Phil Neumann - 2019-11-28, 12:47 Tak, nawet zapłakana ślicznie wyglądała. Uśmiechnąłem się pokrzepiająco, o ile mój uśmiech mógł tak wyglądać, nie zaś głupkowato i niepoważnie jak to miał w zwyczaju… I miałem ją ponownie do siebie przytulić na misia, ale, cóż, niestety postanowiła otworzyć usta.
Ostre słowa, choć pełne troski – O MNIE, hihi – wylały się z niej, plamiąc moje mięciutkie futerko jakąś ciemną mazią. Zdecydowanie nie przepadłem za momentami, kiedy robiło się tak mru, kochanie, a ona postanawiała szantażem – bo to był szantaż emocjonalny: mówisz albo foch – wyciągać ze mnie zeznania. I to takie przykre zeznania… A przecież nie chciałem jej bardziej smucić przez jakieś zbędne opowieści o porwaniach. Te jej zaszkolne oczka, choć śliczne, to powinny być raczej uśmiechnięte, radosne, może nawet takie z rozszerzającymi się źrenicami na mój widok? Tak, poproszę.
Westchnąłem.
- Imari… – zacząłem, ale samo jej spojrzenie miało ochotę – przynajmniej takie miałem wrażenie – walnąć mi z płaskiego w ryjek. Okeeej… Ale mogła chociaż dalej tulać. Przecież to w niczym nie przeszkadzało! A tak, co ja miałem zrobić z rękoma, by znowu nimi nie wymachiwać jak opętany? Bezradnie objąłem dłońmi swoje ramiona, nie zdając sobie sprawy z tego, że przez to wyglądałem jeszcze bardziej biednie. Ech.
- Ciotka mnie przetrzymywała w piwnicy – wyrzuciłem z siebie i choć zabrzmiało to absurdalnie, bo zabrzmiało tak, zdawałem sobie z tego sprawę, to na dodatek trochę jechało po mojej męskiej dumie. Trochę bardzo. I honorze. I jaki to wizerunek mi tworzyło? Niby jak miałbym obronić Imarkę przed kimkolwiek, jeśli dałem się pokonać drobnej, chudej czarnej wdowie. Aż się wzdrygnąłem na myśl, że mogła ważyć jakieś pięćdziesiąt kilo… i że po prostu była cwana. Niepozorna…
Osunąłem się na kanapę obok. Durne sytuacje.
- Poszedłem do niej z wizytą. Nie wiem, czy coś podejrzewała, czy po prostu sam się jej nawinąłem… Okazała się pracować dla Genetically Clean, taka organizacja nienawidząca mutantów i robiąca im różne chore rzeczy… Ale ona nie zabrała mnie tam. O nie! Nawet nie wiem, nie pamiętam, w jaki sposób podała mi mutazynę i inne środki. Obudziłem się w piwnicy. Obolały. Ciężko było mi się podnieść… Ugh. Nie mogłem nic zrobić, w żaden sposób tego powstrzymać, tylko czekać… na śmierć – stwierdziłem, bo tak też było. Nie patrzyłem przez ten czas na Imarkę. Właściwie wolałem myśleć, że jej tu nie ma, że mówię do powietrza. Nie było jej tu, aby ja i wspomnienia.
Przez powrót do wspomnień, które niechybnie odbiły na mnie niewyobrażalnie wielkie piętno, musiałem się zdawać Imarce jeszcze bardziej drobny. Skuliłem się, dłubałem paznokciem w podniszczonym stole i, cóż, nie patrzyłem na nią. Totalna porażka, że dałem się tak podejść Verze. Totalna.
Beztroski Phil w końcu gdzieś zniknął.Imari Blanc - 2019-11-28, 20:23 A jednak Phil potrafił być poważny, chociaz przychodzilo mu to z wyraźnym trudem. Na pewno jednak stanowiło dużego plusa w ich relacji - jakakolwiek by ona nie byla w sumie. To właściwie ciekawe zagadnienie, jeśli o nich chodziło. Status związku "to skomplikowane" na pewno najlepiej by to oddawał. Zresztą, tutaj przecież nawet nie było związku jako takiego.
Wolałaby się nie odsuwać, ale.. miala wrażenie, ze Phil wcale się przytulać nie chce. Jak widać błędne, ale jednak.
Mężczyzna cofnął się i usiadł i wyglądał.. cóż, faktycznie biednie. Nie jak on, to na pewno, ale tez była przyzwyczajona do tego nadmiernie pewnego siebie Phila, zawsze tryskającego humorem i pełnego głupich żartów w każdej sytuacji.
