Mistrz Gry - 2018-05-13, 12:31 Zachowanie Paula było niemalże instynktowne. Nie znał zamiaru nieznanych mu mężczyzn, wiedział jedynie, że nie powinno ich tu być. Dlatego niemal natychmiastowo przystawił jedną ze swych dłoni do przycisku włączającego alarm, czekając na dalsze poczynania nieznajomych. Jednocześnie jego celem była ochrona mutantki, która przez ostatni tydzień wyjątkowo często była skazana na jego towarzystwo. 40-latek stał więc, z wycelowaną bronią w kierunku naszych renegatów i tylko od jego dobrej woli zależało, czy większa ilość agentów w przeciągu najbliższych pięciu minut nie zjawi się na terenie bloku X, a przejście, które jeszcze przed kilkoma chwilami zdawało się być ich przepustką ku wypełnieniu swej misji, nie stanie się ich koszmarem wprowadzającym w nową rzeczywistość...
Nie możemy zapominać o Christianie, który do tej pory dawał się być może nieco wodzić za nos, jednak teraz był w znacznie lepszej pozycji – Nikt nie był w stanie na ten moment dostrzec go na schodach, jednak ten bez problemu mógł usłyszeć każde słowo padające na korytarzu przed nim. Tylko od niego zależy, czy to wykorzysta. Może dalej spełniać rolę cichego obserwatora, wyczekując momentu, gdy zrobi się gorąco, lub może już teraz włączyć się do akcji, jednocześnie wychodząc z ukrycia.
Mutanci za przejściem do cel mimowolnie odwrócili się, słysząc za sobą krótkie, acz bardzo treściwe polecenia. I jak jeden mąż – wszyscy mimowolnie unieśli swe dłonie ku górze, pokazując, że żadnej broni „przy sobie” nie mają. Prowodyr dzisiejszego przedsięwzięcia widać bardzo wziął sobie do serca dalsze bycie liderem wśród swej grupy, i stanął przed pozostałymi mężczyznami, jednocześnie robiąc za żywą tarczę – gdyby jednak Paul odważył się pociągnąć za spust. Być może właśnie ten fakt wpłynął tak na odwagę Ronniego, który nawet nie miał zamiaru trzymać języka za zębami i bez zastanowienia zaczął rzucać groźbami w kierunku agenta D.O.G.S.?
Panna Nyberg starała się jednak zachować zimną krew. Rozpoznała wśród tej szajki Leona bez większego problemu. Była niemal pewna, że twarz Bartowskiego również wydaje się jej znajoma. Być może właśnie dlatego nie miała zamiaru chować się za Jenkinsem. Być może właśnie dlatego odważyła się wystąpić tak, by było ją dokładnie widać. Starała się uspokoić całą sytuację. Jak jednak jej słowa zostaną odebrane przez rebeliantów?
Władczyni ptactwa wszelakiego, najwyraźniej zmotywowana pogarszającą się sytuacją jej przyjaciół zaryzykowała bardzo wiele, zniżając swój lot jeszcze niżej. Minęła nawet ogrodzenie kompleksu, szybując pomiędzy drzewami i próbując znaleźć jakikolwiek symbol, znak czy przejście, które mogłoby prowadzić prosto do tajemniczego, podziemnego bloku. Dopiero po chwili zauważyła wyjeżdżoną drogę, która kończy się przy jednym z pagórków, co wydało jej się niezwykle podejrzane. Gdy zleciała jeszcze niżej, w końcu była w stanie dostrzec wbudowaną w nierówność terenową bramę – nie miała wątpliwości, że jej lokacja i kamuflaż były na tyle specyficzne, że musiały prowadzić prosto do tego tajemniczego przejścia, o którym wcześniej usłyszała od jednego z mężczyzn. Czyżby właśnie znalazła wyjście z pułapki?
_______________________________________
• Na odpisy macie czas do godziny 22:00, 13.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Warunkiem do odpisu MG jest udział ponad połowy użytkowników w danej turze – w innym wypadku odpis przekładany jest o kolejne 12 lub 24 godziny.
• Znaczniki na mapie odpowiadają kolejno za: zielony – Christian, żółty – Paul z Shivali, niebieski – renegaci.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.
Statystyki:
Ukryj:
Numer porządkowy: 1
Dane:Aaron Bartowski Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 95%
Opanowanie: 92%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3]
Paul Jenkins - 2018-05-13, 14:16 Kiedy grupka terrorystów wzniosła ręce, Jenkins po prostu kiwnął głową. Jedyna sytuacja, w której miał zamiar rzeczywiście do kogokolwiek strzelać miała być po prostu ostatecznością. Jeśli go do tego zmuszą – naciśnie na spust. Był żołnierzem, widział w swoim życiu wiele i rozpętywanie piekła mu się nie uśmiechało. Pewnie właśnie dlatego skwitował słowa brawurowego, niewiele młodszego od niego mężczyzny, kwaśnym uśmiechem. Nie miał zamiaru dać się sprowokować. Takie rzeczy zazwyczaj były jedynie przyczyną klęski. To nie miało prowadzić do niczego sensownego. Więc te jego żałosne komentarze i groźby po prostu zignorował. Nie było sensu wdawać się z nimi w jakiekolwiek słowne przepychanki. Zamiast tego wyrzucił chłodnym tonem głosu, wciąż zwracając się do Aarona, który wychodząc przed szereg, dał Jenkinsowi do zrozumienia, że był głową tej całej akcji.
