To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

downtown seattle - Główna ulica

Sahir Allison - 2018-03-03, 23:08

To był jeden z tych dobrych dni. Nikogo to w sumie nie obchodziło, bo dzień jak dzień - wstajesz prawą czy lewą nogą, zawsze może być lepszy, jeśli tylko kto będzie w stanie sprawić, że się uśmiechniesz. To miał być jeden z tych dobrych dni. Zapowiadanych od jakiegoś czasu, grzmiących w prasie, radiu i telewizji, pyszniący się na plakatach i w internecie, wykorzystujący wszystkie media przekazu, żeby uświadomić ludziom, że to dzisiaj mutanci, całkowicie bezkompromisowo, zawalczą o swoje prawa. Walka bez przelewu krwi - słyszeliście o takiej bajce? Marzyła o niej Królewna Śnieżka uciekając do siedmiu krasnoludków, która wolała się oddać im wszystkim niż żyć ze swoją macochą, śniła o niej Śpiąca Królewna, której uparcie nie chcieli odłączyć od aparatury podtrzymującej życie, a sama nie mogła wybudzić się ze śpiączki i w końcu myśleli o niej całkiem normalni ludzie - wiecie, tacy jak Ty czy Ja. Jeśli za normalnego człowieka uznasz rzecz jasna tamtego typka, który pstryknięciem palców wysadza wszystko w kosmos albo tamtą laseczkę, która przemagluje ci wspomnienia tak, że uwierzysz, że to ona jest teraz prezydentem, a tak poza tym to Sauron właśnie buduje wieżę w USA. Całkiem normalni. Sahir nie był aż takim ignorantem, żeby ten dzień przegapić - ale był na tyle dużym ignorantem, żeby nie śpieszyć się na ten pochód. Nie dostał rankiem żadnych poleceń, nie było żadnego wymeldowania - więc siedział. Siedział i spoglądał na ekran telewizora, stukając dwoma nieśmiertelnikami o siebie wzajem w ciszy pomieszczenia, która była mu bardzo na rękę. Bardzo pozytywnie-ciepła, w zupełnym przeciwieństwie do odczucia, którym napawali wszyscy inni, kiedy zbiegali się do koszar i zaczynali hałasować, w ten niepozytywnie-zimny sposób. Głos telewizora był wyciszony, tylko ekran pokazywał młodą blondynkę, która właśnie pewnie zapowiadała, że zaraz będą nadawali prosto z pochodu… albo mówiła, że nigdy nie będą nadawali, bo zabroniono go filmować? Gdyby potrafił lepiej czytać z ruchu warg, albo gdyby podgłośnił dźwięk to by się dowiedział. Lub gdyby w ogóle bardziej się skupił na tym, na co patrzył, a nie wpatrywał w to bez najmniejszej refleksji. Taka twarz nieskażona inteligencją. Za to skażona czymś nie do końca przyjemnym i przyciągającym.
Telefon w jego kieszeni wydarł się i zawibrował, dając znać o nadejściu wiadomości.
Dwa razy nie trzeba było mu powtarzać. Czy raczej: dwa razy nie trzeba było wysyłać tego samego SMSa.
Czarnowłosy złapał za swoją kurtkę, którą narzucił na ramiona, wsunął nieśmiertelniki na szyję, złapał za Colta M1911, sprawdził magazynek, zabezpieczył, wsunął go za pas na plecach i wsunął nóż w cholewę buta, szybkim sprężystym krokiem udając się do garaży, skąd wziął pierwszy lepszy wolny samochód i pojechał do Downtown. Nie łudził się, że wjedzie na samą główną ulicę, na pewno była odpowiednio obstawiona, zabezpieczona, zresztą nie zamierzał się pchać tam, gdzie były korki. Zaparkował samochód w miejscu najbardziej strategicznym, albo przynajmniej takim, które najbardziej bliskie sceny się wydawało i jednocześnie takim, do którego dojechanie nie zajmie zbyt wiele czasu. Zgasił silnik, wysiadł, zamknął samochód. Kluczyki do kieszeni. Do tej drugiej kieszeni, gdzie nie było podstawowych dokumentów. Zerknął na mapę na telefonie, żeby upewnić się, gdzie aktualnie się znajduje i ruszył na ulicę główną, po drodze wysyłając SMS’a zwrotnego informując, że jest już na miejscu i prosi o dokładniejszą lokalizację celu. Nie trzeba było czekać długo na atrakcje. Panikujący tłum, zdawało się, że samo niebo trzaskało tu błyskawicami i karało wszystko i wszystkich, którzy wyrastali ponad normę i zechcieli przez moment sięgnąć samego Królestwa Niebieskiego, podczas gdy przykazano im od samego początku ciężko stąpać po globie. Szedł od południa (o ile dół mapy był południem - jeśli nie to po prostu ulicą od dołu mapy), dość szybko, trzymając się ściany, żeby tłum, z którego dochodziły teraz krzyki, nie stratował go przy ewentualnym nawrocie. Nie bardzo wiedział, co się dzieje, ale nie musiał tego wiedzieć.
Wiedział, że tutaj walczono o wolność.
Walka bez przelewu krwi - słyszeliście kiedyś taką bajeczkę?
Przede wszystkim Sahir rozglądał się za swoim celem, ale namierzenie go wydawało się wręcz awykonalne. Za dużo wszędzie było ludzi, a on nie zamierzał się teraz wpychać w to pogorzelisko. W razie otrzymania lokalizacji swojego celu zamierzał się udać właśnie tam. Tam. Albo właśnie tu? Wszystko przesiąknięte było wonią ludzkiego strachu i adrenaliny. Nie trzeba było mieć zmutowanych zdolności odbierania bodźców z otoczenia, ani super czułego nosa, nie trzeba nawet czytać w myślach innych czy być mistrzem analizy. Tłum unosił nad sobą opary szaleństwa, całkiem seksi.
Całkiem okej.

