Vincent Edams - 2019-09-16, 11:09 Wybuch odrzucił zarówno Vincenta jak i Lasair, ale dzięki szybkiej reakcji, udało im się wyjść z tego, bez szwanku. Zakaszlał i zrobił szybki rekonesans. Kończyny na miejscu, łachy w strzępach, lekki ból głowy, pełno drobnych zadrapań. Co prawda rąbnęli o ziemie zdrowo, ale biorąc pod uwagę, że mierzyli się z granatem... CUD ! Jeżeli coś nad nim nie czuwa, to on już sam nie wie, jakim cudem udało mu się to przeżyć.
Podniósł się i podbiegł do Lasair. Wyglądało na to, że dziś też był jej szczęśliwy dzień. Chwycił ją mocno, przerzucił sobie jej ramię przez szyję i szybko odstawił ją w nieco bezpieczniejsze miejsce.
- Musisz uciekać, słyszysz? Za rogiem czekają nasze posiłki, ktoś się Tobą zaopiekuje. Zaraz się tu rozpęta rzeź - o ile już nie zaczynała, sądząc po stanie tych najbliżej granatu. - No już ! - posadził ją na ziemi, a sam postanowił skorzystać z tego chaosu i ruszyć dalej. Nie był pewien, czy stan kominiarki, wciąż daje mu anonimowość, ale teraz to nie było ważne. Odbezpieczył broń i biegł przed siebie,co jakiś czas korzystając z miejsc, w których może się ukryć. Musiał zdjąć jak najwięcej strażników, by reszta mogła uciec.
- Po drodze macie kilku jeszcze żywych, zostawiam ich wam. Idę przodem, będę wam oczyszczał drogę. - nadal przez krótkofalówkęMary Pond - 2019-09-16, 11:55 Wybuch wstrząsnął najbliższą okolicą. Mary przytrzymała się ściany, mimo że nie było takiej potrzeby. W końcu to nie tak, że drżenie podłoża czy fala uderzeniowa były dość silne, by ją przewrócić. Przynajmniej w tym miejscu, w którym się znajdowała. Była to dość odruchowa reakcja. Jedna z tych, które czasem są głupie, a czasem ratują życie.
Niemal równocześnie poczuła wibracje w kieszeni spodni. W pierwszej chwili zamierzała to zignorować jako fantomowe odczucie związane z wybuchem sprzed chwili, ale jednak sprawdziła. Była zaskoczona. Wydawało jej się, że zostawiła telefon w pokoju. Na pewno tak zamierzała z tego samego powodu, dla którego nie miała ze sobą portfela i dokumentów. Musiała wsadzić go do kieszeni odruchowo. Ten głupszy typ odruchu. Jednak dzięki temu zostało wyklarowane kogo ten cały "Przyjaciel" uważa za sojusznika. Rebelia budziła w Mary pewne wątpliwości. Dostrzegała ich winę w tym jak ludzie postrzegają mutantów. Większość osób wyprowadzonych przez nią z wypadków, zamachów i podobnych okoliczności to byli zwykli cywile mający własne sprawy ważniejsze dla nich od wyłapywania mutantów. I zdecydowanie więcej widziała u nich przerażonych niż nienawistnych twarzy. Trudno jednak zaprzeczyć, że to co działo się w Ameryce przybrało formę wojny, a wojna ma to do siebie, że są w niej ofiary.
Podciągnęła chustę zasłaniając nią usta oraz nos i lekko zacieśniła węzeł trzymający materiał na miejscu. Owszem, wstrząs i zapowiadany przez niego chaos na chwilę spowodował u niej "nope" na twarzy, ale nie zamierzała się cofać. Wbiegała już w najróżniejsze sytuacje. Wypadki, zamieszki… Granaty się zdarzały. Flaki też, choć jeszcze nigdy w takich ilościach. Obecnie ze swojej pozycji nie widziała ich dokładnie, ale z pewnością zaważy to o jej nastawieniu. Choć z drugiej strony to były PSY. Ludzie dzięki którym robiła coś nielegalnego samym faktem istnienia. Niech zdychają.
Wrzuciła telefon do plecaka i już ze zdeterminowaną miną podeszła bliżej dwójki, którą widziała przed sobą. "Blondyn" to dość niedokładny opis zważywszy na liczbę jasnowłosych w Ameryce, ale pewnie nie bez powodu dostała tą wiadomość tuż po dotarciu i mając jednego blondyna na wprost. W dodatku najwyraźniej należącego do strony atakującej. Stanęła jakieś półtora metra od nich. Na pewno ją zauważyli jeszcze zanim się zatrzymała. Mary nigdy nie była wojownikiem i było to widać również po jej obecnej postawie, ale zdecydowanie była sprawna.
-Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.- mruknęła widząc jedno leżące na drugim. Żart nie był na miejscu, ale jakoś trzeba było zacząć rozmowę -Przysłał mnie… hm…- no właśnie, w sumie kto? -"Przyjaciel".- miała nadzieję, że będą wiedzieli o co chodzi. Kurde, to brzmiało tak sucho i nieprzekonująco. Przynajmniej dla niej.Nicholas Grenville - 2019-09-17, 01:50 Wybuch swoje zrobił. Zadymił okolicę i utrudniał widoczność. Nicholas podniósł się na rękach, sprawdzając czy z Esther wszystko w porządku. Poczuł ulgę, kiedy uprzedziła jego pytanie swoją odpowiedzią. O ile im się nic nie stało i żadne odłamki nie dosięgły ich celu tak jednak sam odgłos wybuchu miał swoją siłę. I wtedy usłyszał słowa obcej dziewczyny. Od razu zszedł z siostry, wstając na równe nogi.
"Przyjaciel". Skojarzył o co chodzi. Na wcześniejsze nic nie odpowiedział, woląc to zbyć milczeniem. On z własną siostrą? Dobre sobie... Nie czas na brudne myśli. Nie w tym miejscu.
- Więc to Ciebie przysłali.
Tymi słowami dał znać, że rozumie sytuację. Kontaktowano się z nim w tej sprawie, że otrzyma mutanta do pomocy. Że mutanci nieprzynależący do żadnej organizacji także się przyłączą. Bardzo miłe z ich strony.
Zbyt dużej uwagi nie mógł skupić na przybyłej dziewczynie, gdyż ważne było dowiedzieć się, czy ich mutanci przeżyli i zacząć podejmowanie dalszych działań. Słysząc Vincenta, miał pewność że przeżył ale i zaczął działać dalej. Dobrze robił.
