To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Abandoned Factory - Sala zabiegowa

Mistrz Gry - 2020-01-25, 21:39

Pełen stanowczości głos należący do Nicholasa, który rozległ się po sali sprawił, że wszyscy natychmiast zaprzestali swoich wcześniejszych działań. Kim oni byli, by kwestionować polecenia swojego dowódcy? Spoglądając na siebie porozumiewawczo skinęli głowami i zaczęto już ściągać silne więzy na nadgarstkach bezbronnej i przerażonej sytuacją Imari, lecz w tym samym momencie pojawił się niespodziewany gość. Nie był to nikt z poprzednio widzianych gapiów. Ktoś nowy, którego zjawienie mogło okazać się wybawieniem dla biednej mutantki...
- P- proszę nie podchodzić! - wyjąkał jeden z lekarzy, odsuwając się od dziewczyny z uniesionymi rękoma. Widział złość na twarzy nowo przybyłego mężczyzny, więc obawiał się o bezpieczeństwo swoje oraz pacjentki. Niepotrzebnie, ponieważ Phil nie miał złych zamiarów i zaczął samodzielnie uspokajać Imari, rozwiązując już poluzowane wcześniej więzy. Kobieta była już wolna, ale czy w ogóle to zauważyła, kiedy ten paniczny strach tak mącił jej w głowie?
Czy pokojowa metoda Phila okaże się skuteczniejsza i uda im się pomóc Imari w bardziej humanitarny sposób? Wkrótce do mężczyzny dołączyła również Esther. Twarze lekarzy oraz dwóch rebeliantów, którzy przypatrywali się wszystkiemu z boku, wyrażały niepokój, ale i cichą nadzieję, że tamtym uda się pomóc przerażonej mutantce. Nie wtrącali się i jedynie obserwowali rozwój sytuacji. Reakcja Nicholasa dała im jasno do zrozumienia, że ich metoda działania nie będzie tolerowana.
Co mogło być smutne, prócz Phila, Imari miała również Vincenta, który w żaden sposób nie reagował na jej paniczne krzyki, pomimo swej fizycznej obecności. Mutant, który się z nią przyjaźnił, leżał w tym czasie nieprzytomny na pryczy. Żaden mięsień jego twarzy nie drgnął, gdy Imari desperacko szukała ratunku. Nie mogła liczyć na jego pomoc. Mężczyzna, który na pewno rzuciłby się w jej obronie, był zupełnie bezradny i nieświadomy tego, co się działo dookoła.
Podobnie było z Christopherem. Uśpiony mężczyzna nawet nie zdawał sobie sprawy, że jego działania pociągnęły za sobą taki bieg wydarzeń. Wyglądał tak spokojnie, lecz nie jego krew w okolicach ust i już uschnięte łzy na policzkach tylko przypominały o tym, czego się wcześniej dopuścił. Czy po wybudzeniu będzie żałował swoich czynów? Czy będzie miał odwagę spojrzeć innym w oczy i przeprosić tych, których skrzywdził? A może na dobre stracił resztki swojego człowieczeństwa. Było to pod wielkim znakiem zapytania.
A co miała myśleć Caroline, gdy wszyscy wokół niej zdawali się wariować? Ona sama czuła jak traci nad sobą kontrolę. Drżące ręce, nierówny oddech, blada twarz... Znalazła się w centrum wydarzeń, których nie chciała być uczestnikiem. Nie chciała być nawet świadkiem. Tyle krwi, tyle krzyków. Agresja Nicholasa, panika Imari. Wszystko łączyło się w jedno.
Ale... może uda im się uspokoić Imari i wtedy wszystko się zakończy? Może już nic więcej się nie wydarzy? Caroline poczuła na swoim ramieniu czyjąś dłoń, kiedy zaczęła się hiperwentylować. To był lekarz. Zaniepokojony jej stanem zalecił jej zajęcie miejsca na pryczy i jeśli była potrzeba, pomógł jej w tym, ponieważ kobieta w każdej chwili mogła upaść na posadzkę i stracić przytomność. W tym całym zamieszaniu ktoś zaczął się o nią martwić.

Imari Blanc - 2020-01-25, 23:13

Nie spodziewała się wybawienia, teraz już nie spodziewała się niczego innego niż śmierć właściwie. Śmierć, od której uciekła poprzednim razem, a która dogoniła ją właśnie teraz i tutaj, dzisiaj, w magazynie, gdzie jednak dopadli ją ludzie z GC czy AG czy czegokolwiek innego, by w końcu zabić ją tą mutazyną.. Co nie udało im się poprzednim razem. Musieli po prostu dokończyć to, co zaczeli.
W pierwszej chwili w ogóle nie usłyszała tego znajomego głosu, słów wykrzykiwanych po francusku. Zdrętwiała az z przerażenia, gdy ktoś znów do niej podszedł, potem te dwie osoby się cofnęły, ktoś przed nią kucnął.. W głowie jej się kręciło, tak jak Caroline, była bliska zemdlenia, ale przerażenie jeszcze twardo trzymało ją po tej stronie realności. Dopiero po dłuższej chwili wpatrywania isę pustymi, przerażonymi oczami w Phila zaczęła rozumiec, kto tu przed nią siedzi. Wpatrywała się w niego jak w zbawienie. Bo tym dla niej był. Znów ktoś ją uratował, znów ktoś musiał po nią przyjść, pomóc jej, narażać siebie.. Z jednej strony bała się odwrócić wzrok od mężczyzny, a z drugiej oczy skakały jej na boki co chwilę, jakby spodziewała się, że to tylko halucynacja, zaraz ktoś ją złapie, wciśnie w fotel.. Skuliła się, gdy tylko ją przytulił, mięśnie napięły się jeszcze mocniej, o ile w ogóle było to możliwe.
Gdy tylko oswobodził jej nadgarstki z więzów od razu złapała się ręką za ranę na przedramieniu, zaciskając na niej palce kurczowo. Nie da się dotknąć, nie ma takiej opcji.
- Uhm - pokiwala głową do Neumanna.. ale na to wszystko pojawiła się Esther i Imari znów spięła się do granic możliwości, przenosząc na nią wzrok.
- Non! Pas moyen! - Goth nie miała pojęcia dlaczego Imari boi się igieł. I że ot nie jest zwykłe "nie lubię ukłucia", a raczej smiertelne przerażenie na widok jakiejkolwiek igły, nawet tej do szycia. Nie była w stanie nad tym zapanować nawet gdyby chciała.
Dodatkowo najwyraźniej przerzuciła się na francuski, nawet nad tym nie myśląc.
Zacisneła jeszcze mocniej palce na ranie i cofnęła się, razem z krzesłem, pewnie prawie się przewracając.
- Il n'est pas nécessaire de coudre quoi que ce soit - zapewniła, choć i tak nikt tutaj, oprócz Phila, nie miał pojęcia o czym dziewczyna mówi.
Niestety, ranę można tylko zabandażować albo zestitchować taśmą do szycia.. I to tez pewnie przyjdzie im ciężko. To, że jej ubrania powoli przesiąkały zastygająca krwią mało ją interesowało.
Nie pamiętała nawet, że niedaleko jest też Edams, który wykonczył się użyciem mocy tak bardzo, że teraz mógł jedynie leżeć jak kłoda, nieświadomy zupełnie tego, co się dzieje i jak Marceline się czuje.