– Czego tu szukacie?
Wciąż tkwił w tej samej pozycji. Z pistoletem w jednej ręce i palcami na czerwonym przycisku. I dopiero słowa Shivali dały mu wiele do myślenia. Kiedy dziewczyna powołała się na jednego z mężczyzn… Jenkins nie miał już żadnych wątpliwości. Skoro ona była mutantką, to oni wszyscy byli mutantami. Nie wiedział jakie mieli moce. Nie wiedział, czy w ułamku sekundy nie mogli mu czegoś zrobić. Nie chciał ich zabijać, nie chciał ich zamykać. Gdzieś z tyłu głowy przeszło mu nawet, że mogli być przyjaciółmi jego Chris. Ale nie mógł ich przecież puścić. Już i tak wiele ryzykował jeśli chodzi o Nyberg. Co do niej…
– Shivali, uciekaj, już – polecił nerwowym tonem głosu, gestem głowy wskazując na znajdującą się za nimi otwartą klapę, a potem… nie czekając na reakcję dziewczyny, włączył alarm, by niemal od razu położyć drugą rękę na pistolecie. To była jej jedyna okazja, by uciec. Kiedy dostanie się już do garażu będzie wolna. Ale tylko od niej zależało, czy z tego skorzysta. Musiała się jednak pospieszyć.Aaron Bartowski - 2018-05-13, 17:42 Tak do końca nie miałem pojęcia, skąd się urwała ta para. Niby było jasne, że typek prowadzi ją do cel, które były niechybnie w kierunku, w którym podążaliśmy... Ale ich zachowanie było dzikie. Nie próbowałem tego już nawet analizować, spróbować zrozumieć, bo postanowiłem wykorzystać chwilę, kiedy dogs skupiał się na przycisku i dziewczynie. Tak, to ten moment, który koniecznie trzeba wykorzystać.
Nie wiem, czy mi się miało udać, czy też nie. Stałem przed chłopakami. Przede mną w oddaleniu stał nieznajomy mi Paul Jenkins, gdzieś tam po schodach schodził sobie na legalu jeden z moich ziomków, nieobecny dla moich oczu, jakaś laska chwilę wcześniej kazała nam stać… mówiąc, że jest jedną z nas. Ja jednak oczami wyobraźni byłem przy zapalniczkach skrytych po moich kieszeniach i kiedy Paul zajmował się czerwonym guziczkiem, ja sięgałem po jedną z nich, by ją zaraz zgranym ruchem odpalić. Może ręki do broni nie miałem, ale do tych moich małych koleżanek już tak. Heh. Alba nie powinna być zazdrosna.
- BIEGNIJCIE DO CEL! – krzyknąłem do chłopaków stojących za mną, choć nie obracałem się, bo nie ściągałem wzroku z kuli rosnącej przed moimi dłońmi. Starałem się nie afiszować zanadto zapalniczką, bo niechybnie była moją słabością. Cóż, chwilowo i tak odwracała od niej uwagę kula ognia, którą zaraz posłałem w Paula. I, niestety, jednocześnie w stojącą obok dziewczynę. Musieli niechybnie paść na ziemię. Przynajmniej tyle mogłem zrobić, by na chwilę zmusić go do opuszczenia broni.
W tym czasie jak kulka miała mknąć przez korytarz, ja zamierzałem pokonać tę odległość pomiędzy nami, by zetrzeć się z nim w walce wręcz.Fay Murphy - 2018-05-13, 20:15 To byla jakaś porażka. Cholernie bała się, że wszyscy po prostu już stamtąd nie wyjdą i dlatego starała się jak mogła, żeby jakoś im pomóc z zewnątrz.
Uspokajający ją Aaron raczej na niwiele się zdał, biorąc pod uwagę to, że po kilku chwilach rozległ się alarm i... głosy chłopaków już nie były takie spokojne.
Czuła się nieco bezużytecznie, jedyne co mogąc zrobić to szukać jakieś klapy w ziemi, ale przynajmniej to jej wyszło.
- Ronnie, ta klapa o którą pytałeś... wszystko wskazuje na to, że wychodzi na zewnątrz. Dajcie znać, jeśli będziecie chcieli jej użyć, podjadę autem bliżej - powiedziała, bo to właśnie miała zamiar zrobić w dalszej kolejności. Skoro znajdowała się tam wyjeżdżona droga, to mogła polecieć raniuszkiem wzdłuż niej i wiedzieć, gdzie znajduje się do niej dojazd. Następnie tam właśnie pojechać, żeby móc ich szybciej stamtąd ewakuować.
