To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Hala magazynowa - Część wspólna

Imari Blanc - 2018-09-21, 10:11

Tak, to akurat prawda. Imari chciala pomagać wszystkim jak tylko mogła, może to jakieś problemy z poczuciem.. przydatnosci? Uważała swoją moc za niepotrzebną, więc starała się robic.. wszystko, co mogła. I jeszcze trochę.
- To tylko naczynko w nosie, nic takiego przecież - mruknęła. Tak, zdarzało jej się to dość często, więc już prawie nie zwracała uwagi. Wydawała się.. niezadowolona z tego, co się stało. Podniosła wzrok na Liama i przez sekundę zastanowiła sie czy to mądrze teraz wstawać. Potem zorientowała się, że odmowa może wyglądać jakby mu nie ufała albo bała się z nim spotkać poza miejscem, gdzie jest więcej ludzi. Bo może powinna? Kiedyś jej zachowanie ją wpędzi w kłopoty. Ale skoro oczekiwała zaufania to.. to działa w dwie strony. I tylko wtedy.
Westchnęła i wyciągnęła do niego dłoń, podciągając się na niej. Na moment zamknęła oczy, gdy zrobiło jej się słabo, ale nie pokazała tego po sobie. Wiedziała, że za szybko wstała.
Odchrząknęła i ruszyła do swojego pokoju.
- Ostatnio moja moc zjada trochę więcej energii, niż jestem w stanie jej dostarczyć, to dlatego - ostatnio? Wyglądało jakby całkiem długo już byla w takim stanie.
- Ale pracuję nad tym.


/ztx2 pokoj nr 2?

Liam Ellsworth - 2018-11-28, 22:33

/ 24 listopada 2018

Od kilku dni było wiadomo że w mieście wraz ze zbliżającym się okresem zimowym, jesienny też dawał po sobie znać w postaci chorób i epidemii. W ostatnich dniach Liam niewiele wychodził coś załatwiać. I nawet nie spodziewał się, że jakiś wirus zechce się go uczepić. W ostatnich dwóch czy trzech dniach, kichał i smarkał. Niby nic złego, ale najszybciej zauważył to Alex. Liam zbywał to niczym ważnym jak "zakręciło w nosie", alergia na pyłek czy coś. Nic z tego. Jak zaczął się kaszel, skończyło się kłamanie a przyszły leki i herbaty z miodem i cytryną.
Chorował sobie czwarty dzień. A że nie zamierzał wyleżeć w łóżku, to pracował. Jedynie by nie zarazić Alexa, nosił na twarzy opaskę zakrywającą usta i nos. Ułatwiająca oddychanie ale nie przenosząca zarazków dalej. Tego dnia jednak nie pojawił się już w pokoju informatyków. Zrobił sobie herbatę i usiadł na kanapie w pokoju wspólnym, przeglądając jakieś papiery. Nie mógł jednak nad niczym się skupić. Dostało mu się nawet temperatury, której chyba za bardzo nie odczuwał. Ubrany był w ciepły granatowy sweter, tradycyjnie jeansowe spodnie i siedział pod kocem. Ci co z nim najczęściej przebywali, mogli zauważyć że mało jadł. Jakby stracił apetyt. Tak było wczoraj i dzisiaj. Nie chciał nikogo zamartwiać swoja chorobą, ale też nie spodziewał się, że będzie miał opiekę.
Na kanapie siedział z podkulonymi nogami, przykryty kocem, opierając się o oparcie sofy. O nogi oparł dokumenty opisujące nowe technologie szpiegowskie, z którymi się zapoznawał. W większości stwierdzając, że nic nowego autor nie napisał. Kubek z herbatą stał na ławie. Na twarzy akurat teraz nie miał maseczki. Zdjął ją, by nie utrudniać sobie picia herbaty z kubka. Dodatkowo na dłoniach miał swoje standardowe rękawiczki. Zapobiegawczo, gdyby nawet podczas choroby miał problemy z panowaniem nad mocą, jak w przypadku alkoholizmu. Wspominając o tym, można rzecz że Liam czynił postępy i do teraz, nie wypił ani łyka.
Ciszę w pomieszczeniu przerwało kichnięcie Liama, a po chwili wysmarkanie się w chusteczkę. Przeziębienie go zaczynało powoli dobijać.
Rany postrzałowe, po ostatnim zdarzeniu, zagoiły się na tyle, że nie były dokuczliwe, ale ślad widoczny po sobie jeszcze zostawiły.

