Już chciałam odpowiedzieć cioci Cassandrze, żeby sama poszła - w końcu ja tu miałam tyle ciekawych rzeczy do zobaczenia! Samotność też nie stanowiła dla mnie problemu - w końcu zawsze miałam przy sobie mojego opiekuna. Nie wiedziałam jeszcze jednak, jak bardzo mogę tego kiedyś pożałować...
Widziałam strzał i krew, która roztrysnęła się po scenie i osobach będących tuż przy tym dziwnym panu. Widziałam, jak ten pan zmienia się w dziwną bestię, które widziałam we własnych koszmarach...
To była chwila, gdy ogarnął mnie ścisk w gardle. Podniosłam swoje ręce i ścisnęłam nimi głowę, gdy z moich ust wydarł się krzyk przerażenia. Na moje nieszczęście - moje własne emocje często przejmowały nade mną kontrolę. Tak też się stało tym razem.
Straciłam panowanie nad sobą i swoją mocą...
To były ułamki sekund, gdy moja moc dawała coraz bardziej o sobie znać. Mój krzyk był coraz głośniejszy i nie dochodziło do mnie już nic z tego, co działo się wokół. Wszelkie osoby, które znajdywały się blisko mnie, momentalnie zostały odsunięte. Nie minęła też chwila, gdy mój opiekun sam znalazł sobie osobę winną, za to wszystko. W końcu zakrwawiony facet na środku sceny jest idealnym agresorem, prawda?
Ostatni krzyk wydobył się z mojego gardła, gdy moja moc zareagowała dużo agresywniej, odrzucając polityka z dużą siłą ze sceny...Shivali Nyberg - 2018-03-02, 16:58 Shiv właściwie nie za bardzo widziała, co się dzieje na scenie, zobaczyła nagłe, dziwne poruszenie w tłumie, narastającą panikę, a zaraz potem jakieś przerażenie, równocześnie obce i naturalne. Dziewczyna potrzebowała ułamku sekundy, żeby zorientować się o co - a raczej o kogo - chodziło. Lizzie. Coś się jej stało, była zagrożona. Niewiele myśląc, przeniosła się do niej swoją świadomością. Dla postronnych obserwatorów wyglądała, jakby po prostu zamarła z przerażenia albo będąc w tak głębokim szoku. Bo raczej ciężko byłoby uwierzyć, że w tym momencie się o czymś zamyśliła.
/łubudubu mentalna teleportacja/
Lizzie nie mogła być daleko od ciała Shivali, szwedka zbyt wyraźnie wszystko czuła. Potrzebowała chwili, żeby zorientować się co się dzieje. Lizzie trzymała się za głowę, krzyczała. Coś jej się stało? Nie, Shiv nie czuła bólu, tylko pierwotne, czyste przerażenie. Nie mogła się nim przejmować, nie teraz, nie w tym momencie, zwłaszcza że to nie było jej uczucie. Nie było wokół nich ludzi, coś - ktoś? - ich odsunął. To musiała być moc Lizzie. Niedobrze. Na całym terenie marszu miała kręcić się policja i jednostki DOGS. Nie minie dużo czasu, zanim się nią zainteresują i ją złapią. Nie mogła na to pozwolić.
Jak przez mgłę zorientowała się, że Lizzie czymś znowu rzuca, ale to było gdzieś dalej, Shivali nawet nie widziała gdzie. Szybko kucnęła przy dziewczynce i chwyciła ją za ramiona.
- Lizzie, słonko, spójrz na mnie! Wszystko w porządku, jesteś bezpieczna! Nikt cię nie skrzywdzi. - Starała się przekazać dziewczynce jak najwięcej spokoju i opanowania. Nie była pewna czy właściwie tak potrafi, ale skoro nieświadomie dzieliła się swoimi emocjami, to może uda jej się to zrobić celowo? - Kochanie, wiem że to jest trudne, ale posłuchaj mnie. Musimy stąd iść. Pamiętasz jak byłaś u mnie w mieszkaniu? Tym razem mam Zwierzogród. Możemy przez cały dzień jeść ciastka, jeśli tylko chcesz, tylko proszę, chodźmy już stąd - wyciągnęła rękę w geście zaproszenia i jeśli tylko mała by się zgodziła, miała zamiar pomóc jej przecisnąć się przez tłum. W końcu jej tam fizycznie nie było, mogła sprawdzić trasę, poza tym miała dodatkowe cztery pary oczu - jedne własne przy stoisku z herbatą, drugie Victorii, gdzieś w tłumie.Seth Ambrose - 2018-03-02, 21:55 Niestety, ale nie wszystko szło z godnie z pomysłami Setha. Mężczyzna pomimo lekkich oporów w postaci swej sekretarki nie tracił pogody ducha. Czuł, że owy dzień będzie należał do jego najlepszych, bowiem tuż na wyciągnięcie przysłowiowej ręki miał mutanty. Te okropne wybryki natury wydawały się wołać w jego stronę. Z owego podniecenia na jego umięśnionych przedramionach można było dostrzec gęsią skórkę. Ambrose pomimo tego musiał coś powiedzieć swojej asystentce. Nie byłby sobą, gdyby nie dorzucił przysłowiowych trzech groszy. Przecież widać, że nie był to jej dzień, ale czy interesowało to przywódcę D.O.G.S ? Oczywiście, że nie. Zośka była w pracy i musiała wiedzieć, że to ważny dzień. Zawód miłosny? Będzie ich miała jeszcze sporo w życiu. Może dostała okres? A to pech... Seth Spokojnym krokiem podszedł do siedzącej na krześle kobiety. Jedną dłonią oparł się o górną część przedmiotu, natomiast swoją nominalnie mocniejszą prawą dłonią sięgną po krótkofalówkę. Zanim jednak z niej skorzystał postanowił zagadać do Zośki.