Szczerze powiedziawszy nie sprawdziła dokładnie, jak samochód był wyposażony, ale gdyby była tam metalowa linka z hakiem na kołowrotku, jak to często bywa w przypadku aut terenowych, albo może jakiś łańcuch czy metalowa lina, pewnie gdyby zaszła taka potrzeba, postanowiłaby użyć jej do otwarcia bramy. Auto miała mocne, wystarczyło jedynie z tego skorzystać.
Na razie jednak podążała raniuszkiem wyjeżdżoną drogą, żeby znaleźć do niej wjazd, który mogłaby wykorzystać.ronnie henderson - 2018-05-13, 21:19 - W takim razie lepiej będzie jak pójdziesz z nami. - rzucił do ciemnowłosej dziewczyny. Zanim doszło do opisanych wyżej wypadków. Nie musiała mu ufać na słowo. Nawet nie miała ku temu żadnych podstaw, bo przecież dopiero zaraz miała zobaczyć jak Bartowski kieruje w ich stronę ogień. Nie mieli jednak czasu na tłumaczenie swoich pobudek, czy tego po co tutaj przyszli. Albo mogła im zaufać i iść z nimi albo zostać. Trochę żałował tego, że agent dogs nie okazał się głupszy i nie dał się sprowokować do krótkiej wymiany zdań, bo liczył, że sprzeda im tym trochę czasu. Niestety, ale zdecydował się jednak zostać bohaterem swojej organizacji i nacisnął przycisk pieprzonego alarmu. A niech płomienie Bartowskiego go pochłoną.
Ronnie w odpowiedzi na komendę Bartowskiego wycofał się w kierunku celi. - Bądź gotowa, Fay,. Idę otwierać celę, ale zrobiło się gorąco. Obserwuj blok X i to kiedy nadejdą posiłki.
Teraz nadszedł czas na magię. Ciężko było skupić uwagę na kilku obiektach, jednak wszystko przecież było rozdrobnione. Wszystko składało się z malutkich elementów. Niedostrzegalnych. Nie był fizykiem. Nigdy nie potrafił określić tego jak to się działo. Nie potrafił opisać tego naukowo, ale potrafił to wyczuć. Poruszyć tym, wprawić w wibrację, aż w końcu to się po prostu działo. Otwarcia drzwi zadygotały, by przy dobrych wiatrach za moment z hukiem otworzyć się.
Leon natomiast ruszył w stronę Bartowskiego, aby pozbyć się swoją mocą agenta dogs z korytarza.Shivali Nyberg - 2018-05-13, 21:46 Shivali nie miała najmniejszego pojęcia co powinna zrobić. Z jednej strony czuła, że powinna tu zostać, przynajmniej dopóki ci wszyscy mężczyźni nie przestaną w siebie celować i grozić sobie śmiercią, z drugiej strony Paul wyraźnie powiedział jej co powinna robić, a przecież mu ufała, a za to z trzeciej strony... Grupa uzbrojonych mężczyzn mówiła jej, że powinna z nimi iść i może Shivali bywała czasami odważna i brawurowa, to nie była aż tak głupia. O ile na marszu była bezpieczna, to teraz nie, o czym boleśnie przekonała się już po kilku sekundach.
Kula ognia, Tamten mężczyzna, którego chyba już widziała na marszu rzucił kulą ognia prosto w nią. Shivali przez jakiś ułamek sekundy była odrobinę zbyt przerażona samą tą wizją, żeby zrobić cokolwiek, dopiero potem padła na ziemię, równocześnie pociągając za sobą Paula. O Boże. Nie paliła się, prawda? Na wszelki wypadek sprawdziła czy jej ubrania ani włosy się nie palą. O Boże, miała wrażenie że znowu słyszy w głowie te krzyki. Nie, wszystko było w porządku, musiała być spokojna. To była tylko mała, niegroźna kula ognia. Nic takiego, nic czego nie można było szybko zgasić. Na niewiele to się zdało, bo chyba właśnie przeżywała jakiś mikro zawał i atak paniki w jednym, co mogli odczuć wszyscy, którzy mieli z nią jakąkolwiek więź.
I wiecie co? Ona stanowczo miała dość. Na kule ognia się nie pisała. I o ile faktycznie nie stanęła w płomieniach i nie turlała się w panice po ziemi próbując je jakoś ugasić, rzuciła się do klapy. Miałaby w jakikolwiek sposób zaufać ludziom, którzy właśnie próbowali ją zabić? Nie, podziękuje.Mistrz Gry - 2018-05-13, 23:35 Wszystko toczyło się szybko. Może nawet za szybko? Aaron nie czekał na odpowiedź – w mgnieniu oka wyciągnął zapalniczkę ze swojej kieszeni i posłał sporą kulę ognia w kierunku biednego Paula i Shivali. Gdyby tylko wiedział, ile Jenkins wkładał energii w pomoc ludziom jego pokroju... Może zachowałby się inaczej? Teraz jednak było za późno na jakiekolwiek analizy, bo mężczyzna wyrwał przed siebie – prawdopodobnie robiąc z siebie żywy taran, mający oddzielić wszelkich agentów D.O.G.S. Od jego towarzyszy. Przemawiała przez niego brawura, i to z olbrzymią pewnością.