I, tak, zabrzmiało to absurdalnie, bo Imari nie miała pojęcia co też mogło się stać.. na szczęscie Phil zamierzał wyjaśnić i kobieta nie musiała naciskać, zadajac dodatkowe pytania. Za to wyjaśnienie wcale jej nie uspokoiło. Podeszła do Neumanna i przeczesala palcami jego włosy, delikatnie, jakby się nagle bała go połamać, po czym pociągnęła go lekko do siebie, żeby się przytulił, jeśli chciał.
- Ile czasu tam byłeś..? - zapytała w końcu. Wyglądał źle, więc mogła się spodziewać, że całkiem długo..Phil Neumann - 2019-11-29, 21:32 Westchnąłem ciężko. Dlatego nie przepadałem za powagą, za byciem smutnym. Czułem się paskudnie, tak beznadziejnie, ciężko. Bo też co mogłem wtedy zrobić? NIC. Nawet teraz, kiedy było już po wszystkim, niemoc oblepiała mnie i nie dawała o sobie zapomnieć. Przylgnęła do mnie niczym łatka, z którą nie miałem się już nigdy w życiu rozstać, a tym bardziej ostatecznie pożegnać. Niemoc miała być już zawsze ze mną, obawa o to, że pewnego razu ponownie zawiodę i ponownie będę czuł się źle, że nie będą wtedy sobą… Bo przecież to ja, wieczny szczęściarz, człowiek, który mógł wszystko, nie? Ech, okazywało się, że jednak nie wszystko.
W pierwszej chwili miałem ochotę odsunąć się od Imarki. Poniekąd brzydziłem się sobą, swoją słabością. Wstydziłem się przede wszystkim tego, że miało to wszystko miejsce i to z moim udziałem bezpośrednim. Było niczym skaza, plama na moim życiorysie. Zawsze spektakularnie wjeżdżałem z buta czy też swoim niepokonanym wierzchowcem – BMW F85 X5M aktualnie - i po prostu robiłem porządek, a teraz? Co będzie teraz, kiedy trafi mi stanąć twarzą w twarz z przeszkodą?
Ale na szczęście ciepło, ogólnie dotyk Imarki odganiał ode mnie te ponure chmurki. Z chęcią przytuliłem się do niej. Zagryzłem wargi.
- Jakiś miesiąc. Później chwilę leżałem nieprzytomny, a resztę czasu spędziłem w domu. Szef nie pozwolił mi się z niego ruszać… i, wiesz, sam nie miałem ochoty. Phil-porażka, co? Niezbyt dobrze to brzmi – stwierdziłem, chowając twarz niejako w jej cyckach. Chyba miałem nadzieję, że jak nic nie będę widział, to zniknę również przed innymi. Hehe. Naiwnie.
I ciekawe… Teraz pewnie Imarka nie będzie mnie chciała znać, skoro już nie byłem cudownym Philem. Czar prysł! Pewny siebie, seksowny, uśmiechnięty, zabawny ideał zamienił się w podłamanego mutanta po przejściach, tym razem już powątpiewającego w swoje możliwości.
- Co myślisz? – zapytałem niepewnie. Chciałem wiedzieć, zmierzyć się z tym, a zarazem nie miałem ochoty, nie chciałem tego usłyszeć z jej ust… Może właśnie dlatego unikałem patrzenia na nią w dalszym ciągu, wtulając się w nią i tym samym ukrywając swoje umęczone spojrzenie w jej brzuszku.
I niech głaska. Tak miło było, kiedy bawiła się moimi włosami.Imari Blanc - 2019-12-03, 22:22 Może i miał się teraz za przegrywa, ale Imari tak go nie odbierała. Nie można utrzymywać takiej idealnej fasady przez cały czas, prawda? A jemu i tak bardzo długo się to udało.. Co prawda przy okazji prawdopodobne, że swoją pewność siebie przypłacił.. cóż, wlaśnie tym, co się stało. Ale może tak to nie wyglądało w tym przypadku. Tego dokładnie nie wiedziała.
Poniekąd jednak to, że teraz się tak, trochę niespodziewanie w sumie, otworzył (Imari była pewna, że woli odejść niż to zrobić) sprawiało własnie, ze dostawał ogromnego plusa w jej oczach, nawet jeśli był przekonany, że jest zupełnie odwrotnie. W końcu nie wydawał się tak.. płaski? To złe słowo, ale nie pasowało jej żadne inne. Wcześniej nie wydawał się przejmować niczym, w pewien sposób odbierało mu to.. jakąś część.. sama nie wiedziała czego. Autentyczności może. Choć to też nie to słowo. Tak czy siak, to że potrafił właśnie usiaść, schować twarz w dłoniach i jednak powiedzieć jej, chociaż pokrótce, co się stało, robiło jej ogromną różnicę.
