To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Centrum Administracyjne - Z zewnątrz

Fay Murphy - 2018-05-09, 19:33

Starała się podejść do tego jakoś z głową, żeby przez przypadek nie wydać chłopaków. Chciała mieć wszystko w pogotowiu, ale jednocześnie wstrzymać się do odpowiedniej chwili z wyłączaniem kamer czy otwieraniem zamkniętych drzwi. W końcu dogsi nie byli głupi, jeśli zobaczą czarny obraz skapną się, że coś jest nie tak. Albo wykryją, że ktoś im grzebie w systemie. Jedno z dwóch.
- Nie mogę ich całkowicie wyłączyć. Lepiej byłoby je jakoś... zatrzymać? - mówiła, nie wiedząc już, czy robi to do siebie, czy chłopaków w jednym uchu, czy może do Rogera w drugim. W każdym razie miała sporo do ogarnięcia.
Zobaczyła rozbłysk na jednej z kamer, więc to na to okienko skierowała swój wzrok. I już miała powiadamiać resztę, że pojawili się jacyś ludzie, gdy rozpoznała w nich swój team. Ech, naprawdę mogliby mówić, co planują, przecież nie widziała wszystkiego.
- Macie kamerę po prawej na górze. Unikajcie patrzenia w tamtą stronę - rzuciła do nich zastanawiając się, jak bardzo podejrzanie wyglądają. Ale chyba... było całkiem nieźle - Korytarzem do końca, tylko... cholera, ten dogs tam wrócił... kurde, nie widzę lepszej drogi... - przygryzła wargę, po raz kolejny zerkając okiem na mapkę. No nie za bardzo dało się ich poprowadzić tak, żeby na nikogo się nie natknęli...


_______________________
MG:
Rzut na powodzenie przy wyłączaniu kamer

Ukryj: 

Fay starała się z całych sił wykonywać wszelkie polecenia jej przyjaciela. Wyglądało, że idzie jej całkiem nieźle, skoro zdołała już dotrzeć do zabezpieczeń, czyż nie? Szkoda tylko, że jedną z ostatnich komend wprowadziła z błędem, całkowicie wyłączając monitoring - na pewno na terenie laboratoriów i bloku X.
Mutanci mają niewiele czasu na podjęcie aktywności, nim zostanie podniesiony alarm.

_______________________


Myślała, że idzie jej całkiem nieźle. Ba, nawet zaczęło jej się to podobać, dopóki... no właśnie, sama nie miała pojęcia, co się stało, gdy wszystkie okienka nagle zalała czerń. Nie wiedziała, czy to ona, czy to może ją wykryli... naprawdę się na tym na tyle nie znała. Zaklęła pod nosem.
- Chyba się skapnęli, że grzebię im w systemie... albo to ja coś skopałam... cholera, zwijajcie się stamtąd jak najszybciej - rzuciła nerwowo, starając się jeszcze coś na to zaradzić, ale cóż, chyba było już po ptakach...
No właśnie, ptaki. Fay odstawiła lapka, który nie był jej już więcej potrzebny i nawiązała połączenie z drugim z raniuszków, żeby po chwili polecieć nim nad obiekt. Musiała widzieć, co się dzieje, ilu dogs postanowi udać się do laboratorium i bloku x. Chociaż w ten sposób mogła to trochę naprawić.

ronnie henderson - 2018-05-09, 20:58

- Cholera. - parsknął, gdy usłyszał dźwięk prującego się materiału. Takie znalezisko, a chuj bombki strzelił. Miał nadzieję, że uda mu się jakoś to ukryć. Wszystko zaczynało iść nie tak. Pierwszy wyszedł Ronnie i Bartowski. Zamarł na chwilę, gdy fotokomórka rozpaliła się światłem. Zgodnie z instrukcją Fay, starał się nie rozglądać. - Jak przejdziemy ten korytarz co nas czeka dalej? - zapytał Fay.
Usłyszał głos Murphy w słuchawce. - I tak musiało kiedyś do tego dojść. - odpowiedział jej wyczuwalnie zdenerwowanym głosem. Obrócił się w stronę swoich towarzyszy. - Szybko. - powiedział i ruszył przodem wspomnianym korytarzem, starając się tak szybko jak może i mając nadzieję, że uda im się dotrzeć zanim zostaną wykryci.

