JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Ricky Roseberry - 2018-02-26, 21:44
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Samantha Bartowski - 2018-02-26, 22:51
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Ricky Roseberry - 2018-02-28, 23:09
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Samantha Bartowski - 2018-02-28, 23:40
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Ricky Roseberry - 2018-02-28, 23:56
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Samantha Bartowski - 2018-03-01, 21:04
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Ricky Roseberry - 2018-03-02, 13:15
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Samantha Bartowski - 2018-03-02, 16:04 Cieszyłam się tą chwilą spokoju, przepełnioną szczęściem. Cieszyłam się każdą sekundą, w której Ricky była przy mnie. Było mi z nią dobrze - przede wszystkim - psychicznie. Serio, dawno nie czułam takiej ulgi we własnym umyśle. W życiu bym się nie spodziewała, że może być za to odpowiedzialna ta jedna osóbka... Ale w sumie... Przecież to właśnie dzięki niej się zmieniłam, dzięki niej zaczęłam inaczej patrzeć na świat. Miała na mnie ogromny wpływ nawet, jeśli nie zdawała sobie z tego sprawy.
Spojrzałam na brunetkę, gdy ta postanowiła usiąść naprzeciw mnie. A na jej prośbę, odpowiedziałam tylko cwanym uśmieszkiem, samej podnosząc się lekko na tej kanapie. Próbowałam też wtedy lekko pogładzić kolano mej towarzyszki otwartą dłonią, biorąc ostatni głęboki wdech.
- A czego moja kruszynka sobie życzy? - Zapytałam najsłodszym tonem, na jaki było mnie stać. - Moja kuchnia stoi otworem, ale jakby panienka chciała coś mocniejszego, to przechowują tutaj jedną... - ta, jasne - ...butelkę wina. - skończyłam swą wypowiedź, patrząc na nią znacząco. Rany... Jak ja się w duchu modliłam, by wybrała ten szkarłatny trunek. Znaczy... Nie, żeby Roseberry nie była dla mnie ważniejsza, ale jednak... Czułam niedosyt spowodowany zbyt małą ilością promili w mojej krwi.Ricky Roseberry - 2018-03-03, 10:46 Ulga dla ciała, a nie dla umysłu. Przynajmniej dla mnie. Mój mózg zaczyna przetwarzać to co właśnie robiłyśmy i było przyjemnie, ale zaczynałam mieć wyrzuty sumienia i wątpliwości, a wino o którym wspomniała Sami było ulgą w tym momencie. Nie żebym przepadała za alkoholem, ale na pewno stłumiłby to co działo się teraz w mojej głowie uśmiechnęłam się do niej lekko. Nie chciałam, by zauważyła, że coś jest nie tak. Pewnie i tak coś zauważy, bo zawsze mnie odczytywała, ale miałam nadzieję, że ma lekko przytłumione zmysły i intuicję przez to co przed chwilą przeżyła.
- Może być wino. Jeśli odpowiada to Tobie kochanie. - oznajmiłam z uśmieszkiem i spojrzałam na biurko gdzie stało zapewne już zimne jedzenie. Od rana zjadłam tylko śniadanie, ale nadal nie byłam głodna. Możliwe że to przez moje emocje, które tłumią wszystko, ale mi to odpowiadało.
- Nie jesteś głodna? Żebyś miała siły. - zaśmiałam się cicho, bo do głowy przyleciało mi kilka nowych pomysłów.
Miałam obawy co do tego ile z nią przebywałam, ale starałam to odsunąć na bok. Najbardziej obawiałam się reakcji Rocky. Wiem, że ona nie chce wtrącać się do mojego życia, ale wiedziałam również, że przed nią nie dam rady ukryć tego że spotkałam się z Sami. Rocky za dobrze mnie zna i nawet udając, że wszystko jest po staremu wyczuje, że mam coś na sumieniu. Z resztą kurcze zniknęłam na cały dzień, gdy miałam ugotować obiad i nie wiem kiedy wrócę, bo ani mi się nie śpieszy, ani Samantha mnie nie wypuści, a bez pożegnania nie chce wychodzić. Przez tyle lat rozłąki ją kochałam i szukałam zapomnienia w treningach, a teraz nie musiałam tego robić. Na pewno nie zrezygnuje z treningów, na to nie ma szans.Samantha Bartowski - 2018-03-03, 11:23 Widząc minę Roseberry, sama zmarszczyłam brwi i momentalnie podniosłam się do pozycji siedzącej. Coś tu było nie tak. I pierwszy raz od dłuższej chwili ogarnęło mnie zmartwienie.