Ronnie wykorzystał tą okazję – nie miał wątpliwości, że nikt mu nie przeszkodzi w uwalnianiu mutantów z cel. Skupił więc całą swoją energię na najbliższych zamkach, mechanizmach elektrycznych, które je kontrolowały, i... Zapewne zdziwił się, gdy wszystkie ugięły się pod jego mocą, jeden po drugim uwalniając niewielkie wybuchy i otwierając kolejne przejścia. Niestety, na nieszczęście naszych bohaterów, żaden z uwolnionych mutantów nie miał na sobie obroży – oznaczało to, że wszyscy byli faszerowani mutazyną i nie będą w stanie inaczej pomóc, niż swoimi gołymi rękoma. Czy jednak odważą się ruszyć za naszą rebelią? Czy jednak postanowią zostać w swojej bezpiecznej oazie, gdzie mieli zapewnione posiłki i względnie wygodne łóżka, za cenę swej wolności?
Przemowa Shivali widać nie dała żadnych rezultatów, bowiem kula ognia mknęła w jej kierunku. Kobieta pociągnęła za sobą swego bohatera z ostatniego tygodnia, który nie traktował jej jak kryminalistki, a zwykłego człowieka. Miała przy tym napad paniki, jednak nie przeszkodziło jej to w powstaniu na nogi i ruszeniu ku tajemniczej klapie – zgodnie z poleceniem mężczyzny. Odchyliła drzwiczki i zgrabnym ruchem przeskoczyła ku ciemności, zapewne kucając przy samym wejściu, nim ruszyła pędem przed siebie. Czy odważy się rozejrzeć po pomieszczeniu, nim skieruje swe kroki ku względnej wolności?
Jenkins nie miał tyle szczęścia, co jego towarzyszka, bowiem cały atak skupił się właśnie na nim. Nim jednak hinduska pociągnęła go ku tyłowi, zdołał wcisnąć przycisk budzący alarm w całym kompleksie. Nieprzyjemna syrena rozniosła się po całym terenie, budząc wszelkie uśpione jednostki i podnosząc na sztywne nogi osoby czuwające. Jego broń wystrzeliła dwukrotnie, niemal bez zastanowienia, gdy tylko szarpnięcie pociągnęło mężczyznę ku ziemi. Jeden z pocisków bez wątpienia mknął ku Aaronowi, podczas gdy drugi odbił się od jednej ze ścian. Mutant ma jednak szansę na uniknięcie postrzału. Chris wiedział już, że nie ma sensu dłużej udawać jedynie obserwatora – to była kwestia kilku chwil, nim wszelkie przejścia zaczną się zamykać, odcinając terrorystów od wszelkich dróg ucieczki.
Leon jako jedyny szedł tuż za Bartowskim, dotrzymując mu nie tylko towarzystwa, ale również wspierając go swoją mocą. Miał na celu odsunięcie od nich tego nieszczęsnego człowieczka, co to właśnie wpakował ich w kłopoty, jednak widać rany po marszu, jak i dodatkowy ból spowodowany ostatnimi niepowodzeniami, bardzo wpłynął na jego skupienie – zamiast porywistego huraganu, osoby w korytarzy mogły odczuć przyjemny, chłodny wietrzyk, niosący się w ich kierunku.
Z zewnątrz sytuacja jednak wcale nie malowała się bardziej kolorowo – Fay zniżyła swój lot na tyle, że widziała już nie tylko ścieżkę, ale i bramę w pagórku. Bez większych problemów mogła stwierdzić, że nie zdoła jej otworzyć za pomocą żadnej linki – przejście było w pełni zmechanizowane. Może jednak zdoła otworzyć je za pomocą komputera? Potrzebuje jednak na to czasu, którego z pewnością nie będzie miała, jeśli posłucha słów Hendersona i zacznie ponownie patrolować plac nad kompleksem... Z dobrych nowin jednak – bez problemu jest w stanie odkryć drogę prowadzącą wprost do tajemniczego garażu. Co zatem zrobi kobieta?
_______________________________________
• Na odpisy macie czas do godziny 22:00, 14.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Warunkiem do odpisu MG jest udział ponad połowy użytkowników w danej turze – w innym wypadku odpis przekładany jest o kolejne 12 lub 24 godziny.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.
• Utrata opanowania: Shivali i Leon (K10)
Statystyki:
Ukryj:
Numer porządkowy: 1
Dane:Aaron Bartowski Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 95%
Opanowanie: 92%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3]
Paul Jenkins - 2018-05-14, 18:39 Mógł się tego spodziewać, nie? Mógł się spodziewać, że grupka terrorystów nie będzie zbyt szczęśliwa tym całym wciśnięciem alarmu. Ale robił to co powinien. Mężczyźni byli agresywni i z całą pewnością nie mieli pokojowych zamiarów, co było widać w posturze władającego ogniem Aarona. Być może i chciał zrobić krzywdę jemu, jako że był pieprzonym agentem DOGS, ale u licha.. dlaczego chciał skrzywdzić kogoś ze swojego gatunku? I jeśli Paul miał wcześniej jakiekolwiek obiekcje, teraz się ich całkowicie wyzbył.