Seth Ambrose - 2018-03-03, 23:28

Nagle Seth został wyrwany z dobrze zapowiadającej się rozmowy brutalnym hałasem dobiegającym dosłownie tuż za sceny. W międzyczasie Zośka piszczała w jego stronę tak, jak gdyby zobaczyła piękną kieckę na dobrej promocji. Mężczyzna natychmiastowo zerwał się ze swojego krzesła, po czym rzucił okiem na podgląd z dronów zrzucony na ekrany kilkudziesięciocalowe. Na scenie mógł dostrzec ciała, zaś nieopodal scenerii stała mała dziewczynka. To ona musiała okazać się nowym mutantem. I niech ktoś powie, że te wybryki natury nie są złe i nikomu nie szkodzą! Niech ktoś to powie, to osobiście zetknie się z pięścią naszego bohatera. Ten pomimo kryzysowej sytuacji nie zamierzał wysłać w teren swej asystentki. Czuł, że nie nadaje się ona do tego. Zośka nie dawała rady w nawiązaniu prostego dialogu, a co dopiero w terenie, gdzie trzeba szybko działać i na ulicach przelewa się krew wraz z domieszką agresji i bezradności. Ambrose ruszył w kierunku swojej zbroi. Zaczął ją zakładać i w międzyczasie mówił ostrym tonem do kobiety.
- Zośka masz tutaj zostać i to jest rozkaz, a nie pieprzona prośba. Mam dla ciebie ważne zadanie. I tutaj nie chodzi o moją chorą ambicję dotyczącą łapania mutantów bo ich nie cierpię! Musimy złapać tą małą dziewuchę i zamknąć ją w tej klatce, czy też celi, gdzie jej moc zostanie wyhamowana. Już są ofiary, a to dopiero początek. Jest niestabilna. - powiedział dopinając górną część swojego nowego umundurowania. Następnie kontunuował.
- Po pierwsze nadaj przez krótkofalówkę do tej policjantki by nie puszczała z oka tej młodej i niech jej ludzie ogarną ewakuację. Po drugie to już będzie twoja szansa na wykazanie się. Wypuść nasze maszynki (takie jakby kleszcze, jak w serialu) i przy nadzoruj by te pochwyciły mutantkę i inne osoby próbujące jej pomóc. Niewątpliwie inni mutanci zdemaskują się i będą chcieli jej pomóc. Ja zaś wyruszam w teren. Spisz się, bo inaczej nie będzie wesoło jak wrócę - oznajmił, po czym po sprawdzeniu pancerza wyszedł z ciężarówki D.O.G.S. Nie powiedział swojej asystentce, że może w każdej chwili sam przy pomocy wbudowanego przycisku kontrolować fikuśne kleszcze, bądź pajączki jak kto woli. Czuł, że Zośka może spanikować bądź po prostu zdradzi Go i odmówi wykonania zadania. Dodatkowo jego tajna broń powinna się zjawić lada chwila więc powinno być mu tutaj raźniej. Warto wspomnieć, iż Seth oprócz dizajnerskiego wyglądu popiera się funkcjonalnością. Zbroja znacząco wzmacnia jego wytrzymałość. Jest zbudowana ze stopu, który potrafi znieść skrajne warunki. Dodatkowo posiada broń, która ma pociski paraliżująco-usypiające. Nie wkroczył on jednak do akcji. Podszedł jedynie jak najbliżej sceny, po czym czekał na swoje cudeńka.

Cassandra Gardner - 2018-03-03, 23:48

W normalnych - no, przynajmniej dla Cassandry - okolicznościach aktualnie rozgrywające się sceny prawdopodobnie nie wywarłyby na Cass większego wrażenia. Widziała je w końcu tyle razy, za każdym wychodząc praktycznie bez większego szwanku, że nie było najmniejszego sensu zliczania podobnych sytuacji... Ani tym bardziej zamierania w kompletnym szoku czy, co gorsza, poddawania się jakiejkolwiek panice. Wystarczająco wielu ludzi straciło już przecież samokontrolę, a ona nie potrzebowała być jedną z nich. Nie była w tym miejscu sama, miała kogoś, za kogo była odpowiedzialna - bez dwóch zdań.
Nawet, choć może zwłaszcza, w chwili, w której została gwałtownie odsunięta od małej, nie zamierzała zostawić jej na pastwę losu. Nie była takim człowiekiem. Nawet w najgorszych momentach swojego życia, nie zachowywała się niczym ostatni tchórz, więc dlaczego miałaby to robić teraz... Wręcz przeciwnie - zamiast dołączyć do tłumu uciekającego niczym stado spłoszonych owiec, Gardner postanowiła skierować się w miejsce, w którym teoretycznie było w tym momencie najgoręcej. Nie przez to, że chciała się narażać. To po prostu było jej obowiązkiem. Nie darowałaby sobie, gdyby Lizzy stało się...
Cóż, coś większego, bo przecież już w tym momencie nie było dobrze. Wręcz przeciwnie, sytuacja z minuty na minutę coraz bardziej się pogarszała, a Cassandra niewiele mogła temu zaradzić. Najważniejsze było zresztą to, by wyprowadzić Elizabeth - resztę mogła zrzucić na innych mutantów i organizacji im sprzyjającej, niewiele ją to obchodziło. Starając się zawalczyć z własnym zdenerwowaniem, zdecydowanie wolała skupić się na jednym, a tym była właśnie mała Addams.
Ta sama, do której Cass ostatecznie doskoczyła, starając się uspokoić dziewczynkę. Prawdę mówiąc, nie liczyła przy tym nawet na całkowity powrót samokontroli dziecka. Chciała tylko, aby Lizzy zapanowała nad sobą na tyle, by mogły spróbować opuścić to miejsce, udając się w przeciwnym kierunku do tego, w którym uciekała znaczna część niedoszłych uczestników parady. Ulżyło jej zatem, gdy Elizabeth faktycznie złapała głębszy oddech. Cóż, przynajmniej do czasu.
W momencie, w którym dostrzegła jednak, iż mała zaczęła wykazywać oznaki wyczerpania, po których dosłownie opadła z sił, spróbowała chociaż złapać dziecko, by nie zrobiło sobie krzywdy. Upadek na twardą ulicę mógł przecież spowodować jeszcze większe spustoszenie w organizmie dziewczynki - tym razem już czysto fizyczne - a tego zdecydowanie im nie brakowało. Ani teraz, ani nigdy.
Widząc także ciemnowłosego, nieznajomego mężczyznę zmierzającego w stronę Lizzy równocześnie z kolejną nieznaną jej osobą, Cass nie nie miała zamiaru komukolwiek jej oddać, nie bez ewentualnego starcia. W zależności od tego, czy udało jej się złapać Addams, zamierzała albo wziąć ją na ręce, zarzucając sobie jedno ramię dziewczynki na szyję - tak, aby pozostawić sobie jedną dłoń wolną - albo spróbować podźwignąć Liz z ziemi, rozważając pokrótce możliwości ewakuacji. Zaczynało się robić coraz goręcej, ale chwilowo nie skupiała się tak bardzo na dalszym otoczeniu, D.O.G.S. czy innych ludziach nie stanowiących na ten moment bezpośredniego, to jest celującego w nie, zagrożenia.