- Zosiu, Zosiu. Wybrałaś sobie nie najlepszy dzień na fochy czy brak formy. Prosiłem Cię, abyś nawiązała kontakt z naszą policjantką. Chciałem abyś z nią porozmawiała, lecz nie uczyniłaś tego. Masz szczęście młoda, że mam dobry humor, inaczej na pewno nie rozmawiałbym z Tobą w takim tonie. Mam nadzieję, że ogarniesz swoje cztery litery. Wracając jednak do obserwacji. Zobaczyłaś coś ciekawego. Proszę tylko nie powiedz, że nic nie zobaczyłaś bo na bank Ci nie uwierzę. Wy, kobiety jesteście świetnymi łowcami okazji w galeriach czy kanałach z telezakupami. Ten dar musi tutaj się ukazać. - powiedział do swojej rozmówczyni z lekką ironią w swoim męskim głosie. Następnie po wysłuchaniu jej oddalił się na swoje krzesło, po czym w pozycji już siedzącej zakomunikował przez krótkofalówkę.
- Tutaj Seth Ambrose. Przywódca D.O.G.S. Bardzo zaimponowałaś mi Panno Amy Vandom. Ta spostrzegawczość i szybkość działania. Do pozazdroszczenia. Chciałbym Panią w swojej organizacji. Nie mniej jednak mam taki sam cel jak wasz. Pragnę zapewnić tutejszym mieszkańcom i osobą piorącym udział w marszu bezpieczeństwo. Proszę o opinię z zewnątrz. Czy wszystko jest pod kontrolą? - zapytał się, po czym w spokoju czekał na odpowiedź. Miał ogromną nadzieję, że udawanie miłego typa wychodzi mu co raz lepiej i co najważniejsze wiarygodniej. W międzyczasie Setk wyjął swój telefon.
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Victoria Johnson - 2018-03-02, 22:08 Druga para oczu Shivali patrzyła z niedowierzaniem na scenę. W jednej chwili po prostu dwoje polityków kłóciło się ze sobą, "debatowali", phi!, a w drugiej jeden z nich runął na wznak, zbroczony krwią. I wtedy maska opadła. Victorię zmroził zimny dreszcz, a tłum zawrzał, zaczęły się krzyki paniki, przepychanki, popłoch.Ktoś wzywał Boga. Tylko, że Bóg niewiele mógł tutaj pomóc... Tori widziała obrazek na scenie tylko przez chwilę, bo moment później, ktoś ją popchnął i generalnie trudno było ustać na miejscu w tłumie, który żył. Ale to co zobaczyła... Przeciwnik, który tak kwieciście wypowiadał się o złu jakim są mutanci... sam był jednym z nich? Nie tego się spodziewała. I zabójca zapewne też nie... Chyba, że zabójca to wiedział i chciał coś pokazać ludziom? Że nawet wśród ich szeregów ukrywają się potwory? - Johnson myślała o tym wszystkim i dała się porwać tłumowi. Miała do wyboru albo to, albo zostać pospychana i poobijana, chcąc zostać w miejscu.Amy Vandom - 2018-03-03, 08:00 Że co proszę? Oburzenie we mnie wzrastało. Po pierwsze dlatego, że pakowali się w to D.O.G.Si, a po drugie, że mieli tyle cholernych uprawnień. Boże, żeby nasza policja nie miała nic do gadania odnośnie bezpieczeństwa ludzi?! To jest jawna niesprawiedliwość.