Jenkins pod wpływem impulsu oddał dwa strzały w kierunku Bartowskiego, by niemal w tym samym momencie poczuć jak Shivali pociąga go za ramię, ale nie miał zamiaru się przed tym opierać. Razem z dziewczyną upadł na ziemię, jednocześnie dbając o to, by nie wypuścić z rąk pistoletu, ani tym bardziej nie spuścić wroga z zasięgu wzroku. Musiał sobie jakoś poradzić do czasu, aż nie włączy się ten pieprzony czujnik dymu i woda z sufitu nie zacznie gasić ognia, aż nie zaczną zamykać się wszystkie drzwi, a także aż nie pojawi się wsparcie. Wychodził z gorszych opresji, to było do zrobienia. Chociaż nie obejrzał się za siebie, słyszał, że Shivali ucieka do garażu. I w tym momencie miał ogromną nadzieję, że już nigdy więcej jej nie zobaczy. Bo to będzie znaczyło, że udało jej się uciec, i że jest bezpieczna.
I jeśli Aaron zdołał zrobić unik, Paul posłał w kierunku Bartowskiego kolejne mutazynowe naboje. Jeśli jednak Aaron oberwał strzałką, Jenkins wykorzystał tę sytuację, by podnieść się z podłogi i pewnym ruchem strzelić w Leona.Christian Wilson - 2018-05-14, 19:58 Przystanąłem na chwilę słysząc tak dobrze znany mi głos. W głowie pojawiło się nurtujące pytanie czemu to musiał być akurat on. Bowiem znał Aarona nie od dzisiaj, ale nie miałem zamiaru z tego powodu zapominać, że jestem pieprzonym psem. Wybór miałem prosty on albo moja siostra. Przynajmniej tak miałem powiedziane i skoro Paul włączył alarm to zaraz pojawią się tutaj inny. Chociaż w duchu modliłem się o to by Aaron zrezygnował ze swojej ,,misji" i spieprzył. Nie mogłem udać, że nie słysze jego głosów, że nie wiem o wtargnięciu dlatego szedłem z tych schodów. Bo nie mogłem pozwolić mu atakować moich współpracowników. Chociaż nie za wszystkimi przepadałem tak więc odkręciłem butelkę z wodą, bo też potrzebowałem budulca do swojej mocy. Niestety tutaj nie miałem zbyt dużej ilość wilgotność, ale była też nadzieję, że za chwilę uruchomią się zraszacze. Na razie wykorzystałem wodę z butelki by skierować ją w osobę, której tak na prawdę nie chciałem krzywdzić. Ziomka z którym dobrze mi się ćwiczyło, ale praca to praca. Byłem na warcie i musiałem ich powstrzymać. Zamierzałem za pomocą tej wody stworzyć coś co unieruchomi Bartowskiego. Przeczepi do ziemi, albo cokolwiek byle tylko nie zaatakował Paula. Jakoś nie zależało mi na nim jako osobie, ale był dowódcą miał wyższą rangę. Więc mus to mus... a po za tym był ojcem Chris, a jego córkę to akurat lubię. Nie uśmiecha mi się dostać od dziewczyny po głowie jak coś się stanie jej ojcu na mojej warcie.Fay Murphy - 2018-05-14, 20:59 Musiała sobie wszystko poukładać w głowie. Okej, miała oko na wyjście, dalej była droga, którą była w stanie do niego dojechać, powiedzmy w minutę albo dwie, więc musiała być przygotowana na to, by w odpowiedniej chwili odpalić samochód i pokonać tą niedługą trasę. Zrobiłaby to już teraz, ale bardzo chciała maksymalnie wykorzystać możliwości raniuszka, bez przerwania połączenia.
Przyjęła do wiadomości to, co powiedział jej Ronnie i znając już drogę do przejścia, zawróciła by ponownie skierować się nad obiekt, chcąc obserwować to, co się dzieje, praktycznie w tej samej chwili, gdy Henderson wydał jej polecenie. Alarm był już włączony od jakiegoś czasu, więc to pewnie kwestia sekund, kiedy na terenie nad blokiem x zrobi się gorąco. Miała tylko nadzieję, że uda jej się bardziej pomóc zanim będzie musiała na chwilę przerwać używanie mocy, bo... już teraz była nieco zmęczona, czuła ile energii kosztowały ją te działania, jednak wciąż jeszcze mogła coś z siebie wykrzesać.