Leon Hawthrone - 2018-03-04, 14:13

Chłopak nie miał zamiaru powtórzyć swojego błędu i znowu używać mocy na oczach już nie tylko samych mutantów, ale co gorsza frajerów z rządu. Nie, to było zbyt niebezpieczne w takim momencie. Chociaż aż się prosiło o to, by zdmuchnąć tą jedną wielką bezmyślną masę, by móc chociażby w spokoju przejść. To było irytujące i frustrujące, nie móc polegać na czymś, co mogłoby by tak przydatne! Zazgrzytał zębami i warknął na jakiegoś faceta, który nieumyślnie prawie władowałby mu łokieć w oko, próbując się przecisnąć.
On sam, jakby walczył z prądem, kiedy cały tłum pchał się, żeby jak najszybciej uciec spod sceny, Leon szedł właśnie w tamtą stronę. Może gdzieś tam była Colleen albo Len? (A tak, ma jednego BFF' a! Jak mogłam zapomnieć!) Może trzeba było im pomóc? Mimo wszystko, mimo swojej egoistycznej natury, nie wybaczyłby sobie, gdyby któremuś z nich coś się stało. (Bo komu innemu narzekałby na trudy swojego beznadziejnego życia, etc.?) Był już całkiem blisko sceny, kiedy nagle zauważył znajomą twarz. Prawdę powiedziawszy, może i by się nawet cofnął o parę kroków do tyłu, gdyby był, oczywiście, w stanie. Nadęta laska z kawiarni. Co jeszcze dziwniejsze, wlokła ze sobą, jak szmacianą lalkę jakieś dziecko, co go dostatecznie zmotywowało. A jeśli ją zamordowała i próbowała się teraz zwinąć? Musiał chronić społeczeństwo przed takimi "ciemnymi osobniczkami"! (Dobra, to były tylko takie mroczne insynuacje! :lol: ) Podszedł do niej i bez słowa sam wziął zemdlone dziecko na ręce (jeśli oczywiście istniała na to szansa i że jej moce nie aktywują się w nieodpowiedni sposób). Nie był super-wszechwiedzącym-mózgiem, ale jeśli to była mała mutantka, to... Och, oczywiście! Znowu na własne życzenie znalazł się w czarnej dupie! - To chyba nie przez wrażenia z okazji pochodu? - mruknął do Cassandry półgębkiem, ale tak, żeby mogła go usłyszeć.

Alison Blake - 2018-03-04, 18:54

Alison kiedy rozglądała się po twarzach w tłumie zobaczyła kilka znajomych osób. Cholera zawsze łatwiej umknąć kiedy można po prosty wyjść bez oglądanai się na innych. Ale spoglądając na innych wiedziała, że nie może zostawić tych o mniejszych umiejętnościach bojowych. Szczególnie, że jedną z osób, którą zobaczyła była dziewczyna, która pełniła rolę Sanitariuszki w Bractwie, a więc dosyć kluczową. W dodatku wyglądało na to, że jest z jakąś dziewczynką. Wzdychając więc w duchu Alison zaczęła się do nich przeciskać.
Kiedy już znalazła się obok nich zauważyła, że Cassandra próbuje podnieść dziecko z ziemi. Mając nadzieję, że Cassie kojarzy i ją z Bractwa strałą się pomóc jej podnieść Lizzie z iemi, wciąż zwracając uwagę czy ktoś nie zaczyna strzelać lub co gorsza nie zbliża się do nich z ukrytymi zamiarami. W końcu w tłumie też mogli być jacyś przebrani źli ludzie z takiej czy innej organizacji pieprzniętych wariatów. Jeżeli zauważyła, że dzieje się coś nie tak, to zacisnęła na razie pięść przygotowując się do ewentualnego ataku. Spojrzała tez na Cass i dziewczynkę.
-Wszywstko w porządku? Nic wam nie jest? Weź dziewczynkę na ręce żeby było szybciej i najlepiej będzie jak zaczniemy zmierzać do wyjścia rzuciła.