- Jaja sobie robicie. - stwierdziłam sama do siebie pod nosem. Jeszcze ci debile mieli czelność ukrywać się w ciężarówkach. Nie chciałam może i zbytnio pakować się w ich sprawy, bo nie mają za dobrych opinii, a już tym bardziej nie u mnie. Nim jednak zdążyłam zareagować jakąś bardziej wredną odzywką nastała niewyobrażalna scena. Strzał padł prosto w jednego z typów na scenie. W tym momencie żałuję, że bardziej się nie przygotowałam do tego kto jest kim, jaki cel miał ten marsz i za co odpowiadają PIESKI. Wybuchła panika wśród ludzi. Nie żebym i ja spanikowała. Przeanalizowałam szybko skąd mógł nadejść strzał, ale najgorsze, że było tu multum miejsc, chociażby w budynku. Ciężko będzie samemu ścigać snajpera, z tego względu, że każdy zamachowiec po udanym ataku porzuca miejsce i ucieka. Precyzja i staranność.
- Strzelanina, jedna osoba nie żyje. Powtarzam, mamy zamach, jedna osoba nie żyje. Wezwijcie wsparcie - szmery, stuki i harmider. Chyba już wiedzieli o co chodzi. Kusiło mnie, by rzucić się w pogoń za typem ze spluwą, ale to nie pora na odgrywanie superbohatera, którym po prostu nie byłam. Zaczęłam się przedzierać w stronę sceny, po drodze pomagając staranowanym ludziom wstać z ziemi. Ale oczywiście, nawet tego nie można robić w spokoju, bo w krótkofalówce odezwał się nieznany mi dotąd głos. Ta, chciał mnie w swojej organizacji. Dobre sobie.
- Miło mi i nie miło. Macie swoje drony i nie wiecie co dzieje, jak się sytuacja ma? Oh jak mi przykro. Albo ruszycie dupy i pomożecie, albo dalej zajmujcie się zabawkami. Siedzenie w oddali od problemu nie jest tym czego sobie życzę przez resztę zycia - czyli innymi słowy spieprzaj dziadu, nie chcę do twojej bezsensownej organizacji, bo to ani miejsce ani czas na takie rozmowy, a po drugie... dla mnie liczy się każda ludzka istota. Czy to mutant czy człowiek, a dla nich pole ratowania żyć się zawęziło. Miałam w nosie, czy ludzie to słyszą, niech się poczują pewniej, z policją po tej samej stronie. Może i trochę za chamsko odpowiedziałam temu Seth'owi, ale sam się o to prosił. Miał nadzieję, że połechta moje ego? Że odwrócę się od swoich ideałów? Że nagle spojrzę inaczej na ludzi? Chociażby na tą małą dziewczynkę, która użyła swojej mocy, co było widoczne dla kogoś wtajemniczonego. Musiałam się do nich dostać, nim PIESKI ruszą tyłki i coś tej bezbronnej istotce zrobią.Ricky Roseberry - 2018-03-03, 09:21 Nigdy nie podejrzewałabym, że sprawy mogą potoczyć się w ten a nie inny sposób. Debata, strzał, krew, potwór. Tak, a to miał być zwykły dzień, w którym miałam w planach porozmawiać z Sami. Teraz te plany musiałam odłożyć. I to na najdalszy plan ze względu na to co się dzieję.
Tłum ludzi krzyczy i panikuje, uciekają jak najdalej. W sumie się nie dziwię. Niestety nie tylko na scenie działo się źle.
Przed sceną stała mała dziewczynka, która krzyczała. Już chyba wszyscy, którzy tam byli zauważyli, że była mutantem, a to sprowadzi na nas jeszcze większe kłopoty. Nie zważając na nic odsunęłam się najdalej jak to było możliwe idąc z tłumem. Dobra może i nie byłam panikarą, ale takie sprawy nie wróżyły nic kurwa dobrego. Jeszcze nie pora na to, żebym się udzielała. Tłum biegał, a ja zachowywałam spokój to też nie było normalne i wiedziałam, że mogę przez to zwrócić na siebie uwagę, ale nie obchodziło mnie o w tym momencie. Idąc przed siebie rozglądałam się jak to było możliwe za Samanthą. W tym momencie obchodziło mnie czy ona jest cała, a nie to co działo się już daleko za moimi plecami.