- Hej, kruszyno, wszystko okej? - Zapytałam z troską w głosie, garbiąc się lekko i gładząc jej kolano. W tej samej chwili próbowałam też złapać z nią jak najgłębszy kontakt wzrokowy - wiedziałam, że wtedy nie potrafi kłamać. A przecież na szczerości w tym momencie zależało mi najbardziej.
Uśmiechnęłam się lekko, gdy usłyszałam, że wino jej pasuje. Rany, co za ulga. Starałam się nie odrywać od niej wzroku, gdy wstawałam, by sięgnąć do tej przeklętej szafki nad kanapą. - Z gwinta? Szklanki po drinkach? Czy lecieć po kieliszki? - z moich ust padło pytanie, gdy już wyciągałam butelkę za jej szyjkę. Chyba nie chciałam jeszcze przyjąć do siebie, że Ricky nie do końca pogodziła się z tym, co się teraz z nami działo. Co się stało przed laty. I jak bardzo wpłynie to na naszą przyszłość. Ja... Ja chciałam wierzyć, że wszystko wróci do naszej starej normalności. Byłam gotowa jej wybaczyć wszystko i grać, jakby to wszystko się nigdy nie wydarzyło. Za długo nosiłam w sobie żale do tak wielu osób... Nie chciałam, by tylko żal towarzyszył mojemu życiu. Dlatego chciałam teraz naprawić wszystkie byłe relacje. Z Aaronem już wychodziłam na prostą, dlaczego więc miałoby się to nie udać z Ricky?
Przysiadłam z powrotem na kanapie, prezentując brunetce wydobyty przeze mnie trunek. Na pytanie dziewczyny, powodziłam na chwilę wzrokiem na zamówione przez nas jedzenie, by jednak po chwili skupić moje ślepia tylko i wyłącznie na mej towarzyszce, z szelmowskim uśmiechem na ustach.
- Oj... Teraz to jedzenie zdecydowanie nie jest na pierwszym miejscu moich priorytetów. - Odparłam, unosząc lekko swoje brwi, w jednoznacznym geście. - A o moje siły się nie martw. Mam ich dużo, odkąd oszczędzam jakąś jedną czwartą energii. - Dodałam po chwili ze śmiechem, oczywiście nawiązując do mej chwilowej niepełnosprawności. Nie, no przecież, że to wcale nie tak, że marnuję więcej sił na opanowanie tych kul, nic z tych rzeczy, nie, nie...Ricky Roseberry - 2018-03-03, 11:48 Westchnęłam. Nie wiedziałam co teraz zrobić. Nasze spojrzenia się połączyły, a ja się rozpłynęłam. Wiedziałam, że jeśli powiem jej prawdę będzie smutna, ale ja nie potrafiłam sobie wybaczyć tego co jej zrobiłam. Dopiero teraz, po tylu latach widząc ją i słysząc jak na mnie zareagowała w sklepie zauważyłam jak na nią to wpłynęło. Moja depresja była niczym, po prostu się zamknęłam w pokoju i tam siedziałam, a ona musiała żyć. Żyć i się nie poddawać. Nie miałam pojęcia jak znalazła na to siły, ale podziwiałam ją za to, że miała na to odwagę.
- Wszystko dobrze. Mam głupie myśli, ale to nic takiego. - oznajmiłam lekko ukrywając prawdę. Modliłam się w duchu, żeby nie ciągnęła tego tematu. Po prostu nie byłam pewna tego co mogłoby się wtedy wydarzyć. Może i byłam chętna zacząć od nowa jakby mój błąd niczego nie zmienił, ale zmienił i to ogrom. Chciałam, żeby moje myśli ogarnęły się na tyle, żebym skupiła się na niej, a nie na tym co będzie. Bo po co żyć przyszłością, jeśli jest teraźniejszość?
- Ja szklanka po drinku. Chcę pilnować ile wypije, bo będę za łatwa. - oznajmiłam ze śmiechem patrząc jak mój skarb wyciąga butelkę wina. Miałam piękne widoczki i z tego korzystałam oglądając ją od góry do dołu. Była piękna i nie mogłam zaprzeczyć, że na pewno nie jeden facet się za nią oglądał. Dlatego cieszyłam się jeszcze bardziej, że była moja.. Nieeee... że JEST MOJA.