- Brad, idziesz z młodym. Tylko nie rzucaj granatami na lewo i prawo. Omal nie zabiłeś naszych.
Po czym zwrócił się do pozostałych mutantów, jacy z nimi przybyli. Mieszanka Bractwa z Rebelią. Może i nie było ich kosmicznie wielu, ale zawsze coś.
- Ruszajcie. Zabijajcie strażników DOGS. Kundli starajcie się obezwładnić i wyprowadzić. Nimi zajmiemy się na końcu. Uwięzionych ratujcie.
Tyle wystarczyło, by każdy wyłonił się ze swojego ukrycia i postanowił wtargnąć do wnętrza Dzielnicy. Grenville cały czas zachowywał zimną krew, powagę i zdecydowanie. Wewnętrznie jednak ukrywał strach, czy to się uda. Jeszcze nigdy nie prowadził tak poważnej akcji.
Po skarceniu Brada, wydaniu polecenia pozostałym, zwrócił się do dziewczyn.
- Jeżeli udało się rozwalić bramę, nie powinni mieć problemu z wejściem. Ruszajcie również. Zabijajcie każdego kto zacznie do Was strzelać. W razie problemów, dawajcie znać.
Po tych słowach, miał ostatnie do przekazania Esther, dlatego wzrok też skierował na nią.
- Jak znajdziesz Chrisa, daj znać. I uważaj na siebie.
Tutaj już nie mógł się powstrzymać, i nim by ruszyła, musiał ucałować jej czoło jak starszy brat młodszej siostrze. Miała obowiązek przeżyć, nie dać się zabić. W końcu ich wspólnym celem było odnalezienie i uratowania brata. Obiecał mu to przecież.
Chwilowo pozostał sam na stanowisku. Dowodzący nie zawsze idzie na front ze swoimi. Z jednej strony był w stałym kontakcie z Armią X, z drugiej miał dobry także wgląd na to, czy do Dzielnicy nie zjedzie się DOGS. Zdążyłby wtedy uprzedzić swoich. Jednakże. W ukryciu stać nie zamierzał, a jedynie pozostanie przy budkach w rogatkach. Zatem, jeżeli dziewczyny ruszyły przed nim, a Brad poszedł z Vincentem (Nicholasowi zależało na tym, by działali w parach), Grenville jako ostatni udał się do budek by je przeszukać w poszukiwaniu cennego obiektu, jaki mógł być pilot. Zwracał uwagę też na ciała strażników, sprawdzając czy zostali porządnie pozbawieni życia. Jeżeli nie, strzelił jednemu z nich z głowę, by to dokończyć. O ile zdążył to zrobić, zanim ten cokolwiek uczynił. Nicholas na twarzy miał czarną maskę, by nie rozpoznano jego twarzy.Esther Goth - 2019-09-17, 09:27 Wkurzało ją bycie najmłodszą z rodzeństwa, zwłaszcza takich sytuacjach jak ta. Przecież nie była już małym dzieckiem i mogli dać sobie na luz. Widząc jego spojrzenie wiedziała o co zaraz zapyta, dlatego wolała uprzedzić go i zapewnić, że nic jej nie jest. Chwilę później pojawiła się kobieta i zastała ich dość nieznacznej pozycji. Esther nie skomentowała słów dziewczyny o przeszkadzaniu im. Spojrzała na dziewczynę, kiedy brat zwrócił się do niej, a następnie przekazał polecenia.
- Ma się rozumieć - przecież odnalezienie i uratowanie Chrisa było ich wspólnym celem. Nie musiał jej tego powtarzać. Kiedy ucałował jej czoło wywróciła oczami, bo było to zbytecznie. Jednak nie komentowała zachowania brata. Zdążyła go poznać na tyle by wiedzieć, że nie odpuść.
- Masz przy sobie jakąś broń, coś, czym mogłabyś się bronić i atakować - zwróciła się do niej, bo przecież lepiej by miała przy sobie cokolwiek. Ona sama miała noże, broń palną i moc, którą też potrafiła zranić. -Chodźmy - dodała do dziewczyny.Lasair Roarkedaughter - 2019-09-17, 09:55 Chociaż przejechała się trochę powierzchni nabywając się nowych ran. To nie zwróciła na to zbyt wielkiej uwagi cieszyła się z tego, że obroża przestała zadawać jej ból oraz była zaskoczona, że znajduje się za murami. Pewnie gdyby to stało się wcześniej cieszyła się by z tego faktu. Wtedy też podszedł do niej jakiś chłopak. Nie znała go i nie wiedziała kim jest. Słuchała jego słów... Uciekać? Och to, co nie... Tam jeszcze jest ten uzdrowiciel. Nie zamierzała się podawać, kiedy groziły jej przez to konsekwencje. Kiedy chłopak chciał odejść.
- Zaczekaj. Mogę ci pomóc tylko pomóż mi pozbyć się tej obroży - powiedziała do niego znała każdy zakątek DOMu, bo przecież przemierzała ulice już od kilku miesięcy. Mogła mu pomóc dostać się do komisariatu i odciąć drogę wsparciu. Które pewnie już pewnie było w drodze zaalarmowane wybuchem.
- Dziękuje - dodała po chwili domyśliła się, że to dzięki niemu żyję. Wystarczyło spojrzeć na miejsce, na którym jeszcze tak nie dawno się znajdowali.Christian Wilson - 2019-09-17, 11:23 Silna wola i upór jest wstanie góry przynosić. Byłem zadowolony siebie, że nie dał się urządzeniu i pomogłem swojej koleżance oraz bratowej. Nie chciałem by coś się jej stało czy też by odniosła wrażenie. A to, że być może uderzy się głowę. W końcu sprawi, że coś sobie przypomni było dodatkową zachętą by tego spróbować. Skoro słowa moje do niej docierały.
Niestety wszelki uderzenia i inne rzeczy przyjąłem na siebie co też dotkliwie poczułem. Czując silny ból w ręce sprawną dłonią oparłem się o zimie, by uwolnić Peny spod swojego ciężaru, a sam położyłem się na plecach. Próbując ogarnąć sam siebie, aby poradzić sobie z bólem ręki.
- Chciałem ci pomóc - powiedziałem do niej, bo taka była prawda. Nie chciałem aby coś się jej stało i czułem, że muszę kobietę chronić.Bradley Grey - 2019-09-18, 15:00 Nie do końca poszło po jego myśli, ale czasem tak się dzieje. Z pewnością udało mu się zabić kilku strażników, także nie miał do siebie większych pretensji. Nadal był skupiony zwłaszcza, że wybuch nic mu nie zrobił. Był schowany za samochodem i każdy odłamek lecący w jego kierunku trafiał na skutecznie chroniącą blachę.