Aaron Bartowski - 2018-05-10, 01:03

Cholera. Guzdraliśmy się, ale Fay… Fay będzie musiała się poduczyć hakerowania, jeśli mieliśmy jakimś cudem przetrwać ten atak na D.O.G.S. Jakby nie patrzeć, stawaliśmy się właśnie zorganizowaną grupą przestępczą, więc przydałby się ktoś łebski… Bardziej od nas, chłopów, BO ZGINIEMY. A do tego czasu schudniemy Fay.
Ściągałem z siebie tę szmatę szybciej niż ją zakładałem. Nie wiedziałem, po chuj ją w ogóle zakładałem. Musiałem wyglądać jak kretyn, a czas naglił. Cisnąłem nią w kąt, najwyraźniej stwierdzając naprędce, że do niczego już nam się nie przyda. Miałem już coś nawet krzyczeć – oczywiście, przyciszonym głosem – ale Ronnie wyrwał do przodu przez ten rozbłysk i słowa Fay. Zakląłem pod nosem, po czym odwróciłem się, by rzucić do Nowego:
- Pilnuj tyłów z Leonem. – Co mniej więcej oznaczało, niańcz lamkę. Nie wiedziałem, co się działo z Leonem, ale ani nie mogliśmy go zostawić samego, ani tym bardziej rzucać na pierwszy ogień. Miałem aby nadzieję, że serio mogłem ufać Andy’emu.
Zaraz potem ruszyłem za Ronniem. Trochę dziwne uczucie biec po tym ślimaczeniu się, ale już czułem to coś w sobie, rosnącą adrenalinę i dłoń zaciskającą się odruchowo na jednej z zapalniczek. Tak, wyciągnąłem jedną z kieszeni, choć wpierw stawiałem na ewentualną przemoc fizyczną. Jeb z pięści albo głowy. Albo mierzenie się z wrogiem? Bo kiedy dotarliśmy do drzwi, zamierzaliśmy je otworzyć i stanąć twarzą w twarz z ewentualnym wrogiem.

Mistrz Gry - 2018-05-10, 22:14

Plan mężczyzn na przebranie, mimo że w pierwszej chwili wydawał się genialny, właśnie płonął na łebkach. Pomijając już niezdarność Hawthrone'a i zniszczenie jedynego kitla w pomieszczeniu, czas zaczął ich gonić w związku z próbą zhakowania kamer w siedzibie D.O.G.S..
Widać, w miejscu pod okiem rządu nie oszczędzają na zabezpieczeniach.

Po komunikacie Fay o wyłączeniu się kamer, drużyna mutantów przestała analizować każdy swój krok i ruszyli niemalże biegiem wzdłuż korytarza. Bez problemu dobiegli do drzwi, za którymi zauważyli małe pomieszczenie pełne półek z teczkami i segregatorami, po czym przekroczyli kolejne przejście, w końcu schodząc do bloku X.
Chłodne światło padało na cały blady korytarz, jednak – co było interesujące – wszyscy dojrzeli dziwne przejście na swoje lewo. Nie były to tradycyjne drzwi – bardziej przypominały... Klapę? Drzwi od wbudowanej w ścianę meblościanki? Trudno było im to dokładnie określić, pewne jednak było, że nie były one specjalnie zabezpieczone. Przed sobą natomiast widzieli dużą bramkę z kratą, która... Właśnie się otwierała? Tak, na pewno im się to nie przewidziało – krata powoli unosiła się, otwierając przed nimi przejście – prawdopodobnie prost do cel. Czy drużyna samobójców z tego skorzysta?

Fay w tym czasie postanowiła wykorzystać kolejnego ze swoich ptaszków i wyruszyć w podniebną podróż. Na ten moment nic nie wzbudzało jej wątpliwości – ruch na placu między budynkami nie wydawał się specjalnie podniesiony – ot, jakiś starszawy mężczyzna zdawał się docierać jedną z wcześniej ufajdanych przez kobietę kamer, a ostatni pracownicy opuszczali już swoje stanowiska.
Cisza przed burzą?