Michael Ryan - 2018-11-28, 23:24

Minął już ponad miesiąc od kiedy wrócił do Bractwa. Znów zaczynał czuć się tutaj jak u siebie, a przede wszystkim poznał nowych ludzi. Dla niego zawieranie nowych stosunków koleżeńskich było niczym powietrze. Nie uszło jego uwadze, że ostatnio otaczał się tylko paroma osobami. Stracił nadzieję, że Andrew kiedykolwiek wróci, a może po prostu sprawnie go omijał. Nie dziwił mu się, przyjaźnili się tyle lat, a on co… Bez pożegnania spierdolił, nie dając znaków życia przez pół roku. Teraz jednak na nowo starał się wnieść promyczek światła w życie innych ludzi. Zawsze służył pomocą innym i starał się swoje kleptomańskie życie ograniczyć do minimum. Chociaż już zdarzyło mu się zawinąć jakiś pamiętnik jednej nastoletniej mutantki, czy też patelnie Mariana, ale kto by się tym przejmował.. Ci co go znają, wiedzą gdzie można własne zguby odnaleźć.
Jednak dziś aktualnie, wracając z zaopatrzenia, był lekko przemarznięty. Nie lubił tej roboty, kiedy musiał chociaż znikome zaopatrzenie dla Bractwa załatwiać, ale taka po części była jego rola jako łowcy i nic na to poradzić nie mógł. Chciał tu żyć, musiał też pracować. Przechodząc przez część wspólną szybko zauważył.. Nie.. Usłyszał tak dobrze znane mu kichanie. Uśmiechnął się pod nosem, bo co jak co, ale Liam śmiesznie kichał. Co prawda powinien być zły o to, że przez ostatnie noce gorzej się wysypia, przez te jego charczenie.. Mike znosił to z anielską cierpliwością. Skoro kiedyś mógł spać przy Ronnym, który potrafił coś wysadzić przez sen, to co tam takie kichnięcie czy kaszlnięcie.
Podszedł do swojego kolegi, trzymając w ręce dość spora siatkę.. Westchnął i położył na stoliku całą torbę.
-Pozarażasz pół bractwa chorowitku. - odezwał się, stojąc tuż obok jego zwłok rozwalonych na kanapie -Zamiast herbatki, może zjadłbyś pyszny jabłecznik? - dodał i zaczął w mig wyciągać spory kawał ciasta i do tego trzy ptysie i pięć eklerków - Może trochę słodkości sprawi, że lepiej się poczujesz?
Nie, Liam nie powinien pytać skąd Mike to miał.. Ci co wiedzieli to zdawali sobie sprawę, że Mike kradł.. Ale kradł pieniądze, za co kupował sobie różne rzeczy.. A przy jego wilczym apetycie, to raczej pół Bractwa by głodowało. Z resztą Ryan chciał by coś zjadł, nie uszło jego uwadze, ze jego starszy kolega od kiedy zachorował coś mizerniej wyglądał. Wydawało mu się, że jest rozpalony, ale wstydził się dać mu dłoń na czoło. Mimo wszystko taki dotyk wydawał mu się trochę intymny, a nie byli nawet jeszcze przyjaciółmi by mógł sobie na taki gest pozwolić.