W tym momencie chciałabym stąd uciec, ale wiedziałam, że mogę być potrzebna. Jako łowca będę musiała pomóc innym. Czekałam na dalszy ciąg wydarzeń przy budynku na przeciwko sceny. Najdalej jak to było możliwe i zastanawiałam się nad tym kto mógł strzelić i skąd. Czy strzeli jeszcze raz? I jeśli tak to w kogo?Lucas Hope - 2018-03-03, 10:25 Nadal szukałem jakiegoś sklepu jednak kątem oka zauważyłem jak Shivali daje komuś dwie herbaty. Ruszyłem w tamtym kierunku chcąc się dowiedzieć dla kogo była ta druga. Wtedy jednak ktoś zastrzelił Jamesa Haywella. Na widok krwi wypływającej z coraz zimniejszego ciała skrzywiłem się a moje ciało przeszył nieprzyjemny dreszcz. Takie widoki nie były dla mnie. Kiedy jednak gościu się przemienił skrzywiłem się obrzydzony. Był jednym z nas! Więc dlaczego tak nas potępiał? Nie rozumiałem tego i naprawdę nie miałem zamiaru nawet próbować tego zrozumieć. Spojrzałem na tłum a po chwili do moich uszu dotarł wysoki pisk. Ruszyłem w tamtym kierunku chcąc sprawdzić co się stało. Tłum wpadł w panikę a to mogło być niebezpieczne. W pewnym momencie wyciągnąłem telefon po czym odblokowałem go. Napisałem do swojego agenta. Wiadomość brzmiała "Na marszu są problemy. Jedna osoba nie żyje. Przyjedź lub wyślij kogoś po mnie" Było to lepsze niż dzwonienie po taksówkę kiedy tłum tak hałasował. Jeśli odczyta wiadomość będzie wspaniale. Rozglądałem się po tłumie chcąc sprawdzić czy nikt przypadkiem nie potrzebuje pomocy.Samantha Bartowski - 2018-03-03, 10:52 Wzięłam ostatni głęboki wdech. Chciałam przejść z tyłów sceny na przód, dołączyć do tłumu, jednak mój zamiar został szybko przerwany przez ten jeden strzał i krew, którą byłam w stanie zauważyć nawet z miejsca, w którym się znajdowałam. Mimowolnie mój umysł ogarnęły wspomnienia z polany, gdzie sama zostałam postrzelona. Spanikowałam, tego byłam pewna i zachwiałam się na własnych nogach. Co robić? Co kurwa robić?!
Słyszałam szmery, widziałam panikę ludzi. Nie minęła też chwila, gdy usłyszałam kolejny huk i zobaczyłam, jak drugi z mówców odbija się od tylnej ściany sceny... Kurwa, coś tu było nie tak. Nie byłam w stanie zauważyć, kto jest sprawcą tego dodatkowego zamieszania. Wiedziałam jednak, że teraz nie mam szans dołączyć do tłumu, nie w moim stanie. Prędzej zostanę staranowana i zdeptana, niż się stąd wydostanę. Musiałam zostać tu, gdzie stałam. Nie miałam lepszej opcji, by uniknąć kłopotów. Przygotowywałam się na najgorsze...
Zacisnęłam swoje wargi, dociskając swoje ciało do ścian ciężarówki na tyle, na ile było to możliwe. Teraz miałam tylko nadzieję, że za tym wszystkim nie stoi GC, bo już raz na własnej skórze przekonałam się, jak bardzo są nieobliczalni i jak bardzo dążą do swego celu... Po trupach...Zoella Oaks - 2018-03-03, 15:20 Bardzo starannie udawałam, że coś robię, no bo przecież nie mogłam pokazać po sobie, że staram się bojkotować D.O.G.S. jak najbardziej mogę. Wcale nie chciałam zostać ich szczurem doświadczalnym, więc walczyłam ze sobą, by nie wykonywać poleceń Setha, albo inaczej - żeby je wykonywać, ale tak niepoprawnie, jak tylko potrafiłam... W końcu i tak nic ciekawego się nie działo, prawda?
No cóż, do czasu.
Usłyszałam strzał i skierowałam drony na scenę, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu zauważając, że jeden z polityków, przywóca GC runął jak długi, martwy i do tego był mutantem!
- O mój boże. - szepnęłam, przerażona tym widokiem. Śmierć... to coś tak okropnego... Co prawda prezes GC, jak to prezes GC... Nie popierałam jego działań, to co robili było straszne, ale nigdy nikomu nie życzyłam śmierci... Zaczęłam trząść się z przerażenia, w momencie, gdy Ambrose podszedł do mnie, zwracając mi uwagę w zaskakująco uprzejmy sposób. Spojrzałam na niego oczami pełnymi przerażenia przez to, co się stało.