Christian natomiast przerwał jednemu z laborantów jego pracę, uświadamiając go, jak późna jest już pora. Naukowiec, zapatrzony przez cały dzień w mikroskop nawet nie pomyślał o tym, by zerknąć na zegarek! Jeszcze na oczach Spiveya zaczął sprzątać swoje stanowisko. Co jednak wydało mu się dziwne – gdy tak czekał, rozglądając się po pomieszczeniu, dostrzegł jak pod drzwiami zaczyna zanikać światło – dziwne, czyżby ktoś jeszcze kręcił się po budynku? Przecież fotokomórka na tym korytarzu nie zapala się sama. Gasnące światło oznaczało, że przed kilkoma chwilami ktoś tamtędy szedł – i to na pewno nie mógł być mężczyzna zza mikroskopu.
Kto zatem? Czy należy darować sobie dalszy, spokojny obchód?
Z przemyśleń wyrwała go krótka wiadomość, która właśnie dotarła na jego telefon.
(1) nowa wiadomość od Smith
Albo zalęgło nam się ptactwo w serwerowni, albo ktoś nam grzebie w systemach monitoringu... Sprawdzam to, bądź w gotowości.
_______________________________________


• Zielone oznaczenie na mapce, to pozycja Christiana, niebieski znacznik – rebeliantów, fioletowe zaznaczenie – dziwna klapa, którą minęli mutanci.
• Utrata opanowania k10 – wszyscy członkowie rebelii.
• Na odpisy macie czas do godziny 22:00, 11.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.

Mapa:
Ukryj: 
Statystyki:
Ukryj: 
Numer porządkowy: 1
Dane: Aaron Bartowski
Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 95%
Opanowanie: 92%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3]
Numer porządkowy: 2
Dane: Leon Hawthrone
Ekwipunek: pistolet + 3 mag., nóż, kusza
Żywotność: 86%
Opanowanie: 94%
Inne: Aerokineza [???]
Numer porządkowy: 3
Dane: Fay Murphy
Ekwipunek: 2x raniuszek amerykański, tyran zachodni, rewolwer + 4 magazynki
Żywotność: 98%
Opanowanie: 85%
Inne: Kontrola nad zwierzętami [5/2]
Numer porządkowy: 4
Dane: Ronnie Henderson
Ekwipunek: Broń palna + 3 mag. x33, nóż myśliwski (składany), zapalniczka
Żywotność: 98%
Opanowanie: 93%
Inne: Przyspieszenie molekularne (eksplozje) [5/3]
Numer porządkowy: 5
Dane: Andy Dark
Ekwipunek: brak.
Żywotność: 100%
Opanowanie: 98%
Inne:Panowanie nad Nefrytem [6/2]
Numer porządkowy: 6
Dane: Christian Spivey
Ekwipunek: broń, butelka wody
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Kriokineza [4/3]
Rzuty:
Aaron Bartowski - 2018-05-11, 14:31

Stwierdzałem, że pomimo kilku problemów technicznych Fay oraz naszego chwilowego zamulenia, coś wszystko zbyt sprawnie nam szło. Dotarliśmy tak daleko, nie wzbudzając jakiegokolwiek alarmu, nikogo nie musieliśmy atakować po drodze, a teraz, cóż, chyba byliśmy coraz bliżej celu. Tak łatwo, że te otwierające się drzwi nie mogły wróżyć niczego dobrego. Zasadzka?
Miałem pewnie brechnąć, kiedy Fay potwierdzi mi, że to najprawdopodobniej nasz cel. Cóż, krata wyglądała dosyć obiecująco, dokładnie tak, jak gdyby strzeżono tam coś ważnego, niebezpiecznego czy też priorytetowego. Trochę to tak cuchnęło, podobnie jak ta klapa czy co to tam sobie było. Czy ta bramka była aż tak nie do przebicia, by nie obawiać się wtargnięć z zewnątrz? Czy to wszystko wraz z tajemniczymi drzwiami nie były tym, na co wyglądało?
- Fay, mamy iść prosto? Spójrz szybko na mapę – rzuciłem do słuchawki rzeczowo, zachowując zimną krew. Niezależnie od tego, czy potwierdziła, czy nie, to była niechybnie nasza szansa, dlatego też ruszyłem w kierunku drzwi. Zapalniczkę gdzieś w połowie drogi schowałem do dłoni. Tym razem nie ściskałem jej jak wariat, by znowu nie postanowiła mi wybuchnąć w dłoni. Już to przerabiałem, heh. Nie chciałem drugi raz, bo było to zbędne i niezbyt przyjemne, a za to teraz chyba byłem nastawiony na spuszczanie wpierdolu.
- Chłopaki, dawajcie – dodałem do swojej drużyny samobójców, po czym sam przyspieszyłem kroku. Nie miałem pojęcia, czy ktoś nie czai się tam na nas za zakrętem albo nie chce nas zamknąć za kratami, ale w każdych warunkach powinniśmy dać sobie radę. Gorzej, jeśli potraktują nas jakiś gazem, zaś zagadkowe drzwi posłużą jako profesjonalny wywietrznik. Wtedy będzie śmiesznie, a Fay będzie mogła dać z komputera jedynie na twitterze info, że rebelia zgasła nim zdążyła się porządnie zapalić.
Jeśli dałem radę, przekroczyłem barierkę i czekałem na ewentualną niespodziankę. No, chyba że mnie te drzwi tak, Bach!, na pół wzięły przecięły.