- Tak jest - przyjął polecenie od Nicholasa sztywno, nie komentując kwestii granatów. Jasne że już nie zamierzał tego robić, nie był głupi. Niemniej dzięki jego akcji byli teraz w stanie przejść przez mur. Narobił trochę szumu, ale nie było na co tracić czasu. Oczywiście liczył się z dodatkowym wsparciem DOGS, ale chciał żeby przyszli i chciał odbierać ich życia. Nienawidził ich z całego serca.
Zerknął do przodu co się dzieje i ostatecznie dostrzegł postać Vincenta. Z westchnieniem ruszył się z miejsca i najbezpieczniej jak się tylko dało pokonał działający ich dystans. Miał w ręku karabinek, którego nie zawaha się użyć. Oprócz tego był gotowy na użycie swoich mocy, by się ochronić tarczą albo wyrzucić kogoś w powietrze.
- Utknąłeś ze mną - mruknął tylko do chłopaka i razem z nim ruszył naprzód. Hełm, który miał na sobie zakrywał mu całą twarz, ale Vincent wiedział z kim musi współpracować. To miało sens, ich moce były ofensywne, więc przydadzą się przede wszystkim na przodzie.
Szli przodem, a Brad miał wycelowany karabinek przed siebie, by w razie potrzeby użyć go na wrogach. Obserwował uważnie otocznie, by w odpowiedniej chwili zareagować. Dla wrogów nie miał litości, więc jeśli tylko zobaczy jakiegoś strażnika DOGS to po prostu go rozwali. I będzie to łatwa i szybka śmierć w porównaniu do tego co robili mu przez długie miesiące.Mistrz Gry - 2019-09-18, 20:11 "Przemoc rodzi przemoc, terror budzi strach,
Krwią spłacamy krew,
Cierpienie i ból, gniotąc swym ciężarem uczą nowych ról."
A mutanci, jak dobrze widać na załączonym obrazku, już dawno zrezygnowali z roli ofiary, dziś stając w świetle przemocy i kary, za wszelkie krzywdy doznane na przestrzeni ostatnich lat. Nienawiść, jaka dziś prowadziła tę grupę do przodu była wręcz niewyobrażalna - ich bezwzględność była okazywana już w najprostszych czynnościach i poleceniach. "Zabijajcie strażników DOGS. Zabijajcie każdego, kto zacznie do Was strzelać."
Czy właśnie taką drogę obrano na drodze do wolności? Czy odpowiedź atakiem okaże się tą dobrą? Czy historia dziś nie zatoczy krwawego koła?
Mimo chwilowego zamieszania pod samą bramą główną Dzielnicy Ochrony Mutantów, przyszła pora na dalsze etapy planu Rebeliantów. Nie było czasu na rozczulanie się nad zmarłymi, czy opatrywanie tych powierzchownych ran. Liczyło się działanie, liczyło się to, co jeszcze przed Wami. Czy jednak rozdzielanie się było najlepszą taktyką na terenie wroga?
Najszybciej wgłąb paszczy lwa wyruszył Vincent. Dobrze wiedział, że próby ściągnięcia obroży w takiej chwili spełzłyby na niczym - nie dość, że wymagało to olbrzymiej siły fizycznej, to również woli ze strony więźnia, a całe przedsięwzięcie zakończyłoby się poważnymi obrażeniami - zarówno u kobiety, jak i jego samego. Teraz nie był dobry moment na takie ryzyko - nie, gdy do sukcesu tak niewiele brakowało. Tuż za nim w pościg ruszył Bradley, prawdopodobnie zirytowany postawą pozostałych towarzyszy - w końcu droga po trupach również jest pewnym wyjściem, czyż nie? A teraz wszystko zadziałało zgodnie z jego planem - utorowali drogę, całkiem niewielkim kosztem.
Czy jednak Lasair zdecyduje się na dołączenie do mężczyzn, mimo ciągłego uwiązania do technologii Departamentu? Czy zaryzykuje, że na swej drodze będzie mogła spotkać kolejnych funkcjonariuszy z wycelowanym w nią pilotem i bronią? I czy nowi koledzy w ogóle pozwolą jej prowadzić?
Mimo wczesnej godziny, nie można było mówić o tym, by ulice były puste. W przeciwieństwie do pozostałych dzielnic w Seattle - nie było tu widać bezdomnych, a jednak... Nieprzyjemny zapach wdzierał się w Wasze nozdrza. Kolejne uliczki zdawały się odstraszać swoją ciemnością, a powybijane szyby w mijanych budynkach dawały obraz nędzy, w jakiej przyszło żyć tutejszym mieszkańcom. Zdołaliście jednak już zauważyć, że większość patrolów porusza się tu w grupach dwuosobowych, a to nie było dla Was żadne wyzwanie. Kryjąc się w cieniach, za śmietnikami, przed minięciem każdego kolejnego rogu - z łatwością zdejmowaliście kolejnych wrogów, obezwładniając podległych kundli i zabijając ludzkich szwadronowców. Wasze moce pozwoliły Wam robić to po cichu, bez wzbudzania jakichkolwiek podejrzeń. A szło tak gładko aż do momentu, gdy trafiliście na kolejną, większą grupę nieprzyjaciół. Cóż to było za miejsce?
Przed sobą mieliście ślepą uliczkę, na końcu której znajdywał się średniej wielkości budynek. Był wyjątkowo zadbany - porównując do budowli, które mijaliście po drodze. Przed nim ulice patrolowały dwa zespoły - każdy składający się z człowieka i kundla, a przy samym wejściu widzieliście kolejnych czterech umundurowanych. Wiedzieliście, że nie ma możliwości cichego rozwiązania tej walki - chyba, że nie będziecie się tu wcale zatrzymywać, szukając kolejnych wyzwań.
Tuż za pierwszą grupą, wyruszyły również Esther oraz Mary. Dziewczyny trzymały się nieco z tyłu, wciąż planując swoją taktykę. Czy panna Goth zechce podzielić się z nową koleżanką częścią swojego wyposażenia, czy raczej Pond poprosi o takie wsparcie swojego aktualnego przełożonego, jeszcze przed wyruszeniem w drogę? A może obie wierzą w swoje zdolności na tyle, by nie było im potrzebne dodatkowe uposażenie?