- Haywell nie żyje. - powiedziałam przerażona, przysuwając do niego jeden z monitorów, by mógl wyraźnie zobaczyć martwego człowieka, a raczej mutanta, którego właśnie nagrywały drony. To było przerażające... Nie umiałam się otrząsnąć, już przestałam go słuchać, choć widziałam, że coś tam gada do krótkofalówki. Spoglądałam tylko w monitor, patrząc na scenę, aż w pewnym momencie... ze sceny zepchnięty został kolejny polityk, a z moich ust wyrwał się krótki krzyk. Co jest, do kurwy? Czemu ktos to robił? Ja... ja nie mogłam ich zabić... nie mogłam nikogo skrzywdzić, a wiedziałam, że pewnie zaraz dostanę takie polecenie...
- Seth... Coś się dzieje... - szepnęłam zdenerwowana - Ktoś zaatakował tego drugiego polityka. - mruknęłam nerwowo, przeszukując dronami plac, by zauważyć winnego całej tej sytuacji.
Słyszałam o czym Seth rozmawiał z Amy i tylko rzuciłam na niego wzrokiem. Jeśli ja pójdę do niej pierwsza... może udam, że mi uciekła i nie bęziemy mogli jej porwać?
- Ja mogę do niej pójść. Powiedz jej, że im pomogę, tylko niech powie gdzie jest. - powiedziałam, patrząc mu w oczy i wstając z krzesła. Gdzieś tam tylko sprawdziłam, czy mam broń w kurtce i czekałam na polecenia.Alison Blake - 2018-03-03, 16:02 Jak tylko Sammie skończyła przemawiać Alison straciła zainteresowanie tym co dzieje się na scenie, jej ochota przebywania w tłumie spadła poniżej zeraz wobec czgoe po prostu starała się z niego wydostać, nie raz szturchając innych, ale nie miała po prostu cierpliwości do tego by czekać w nieskończoność aż ktoś przejdzie. Wydawać by się mogło, że już nic ciekawego się nie wydarzy kiedy no właśnie padły strzały, po których jedna z grubych ryb padła martwa. Nawet u Alison spowodowało to uniesnienie brwi do góry. Zaczęła się rozglądac czy pada więcej strzałów czy tylko te, czy drony również są wyposażone w broń, a jeżeli nie to pochylając się nieco by jednak kulką nie dostać kontynuowała swocje wychodzenie z tłumy. Wiedziała, że nie ma szans by przecisnąć się teraz w drugą stronę do Sammie, zresztą miała nadzieję, że jest ona bezpieczniejsza, tam za kulisami. Roglądała się też w poszukiwaniu innych znanych jej twarzy mutantów. Jeżeli znalazła kogoś błądząc wzrokiem po twarzach innych to zapewne do niego lub niej dobiła, wiedząc, że w najgorszym razie jej lód może stanowić dobrą osłonę. Jeżeli nie to po ptostu kontynuowała to co robiła wcześniej czyli zmierzanie w stronę wyjścia.Louanne Marie - Henning - 2018-03-03, 16:30 Postrzelenie Haywella nie zaskoczyła panny Henning. Spodziewała się wiedziała, że ten dzień musi nastąpić kiedy ta zdradziecka świnia zginie. W końcu jak śmiał uchodzić za jednego za nas jak był kreaturą. Teraz wszyscy zobaczyli jego prawdziwe oblicze. Jego i jemu podobnym, bo wszyscy byli potworami. Nie zasługiwali na to by chodzi z ludźmi po tej samej ziemi. Jednak tej chwili od śmierć Haywella bardziej interesowało Lou zamieszani pod sceną. Które wywoła mała dziewczynka. Wystarczyło jedno spojrzenie, by domyśleć się, że ta mała jest mutantem.
Co prawda Lou chciała wywołać zamieszanie, by Bill mógł uciec z miejsca. Jednak teraz wiedziała, że musi te małą pojmać. Nikt jej w tym nie przeszkodzi. Puki nie ma nowego przywódcy GC to ona jako jego zastępca musi zająć jego miejsca. Do czasu wybrania nowego. Na tą chwilę wiedziała, że ta mała może jej się przydać. Dlatego skierowała się w jej stronę. Uważnie obserwując otoczenie dziewczynki spodziewała się, że mogą znaleźć się jacyś bohaterowie bądź rodzice małej. Którzy będą chcieli jej przeszkodzić jej porwaniu tego dziecka.Cassandra Gardner - 2018-03-03, 20:52 W momencie, w którym - z bliżej dla niej nieokreślonego kierunku, choć gdyby głębiej o tym pomyślała, mogłaby się założyć, że chodziło o wyższe z pięter budynków za nią; prawie zawsze tak było - padły strzały, nadal spoglądała na małą Lizzy, gotowa otworzyć usta, by powiedzieć coś jeszcze. I zrobiła to... Jej wargi mimowolnie się poruszyły, jednak spomiędzy nich nie wydostał się żaden, ani jeden najcichszy dźwięk.