- No ja nie wiem o której jadłaś, a nie chcę, żebyś mi tu padła za szybko, bo to był tylko pierwszy raz, a planuję korzystać z tego dobra setki razy. - uśmiechnęłam się, gdy usłyszałam jej odpowiedź. Podeszłam podać szklanki po drinkach i swój telefon. Usiadłam z powrotem patrząc na moją piękność. Postawiłam szkło obok na kanapie tak by się nie przewróciło i położyłam swoją dłoń na nodze mojej dziewczyny. Tak, mogłam ją tak nazywać. Była moją dziewczyną. Znowu i tym razem mam nadzieję, że na zawsze. Spojrzałam na telefon i go włączyłam. Po paru sekundach gdy się włączył poczułam wibracje. Tak jak mogłam się domyślać dzwoniła do mnie Rocky i napisała sms'a dość wymownego. Uśmiechnęłam się leciutko i odpisałam jak najszybciej.Samantha Bartowski - 2018-03-03, 12:23 Jej mina wciąż nie dawała mi spokoju. Jak dobrze, że nie potrafiłam czytać w myślach. Gdybym wiedziała, za jak silną istotę uważa mnie moja miłość, chyba bym się rozkleiła i wyznała jej prawdę - o swojej walce, o nałogu, o zatracaniu się w pracowni... Nie byłam silna, kiepsko sobie radziłam z porażkami. Próbowałam zająć sobie czymś czas, jednak zawsze pochłaniało mnie to w stu procentach. Dobrze, że nie miałam możliwości dojść do dragów, bo to by się dla mnie skończyło tragicznie.
Uśmiech, który zagościł na mojej twarzy, mógł teraz powiedzieć bardzo wiele. Chciałam dodać otuchy mej towarzyszce, chciałam, by poczuła się bezpieczna. Chciałam, by wiedziała, ze mi może ufać. Przecież o to chodzi w związkach, prawda?
- Z chęcią poznam każdą z tych głupich myśli, jakbyś jednak chciała się wygadać. - Odparłam, bardzo neutralnie, choć z wyczuwalną nutką troski. Nie chciałam jej do niczego popychać czy zmuszasz. W końcu i tak dziś przekroczyłyśmy wszelkie granice. To wszystko i tak ruszyło za szybko...
- Ależ mi to wcale nie przeszkadza. - Odpowiedziałam, na jej kolejne słowa, wystawiając na pokaz swoje zęby. - Ale jak szklanki, to pijemy równo! - Dodałam po chwili tonem nie znoszącym sprzeciwu. Tak, byłam świadoma tego, że w ten sposób pewnie wykończę tę kruszynę, no ale halo - sama chciała pić ze szklanki! Z gwinta pewnie bym wypiła więcej. W końcu, nie dość, że miałam lepszą tolerancję na alkohol, to jeszcze jednorazowo zdecydowanie mogłam go więcej przełknąć.
Sama również pozwoliłam sobie na chwilowe podziwianie walorów mej partnerki, gdy ta postanowiła wyręczyć mnie w podawaniu szkła, jednocześnie wydając z siebie krótki gwizd. A co, niech wie, że mi się podoba!
W tym samym czasie oczywiście walczyłam z korkiem od wina. Czy kogoś jeszcze zdziwi, że nawet korkociąg miałam pod ręką? Nie? To dobrze.
Nie minęła jednak chwila, gdy na jej twarzy znów zagościło zakłopotanie. Tym jednak razem dobrze zdawałam sobie sprawę, czym mogło być spowodowane.
- Rocky? - Zapytałam, choć przecież już bardzo dobrze znałam odpowiedź...Ricky Roseberry - 2018-03-03, 12:56 Poczucie bezpieczeństwa towarzyszyło mi przy niej cały czas, dlatego tak bardzo chciałam tu zostać. Z nią. Chciałam nie czuć nic więcej, ale się nie dało, nie w tej chwili. Miałam świadomość tego, że będę musiała jej wytłumaczyć co mi się dzieję, ale nie miałam na to sił. Uśmiechnęłam się do niej promiennie.