Andy Dark - 2018-05-11, 19:06

W obecnej chwili mieliśmy strasznie mało czasu na decyzję. Pomimo wyboru drogi, moja uwagę bardziej przykuła otwierająca się brama z kartą. Jak widać, nie tylko moją, bowiem Aaron ruszył przed siebie, jak poparzony, nawołując nas do pójścia za nim. Nie był to trudny wybór i pomimo lekko złych przeczuć, ruszyłem za naszym przywódcą, wytężając swoją uwagę i będąc gotowym do jakiejkolwiek konfrontacji. W końcu nigdy nie wiadomo, czy nie wchodzimy prosto w pułapkę. Cóż.. Jeśli zginiemy, to Aaron ma u mnie przejebane.
ronnie henderson - 2018-05-11, 20:14

Ruszyli prawie, że biegiem we wskazanym przez Fay kierunku. W końcu nie za bardzo mieli czas się zastanawiać. Szybko przemieszczali się dalej, mijając pokój z segregatorami. W końcu rzucili się w stronę schodów i znaleźli się w bloku X. Jego uwagę zwróciła dziwna klapa w ścianie. - Fay, po lewej stronie korytarza zaraz za schodami do bloku X znajduje się dziwna klapa, mogłabyś dla nas zerknąć do czego ona służy? - rzucił na szybko do słuchawki, mijając wcześniej wspomniany obiekt. Im oczom ukazała się krata, która wydawała się otwierać. Spojrzał z wahaniem na Bartkowskiego, ale ruszył za nim. W końcu skoro otwierała się, był ktoś kto w jakimś celu ją otwierał. Prawdopodobnie za chwilę wpadną na swojego pierwszego dzisiaj agenta dogs. Jeśli krata nie zmiażdżyła biednego Aarona, wpuścił przed sobą Andy’ego i Leona, zachowując starą kolejność i zamykając za tym ich pochód, starając się być w gotowości, bo czuł że krata ta nie otworzyła się dla nich bez przyczyny.
Fay Murphy - 2018-05-11, 20:45

Komputer był już dłużej bezużyteczny, mapę praktycznie miała w głowie od zerkania w nią i analizowaniu jej w kółko i w kółko.
Trochę kończyły jej się pomysły na to, jak jeszcze mogłaby pomóc. Ponownie wzniosła się w niebo, chcąc obserwować, czy alarm już został podniesiony i czy w stronę laboratorium idzie zmierza więcej osób niż powinno. Nic z tego nie miało miejsca, więc po prostu krążyła nad obiektem, starając się znaleźć jakieś wady, alternatywne drogi ucieczki... ech, było ciężko.
- Tak, prosto - rzuciła do Aarona, nie patrząc na mapę, jednak mówiąc mu dobrze. Starała się podlecieć bliżej laboratorium, żeby przez któreś z okien móc dostrzec chłopaków. I wtedy właśnie usłyszała pytanie Ronniego.
- Klapa? Hm, nie widziałam jej na mapie. Sprawdzę, czy wychodzi na zewnątrz - powiedziała, podlatując w tamto miejsce i w zależności czy klapa była na ścianie i wychodziła na dwór, czy nie, to właśnie przekazała chłopakom do słuchawki.

