Samantha Bartowski - 2018-03-10, 19:35 Ten jej spokój i pewność...
Rany, ile bym dała, by i mój mózg pozwolił do tego tak lekko podejść. A jednak ja wciąż miałam z tyłu głowy ten jeden, dość znaczący fakt - przyjaźnimy się. A wiadomo, że gdzie przyjaźń, nie powinno być seksu. Nie, kiedy łączą was inne rzeczy. A ostatnie czego chciałam, to przejść na relację friends with benefits. Nie uznawałam tego. Nie po tym, jak sama zostałam zraniona.
Przewróciłam oczami, gdy usłyszałam jej jakże potrzebny komentarz o śniadaniu. Jedzenie było teraz ostatnią rzeczą, o której myślałam.
- Właśnie w tym problem, Ali! - wyrzuciłam z siebie lekko podnosząc głos. Po chwili jednak znacznie go ściszyłam, jakby samej wstydząc się własnych słów:
- Jesteśmy przyjaciółkami a wylądowałyśmy w łóżku. Znaczy... Na kanapie. Ale wiesz o co chodzi! - dodałam, gestykulując zdecydowanie za bardzo, zważając na treść tego zdania. Po chwili wyciągnęłam rękę, po to wino, które wciąż stało przy tym nieszczęsnym meblu, i bez większego zastanowienia otworzyłam je, po czym pociągnęłam większy łyk z butelki. Skrzywiłam się przy tym nieco, ale ciepło alkoholu szybko rozniosła się po moim przełyku... Jeszcze jeden wdech i wraz z butelką zawędrowałam do kuchni, gdzie już krzątała się blondynka.
- Coś więcej? - Zapytałam dość niepewnie, gdy odnalazłam ją już wzrokiem. Pamiętałam, jak skończyły się moje dwa - w teorii - poważne związki. Nie wiedziałam, czy chciałabym je powtarzać. A jednak... Wizja posiadania kogoś, kto zawsze przywita Cię z otwartymi ramionami, kto zawsze będzie na Ciebie czekał... Była taka kusząca. Postawiłam wino na jednym z blatów, ponownie wzdychając. Wyciągnęłam z szafki jakieś czyste szklanki i rozlałam do nich trunek. Tak... Dla ukojenia nerwów.Alison Blake - 2018-03-10, 22:57 W końcu była lodową księżniczką, więc poza dosłownym skojarzeniem, określało to też jej charakter, nie traciła ona kontroli nad sobą inad swoimi emocjami, to nigdy nie przynosiło nic dobrego prawda?
No i były przyjaciółkami, co znaczyło tylko, że się dobrze znają i wiedzą o sobie wszystko. Wiedzą też, że mogą sobie zaufać nawzajem, co jest najważniejsze chyba w każdej relacji prawda? No i nie chodziło o friends with benefits, do tego Alison miała innych kandydatów, nie musiała do tego zaciągać Sammie do łóżka.
-No jesteśmy i było nam dobrze na tej kanapie. Znamy siebie dobrze i wiemy , że możmey sobie zaufac. Sammie nie ma co niepotrzebnie komplikować rzuciła Alison, wzięła butelkę od Sammie, wzięła dużego łyka. Potem podeszła do lodówki gdzie znalazła jajka, a nawet boczek i jakieś da pomidorki. Wyciągnęła też patelnię i wbiła cztery jajka zanim odwróciła się do Sammie.
-[b]Tak coś więcej. Myślę, że dobrze byłoby nam razem i warto byłoby spróbować.Samantha Bartowski - 2018-03-11, 13:37 - To już jest wystarczająco skomplikowane, Alison. - stwierdziłam, patrząc, jak kobieta podpija trunek z tej butelki, zamiast ze szklanki, którą właśnie napełniłam. Cóż... Nie powinnam się jednak na ten temat wypowiadać, gdyż sama przed chwilą zrobiłam dokładnie to samo, czyż nie?
Wzięłam jedną ze szklanek i oparłam się o jeden z blatów, przecierając własne czoło dłonią.