Imari Blanc - 2018-11-29, 09:24

Minął miesiąc. Miesiąc to cholernie niewiele przy tym co jej się stało, ale zaczynała już być jakkolwiek do życia. Starała się zająć czymś, robić rzeczy, czuć się przydatną, bo to zawsze napędzało ją do działania. Obecnie miała wrażenie, że robi to odruchowo raczej, bo tak robiła od zawsze, a nie dlatego że chce czy ktoś potrzebuje pomocy. Dziwne uczucie, ale miała nadzieję je przetrwać, bo co inneog jej zostalo?
Weszła do części wspólnej, w której zresztą bardzo często przesiadywała, czując się tutaj lepiej w lekkim szumie rozmów i z różnymi ludźmi naokoło. Zresztą już zdarzyło się, że któryś z chłopaków lekko spanikowany szukał jej po kompleksie, zahaczając znów o poddasze, a ona po prostu siedziała tutaj.
- Hej - odezwała się cicho i zbliżyła do Liama, który pewnie już zaciągnął maseczkę na usta i nos. - Alex powiedział, że źle się czujesz.. - podeszła bliżej i dotknęła wierzchem dłoni jego czoła, ale zaraz się wycofała. Spojrzała na Majkiego i siatki, które odstawił na blat. Zapewne jeszcze dwa miesiące temu by się do niego uśmiechnęła.. teraz jak na razie nie potrafiła się zdobyć na taki gest szczerze,
- Możesz mieć gorączkę. Może w szpitalu mogłbyś coś na to dostać? - zaproponowała odwiedziny ich bractwowego szpitaliku.

Alex Parker - 2018-11-29, 09:47

Również i Alex pojawił się w części wspólnej, nieco zaniepokojony nieobecnością przyjaciela. Nie było go w jego pokoju, zaczął się więc nieco obawiać. Jakaż była jego irytacja, gdy odnalazł tego tępaka w pokoju wspólnym?! (ale Harrym Potterem zajechało, co?) Ledwie Imari zakończyła frazę, Ellswortha ktoś trzepnął w potylicę
- Czy Tobie chłopie rozum odjęło ? - syknął - Chcesz wszystkim pozarażać? - stanął przed swoim BFF, opierając dłonie na biodrach
-Mówiłem, ci, żebyś się położył i wygrzał, tylko to pogarszasz ! - sarknął.- Cześć wam - przywitał się z pozostałą dwójką.
Jego relacja z Imari, nie miała się najlepiej. Każdy dotyk był dla niej bolesny, więc fizyczna strona tej dziwnej znajomości, zamarła zupełnie. Do tego cholera go strzelała z zazdrości o Mike'a (mimo całej sympatii do niego), bo Imari najwyraźniej czuła do niego mięte. Po głowie tłukły mu się dwa słowa - "POLIAMORIA!" I "FRIENDZOOOONEEEE" Na koniec dodajmy fakt, że ku przerażeniu Parkera, po niespodziewanym pocałunku Ellswortha, gdy byli sam na sam, czasem pojawiały się u niego myśli, których nawet nie chciał ubierać w słowa.
Innymi słowy - kaszanka.