Nicholas Grenville - 2020-01-26, 13:21

Tego było już za wiele. Przechodziło wszelkie mutanckie i ludzie umysły. Nicholas wiedział już, że jak odzyska siły, to przeprowadzi poważną rozmowę z tymi tutaj osobami, które dopuściły się do nie odpowiedniego czynu wobec Imari. Było do przewidzenia, że ktoś wejdzie po jej krzyku i tak się stało. Zjawił się Phil, który od razu zajął się rozwiązaniem i uspokojeniem Imari. Nicholas jedynie cofnął się, by dać mu przejście. I trzeba przyznać, że wiedział co robić. Na jego polecenie, by wyszli Ci którzy zawinili, Nicholas spojrzał na nich chłodno już mając dać im kazać wynosić się, kiedy to Esther zatwierdziła, że nikt nie wychodzi. Westchnął, nic więcej nie mówiąc. Skoro mieli zostać, niech zostaną. Ale przerąbane mieli już u Nicholasa jak i zapewne Phila.
On sam dostał polecenie od siostry, by wracać na swoje łózko i dokończyć opatrywanie. Choć był przekonany, że został już opatrzony. Spojrzenie swoje przeniósł także na Caroline, widząc iż zdecydowano się i jej w końcu pomóc. Czyżby sytuacja w tym pomieszczeniu zaczynała się uspokajać? Takie mógł odnieść wrażenie.
Nicholas wycofał się, wracając na swoje łózko, ale zachwiał się w ostatniej chwili łapiąc za sąsiednie łózko. Organizm najwyraźniej dał mu porządnie dać znać, że nie powinien teraz szaleć i się zrywać. Zrobiło mu się tak słabo, że musiał się o coś oprzeć. W głowie zaczęło mu się kręcić i kto wie czy to nie przez ubytek krwi. Ale czy to możliwe że przez ten czas mógł stracić tak dużo? Bandaż na boku bardzo powoli się przebarwiał na czerwień. Albo krew przeszła przez szwy, albo rozwalił jedną ranę. Zamknął oczy, próbując się uspokoić, przekonanym będąc że to przez nerwy i osiągnięty wcześniej limit mocy. Rozmasował klatkę piersiową, czując znajome i nieprzyjemne ukłucie. Robił to opatrzoną w temblaku prawą ręką, gdyż lewą podpierał się łóżka. Jeszcze tego będzie brakowało, że i on im tutaj zejdzie.
Chwilę trwało, nim przeszedł na swoje łóżko na nim usiadł. Rzucił okiem na otoczenie, chyba w nadziei, że nikt nie widzi tego co z nim się dzieje. Może faktycznie lepiej byłoby się położyć i zostawić wszystko siostrze? Świetnie sobie w tej chwili dawała radę. Na razie nie chciał się kłaść, woląc mieć wgląd na wszystko i mieć pewność, że uda się im uspokoić Imari. On tu teraz nic już nie zdziała. Nie z tymi ranami, nie w takim stanie.