- Teraz już serio nie wiem, co robisz z moją głową... - Westchnęłam, biorąc kolejny łyk szkarłatnego trunku. Bałam się. Bałam się, że kolejny raz utracę naprawdę znaczącą dla mnie relację. Że kolejny raz stracę kogoś bardzo mi bliskiego, tylko przez jeden, głupi wybór. Ale przecież po tej nocy nie mogłyśmy udawać, że nic się nie stało. To mogło jeszcze gorzej na to wszystko wpłynąć.
- Ale... Powoli. - Wydusiłam w końcu z siebie, oczywiście nawiązując do jej wypowiedzi o próbie. Chyba nawet sama byłam ciekawa, jak to się może potoczyć. Ale na pewno nie chciałam wciąż utrzymywać takiego tempa, jakiego dopuściłyśmy się w nocy. Już raz sobie na to pozwoliłam, i skończyło się to dla mnie tragicznie.Alison Blake - 2018-03-11, 13:55 -Wręcz przeciwnie Sammie to jest wszystko bardzo proste rzuciła Alison z szerokim uśmiechem po czym wróciła do jajek, bekonu i krojenia pomidorów. I zawsze dobrze pije się wino z butelki szczególnie do śniadania, szkło było dobre na wieczór. To jedna z wielu niepisanych zasad Alison! Panna Blake nie rozumiała do końca zachownaia Sammie, wyglądało to jakby właśnie stał się jakiś dramat, a nie była właśnie po upojnej nocy, w momencie gdy piękna, naga dziewczyna przyrządza ci śniadanie i możesz popijać z nią wino.
-Jezus Sammie, mówisz prawie jakbym próbowała Cię opętać. Zaręczam, że takich mocy nie posiadam powiedziała. Włąśnie zauważyła, że jajecznica i bekon były gotowe. Sięgnęła więc po dwa talerze z szafki i nałożyła bekonu jajecznicy i pomidorów, po czym przeniosła oba talerze na stół. ALison w żadnym wypadku nie rządziły takie obawy jak jej przyjaciółką.
-Nie jesteśmy dziećmi w liceum....i miałam parę pomysłów jak spalić kalorie ze śniadania. rzuciła z szelmowskim uśmiechem i puściła do niej oko.
-Ale skoro chcesz zrezygnować z deseru... rzuciła robiąc bardzo smutną minkę, oczywiście przesadzoną.Samantha Bartowski - 2018-03-11, 15:44 Cóż. Jej komentarz o mocy na pewno lekko poprawił mi humor, bo nawet jeden z kącików moich ust lekko uniósł się do góry. Chyba właśnie to w niej lubiłam. Mimo utrzymywania maski chłodnej suki, zawsze była w stanie w ten swój wyjątkowy sposób wprowadzić nieco humoru do wszelkich konwersacji. A może tylko ja byłam w stanie to dostrzec?
- Może i dziećmi nie jesteśmy, ale tak się trochę zachowałyśmy. - Stwierdziłam po chwili milczenia, biorąc kolejny łyk ze swojej szklanki. Rzuciłyśmy się na siebie bez opamiętania i myślenia. Z jednej strony to było strasznie pociągające, seksowne... Z drugiej - nie mogłam przez to wciąż tego przetrawić. Gdzie zniknął mój rozum? Gdzie logiczne myślenie?
Jej kolejny komentarz jednak wywołał u mnie te dziwne dreszcze. Niby wciąż starałam się ignorować, jak bardzo próbuje mnie skusić tym swoim ciałem, ale czy to w ogóle było możliwe?
Westchnęłam biorąc kolejny głębszy wdech. Nawet, jeśli Ali była pewna tego wszystkiego - ja wciąż miałam problem. Musiałam to porządnie przemyśleć.
- Nie dzisiaj... - Mruknęłam tylko cicho, zmieniając swoje miejsce i siadając przy tym nieszczęsnym stoliku. Nie w głowie jednak było mi teraz jedzenie. W końcu... Wciąż walczyłam sama ze sobą. Wiedziałam tylko tyle, że nie chciałam, by którakolwiek z nas była zraniona.