- Może kiedyś skarbie, ale teraz przyszłość mnie nie obchodzi. Skupiam się na zaletach teraźniejszości. - oznajmiłam i pokazałam ręką na nią. Chciałam by wiedziała, że zależy mi na niej. I to cholernie. Chciałam by już nigdy nie pozwoliła mi odejść, ale czy jest to możliwe? Ostatnio nawet nie zauważyła kiedy, a uciekłam. Teraz miałam jedynie pewność, że tak szybko nie uda mi się zwiać, bo bractwo, siostra i przyjaciel byli na miejscu i by mi to wybili z głowy. Bo po co wpieprzam się w coś z czego nie potrafię wyjść? No właśnie po co.. Chyba tylko i wyłącznie dla miłości.
- Równo? - zapytałam z lekkim przerażeniem, ale za chwile się uspokoiłam, bo przecież Sami wypiła więcej wódki ode mnie. Uśmiechnęłam się pewniej. - Dobra. - powiedziałam i spojrzałam na nią. Chciałam się do niej przytulić i nie puszczać, ale wiedziałam, że będę miała tego pod dostatkiem. Gdy usłyszałam jej gwizd zaśmiałam się. Nigdy nie lubiłam gdy ktoś na mnie gwizdał, ale gdy robiła to Sami to no cóż. Tolerowałam to? Może nawet polubiłam. Tak zdecydowanie to polubiłam. Ech miłość zmienia ludzi i przyzwyczajenia.
- Tak Rocky. Napisała mi wiadomość bardzo.. hhmm.. przyjemną. - zaśmiałam się i podałam jej telefon, żeby przeczytała. Przecież nie mam przed nią tajemnic, więc czemu nie dać jej telefonu?Samantha Bartowski - 2018-03-03, 13:09 Akceptowałam jej decyzję. Nawet ją rozumiałam. Dziś zdarzyło się bardzo wiele, więc naprawdę nie dziwiło mnie, że natłok myśli mógł jej się teraz dawać we znaki. Sama w sumie cierpiałam z tego samego powodu, jednak ja... Przez te lata chyba nauczyłam się lepiej to maskować. Przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki kilka godzin temu nie spotkałam Ricky w tym nieszczęsnym sklepie. Wtedy całkowicie straciłam umiejętność logicznego myślenia. Inaczej przecież w życiu to by się tak nie skończyło, prawda?
- Jasne. - Odpowiedziałam, wciąż nie zdejmując uśmiechu z mych ust. Kiedyś... Kiedyś na pewno będzie czekać nas ciężka rozmowa. Dotycząca nie tylko tych jej głupich myśli, ale i moich wybryków... Pozostawało mi tylko wierzyć, że razem jakoś to przegryziemy. Że wyjdziemy na prostą. I nie skończy się to jak w dniu, gdy Roseberry odebrała swój dyplom...
Widząc przerażenie na jej twarzy, roześmiałam się. Tak, chyba za te jej reakcje tak ją kochałam. Jasne, miałam dziś na celu upicie tej małej, ale raczej nie do stanu nieprzytomności. A nawet jeśli... Moje łózko i ramiona stały przed nią otworem.
- Równo. - Potwierdziłam, gdy w końcu pozbyłam się korka z szyjki butelki, tryumfalnie ją podnosząc ku górze, nim zaczęłam przelewać szkarłatny trunek do szklanek. W tej też chwili spojrzałam na ekran telefonu Ricky, czytając tą jakże miłą wiadomość. Wiem, że nie powinnam, ale jednak... Znowu się zaśmiałam:
- Hah, nie dobra Ty. Nam tu tajskie stygnie, a biedna Rocky o pustym żołądku siedzi. - wysiliłam się na żart, po czym jednak spoważniałam. - Wie, że tu jesteś? - Zapytałam, niby neutralnym tonem, ale jednak trochę się martwiłam, czy bliźniaczka mej partnerki zaakceptuje powód nieobecności swej siostry... Oczami wyobraźni widziałam też reakcję Aarona, jakby się dowiedział, że jego przyjaciółka jest moją dziewczyną. Brrr... To nie była miła wizja, tym bardziej, że ten prawdopodobnie nawet nie zdawał sobie sprawy, jak moje życie się toczyło na drodze miłosnej...
Nie było więc wyjścia. Odstawiłam butelkę na ziemię i podniosłam jedną ze szklanek do toatu, by móc po chwili w siebie wlać ten napój bogów...