Zoella Oaks - 2018-03-04, 20:03

Było źle. Uważałam, że muszę jak najszybciej dostać się do mutanta, który doprowadził nieumyślnie na pewno do śmierci jednego z polityków. Musiałam dostać się tam przed Sethem i pomóc uciec mutantowi. Może nawet sama się postrzelę, co by to wyglądało wiarygodnie, że zostałam zaatakowana podczas bardzo nierównej walki? Cholera, musiałam coś zrobić. Czułam potrzebę szybkiego działania, szczególnie, że mutantem, który zaatakował, ewidetnie było dziecko... Trzęsłam się cała, jednak nie zaczęłam działać. Czekałam najpierw na polecenia, które... cóż, nie okazały się dla mnie radosne.
- Oczywiście, już to robię. - powiedziałam, może nawet wkładając w to trochę zbyt wiele złości. Liczyłam jednak na to, że Seth odbierze to po prostu tak, że czułam się zawiedziona, że nie mogłam wyjść w teren. Tak naprawdę jednak... No cóż, właśnie podpisywałam wyrok na tę dziewczynkę i wszystkich tych, którzy jej pomagali.
Sięgnęłam po krótkofalówkę, włączając ją.
- Vandom, nie spuszczaj z oka tej małej mutantki. Zaraz się nią zajmiemy. Zorganizujcie ewakuację, jak najszybciej. Nikt więcej nie może zginąć. - rzuciłam głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji, bardzo służbowym i automatycznym. Czułam się właśnie jak robot, wypełniający te pojebane polecenia, ale co miałam zrobić?
Podeszłam po prostu do tych maszynek naszych, co miały łapać mutantów i z bijącym sercem włączyłam pięć z nich. Roboty przypominające pająki od razu włączyły się do życia i ruszyły do przodu, zupełnie automatycznie, a ja wróciłam na moje cholerne miejsce przy monitorach.

Louanne Marie - Henning - 2018-03-04, 21:02

Obrała sobie, za cel pojmania tej małej albo zlikwidowania, bo widziała do czego ona jest zdolna. Więc nie zamierzała wypuść jej z rąk aby mutanci w tym jej siostra nie zyskali takiej broni. Lizzy miała ogromną moc i nie można dopuść by była ona skierowana przeciwko GC. Zwłaszcza w tej sytuacji kiedy przywódca leży martwy na scenie. Po za tym już widziała minę Very, na wieść o tym, że pozbawiła mutantów broni. Ponieważ dla pani Henning ona nie była dzieckiem tylko bronią, wybrykiem natury i wiele innych epitetów.
Kiedy Lou dostrzegła, że traci siły i opada na ziemie uśmiechnęła się do siebie. Będzie łatwiej niż wcześniej przypuszczała. Jedynie uśmiech zniknął z jej twarzy gdy w okolicy dziecka pojawiły się trzy osoby. Które wyglądały jakby zamierzały jej pomóc. W tej chwili musiała zmienić plany nie była w stanie walczyć z trzema mutantami. Zwłaszcza, że dostrzegła mężczyznę zmierzającego w stronę dziecka. Louanna potrafi dość szybko ocenić sytuacje, a teraz widziała, że nie ma szansy na porwanie dziecka i bezpieczne oddalenie się z miejsca. Nie narażając siebie na atak tych obrzydliwych mutantów.
Dlatego zatrzymała się wyciągając broń za paska. Nie mogła pozwolić by ona opuściła żywa to miejsce. Po za tym nie mogła dopuść by jej siostra zyskała taką broń. Jeśli Cassandrze udało się podnieś dziecko i skierować się do ucieczki. Louanna wystrzeliła celując małą. Nie interesowało ją czy przypadkiem mogła trafić dziewczynę, która zamierzała pomóc tej mutantce. Bo zakładała, że była ona jedną z nich. Dla pewność wystrzeliła dwie kule. Po czym schowała broń i jakby gdyby nic odwróciła się przeciwnym kierunku.

Victoria Johnson - 2018-03-04, 21:25

Była daleko w tłumie, poza tym popłynęła z jego częścią. Wiadomo - niezbyt szybko, bo tempo w jakim poruszali się ludzie taranując siebie wzajemnie nie było i nie mogło być za duże. No i ta wrzawa. Nie wierzę, że nie było tam głośno. Victoria, pomimo swojego metra siedemdziesiąt nie miała szans zobaczyć co działo się pod sceną. Nie widziała więc dziecka-mutanta, które zaatakowało drugiego z polityków, nie miała naocznie szans, by zobaczyć cokolwiek poza sceną, a i tu pewnie niektórzy, wyżsi od niej mogli jej część zasłaniać - ale to było zanim ruszyła za tłumem.
Czuła więź Shivali, miała więc jako-takie pojęcie co się wyrabia, czyż nie? Mogła więc z powodzeniem założyć, że zaraz pod samą sceną się zagotuje. Że ruszą tam i mutanci i ich przeciwnicy i wywiąże się regularna walka. I DOGS. Nie wierzyła, że DOGSi nie obstawili tego miejsca, było bardziej niż pewne, że się tutaj zaraz pojawią. A ona sama przyszła tu tylko po to, by w razie czego móc pomóc zablokować faktycznych mutantów-terrorystów, jednak to, co się podziało wcześniej nie wyglądało na robotę mutanta. Chyba, że był to mutant, udający człowieka - w zasadzie wszystko było możliwe. I niewiele mogła na to poradzić.
W tej chwili mogła mutantom bardziej zaszkodzić niż pomóc. Dlatego nie stawiała się, szła z tłumem, jednak posłała przez więź pewną myśl do Shivy."Uciekaj stamtąd, zaraz zaczną się problemy." Przyjaźniły się, dzieliły więź, miała więc pozwolić, żeby coś się jej stało? Oczywiście Victoria nie zamierzała rzucać się w z góry przegraną walkę, bo tym by była próba przeciśnięcia się przez uciekający tłum do sceny - a wiadomo kto się tam zleci. Jak ćmy do ognia, naprawdę. Nie po to tyle się ukrywała, by w tak głupi sposób się dać złapać. Zwłaszcza, że wiedziała dokładnie jak bardzo zaszkodzi mutantom, jeśli ją złapią i połapią się, co potrafi. Była też gotowa, w razie potrzeby, gdyby ktoś się do Shivali doczepił, wejść w jej ciało i zawalczyć za nią, jeśli wymagałaby tego sytuacja, ostatecznie Victoria może nie wyglądała, ale potrafiła się bić. Ale to tylko w razie, gdy byłaby taka potrzeba, i gdyby Shiva jej na to pozwoliła, rzecz jasna.

