Bradley Grey - 2020-07-12, 18:57 - Masz wyjście, ale oboje wiemy, że nie potrafimy bez siebie żyć - zaśmiał się. Mogli bez siebie żyć, ale nie chcieli, więc nie potrafili. I pokazywały to fakty, bo odkąd się poznali ich relacja się zacieśniała, aż dotarli do tego momentu. I oczywiście, kiedy byli przetrzymywani wbrew własnej woli to nie mogli być razem, ale kiedy żadna siła wyższa nie przeszkadzała to nie było mocy, która mogła ich rozdzielić, czy to na stopie przyjacielskiej, czy romantycznej. Rozmowa o uczuciach nigdy im nie wychodziła i choć kiedyś przyjdzie czas, żeby w końcu ten temat wybrzmiał, tak teraz jeszcze mieli inne zmartwienia.
Brad generalnie wierzył w miłość, choć całe życie sądzi, że nie jest do niej stworzony. Paraliżuje go strach bycia w tak zaangażowanej relacji i nigdy nie dopuścił do siebie na tyle blisko. Oczywiście zdarzało się, że był w związku, choć częściej były to przelotne romanse. Niemniej nigdy nie łączyło go nic głębszego z żadną z kobiet. A jeśli już naprawdę mu na kimś zależało to utrzymywał to w przyjacielskich tonach, a maksymalnie "friends with benefits".
- Obrażasz mnie, Col. Przecież zawsze jestem dla ciebie miły - obruszył się teatralnie i wypił trochę alkoholu. Jej uśmiech oczywiście go rozbroił i również się uśmiechnął.
Kiwnął głową, bo oczywiście, że powie jej jak tylko czegoś się dowie. To nie ulegało żadnej dyskusji. Wiedział, że kobieta nie lubi bezczynności i on też chciał działać, ale póki co wiedział, że muszą trzymać głowę w piachu.
- Kojarzysz tego chłopaka, którego wzięliśmy jako więżnia z AG? Joker? Zabiłem jego opiekuna i byłem jedną z pierwszych osób, która wydała mu polecenie, więc teraz tak jakby... mnie słucha? I chroni - powiedział, przy ostatnim słowie prychnął, bo przecież ktoś taki jak on nie potrzebuje ochrony. - To strasznie dziwne, on jest jak robot. Wykonuje polecenia i nic nie chce w zamian. Ciężko mi go zrozumieć. Colleen Marie - 2020-07-21, 19:50 Miał rację i to tak stuprocentową, że aż kompletnie nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć, więc tylko powoli pokiwałam głową, zupełnie tak, jakby jego słowa dopiero do mnie docierały, ale… tak… chyba tak trochę było, że nie potrafiłam żyć bez Bradley’a i nie ważne co działo się w moim życiu, gdy nasze drogi się rozdzielały, ja zawsze starałam się wrócić do niego, by znów chwycić go za dłoń, wpaść w jego ramiona i usłyszeć ten cudowny, znajomy głos człowieka, który rozumiał mnie jak nikt inny na tym świecie. Sama nie wiedziałam, czy było to dziwne, czy może po prostu cholernie normalne, jako że Grey był ostatnią, ważną osobą w moim życiu, ale… ale nie chciałam mówić tego wszystkiego na głos, więc przemilczałam sprawę, następnie tylko oczami wywracając, gdy stwierdził, że zawsze był dla mnie miły, no a ostatecznie mieliśmy do przegadania sprawę tego całego Jokera, więc po prostu popijałam swojego drinka czekając, aż mężczyzna wszystko mi opowie.
- Kojarzę. – potwierdziłam, nie spuszczając wzroku z Bradley’a – Co? – i wyrwało mi się zupełnie naturalnie, bo to, co Grey mówił, to dla mnie zupełnie nie miało sensu. Jakby… ten cały Joker to od początku mi się wydawał totalnie dziwny, no i domyślałam się, że musieli go traktować totalnie chujowo w tym całym AG. Byłam świadkiem mutantów, którzy tracili rozum i zmysły i… i wiedziałam, że kiedyś ja też byłam na granicy szaleństwa, więc Jokera oceniać absolutnie nie zamierzałam, a jedyne co, to po prostu mu współczułam, ale… o co chodziło z tym opiekunem i z tym, że to Brad nim był? – Ale to… czekaj. – mruknęłam, dopijając drinka i odstawiając pustą szklankę na stół – Ale to jest jakaś jego mutacja? Czy… czy tak po prostu wyprali mu mózg? – wyszeptałam przybliżając się do mężczyzny i wcześniej jeszcze rozglądając się po barze, co by się upewnić, że nikt nas nie podsłuchiwał.Bradley Grey - 2020-07-27, 20:52 Brad w sumie też nie miał zbyt wiele bliskich osób w życiu, dlatego każdą z nich cenił ponad własne życie. Mało komu pozwalał na takie zbliżenie do niego, a jeszcze mniej osobom ufał. Zbyt dużo przeżył, żeby teraz mieć łatwość w nawiązywaniu przyjaźni. Poza tym zawsze gdzieś z tyłu głowy miał obawę, że przywiąże się do kogoś, a ta osoba przez niego umrze. Takie prawdopodobieństwo też było, więc mało kiedy sobie pozwalał na takie szaleństwa.
Z Colleen było inaczej, bo znali się od lat i od zawsze była między nimi więź. Okazało się, że jest nierozerwalna nawet po wielomiesięcznej rozłące.
Gdy mówił o Jokerze, wcale nie dziwił się, że Cola zareagowała w ten sposób. On miał podobne podejście na początku. Potem miał wrogie nastawienie, a teraz postanowił pomóc.
- Jego mutacja to kopiowanie mocy. Wyprali mu mózg, dlatego zachowuje się jak robot bez uczuć - odpowiedział cicho, by nikt nie był w stanie ich podsłuchać. Wzruszył lekko ramionami i sam dopił swojego drinka.
- Trzeba iść spać - zarządził. Będzie jeszcze czas porozmawiać o tej dziwnej sytuacji, a jutro mieli obowiązki w barze i musieli się wyspać. Poza tym chciał iść do Nicholasa po jakieś zadanie. Oboje nie lubili siedzieć w jednym miejscu, a Brad musi znać kolejne kroki, żeby móc planować coś na większą skalę.
Podnieśli się i poszli do swojego pokoju.