Nadal, nie bardzo nad tym myśląc nawet, przesuwała palcami po jego włosach, układając je i przekładając nieznacznie. Chyba, że były ścięte na super krótko, to nie, ale to nie zmieniało faktu, że dalej go głaskała, jakby nie było. Wydawało się, że to go uspokaja, a jej.. cóż. Jej brakowało Phila i możliwości przytulenia się. Do cholery, ile to już lat? To nie powinno mieć miejsca.. Ale nie chciała się nad tym teraz zastanawiać, bo nie wiedziała nawet do jakich wniosków miała by dojść.
- Wiem jak się czujesz - odpowiedziała po prostu. To, z czym zmagała się po porwaniu.. cóż, pewnie było trochę inne niż to, z czym zmagał się Phil, niemniej jednak, przeszli całkiem podobną drogę.
Przeszła jej złość na tego pacana, jak mogłaby się złościć w takiej sytuacji?
- Przepraszam, że... - zamilkła, nie wiedząc jak to ująć - ..nie wiedziałam - dokończyła koślawo kompletnie. Dobrze, że teraz na nią nie patrzył, bo wyglądała na skrępowaną. Nawet głaskać go przestała.Phil Neumann - 2019-12-05, 17:17 Beznadzieja. Nie musiałem nic dopytywać, kiedy odparła, że wie, jak się czuję. Nawet nie chciałem znać szczegółów. I tak już za bardzo mnie dobijała myśl, że tak bardzo ją skrzywdzili, widząc same efekty ich działań… Po jakimś czasie, bo przecież nie widziałem ich na świeżo, nie ocaliłem. Wciąż miała bliznę na policzku, krótkie włosy… Choć urosły od naszego ostatniego spotkania. I coś w niej było smutnego…
- Przestań – mruknąłem do niej. Jakie przeprosiny? Po co przeprosiny? Niepotrzebnie tak bardzo się tym wszystkim przejmowała, za bardzo brała do serca. Przecież nie mogła wiedzieć… Nie mogła, ale ja to co innego. Powinienem był wiedzieć, że ją porwano. Powinienem był wiedzieć, gdzie ją przetrzymywano. W końcu, powinienem tam być, rozjebać ich wszystkich, zmiażdżyć, spalić, zniknąć z powierzchni ziemi. Nie zrobiłem tego. Nie wiedziałem. Gdzie był, do cholery, wtedy mój fart? Czemu… Czemu nie wiedziałem też, że z Very była taka zimna suka. Powinienem był to przewidzieć, wyczuć jakoś.
Zacisnąłem mocniej wargi, ale zaraz się zreflektowałem. Zaprzepaściłem już jedną okazję… bądź dwie, a może nawet trzy. Nie mogłem wciąż palić mostów z Imarką, nie?
- Chodź tu, kocie – mruknąłem, obejmując ją w pasie i właściwie zachęcając do tego, by wsunęła się na moje kolana. Był tak podły wieczór, tak niepewny i niezwykle emocjonalny, że, cóż, najlepszym, co mogliśmy zrobić, to chyba po prostu być, przytulać, jakoś to przetrwać. Mieli do mnie zadzwonić, kiedy znajdą się na miejscu zbiórki. Musieliśmy czekać. Czekać.
I jeśli pozwoliła zaprosić się na kolana, wtuliłem się w nią. Teraz to ja zamierzałem pomiziać nieco tę jej czuprynę. Biedną, siłą skróconą. Ale zrobię jej pyszny obiad. Pełno kalafiora na sto sposobów. Kalafior był świetny na włosy. A na deser… Hmm… Ciasto czekoladowe? Marchewkowe? Ach, dam siebie. Hihi.
Przytuliłem ją mocniej do siebie.Imari Blanc - 2019-12-07, 22:48 W takim wypadku wychodziło na to, że obydwoje są beznadziejni całkiem. Dali się złapać, dali zrobić sobie krzywdę. W ten czy inny sposób.
Siebie warci, hę?
I nadal uważała, że powinna przeprosić, ale Phil ją uciszył, wiec nic już nie mówiła. I wiedziała, że.. bardzo prawdopodobne, że tego pożałuje.
ZNÓW. Po raz kolejny.
Na cholerę ona się w ogóle w to pakowała? Powinna dać sobie spokój już dawno. I myślała tak za każdym razem, a potem właziła w to kolejny raz.. Jak kompletna idiotka. Nie potrafiła stwierdzić co nią kierowało tak właściwie, co ją tak mocno do Phila ciągnęło cały czas.
