Scott D'Amico - 2020-01-16, 00:49 Oczywiście, że chciał się zmienić. Chciał z tym wszystkim skończyć, ponieważ to po prostu przestało mu być już potrzebne.
Osiągnął swój życiowy cel. Odnalazł ją, odnalazł to co było dla niego zawsze najcenniejsze. I jeśli Julie chciała, żeby duch odszedł... To musiał po prostu odejść. Scott pragnął jej szczęścia ponad wszystko inne, pragnął wynagrodzić jej te stracone lata. Chciał oglądać codziennie jej uśmiech, chciał być jego powodem.
I... Zrobi to. Z nią da radę. Wspólnie będą w stanie pogrzebać jego przeszłość i zacząć wszystko na nowo.
Na początku nie do końca zrozumiał o co jej chodzi.
Co miała na myśli mówiąc, że wie jak mogą to zrobić? Wydawało mu się to oczywiste - pogrzebać kontakty, zapomnieć o przeszłości, nie wiem, wyjechać stąd... Wyglądało jednak na to, że jego ukochana miała lepszy plan, na co zareagował na początku zaskoczeniem.
- Powrotu...? Nie... Chyba nie rozumiem. - wydukał z siebie wreszcie zaraz po tym, jak dziewczyna mu podziękowała.
Nie wypuścił jej z objęć, ale mogła poczuć, że uścisk stał się trochę lżejszy.
W jego głowie pojawiły się w tej chwili czarne scenariusze.
W jego mniemaniu to po prostu zabrzmiało źle. Doskonale wiedział czym zajmuje się ta pieprzona organizacja i chociaż tak naprawdę nie mieszał się w tę całą wojnę to... Sam był mutantem. I naoglądał się w swoim życiu wielu rzeczy, o wielu też po prostu słyszał.
Znikający przedstawiciele jego gatunku. Tortury - często prowadzące do śmierci. Chore eksperymenty. To... To własnie robili.
A ona chciała tam wrócić i jeszcze z ich pomocą pogrzebać Ducha? Niby w jaki sposób?
Nie postawił na niej oczywiście od razu krzyżyka. Zamierzał dać jej rozwinąć myśl, wytłumaczyć o co jej chodziło.
- Po tym wszystkim... Chcesz tam wrócić? - dodał jeszcze i odsunął się od niej trochę, tak, by móc spojrzeć jej w oczy.Caroline McCoy - 2020-01-16, 23:05 Czy w ogóle dobrze zrobiłam cokolwiek mówiąc? Czy te myśli miały jakikolwiek sens i logikę? Czy nie zrobię z siebie idiotki mówiąc o tym na głos?
Nie wiem, po prostu nie wiem. Ale... Byłam gotowa zrobić wszystko, byle ta nasza licha bańka marzeń nie pękła w najmniej oczekiwanym momencie.
Dosłownie... Wszystko...
- Scott... W Departamencie są trzymane akta. Jesteś... Duch jest poszukiwany. Gdyby... Gdyby podrzucić im... Nieprawdziwego Ducha? Kogoś wystarczająco podobnego, by tego nie podważono, kogoś wystarczająco cichego, by sam się nie przyznał... - Ugh... Chyba nawet nie potrafiłam przecisnąć przez gardło tak ciężkich słów. Ja... Ja nie chciałam nikogo zabijać, ale tylko martwy Duch odbiłby się echem i po światku przestępczym. Co do tego nie miałam żadnych wątpliwości - w końcu listy poszukiwanych były niemal ogólnodostępne, a taka nowina... Byłaby czymś.
Przełknęłam głośniej ślinę, uciekając od niego swoim wzrokiem. Było mi wstyd, że w ogóle proponuję tak... Tak nieludzkie rozwiązanie tego problemu. Ale... Jaki miałam wybór?
Sam powrót do pracy zapewniłby mi zresztą świetne pole do popisu. Tak... Tak łatwo byłoby sfałszować cudze akta zgonu, tym bardziej... Tym bardziej, gdyby był to nikomu nieznany mutant...