Nie, wbrew pozorom, wcale nie zamarła. Nie była przerażona i nie ogarnęła jej panika, bo nie powinna. Teoretycznie Cassandra miała przecież doświadczenie w radzeniu sobie z podobnymi sytuacjami. W swoim średnio długim życiu wielokrotnie zdarzyło jej się znaleźć w okolicznościach podobnych do tych, a nawet znacznie, znacznie gorszych. Parę razy prawie dosłownie trafiła na linię ognia, a w młodości otrzymała nawet kulkę wymierzoną po to, by zabić.
Nie mogła też powiedzieć, że taki a nie inny obrót sprawy był specjalnie zaskakujący. Nie dla niej - rzekomej realistki o coraz większej skłonności do czarnowidztwa. Oczywiście, gdzieś tam w głębi serca miała nadzieję, że wszystko odbędzie się spokojnie. W końcu zabrała ze sobą dziecko - pięcioletnią dziewczynkę, której nie powinien - i nie miał, obiecała to sobie - spaść ani jeden włos z głowy. Cass nie miała jednak czasu, by pluć sobie w brodę za własną nieodpowiedzialność, gdyż wszystko działo się szybko, dokładnie tak jak przy znacznej większości takich zdarzeń.
Dostrzegając i wręcz czując rosnącą panikę tłumu, rzuciła tylko szybkie spojrzenie na scenę, chcąc po tym zwyczajnie złapać Lizzy w ramiona i spróbować... Nie, wcale nie wydostać się z resztą tłumu. Napór ludzi mógł okazać się zbyt silny, panika zbyt nieokiełznana, a posunięcia instynktowne i zwyczajnie groźne. Co tu wiele mówić, Gardner nie była zbyt potężną kobietą, a kopnięcia i uderzenia łokci na nic nie miały jej się przydać. Poza tym nie chodziło tu przecież wyłącznie o jej życie...
Prawdę mówiąc, nie spodziewała się jednak, że to nie tylko tłum czy strzelec - a może strzelcy - okażą się zagrożeniem. Z chwilą, z którą dostrzegła jednak napad paniki Elizabeth, dostrzegła, jak bardzo się przy tym myliła. I to właśnie w tym momencie straciła znaczną część swojego chłodnego opanowania, na moment zastygając, nim nie przyskoczyła do małej - słusznie czy nie - usiłując skupić na sobie jej uwagę, może nawet dotknąć ramienia dziewczynki, jeśli ta dałaby jej zrobić.
- Lizzy... Kochanie... Lizzy... Cśś... Chodź do mnie... Wszystko będzie w porządku... Lizzy... Ćśś... - Choć brzmiało to jak trochę bardziej wyrazisty mamrot, naprawdę starała się przyciągnąć uwagę Addams, jednocześnie próbując jakoś osłonić ją przed ewentualnym zewnętrznym zagrożeniem. Czy to przed strzelcem, czy to przed tłumem. Choćby własną piersią. W końcu to ona je w to władowała.Mistrz Gry - 2018-03-03, 22:07 Sytuacja na marszu robiła się coraz bardziej tragiczna. Już nie tylko (już) martwy prezes Genetically Clean był ofiarą tego zamieszania, ale również polityk, Smith, który po uderzeniu o tył sceny, spadł z niej nieszczęśliwie, uderzając o kant jednego z głośników. Jego głowa została rozbita, i bez szybkiej reakcji, na którą w obecnym momencie nie ma zbyt wielkich szans – nie będzie w stanie tego przeżyć. Co jednak było najgorsze – agresorem w tym wypadku okazała się mała Lizzy, która straciła panowanie nad własną mocą. Wszystkie osoby, które do tej pory znajdywały się pod sceną, zostały momentalnie odsunięte od dziewczynki, robiąc z niej czysty cel. Łatwą ofiarę...
Odsunąć się od sceny w tym momencie próbowała Ricky, która z desperacją rozglądała się za swoją miłością. Zapewne, jeśli zdecyduje się ruszyć na tyły ciężarówki, będzie w stanie ją odnaleźć.
Inni plan jednak miała Alison, która w czasie swojej ucieczki z centrum wydarzeń, starała się dopatrzeć znajomych twarzy, wśród których mogła dostrzec właśnie panienkę Roseberry, małą Lizzy, która od jakiegoś czasu kręciła się po korytarzach bractwa, oraz Cassandrę, która często temu dziecku towarzyszyła.
Na tyłach sceny ukrywała się Samantha, która w obecnej sytuacji wydawała się najlepiej ukryta. Niestety, stres który ją ogarnął, spowodował duży spadek jej opanowania – trauma spowodowana wydarzeniami z polany zbierała teraz swoje żniwo.