Nie chcąc iść już utorowaną drogą, ruszyły bocznymi uliczkami. W ich okolicach nie kręciło się tak wielu funkcjonariuszy, jednak bieda wręcz biła po oczach. Zniszczone budynki z widocznymi śladami po strzałach, kleksy krwi na podłożu, których nawet ciepły, wiosenny deszcz nie był w stanie zmyć. Obie nie potrzebowały wiele czasu, by zrozumieć, że to pozostałości po chorobie sprzed kilku miesięcy, która zdziesiątkowała tak liczną populację - zarówno wśród obdarzonych, jak i ludzi. Ich trasa w dużej mierze przebiegała spokojnie. Czy odważą się więc nakłaniać więźniów do opuszczenia swych klitek? Czy zechcą namawiać mieszkańców do walki o swą wolność? A może za przykładem swych pobratymców, nie będą się zatrzymywać czekając na wyzwanie w formie walki?
Miałyście swoją pierwszą szansę - widząc niestrzeżone wejście do hostelu. Zgodnie z Waszą wiedzą, przetrzymywani są tam najmniej posłuszni z mieszkańców. Widziałyście jednak, że na końcu drugiej uliczki przechadza się jeden z patroli, prawdopodobnie jeszcze nieświadomy zagrożenia, jakie na nich czeka. Ubrudzicie własne dłonie brudną robotą, czy jednak postawicie na niekonwencjonalne rozwiązania?
Same rogatki jednak z całą pewnością nie chciały zostać zapomniane. Biedny Christopher Varcer, obudzony nieszczęsnymi działaniami strony atakującej, w końcu doczłapał się w pobliże wejścia, wyraźnie zadziwiony obecną sytuacją. Widać jednak - Dzielnica nie pozbawiła go zwykłych, ludzkich odruchów, i kierowany czystą empatią, zbliżał się do zniewolonej przez kawałek blachy kobiety. Jej płacz, był żałosny, a obraz - budził prawdziwe politowanie. Z jej warg kapała powoli krew, brudząc nie tylko dobrze widoczny mundur, ale i obiekt, którym została przygnieciona. Nie była w stanie mówić, jednak jej spojrzenie, tak długo, jak było skupione na jaszczuroludziu przekazywało tylko jedno - "proszę, pomóż". Szybko miało się to jednak zmienić, gdy w ramy obrazu wkradł się dotąd dość bierny Nicholas, bez większych skrupułów zabijając nieprzytomnego mężczyznę leżącego na drodze, jak i po chwili wchodząc do jedynej stabilnej budki - w końcu dobrze pamiętał, że to właśnie tutejszy szwadronowiec wcześniej obdarzył jego pobratymców dawką wstrząsów. Na jego nieszczęście - przeciwnik okazał się dużo bardziej spostrzegawczy, niż Greenville mógł zakładać. Mundurowiec rzucił się na mutanta, uderzając jego głową o jedną z wystających belek wewnątrz budki, tym samym zmuszając blondyna do upuszczenia broni. Uderzenie okazało się również na tyle silne, że zamroczyło mu wzrok - mógłby więc przysiąc, że przyduszający go mężczyzna nagle się sklonował, musząc walczyć z dwoma przeciwnikami. Unikanie jego ciosów wydawało się niemal niemożliwe. Każde podniesienie ręki w celu obrony kończyło się niczym - ciosy i tak spotykały się z jego twarzą - aż do chwili, gdy blondyn znalazł w sobie tyle samozaparcia, by podnieść swoją nogę i odkopać funkcjonariusza na drugi koniec tego niewielkiego pomieszczenia.
Obaj mężczyźni wylądowali na ziemi. Rebeliant, ze strużką krwi cieknącą od skroni, próbując złapać oddech, a przedstawiciel Rządu - trzymając się za krocze i powstrzymując przed krzykiem. Broń, z którą pojawił się Greenville leżała teraz idealnie na środku, między nimi. Kto okaże się szybszy w jej przechwyceniu? A może Nicholas wyciągnie kolejne asy ze swojego rękawa?
Wystarczył jednak, by choć na chwilę powstrzymać obecnego przywódcę Rebelii przed swoją krwawą rzezią - wyraźnie bowiem czuł ból, jak i nie był w stanie prawidłowo zginać swoich palców. Będzie wyeliminowany z dalszej rozrywki tak długo, jak nie opatrzy swoich ran.
Pozwoliło to na względnie sprawne działanie naszego Gekona, który w zaledwie kilka chwil, wykorzystując swoją siłę, zdołał pomóc kobiecie wydostać się spod ciężkiego obiektu. Widział przerażenie malujące się w jej oczach, jej trzęsące dłonie i wciąż cieknącą, ciepłą, żelazną maź na jej ustach.
- Nie chcę umierać, tak bardzo nie chcę umierać... - Brzmiał jej żałosny, niemal maniakalny płacz, gdy łapała Cię za rękę. Z trudem łapała oddech, a co byłeś w stanie wydedukować - prawdopodobnie złamane żebra jej w tym pomagały.
Czy wiedząc, że jej życiu nie zagraża bezpośrednie niebezpieczeństwo (przynajmniej, dopóki nieznany blondyn nie stanie nogi), zajmiesz się pozostałą dwójką, która ucierpiała podczas wybuchu? Czy jednak zrobisz wszystko, by ta funkcjonariuszka wyszła stąd żywa?
To był prawdziwy minus tej przymusowej pracy - kijowo płacili, stres Was praktycznie nie opuszczał, a w takich sytuacjach jak ta, zostajecie bez wsparcia. Zarówno Christian, jak i Penelope wyraźnie odczuwali skutki punktu kumulacyjnego tej imprezy - leżąc na ziemi i próbując dojść do siebie. Słyszeliście jednak dokładnie, co działo się w budkach nieopodal, widzieliście przemieszczające się cienie, czuliście paskudny zapach ludzkich wnętrzy, jednak... Tak ciężko było znaleźć w sobie siły, przy tak wielkim cierpieniu. Oboje potrzebowaliście pomocy. Mieliście świadomość też jednego - ta rzeź była winą tej osoby, która teraz Was dobija! Musicie się bronić, nie możecie pozwolić, by i Was dopadła. Czy ta chwila spokoju była Waszą szansą? Czy mogliście uratować swoje życia, nawet podczas tej chwilowej nieporadności? Czy może pozwolicie, by i Wasze życie zostały odebrane wyłącznie dzięki użyciu jednego przycisku?
Decyzja należała do Was.