Mistrz Gry - 2018-05-12, 01:00

Christian nawet nie mógł się spodziewać, że ten dzień będzie daleki od wszystkich, które go do tej pory spotkały. Był na tyle zaaferowany tym dziwnym, właśnie wyłączonym światłem za drzwiami, że nawet nie przeczytał do końca otrzymanej na telefon wiadomości i po prostu ruszył na korytarz, by tym razem to jego oślepił blask wzbudzony przez czujnik fotokomórki. Niestety, wbrew swoim oczekiwaniom, nikogo nie zobaczył, poza... Piaskiem na ziemi? To mogło tylko oznaczać, że jego przeczucia się właśnie sprawdzały – nie zostawało mu więc nic innego, niż powolnym, ostrożnym krokiem kierować się ponownie w kierunku bloku X.

Nasi mutanci w tym czasie postawili wszystko na jedną kartę – ruszyli w kierunku otwierającej się bramy, bez problemu mijając jej przejście, by po chwili zorientować się, że... To przejście wcale nie otwierało się dla nich! Przez jedne z miniętych przez nich drzwi właśnie przeszedł brodaty szatyn w towarzystwie dość wysokiej hinduski, którą Leon i Aaron mogą kojarzyć jeszcze z marszu. Nie była jednak w dniu dzisiejszym tak odważna, jak przeszło tydzień temu. Mogło się wręcz zdawać, że straciła wolę do walki. Ale jednak... Nie wyglądała na zmaltretowaną.

Zarówno Paul jak i Shivali nie spodziewali się gości – a na pewno nie o tej porze! Pytanie tylko brzmiało, czy Jenkins pożałuje dziś swoich poprzednich decyzji? A może jednak to nasz legion samobójców pożałuje, że w ogóle połasił się na tak ryzykowną misję?

Murphy w dalszym ciągu nie dawała odetchnąć swojemu raniuszkowi, latając nim nad całym kompleksem i próbując dopatrzeć się jakichkolwiek zmian. Jedyne, co rzuciło jej się w oczy, nim wyleciała odrobinę za ogrodzenie, to zapalające się światła w budynku określonym jako koszary, czy też może blok mieszkalny. Nie musiało to jednak oznaczać nic złego, czyż nie? W końcu ledwie przed kilkoma chwilami większość pracowników i agentów dopiero dotarła do miejsca swego odpoczynku...
Z tej wysokości również nie miała podglądu na żadną klapę, która mogłaby prowadzić do środka bloku X – czyżby znaczący był tu fakt, że mężczyźni z jej drużyny znajdywali się poziom niżej, więc nawet, jeśli to przejście gdzieś prowadzi – będzie się znajdywać wciąż pod ziemią?
Skrajne myśli teraz nachodziły głowę kobiety – czy powinna zlecieć niżej, między drzewa i spróbować znaleźć tajemnicze przejście, czy może jednak wrócić nad kompleks i informować swych towarzyszy o wszelkich zmianach zachodzących na placu?
_______________________________________


• Na odpisy macie czas do godziny 22:00, 12.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.

Statystyki:
Ukryj: 
Numer porządkowy: 1
Dane: Aaron Bartowski
Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 95%
Opanowanie: 92%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3]
Numer porządkowy: 2
Dane: Leon Hawthrone
Ekwipunek: pistolet + 3 mag., nóż, kusza
Żywotność: 86%
Opanowanie: 94%
Inne: Aerokineza [???]
Numer porządkowy: 3
Dane: Fay Murphy
Ekwipunek: 2x raniuszek amerykański, tyran zachodni, rewolwer + 4 magazynki
Żywotność: 98%
Opanowanie: 85%
Inne: Kontrola nad zwierzętami [5/2]
Numer porządkowy: 4
Dane: Ronnie Henderson
Ekwipunek: Broń palna + 3 mag. x33, nóż myśliwski (składany), zapalniczka
Żywotność: 98%
Opanowanie: 93%
Inne: Przyspieszenie molekularne (eksplozje) [5/3]
Numer porządkowy: 5
Dane: Andy Dark
Ekwipunek: brak.
Żywotność: 100%
Opanowanie: 98%
Inne:Panowanie nad Nefrytem [6/2]
Numer porządkowy: 6
Dane: Christian Spivey
Ekwipunek: broń, butelka wody
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Kriokineza [4/3]
Numer porządkowy: 7
Dane: Paul Jenkins
Ekwipunek: [ukryte]
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: -
Numer porządkowy: 8
Dane: Shivali Nyberg
Ekwipunek: -
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Więź telepatyczna [5-2]