Phil Neumann - 2020-01-27, 22:57

Awrrr… Odetchnąłem głęboko, by nie rozerwać tu pewnych młodych dam wtrącających nosa w nieswoje sprawy na oczach biednej, torturowanej Imarki. Cholera, kurwa i mać niech tą Esther! Dobrze, może były jej sprawami… Może. Wyglądało na to, że została przydzielona do ogarniania tej sali, ale ewidentnie sobie z tym nie radziła. Powinna być świadoma tego, że kiedy w grę wchodziły więc moje rozkazy, powinna była stulić dziób, a nie odwoływać moje rozkazy! Nie dość, że przewyższałem ją doświadczeniem, to jeszcze rangą… A o wieku to ja nie wspomnę, ani o TORTUROWANEJ IMARCE!!!
- Przywiązywanie niewinnych i rannych osób do krzesła? Takie są ich obowiązki?! Mają wyjść. Och, ja z chęcią później zajmę się wymierzaniem sprawiedliwości, ogarnięciem tego burdelu – odparłem, wzniósłszy wpierw niespiesznie wzrok na Esther Goth, bo to właśnie do niej przemawiałem i to jej próbowałem nie rozerwać wzrokiem. Zapewne przy odrobinie szczęścia, wybuchłaby na moich włosach, dosłownie eksplodowała i miałbym ją z głowy. Och, jakaż lekka byłaby to głowa… Oj, byłaby.
Powróciłem swoimi oczkami do Imarki. Obiecałem, że nic jej się nie stanie. Obiecałem jej to, a mimo to znowu była ranna, a na dodatek… Psychicznie… Mieli pecha. Cholera, mieli cholernego pecha. Niech ja się tylko dowiem, kto za to odpowiadał, a będzie biedny. Będzie biedny. Musiałem jednak się uspokoić w tej chwili. Dla niej.
Dla mojej Imarki, wykrzesałem z siebie nawet pokrzepiający uśmiech. I całe pokłady łagodności, których akurat zabraknie dla tych brutali, dzikusów niewyedukowanych.
- Ależ oczywiście! Nie będziemy nic szyć. Nie trzeba. Zero igieł – zapewniłem Imarkę po francusku, po czym spojrzałem ponownie na skradającą się z igłą Esther Goth. Cudownie.
- Goth, wara mi stąd z tą strzykawką, bo zaraz jej zawartość może wylądować w twoim pośladku… I nie żartuję – odparłem, choć ani nie było mi do śmiechu, ani zdecydowanie nie wyglądałem na kogoś, kto próbowałby żartować. Ale, tak nawiasem mówiąc, to moja głowa raczej nie miała być zanadto odciążona po ewentualnym wybuchnięciu panny Goth, bo, cóż, zgrabna dupa z niej była. Phi. – Imari nie życzy sobie igieł. Dajesz same bandaże albo wypad mi stąd wraz z tamtymi – dodałem tonem nieznoszącym sprzeciwu. Poklepałem Imarkę po dłoni.
- Opatrzymy ci rękę. Bez znieczulenia i igieł, ale przecież twarda z ciebie laska, co nie, moje kochanie? – powiedziałem – nawet całkiem rozbawiony użyciem sformułowania twarda laska, które bądź co bądź pasowało do tej niepozornej dziewczyny jak ulał – do Imarki po francusku, bo najwyraźniej był jej bliższym językiem aniżeli angielski. Na szczęście, nie sprawiało mi problemu mówienie w tym języku, choć dawno nie było mnie w Kanadzie, więc nie miałem okazji go używać... Ale Imari zdawała się jednak mnie rozumieć i to raczej poprawnie, bo się uspokajała i przede wszystkim nie zwiała stąd z krzykiem.

Caroline McCoy - 2020-01-28, 18:55

Koszmar. To wszystko to był po prostu koszmar.
Resztkami sił nad sobą panowałam - o ile panowaniem można nazwać ten stan, kiedy starasz się utrzymać oczy dookoła głowy w poszukiwaniu niebezpieczeństwa. Jak widać jednak było - nawet to kiepsko mi wychodziło, bo w tej chwili słabości... Na moim ramieniu wylądowała czyjaś dłoń.
Męska dłoń?
Mogłabym to przysiąc czując jej ciężar i rozmiar. A w mojej obecnej sytuacji z całą pewnością nie był to skuteczny dla mnie sposób pomocy...
Mój przyspieszony oddech w jednej chwili stanął, gdy oczy zajęły się całkowitą bielą moich białek, a moja świadomość odpłynęła gdzieś w siną dal...
Moje ciało się osunęło - zapewne na stolik przede mną, czy lekarza za mną. Ale hej - chociaż oddech wrócił mi do względnej normalności, no nie?
Może więc się myliłam, a ten krótki dotyk okazał się najlepszą metodą na chwilę odpoczynku od tego chaosu?

Esther Goth - 2020-01-29, 22:26

Szczerze powiedziawszy Esther tej chwili miała gdzieś to kim był Phil czy był starszy, czy też, że przewyższał ją rangą, a nawet doświadczeniem. Mógł być nawet królą Elżbietą II bądź nawet samym prezydentem, a i tak by odniosła się tak samo. Bo tej chwili nie zachowywał się jak dorosły, poważny facet, lecz jak jakaś primadonna z rozbujanym ego. Słysząc jego słowa spojrzała na niego... Serio, aż tak uraziła jego EGO i po co te krzyki. Nie patrzyła na brata, bo nie potrzebowała z jego strony ratunku. Jednak wdzięczna była, że się on jeden nie przystawiał się temu by zostali.
- Kogoś innego bym przywiązała i przy okazji zaknelbowała - mruknęła sama do siebie. Oczywiście odnosząc się do osby wielce szanowego tutaj Pana. Który zamiast użyć głowy myśli tym, co ma między nogami. Ale bez obrazy przecież właśnie jego dama została tak bardzo skrzywdzona i trzeba było pokazać, jakim to się jest maczo. Czyż nie...
- Jaśnie panie... Nie jest zorientowany w sytuacji więc strzymaj się wydawaniem wyroków. Oczywiście chcesz zobaczyć kto jest winny dlatego karzesz im wyjść. Jednak nikt nie wychodzi mają swoje obowiązki... Jak na przykład opatrywanie ran czy też pilnowanie sprawy całego tego zamieszanie. Jednak proszę niech ochroniarze wyjdą... Ale mam nadzieję, że tym razem ty znajdziesz się na drodze Chrisa, a nie kto inny. Skoro nie umiesz racjonalnie myślec - powiedziała do niego odnośnie do jego słów, bo wpada do sali. Nie wiedząc co tutaj się wydarzyło oraz czemu właściwie jego ukochana Imarka jest rana i skąd ta cała krew i burdel jak to sam określi. Nie, po co zorientować się sprawie lepiej rzucać się na wszystkich w obronie swojej ,,pani".
Spojrzała na Imarii jak, bo krzyczała coś w innym języku nie znała go... Ani też nie wiedziała co dziewczyna wykrzykiwała. Cóż faktycznie nie wiedziała skąd ta panika oraz ani czemu tak nie chce ukłucia. Jednak do akcji Phil przy okazji grożąc jej. Jak już wcześniej zirytował ją swoim zachowaniem to teraz to już przelał jeszcze bardziej wszystko. Jest w stanie wszystko zrozumieć... Zachowywanie się jak primabalerina czy niedojrzały facet... ale nikt nie będzie jej groził. Kiedy chce tylko pomóc dziewczynie. Jedynie dobrego z jego słów to tyle, że zrozumiała o co chodzi dziewczynie. Dobra nie chciała igieł okej... Ale jemu tak tego nie daruje.
- Wypchaj się... Sam zajmij się swoją księżniczką... Mam tylko nadzieję, że zrobisz to dobrze by nie wdało się zakażenie oraz aby rana się dobrze zagoiła - powiedziała odkładając skrzykawkę na stole. Chociaż miała cholerną ochotę potraktować Phila. Jednak odróżnieniu od niego potrafiła uszanować sprzęt medyczny i to, że przyda się komuś potrzebujący. Zwłaszcza że nie tak nie dawno została rozpity jeden flakon.
Widziała jak w całym tym zdarzeniu lekarka, która wcześniej zajmowała się Imarii straciła przytomność. Dlatego też zdecydowała się dziewczynę zostawić w rękach jej ,,bohatera", jak to wcześniej powiedziała i zwróciła się do lekarza, który zajął się lekarką.
- Co z nią? - zapytała się jego...