Ale chwilowo to on ciągnął ją do siebie. Przez moment się zawahała, jak można się bylo spodziewać, ale szybko odpuściła, wpakowała mu się na kolana i wtuliła w mężczyznę. Odetchnęła głęboko, zaciągajac się zapachem jego skóry i perfum.
- Jesteś beznadziejny - rzuciła jakby kompletnie bez związku, choć nie chodziło jej przecież o to, że dał się złapać Verze - Kocham cię - dodała zaraz, ciszej jeszcze i nie zamierzała zmienić pozycji, w której siedziała, majac twarz schowaną w jego ubraniach.Phil Neumann - 2019-12-11, 20:59 - Dzięki – odparłem sarkastycznie na jej wyznanie. Musiałem przyznać, że bardzo nieoczekiwane. – Właśnie tego potrzebowałem, by ktoś powiedział mi, jaki to jestem beznadziejny – dodałem rozbawionym, by nie było, że się uraziłem czy coś. Wręcz przeciwnie. Raczej niesamowicie wzruszyłem, bo nie było nic piękniejszego niż kocham cię usłyszane z ust Imarki.
Pocałowałem ją w usta. Tak raczej przelotnie, aniżeli z namiętnością. W sumie dawno nie byliśmy tak blisko siebie, więc nie chciałem tego popsuć… A może jednak chciałem, nie potrafiąc utrzymać języka w ryzach?
- Też cię kocham. Kurwa – wyznałem i dodałem ten wulgaryzm, nawiązując do swojego wcześniejszego, dosłownie sprzed paru chwil, wyznania jej miłości pod wpływem silnych emocji. Nieźle nią wtedy wstrząsnęło, że klnę, choć starała się nie dać tego po sobie poznać. Postanowiłem, cóż, jak na Phila przystało, znowu pajacować i zachodzić jej za skórę. Śliczna była, kiedy się na mnie burzyła.
Ale dobra, dobra! Tulaliśmy się. Było ok. Skapitulowałem.
- Dostanę SMS, kiedy będzie po. Mogę cię zabrać ze sobą na miejsce zbiórki. Raczej nie powinno być niebezpiecznie – stwierdziłem. Oczywiście, istniało ryzyko jakiegoś nalotu D.O.G.S. czy coś, ale nasze siły były tak spore i przygotowane – w dużej mierze dzięki Armii – że powinno pójść bezproblemowo. Zbiórka to już formalność… Ja już o to zadbam.
W międzyczasie, cóż, nawet nie zdawałem sobie sprawy, ale bawiłem się włosami, zaś później twarzą Imarki. Losowo bądź też nie dotykałem jej poszczególnych części, jak gdybym sprawdzał fakturę, miękkość… I w końcu też zabłądziłem na bliźnie przecinającej jej policzek.Imari Blanc - 2019-12-12, 19:08 - Tak myślałam - odpowiedziała rozbawiona, wiedząc, że akurat on nie weźmie tego na serio. Mogła więc sobie pozwolić na taki tekst bez obawy, że go nim urazi.
Nie spodziewała się pocałunku, ale czego ona się niby dzisiaj, czy w ogóle, z nim spodziewała? Oprócz tego, że w końcu znów zniknie i ją zostawi. Przeciągnęła więc ten mały gest uczucia, stęskniona, tak koszmarnie stęskniona za nim, tak naprawdę.. Chociaż pewnie wprost by tego nie powiedziała, oprócz tego krzyczenia na wejściu.
- Nie klnij - skrzywiła się i pstryknęła go w nos, niezadowolona. Nie lubiła tego, to znaczy - gdy nie miało podstaw. Sama przecież przeklinała, ale tylko gdy coś naprawdę zadziałało jej na nerwy albo podskoczyła adrenalina.
- Chętnie. Już wspomniałam, że chciałabym pomóc po wszystkim.. poszli tam i ludzie stąd i z Bractwa więc tym bardziej chcę tam być - przytaknęla. Przymknęła oczy, stresując się całą sytuacją, która miała miejsce gdzieś, gdzie oni obecnie nie mieli dostępu. Uspokajał ją jednak dotyk Phila.. do momentu gdy opuszki palców nie zatrzymały się na bliźnie na jej twarzy. Skrzywiła się nieznacznie, otwierając oczy i odsuwając twarz w tył.Phil Neumann - 2019-12-17, 18:02 Uśmiechnąłem się z żalem. A, Imarka odsuwała ode mnie twarz przez tę bliznę, więc ewidentnie jej ona przeszkadzała. B, czyli nie powinna jej mieć i to moja wina, że ją miała. C, nie przepadałem, kiedy tak bardzo pragnęła pomagać innym. W dużej – a może nawet całkowitej! – mierze, dlatego że wtedy czułem się w sposób… W taki sposób, jak gdybym przestawał się dla niej liczyć. Niczym mutant z mocą niewidzialności w oczach Imarki. Oczach i umyśle! Znikałem dla niej.