Cassandra w tym czasie próbowała doskoczyć do małej, ignorując napierający na nią tłum, by spróbować ją uspokoić...
Nasza policjantka w tym czasie próbowała pogodzić się z decyzjami rządu, na które – oczywiście - nie miała wpływu. Zachowała swoją pokerową twarz i spokój ducha, gdy wszyscy inni zaczęli panikować. Ale nie można się temu przecież dziwić – była wyszkoloną funkcjonariuszką prawa. Ruszyła też w kierunku największego zamieszania, spowodowanego przez dziecko, dość chłodno odpowiadając swojemu potencjalnemu pracodawcy.
W tym samym czasie Zoella uważnie obserwowała ekrany, oglądając kolejne makabryczne sceny. Zwróciła nawet na nie uwagę swemu dowódcy. Znalazła nawet w sobie na tyle dużo odwagi, by zaproponować ruszenie w teren. Ciekawe tylko, czy jej przełożony wyrazi na to zgodę?
Seth w tym czasie jednak zdawał się ignorować wszelkie nowe wydarzenia. Wciąż utrzymywał spokój, i widać – skupił się na swoim dotychczasowym zadaniu, kompletnie ignorując małą mutantkę spod sceny, która właśnie sprawiała problemy. Wezwał w tym czasie jedynie wsparcie, które zapewne dotrze tu w następnej akcji.
Nie minęła chwila, gdy zarówna reprezentanci D.O.G.S., jak i nasza kochana policja, usłyszała w swoich krótkofalówkach:
- Kurwa, co wy tam robicie?! Mutanci robią co chcą, a wy nie reagujecie?! Złapać tą małą kurwę! Albo unicestwić! Sprawia zagrożenie!
Tak, chyba wszystkie służby, które miały dziś sprawować opiekę nad całym marszem, zapomniały o swoich zadaniach. Powinni byli reagować na każdą formę agresji, nawet, jeśli była powodowana przez dziecko...
Wyręczyć ich w tym jednak chciała przedstawicielka GC, która w mgnieniu oka ruszyła ku dziewczynce. Znajdywała się teraz na tyle blisko niej, że jeżeli nikt nie zareaguje, nie będzie miała problemu, by ją stąd wyprowadzić.
Nasza anielica, Shivali, próbowała wyprowadzić dziewczynkę z tego stanu, podobnie do Cassandry. Mimo jednak wszelkich ich starań, dziewczynka i tak doprowadziła do wypadku, a nadużycie jej mocy spowodowało jej utratę świadomości. Dość drastycznie więc, hinduska trafiła z powrotem do swojego ciała. Ogarnął ją niezwykły strach i przygnębienie w tej samej chwili... Niestety, emocje, które towarzyszyły temu dziecku, nie chciały jej opuścić, przez co również straciła część swojego opanowania... Ponownie do przybranej cioci dziewczynki. Mogły jednak poczuć pewnego rodzaju ulgę, gdyż zanim to się stało, dziewczynka przestała krzyczeć i się uspokoiła. Szkoda jednak, że wykończenie okazało się zbyt wielkie...
W nieco większej odległości od centrum wydarzeń, wciąż znajdował się Lucas, który już miał nadzieję na ogrzanie się tą ciepłą herbatką, gdy krwawa jatka przeszkodziła mu w planach. Co więc miał nasz cudowny organizator w zanadrzu? Oczywiście, pomoc swojego agenta. Nie minęła chwila, gdy na jego telefon przyszła krótka odpowiedź:
- Już jadę, ale to nie wróży dobrze Twojemu PR.
Czy Lucas jednak weźmie to pod uwagę? Próbował rozejrzeć się po okolicy, w poszukiwaniu mutantów w opałach. Poza Shivali i tym biednym dzieckiem pod sceną, nie był jednak w stanie nikogo zauważyć...
Nie zapominajmy jednak o Victorii, która, by się chronić, ruszyła wraz z tłumem. Zważając, na jej obecne położenie, była to chyba najlepsza, możliwa decyzja. Jako jedyna ma szansę w następnej akcji na ucieczkę z miejsca zdarzenia.
Leon natomiast wybrał sobie paskudny moment, na dołączenie do całego wydarzenia. Był z dala od sceny i czuł, jak ludzie wciąż na niego napierają. Gdzieś daleko, w tłumie, mógł dostrzec kilka znajomych twarzy z bractwa. Czy jednak cokolwiek z tym zrobi?
________________________________________________ Samantha, Cassandra oraz Shivali tracą opanowanie, odpowiednie rzutom kostkom.