Mistrz Gry - 2020-01-30, 02:19

Sala zabiegowa wydawała się miejscem przeklętym... Kiedy jeden problem został rozwiązany, pojawiały się następne i kto wie czy nie były one gorsze od poprzednich. Nastawienie Phila naturalnie przeraziło lekarzy, którzy bądź co bądź byli tylko ludźmi, nie będącymi przystosowanymi do pracy w takich warunkach. Z jednej strony chcieli pomóc Imari, a z drugiej zbliżenie się do Phila wydawało się być równie niebezpieczne co podejście do klatki lwa. Pacjentka z każdą sekundą traciła coraz więcej krwi, a rana na ręce nawet nie myślała krzepnąć. Czy był czas na negocjacje? Czy był czas na kłótnie? Nawet Esther, która do tej pory zachowywała zimną krew, nie mogła pojąć zachowania mężczyzny, który pod wpływem emocji chciał wyprosić lekarzy oraz ochroniarzy Caroline, którzy również przyczynili się do związania Imari. A co się wtedy stanie z innymi pacjentami...? Phil miał prawo być zły, jednak ta złość nikomu nie wychodziła na dobre.
Sytuacja znacznie się skomplikowała, gdy następną ofiarą stała się... Caroline. Kobieta zemdlała w ramionach lekarza, który wcześniej dostrzegł jej zły stan psychiczny. Lekarz musiał położyć bezwładne ciało kobiety na pryczy, będącej teraz kolejną pacjentką wymagającą hospitalizacji. Vincent, Christopher, Nicholas, Caroline, Imari... kto będzie następny? Utrata przytomności przez Caroline była o tyle istotna, że to ona odpowiadała za usuwanie chipów mutantów. Wszystko będzie trzeba przełożyć na później. Nie tylko wyciągnięcie chipu jaszczura, ale i pozostałych mutantów, którzy wciąż czekali za drzwiami sali. Jej stanem przejęła się Esther Goth, która decydując się zostawić Phila oraz Imari samych, postanowiła skupić swoją uwagę na pozostałych, którzy bądź co bądź również potrzebowali pomocy...
Skóra nieprzytomnej lekarki błyszczała od zimnego potu pokrywającego jej bladą twarz. Nie tylko stres związany z obecną sytuacją przyczynił się do utraty świadomości. Kobieta dodatkowo była już wcześniej przemęczona.
- Nie jest dobrze. Prawdopodobnie przez resztę dnia nie będzie w stanie wykonywać swojej pracy. Trzeba będzie poinformować o tym oczekujących i przełożyć zabiegi na następny dzień. - powiedział zmartwiony mężczyzna. - Pozostaje wierzyć, że grube ściany fabryki blokują sygnał i nie zostaną namierzeni. Chyba, że uda się znaleźć mutanta, który ma odpowiednie predyspozycje do zakłócenia sygnałów tych urządzeń. - dodał, pocierając palcami zarośnięty podbródek.
Wkrótce przeniósł wzrok na Christophera, który przebywał tutaj tylko ze względu na chip. Wtedy też podeszło do niego dwóch ochroniarzy Caroline, którzy pamiętali polecenie Nicholasa oraz decyzję Esther. Skoro mutant był już opatrzony, zdecydowano się zabrać go już do kantorka i związać go na miejscu. Tak też zrobiono i po chwili udali się z uśpionym mutantem w kierunku wyjścia, dzięki czemu zwolniło się miejsce dla innego pacjenta, który mógłby potrzebować opieki medycznej. Lekarz nie do końca był przekonany co do wynoszenia mutanta do magazynu i wolał, by pozostał on na obserwacji, lecz Nicholas na pewno wiedział, co robił. Obecność tak agresywnego osobnika mogłaby jedynie zagrażać innym poszkodowanym, a nie wiadomo było, jak zachowa się po wybudzeniu i czy obecny tutaj personel byłby w stanie się nim odpowiednio zająć.
(Christopher Varcer zt. -> Kantorek)
Na czole Vincenta znajdował się chłodny okład i w przeciwieństwie do losu mężczyzny obok, jego nigdzie nie zabierano. Nie było takiej opcji. Lekarze podejrzewali, że obudzi się najprędzej po trzech godzinach, a będzie w stanie podnieść się z łóżka po pięciu. Nadużycie mocy to jedno, mężczyzna był wykończony po ataku na DOM i musiał zregenerować siły.
- Grenville, czy pan chce się wykończyć? - rzucił do niego lekarz, dostrzegając na nowo otwartą ranę na jego boku. Założenie opatrunków nie sprawiło, że jego rany magicznie się zregenerowały i mógł sobie pozwolić na takie działania, choć w takich warunkach rzeczywiście trudno było leżeć bezczynnie. Wystarczyła chwila nieuwagi Esther, a już jej brat zaczął się przypadkowo ranić. Trzeba było zmienić już opatrunki i ponownie zająć się raną... Nicholas jeszcze długo będzie sobie wspominać ten dzień. Niby wygrali i udało im się uwolnić mutantów, ale nawet nie mógł tego świętować... Nie mógł sprawdzić, jak się czują pozostali, co robią i czy wszystko przebiega zgodnie z planem. Będzie musiał z tym poczekać do czasu, aż poczuje się lepiej.
- Konieczne będzie podłączenie kroplówki. - powiedział lekarz, dając mu tym samym do zrozumienia, że opuszczanie łóżka przez jakiś czas będzie wykluczone.
Jeśli chodzi o Imari i Phila... Phil mógł zabrać dziewczynę i wyjść z sali, zamierzając ją samodzielnie opatrzyć/znaleźć innych, bardziej zaufanych przedstawicieli personelu medycznego, albo spróbować się uspokoić i pozwolić lekarzom na udzielenie pomocy. Jeżeli dopuści ich do Imari, wedle jego żądania zostanie ona jedynie obandażowana, lecz tym samym oznaczać to będzie bliznę po kłach oraz dłużej gojącą się ranę, przy której często będzie trzeba zmieniać opatrunki.