Tak bardzo teraz potrzebowałam chwili, by nie zrobić nic głupiego...Alison Blake - 2018-03-11, 16:17 Cóż humor zawsze pomaga rozładowywać sytuację jeżeli ktoś wie jak go używać. A Alison wiedziała, przynajmniej w przypadku Sammie. Poza tym bycie zimną suką tylko i wyłącznie bez okraszeniem tego czymś z nieco innej bajki jka humor było po prostu nudne. Tak jak kupowanie całego zestawu ubrań bo pani ekspedientka tak mówi i nie dodawianiu niczego od siebie. A jeżeli była jedna rzecz, której panna Blake nie lubiła to właśnie to była nuda.
-Weź idź. Ja myślę, że zachowałyśmy się jak dorosłe, wyzwolone, współczesne Amerykanki rzuciła puszczając do niej oko. Jeżeli Sammie chciała rzucać te wszystkie poważne stwierdzenia, to jej sprawa, nie oznacza to, że Alison musi robić to samo. Jak dal mniej to co zrobiły było właśnie, dzikie i seksowne, czyli super i tyle. Nie było drugiej strony. Na jej kolejne słowa jedynie wrzuszyła ramionami po czym spojrzała po swoim własnym ciele z góry do dołu.
-No jak uważasz, ale myślę, że to Twoja strata powiedziała i zaczęła jeść to co miała na talerzy po czym wskazała widelcem na talerz Sammie.
-Ej no jedz, bo się obrażę. Nie otrujesz się!Samantha Bartowski - 2018-03-11, 16:38 Naprawdę, zazdrościłam Alison tej lekkości ducha, której jak widać - mi bardzo brakowało. Nie potrafiłam przejść obojętnie obok tego, co się stało. Przeżywałam to, czułam wyrzuty sumienia i miałam... Jak to się nazywało?
Ah. Kaca moralnego. Ten cholerny moralniak, który nie pozwala Ci później spojrzeć w lustro. Nie wiem czemu się tego wstydziłam. Nie wiem czemu, to nie chciało mi dać spokoju. Przecież miała rację. Byłyśmy dorosłe, nikogo nie skrzywdziłyśmy - w końcu byłyśmy singielkami. A jednak... I tak mnie coś zżerało od środka.
- Mnie to chyba przerasta. - Stwierdziłam z westchnieniem, stukając palcami po stole. Nie radziłam z tym sobie i wiedziałam, że będę potrzebowała odrobiny czasu, by wszystko sobie w głowie poukładać. Najgorsze, że wciąż przed oczami miałam wizję poprzednich związków, które padały niczym niestabilny domek z kart...
Wzięłam widelec w dłoń i zaczęłam grzebać nim w tej jajecznicy. Wciąż jednak nie miałam ochoty ani sił, by cokolwiek przełknąć.
- Ali, daj mi to przemyśleć. - Zaczęłam dość niepewnie - wiesz, jak kończyły się moje ostatnie związki... Ja... Nie chcę, żeby i ten się tak skończył. - dodałam po chwili, cicho, ale w końcu podnosząc wzrok na te jej śliczne oczy, które tak mnie hipnotyzowały te kilka godzin temu...Alison Blake - 2018-03-11, 17:00 Wyrzuty sumienia, kac moralny to coś co człowiek sam sobie tworzy w swojej głowie by samemu sobie utrudnić życie. Jest to więc coś komplenie bez sensu i Alison nie miala najmniejszego zamiaru się temu poddawać. Inni ludzie wystarczająco często komplikują życie, samemu nie ma najmniejszej potrzeby tego robić. I Alison zupełnie rozumiała po co Sammie to robi sobie i innym. Nie skrzywdziły nikogo i nie zrobiły nic złego do cholery!
Teraz Alison wyciągnęła dłoń i dotknęła nią dłoni przyjaciółki.