Potrząsnęłam swoją głową, chyba samej bojąc się tego, w jakim kierunku mój umysł potrafi zmierzać. To... To nie było do mnie podobne.
- Czuję... Czuję, że to jedyne wyjście. Nie zdezerterowałam, więc nie będą mnie czekać żadne złe konsekwencje. Tak... Tak myślę... - Zwątpiłam przez chwilę, wracając wzrokiem na jego ciemne tęczówki, jakbym próbowała w nich znaleźć jakiekolwiek zrozumienie dla moich decyzji. - Możliwe też, że po tym wszystkim... Może... Może udałoby nam się zwiększyć nieco ochronę? Znaczy... Wierzę, że jesteś w stanie być dla mnie wszystkim, ale... Nie zawsze będziesz obok, Scott. - Dodałam po chwili, próbując jakkolwiek dodatkowo to uargumentować. To... To nie było tak, że w niego wątpiłam - wątpiłam tylko i wyłącznie w siebie.
- Uh, sama nie wiem... - Wydusiłam w kolejnej sekundzie, na nowo chowając twarz w jego objęciach. Chyba... Chyba nie chciałam teraz o tym myśleć. Nie chciałam, by przed moimi oczyma stawały tak ciemne obrazy a mój umysł pokazywał swoją mroczną stronę. - Przepraszam.... - Mruknęłam w końcu, zapewne ledwo słyszalnie, podnosząc się z tej ziemi i uciekając z jego ramion. Potrzebowałam sekundy na ochłonięcie, potrzebowałam też w końcu zmienić te przemoczone ubrania. Skierowałam się więc do łazienki, kuśtykając z każdym krokiem. Przymknęłam za sobą drzwi, opierając się o umywalkę i przeglądając się w lustrze. Nie poznawałam tej dziewczyny, która pokazywała się w srebrnym odbiciu. I... I nawet nie wiedziałam, jak się z tym czułam...
Uh...
Dopiero teraz poczułam, jak bardzo jest mi zimno. Całe moje ciało reagowało drgawkami, gdy moje zęby zaczęły o siebie uderzać. To był chyba najlepszy znak, że pora się przebrać.
Jaka tylko szkoda, że najpierw zaczęłam ściągać z siebie te mokradła, a dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że moja torba została gdzieś przy blatach kuchennych...Scott D'Amico - 2020-01-17, 00:14 Z pewnością jej słowa wywołały w nim niepokój. Nie do końca wiedział co ma na myśli, ale... Ale po prostu czuł, że to na pewno nie będzie coś, co chciałby usłyszeć.
I wcale się nie mylił.
Na początku go zatkało. Po prostu nie wiedział co powiedzieć, ponieważ podobnie jak i ona nie spodziewał się, że coś... Coś takiego mogłoby się zrodzić w jej głowie. Halo, przecież to on był tutaj tym złym, to on był kryminalistą, mordercą, to on siedział w więzieniu, a ten jej pomysł... To brzmiało bardzo źle.
Przyjrzał się jej uważnie, próbował nie dać po sobie pokazać, że go to ruszyło - nie chciał przecież jej spłoszyć, czy coś w tym rodzaju. Chciała dobrze - rozumiał to doskonale, tylko... Kurwa, no nie tędy droga, nie w ten sposób!
- Jules... Cholera, przecież nikt nie może odpowiedzieć za moje czyny, to wszystko... To ja to zrobiłem. To moje ręce, nie kogoś innego... - wyrzucił tylko z siebie cicho starając się tak mocno jak tylko potrafił, by nie zabrzmiało to oskarżycielsko, źle. Kim był, żeby ją pouczać, skoro robił o wiele gorsze rzeczy?
Po chwili jednak... Sam zaczął o tym myśleć, analizować plusy i minusy tego planu i niestety nie wyglądało to za dobrze.
