trząsł się ze strachu, a badacze odziani w białe kitle, obserwowali go, robili notatki, dyskutowali zawzięcie. Jak z teorii, przeszli do praktyki i jak każdy kolejny dzień przewleczony był strachem, bólem i upokorzeniem. Jak dni, zamieniały się w tygodnie, tygodnie w miesiące, a on nie mógł zrozumieć jednego - dlaczego? W końcu zrozumiał.
Tak, stworzyli bestię, ale ona zerwała się z łańcucha i kąsała swoich oprawców.
- Podjęli jakieś kroki ? Co o mnie wiedzą? - dopytywał dalejNicholas Grenville - 2019-03-25, 21:53 Vincent okazał się być grzeczny i przerwał swoje tortury. Po młodym było widać, jak bardzo pragnął zemsty. Jak bardzo chciał okaleczyć tę dziewczynę. Jednakże by móc uzyskać cenne i potrzebne informacje, trzeba umieć także rozmawiać z ofiarą. Tutaj Nicholas widział, że dziewczyna cierpi i płacze. Jak każda osoba postawiona w jej sytuacji, reagowała podobnie. Jedno poważne dość uszkodzenie na ciele w chwili obecnej wystarczy. Teraz mogliby jakoś z nią porozmawiać. Ponieważ odpowiedziała na pytanie Vincenta, a jemu potwierdziła skinieniem głowy. Pracuje dla DOGS.
- Wszystko zależy od tego, czy podjęli współpracę, czy nie.
Stwierdził, zdając sobie teraz sprawę z tego, jak długa noc teraz przed nimi.
Kiedy Vincent zadał młodej pytania, Nicholas poszedł sobie po krzesło i postawił w ich pobliżu, na którym usiadł. Identyfikatora Caroline nie chował, co miało też dać jej do zrozumienia że raczej nie odpuszczą, póki nie dowiedzą się wszystkiego co chcą wiedzieć. Edams o AlterGen, zaś Grenville o Dzielnicy Ochrony Mutantów.
- Kolega od razu przeszedł do rzeczy. Nie jest tak cierpliwy jak ja. Możemy zawrzeć umowę, że jeżeli się uspokoisz i będziesz nam grzecznie odpowiadać na pytania, opatrzę Ci nogę i zapewnię posiłek. Na razie nie ma mowy o tym, byśmy Cię wypuścili. Ale jeżeli postanowisz kłamać, unikać odpowiedzi i kombinować, nie będę go powstrzymywał. Rozumiemy się?
Rzekł spokojnie. Czekał na jej reakcję, podjęcie decyzji i uspokojenie. Jest skłonny dać jej nawet trochę czasu by wzięła głębokie wdechy i wydechy.
- Od Ciebie zależy, jak szybko stąd wyjdziesz.
Dodał dla świadomości, jak bardzo może być źle, jeżeli zacznie stawiać się. Na razie więc pozwolił, by Vincent uzyskał odpowiedzi na swoje pytania, a dopiero potem zacznie jej zadawać od siebie. A miał ich dużo.Caroline McCoy - 2019-03-26, 15:41 Nie mogłam przestać szlochać. Miałam wrażenie, ze ból z tej przeklętej kostki promieniuje - wyżej i wyżej, pozbawiając mnie całkowicie logicznego myślenia. Teraz liczyło się przetrwanie, tylko... Czy mogłam w nie dalej wierzyć?
To byli terroryści. Tego byłam uczona od lat, w to wierzyłam, do jasnej anielki! Właśnie teraz udowadniali tę tezę. Czy mogłam mieć pewność, że słowo roślejszego z mężczyzn będą miały pokrycie? A może od razu powinnam poprosić o kulkę w łeb czy złamanie karku? Tylko... Tego też bym się nie doczekała. Obiekt 36 z całą pewnością miał zbyt wiele zabawy w pastwieniu się nade mną...
- Nic... Nie... Nie wiem... Nie jestem... Nie jestem żołnierzem... Nie jestem w zarządzie... Ja... Ja mam tylko dostęp... Do... Do... Dokumentacji medycznej... - Wydusiłam z siebie między kolejnymi szlochami. Poza dużymi, zorganizowanymi akcjami, jak z marca zeszłego roku - nie byliśmy wtajemniczani w poczynania Szwadronowców, a przecież od samej Dolores też zbyt wiele od tamtej pory nie słyszałam. Nawet... Nawet nie byłam pewna, czy skierowała się podsuniętym przeze mnie planem. Nie miałam prawa wiedzieć, czy już urządzono polowanie.