Imari Blanc - 2020-02-08, 23:30

Nie, nie dała do siebie podejść z igłą, a obecność Goth ze strzykawką nie polepszała sprawy. Imari znów powoli oddawała się panice, widząc zamiary kobiety. Szczęście, że był obok niej Phil, który załatwiał za nią wszystko i potrafił się wysłowić o wiele lepiej niż ona teraz. I to w dwóch językach, bo Marceline przeskoczyła na francuski całkiem i odzywała się jak na razie tylko w ten sposób. Kolejne podziękowanie w stronę Neumanna, bo jako jedyny tutaj był w stanie ją zrozumieć, mimo tego żabiego bełkotu.
Wpatrywała się w mężczyznę jak zbawienie, którym w tej chwili był. Przynajmniej dla niej, bo dla innych będzie całkiem nieciekawym płaskim w twarz niedługo zapewne.. Ale jeszcze nie teraz, na ich szczęście.
Imari złapała go kurczowo za dłoń, ściskajac wręcz boleśnie.
- Oui, pas d'aiguilles - pokiwala głową - wystarczy to opatrzyć. - dodała zaraz, jakby ktoś miał zmienić zdanie.
Nie myślała teraz w ogóle o tym, że rana może goić się dłużej i być brzydsza. Jeśli Phil wie conieco o medycynie albo ktokolwiek się Ims potem zainteresuje - mogą jej na świeżo jeszcze ranę zestitchować specjalnymi plastrami do tego, ale taka reakcja to kwestia może kilku godzin, zanim rana nie zacznie się ziarninować. Pewnie na to by się zgodziła.
- Możemy stąd iść...? Nie chcę tu być.

Nicholas Grenville - 2020-02-09, 01:20

Tego było za wiele. Caroline od nadmiaru emocji zemdlała. Phil wydzierał się, choć nie powinien. Esther nie dała sobą pomiatać i gdyby nie ona, sam by mu zwrócił uwagę na zachowanie. Ale niestety nie miał na tyle siły w chwili obecnej, bo chyba naruszył porządnie ranę. Albo znieczulenie przestało działać, albo ranę otworzył przez chodzenie, albo ból pojawił się większy.
- Zważaj na słowa Neumann.
Odpowiedział mu dość chłodno, nie życząc sobie takich słów wobec swojej siostry. Widział wznowienie paniki w oczach Imari i jedyne wyjście jakie byłoby dla niej teraz korzystne to opuszczenie tej sali.
- Nie oni, ale Ty wyjdź Phil i zabierz Imari do innej sali by ją opatrzyli...
Dodał jeszcze po chwili dość poważnie i również z chłodem nie tolerując takiego podejścia do sytuacji, kiedy nie wiedziało się co tak właściwie miało miejsce w tym pomieszczeniu. Z drugiej strony był wstanie go zrozumieć, jeżeli chodziło o bliską osobę. Bo kto wie, może gdyby coś stało się jego córce, zareagowałby podobnie? Nie wiadomo.
- Ugh...
Skrzywił się znacznie z bólu, skuliwszy, trzymając za prawy bok. Tak, wykończy się zaraz, jak to powiedział w tej chwili lekarz i wspomniał o kroplówce. A zaraz też po tym, w którymś momencie Imari poprosiła o opuszczenie sali. Tak będzie dla niej najlepiej. Więc jeżeli nie ich, to czy Phil ją posłucha? Nicholas mimo odczuwalnego bólu i całkowitego osłabienia, spojrzał na Phila, mając nadzieję, że wyjdzie stąd. Więcej sensacji nie potrzebują.
Na wynoszenie Jaszczura z sali, jedynie rzucił okiem.
Jeżeli Nicholas miał się położyć, to raczej musieliby go do tego zmusić. I kto wie, czy nie będzie trzeba zmienić opatrunek i opatrzeć na nowo ranę.