- Jeśli tak bardzo jej nie znosisz, mogę ogarnąć ci operację plastyczną u specjalisty. Załatwię najlepszego doktorka – zaoferowałem się, wyciągając dłoń na powrót w kierunku jej twarzy, jej biednego policzka. Jeśli mi pozwoliła, zamierzałem delikatnie przesunąć palcem po tej bliźnie, a potem złożyć na niej przelotny pocałunek. Taki drobny, akceptacyjny. Co prawda, miała mi już ona zawsze przypominać, że zawiodłem… Ale miała również motywować do tego, by ponownie podobny błąd nie nastąpił.
Chwyciłem ją za dłoń i splotłem nasze palce. Z ciekawością na nie patrzyłem, bo sobie uświadomiłem, że dawno tak nie było. Tak o! Po prostu. Dobrze nawet, gdyby nie ten szkopuł z rewolucją.
- Ale równie dobrze możesz ją zostawić… Nadaje charakteru. Niezłomna, groźna Imarka! – odparłem uśmiechnięty już, by nieco ją wesprzeć. Właściwie, gdyby nie sytuacja, w jakiej ją nabyła, naprawdę gotów byłbym ją w stu procentach zaakceptować. Wyglądała trochę jak piratka! Taka harda buntowniczka…
- O, co do stawiania na swoim… Jeśli, nie daj Boże, zaczną się dziać jakieś nieprzewidziane rzeczy, choć nie powinny, to trzymasz się mnie, jasne? Inaczej cię nie zabiorę, choćbyś nawet uciekała się do płakania. Nie. Nie wezmę. I nawet gdybyś mnie przeklinała i inne takie… Jasne, co? – zapytałem dla pewności. Nie zniósłbym Zawiedzenia Imarki Części… Której to już części? Zapewne ona naliczyłaby ich więcej niż ja.Imari Blanc - 2019-12-20, 10:33 Tym razem się nie odsunęła, choć pewnie poczuł jak spięła się, gdy ją znów dotknął. Nie przepadała za tym.. Poza tym, nikt chyba wcześniej paluchów do jej blizny nie wyciągał, poza okresem, kiedy się goiła.
- To bezsensowne ryzyko - pokręciła głową. Szukanie lekarza, który podejmie się zabiegu, ryzyko rozpoznania jej jako mutanta, ryzyko że komuś się to nie spodoba, informacja pojdzie dalej.. I inne takie. Nie. To narażanie nie tylko siebie.
Imari wiedziała, że fakt, że wie gdzie jest położona i Rebelia i Bractwo robi z niej łakomy kąsek, nawet jeśli ludzie przeciwni mutantom jeszcze tego nie wiedzą. Nie była w końcu szkolona w żaden sposób do przeżycia tortur czy czegoś takiego. Złamała by się na pewno.
Uśmiechnęła sie, blizna naciągnęła skórę na policzku, marszcząc ją dziwnie. Kobieta już się przyzwyczaiła do tego uczucia, chociaż dla oglądających ją osób, szczególnie tych, którzy nie widzieli jej na codzień (tak, Phil, to o Tobie) - musiała wygladać.. dziwnie. Niepokojąco może nawet?
- Dobrze, dobrze.. nie marudź.. nic się nie stało jeszcze. Na razie nei wiemy.. czegokolwiek - westchnęła.Ta swiadomość ją dobijała. Chociaż czy wolałaby wiedzieć..? To trudne pytanie. Może wolała by zapomnieć, że w ogóle coś takiego dzieje się całkiem niedaleko, że być może mutanci giną, że może stracić kogoś bliskiego. Przesunęła spojrzeniem po twarzy Phila, trochę za chudego, trochę bardziej.. smutnego niż zwykle? Zmienił się. Chociaż starał się tego nie pokazywać.
Poprawiła się trochę, żeby usiąść wygodniej, objęła go za ramiona i wtuliła w mężczyznę, chowając mu twarz w zagłębieniu obojczyka. Odetchnęła głęboko, wciągając w nos zapach jego perfum, których dawno nie czuła. Dłuższy czas się nie odzywała, po prostu będąc blisko, przytulona, z zamkniętymi oczami, słuchając jak bije mu serce.