-Sammie, prosiłam, żebyś tego nie koplikowała, zapadniesz się teraz w rozmyślanaich i nigdy z tego nie wyjdzie, a wątpliwości Cię zjedzą od środka. Czy tego właśnie chcesz? Poza tym tak wiem jakie były Twoje dwa poprzednie związki. Ale co z tego. Czy jak ktoś miał dwa wypadki samochodowe, to znacyz, że już nigdy nie powinien wsiadać do żadnego środka transportu? Albo nawet nie wychodzić z domu? Nie. Pamięta się o nich, ale żyje się dalej. I obiecuję, że ze mną poczujesz jak się żyje naprawdęSamantha Bartowski - 2018-03-11, 18:51 Tego nie mogłam jej odmówić. Rzeczywiście, przy każdym naszym spotkaniu żyłyśmy pełnią życia i mogłyśmy oddychać pełną piersią. Nie odmawiałyśmy sobie niczego, bawiłyśmy się nieraz do świtu. Byłyśmy nieposkromione, młode, piękne... Czegóż można było chcieć więcej?
Chyba... Wewnętrznie obwiniałam siebie, za te wszystkie relacje, które tak gwałtownie się zrywały. Miałam wrażenie, że odkąd odrzuciłam Aarona, los próbował dać mi znać, że nie zasługuję na miłość. Że nic już nie ma prawa mi wyjść. A może sama już sabotowałam wszelkie bliższe relacje? Może to ja chciałam siebie ukarać za to, co zrobiłam własnemu bratu?
Uśmiechnęłam się na ten drobny gest ze strony blondynki. No proszę, jednak ją jeszcze stać na takie drobne, miłe znaki.
- Bez przesady, że nigdy. Chyba... Dzisiaj muszę odpocząć i to sobie poukładać, ok? - westchnęłam, wciąż grzebiąc tym nieszczęsnym widelcem w pełnym talerzu - Daj mi przetrawić na trzeźwo, to co się działo.Alison Blake - 2018-03-11, 20:01 No właśnie, czego można było chcieć więcej od życia niż drugiego człowieka , z którym się tak dobrze rozumiało? Zdaniem Alison to właśnei można było nazwać pełnią szczęścia. I tego właśnie chciała teraz doświadczyć. I wiedziała, że jeżeli Sammie pozwoli to tak właśnie będzie. Dlatego trochę też szkoda, że jej przyjaciółka wolała robić sztuczne problemy tam gdzie ich jeszcze nie ma zamiast cieszyć się tą chwilą. Na dobrą sprawę w obecnej rzeczywisotści każdy z nich mógł zginąć nazajutrz. A na pewno było to prawdą w wypadku Alison.
Teraz tylko westchnęła, skończyła jeść jajecznicę, podeszła do zlewozmywaka gdzie umyła swój talerz.
-Jak uważasz. Myślę, że lepiej jak sobie teraz pójdę bo chyba bardziej komplikuje wszystko swoją obecnością powiedziała po czym wróciła do kanapy by się ubrać. Kiedy była gotowa wróciła do Sammie i przytuliła ją mocno po czym złożyła jej pocałunek na jej ustach.
-Zadzwoń kiedy będziesz gotowa Sammie powiedziała po czym skierowała się do wyjścia.
/zt.Samantha Bartowski - 2018-03-17, 20:24 Nie czułam się z tym dobrze. Przecież właśnie odtrącałam swoją najbliższą przyjaciółkę. Tylko... Czy na pewno wciąż tylko przyjaciółkę? Po tej nocy nie byłam już niczego pewna. I chyba właśnie to było najgorsze.
Coś mnie zakuło, tam w środku, na sercu, gdy tylko doszły do mnie słowa blondynki. To nie tak. To nie miało tak brzmieć. Ja po prostu... Miałam mętlik w głowie. Nie wiedziałam, jak sobie poradzić z tą sytuacją - tym bardziej, gdy na trzeźwo wciąż miałam przed oczami wszystko to, co złe. Wszystko, do czego doprowadził moje dotychczasowe związki. I mimo nawet tych dobrych chwil, na końcu i tak zawsze cierpiałam. A każde kolejne spotkanie wpędzało mnie w coraz większy nałóg...