Względną ciszę tego poranka szybko jednak przerwał charakterystyczny dźwięk przecinania powietrza. Jeśli ktokolwiek z Was uniósł swoją głowę ku niebu, mógł dostrzec w oddali biały helikopter, zbliżający się niebezpiecznie w kierunku Dzielnicy Ochrony Mutantów.
To przyjaciele, czy raczej zły omen nie wróżący Wam niczego dobrego? Zechcecie go zniszczyć, czy pozwolicie, by wciąż przecinał niebo, dając Wam wyraźne znaki swojej obecności?
___________________________
MG oczekuje na odpowiedzi do 72h (21.09 ok. 20.00), post MG pojawi się do 24h od uzyskania ostatniej odpowiedzi.
Numer porządkowy: 1
Dane: Vincent Edams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Kamizelka kuloodporna, kominiarka, pistolet, naboje, krótkofalówka, noże do rzucania, podręczna apteczka (opatrunki, opaska uciskowa, płyn do odkażania ran)
Numer porządkowy: 2
Dane: Bradley Grey
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe, dwa noże taktyczny bojowy RUI, 2 pistolety Desert Eagle, karabinek AK, kuloodporny hełm Ronin Devtac, kamizelka kuloodporna + plecak z nabojami, wodą i podręczną apteczką.
Numer porządkowy: 3
Dane: Nicholas Grenville
Żywotność: 83%
Opanowanie: 95%
Inne: Dwa pistolety desert eagle + zapasowe naboje wymienne, po dwa opakowania na jedną broń. Noże do rzucania, skrywane w obuwiu. Kamizelka kuloodporna. Broń palną ma ulokowaną w kaburach, umocowanych na pasku od spodni. Z kolei naboje, zapałki, scyzoryk, apteczka, po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe,, opaski zaciskowe (długość odpowiednia np. do skrępowania dłoni wroga) schowane ma w małym plecaku jaki wziął ze sobą. znaczące obrażenia: rana po kuli prawej dłoni
Numer porządkowy: 4
Dane: Esther Goth
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: kamizelka kuloodporna; krótkofalówka; noże do rzucania; pistolet Beretta M9A3 kal. 9x19 Black; naboje
Numer porządkowy: 7
Dane: Christian Spivey
Żywotność: 87%
Opanowanie: 100%
Inne: pistolet, naboje, krótkofalówki, kamizelkę, obroże, chip, nóż, znaczące obrażenia: złamanie prawej ręki
Numer porządkowy: 8
Dane: Mary Pond
Żywotność: 100% Opanowanie: 95% Inne: -scyzoryk (klasyczny: śrubokręcik, dwa noże, pilniczek, nożyczki, korkociąg i otwieracz do kapsli)
-butelka wody (0,5l)
-notesik z notatkami i rysunkami, ołówek z gumką i jakiś długopis
-plecak mieszczący w sobie wszystko powyższe i mający po kieszeniach masę śmieci w stylu jakiś spinaczy, papierków czy gumek recepturek
-standardowy strój: spodnie, sportowe buty, koszulka, bluza z głębokim kapturem i chusta, na razie na szyi,
Numer porządkowy: 9
Dane: Christopher Varcer
Żywotność: 70% Opanowanie: 70% Inne: Czarna maska i zwyczajne odzienie. Brak noszonej broni oraz jakiejkolwiek zawartości w kieszeniach. Postać jest zachipowana.
Numer porządkowy: 10
Dane: Żywotność: Opanowanie: Inne:
Mary Pond - 2019-09-18, 22:08 Ok, zrozumieli. Nie wygonili jej ani nie zaatakowali. Jest dobrze. Nawet po uprzednim upewnieniu się co do sytuacji jego ludzi, blondyn dał jej jakieś zadanie, a jego… siostra? Chyba siostra, na pewno ktoś bliski. W każdym razie dziewczyna, która tu z nim była zaproponowała Mary jakąś broń i dała wyraźnie znać, że pójdą tam razem.
-Mam swoją moc. Z broni palnej i tak nie będę umiała korzystać.- odpowiedziała na jej pytanie o oręż. W życiu strzelała tylko z wiatrówek, a i tak nie była w tym mistrzem. Miała też już okazję zauważyć, że prawdziwe pistolety są cięższe i spodziewała się, że choć podstawy celowania są pewnie podobne, to komfort strzelania będzie zupełnie inny. Wolała żeby jej pierwszy raz z prawdziwą giwerą odbył się w bardziej kontrolowanych warunkach niż w środku walki. Jeszcze skończyłoby się na tym, że postrzeli czyjąś dłoń i będzie problem. O scyzoryku nie wspomniała, bo to bardziej narzędzie niż broń. Na polecenie kobiety kiwnęła głową i ruszyła za nią, trochę z prawej strony.
-Tak w ogóle jestem Mary.- przedstawiła się zanim wyszły zza osłony budynku. Zastanawiała się nad podaniem fałszywego imienia, ale jaki to by miało sens, skoro „Przyjaciel” i tak wiedział kim jest?
Rudowłosej pasowało to, że raczej przemykały z Esther bokiem niż biegły wraz z główną falą. I tak trzeba było przejąć całą dzielnicę, a nie było co wywarzać drzwi, które inni już otwarli. Rozglądała się uważnie i na każdy widok wycelowanej w nie lufy była gotowa stworzyć glif-tarczę o średnicy nieznacznie większej od wzrostu jej tymczasowej partnerki. Jednak zważała na to ile ich używa i starała się nie marnować. Mimo wszystko miała limit, którego nie chciała przekroczyć. Najlepiej w ogóle jakby zachowała zapas przynajmniej kilku. Gdy tak poruszały się brudnymi, martwymi ulicami cieszyła się, że zasłania czymś twarz. Chusta wprawdzie nie była w stanie zastąpić maski gazowej, ale przynajmniej częściowo powstrzymywała paskudny zapach. Zastany widok: woń, ślady krwi i budynki doprowadzone do postapokaliptycznego stanu dodatkowo pobudzał w Mary wcale nie uśpione pokłady nienawiści. Do GC, do DOGS, do tego chorego systemu. Nie miały jednak zbyt wielu okazji, by ubrudzić chodnik i ich krwią.