Billy nie skorzystał z okazji ucieczki - brak pozytywnych modyfikatorów w następnej akcji. Do eventu wciąż mogą dołączyć uczestnicy pochodu!
Postaci, które do tej pory nie dołączyły do tematu, przy wprowadzeniu postaci muszą brać pod uwagę poczynania osób przed nimi - muszą też się dostosować do wyznaczonej liczby akcji.
Postaci, które już biorą udział w evencie, a nie odpiszą do kolejnego udziału mistrza gry, otrzymają ujemny modyfikator do reakcji na rzeczy, które mogą ich dotyczyć.
Brak rzutu na użycie mocy przez Lizzy - miało to miejsce w jej poście
Rzuty:
Ricky Roseberry - 2018-03-03, 22:36 To co działo się teraz na marszu było po prostu masakrą nie wiedziałam na kogo patrzeć co robić, jedyne co przechodziło mi przez głowę była Sami. Wiedziałam dobrze, że dopiero co schodziła ze sceny więc musiała być w pobliżu ciężarówki, od której właśnie odeszłam. Szlak, muszę jej poszukać. Szybko jak na siebie przecisnęłam się przez tłum ludzi w stronę tłu sceny. Miałam nadzieję, że właśnie tam znajdę moją dziewczynę. Wiedziałam, że mogła nie chcieć mnie widzieć przez to że się do niej nie odzywałam od naszego ostatniego spotkania, ale nie obchodziło mnie to w tamtym momencie. Chciałam by była bezpieczna, a to akurat miałam w planach jej zapewnić. Krew, strzał, to nie wróżyło nic dobrego, a ta dziewczynka zwróciła na siebie uwagę. Nie miałam ochoty nawet próbować do niej podchodzić. Wiem, że jako łowca powinna to zrobić, ale to było za duże ryzyko. Wszyscy będący tutaj na marszu dobrze wiedzieli że jest mutantką, jeśli będę chciała jej pomóc stanę się również celem, a teraz potrzebuje zniknąć a nie się pojawiać.
Liczyła się teraz tylko jedna osoba. Kobieta, która ostatnio dużo przeszła, i teraz mogła mieć problemy z utrzymaniem swojego stanu skupienia. Tak. Wiedziałam co się wydarzyło na polanie, a pamiętając jak opowiadała mi o tym, a raczej omijając szczegóły wiedziałam, że jeszcze się z tym nie pogodziła, a to mogło okazać się problemem. Gdy już dotarłam na tył ciężarówki zauważyłam ją. Stała oparta o ścianę z zaciśniętymi wargami. Podeszłam do niej z zaciśniętymi pięśćmi, żeby za chwilę dotknąć jej ramienia.
- Sami? Wszystko w porządku? - zapytałam trochę głupio, ale mogłam się domyślać co teraz przeżywała. I nie była to miła wizja, wręcz odwrotnie.
- Niedaleko mam samochód najlepiej, by było gdybyśmy w tym momencie stąd zwiały. - powiedziałam myśląc dość racjonalnie, i rozglądając się którędy dałybyśmy radę odejść zważając na to że Sami nie mogła wchodzić w tłum panikujących ludzi, bo od razu by ją staranowali. Przeklinałam siebie za to, że nie stanęłam samochodem bliżej, ale teraz nie miałam na to wpływu i modliłam się jedynie, o to żeby nikomu się nie stała krzywda.Lucas Hope - 2018-03-03, 22:39 Przeczytałem esemesa i skrzywiłem się niezadowolony. Wiedziałem że to odrobinę popsuje mój wizerunek. Nie musiał mi tego uświadamiać. Jednak to znaczyło że się o mnie martwił więc jest dobrze. Podszedłem do małej dziewczynki która wcześniej krzyczała. Zauważyłem że jakaś dziewczyna idzie w stronę małej więc czym prędzej ruszyłem w stronę jej celu. Nie wyglądała na przyjaźnie nastawioną więc wolałem nie ryzykować że będzie chciała zrobić krzywdę temu dziecku. W pobliżu była jeszcze Shivali którą chciałem złapać za dłoń tak samo jak potem dziewczynkę i zaprowadzić je na bezpieczną odległość od tamtej kobiety. Po tym miałem zamiar zacząć cicho nucić by uspokoić nerwy Shivali, młodej oraz swoje bo wbrew wszystkiemu byłem roztrzęsiony. Chciałem już tylko jednego, by to wszystko się już skończyło oraz by mój agent wreszcie przyjechał. Miałem zamiar odstawić obie dziewczyny w bezpieczne miejsce. Z dala od strzałów, martwych ciał oraz członków organizacji przeciwnym mutantom.