Amy Vandom - 2018-03-04, 21:51

- Przyjęłam - przekazałam do krótkofalówki i tak jak planowałam zaczęłam biec w stronę dziewczynki. W głowie kłębiło mi się tysiąc myśli, były niemal jak dym, w który potrafię się zamienić. Najbardziej bulwersowało mnie to, że niczego winna istotka zobaczyła czyjąś śmierć i krew. Zresztą nie była jedynym dzieckiem, które będzie miało teraz koszmary nocne. Dorośli i młodzież jakoś sobie poradzą, a mała? Miały prawo puścić jej emocje. Ale żeby od razu zajmować się nią? Cokolwiek by to miało znaczyć. A zapewne nie znaczyło nic dobrego. Przepychanie się między ludźmi nie było przyjemne. Na szczęście byliśmy na otwartym terenie, więc ewakuacja miała się ku końcowi. Najchętniej bym się zamieniła w dym, aby szybciej przemknąć między tłumem lub nawet wzlecieć ku niebu i mieć lepszy widok, ale nie bez powodu ukrywałam swoje zdolności, nikomu nie ufałam, bo nikomu nie można ufać! Patrząc na to wszystko, gdzie człowiek zabija człowieka, bo mają inne poglądy, a organizacje rządowe myślą tylko i wyłącznie o łapaniu takich jak ja i zabieraniu dzieciom dzieciństwa, to mam ochotę zawrócić i zaszyć się pod kołdrę.
Do małej zbliżyło się już wielu ludzi. Mogłam tylko mieć nadzieję, że zabiorą ją, nim ktokolwiek z Piesków się do niej zbliży. Dyszałam jakbym przebiegła maraton. Krew mi dudniła w uszach, krzyki zakłócały normalne myślenie.
- Gdzie to cholerne wsparcie?! - chciałam powtórzyć to do łączności, ale wtedy... moją uwagę przykuła jedna kobieta, która zamiast uciekać, pomagać innym czy po prostu kierować się w inną stronę niż miejsce zbrodni, stała i patrzyła na dziecko. Na mutantkę. O nie, wyciągała broń! Jeśli by mi się udało do niej przebić, nim wymierzy to rzuciłabym się na nią i odebrałabym broń. Nie szczędziłabym siły fizycznej i "paznokci" aby tylko powstrzymać ją przed takim ruchem. Nie mogłam przecież pozwolić morderczyni uciec! Chwila moment zakułabym ją w kajdanki.

Samantha Bartowski - 2018-03-05, 20:27

Stałam za tą ciężarówką próbując się ogarnąć, uspokoić oddech i przestać panikować. To wcale nie było takie łatwe, gdy wiedziałeś, że nawet nie masz szansy na ucieczkę, jeśli tylko zrobi się gorąco.
A czego Roseberry mogła nie wiedzieć, gdy do mnie podchodziła – wcale mi nie pomagała...
Wzdrygnęłam się czując jej dotyk na ramieniu, a widząc ją przed sobą... Nie czułam ulgi. Nie czułam radości. Jakbym mogła? Już nawet pomijając tą krwawą jatkę, która właśnie rozgrywała się na scenie... Ona.. Ona obiecała, że więcej mnie nie zostawi. A potem przez tyle dni mnie unikała. Ba, żeby tylko. Do tego wszyscy musieli nagle mieć do mnie jakieś wąty!
Spojrzałam na nią beznamiętnie, walcząc z własnym sercem, by nie dać się znów złamać na jej słodki uśmieszek, gdyby jakimś cudem się na taki wysiliła.
- To wiej, ale beze mnie. - odpowiedziałam jej drżącym głosem, starając się nie rozkleić. Kurwa. Tu się działo za dużo. Nie potrafiłam nad sobą panować i chyba właśnie za to zaczynałam się nienawidzić. Gdzie moje opanowanie, gdzie rozwaga? No tak, wszystko zniknęło niespełna miesiąc temu na tej pierdolonej polanie...
Wzięłam kolejny głębszy wdech, nie spuszczając wzroku z Ricky. - Ja... Nie dam rady. Nie w tym stanie. Nie przy tym, co się tam dzieje. - Skinęłam głową w kierunku uciekającego tłumu. - Spieprzaj, póki możesz, Roseberry. - dodałam po chwili, najbardziej neutralnym i chłodnym tonem, jakim mogłam. Nie chciałam, by wyczytała mój strach, choć przecież przed chwilą widziała przerażenie na mojej twarzy. Wiedziałam jednak, że sama ma szansę się stąd wydostać. Tak samo jak mnie w pojedynkę będzie zapewne łatwiej znaleźć jakąś kryjówkę, gdy tylko stres przestanie paraliżować moje ciało...