-Najpierw załatwić patrol, a potem sojuszników?- zaproponowała gdy dotarły do miejsca gdzie mogły podjąć pewien wybór. Tylko po co rezygnować z jednej rzeczy na korzyść drugiej, skoro można mieć obie? Jeśli uwiną się z patrolem dostatecznie szybko to powinny mieć też chwilę, żeby znaleźć chętnych do udziału w akcji. Dodatkowo w rudej tliła się niewielka i naiwna, ale jednak nadzieja, że mają ze sobą urządzenie pozwalające kontrolować obroże i może, tylko może ma ono również funkcję zdejmowania ich. To by ułatwiło przekonanie potencjalnych sojuszników, że są w stanie wskórać cokolwiek i przyłączenie się do sprawy nie jest oczywistym samobójstwem.Christopher Varcer - 2019-09-18, 23:55 Christopher nie zamierzał pozwolić na to, by ktoś cierpiał na jego oczach. W całym tym chaosie czuł się zagubiony, nie mając pojęcia, co się właściwie dzieje. Kto atakuje ani kto jest celem... Wszystko zdawało się przypominać atak terrorystyczny, mający na celu przynieść za sobą wyłącznie jak najwięcej ofiar. Mutant bał się, ale i czuł narastającą wściekłość, wręcz niekontrolowaną nienawiść do tych, którzy ośmielili się na tak radykalne działania. Podczas swojego pobytu w Dzielnicy widział już wiele, jednak nigdy nikomu nie życzył śmierci - nawet swoim oprawcom. Zawsze wierzył, że kiedyś spotka ich sprawiedliwość... jednak nie taka.
Spoglądając w oczy rannej strażniczki, mężczyzna mimo tej wewnętrznej burzy emocji uśmiechał się niewidocznie przez maskę, szepcząc, że wszystko będzie dobrze. Tymi słowami chciał dodać otuchy również sobie, sam jednak nie do końca w nie wierząc.
Usunięcie ciężkiej metalowej blachy chwilę zajęło, lecz wciąż wymagane było oczyszczenie i staranne opatrzenie ran strażniczki. Na dodatek rana na głowie okazała się nie być jedyną, ponieważ gdy kobieta odezwała się, jaszczur po jej ciężkim oddechu szybko zrozumiał, że jej stan był dużo poważniejszy i prawdopodobnie miała uszkodzone żebra. Złapanie go za rękę mocno zagrało na jego emocjach, jakby już sam widok cierpiącego człowieka to było za mało.
Nagle usłyszał czyjeś kroki. Ciepłe spojrzenie, jakim wcześniej darzył ranną diametralnie się zmieniło wraz z ujrzeniem zakrytego chustą mężczyzny. Stało się ono zimne, wrogie, ale nadal opanowane. Christopher niemal od razu dostrzegł w jego dłoniach broń, zamierając tym samym w bezruchu, jakby miało go to uchronić przed wykryciem. Śledził obcego wzrokiem w zupełnym milczeniu, obserwując uważnie jego ruchy z zamiarem próby odczytania jego intencji, dopóki przybysz nie strzelił do nieprzytomnego, bezbronnego człowieka leżącego na drodze. Tego było już stanowczo za wiele dla słabej psychiki mutanta. Nie dopuści, by ten człowiek przedostał się do Dzielnicy i dalej krzywdził innych. Christopher od razu powiązał go z wybuchem granatu i uznał winnego śmierci pozostałych ludzi.
Półgad puścił dłoń kobiety, czując jak jego ciało całe drży, a mięśnie napinają się. Oddech stał się nierówny, tętno przyspieszyło, a obraz przed oczami stawał się niewyraźny. Mutant o gadziej aparycji tracił nad sobą kontrolę w czasie, gdy tamten człowiek został zaatakowany przez strażnika. Po paru chwilach wściekły warkot wydobył się z gardła mutanta, nim ten odwrócił się przodem w stronę mężczyzn ze spojrzeniem niepoczytalnej bestii. Machał nerwowo niemal dwumetrowym ogonem na lewo i prawo, zasłaniając sobą kobietę znajdującą się za jego plecami. Jego wzrok skupiał się wyłącznie na Nicholasie i nie trudno było się domyślić, że to on był jego celem. Jeżeli Christopher naprawdę chciał ochronić tę kobietę oraz innych, musiał pozbyć się zagrożenia u jego źródła.
- Nie zabijesz już nikogo, słyszysz?! - krzyknął głosem stłumionym przez maskę. - Nie pozwolę Ci skrzywdzić kolejnych ludzi! - dodał, lecz jego kolejne słowa stawały się trudne do zidentyfikowania przez narastający warkot. Mężczyzna uniósł dłonie obecnie pokryte zielonymi łuskami oraz wyposażone w ostre pazury. Od tej chwili wszelkie słowne próby porozumienia się spełzną na niczym. Jaszczur prawdopodobnie przestał zupełnie kontaktować, myśląc jak zwierzę. Jego wypowiedź wskazywała na to, że prawdopodobnie nie był jednym z kundli i uznał Nicholasa nie tylko za zagrożenie dla strażników, ale i dla zamieszkujących Dzielnicę mutantów. Jeżeli Nicholas do tej pory nie rozprawił się ze strażnikiem, mutant będzie czekać na moment, aż mężczyzna będzie zwrócony do niego plecami. Wtedy zaatakuje go przy użyciu pazurów, chcąc pozostawić na jego plecach podłużną i głęboką ranę. Jeśli pozostaną tylko oni dwaj, a Nicholas nie będzie w posiadaniu broni, której widok mógłby trzymać Chrisa na dystans, dojdzie do bezpośredniej walki. Prawdopodobnie ostatnią możliwością jest ta, że strażnikowi uda się obezwładnić intruza. Wtedy jaszczur pozostanie na swoim miejscu, powoli dochodząc do siebie. Plusem całej sytuacji jest to, że gad mając na twarzy maskę, w tym stanie nie może jej samodzielnie ściągnąć i wykorzystać do walki swoich kłów.Vincent Edams - 2019-09-19, 11:15 Chłopak spojrzał na Lasair i na jej obróżkę. Sam taką nosił bardzo długo i wiedział,że pozbycie się jej teraz, to samobójstwa - dla obojga. Dlatego też podjął decyzję, by jej nie ściągać, zwłaszcza, że najwyraźniej przestała działać (albo kobieta miała tak wysoki próg bólu, że ją ignorowała)
- Nie teraz. Gdyby to było takie proste, każdy by ją sobie ściągnął - rzucił do Lasair - Rób to co mówiłem, będziesz mnie tylko spowalniać. Uciekaj stąd
Zamiast skupiać się na misji, będzie miał dziewoję do pilnowania - nie ma takiej opcji. Mieli zadanie do wykonania i mieli też mało czasu.