Phil Neumann - 2020-02-09, 18:47

Niesamowite… jak ludzie potrafią komplikować sobie życie ograniczonym umysłem. Miałem ochotę uciec się do wulgaryzmów, ale darowałem to sobie. Jakby nie patrzeć, miałem co robić, więc odetchnąłem po prostu. Każąca ręka mogła przecież ogarnąć swoje sprawy później, mogła poczekać, więc z tymi bulwersami rzuconymi pod moim adresem przeszedłem do porządku dziennego. Uśmiechnąłem się uniżenie, po czym spojrzałem na Nicka.
- Spokojnie, Grenville. Zostawiłbym ci ten ambaras, ale widzę, że również z tobą krucho. Wypoczywaj – odparłem wielce wielkodusznie. Szczerze? Nie spodobało mi się to za bardzo. Prawdopodobnie jedyna kompetentna osoba w rebelii, jeśli chodziło o zarządzanie, właśnie leżała i się wykrwawiała, pomimo opatrunków. Powinien, kurde, mieć ten burdel w jednym paluszku, a nie pluć tu przysłowiową krwią… O ile nie na serio krwią. Na litość boską, Goth mogła się schować. Nie nadawała się jako furiatka do pracy na podobnym stanowisku. Potrzebowałem Grenville'a. Zdrowego. Całego. Typowo chłodno myślącego.
- Spokojnie, moja droga Imarko – rzuciłem do niej po francusku. Przytrzymałem dłonią jej ramię, by się nie frasowała i nie wstawała jeszcze. – Weź, proszę, sprawnie opatrz jej tę ranę. Bez igieł. Sam opatrunek – dodałem do najbliższego lekarza, który jeszcze chwilę temu sprawdzał stan u śpiącego mutanta. Przesunąłem się nieco, by miał lepszy dostęp do ręki Imari, ale wciąż stałem w jej pobliżu i nawet chwyciłem ją za drugą dłoń, by czuła, że przy niej jestem.
Przeniosłem wzrok na Goth. Wziąłem głęboki oddech, po czym wypuściłem na moment wstrzymane powietrze.
- Nie będę przecież nosił wykrwawiającej się dziewczyny po całym budynku… Goth, ty się opanuj i ogarnij ten chaos. Nick niech nie wstaje, zetrzyjcie tę krew z podłogi. Spróbujcie też ocucić naszego gościa i, na litość boską, starajcie się jej nie straszyć, nie zabierać do tłocznych miejsc. Dajcie jej coś do jedzenia… Może słodkiego? Niech odetchnie. Powinna czym prędzej wyjąć wszystkie chipy. Mam nadzieję, że rozumiesz, że to istotne – odparłem do Esther, jak gdybym nie chował urazy o wypychanie się oraz inne księżniczki. – Gdybyście trafili na mutanta, który może swoją mocą blokować przekaz z chipów, wyślijcie go do mnie. Musimy zminimalizować zagrożenie odwetu D.O.G.S. Myślę, że są ostro wkurwieni… WIĘC DO ROBOTY – odparłem, po czym skontrolowałem, czy ręka Imarki jest już opatrzona.

Jeśli była już ogarnięta, zaś nikt nie chciał skakać sobie ze mną do gardeł, zamierzałem wziąć Imarkę na ramiona niczym księżniczkę i wypatatajać z nią z tej sali. Heh. Niczym jednorożec.
Na odchodne miałem rzucić do Grenville'a:
- Nick, daj znać, kiedy dojdziesz do siebie. Mamy do pogadania.
Na koniec zapewne omiotłem pomieszczenie wzrokiem po raz ostatni i wyszedłem z sali wraz z Imari.

| prawdopodobnie z/t

Esther Goth - 2020-02-13, 12:46

Dobrze się stało, że Nick był tego świadkiem, bo nie miał okazji poznać jej z tej strony. Co Esther zdała sobie sprawę dopiero po wszystkim. Jakoś wcześniej nie przejmowała się tym iż jej brat to wszystko słyszy. Nie miała nic sobie do zarzucenia więc nie przejęła się tym. Tylko spojrzała na brata. Na sekundę, by później wrócić do kobiety i lekarza.
- Okej - powiedziała do niego, bo cóż nie zbyt pochwalała, że bardziej przejmuje się tym, że kobieta nie będzie mogła wykonywać pracy niż jej staniem. Jednak tym razem to przemilczała. - Połóżmy ją na prycze - dodała po chwili do lekarza, który był przy kobiecie. Skoro jest przemęczona i zestresowana to za wiele nie mogli zrobić, niż dać jej odpocząć.
- Mamy tylu lekarzy i sanitariuszy zarówno z Bractwa jak z Rebelii czy nikt inny nie może jej zastąpić do czasu aż odzyska przytomność i będzie mogła wykonywać pracę - powiedziała, bo po co mieli kazać ludziom czekać. Licząc na to, że nie wybuchnie niezadowolenie... Większość tych ludzi chciała wrócić do domu, do swoich rodzin. Nie wiadomo było jak zareagują na to, że muszą czekać jeszcze dłużej.
- Jasne - odpowiedziałaNeumannowi, bo nie powiedział niczego nowego, czego sama by nie wiedziała. Jednak skoro miał już wychodzić to niech to robi jak na szybciej. Nie będzie mu mówiła, że sama doskonale wie co ma robić, bez jego pomocy. Czasem lepiej było przemilczeć kilka rzeczy i dać innym wierzyć, że są niezastąpieni.
Z rozmową z bratem o tym, co powiedział mu lekarz i, że rzeczywiście tej chwili powinien pomyśleć o sobie. Wolała poczekać aż w pomieszczeniu będzie mniej osób.