- Poza tym... Na pewno są jakieś zdjęcia, to, że jestem Duchem nie oznacza, że jestem na tyle dobry, by nigdy mnie nie sfotografowano. Pomijam fakt, że trzeba byłoby znaleźć kogoś przynajmniej odrobinę podobnego do mnie, poza tym... Wszyscy wiedzą o moim tatuażu. Te płomienie są moim znakiem rozpoznawczym, wątpię, żeby ktoś posiadał podobne dziary. Je można zrobić tylko w jednym miejscu. - chodziło mu oczywiście o pobyt w więzieniu, ponieważ większa część z nich tam właśnie powstała. Czarne płomienie pnące się w górę jego ręki, wchodzące na szyję.... Symbolizowały one jego transformację w kogoś innego, pochłaniały go, zmieniały w tego pieprzonego Ducha...
Nie, to zdecydowanie nie było do zrobienia.
Wysłuchał jej następnych słów i mało brakowało, by zachłysnął się powietrzem, które nagle stało się niesamowicie ciężkie - albo mu się tak wydawało.
- To jedyne wyjście, czy po prostu chcesz tam wrócić? Jeśli tak, to powiedz wprost. - powiedział twardo, nie silił się już nawet na jakiś miły ton. Nie wiedział co ją tam ciągnie, dlaczego chce do tego wrócić. Nie znał całej prawdy, ale... Słyszał kilka historii, wyłapał parę rzeczy zawartych między wierszami, a reszty mógł się domyślić. Dlaczego ją torturowano? Prawdopodobnie z zemsty, a za co się mścili? To już wie tylko Jules. A najgorsze, że... Odniósł wrażenie, iż dziewczyna pragnie do tego wrócić. I nie wyobrażał sobie tego. Po prostu nie.
- Będę. Nie potrzebujesz większej ochrony. Będę zawsze - jeśli tylko mi na to pozwolisz. - odparł na jej kolejne słowa, a chwilę później Julie wydostała się z jego ramion, podniosła się i zniknęła za drzwiami łazienki.
Nie wytrzymał, po prostu nie wytrzymał i zacisnął dłoń w pięść po to, by mocno uderzyć w podłogę na której klęczał.
Dlaczego to wszystko musiało być takie trudne, dlaczego każda chwila szczęścia musiała zostać obkupiona cierpieniem, smutkiem, żalem?
Miał ochotę krzyczeć, gdyby pamiętał jak się płacze to pewnie by w tej chwili wył. Ale... Ale nie mógł.
Nie mógł teraz pokazać jak bardzo go to wszystko rusza, miał być dla niej wsparciem.
Może... Może to tylko chwila słabości, może po prostu trudno jej zapomnieć o poprzednim życiu? Przecież ma dobre serce - wiedział o tym na pewno, nie znał lepszej osoby niż Jules...
Podniósł się z kolan i podreptał pod drzwi łazienki. Oparł się o nie plecami i westchnął cicho, zrezygnowany. Delikatnie puknął knykciami w drzwi.
- Hej... Wszystko w porządku...? - rzucił cicho, spokojnie, zabrzmiało to na pewno o wiele cieplej niż jego poprzednie słowa.Caroline McCoy - 2020-01-17, 23:45 Kim się stałam? Co sprawiło, że tak się zmieniłam? Czemu z dawnej, radosnej i ciekawskiej Jules, oraz z późniejszej nazbyt ostrożnej Caroline stałam się... Stałam się kimś, kto był mi całkowicie obcy? Chyba bałam się tego, co działo się z moim umysłem, i jasna cholibka - doskonale byłam w stanie wyczuć to również w jego spojrzeniu.
I on był przerażony tym, co ja... Co ja wymyśliłam.
Ale... Ale może jeszcze byłam w stanie odwrócić kota ogonem?