- Ali, nie, ja... - Nawet nie wiedziałam co jej powiedzieć. Wstałam od tego blatu i w sumie bez słowa przyglądałam się mej towarzyszce, gdy nakładała na siebie kolejne warstwy ubrań. Westchnęłam ciężko i nawet nie próbowałam jej już zatrzymywać.
Zdziwiłam się jednak, gdy poczułam jej ciepłe wargi na swoich ustach. Mimowolnie, uśmiechnęłam się lekko, choć wewnątrz coś we mnie wrzało.
- Zadzwonię. - Odpowiedziałam zdecydowanie zbyt spokojnie, jak na stan emocjonalny, w jakim właśnie się znalazłam.
Zamknęłam za Blake drzwi i przez chwilę trwałam tak przy nich, próbując się ogarnąć. Sumienie coraz bardziej mi dogryzało.
- Kurwa... - Rzuciłam chyba sama do siebie, nim znowu skierowałam się do kuchni, skąd zgarnęłam zarówno szklanki z niedopitym winem jak i samą butelkę. Nie mogły się przecież zmarnować. Ruszyłam z tym ekwipunkiem ku swojej sypialni, skąd zapewne nie wyjdę już do wieczora...
[z/t]Alba Delgado - 2018-06-21, 09:41 /Prosto ze stacji
Gdy pokonasz swój strach. Gdy przeobrazisz złe emocje w siłę. Gdy mroczna energia przemieni się w dobro, które pomoże ci pokonać przeszkody i wyzwolić tych, których kochasz. Tak wiele teorii, mnóstwo wizji, prawie kosmicznych, i dróg, na które nie potrafiła wkroczyć. Rwało się w niej coś, coś kazało zaatakować, ale nie umiała. Jak mogła komukolwiek pomóc, skoro była tym małym kaczątkiem, które w kółko trzeba było ratować. Przez to wszystko rosła w niej irytacja. Czuła potęgę swojej mocy, ale za nic nie umiał do niej sięgnąć, przemienić tych umiejętności w obezwładniającą mgłę, przed którą klęknie wróg. To niemal frustracja, przez którą wciąż popełnia się te same błędy. Zupełnie jak w przypadku społeczności mutantów: walczyli o swoje, zdawało się, że są krok bliżej, ale ludzie zrzucali na nich kolejną bombę, wszystko przepadało. Dziś nikt nie spał spokojnie, nikt beztrosko nie szedł ulicą – czujni, przestraszeni i chowający się w cieniu. Nie tak ma to wyglądać. A Aaron… Aaron to pokazał.
Stanęła w mieszkaniu Sami. Ściągnęła buty. Popatrzyła na Ricky, której słowa odbijały się przez moment w jej myślach. Nie było czasu na paraliżujący strach, nie było możliwości, by mieć faktyczny plan… Nie było granic, które mogłyby powstrzymać je przed pójściem tam. Właśnie, gdzie? Wciągnęła powietrze i popatrzył na nią mocno, przenikliwie. Jakby faktycznie sprawdzała, czy ona naprawdę chce, by we dwie ich poszukały. Aż zbyt mocno dał jej do zrozumienia, że nie chce, aby Alba go odnalazła, że to zbyt niebezpieczne. Dla jej dobra.
- Dobrze, pójdę z Tobą – potwierdziła spokojnie. - Ricky, oni mają jakieś namiary… - dodała, przypominając sobie słowa Aarona. Tak przynajmniej było, kiedy ostatni raz rozmawiali. Pierwszy i ostatni. - Nie chcą być odnalezieni, dopóki sobie z tym nie poradzą. Chyba że już… - Tylko czy wtedy telefon tak dramatycznie by milczał? Zamknęła na moment oczy. Martwiła się. Żyli, czuła to. Była zbyt słaba, by sięgnąć tak daleko i móc się upewnić. Czy faktycznie mogły cokolwiek zmienić?