Paul Jenkins - 2018-05-12, 14:14

Po skończonym kolejnym – narzuconym mu odgórnie – przesłuchaniu wątpliwej terrorystki, Jenkins miał właśnie odprowadzić Shivali do celi. Pomimo wszelkich starań nie udało mu się utrzymać dziewczyny w gabinecie lekarskim do momentu jej deportacji. Kiedy raz za razem wszystkie jego podejrzenia co do stanu zdrowia dziewczyny zostawały rozwiane, nie miał innego wyjścia niż rzeczywiście umieścić ją w jednej z cel. Dalsze upieranie nie miało sensu, gdyż zdecydowanie mogło to wzbudzić podejrzenia i w efekcie doprowadzić do wyjawienia prawdy o tym, że wciąż nie podawał jej mutazyny, a warunki jakie jej stworzył w znacznym stopniu odbiegały od tych, które mu narzucono.
Nie spodziewał się jednak, że ten spokojny wieczór zostanie zakłócony w ten sposób. Właściwie to tuż po odprowadzeniu Shivali miał zamiar wrócić do domu, ale kiedy przed jego oczami pojawiła się grupka rosłych i nieznanych mu mężczyzn, Paul zareagował instynktownie. Nie musiał się nawet upewniać, by wiedzieć, że nie powinno ich tu być. Nie pasowali tutaj. Wtargnięcie, zamach.. cokolwiek to było, wybrali sobie naprawdę kiepski moment. Jenkins niemal od razu wycelował trzymaną w ręku broń - którą nosił dla zachowania pozorów - w nieproszonych gości, jednocześnie zasłaniając Shivali swoim ciałem. Natomiast jego wolna ręka znalazła się na ścianie w okolicach przycisku do włączenia alarmu. I choć wystarczyła chwila, by w całym budynku rozbrzmiały ostre dźwięki, Paul wciąż trzymał rękę w zawieszeniu.
– Odłożyć broń – wyrzucił z siebie krótko, przenosząc spojrzenie to z jednego, to na drugiego, aż wreszcie utkwił wzrok w Aaronie. – Teraz.

ronnie henderson - 2018-05-12, 19:57

Rzeczywiście. Tak jak podejrzewał te drzwi wcale nie były gestem gościnności ze strony DOGS, już kilka sekund później stanął w nich mężczyzna. Od razu rozpoznał w nim agenta dogs, za nim szła nieznajoma mu kobieta. Agent digs wyciągnął broń w ich kierunku. Machinalnie podniósł ręce do góry, uśmiechając się do niego szeroko. Wpatrywał się w pistolet, próbując dostrzec moment, w którym naciśnie na spust, by w razie potrzeby po prostu za pomocą lekkiej fali zabrać mu go z ręki. Ewentualnie rozmaślić go na ścianie. Bardziej jednak martwiła go dłoń przeciwnika na czerwonym przycisku. Niby był sam, jednak wciąż na własnym podwórku.
Niestety, nie mógł wykonać polecenia mężczyzny. Sam był bronią, hehe. Ta właściwa jednak znajdowała się pod połami jego kurtki, w razie gdyby jednak moc zawiodła. - Naciśnij ten przycisk, a rozmarzę ci mózg po ścianie, zanim dotrą posiłki. - odpowiedział całkiem spokojnie. - Nie warto zgrywać bohatera. - pokiwał głową, jakby dodatkowo potwierdzał swoje słowa. Wciąż czekał na dokładniejsze instrukcje Fay dotyczące tego do czego służyła tamta tajemnica klapa, jednak nie chciał zdradzić, że mają jeszcze z kimś łączność. - Wierz mi, lepiej będzie jak ty rzucisz broń i otworzysz nam wszystkie cele. - dodał, unosząc wysoko brwi. I no cóż. Nie miał zamiaru długo z nim pertraktować, bo czas im się kończył i nie było czasu na pogaduchy. Będą musieli się go jakoś pozbyć, a wtedy już niech się dzieje wola nieba.