Słowa blondyna wcale nie napełniały mnie optymizmem. W końcu... Nawet jak będę mówić prawdę, oni to mogą odebrać za unikanie odpowiedzi. Jeśli tylko miałam już taką możliwość, spuściłam swoją głowę, pozwalając łzom spływać swobodnie po moich policzkach. Właśnie w tym momencie straciłam nadzieję na to, że wyjdę stąd jakkolwiek zdrowa...Vincent Edams - 2019-03-26, 18:01 Cóż...w te słowa, był w stanie uwierzyć. Caroline, w AlterGen, miała chyba podobne obowiązki. Obserwował jej szlochy i smarkanie z umiarkowanym zainteresowaniem. Nie podobało mu się też, że Nicholas utwierdzał kobietę w przekonaniu, że jak ta będzie współpracować, to ujdzie z życiem. Edams nie planował, ani się nad nią litować, ani puszczać wolno. Chciał jej zadać choć ułamek bólu, którego on doświadczył. No cóż, Grenville może sobie ją utwierdzać, on potem i tak zrobi swoje, chyba że nagle dozna jakiegoś nawrócenia, w co szczerze wątpił. Każdy, kto choć trochę miał wspólnego z jego gehenną, musiał ponieść karę.
A największe kaźnie, miały czekać Dolores
- Dla bezpieczeństwa, musimy założyć opcję, że DOGS już o mnie wie i będzie mnie próbowało skundlić - prychnął
Oj tak, Edams byłby wspaniałym nabytkiem. Jego moc, potrafiła być wyjątkowo zabójcza i przeciwnik nie był w stanie przewidzieć jego ruchów.
Na razie, zgodnie z zaleceniem Nicholasa, postanowił zaniechać dalszych tortur. Spojrzał na towarzysza i wskazał podbródkiem na zakładniczkę.
-Zdaje się, że ona może udzielić ci kilku informacji, których ty potrzebujesz, prawda? - znał mniej więcej jego historię i widział, że mężczyznę interesowały sprawy DOMu.
Rozsiadł się na kanapie, na której przez kilka pierwszych tygodni spał, skrzyżował ręce na piersiach i uznał, że póki co będzie tylko słuchal.Nicholas Grenville - 2019-03-28, 20:38 "Dokumentacja medyczna" - Nicholas powtórzył sobie w myślach, co dało mu też na domysł, że kobieta musi mieć dużo wspólnego z laboratorium. Jak sam identyfikator to także zdradzał, kiedy na niego ponownie spojrzał. Musiała tam mieć podają specjalizację i swoje stanowisko pracy. Ponownie powrócił do niej wzrokiem, a następnie spojrzał na Vincenta.
- To na pewno.
Zgodził się z młodym, że muszą założyć iż DOGS wie o mutantach z AlterGen, jak i o nim, że jest poszukiwany. Nie można dopuścić do tego, by chłopak trafił w ich ręce. Zbyt cenny był dla Rebelii ze swoimi umiejętnościami.
Grenville nie spodziewał się jednak, że Vincent tak szybko się uspokoi i da mu możliwość zajęcia się teraz swoją sprawą.
- Prawda.
Uśmiechnął się lekko, choć tego nie było widać pod materiałem jego szalika. Powrócił zatem spojrzeniem na Caroline.
- Powiedz mi wszystko co wiesz o Dzielnicy Ochrony Mutantów.
Zapytał pierw ogólnikowo. By wybadać czy ma ona jakiekolwiek pojęcie o tym miejscu, jeżeli dopuszczano ją tam. Choćby nawet jako medyka. Później zada jej więcej pytań, by poznać dokładniejsze szczegóły.Caroline McCoy - 2019-03-29, 16:18 Mój wzrok mimowolnie powędrował za Edamsem. W końcu... Wiedziałam, do czego jest zdolny. Potrafił wiele - a co najgorsze, wcale nie mogłeś spodziewać się ataku. Ta jebana, niewidzialna siła działała za niego. Jaką mogłam mieć pewność, że siedząc tam, na tej przeklętej kanapie za chwile nie wykręci mi drugiej nogi, albo tej pierwszej nie obróci o równe 180 stopni?! Jaką mogłam mieć pewność, że za chwilę nie zacznie mnie dusić, czekając tylko na moment, aż moje oczy wyjdą z orbit?
Jaką mogłam mieć pewność, że on po prostu tam poczeka, cierpliwie, aż ten drugi skończy ze mną rozmawiać?
Co najgorsze... Miałam świadomość, jak działają terroryści. Czyżby właśnie zgrywali dobrego i złego glinę? Ten dobry, dowie się wszystkiego czego chce, by po chwili nasłać na mnie z powrotem tego złego? Nie dawało mi to spokoju...