Jednocześnie cały czas miała na linii Rogera, więc szybko zamieniła z nim kilka słów, żeby poprosić go o przyjrzenie się drzwiom od przejścia i próbę ich otworzenia.ronnie henderson - 2018-05-14, 21:26 Niestety szczęście im dzisiaj nie dopisało. Cały ten plan zakrawało o szaleństwo od samego początku, ale liczył, że chociaż w jakimś stopniu uda im się odnieść sukces. Nie zamierzali przecież zniszczyć całego ośrodka, nie mieli w zamiarze w jedną noc obalić rządu. Udało im się zajść dość daleko i naprawdę mogło im się udać zdziałać coś więcej, gdyby nie ten pieprzony alarm. Udało mu się rozbroić drzwi, a nawet wymyślił całkiem niezłe hasło, nawiązujące do ucieczki z oków rządu, aby poinformować mutantów o tym, że ktoś po nich przyszedł. Niestety, świadomy tego że zaraz pewnie zaroi się tam od agentów dogs, a oni mieli w tym momencie tylko jedną drogę ucieczki. Liczył, że mutanci, którzy wydostaną się z cel w jakikolwiek sposób będą w stanie mu pomóc. Chociażby tym, że znali lepiej rozkład budynku, będą wiedzieli skąd może nadejść oddział. Rzucił się więc w kierunku swoich kumpli i widząc, że agent dogs zamierza wymierzyć w jego kompanów, skierował dłonie w stronie Jenkinsa, aby broń w jego rozpadła się na kawałeczki.
Leon natomiast jako, że nie przyłożył się do ostatniego swojego ruchu postanowił zrobić coś mniej inwazyjnego, mianowicie spróbował zatrzymać powietrze w płucach Jenkinsa by unieszkodliwić go i tym samym dać czas swoim kompanom, by dobiegli do klapy.Shivali Nyberg - 2018-05-15, 21:10 Shivali w zasadzie nie miała najmniejszego pojęcia co robiła ani dokąd uciekała. Nie miała pojęcia gdzie była, jak wrócić do swojego mieszkania i czy w ogóle mogła tam wrócić, a przecież koniec końców to DOGS mieli odesłać ją do domu, do Szwecji. Shiv wiedziała jedno - nie miała zamiaru zostawać tam ani sekundy dłużej, nie kiedy miało to się wiązać z podpaleniem jej. Ciarki ją przeszły na samą myśl. Nie, ona tam nie wracała, nie ważne co to miało oznaczać i jakie kłopoty miała na siebie ściągnąć.
Nie miała pojęcia gdzie była, właściwie nic nie widziała - zabrała się za szukanie włącznika światła. Starała się nie zwracać uwagi na odgłosy walki, ale to było trudniejsze niż myślała, zwłaszcza, że zostawiła tam Paula, a ci ludzie próbowali go zwyczajnie zabić. Czuła się jak zwykły tchórz, ale czy w ogóle mogła tam w jakikolwiek sposób pomóc? Ona nie walczyła, a próby złagodzenia sytuacji na nic się nie przydały. Jedyne co mogła zrobić to przeć do przodu i mieć nadzieję, że wszystko będzie w porządku. I że będzie trzy budynki dalej kiedy w końcu tamten mężczyzna rozpęta tutaj pożar. Musiała znaleźć wyjście i to jak najszybciej.Aaron Bartowski - 2018-05-15, 21:53 Życie bywa totalnie przewrotne. Czasami przesypiamy się z przyjaciółkami swoich dziewczyn, po czym stwierdzamy, że je serio kochamy, a czasami strzelają do nas… I to z mutazyny, o czym niekoniecznie mogłem wiedzieć, kiedy to ciskałeś w ludzi kulami ognia. Pewnie miałbym ją po kontrolą by ich nie spopieliło, gdyby nie zdążyli paść na ziemię, ale usłyszałem wystrzały, więc zareagowałem odruchowo. Nie wiem, w którą stronę się rzuciłem, ale na pewno w taką, w którą instynkt mi podpowiadał, by uskoczyć. Tak, mogłem właśnie zginąć, gdyby kula wbiła się w odpowiednim ku temu miejscu, aczkolwiek jakoś to do mnie nie docierało, bo byłem ja i był mój przeciwnik, do którego zaraz dołączył kolejny…
Zaskoczyło mnie to. Cholera, kumplowałem się z jebanym kundlem i nawet tego nie wyczułem, sam również nic nie wspominał, nie chwalił się, jak to mieli w zwyczaju niektórzy robić. Niektórzy klienci byli cholernie wkurwiającymi dupkami, ale Chris nie. Pewnie dlatego przez chwilę stałem zaskoczony, próbując zebrać myśli, ale kiedy zaczął coś kombinować, wrodzony instynkt kazał mi się przygotować i nie odstawiać dalej jakiejś pannicy z wielkimi gałami.