- Ale Scott... Co jeśli... Co jeśli nikt nie musi brać odpowiedzialności za Twoje czyny? - Zapytałam, chyba samej do końca nie wierząc w te słowa. Ale... Musiałam z tego jakoś wybrnąć. - Zobacz jak wiele ataków ma miejsce w ostatnim czasie. Jest tak wiele ofiar. Wielu zmarłych mutantów trafia do laboratoriów Departamentu, i na nich również prowadzi się badania. A jeśli... Co jeśli znaleźlibyśmy idealnego uzurpatora wśród jednego z nich? - Kontynuowałam tę mroczną wizję, coraz bardziej będąc przekonaną o tym, że mój powrót do pracy jest praktycznie nieunikniony. Jedynie wracając do sztabu badawczego miałabym dostęp do tego rodzaju badań, mogąc... Mogąc wpłynąć na ich wynik.
Nawet wiadomość o wyjątkowości jego tatuażu nie zbiła mnie z tego raz obranego tropu. - Wystarczyłoby... Wystarczyłoby, że znajdziemy kogoś... Kogoś... o tak rozległych obrażeniach... że... - Chyba nawet przez gardło nie mogły mi przejść słowa, że musimy znaleźć wystarczająco zmasakrowane truchło, by nikt nie podważył jego rzekomej tożsamości. Na to... Na to przecież też była szansa, prawda? Ofiary wybuchów, podpaleń, przejęć pociągów...
- Nie wiem, Scott. Naprawdę nie wiem, po prostu... Nie widzę lepszego rozwiązania... - Wyrzuciłam z siebie na zadane przez niego pytanie. Ja... Naprawdę chciałam mu pomóc. Chciałam pomóc sobie, pozbywając się Ducha raz na zawsze. A D.O.G.S... Mogło udostępnić mi taką szansę - legalnie, czy też nie.
I jak bardzo nie chciałam wierzyć w jego słowa - po prostu nie mogłam. Nie po tym, co mnie spotkało. Znaczy.... Oczywiście, nie mogłam go winić za to porwanie. Nic nas wtedy nie łączyło, poza niezobowiązującymi spotkaniami. Ale jednak... Po tym miałam świadomość, jak wielkie niebezpieczeństwo może mi grozić.
Czy więc naprawdę takim grzechem było szukanie ratunku na każdym kroku?
Chyba właśnie dlatego nie mogłam znieść tego napięcia, chowając się przed nim w tej przeklętej łazience. Słyszałam jego wybuch, słyszałam, jak wyżywa się na tych biednych panelach. I najgorsze, że doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że to moja wina. Zacisnęłam swoje wargi w cienką linię, próbując się powstrzymać przed kolejnym napadem histerii i płaczu, ale to było takie trudne, gdy w swoim odbiciu widziałam jedynie żywego potwora...
Z tego transu szybko wyciągnął mnie dźwięk pukania w drzwi, przez który mimowolnie się wzdrygnęłam i odkręciłam wodę w kranie, jak gdyby nigdy nic, co by się nieco odświeżyć jej chłodnym strumieniem - Tak, tak. Chciałam tylko zdjąć z siebie te przemoczone... - Odpowiedziałam przez zamknięte drzwi, ochlapując twarz wodą i odwracając się od lustra w kierunku haczyków, gdzie brakowało mojego szlafroka i ręczników. Brakowało ich tak samo, jak jakiejkolwiek odzieży na zmianę. - ...ubrania. - Dokończyłam już chyba bardziej do siebie, a serce zabiło mi szybciej w nerwach. Z całą pewnością ostatnie o czym marzyłam, to wciąganie na siebie tych zimnych szmatek, które aktualnie moczyły jedynie kafelki na ziemi.
Nie wiedziałam, co zrobić w tej sytuacji. Miotałam się przez chwilę po tej łazience, co chwilę schylając się do mokrych ubrań, rezygnując z pomysłu ponownego odziania się w nie jak tylko czułam ich zimno. Ale przecież nie mogłam też wyskoczyć taka półnaga na środek tej chatki...