W końcu rozejrzała się po wnętrzu mieszkania. - Gdzie jest Sami? Ricky Roseberry - 2018-06-21, 10:15 Żyli czy nie nie miało to dla mnie znaczenia, chciałam ich odnaleźć. Odnaleźć i dać choć cień samej sobie że wszystko się ułoży a teraz? Teraz byłam skazana na niańczenie dziewczyny Aarona. Dobra może trochę przesadzam, lubiłam Albę nawet byłabym skłonna się z nią zaprzyjaźnić, ale wydawało mi się że jest traktowana jak jajko przez Bartowskiego. Chciało mi się śmiać, bo wiedziałam że takie traktowanie nie pomaga w przetrwaniu. Chciałam upewnić się, że Alba da rade sama się obronić, może dlatego jej to zaproponowałam. Może, ale zgodziła się i to mnie cieszyło. Chciałam od razu zacząć ich szukać, ale wiedziałam że w nocy nie miało to większego sensu. Weszłam głębiej i skierowałam kroki do kuchni przyniosłam kanapki i zrobiłam ciepłą herbatę.
- Jak na chwilową panią gospodarz przystało częstuj się. - powiedziałam i postawiłam na stole wszystko co przyniosłam. Rozejrzałam się, ale nie widziałam by cokolwiek zostało ruszone, od momentu jak stąd wychodziłam, a to oznaczało że nadal nie było tu Samanthy. Zaniepokoiło mnie to i od razu posmutniała, ale w tym momencie dotarło do mnie pytanie mojej koleżanki. Spojrzałam na nią i nawet nie próbowałam ukrywać smutku.
- Aresztowali ją i chyba... Chyba jej jeszcze nie wypuścili. - machnęłam ramionami, a na moim policzku pojawiła się łza. Szybko ją starłam i wstałam z krzesła na którym usadowiłam się po tym jak postawiłam nasz poczęstunek. podeszłam do okna i chwilę się zamyśliłam.
- Myślę że tutaj jesteśmy bezpieczne. Przynajmniej na razie. Prześpimy się i jutro rano zaczniemy szukać. Tam jest pokój, jest już uszykowany. Spokojnej nocy. - oznajmiłam beznamiętnie pokazując jej drzwi do jednego z pokoi. Powędrowałam do mojej i Sami sypialni i położyłam się na łóżku. Nie potrafiłam od razu odpłynąć, ale w końcu po północy oczy same mi się zamknęły.
Rano wstałam jako pierwsza i przebrałam się w wygodniejsze ciuchy. Czarne rurki i t-shirt były chyba najmniej rzucającym się strojem jaki mogłam założyć. Włosy związałam w kitkę i złapałam swojego laptopa siadając w salonie na kanapie. Nie wiedziałam czego szukać, ale wiedziałam jak zacząć. Jeśli Aaron pisał do mnie to możliwe że znajdę cień jego obecności w sieci. Zaczęłam coś klikać na klawiaturze po chwili można było usłyszeć cichą muzykę, a ja wyłączyłam się totalnie z tego co działo się wokół mnie.Samantha Bartowski - 2018-06-21, 13:03 W końcu...
Dom...
Chociaż czy mogłam to miejsce dalej traktować jako dom? Co prawda, od kilku dni na zmianę tu wpadałam i wybywałam, nie czując się już bezpiecznie w moich własnych czterech kątach od czasu tego nieszczęsnego aresztowania. Ale przecież... Nie miałam innego miejsca.
Odkąd mnie wypuszczono, bałam się łapać z kimkolwiek kontakt. Wiedziałam, co mi wszczepiono. Wiedziałam, co mi zrobiono. Mieli nade mną kontrolę. A ja tak bardzo bałam się innych narażać... Nie miałam odwagi nawet własnej dziewczynie się przyznać, że jestem już... Heh, wolna.