Nie wiem, co miało mnie zalać, jaka moc, ani w jaki sposób, ale czekałem, odpaliwszy zapalniczkę. Cóż, chyba musiałem w tej chwili być niezwykle szybki i przede wszystkim kreatywny. Heh. Zapewne nie spodziewałem się tego, co miało nastąpić…Mistrz Gry - 2018-05-15, 22:44 Rzuty:
Robiło się gorąco. Naprawdę gorąco. I to bynajmniej za sprawą Inferno. Murphy nie traciła czasu – pewnie głównie dlatego, że wiedziała, iż jej raniuszek już długo nie zdoła z nią utrzymać kontaktu. Dziewczyna miała świadomość, że musi zachować w pełni sprawny umysł i nie może ryzykować kolejnym bólem głowy, jeśli chce wyprowadzić naszych drogich uciekinierów z dala od tego miejsca. Nim jednak zdecydowała się na uwolnienie zwierzęcia spod swej władzy, wzleciała ponownie ku niebu, szybując nad ośrodkiem i sprawdzając, jak zmienia się ich sytuacja. Na nieszczęście jej sojuszników – widziała już oddział (8) zbliżający się do labolatoriów. Nie było żadnych wątpliwości, że potrzebowali tylko kilku chwil, by przedostać się do bloku X – który w przeciwieństwie do naszych bohaterów – tak dobrze znali.
Wieści w telefonie kobiety również nie były najlepsze. Dowiedziała się bowiem, że w normalnych okolicznościach otworzenie bramy byłoby możliwe przez wprowadzenie jednej modyfikacji w elektrycznym zamku. W trakcie alarmu jednak otwieranie drzwi odbywa się dwuetapowo – zarówno od zewnątrz, jak i wewnątrz. Czyżby tak wyglądały zabezpieczenia w chronionym ośrodku? By móc wykonać swoją, zewnętrzną część i tak Fay musi się przetransportować w okolice bramy.
W nie mniejszych tarapatach znalazła się również nasza hinduska, która po trafieniu w ciemne pomieszczenie za klapą była w stanie dostrzec trzy słabe źródła światła. Dwa z nich z pewnością były włącznikami lamp – jedno znajdywało się tuż przy tajemniczej klapie, drugie – na końcu pomieszczenia. Przy tym drugim włączniku znajdywało się coś, co przypominało niemal wygaszony ekran. Z tej odległości jednak dziewczyna nie była w stanie rozpoznać ani tekstu, który na nim widniał. Pannie Nyberg nie pozostało więc nic innego, jak wyciągnąć dłoń ku przełącznikowi, który znajdywał się najbliżej niej, by po krótkiej sekundzie pomieszczenie rozbłysło chłodnym światłem, uświadamiając dwudziestoczterolatce, gdzie też się znalazła – była w chłodni. Przed sobą widziała bramę wjazdową, a na swoje lewo jak i na prawo widziała te paskudne ściany z szufladami, gdzie z pewnością trzymano zwłoki.
Zaraz.
Zwłoki?
Czy to oznacza, że zarówno ciało postrzelonej blondynki jak i biednej Lizzy może tu być? I czy ta świadomość nie wprowadzi kobiety w atak paniki?
Sytuacja na korytarzu również nie wydawała się uspokajać. Poprzedni pocisk Paula przeleciał zaledwie 2 centymetry nad głową Bartowskiego, gdy ten zrobił zgrabny unik, wychylając się zza swojej wygasającej już kuli ognia. Niestety, czego mężczyzna nie był w stanie przewidzieć – dym i ciepłe powietrze wznoszące się ku czujnikom spowodowały otworzenie się zraszaczy – wszyscy na korytarzu zaczynają moknąć, a kolejne użycia mocy przez Aarona mogą nie być tak skuteczne.
Jenkins jednak się tym nie zniechęcił i próbował skierować kolejny strzał w stronę władcy płomieni. Prawdopodobnie bardzo mu pomógł fakt, że były trener bractwa dość mocno się rozkojarzył widząc w oddali sylwetkę kogoś tak sobie znanego i to właśnie na nim skupił swój wzrok. Kula trafiła go w bok, a po jego organizmie zaczęła roznosić się mutazyna, powoli hamując u niego działanie aktywowanego genu X.
Nim jednak mężczyzna całkowicie utracił swoją moc na co najmniej najbliższe kilka godzin, zdołał odparować atak swojego przyjaciela w szeregach Departamentu, topiąc każdą drobinkę lodu powstałą pod jego nogami. Jak jednak będzie sobie dalej radził, jeśli to, na czym do tej pory polegał jego wybuchowy temperament, właśnie zostało uśpione?
Co do samego Spiveya – być może właśnie emocje związane z widokiem kogoś tak mu bliskiego spowodowały, że nie tylko nie dał z siebie wszystkiego, lecz jeszcze potknął się na ostatnim stopniu, wylewając tą butelkę wody? Może właśnie dlatego jego lód był za słaby, by choćby przez ułamek sekundy zatrzymać 28-latka?
Mimo wszystko jednak miał szczęście, bo woda ze zraszaczy z pewnością jeszcze mu się przyda.
Nie zapominajmy jednak o drogim Leonie, który widząc całą zaistniałą sytuację i próbującego mozolnie się podnieść Jenkinsa, postanowił popisać się swymi umiejętnościami. Wyciągnął przed siebie dłonie, próbując zmanipulować powietrzem wokół Paula, lecz niestety – nie zdołał mężczyzny poddusić w żaden znany sobie sposób – dał jednak radę rozwiać mokrą już krzywkę szatyna, wprawiając wszystkich w nastrój niczym z reklamy. Kto wie? Może jednak shauma powinna podpisać ten kontrakt z D.O.G.S., skoro tak wspaniale się prezentowali w takich sytuacjach?