Mistrz Gry - 2020-02-15, 19:57

Dobrze się skończyło, że Phil dopuścił do Imari personel medyczne. Wedle prośby ich obojga, na krwawiącą ranę został starannie nałożony opatrunek. Jeśli lekarz na chwilę obecną tylko tyle mógł zrobić, zamierzał to zrobić porządnie, by mieć pewność, że stan pacjentki choć trochę się ustabilizuje i nie będzie zbliżać się do stanu zagrożenia życia w czasie, gdy Phil tymczasowo przejmie nad nią opiekę. Kobieta prawdopodobnie nawet nie zdawała sobie sprawy, w jak ciężkim stanie się znalazła. Było to typowe zjawisko przy takich wypadkach. Pacjentka już teraz czuła ból, lecz będzie on narastać wraz z opadaniem poziomu adrenaliny. Dlatego tak ważne było, by przy Imari ktoś stale czuwał.
Phil zabrał ze sobą pacjentkę i wspólnie opuścili salę, którą nagle pogrążyła dziwna cisza. Mimo ich odejścia, w powietrzu wciąż wyczuwano atmosferę, jaka się wcześniej utworzyła. Brak krzyków, zamieszek, łez... tak powinno być tutaj od samego początku. Wszyscy mogli odetchnąć z ulgą. Nic nie zapowiadało na to, by cokolwiek złego miało się na tej sali wydarzyć.
— Trzeba będzie tu posprzątać. Ta sala powinna być najbardziej sterylnym miejscem w tym budynku. Na zewnątrz wciąż są mutanci potrzebujący pomocy. - stwierdził lekarz, który wcześniej zajmował się Nicholasem. Utrata przytomności przez Caroline nie wykluczała możliwości przyjmowania pacjentów. Mimo wszystko do tego pomieszczenia trafiali również ciężko ranni uczestnicy ataku na Dzielnicę i kwestią czasu było to, aż ta sala wypełni się ludźmi tak samo jak pozostałe. Lekarz w tym celu skierował się do drzwi i poprosił jednego z mutantów - członka Bractwa - o przybycie dodatkowych członków personelu medycznego oraz sprzątaczy, którzy zmyliby ślady krwi.
W tym samym czasie Caroline wraz z pomocą drugiego lekarza oraz pomocnej Esther, została umieszczona na pryczy. Mężczyźnie nie umknęły słowa kobiety odnośnie znalezienia zastępstwa.
— Caroline to cenny nabytek. Jako jedna z niewielu osób potrafi usunąć chipy bez ryzyka wystąpienia komplikacji. Ich umiejscowienie zostało starannie przemyślane. Chirurdzy mogą się tym zająć, lecz będzie zajmować to znacznie więcej czasu. - odpowiedział lekarz. Nieuniknione będą opóźnienia, lecz skoro sam dowódca Rebelii nie był w stanie samodzielnie się poruszać, opóźnienia te nie będą tyczyć wyłącznie kwestii chipów, a całej organizacji podziału mutantów do konkretnych grup. Nikt na chwilę obecną nie mógł zastąpić Nicholasa i musiał on w tym uczestniczyć. Wszystko wskazywało na to, że będą musieli poczekać z tym aż do rana. Na całe szczęście przemyślano możliwość noclegu w fabryce i mutanci do czasu podziału będą mogli przez noc zregenerować siły, mając do dyspozycji rozdane koce oraz ciepłe posiłki. Przynajmniej o to Nicholas nie musiał się martwić.
Dla niego jednak małe to było pocieszenie, skoro był zmuszony zostać na sali. Dodatkowo swoim zachowaniem wcale sobie nie pomagał, gdyż trzeba było ponownie opatrzyć jego ranę. Lekarz, który był obok Esther, zerknął na sytuację Nicka załamany, gdyż jego współpracownik za nic nie mógł dobrowolnie przekonać go do położenia się. Skoro Caroline była już w dobrych rękach i nic jej nie groziło, mężczyzna zerknął ukradkiem na kobietę.
— Dasz radę jakoś go przekonać, by przestał robić sobie krzywdę..? - wyszeptał lekarz do Esther. Nicholas przypominał duże dziecko, które nie potrafiło usiedzieć w miejscu... a będzie musiał pobyć tutaj dość długo, jeśli chciał wrócić do zdrowia. Sytuacja pewnie byłaby zabawna, gdyby nie fakt, że takim zachowaniem otwierał swoje rany i zmuszał do ponownych zmian opatrunków, co z pewnością przedłużało jego kurację. Lekarze wynieśli dzisiaj lekcję i postanowili nie używać siły. Siostra powinna dać radę przekonać swego brata do odpoczynku. Może postanowi go nawet osobiście pilnować na czas jego pobytu w sali zabiegowej? A może zaproponuje przejęcie kilku jego obowiązków, których w tym stanie nie mógł sam wykonać? Miała wybór.

Nicholas Grenville - 2020-02-16, 00:15

W sali w końcu zapanował spokój. Imari opatrzono, Phil mimo swojego bulwersa, musiał znów swoje dopowiedzieć, ostatecznie zwracając się do niego osobiście, nim wyszedł z Imari.
- Dam znać...
Odpowiedział Neumannowi krótko, obserwując kątem oka jak wychodzi. Wciąż trzymając się za bok. Przeholował i to wiedział. Nie był też z tego zadowolony, że obecny stan wykluczył go z dalszego funkcjonowania tego dnia. Ale przynajmniej uchronił wielu innych, którzy mogliby paść ofiarą Jaszczura, gdyby wyszedł z pomieszczenia nie powstrzymany.
Przez naruszenie ran, na pewno złapał też gorączkę. Nie da się ukryć, że na nowo będą musieli go opatrzeć, gdyż bandaż przesiąknął już jego krwią.
- Ma rację... Tylko Caroline może wyjąć bezpiecznie te chipy...
Potwierdził słowa lekarza, odpowiadając także na pytanie siostry. Tutejsi medycy z Rebelii były wtajemniczeni w sytuację Carolinę i mieli jej pomagać, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Co prawda, mogliby teraz skorzystać z pomocy innych chirurgów, ale jaka jest gwarancja, że nie uszkodzą ciała lub czegoś wewnątrz? To zbyt duże ryzyko.
I następny, który poskarżył się jego Esther, jak bardzo on sobie krzywdę robi. I tutaj westchnął ciężko, nie mógł tego przemilczeć.
- Słyszałem...
Rzekł spojrzawszy już ze zmęczeniem na lekarza. Wygląda na to, że i tak był na przegranej pozycji, jeżeli chodziło o sprzeczanie się z medykami. Jeżeli zadecydują by zmienić jemu opatrunek teraz, mogą to zrobić i naprawić ranę. A dopiero potem, jeżeli Ether go nie ochrzani, położy się, co tym samym pozwoli im go uziemić podpinając pod kroplówkę.