Brnął dalej, czując ten smród. Domyślał się, że to pokłosie listopadowej zarazy, podczas której sam się niemal przekręcił. W jakich warunkach ci ludzie musieli tu....nie, to nie było życie. To była wegetacja.
Na jego nieszczęście, został sparowany z kolesiem, który go niemal nie wysadził. Świetnie. Czyli nie dość, że miał swoje problemy, to jeszcze musiał powstrzymywać typa, przed puszczeniem wszystkiego z dymem.
-Mogłeś nas pozabijać - warknął do niego
Przebijali się dalej, sprawnie i nie zwracając na siebie uwagi, gdy dotarli do tajemniczego budynku. VIncent chłodno ocenił sytuację. Nawet z Kolesiem Granatem, nie mieli szans się przebić, bez zrobienia tu Jesieni Średniowiecza. On też nie mógł bezmyślnie rzucić się w wir walki, bo nadużycie mocy, uczyni go niemal bezbronnym, a już aktywował moc na maksimum, przy próbie ratowania Lasair.
Poza tym...misja była inna.I chyba tylko on o tym pamiętał.
- Mamy ewakuować stąd jak najwięcej mutantów, nim wkroczy Armia X. Wdawanie się w walkę tutaj, niepotrzebnie nam zabierze czas i zaalarmuje resztę szwadronów. - powiedział cicho do Brada - Wstrzymaj konie, nim nie wykonamy zadania. - spiorunował go wzrokiem i nadał komunikat przez krótkofalówkę. Podał swoją lokalizację i opisał, czego tyły mogą się tu spodziewać.
- Macie tu dwa patrole po dwie osoby...człowiek i kundel...przed wejściem stoi czwórka w mundurach. Idę dalej szukać naszych. Bez odbioru - wyjrzał ostrożnie, szukając miejsca, w którym mógłby zrobić bezpieczne obejście.- Chodź. Jak się wyrobimy w czasie, to i ja z chęcią się tu zabawię... - dobra rozgrzewka przed AlterGen, co nie?
Ruszył (tudzież ruszyli, jeżeli Brad go posłuchał) dalej. Zaglądał ostrożnie do zabudowań, szukając pobratymców. Wiedział, że nie unikną walki w drodze powrotnej, dlatego też nie wdawał się w nią pochopnie. Będą musieli przecież osłaniać ocalałych. Cały ten czas był gotowy do walki, czy to za pomocą wektorów, czy broni palnej, czy własnych mięśni.Penelope Mares - 2019-09-19, 18:59 Nie rozumiałam czemu ryzykował swoje życie aby mi pomóc. Przecież to było nie logicznie... Większość ludzi na jego miejscu pewnie pierw by pomyślała o sobie. Po za tym jego odpowiedź za wiele mi nie wyjaśniła. Kiedy uwolnił mnie od swojego ciężaru postanowiłam wstać. Nie lubiłam zbyt długo leżeć... a już zwłaszcza, gdy ktoś atakowało. Po tym jak się podniosłam szybko tego pożałowałam, bo głowa ważyła chyba z tonę. Czułam potworny ból głowy i miałam wrażenie jakby cały świat się kręcił, a gdzie nie gdzie pojawiły się mroczki przed oczami. Po za tym wydawało mi się, że coś przebiegło koło nas, albo to był te mroczki. Nie potrafiłam tego jednoznacznie stwierdzić. Po za tym ten ból głowy bardziej mi doskwierał niż te migreny.
Zamknij oczy... zrób głęboki wdech, wydech...
Powiedziałam sobie próbując wyłapać bodźce z otoczenia. Coś ewidentnie działo się w budkach, bo z nich docierały dźwięki szarpaniny. Po za tym czuć było nie przyjemną won ciał... Która jeszcze bardziej podrażniała mi żołądek. Musiałam dojść do naszej posterunku i wezwać wsparcie oddziału. Sama nie dam rady powstrzymać tych ,,niebezpiecznych mutantów", a na Christiana nie miałam co liczyć. Zwłaszcza, że i tak już wziął większość na siebie.
Krok za krokiem...
Ostrożnie stawiałam krok jeden po drugi prawa, lewa by dojść do butki i wezwać wsparcie. Ktoś musiał zająć się rannymi, powstrzymać mutanty i udzielić pomocy poszkodowanym.
Poza tym jeszcze niepokoił mnie ten helikopter... Czy to byli nasi sojusznicy czy też nieprzyjaciele. Puki nie strzelają, nie bombardują nas niczym. Wolałam się tym nie przejmować.Lasair Roarkedaughter - 2019-09-20, 08:49 Czy było coś złego w tym, że chciała się pozbyć tej przeklętej obroży, która przypominała jej wszystko, co najgorsze. Nienawidziła jej całym sercem i oddała by wszystko co ma. Nie zdziwiła się tym, że chłopak jej odmówił. Doskonale wiedziała, że nie tak łatwo jest ją ściągać. Nie raz widziała zdesperowanych mutantów próbujących ściągnąć to urządzenia oraz to, że wielu przypadkach kończyło się to śmiercią lub poważnymi ranami. Jednak musiała zaryzykować wszystko było lepsze niż ona... Zrozumiałby gdyby pomieszkał tutaj z tą obrożą. Wiedział by wtedy co znaczy być mieszkańcem DOMu. Pomimo tego przyjęła ze zrozumieniem to, że odmówił jej pomoc ze ściągnięciem obroży. Jednak nie mogła zaakceptować jego następnych słów: ,,Rób to co mówiłem, będziesz mnie tylko spowalniać". Obijały się one niczym echo w jej głowie. Spojrzała na niego, kiedy odchodził z tym drugim mężczyzną. No tak duzi chłopcy nie pozwalają bawić się dziewczyną razem. Wkurzyły ją jego słowa, bo nienawidziła tego, jak ktoś jej rozkazywał. Brzmiało to tak, jakby odmówił jej tylko dlatego, że była kobietą. Skąd od razu przeświadczenie o tym, że będzie go tylko spowalniać. Och to, co nie...
Nie da się spławić jak zwykła dziewczyna. Już wcześniej działa w pomocy mutanta. Sama ścigała mordercę ludzi z ogniska. Więc nie była byle dziewoją w opałach, kiedy odbiegli o niej. Nie zamierzała go posłuchać i stać bezczynie. Rozejrzała się pookolicy próbując wpaść na jakiś pomysł. Tutaj nie miała za wiele możliwość wyboru zwierząt. Które mogły jej pomóc więc musiała korzystać z tych, które już znała, umiała i nie zapomniała. Tylko jaki było dobre, by pójść za nimi.