Pociągnęłam nosem słysząc pytanie. Powoli przychodziło mi opanowanie kolejnych szlochów, choć pojedyncze jęki wciąż próbowały wydostać się z mojego gardła, między kolejnymi słowami.
- Dzielnica... Nie jest ochroną... - Wydukałam, dość niepewnie i raczej cicho. - Trafiają tam obiekty... Nieprzydatne dla wojska. - Dodałam po chwili, gdy kolejna łza spłynęła po moim policzku. - Nie dostają tam pomocy. Nie są leczeni. Uczeni są, że współpraca z Rządem się opłaca. Za donoszenie na sąsiadów są nagradzani. Każdy tam walczy o przetrwanie... Na swoje sposoby... - Wydusiłam z siebie w końcu. - To... To wielkie więzienie, tylko nikt głośno o tym nie mówi...Nicholas Grenville - 2019-03-29, 23:36 Nie miała do niczego pewności, jak dalej potoczy się jej los. Czy pójdzie w lepszym kierunku i jeżeli będzie współpracować, to uniknie najgorszego, czy faktycznie Nicholas po przepytaniu jej, uzna że można ją zlikwidować i oddać Vincentowi na ostateczne wykończenie?
Spokojnie jej wysłuchał, mając potwierdzenie tego, że ta dzielnica jest typowym więzieniem. Był tam dwa razy. Widział się z bratem i wiedział jak to wszystko wygląda od wewnątrz. Chris kilka elementów mu dopowiedział.
- Czyli jednak...
Rzekł do siebie, nie ukrywając tego, jak bardzo mu się to nie podobało. Nie tyle co przejmował się o los swojego brata, to nadal nie mógł odnaleźć swojej Rebecci. Nie mógł jednak tracić nadziei. Wierzył, że ja odnajdzie.
- Powiedz mi teraz, jak wygląda sytuacja kundli w DOGS? I czym Ty, tak dokładniej się zajmujesz?
Zadał jej kolejne pytania, tym razem dwa. Chcąc dowiedzieć się, jakie życie prowadzą tam skundlone mutanty. Zmuszone do pracy dla rządu. Tak przecież traktowano Chrisa. Nie dość, że zamknięty w tej przeklętej dzielnicy, to jeszcze wydawał się być ich pracownikiem. Zmuszonym do tego.Caroline McCoy - 2019-03-30, 01:10 Czy może być coś gorszego od niepewności? Ten dziwny spokój bijący od mężczyzny wprawiał mnie w coraz większe lęki. Nie wiedziałam co mówić, nie wiedziałam, kiedy przekroczę granicę. Teraz... Teraz nie potrafiłam nawet wyczytać, czy mi wierzy, czy też nie. Nie wiedziałam przez to, jak wiele mogę mówić, a kiedy powinnam się ugryźć w język.
- To zależy od konkretnych kundli... - Odpowiedziałam dość wymijająco na jego pierwsze pytanie. - Wiele obiektów samodzielnie zgłasza się do Rządu. Żyją wtedy jak pączki w maśle. Pozostali... Trafiają do getta. - Dodałam po chwili, by nieco rozjaśnić tę sytuację. Może tyle informacji mu wystarczy?
Moje wargi drżały. Drżały z przerażenia. Zarówno przez cały absurd tej sytuacji, jak i mój los piszący się w ciemnych barwach. Mimo wszystko jednak... Prychnęłam na jego kolejne pytanie.
- Dokładnie tym, co jest w moich papierach. Nie ma w tym drugiego dna. - Z ledwością powstrzymałam się przed dodaniem słowa czy dwóch o rzekomej umiejętności czytania wśród terrorystów. W końcu... Znałam tutaj swoje miejsce. I jeśli miałam szanse na przedłużenie mojego marnego żywota choćby o głupie kilka minut - zamierzałam to wykorzystać.
Na moim identyfikatorze jak i w dokumentach, które wcześniej były w mojej torebce można było znaleźć trzy informacje - że pracuję dla Rządu, że jestem członkiem sztabu naukowego D.O.G.S., oraz że zajmuję się neurochirurgią. A czy mężczyzna połączy to w spójną całość? To już zależało tylko od niego...Vincent Edams - 2019-03-30, 09:49 Vincent siedział i zadziwiająco spokojnie przysługiwał się rozmowie....czy raczej przesłuchaniu. Kiedy weszli na temat DOGS, brew drgnęła mu nieznacznie. A słysząc pewne określenie, już nie potrafił utrzymać języka za zębami. Miał wrażenie, że numer wytatuowany na jego piersi, zaczyna aż parzyć.