Esther Goth - 2020-02-21, 15:14

Szkoda, że kobieta nie przeszkoliła kogoś z personelu medycznego. Jak powinno się usuwać chipy. Tylko byli od niej tak bardzo uzależni. Do tego stopnia, że jej utrata przytomność wszystko wydłuży. Poza tym trze było dodać czas, jaki będzie nieprzytomna oraz ten, który będzie potrzebowała na dokończenia swojego zadania. Nie licząc już czasu, jaki ludzie będą potrzebować by dojść do siebie. To wszystko nie będzie kwestią dni tylko tygodni. Esther nie była pewna, czy to jest dobre. Jednak tej chwili nic z tym nie mogli zrobić. Musieli odczekać, aż odzyska przytomność i będzie mogła wrócić do pracy.
Kiedy jeden z lekarzy poskarżył się jej na Nicka spojrzała na niego.
- Dobrze, że słyszałeś - powiedziała do niego, bo może w coś wreszcie do niego dojdzie. Co też wątpiła... Sama postępowałaby podobnie do niego, gdyby była na jego miejscu. Jednak o tym to raczej wola przemilczeć. - Nie będzie... Nie dlatego, że ja pan prosi mnie o przypilnowanie go. Lecz, że sam zrozumiał, iż bardziej sobie szkodzisz - chociaż odpowiadała lekarzowi to patrzyła na brata. Nie chciała mówić jakby go nie było. Chociaż nie wiedziała jak to ująć słowa. Dlatego też mówiąc to patrzyła na niego.
- Jeśli panowie dokończyli tutaj swoje zadania to nie ma potrzeby, by stali i pilnowali nieprzytomnych oraz jednego upartego lidera tylko poszli do innych pacjentów - zwróciła się do lekarzy, bo cóż dwójka była nieprzytomna... A Nick cóż jego decyzja będzie, czy chce szybko wrócić do zdrowia, czy chce jeszcze pomęczyć swoje ciało.
Za wiele nie mogła zrobić... Jak pomóc ogarnięciu sali, by inni mogli trawić do niej oraz sprawdzić co słychać pozostałych pomieszczeniach fabryce.

Mistrz Gry - 2020-03-03, 01:05

D.O.M dobrze wiedział, jak uprzykrzyć mutantom życie. Przez chipy sama ucieczka nie dawała im żadnej gwarancji, że za kilka godzin nie odnajdzie ich wyspecjalizowany oddział kundli, którym często obojętne było to, czy uciekinierzy wrócą żywi lub martwi, póki nie otrzymywali odpowiednich wytycznych. W końcu mutanci byli plugastwem, które należało tępić. Paskudnym robactwem, które należało rozdeptać, zanim jeszcze bardziej się rozpanoszy.
Na szczęście w fabryce wśród uwolnionych mutantów był ktoś, kto miał wyjątkowy dar. Dar, który zapewni wszystkim wymarzone, chociażby chwilowe poczucie bezpieczeństwa i zakłóci działanie sygnału. Wystarczyło go znaleźć, lecz tym na pewno nie zajmie się Nicholas, którego wyjątkowa upartość zapisze się na kartach historii Rebelii.
Lekarz potarł delikatnie czoło. Dotychczasowe zachowanie Nicholasa raczej zaprzeczało temu, by sam z siebie zechciał przestać się wiercić, ale skoro nie było już żadnych czynników, które by go rozpraszały, może należało to wykorzystać?
Kiedy przybyli dodatkowi medycy, po wymienieniu bandaży, podłączono Nicholasa do kroplówki oraz konieczna była transfuzja krwi, na którą lekarze byli przygotowani, mając świadomość tego, z jakimi obrażeniami mogli powrócić uczestnicy misji. To był już jasny sygnał dla mężczyzny, że było z nim źle. Bardzo. Miał się zacząć pilnować i odpoczywać. To była jedyna rzecz, którą na chwilę obecną musiał wykonać.
Ekipa sprzątająca zaczęła starannie czyścić podłogę. Co jak co, ale wchodzący pacjenci na widok wszechobecnej krwi w pomieszczeniu raczej nie czuliby się zachęceni do wejścia, a u niektórych jej widok mógłby wywołać atak paniki. W tym czasie lekarz zwrócił uwagę na słowa siostry Nicholasa.
— Pacjentów będzie jeszcze przybywać, więc musimy tutaj pozostać. Na zewnątrz nadal są osoby, które od samego początku chciały się tu dostać, lecz było zbyt niebezpiecznie. - stwierdził lekarz. Esther nie musiała się martwić o udzielenie pomocy wszystkim mutantom, gdyż liczba medyków była wystarczająca. Chirurdzy, pielęgniarki. Pielęgniarki na pewno będą zajmować się Nicholasem, Caroline oraz Vincentem na czas ich kuracji.
Gdy sala była już czysta, do sali po kolei byli wpuszczani pacjenci. Sytuacja się ustabilizowała i wszelkie zabiegi odbyły się już bez komplikacji w postaci dzikich kobiet oraz jaszczurek.

//5 kwietnia, godziny poranne - pacjenci zostali już przeniesieni do innej, dużo bardziej przestrzennej sali//

Wschodzące słońce delikatnie wychylało się zza horyzontu, oświetlając salę i witając zmęczonych pacjentów. Zza okien słychać było ćwierkanie ptaków, a w samym pomieszczeniu panowała względna cisza. Niektórzy mutanci czytali podarowane im gazety oraz rozwiązywali krzyżówki, inni natomiast rozmawiali szeptem między sobą, co by nie przeszkadzać pozostałym. Wśród szeptów dało się usłyszeć plany co do dołączenia do Rebelii oraz Bractwa, a także powrotów do ukochanych rodzin i domów. Wkrótce mieli otrzymać śniadanie, które jak to już w szpitalach bywało - nie było szczególnie wybitne, ale większości smakowało. Uratowani mutanci nie byli jakkolwiek wybredni i zajadali posiłki z wilczym apetytem, jakby serwowano im wręcz królewskie dania.
Vincent oraz Caroline zdążyli się już wybudzić, a sam Nicholas już wcześniej wyzdrowiał do tego stopnia, że gdzieś w międzyczasie opuścił salę i przeszedł się po fabryce, choć jego kuracja jeszcze nie dobiegła końca i minie trochę czasu, zanim rany na torsie, a także ręka w temblaku przestaną mu przypominać o skutkach ataku jaszczuroludzia. Mógł jednak wreszcie porozmawiać z Vincentem oraz Caroline, którzy choć byli wciąż osłabieni, byli w stanie rozmawiać i wykonywać co drobniejsze, mniej wymagające czynności. Wstawanie w przypadku Vincenta zostało jednak stanowczo odradzane, za to Caroline mogłaby w każdej chwili opuścić salę... gdyby nie była więźniem i nie znajdowała się pod czujnym okiem pielęgniarek. Mogła jednak nieco odsapnąć od tamtych przerośniętych rebeliantów z bronią. Tyle dobrego.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group