Shivali Nyberg - 2018-03-06, 19:28

Nagle znowu była w swoim ciele. O mój Boże. Omójboże. Shivo, Jezusie, ktokolwiek. Czy Lizzie...? Nie, na szczęście Shivali ciągle czuła, że ona żyje. Ale kto wie czy DOGS albo Geneticaly Clean jej nie porwą? W końcu była tam sam, zdana na pastwę losu, a przecież nie wiadomo co właściwie zerwało połączenie. Może już ktoś ją zaatakował mutazyną? Nie, to głupie. Przecież wtedy nie zadziałałoby to na Shivali.
Rozwiązanie było jedno: Lizzie zemdlała. Czyli była gdzieś tam w tłumie, sama, gdzie wszyscy naokoło mogli w każdej chwili ją stratować, a oprócz tego jednostki DOGS na pewno szły już w jej kierunku. Nie panikować. Nie panikować.
Słyszała gdzieś z tyłu głowy to, co chciała jej przekazać Victoria, ale nie mogła teraz uciekać. Powinna jak najszybciej pobiec do Lizzie, pomóc jej, ale właściwie nawet nie była pewna gdzie ona była w tym tłumie. Jak Shiv miała ją znaleźć?! Może, może akurat Victoria...

/znowu się teleportujemy mocą wyobraźni!/

Tłum napierał na nią ze wszystkich stron, chociaż wcale jej tam nie było. Krzyki, rozmowy, dźwięki kroków kumulowały się, kotłowały i wpychały w jej czaszkę/ Czuła się jak zamknięta w pułapce, jakby zaraz ci wszyscy ludzie mieli siłą wypchać jej powietrze z płuc. Zaczęła się rozglądać, ale nie widziała nigdzie w dole sylwetki dziewczynki, nad głowami innych nie była w stanie zobaczyć czy nie ma gdzieś pustej plamy w tym kotłującym się tłumie. Boże. Jak ją w taki razie znajdzie.
- Tori! - zawołała starając się przekrzyczeć hałas. - Nie mam pojęcia co się z nią dzieje, byłam u niej a potem nagle mnie wyrzuciło! Ona gdzieś tutaj jest, chyba nieprzytomna! - Dopiero w tym momencie zdała sobie sprawę z tego, że to co mówi nie do końca ma sens. Szybko się upewniła czy w ogóle mówiła po angielsku, czy nagle nie przerzuciła się na szwedzki albo hindi. Choć w gruncie rzeczy to nie miało znaczenia, Victoria i tak powinna ją zrozumieć. - Lizzie. Mała dziewczynka, mutantka, jest gdzieś tutaj w tłumie. Straciła kontrolę nad mocą, prawdopodobnie DOGS już idą w jej kierunku.

Billy Sanders - 2018-03-06, 21:01

Miał wrażenie, że na chwilę świat się zatrzymał. Przez krótki moment miał wrażenie jakby patrzy na wszystko z boku. Snajperka wystrzeliła. Serce na moment przestało mu bić, aż w końcu Haywell upadł. Wziął głęboki oddech. I nagle wybuchł chaos. Przez kilka sekund patrzył z dumą na to co właśnie się działo. Miał ochotę patrzeć dłużej na piekło które wywołał. Niestety. Wiedział, że w ciągu kilku najbliższych minut będą w stanie ocenić gdzie dokładnie znajdował się strzelec. Pośpiesznie wrzucił snajperkę do plecaka. Założył plecak na plecy i rzucił się do ucieczki. Wystarczyło przebiec kilka pięter po schodach. To było mądrzejsze rozwiązanie niż skorzystanie ze schodów przeciwpożarowych. Po przebyciu kilku pięter. Doskonale wiedział, z którego korytarza skorzystać by znaleźć jedno z bocznych wyjść z budynku. To była walka z czasem. Wiedział, że prawdopodobnie już w tym momencie mogą wiedzieć gdzie się znajduję. Liczył, że jego przyjaciółka z GC zdążyła rozpętać tam na zewnątrz wystarczająco duże piekło, by mógł uciec.
Alba Delgado - 2018-03-06, 21:34

Po prostu się uparła, aby pojawić się na tym marszu. Chociaż wiedziała że to ryzykowane, bo na pewno będą tam węszyć ich najwięksi wrogowie, to jednak zawzięcie przekonywała Aarona, żeby ją puścił. Wycieczka do Seattle dla osoby, która od dawna nie opuszcza swojego miasta, a nawet i rzadko kiedy przekracza bramę obozu, byłaby dość nierozsądna w pojedynkę. Zgodził się, choć oczywiście zastrzegł, że idzie razem z nią. Ucieszyła się jeszcze bardziej. Chyba też pragnęła spędzić z Aaronem trochę czasu w jakimś innym otoczeniu. Każdego dnia mijali wciąż te same twarze, a Alba nie musiała już nawet zerkać do emocji członków Bractwa, by wiedzieć, w jakim są dzisiaj nastroju. W perspektywie ostatnich wydarzeń naprawdę ryzykowali, ale Alba czuła, że musi choć na chwilę się wydostać. I tak, to musiał być ten marsz. To okazja do poznania nowych mutantów. Nie zamierzała trzymać wielkiego plakatu z napisem Zapraszam do Bractwa Mutantów każdego zagubionego mutanta. Po prostu pragnęła stanąć bliżej ludzi, może nawet będą mogli komuś pomóc?
Zjawili się na placu spóźnieni. Alba się poczuła źle i musieli się po drodze zatrzymywać dwa razy przy jakiś budkach z kebsem, bo potrzebowała pilnie łazienki. Wymiotowała, ale uparcie chciała jechać dalej, choć, uwierzcie, aż zbyt dobrze czuła że się martwił. Ona sama też była zaniepokojona zachowaniem swojego organizmu i do głowy przychodziły jej wytłumaczenia napawające lękiem, choć bardzo, niestety, prawdopodobne. Gdy przyjechali do miasta, czuła się już lepiej, choć dalej była lekko osłabiona. Stanęli z tyłu. Nie widzieli zbyt wiele. Słyszeli krzyki i ogólne poruszenie zgromadzonych ludzi. Nie mogli widzieć rozgrywającego się na scenie dramatu. Gdy jednak padł strzał, Alba odruchowo ścisnęła mocniej dłoń ukochanego i pochyliła się, chowając w jego ramionach. Ludzie zaczęli się nerwowo poruszać wokół nich, szturchali i trącali, nie zwracając na nich uwagi.
- Aaron, coś się dzieje! - powiedziała, patrząc na niego ze strachem. Mimowolnie wyczuwała lęk tego tłumu. - Oni się boją! Powinniśmy coś zrobić! - Oj, Albo, gdzie Ty się tam chcesz pchać, co?
I pociągnęła go za sobą kierunku sceny. Zupełnie pod prąd, zderzając się z uciekającym tłumem.