- Phil...? - odezwała się w końcu cicho - A ty jak się czujesz..? - to było ważne pytanie, ale była przekonana, że nie dostanie poważnej odpowiedzi. Coś smiesznego, coś zbywajacego, coś zakończonego wzruszeniem ramion. A może się pomyliła..?Phil Neumann - 2019-12-31, 21:57 Czasami wyobrażałem sobie salę pełną ludzi, po której środku stałem ja z Imarką, kołysząc się do najnowszej, najmodniejszej, że tak rzeknę, piosenki romantycznej, takiej dla dwojga, takiej do pierwszego tańca. Ach, bo bym zapomniał wspomnieć, że w tej wizji mojej jesteśmy zjawiskowo piękną Parą Młodą, a wokół nas trwa huczne weselicho. Wszyscy patrzą oniemieli albo wzruszeni, a my kołyszemy się dalej zapatrzeni w swoje osoby.
Ale potem przypomina mi się bardziej prawdziwa twarz Imarki, gdzie ma podirytowaną minę przez moje zachowanie i cały blask znika, a pozostaje moja oddana miłość do niej i kolejne głupoty, przez które najpewniej w niedalekiej przyszłości mnie porzuci… Póki znowu nie przywlokę swoich zgranych czterech liter pod jej adres.
- Oj, przestań. Wszystko da się załatwić. A ryzyko to ryzyko… Wyobraź sobie, że są takie zajęcia z zarządzania ryzykiem. Bardzo nudna sprawa, ale nie ryzykujesz, nie masz i takie tam, a ja, bądź co bądź, jestem ekspertem w OMIJANIU ryzyka, więc wiesz… Polecam się. Oczywiście, nie bierz poprawki na ten ostatni fail z moją ciotką. Ech. Po prostu lepiej nigdy więcej do tego nie wracajmy – stwierdziłem uśmiechnięty, mimo że nutka żalu czy też poczucia porażki przebiła się na świat gdzieś tam w tej mojej wypowiedzi. Nie dałoby się tego pominąć, skoro przebywanie w piwnicy ciotki mnie złamało. Nie można było tego inaczej określić, bo serio mnie złamano. Wiedziałem, że już do końca życia będę odczuwał skutki tej zaistniałej sytuacji.
- Po prostu, po amerykańsku mówiąc, mogę ogarnąć specjalistę w taki sposób, że będziesz najbardziej bezpieczną osobą na świecie – odparłem, nie wspominając, że jeśli będzie chciała zachować pełną dyskrecję, to doktorek pójdzie później kaput, pod glebę albo zostanie oficjalnym doktórem mafii, zamkniętym w jakichś ciemnych lochach. Prędzej to pierwsze, jeśli chodziło o Imarkę. Ewidentnie po ostatnim incydencie, w którym nabawiła się tej blizny, obawiała się o siebie i swoje tajemnice. Tak, gotów byłem naprawić jej twarz i tym samym satysfakcję z życia życiem kilku osób. To niewielka cena za szczęśliwą Imarkę. Za moją małą Imarkę.
Przytuliłem ją oczywiście. Och, cieszyłem się, czułem się taki spokojny, kiedy była tu ze mną. Zero stresu, zero obaw o jej życie. Czy chociażby o to, czy się w coś złego nie wpakowała, bo tak też mogłoby być!
- A ja się czuję, ja się czuję z Imarką bardzo. Cieszę się, że tu jesteś i że mnie nie przeklęłaś! – zaśmiałem się, głaszcząc ją po ramieniu, kiedy była tak we mnie wtulona. – Ale myślę, że Adaś Levine byłby zawiedziony, że nie tańczyłaś ze mną jak Mick Jagger – stwierdziłem rozbawiony. Próbowałem sobie to nawet wyobrazić, jak Imarka ze mną tańczy Jaggera, ale za nic nie potrafiłem!Imari Blanc - 2020-01-08, 21:57 Kiedyś wybiegała tak daleko w przyszłość ze swoimi marzeniami, ale realny świat ściągał ją bezpardonowo w dół, na ziemię. Nie wpadło jej to więc w ogóle od głowy, być może taka myśl była zbyt odważna, pewna, piękna, a ona nie sądziła, że może do tego kiedykolwiek dojść. Tak, przy okazji byl to pstryczek w stronę Phila, który pojawiał się i znikał jak mu się podobało (czy też nie podobało w ostatnim przypadku).