Christian Wilson - 2018-05-12, 20:22

Spokojnie poczekałem aż mężczyzna, który zapracował się skończy i pójdzie do swojego domu. Przecież nie powinno go tutaj być, zresztą jak mnie. Jednak wykonywałem swoją pracę przykładnie by nie mieli do mnie żadnego ,,ale". Kiedy w końcu laborant zebrał swoje rzeczy i skierował się do wyjścia ja wróciłem do swoich obowiązków. Rzeczywiście spodziewałem się, że to będzie jak każdy innych i niczym wyróżniający się dzień. Od czytałem ostatnią wiadomość ale nie odpowiadałem im, bo pewnie to był zwykły błąd albo sobie jaja robią. Chociaż zapaliło się tam gdzieś głęboko światełko alarmujące. Jednak przypadku ptaka i brudnych kamer zepchnąłem je głębiej swój umysł. Po prostu ruszyłem korytarzem aby wróć do przerwanych czynność. Gdy nagle oślepił mi dziwny blask światła, przez które przymrużyłem oczy i spojrzałem w dół.
- Co jest... - powiedziałem do siebie widząc błoto. Na wszelki wypadek wyciągnąłem broń wolałem na niej polegać niż na swojej mocy i skierowałem się śladami piasku i błota na podłodze do bloku X. W którym jeszcze nie tak dawno byłem... Szedłem powoli i ostrożnie uważając przy każdym przejść na drzwi. Już na schodach słyszałem głosy...

Fay Murphy - 2018-05-12, 20:52

Cholera, cholera, cholera. Gdy doleciała na miejsce, nie zobaczyła niczego, co mogłoby pomóc chłopakom wydostać się z tej sytuacji. Żadnego wyjścia, klapy, drzwi, budki, włazu... niczego.
Tak, miała dwa wyjścia, albo szukać dalej, albo wracać i informować o tym, jak bardzo dogs budzi się do życia. Na tą chwilę to pierwsze wydawało jej się ważniejsze, ale... skoro blok x znajdował się na niższym poziomie, to chyba nawet po zniżeniu lotu powinna móc widzieć to, co dzieje się na placu, tak? Kontrolować dwie rzeczy jednocześnie.
Zaklęła pod nosem słysząc głos Ronniego, szybko orientując się, do kogo mógł zostać skierowany. Czyli jacyś dogsi byli już na miejscu.
Klapa, o której wcześniej mówili mogła być im jedynym wyjściem, więc zniżyła lot, chcąc znaleźć właśnie jej wyjście na zewnątrz. Chyba tylko tyle mogła zrobić dla nich w tym momencie. Pomóc się im wydostać i podjechać pod nich, jeśli już byliby na zewnątrz. Do tego czasu byli zdani na siebie.
- Wciąż szukam, ale... nie wiem, na razie nic nie widzę, przepraszam - powiedziała do słuchawki.