Aaron Bartowski - 2018-03-06, 22:14

| Idę Ci wpierdolić, Sam!!!

Faktycznie się martwiłem. Nie chodziło tu tylko o to, że Alba chciała się pchać w paszczę lwa z tym całym pochodem. Nie zdziwiłbym się, gdyby to wszystko okazało się jakąś zasadzką na dodatek bardziej zainicjowaną przez jakieś Genetically niż F.P.T.P. Ale okej! Zgodziłem się! Niech jej będzie! Tylko że teraz źle się czuła, wymiotowała i dalej upierała się, że jedziemy tam.
Tak też w końcu zaparkowałem samochód gdzieś nieopodal, by nie musiała za daleko iść, ale też tak, byśmy na koniec mogli jakoś swobodniej stąd odjechać. Przy takich okazjach korki potrafiły być niemiłosierne i nie chciałem się w takim znaleźć, mimo że nie miałem nic przeciwko towarzystwu Alby. Cóż, z nią mogłem stać w korku całe życie, nie? O ile nie czułaby się tak jak dziś.
Stanęliśmy z tyłu i długo nie musieliśmy czekać na wybuchnięcie chaosu. Cóż, mój pesymizm zrobił ze mnie medium. Zakląłem brzydko pod nosem.
- Misiek, nie możemy się ujawniać. Stój – rzuciłem do niej. Najlepiej byłoby się stąd zawinąć. Tak byłoby najbezpieczniej. Tylko że… Chciałem jeszcze znaleźć Sam, która była gdzieś tu w tłumie, bo zapewne nie zaniechała udziału w tym wszystkim. Też była uparta. Nagle się zrobiła z niej wielce wielbicielka mutantów. Niestety, nigdzie jej nie widziałem.
Zatrzymałem Albę, kiedy zaczęła się przepychać przez tłum. Postanowiłem ją nieco osłonić przed tym rozgardiaszem, bo była drobna, a ja byłem większy…
- Szukaj wzrokiem irytującej laski z krótkimi czarnymi włosami. Podobnej do mnie… – rzuciłem jej na ucho, po czym ruszyłem pierwszy, ciągnąc ją za sobą. W dół. Z góry. Gdzieś tam pewnie w kierunku sceny. Rozglądałem się wokół. Pewnie Albie opowiadałem o tym, że moja sis też gustuje w tatuażach, więc uznałem za zbędne dodawanie tej informacji.

Mistrz Gry - 2018-03-06, 23:00

Nikt zapewne nie planował, że ten marsz może się tak skończyć.
Dwa ciała już leżały na scenie – Haywella, który okazał się być mutantem, oraz Smitha, który padł ofiarą paniki małego dziecka z nadprzyrodzoną mocą.

W furgonetce należącej do D.O.G.S. Atmosfera robiła się coraz cięższa. Biedna Zoella nie dość, że nie mogła wyruszyć w teren z jakże szlachetnym zamiarem, to jeszcze została całkowicie zepchnięta na ostatni plan, do wykonywania najgorszej roboty. Wypuściła pięć pajęczaków, które natychmiast ruszyły w poszukiwaniu celów posiadających gen X.
Roboty w kilka chwil wyczuły swoje ofiary. W kierunku Aarona i Lizzy zmierza po jednej maszynie, podczas gdy dwie za swój cel obrały Leona. Mają oni szansę się przed nimi obronić. Wszyscy zgromadzeni pod sceną mieli też szansę zauważyć, jak jeden z tych mechanicznych robali rzuca się na nogi kogoś w tłumie, powalając go boleśnie. Zdecydowanie, nikt nie chciałby być teraz na jego miejscu...
W tym czasie Seth szykował się do wyjścia, przez założenie egzoszkieletu, który rzeczywiście mógł wspomóc jego wytrzymałość, jednak na pewno nie zawierał on dodatkowej broni – podobnież, jak nie wyglądał niczym strój istnego power-rangersa, a raczej jak zbiór pasów, metalowych rurek i płytek i odrobiny elektroniki. Mężczyzna wciąż znajdował się w ciężarówce.

Pod sceną panowała panika – większość osób już zdołała uciec z centrum wydarzeń, przez co bardzo wyraźnie było widać osoby próbujące pomóc tej małej mutantce – Cassandrę, Lucasa, Leona i Alison.
To właśnie pierwsza kobieta zdołała przechwycić dziecko i przerzucić je sobie przez ramię, gdy panowie, przez chęć pomocy widocznie źle przeliczyli własne kroki – gdyż oboje zaliczyli piękne upadki, prosto pod stopy panien Gardner oraz Blake.
Nieopodal nich znajdowała się również Louanne, która nie zamierzała tracić ani jednej chwili – wymierzyła swoją broń w kierunku dziecka, w czym przeszkodzić jej chciała nasza funkcjonariuszka prawa – Amy, która zdawała się ignorować wszelkie komunikaty odbierane na krótkofalówce.
Niestety, przez dystans, który je dzielił, Amy nie zdołała całkowicie uniknąć strzałów kobiety. Jeden został wykonany w pożądanym przez pannę Henning kierunku, nim ta została popchnięta przez Vandom. Po chwili obie kobiety zachwiały się na własnych nogach, a broń zastępcy prezesa GC wystrzeliła po raz kolejny – w tłum. Cassandra mogła usłyszeć świst pocisku, który wbił się w ciało dziecka niczym w masło. Po chwili czuła też ciepłą, szkarłatną ciecz, która skutecznie brudziła jej ubrania... Druga z kul po chwili zraniła jakiegoś nieznanego nikomu mężczyznę nieopodal, powodując jego upadek, a po chwili – rozdeptanie przez jeszcze bardziej spanikowany tłum...