- Zarządzanie ryzykiem, hm? Uważam, że czasem podejmowanie ryzyka nie jest potrzebne.. Szczególnie w tak nieistotnym przykadku - pokręciła głową. Nie uważała chirurgi estetycznej za rzecz w tym przypadku i w ich sytuacji niezbędną do życia. A przy okazji nie miała pojęcia, że Neumann bez zająknięcia by takiego chirurga po skończonym zabiegu posłał do piachu. Może i dobrze, że nie wiedziała. Mieli by kolejną poważną rozmowę przed sobą.
- Nie. A przynajmniej nie teraz - dodała jeszcze. W końcu może kiedyś zmieni zdanie.. Teraz uważała to za niepotrzebne narażanie siebie, Phila i pewnie kogoś jeszcze, a to nie miało sensu. Bała się, oczywiście, że tak. Ale czy to nie normalne w ich sytuacji?
- Obiecuję, że uszczęśliwymy Maroon 5 jak to wszystko się skończy. I Christinę Aquilerę też - uśmiechnęła się, odsunęła na moment, żeby cmoknąc mężczyznę w policzek, a potem znów wtuliła nos w jego obojczyk.
Uspokoila ją obecność Phila, być może nawet przysypiała przy nim teraz.Phil Neumann - 2020-01-23, 20:09 Czyż nie byliśmy słodcy? Uśmiechnąłem się, bo dostałem buziaka w policzek. Od Imarki. Mojej Imarki… Hehe. Cudownie! Już nigdy nie umyję tego policzka! Ani tych warg… Ani ramion. NICZEGO, co dotykała moja Imarka, by już na zawsze jej namiastka została ze mną. Chociaż w sumie powinienem powrócić do pierwotnego planu porwania jej i zamknięcia w wieży, gdyż byłoby to zdecydowanie bardziej bezpieczniejsze dla nas obojga od zaniedbania przeze mnie higieny, czyż nie? Hihi.
- Ta Christina Aquilera to mnie onieśmiela. Harda kobieta… Z tym głosem – stwierdziłem, podsumowałem, ogólnie się zaraz zamknąłem, by nie pogarszać swojej sytuacji. Pogłaskałem za to Imarkę po policzku, bo mi tu chyba słodziakowo przysypiała w ramionach. Zaniósłbym ją do jednej z sypialni wyżej, ale niechybnie by mi na to nie pozwoliła. Ocknęłaby się na całego i zatwardziale utrzymywała, że ze mną pojedzie, więc sobie darowałem jakiekolwiek odzywanie się w tej kwestii, więc wkrótce mogłem popatrzeć sobie jak śpi. Słodko.
Niestety, takie przyjemności nie mogą ewidentnie za długo trwać. Dostałem SMS. Na komórkę, ale odczytałem na smartwatchu. Byli już na miejscu zbiórki, więc czas było zbierać dupę im pomóc, odszukać Lucasa wśród ocalonych, bo miałem przeogromną nadzieję, że był wśród odbitych D.O.M.owników.
Przebudziłem Imarkę, wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy spod baru.
| z/t x2Vincent Edams - 2020-04-19, 12:04 17.05 godziny wieczorne
Vincent otrzymał nową rolę. Prócz bycia członkiem Rebelii, musiał teraz stać się opiekunem i wziąć pod swoje skrzydła małomówną (czy raczej wcalemówną) Joe i robotycznego Jokera. Niełatwo jest zorganizować czas, tak specyficznej dwójce. Okazać się jednak miało, że pozornie nieistotna próba socjalizacji tego duetu, zmieni się w większy event.
Po wstępnym zapoznaniu Joe i Jokera z technologią i jej dobrociami (memy!), Vinc poczuł nastolagię. Tyle ich ominęło, przez te lata niewoli! Popchnięty dziwnym impulsem, wpisał w google frazę "najpopularniejsze zabawy, lata 90, 2000:. Niektóre były dziwne, zniechęcające, ale ujrzawszy "Prawda czy wyzwanie" spojrzeli na siebie z Joe porozumiewawczo.
Edams uznał, że im więcej ich będzie, tym lepiej. Wstąpił więc na chwilę do siostry, którą potrzebowała chwili by się ogarnąć, więc umówili się, że po otrzymaniu od niej smsa, że jest gotowa, przyjdzie do niej i zaniesie ją na górę. Napisał też smsa do Imari.
Niedługo potem, cała ta trójka zasiadła na dole. Vincent wyjaśnił Jokerowi zasady, zaznaczając, że na czas zabawy, nie tylko on, może mu wydawać polecenia. Uznał, że ta zabawa przyda się Shugartowi, bo być może uruchomi u niego nutkę wyobraźni. Zabronił także wydawanie innym wyzwań, które mogłyby zrobić krzywdę lub sprawić przykrość. Z Joe zaś ustalił, że będą się porozumiewać na migi, lub za pomocą jego smartfona, którego wręczył dziewczynie.