Aaron Bartowski - 2018-05-13, 00:57

I się działo, ale nie tam, gdzie tego oczekiwałem. Myślałem, że ktoś będzie stał za kratą, wyłoni się zza jakiegoś zakrętu albo coś, ale to nie tak, nie tam. Za naszymi plecami. Całkowicie przypadkiem, może szczęśliwie, może nie, ale nie staliśmy już w miejscu, gdzie teraz stał jebany dogs, ukrywający za swoimi plecami jakąś laskę. Nie to jednak było najważniejsze. Dzierżył w dłoni broń, której lufa była wycelowana we mnie (?), drugą kierował ku – zapewne czerwonemu – przyciskowi. Jedno gorsze od drugiego, ale jakimś dziwnym trafem poczułem się lepiej. Poczułem, że żyję i że nie chcę umierać, ale głównie to, że żyję.
Uniosłem ręce. Nie miałem za bardzo wyboru. Zapalniczkę schowałem do kieszeni, broń skrywałem pewnie gdzieś z tyłu pod bluzą, a by typka staranować musiałbym przebiec kawałek korytarza. Kulka w łeb nim zdążyłbym zrobić dwa kroki.
Uradowało mnie to, że Ronnie zaczął się wymądrzać w kierunku typka, jawnie mu grożąc. Mogłem cicho chrząknąć w kierunku Andy’ego: Andy i uświadomić mu, że właśnie mógł się pobawić, skoro tak bardzo marzyło mu się lanie dupsk dogsów. Tak, to był odpowiedni moment. Ewentualnie Leon pewnie chuchnąłby nieco na niego…? W razie czego ochraniałem kumpli sobą, bo mieli mniej ograniczone moce. Mieli okazję – przynajmniej w moim mniemaniu – siać spustoszenie na chillu, bez potrzeby używania zapalniczki.
Nie próbowałem wyciągać na szybkości broni, bo ani ze mnie strzelec wyborowy, ani kowboj. Szkoda, bo teraz bym pewnie nieźle zaimponował przed chłopakami, a tak stałem i poniekąd rozkazywałem.
A gdzieś tam, pomiędzy słowami Ronniego, zapewne szepnąłem do Fay: Spokojnie, by się nie łamała. I nie przepraszała. Dawać mieliśmy z siebie wszyscy tyle, ile mogliśmy.

Shivali Nyberg - 2018-05-13, 02:55

Ostatni tydzień był naprawdę ciężki i to nie dlatego, że Shivali została złapana - chodziło o to, że chyba ciągle nie mogła się do końca pozbierać po śmierci Lizzy. Potrzebowała czasu i spokoju, a cele DOGS to stanowczo nie było miejsce, gdzie mogła je znaleźć. Zwłaszcza, że cały czas miała świadomość jak okropne rzeczy musiały dziać się tuż pod jej nosem, a ona nawet nie mogła nic z tym zrobić. Była Szwedką, była tutaj zupełnie bezpieczna... ale to nie dotyczyło innych mutantów, o których nie walczył ich rząd.. Ludzie pozwalali na takie rzeczy, tuż pod swoimi nosami tylko przez to, że ktoś był inny. To było okropne. To było obrzydliwe. A jedyne, co mogła zrobić Shivali, to postarać się zapamiętać jak najwięcej szczegółów, które będzie mogła przekazać dalej.
Dziewczyna miała z powrotem wrócić do swojej celi, Odprowadzał ją Paul Jenkins, ktoś stanowczo zbyt dobry, żeby pracować w tym miejscu, kiedy stało się coś, czego absolutnie nikt się nie spodziewał. Shivali nie miała najmniejszego pojęcia kim byli ci mężczyźni ani czego chcieli, a przynajmniej nie dopóki nie rozpoznała jednego z mężczyzn. Był mutantem, pomogła mu na marszu. Skoro on był mutantem, to pewnie to samo dotyczyło pozostałej trójki. Czyli wcale nie potrzebowali broni, żeby zrobić coś Paulowi, a ona przecież nie mogła na to pozwolić. Tu nawet nie chodziło o to, ile mu właściwie zawdzięczała. Tamten gigantyczny mężczyzna mówił jasno: jeśli coś pójdzie nie tak, mieli zamiar ich zabić. Przygryzłą wnętrze policzka. Nie mogła panikować. Przesunęła się na bok i nieco do przodu, tak żeby to ją widzieli i żeby zwrócili właśnie na nią uwagę. Była tylko nieuzbrojoną dziewczyną, nie powinni jej zastrzelić, prawda?
- Niech wszyscy się uspokoją - zaczęła, powoli unosząc ręce do góry. Chyba pomimo tego jak bardzo starała się epatować spokojem, było po niej słychać, jak była zdenerwowana, nie mogła zapanować nad akcentem. - Jestem jedną z was, on - zerknęła na Leona - potwierdzi. Nie chcecie tego. Kiedy poleje się krew, wszystko zacznie się stawać coraz gorsze.
Szczerze powiedziawszy nie miała najmniejszego pojęcia co jeśli jakimś cudem ich przekona. Przecież nie mogła też pozwolić, żeby DOGS ich złapało i jeśli chcieli uwolnić tych wszystkich biedaków z innych cel - świetnie. Ona po prostu nie mogła pozwolić, żeby ktoś zginął.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group