Tak kot będzie idealny. Potrafi świetnie się skradać, kryć w cieniu oraz niezwykle zręczny. Skupiła się przez sekundę przywołując umiejętność kota i podążyła za mężczyznami tak, by ci jej nie zauważyli. Była pewna, że w końcu będą potrzebowali pomocy. Nie znali okolic, nie wiedzieli, w jakiej część mieszkają jacy mutanty. Lasair zakładała, że ich wiedza o DOMu jest znikoma. Ona przeżyła tutaj już kilka miesięcy oraz wiedziała gdzie i jak najlepiej się poruszać.Esther Goth - 2019-09-21, 09:25 Czasem lepiej mieć uzbrojonego partnera zwłaszcza jak się wchodzi w paszcze lwa, jednak jak zawsze są wyjątki. Jak na przykład nasz partner nie potrafi strzelać. Wtedy lepiej nie wciskać mu na siłę broni, bo jeszcze może się skończyć tak, że cię postrzeli. Czego chyba każda z nich wolała uniknąć. Esther wolała jeszcze pożyć. Więc odpowiedź kobiety przyjęła skinieniem głowy. Modląc się o to, by rzeczywiście moc kobiety na coś się zdała. Zwłaszcza że nie wiedziała nic o niej. Pozostawało jedynie zaufać nowo poznanej kobiecie i razem ruszyć.
- Esther - nie była pewna czy Mary to rzeczywiście Mary, jednak postanowiła podać jej swoje prawdziwe imię. Zwłaszcza że kłamstwo by się wydało gdyby spotkałyby Chrisa lub jakiegoś mutanta, który ją znał. Wolała nie ryzykować, że utraci zaufanie swojej partnerki.
Mieli uwolnić jak największą liczbę mutantów, zabijać napotkanych strażników oraz zniszczyć DOM. Dlatego też lepiej było się rozdzielić i nie chodzić po swoich śladach. Stąd też dziewczyny skierowały się jedną z bocznych dróg. To, co mijały po drodze. Chyba na zawsze pozostanie w pamięci panny Goth. Nie można nazwać tego miejsca godnym do zamieszkania. Zwłaszcza że porównaniu z nim Slumsy to pięciogwiazdkowy hotel. Wszędzie panował brud i jeszcze ten smród. Widząc to wszystko jeszcze bardziej przekonywała się do tego, że muszą uwolnić stąd wszystkich mutantów. Nie tylko Chrisa, nikt nie powinien mieszkać w takich warunkach. Trudno było nazwać to życiem... trafniejsze było określenie, że ludzie tutaj nie żyją tylko wegetują.
- Lepiej wykorzystać to, że nas nie zauważyli - zgodziła się z Mary, bo przecież mogło się stać tak, że, jak zaczęły namawiać sojuszników to patrol by je zauważył. Lepiej było go od razu wyeliminować. Przynajmniej zdobyły by ich krótkofalówki słyszały ich komunikaty. Poza tym mogli też mieć inne urządzenia, które pomogą im zdobyć sojuszników. Jak na przykład coś, czym można wyłączyć i zdjąć te obroże.
Esther przez chwilę się zastanowiła jak ich podejść, by jak najszybciej usunąć ich oraz wróć do szukania sprzymierzeńców.
- Dasz radę ich obejść od tyłu. Wtedy mogłabym zwrócić uwagę ich na siebie. Dało nam to przewagę - zaproponowała dziewczynie. Nie wiedziała tylko, czy się zgodzi, czy też będzie wolała bezpośrednie starcie.Nicholas Grenville - 2019-09-21, 17:30 Nie można było pozwolić, by mundurowi poinformowali swoich o wsparcie. Jeżeli zaś byli porządnie pozbawieni przytomności czy życia, tym lepiej. Niedobitków należałoby wykończyć. Tym się w tej chwili kierował Nicholas.
Zaszedł z ostrożnością i zachowaniem czujności do w miarę stabilnej budki, gdzie spotkał się z zaskoczeniem i atakiem ze strony strażnika. Mimo uderzenia głową o belkę i otrzymywania ciosów w twarz, po drugim Nicholas zakrył głowę rękoma, przez co ciosy uderzały o jego przedramiona. Zaraz po tym uderzył z nogi w jego krocze, podszedł do niego i korzystając z jego pochylenia, poprawił mu w nos z kolana odrzucając od siebie. Mógł wtedy sięgnąć po swoją broń i wycelować ponownie na strażnika łapiąc ciężko powietrze. To podduszanie też nie było wcześniej przyjemne. Cud, że chusta mu nie zjechała, przy czym poprawił sobie na twarzy.
Miał strzelić stojąc bokiem do strażnika, który znajdował się niecały chyba metr czy półtora od siebie, kiedy usłyszał gadzią mowę. Kątem oka tylko zerknął na przybysza, by znów skupić spojrzenie na mundurowym.
Nicholas nie odezwał się na słowa gada. Opuścił rękę z trzymaną bronią w lewej dłoni. Nie musiał odbierać komuś życia przez posłanie kulki. Sprawił jedynie, że w pomieszczeniu zaczęła pojawiać się słaba mgła, ale za to trująca. Wdychanie jej groziło zatruciem organizmu i utratą przytomności. Im więcej człowiek się tego nawdycha, tym szybciej może umrze. Porównać by można było do jakiegoś gazu, czadu i trujących właściwościach. Nicholasa organizm był na to odporny. Jak jednak było z pozostałymi?
Spojrzenie przeniósł na mutanta, któremu przyjrzał się uważnie. Brak obroży z jednej strony był pocieszeniem, problemem jednak jego nastawienie.
- Jestem tu po to, by uratować takich jak Ty z tego piekła.
Wyjaśnił powód przybycia i eliminowania strażników. Jeżeli nieznajomy wyglądem przypominający gada mutant, nie posłucha go i podejmie atak, będzie ciężko. Nicholas będzie starał się przed nim bronić. Szkoda, że miał maskę na twarzy. To komplikowało jego sytuację.
W międzyczasie, Nicholas odebrał informację od Vincenta jak ma się u niego sytuacja. Choć u niego było w miarę dobrze, jak Nicholas nie widział tego samego u siebie.
"Nie jest dobrze..." - Pomyślał. Choć może się uda się dogadać z tym tutaj? Ignorował na razie ból twarzy i spływającą krew ze skroni.