Z dala od zamieszania znalazły się natomiast Samantha, którą ogarnął atak paniki, oraz Ricky, która widać starała się pomóc chwilowo niepełnosprawnej kobiecie. Ukrywały się aktualnie za ciężarówką, gdzie prawdopodobnie nic nie powinno im grozić.
Nie można się dziwić, że Shivali miała teraz wyraźnie utrudnioną widoczność – tłum wciąż starał się uciec z dala od centrum zamieszania. Nic więc dziwnego, że starała się znaleźć lepsze miejsce do poszukiwania maleństwa. Złapała bez problemu kontakt z Victorią, która wciąż nie sprzeciwiała się tłumowi, z którym szła.
Billy postanowił natomiast wykorzystać swoją szansę – w końcu nikt nie zwrócił na niego uwagi, przez zaaferowanie atakiem na polityka. Zaczął pośpiesznie opuszczać swoją kryjówkę i w tym momencie znajduje się na klatce schodowej.

Nie możemy jednak zapomnieć o Sahirze, który dopiero został zaproszony do zabawy i powoli zbliżał się do skrzyżowania, poruszając się pod ścianą. Czekał on na dalsze instrukcje od swoich przełożonych.
Jak widać na załączonym obrazku – nie warto się spóźniać. Aaron wraz z Albą dopiero dotarli na miejsce, gdzie miał się odbyć pokojowy marsz i zapewne szybko tego pożałowali... Ruszyli od góry, więc po chwili przepychania się przez ludzi w panice, znaleźli się dość blisko sceny, mogąc oglądać walkę o dziecko.
Kobieta, nie dość, że ogólnie cierpiała z powodu złego samopoczucia, to jeszcze mocno odczuła emocje tłumu, co znacząco wpłynęło na jej nastrój. Widać też było, że mężczyzna próbował zachować resztki zdrowego rozsądku i się nie wychylać, jednak czy można mówić o niezwracaniu na siebie uwagi, gdy szło się pod prąd?

_______________________________________
Utrata opanowania na K10: Zoella, Samantha
Utrata opanowania na K20: Alba, Cassandra
Amy i Lou – doszło do wyrównanego wyniku – akcja Lou została uznana za połowicznie udaną.
Do eventu wciąż mogą dołączyć uczestnicy pochodu!
Postaci, które do tej pory nie dołączyły do tematu, przy wprowadzeniu postaci muszą brać pod uwagę poczynania osób przed nimi - muszą też się dostosować do wyznaczonej liczby akcji.
Postaci, które już biorą udział w evencie, a nie odpiszą do kolejnego udziału mistrza gry, otrzymają ujemny modyfikator do reakcji na rzeczy, które mogą ich dotyczyć.

Rzuty: Statystyki:
Ukryj: 

Numer porządkowy: 1
Dane: Lucas Hope
Rola: Organizator
Żywotność: 97%
Opanowanie: 100%
Inne: Syreni śpiew [3/1], modyfikator -1 do wszystkich rzutów (marznie)
Numer porządkowy: 2
Dane: Zoella Oaks
Rola: Ochrona
Żywotność: 100%
Opanowanie: 89%
Inne: Telepatia [5/3], astma wysiłkowa
Numer porządkowy: 3
Dane: Shivali Nyberg
Rola: Organizator
Żywotność: 100%
Opanowanie: 84%
Inne: Więż telepatyczna [1-9/1], boi się pożarów
Numer porządkowy: 4
Dane: Billy Sanders
Rola: Ukryty agent
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:
Numer porządkowy: 5
Dane: Seth Ambrose
Rola: Ochrona
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:
Numer porządkowy: 6
Dane: Amy Vandom
Rola: Ochrona/Policja
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Zamiana w dym [1-2/1]
Numer porządkowy: 7
Dane: Alba Delgado
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 89%
Inne: Empatia [3/1]
Numer porządkowy: 8
Dane: Alison Blake
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Kriokineza [3/2]
Numer porządkowy: 9
Dane: Aaron Bartowski
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3]
Numer porządkowy: 10
Dane: Lizzy Addams
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Opiekun [3/2]
Numer porządkowy: 11
Dane: Samantha Bartowski
Rola: Mówca
Żywotność: 90%
Opanowanie: 79%
Inne: Złamana kość biodrowa.
Numer porządkowy: 12
Dane: Cassandra Gardner
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 86%
Inne: Manipulacja snami [1-5/0-2]
Numer porządkowy: 13
Dane: Leonard Rathaway
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Zmiana w nietoperza [5/2-8/1]
Numer porządkowy: 14
Dane: Leon Hawthrone
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Aerokineza [???], szybki. [1-5/0-2]
Numer porządkowy: 15
Dane: Louanne Marie - Henning
Rola: Ukryty Agent
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: -
Numer porządkowy: 16
Dane: Victoria Johnson
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Blokada mocy [4/2]
Numer porządkowy: 17
Dane: Ricky Roseberry
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Bariera ochronna – fizyczna [5/3]-
Numer porządkowy: 18
Dane: Sahir Allison
Rola: Wsparcie ochrony
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Czarna materia [10m/ak. (20max)]



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group