Liam Ellsworth - 2018-11-29, 19:24

Jak tu przyszedł, nie było nikogo. Miał potrzebę rozruszania kości, zmiany miejsca, skoro Alex wygonił go z pokoju informatyków i nakazał zrobić sobie przerwę na chorobowe. Miał siedzieć w swoim pokoju i wygrzewać się w łóżku. Posłuchał. Wyleżał kilka godzin a i tak odniósł potrzebę zmiany lokalizacji swojego położenia.
Nie spodziewał się jednak, że ktoś tutaj przyjdzie. Co się dziwić? To pokój wspólny. Każdy tu może przyjść. Liam oderwał wzrok od kartek i spojrzał na Michaela trochę naburmuszony, że od razu mu narzuca zarażanie innych.
- Nie zarażę.
Stwierdził jak niezadowolone dziecko, któremu coś zabrano. Ale skoro Mike tu jest, to musiał sięgnąć do kieszeni po swoją maskę na usta i nos. Zapobiegawczo ją założyć, by faktycznie ich nie zarazić. Nauczył się tego podpatrując chińczyków i Japończyków w dzielnicy Chinatown, gdzie się wychowywał przez kilka lat. Nawet mentor mu o tym dużo mówił, że jak się jest przeziębionym to lepiej chronić przed wirusami innych takim sposobem.
- Dzięki Mike, ale chyba nie przełknę.
Ostatnio mało jadł. Ale do tego nie przyznawał się zbytnio, chyba że przyłapano go na zostawianiu większych porcji posiłku niż zazwyczaj, czy pustych talerzy.
Nie ukrywał, że pewnie by zjadł sobie jabłecznika, ale wiedział że jego żołądek nie strawi tego teraz. Albo będzie to szło bardzo mozolnie i długo.
Chwilę później pojawiła się Imari. Co jak dobrze zauważyła, Liam miał już założoną maskę na twarzy. Po jej słowach westchnął i zrozumiał, że może faktycznie dobrze byłoby zostać w łóżku, skoro Alex zaczął już rozpowiadać że jest chory.
- Biorę jakieś leki na przeziębienie, nie wiem czy jak coś dostanę ze szpitala to mi pomoże.
Odpowiedział szczerze. Choć leki jakie zażywał, zdawały się nie działać tak jak powinny a może i pogłębiały chorobę albo zatrzymywały ją. Sam nie pamiętał już, ile czasu potrzebował by wyleczyć się z przeziębienia. Trzy dni? Cztery? Przy ostatnich etapach domowego leczenia z podstawowymi lekami udawało mu się wyzdrowieć, tu musiał nabawić się poważniejszej chyba grypy.
Nie minęła dłuższa chwila a zaraz dostał w swój czerep
- Ał...
Skrzywił się na uderzenie i spojrzał na Alexa spojrzeniem "co ja Ci zrobiłem?". I dowiedział się nawet za co. Bo nie było go w swoim pokoju. Bo nie pomaga sobie wyzdrowieć.
- Nie krzycz na mnie... Wypiję herbatę i sobie pójdę. Nikogo nie zarażę.
Odparł, jakby nie chciał jeszcze bardziej wkurzać Alexa. Zapewnił jeszcze, patrząc na przyjaciela z maską na twarzy. Musiał wyglądać z tym zabawnie, ale też chciał mu chyba uświadomić, że zabezpieczył się! I siedział przykryty kocem, więc ciepło mu było. Kontaktował z nimi, tylko był trochę niewyraźny. I gorączkę też miał. Ale to może od tego, że koc jest taki ciepły?

Michael Ryan - 2018-11-29, 19:46

Martwił się jego stanem, bo nie wyglądało to najlepiej. Chociaż jak to się mówiło.. Nieleczone przeziębienie trwa tydzień, a leczone siedem dni.. Jednak i tak było mu żal tego rosłego faceta. Każdy prawie facet jak dziecko wygląda jak tylko zachoruje i Liam w mniemaniu Mike’a tak własnie wygląda, zwłaszcza, ze chwile potem pojawiła się Imari i Alex. Ich czwórka była w komplecie, co ostatnio się często zdarzało i chociaż znał już prawie od miesiąca Alexa, dalej czuł od niego jakiś chłód. Sam nie wiedział czym mu zawinił, bo przecież jak gadali okazało się, że lubi nawet te same komiksy, wręcz mógłby przyznać, że mogliby się na zasadzie geekostwa zaprzyjaźnić, a jednak dalej czuł jakiś mur, który nie mógł to przebić, co go trochę zdezorientowało. Imari też była cichsza, ale to był w stanie zrozumieć, wyglądała gorzej niż wtedy jak się poznawali jak też miała własne problemy, to wszystko sprawiało, że starał się uśmiechać ze zdwojoną siłą i poprawić wszystkim humory.
-To może przyszykuje dla wszystkich herbatę czy też kawę i zjemy słodkości? - odparł susząc zęby do wszystkich - A ty Liam. - wytknął do niego palca - Ostatnio mało jesz, martwimy się po prostu o ciebie, wyglądasz jak kawał drwala, a przeziębienie cię rozkłada i no cóż, chyba każdy z nas na swój sposób chce ci pomóc. - podrapał się w tył głowy
Czekał na zamówienia od pozostałej dwójki. To tak jakby godził się na to by tutaj posiedzieć. A czy tak nie było lepiej? Wspólnie doglądać ich wspólnego kolegę i na dodatek coś przekąsić? Chociaż miał dziwne wrażenie, że nikt prócz niego nie będzie miał na to ochoty, ani na słodkości, ani na ciepły napój.