Moje szczęście musiało mi dopisać jak zwykle - bo przy jednym z kroków - po prostu poślizgnęłam się na niewielkiej kałuży, która uformowała się pod umywalką - czy winowajcą tego stanu rzeczy była ta bluzka ze spodniami, czy jednak moje teatralne mycie rąk i twarzy - nie byłam pewna. Ale z całą pewnością mój pisk, jak i huk uderzenia zadkiem o ziemię i ściągnięcia za sobą wszelkich stojących na szafkach akcesoriów musiały się ponieść po całym budynku...Scott D'Amico - 2020-01-18, 00:21 Konsekwencje. To wszystko pieprzone konsekwencje.
Jej całe życie, to, że przez jego większość była okłamywana. Praca w D.O.G.S. która - nie oszukujmy się - do najprzyjemniejszych nie należała, to, że tak naprawdę siedziały w niej dwie całkowicie rózne osoby, to sprawiało, że... Stawała się kimś kompletnie innym, tworzyła kolejną wersję siebie. Zupełnie jakby było ich zbyt mało...
To jednak nie zmieniało jego uczuć. Zamierzał przy niej trwać niezależnie od tego kim się stanie. To nie tak, że była w jego oczach potworem, choć takie mogła odnieść wrażenie. Hej, on naprawdę ją rozumiał. Szukała rozwiązania, w jego poszukiwaniu pozwoliła samej sobie sięgnąć do tego mroku, który przecież siedzi w każdym z nas.
Po prostu chciała dobrze, pragnęła dla nich dobrego i szczęśliwego życia, nawet jeśli mieliby to obkupić paroma złymi uczynkami.
Starał się jej nie oceniać, ale nie mógł nic poradzić na zdziwienie, które wymalowało się na jego twarzy, gdy o tym usłyszał.
Zacisnął usta w wąską kreskę i odwrócił od niej wzrok.
- Nie zrobimy tego, Jules... - ciekawe, czy zauważyła, że przestał już do niej mówić Caroline. Już od jakiegoś czasu nie używał tego imienia, robił to całkowicie nieświadomie. Po prostu... Dla niego ona wróciła, a Caroline gdzieś zniknęła. I sam nie wiem, czy to dobrze, czy źle.
-... ale znajdziemy rozwiązanie. Obiecuję. Coś wymyślimy, Twój pomysł... Po prostu ma zbyt wiele słabych stron. Coś może pójść nie tak. - oczywiście skłamał. Wcale nie chodziło o minusy tego planu, a raczej o to, że nie mógł pozwolić na to, by pochłonął ją mrok. Nie ją. Po prostu nie.
Dlatego postawił sobie za cel znalezienie innego sposobu na pogrzebanie Ducha. Nawet jeśli ona nie widziała lepszego rozwiązania, albo jeśli takowe okaże się bardzo trudne. Hej, robił już rzeczy, które wydawały się niemożliwe. To tylko kolejny stopień w drodze na szczyt. Dadzą radę.
Te sekundy, a może minuty, które spędził przed drzwiami łazienki ciągnęły się w nieskończoność. Zawsze tak miał, po każdej ciętej wymianie zdań, czy trudnej rozmowie z nią. Od razu pragnął to wszystko naprawić, czuł się źle, gdy atmosfera między nimi była ciężka. Wiadomo, takie chwile też są potrzebne, ale... U nich to wszystko było tak cholernie intensywne i po prostu trudne.
Usłyszał dźwięk wody lecącej z kranu. Pokręcił głową z niedowierzaniem. No tak, dopiero co wyszła z lodowatej wody, więc postanowiła... Przemyć twarz wodą? I była jej ona potrzebna do zdjęcia przemoczonych ubrań?
Nie powiedział jednak na ten temat nic.
I nagle usłyszał huk. Mężczyzna niewiele myśląc złapał za klamkę i wszedł do środka. Oczywiście kierowała nim tylko i wyłącznie troska, pomyślał, że mogła sobie zrobić krzywdę - znał ją na tyle, by wiedzieć, że to bardzo możliwe.
- Nic Ci nie... - urwał w połowie zdania, gdy zawiesił na niej swój wzrok. Przez chwilę po prostu zaniemówił, aż doszło do niego, że wpatruje się w nią jak zwykły idiota.