Nie był pewien, czy to dobry pomysł, ale uznał, że może to pomóc przełamać skrępowanie. Wziął alkohol do drinków, odłożył do kasetki skrupulatnie odliczoną należność, by się hajs zgadzał w barze i zrobił im leciutkie koktajle.
Okazało się, że przykuli uwagę niektórych członków Rebelii, którzy spontanicznie dołączyli do zabawy...
-Joe, prawda czy wyzwanie? - zaczął
Oczywiście ta wybrała wyzwanie, no bo jakżeby inaczej. Za gadatliwa to ona nie była...no chyba, że mówiłaby prawdę, pisząc wiadomość na telefonie.
- Okej... - tu wpadł na pomysł i wlazł za bar, by po chwili przynieść....miseczkę orzeszków. - Zjedz je, bez użycia rąk - gdyby umiał się spontanicznie uśmiechać, zrobiły to iście szatańsko
INFO : Nie ma kolejki. Piszemy zwięźle ! Prawda czy wyzwanie ustalamy na kanale Rebelii (jak ktoś nie ma dostępu, info do Say) Kostkami czy wyzwanie się udało (jeżeli jest to np. sprawnościowe) też rzucamy na discord, by od razu uwzględnić rezultat. Pomiędzy wyzwaniami, można swobodnie pisać. Miłej zabawy !
Joe Ross - 2020-04-19, 16:19 Nie wiedzieć czemu czułam się dziwnie podekscytowana na ten wieczór. Może to właśnie fakt, że od tak wielu lat nie mogliśmy robić tego, co nasi rówieśnicy mają wpisane w swoją codzienność? Pomysł z tą zabawą wpadł w sumie znikąd, niespodziewanie, a cieszył mnie niczym małe dziecko raduje się na bożonarodzeniowy poranek.
Mała rzecz, a cieszy, no nie?
Usadowiłam się przy stoliku, z niecierpliwością przebierając pod blatem stópkami (hehe, tuptusie ), zaciskając swoje wargi w cienką kreskę malującą się na mojej twarzy i z uwagą obserwując każdą kolejną osobę wchodzącą do pomieszczenia.
Było już sporo po godzinach zamknięcia tego przybytku, więc nie groziły nam ślepia obcych, a pozwalało to na wyjście również tych osób, które na co dzień trzymały się z dala od barowej części tego budynku.
Na pytanie Obiektu 36 podniosłam jeden palec do góry, co miało obrazować wybór pierwszej opcji, czyli wyzwania. Nie minęła chwila, gdy przede mną pojawiła się miseczka wypełniona orzeszkami a do moich uszu dotarło to... Zadanie?
Kiwnęłam głową na znak zrozumienia, a na moich ustach chyba na krótką chwilę zagościł cień uśmiechu. Położyłam swoje dłonie na blacie, by każdy mógł widzieć, że ich nie używam, gdy twarzą wpakowałam się do tej miski.
Łapałam pełną gębę orzeszków, po chwili je przegryzając i połykając, część z nich na pewno wypadała mi z buzi, ale robiłam, co mogłam! Chyba nawet udało mi się trochę "zachichotać" przy okazji, choć czułam się stosunkowo nieswojo i jak przysłowiowy głupek. Ale czego nie robi się dla zabawy, czyż nie?
Językiem wygrzebałam ostatnie orzeszki z miski, po chwili ogłaszając swoje zwycięstwo przez rozdziawienie szeroko swoich ust, aby pokazać, że żadnego z orzeszków nie ukryłam niczym wiewiórka w policzkach czy gdzie tam indziej!
No i... Przez najbliższy rok chyba nie tknę orzeszków.
Odkaszlnęłam, łapiąc za szklankę z colą, co by popić te resztki soli wżerające się w mój przełyk, w tej samej chwili wskazując ręką Jokera, jako swoją of... Jako wybrańca.
a gdy ten postawił na wyzwanie kącik moich ust lekko się uniósł, bo doskonale już wiedziałam, jak zechcę się zemścić za wydarzenia sprzed lat.
Od razu wyszukałam na podsuniętym telefonie jeden ze starych viralowych filmików, gdzie jakiś mężczyzna nabiera pełną łyżkę cynamonu i pakuje do swoich ust. Podsunęłam smartfon w kierunku chłopaka, patrząc na niego z uwagą.
Let the game begin...