Imari Blanc - 2018-11-30, 21:49

I jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności pojawili się tu w komplecie. Lubiła te momenty, Mike i Liam chętnie rozmawiali ze sobą, Alex był trochę wycofany.. ona też, ale dobrze jej się słuchało. Uspokajało ją w jakiś dziwny sposób obserwowanie chłopaków. Teraz jednak Alex pojawił się i od razu podniósł głos.. co trochę wybiło ją z rytmu. Niby już nie reagowała aż tak, ale jednak.. Cofnęła się o krok i gdyby mogła splotła by dłonie na piersi, a tak tylko wolną rękę schowała do kieszeni.
- Dziękuję - pokręciła lekko głową - Będę u siebie. Liam, może jednak idź do szpitaliku.. - miała już inny pokój, Will wymyślił jej coś z oknem. Wycofała się cicho i ruszyła do siebie. Uciekała? Może. Sama nie wiedziała dlaczego potrzebuje się zdystansować i to czysto fizycznie. W jakiś dziwny sposób sytuacja ją przerosła.

zt

Alex Parker - 2018-12-01, 11:02

Oj no, skąd miał wiedzieć, że Imari, po upływie miesiąca, nadal zachowuje się jak tchórzofretka? Cóż...nie układało im się ostatnio najlepiej. Chciał ją zatrzymać, ale w sumie uznał, że da jej spokój. Niech pójdzie do swojego pokoju, uspokoi się i pewnie za jakiś czas wróci.
- Ktoś mówił o jabłeczniku ? - zagadnął, by zmienić temat - I kawa. Chcę kawy. Mocnej. - dodał po namyślę, po czym wrócił do męczenia Liama.
- Chłopie, myślisz, że jak masz maskę to nikogo nie pozarażasz? Weź spieprzaj do pokoju i tam rozsiewaj bakterie. - powiedział zniecierpliwiony - Jak nie chcesz siedzieć tam sam, to przeniesiemy imprezę jabłecznikową do Ciebie.
Podszedł bliżej i przyłożył dłoń do czoła przyjaciela.
- Oczywiście. Gorący jak piec. - westchnął ciężko - Idziesz sam, czy sam mam cię tam zanieść?

Liam Ellsworth - 2018-12-01, 14:32

Nikt tak mocno nie naciskał na niego jak Alex. Liamowi widocznie ktoś taki był potrzebny by po pierwsze, postawić do pionu, wyprowadzić z alkoholizmu i teraz, marudzić kiedy jest chory by leżał w łóżku i się wygrzewał. Mike w przeciwieństwie do Alexa podchodził na luzie i raczej go nie wyganiał. A nawet zaoferował herbatę. To chętnie Liam by się zgodził, gdyby nie to, że Imari mimo nakazu by udał się do szpitalnika, to sama opuściła ich towarzystwo. Liam aż obejrzał się za nią zmartwiony. Mimo iż widać było u niej spore poprawy w zachowaniu, to jednak jeszcze widocznie nie była gotowa by przebywać z nimi w tak licznym gronie. Zdążył jej jedynie odpowiedzieć:
- Dobrze. Pójdę.
Ale pewnie nie zrobi tego dzisiaj. I kiedy Alex potwierdzał pomysł z jabłecznikiem i kawą, Liam schował usta w dłoniach zanosząc się kaszlem. Mimo iż miał na twarzy maseczkę. Gdy mu przeszło, usłyszał kolejne uwagi Alexa. Już nawet Liam nie spojrzał na niego. Zareagował dopiero, kiedy poczuł dłoń Parkera na swoim czole. Wzdrygnął się, w obawie że moc mu się aktywuje, mimo iż jeszcze jakoś panował na nią. Miał na dłoniach rękawiczki, ale widocznie będzie musiał i czoło chować.
- Pójdę sam...
Odparł trochę smutnie. Ale wiedział, że Alex robił to dla jego dobra. Zatem podniósł się z kanapy, zabierając papiery a koc odrzucając na bok. Nie był jego a zgarnął jakiś znaleziony w tutejszej szafie. Ubrał trampki, bo jakoś do teraz nie załatwił sobie żadnych laczek. Zabrał kubek i ewakuował się do swojego pokoju.