Ronnie, nim dołączył do swych towarzyszy wygłosił krótką przemowę przed uwolnionymi mutantami a niańczenie ich pozostawił Andyemu, którego z pewnością to wszystko przerosło – został bowiem z rozłożonymi dłońmi i otwartymi ustami przed obiektami badawczymi Departamentu. Trójka z mutantów pozbawionych mocy wygrzebała się ze swoich celi, stając za Darkiem, podczas gdy ostatni z nich schował się pod swoją pryczą, czekając, aż to wszystko się skończy...
Henderson nie marnował jednak żadnej chwili i gdy tylko zauważył rozwianą czuprynę Jenkinsa, skierował ku niemu swoje dłonie, próbując pozbawić go broni. Trzeba przyznać, wyszło mu to całkiem sprawnie, bowiem nie minęło kilka sekund, gdy jedna z części pistoletu zaczęła wibrować i nim Paul zdołał na to jakkolwiek zareagować – ta wybuchła, roztrzaskując się na kawałki. Również ręka mężczyzny na tym nieco ucierpiała i z pewnością przez najbliższe kilka dni będzie mu towarzyszyć uczucie bólu.
_______________________________________
• Na odpisy macie czas do godziny 22:00, 16.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Warunkiem do odpisu MG jest udział ponad połowy użytkowników w danej turze – w innym wypadku odpis przekładany jest o kolejne 12 lub 24 godziny.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.
• Utrata żywotności: Aaron, Paul (K10)
Statystyki:
Ukryj:
Numer porządkowy: 1
Dane:Aaron Bartowski Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 85%
Opanowanie: 92%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3]
Aaron Bartowski - 2018-05-16, 00:26 Nabierałem większej pewności siebie, bo nie szło znowu tak źle. Może włączyłem zraszacze, ale odparłem całkiem sprawnie atak Christiana i omijałem kule niczym cholernie szybkie mutanty… do czasu, póki nie oberwałem jedną z nich.
Znacie to uczucie, kiedy łykacie cholernie mocny alkohol? Ten niemalże wyżera wam wnętrzności, bo to taki ogień, kurwa, jest w trzewiach żywy? Oberwanie kulką jest chyba porównywalne, jeśli nie liczyć opatrywania i gojenia, zaś oberwanie kulką z mutazyną… O to powinienem zapytać wcześniej pewnie samej Sam, gdybym tylko wiedział, jakie ona ma problemy alkoholowe…, o ile już tego nie wiedziałem, bo sam również je zaczynałem mieć. (Nie) ave, papa! Jebane uzależnienia.
Ból zamroczył mnie na moment, ale adrenalina z darmowym prysznicem szybko przywróciła do żywych. Spojrzałem przelotnie na dłoń, którą odruchowo przyłożyłem do rany, a zaraz później na nią samą. Chyba miałem przeżyć, ale gorzej, bo to coś pozbawiło mnie mocy. Zorientowałem się o tym dopiero wtedy, kiedy w końcu odpaliłem zapalniczkę. Z początku słabo czułem płomień, jak nigdy, a później kompletnie straciłem z nim kontakt. Chuj. I tak trzymanie ognia w tych warunkach wymagałoby ode mnie większej ilości skupienia i mocy, więc jebnąłem zapalniczką w Spiveya, a jako że Paulem najwyraźniej zajął się Ronnie… Sprawa była jasna.
- POSPIESZCIE SI?! – krzyknąłem do chłopaków, przekrzykując alarm i zraszacze. Myślę, że w sumie wiedzieli, że czas naglił, dlatego też nie sprawdzałem, czy przyspieszają swoje kroki.
Skupiłem się już na Christianie, bo był cholerną Elsą z Krainy Lodu. Musiałem go czymś zająć, by nie jebał w nas lodem czy co to tam sobie było. Cholera, on w ogóle nie powinien mieć mocy! Nie powinien być przede wszystkim D.O.G.S.’em. Miałem go za spoko ziomka, a wcale takim nie był, skoro był jednym z nich. Dlatego też ruszyłem w jego kierunku na tyle, na ile pozwalała mi rana i mokra podłoga, gdyż zamierzałem na niego wpaść i po raz kolejny pozbawić równowagi. A potem okładać. Jak na boksie. Ciekawe, może nawet ćwiczyliśmy razem boks wcześniej? Tylko że tym razem już nie byliśmy dla siebie przyjaciółmi, co sam pierwszy zaznaczył, nie mieliśmy przestrzegać jakichkolwiek zasad i przede wszystkim miałem przy sobie nóż, który zamierzałem wyciągnąć.
- Jebany psie – warknąłem pewnie gdzieś pomiędzy, o ile w ogóle dojdzie do starcia i nie skończę jako kostka lody albo inny Olaf.