Okazało się ponieważ, że jest ona po prostu ideałem. Jak spełnienie jego wszystkich marzeń, jej ciało... Cholera, co tu dużo mówić. W jego oczach była nieziemsko piękna.
- Ehm.... Przepraszam. - wydukał odwracając się do niej plecami.
Wciąz się cofał, w tej chwili zachował się zupełnie jak młodzieniec, który pierwszy raz zobaczył kobietę bez ubrań!Caroline McCoy - 2020-01-18, 01:41 Nie byłam mistrzem zbrodni i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. Czy dlatego tak łatwo przyjęłam do siebie jego argument? Czy dlatego uznałam jego słowa za ostateczne, a mój plan za kompletny niewypał? Prawdopodobnie miał rację, pewnie było w nim zbyt wiele dziur, ale... Chyba nie zamierzałam tak łatwo odpuścić. Nawet, jeśli już nie poruszymy tej kwestii - z tyłu głowy będę pamiętać o tym małym postanowieniu i zapewne - nie zawaham się wprowadzić go w życie, jeśli tylko znajdę ku temu odpowiednią sposobność...
Poważne planowanie idzie jednak swoim tokiem, gdy życie pisze własne scenariusze. W moim przypadku los chyba stworzył genialną tragikomedię - bo jak inaczej mogłam podsumować tę swoją przesadzoną wręcz niezdarność? Jak można być aż taką sierotą?
Szczęście w nieszczęściu, że podczas upadku ani nie uszkodziłam na nowo swojej niesprawnej nogi, ani nie uderzyłam głową o jakiekolwiek wyposażenie tego pomieszczenia - choć przyrzekłabym, że pod czaszką mi wirowało. Ale... To chyba bardziej wynik samego szoku i strachu, niż rzeczywistych obrażeń - przynajmniej taką miałam nadzieję. Co jednak gorsza - w tym chwilowym stresie gdzieś umknął mi fakt, że mężczyzna po wpadnięciu do łazienki ani nie pomógł mi wstać, ani w sumie nie zareagował w żaden logiczny sposób - po prostu urywając swoje pytanie w połowie i gapiąc się na mnie zdecydowanie zbyt długo. Może miałam szczęście, i w tym wszystkim nie zwrócił ponownie uwagi na poszarpaną bliznę nad prawą piersią z numerem "001"? Może nie widział dużego, brzydkiego poparzenia rysującego się na moim udzie? Tylko... W sumie nie dobrze, skoro skupił się na bieliźnie i reszcie mojego ciała...
Próbowałam się podnieść, masując obolałe od uderzenia plecy i dopiero wtedy do moich uszu doszło to jego "przepraszam" z jednoczesnym odwróceniem się na pięcie. Chyba dopiero wtedy się spięłam, próbując jakkolwiek się zasłonić, gdy z moich ust wydarł się kolejny pisk. Czułam, jak robi mi się gorąco ze wstydu, a moją twarz jak zalewa krwisty rumieniec.
Najgorsze, że... To nie tak, że się przed nim po prosu wstydziłam. On... On był kimś, komu ufałam. Ufałam mu od dziecka. Miałam wrażenie, że powinniśmy wiedzieć o sobie wszystko. A jednak... Wspomnienia z dzieciństwa wciąż odbijały się echem w mojej głowie, a wydarzenia sprzed kilku tygodni tylko eskalowały moje poczucie wstydu i upokorzenia. Każda blizna, każdy dotyk, który niemal czułam na swojej skórze... To wszystko wpędzało mnie w irracjonalne uczucie ponownego zagrożenia i wręcz wyciskało łzy z moich oczu.
Skuliłam się więc na tej podłodze, opierając plecami o kabinę za mną i szlochając żałośnie. Nawet... Nawet nie potrafiłam powiedzieć, co się ze mną dzieje, nie potrafiłam się przed tym w żaden sposób wybronić. A najgorsze w tym wszystkim było to, że ta reakcja... Była przecież kompletnie nie na miejscu.
Czy przez to wszystko on pomyśli sobie, że ja sobie coś zrobiłam?