[z/t]

Michael Ryan - 2018-12-01, 15:25

Nie spodziewał się, że Imari tak szybko od nich ucieknie. W pierwszym odruchu chciał za nią biec, jednak w drugim wiedział, że potrzebuje jeszcze trochę przestrzeni. Nie chciał ją osaczać własną osobą, z resztą.. Głupio by się czuł jakby miał nagle pójść sobie od reszty. Czuł się trochę jakby był postawiony między batem a końską dupą.. Westchnął tylko, czując jak trochę humoru z niego ulatuje.
-Jasne, kawa nie ma sprawy, a tobie Liam zrobię jeszcze jednej herbaty z cytryną i miodem. Może pomoże ci chociaż troszkę. - odparł i się lekko uśmiechnął
Chciał już iść, ale zatrzymał się wpół kroku. Chcieli zmienić lokalizację, a to znaczyło, że trzeba będzie się przenieść.
-Alex weźmiesz żarcie ze sobą? -zapytał - I odprowadź naszego chorowitka, by jeszcze się gdzieś nie zemdlał przy okazji. - zaśmiał się - Ja do was niebawem dołączę.
Po chwili mogli tylko poczuć lekki podmuch wiatru. Cały Mike, który czasem nie zważał na to kiedy używał własnej mocy. Teraz jednak poleciał do kuchni, w końcu jako kelner miał spore zamówienie. Martwiła go Imari, ale zagryzł wargę, by nie iść zobaczyć co z nią się dzieje…

z/t

Imari Blanc - 2018-12-03, 10:12

/ pokój Alexa

Dotarli do części wspólnej i tam zajęli zapewne jeden kawałek kanapy. Imari skuliła się przy nim i obserwowała okolicę.
- Jak sie czujesz? I jak Liam? Nie wygląda za dobrze- martwiła się, ale nie chciała siedziec mu na głowie caly czas, faceci i tak dużo, Bardzo dużo czasu jej poświęcili. Nie miała pojęcia jak się im odplaci. Już nie potrzebowała stałej opieki, ale i tak często miała kogoś koło siebie.

Alex Parker - 2018-12-03, 13:30

Gdy Imari się skuliła, on ją objął ramieniem. Jeszcze tylko brakowało ciepłego kocyka i ciasteczek i mamy nowy teledysk do "Last Christmas" Tyle, że oni mieli tu mały kryzys wcale-nie-związkowy. Mało świątecznie.
- W porządku. Liam trochę gorzej...ale wyliże się. Kawał chłopa z niego. - powiedział cicho, bo w końcu nie musiał oznajmiać na cały pokój, że Ellsworth ma kaszel i katar.
- Wybacz, że cię wczoraj wystraszyłem - dodał po chwili - Mówiłem temu osłowi wcześniej, by się położył, ale sama widziałaś...
Musiał się nauczyć,, by nie podnosić głosu, przynajmniej w jej obecności.

Imari Blanc - 2018-12-03, 15:07

Właściwie chyba po raz pierwszy pokazali się publicznie bardziej razem.. I to w momencie kiedy wlasciwie Alex powiedział jej, że nic z tego, bo on nie da rady. Zabawne.
- Martwię się, wyglada zle.. I nie chcę żebyś się zaraził też, a pracujecie razem. Może musisz zacząć brac coś na odporność? - podsunela pomysł.
- Nic się nie stało.. Nie mogłeś wiedzieć - pokręciła głową - Takie.. glupie rzeczy wychodzą. Nie wiem czasem kiedy i tez nie mogę nic z tym zrobić.. wiec chyba nie mozesz się przejmować..

Alex Parker - 2018-12-03, 15:27

Nikt nie mówił, że jest to oczywiste i nieskomplikowane. Było wręcz odwrotnie - sami kurna nie wiedzieli co to właściwie jest, co oni właściwie robią, kim dla siebie są, czy w ogóle są, itd.
- Biorę. - zapewnił ją - Ale jak mam być chory, to będę, więc biorę to raczej dla świętego spokoju.
Miał to szczęście, że rzadko chorował. Nie wiedział czy to skutek mutacji, czy po prostu dobrej odporności.
- Możliwe, że ci z czasem przejdzie. - powiedział, patrząc się nieco nieprzytomnie przed siebie.
Nie chciało mu się teraz myśleć "co dalej." Nie miał tyle sił psychicznych, by podejmować teraz jakiekolwiek ważne decyzje.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group