- Mutanci nie są "obiektami". - wycedził tak lodowatym tonem, że Caroline mogły przejść teraz ciarki - Jesteśmy ludźmi, z takimi samymi prawami do życia jak wy. - zmrużył niebezpiecznie oczy - Może chcesz się sama przekonać, jak to jest być "Obiektem?"
Och tak, to by ją szybko nauczyło pokory. Tak naprawdę to ona była niżej w hierarchii, skoro jej organizm nie potrafił ewoluować. Mutanci byli nową, lepszą generacją.
Spojrzał na Grenville'a i juz zamilkł, dając znać że powiedział co chciał. Nicholas mógł być dumny ze swojej pracy nad chłopakiem. W maju, kiedy się poznali, nie dość że łatwo wybuchał gniewem i trudno było nad nim zapanować czy go uspokoić, to jeszcze on sam nie uważał się za człowieka i nazywał siebie "Obiektem".Nicholas Grenville - 2019-03-31, 18:14 Póki co, Nicholas zignorował jej wypowiadane słowo "obiekt" nazywający ich rasę. Jakby byli czymś gorszym, albo maszynami. Co wcale nie było prawdą. Do tego nazewnictwa miał w planie wrócić po tym, jak skończy zadawać jej pytania. Jednakże Vincenta uszy nie mogły dłużej zarejestrować jej słownictwa, o czym świadczyło wtrącenie swoich paru zdań na ten temat. Grenville pozwolił mu na wypowiedzenie się, wpatrując w dziewczynę, która jak widać uspokoiła się nieco, by móc z nimi rozmawiać. Tym samym z jej wypowiedzi dowiedział się, szczątkowo, o kundlach.
Nicholas spojrzał raz jeszcze na jej identyfikator, kiedy Vincent tłumaczył Caroline kim oni są. Nie jakimiś obiektem, ale ludźmi. Świetne sprecyzował ostatnie zdanie, dając jej do wiadomości, że ona sama może być obiektem.
Gdy chłopak skończył. Nicholas spojrzał na niego, lekko się uśmiechając, mimo iż materiał jego szalika to zakrywał. To jednak zły na niego nie był. Wrócił spojrzeniem a pannę Mccoy.
- Chłopak ma rację. Nazywając nas tak, nazywacie też i siebie. Powiedz mi, kim według Ciebie jesteśmy? Jak rozumiesz pojęcie "obiekt"? Czym różnimy się od Ciebie?
Nim powie coś więcej na ten temat, chciał usłyszeć jej definicję wspomnianego słowa, oraz jakie ona widzi między nimi a sobą różnice. Między człowiekiem a mutantem. Chciał też wiedzieć jak ich postrzega.Caroline McCoy - 2019-03-31, 23:11 Mimowolnie się skuliłam, na nowo słysząc głos Obiektu 36. Tym bardziej, gdy szło w jego słowach wyczuć zarówno zdenerwowanie jak i agresję, która z całą pewnością w nim buzowała. Jednak... Czy można mnie było winić, za używanie nomenklatury, z którą od lat byłam zapoznawana?
- Obiekty... Badawcze... W departamencie... - Wydusiłam z siebie, samej nie wiedząc, jak powinnam się bronić. To były obiekty - w momencie trafienia do Rządu tracili wszelkie prawa, wolność jak i człowieczeństwo. Tam nie byli ludźmi - tam byli bronią albo szczurami laboratoryjnymi. Służyli tylko i wyłącznie w walce albo badaniach - nie było dla nich innego losu. - Nie mówię tu o jednostkach wolnych. Pytałeś o kundli. A kundle są dokładnie tym. Obiektami. Bo czy możesz nazwać człowiekiem kogoś, bez własnej woli? Gotowego na każdy rozkaz? Z przepranym mózgiem do ostatniej szarej komórki? - Zapytałam, by po chwili zacisnąć własne wargi w cienką kreskę i przełknąć głośniej ślinę. - Jeśli jeszcze tego nie wiecie, to znaczy, że nie mieliście do czynienia z pupilkami Rządu. Huxley. Azarov. Bradford. Spivey. Przeprani, albo oddani na własne życzenie. Ale żaden z nich nie zasługuje na miano człowieka. Tym bardziej... Skoro polują na własną rasę. Nie sądzisz? - Dodałam, dość odważnie jak na sytuację w której się znalazłam, nie odrywając wzroku od blondyna. Tak szybko jak przyszedł mi jednak ten zew brawury - z równą prędkością odszedł gdzieś w dal, na nowo napełniając mnie niepewnością.
I tak nagle, jakbym zmalała jeszcze bardziej...