A jednak, ostatniego wieczoru dałam się ponieść emocjom i wyjść. Potrzeba sprawdzenia, czy z Aaronem jest wszystko w porządku była zbyt duża, bym mogła ją zignorować.
Dalej też nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Dnia poprzedniego przeżywałam paskudne upojenie, jakbym wypiła nie wiem ile litrów alkoholi, a przecież rękę bym sobie dała uciąć, że nic nie tknęłam. Dzisiaj jednak nawiedził mnie syndrom dnia następnego - i t w równie paskudnej formie. Ledwo doczłapałam się o kulach do własnej klatki - co wyraźnie utrudniały również połamane żebra, złamany palec czy podbite oko. Nie mówiąc już o innych siniakach, oparzeniach, skaleczeniach... Wyglądałam jak siedem nieszczęść i nawet nie wiedziałam, dlaczego.
W końcu jednak wspięłam się po schodach, obolała, próbując złapać oddech i nie schaftować się na własną wycieraczkę. Podparłam się o klamkę, bo przecież drzwi powinny być zamknięte, a jednak... Otworzyły się, i to szeroko.
Co do...
Weszłam do środka i usłyszałam rozchodzącą się po mieszkaniu, cichutką muzykę. Niby cichutką, a przyrzekłabym, że w moim obecnym stanie i ona mnie irytowała. Przełknęłam ślinę, próbując utrzymać pion.
- Halo? - Rzuciłam w przestrzeń, niby nieco głośniej, ale jednak niepewnie i z wyczuwalną chrypką w głosie. Zdecydowanie, dało się po mnie wyczuć, że wcale nie miałam lekkiej nocy...Ricky Roseberry - 2018-06-26, 21:10 Skupiłam się tak na poszukiwaniu znaków Aarona, że nie usłyszałam jak drzwi się otworzyły, Z zamyślenia wyrwał mnie ochrypnięty głos kobiety. Szybko wyciszyłam muzykę i wstałam na równe nogi odkładając laptopa na kanapę. Odwróciłam się w stronę korytarza i nie chciało mi się wierzyć w to co zobaczyłam, a raczej kogo. Nie wiedziałam czy się cieszyć czy nie, ale nie wiele myśląc podbiegłam do niej i chciałam się przytulić.
Byłam szczęśliwa że nic jej nie było, a raczej w miarę cało z tego wyszła. Przyjrzałam się jej i zobaczyłam że wyglądała tragicznie. Widziałam ją kilka razy na kacu, ale dzisiaj przez to że była poobijana wyglądała jeszcze gorzej. Wciągnęłam głęboko powietrze i odsunęłam się od niej by nie powiedzieć za dużo. Usiadłam, a laptopa odłożyłam na stół zostawiając go włączonego i otwartego. Na ekranie widniał czerwony okrąg skąd mógł pisać do mnie Aaron i niektóre z tych miejsc nadawałyby się na kryjówkę. Nawet ktoś nie znający programu wiedziałby że kogoś szukałam. Spojrzałam a Samanthe i lekko się skrzywiłam.
- Co oni Ci zrobili..? - zaczęłam łamiącym się głosem, ale dość szybko się ogarnęłam bo wiedziałam teraz że przynajmniej Samantha jest w miarę bezpieczna i mogłam skupić się na reszcie osób na których mi zależy. Westchnęłam i poczekałam aż kobieta postanowi usiąść lub zrobić jakikolwiek ruch lub gest. Tęskniłam za nią, ale wiedziałam również że w pomieszczeniu obok spała Alba i nie chciałam jej obudzić.
- Aaron do mnie pisał żebym zabrała Albe, żebyśmy się schroniły tutaj. W co on się znowu wpakował? - ostatnie zdanie a raczej pytanie było retoryczne i skierowane do samej siebie. Sięgnęłam rękoma do laptopa i kliknęłam kilka przycisków, a okrąg zniknął i pojawiły się filmiki z kamer na ulicy. Nie było ich wiele ale może to coś da.