To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Dawne biuro Bractwa - Szpitalik

Leon Hawthrone - 2018-04-20, 16:00

Z miejsca zauważył dystans i zmianę atmosfery, które nastąpiły po jego słowach. Uniósł lekko brwi w górę, nie kryjąc zaskoczenia.
- Tak. stawiam. sprawę.? - powtórzył za nią, kładąc nacisk na każde słowo z lekko zmarszczonymi brwiami. - Odkąd tu jestem, łudzę się nadzieją, że coś się zmieni, że nastąpi jakiś przełom i skończy się to całe ukrywanie się jak szczury w kanałach. - powiedział, nieco poirytowanym tonem. - To chyba normalne, że każdy chciałby żyć bez strachu, bez wiecznego oglądania się za siebie. - kontynuował, patrząc na nią nieco wojowniczo. - Chcesz tu zostać i czekać na zbawienie? - zapytał, może nieco opryskliwie, ale nie rozumiał jej toku myślenia. Brzmiała tak, jakby zrobił coś złego, a on miał po prostu dosyć przebywania w tej matni.
- Nie. - odpowiedział krótko, nieco spokojniejszym tonem, cicho. Spuścił wzrok na kołdrę, znowu czując dopadająca go bezsilność na wszystko wokół.

Fay Murphy - 2018-04-22, 14:10

To on, przepraszam bardzo, był zaskoczony? A Fay co miała powiedzieć na to, że jej przyjaciel najwyraźniej miał ją w dupie i chciał spieprzyć, nawet jej na to nie przygotowując? Bo niby kiedy miałaby się dowiedzieć, gdyby dzisiaj nie poruszyła tego tematu? Kiedy już udałoby mu się odnaleźć matkę i przyszedlby do obozu po rzeczy? Albo lepiej, przysłałby jej pocztówkę!
Cholera no, chyba zasługiwała na odrobinę więcej.
- A myślisz, że ja nie? Że do końca życia chcę mieszkać w drewnianym domku w lesie i być na celowniku za każdym razem, gdy go opuszczę? - spytała, kręcąc lekko głową, bo to co mówił, było aż nadto oczywiste. Cholera, on nadal nie rozumiał, o co jej chodziło - Oczywiście, że nie. Nie mam ci za złe, że chcesz wyjechać, tylko... nigdy nawet się słowem nie odezwałeś, że chcesz to zrobić - odparła, czując się nieco oszukana, że z takiego prostego faktu zrobił tajemnicę. Plus... cóż, trochę zabolało ją to, że wyszło na jaw, że jedynym, co go tu trzyma, jest jego matka. Zupełnie jakby... jakby poznali się wczoraj, a nie mieli za sobą trzech lat dobrej znajomości, która niekiedy wskazywała nawet na coś więcej.
- Chcesz, to mogę spróbować przyspieszyć twój wyjazd - odparła, nadal nieco naburmuszona, wzruszając lekko ramionami - Planowałam odwiedzić rodziców. Wiesz, gdzie pracuje moja matka, mogłaby spróbować się czegoś dowiedzieć o twojej - powiedziała, odwracając wzrok gdzieś w bok. Na razie nie było to nic pewnego, że pojedzie z powrotem do Seattle, jednak po ostatniej wycieczce tam, będąc bliżej domu niż kiedykolwiek, po prostu cholernie tęskniła. Teraz, gdy powiedziała to na głos, chciała pojechać tam jeszcze bardziej, porozmawiać z nimi pierwszy raz od kilku lat. Czas na zapytanie o sprawę Leona też by się znalazł.

Leon Hawthrone - 2018-04-22, 20:43

Fay była zaskoczona tym, że on był zaskoczony jej reakcją, co do tego, że ona nie wiedziała, że planuje się stąd wynieść, tak? Hawthrone uważał swój cel za zbyt oczywisty i po prostu... no sądził, że Murphy wie, o tym, a przynajmniej, że domyśla się, o co mu chodzi! No, ale najwyraźniej ich toki myślowe rozbiegały się od siebie w pewnym momencie. A poza tym, przecież nie odszedłby tak z dnia na dzień, na pierwszym miejscu była kwestia tego, czy w ogóle uda mu się uratować matkę... Dopiero potem zacząłby myśleć co dalej.
Spojrzał na nią takim zrezygnowanym/zmęczonym wzrokiem, chyba wiedząc do czego to prowadzi. Ughhh! Nie chciał się z nią kłócić! (wyjątkowo! :lol: )
- Dobra, może mój błąd, że nie pieję od rana do wieczora o moich rozterkach i problemach życiowych. - zaczął odrobinę ironicznie. - Ale wiesz, że zależy mi na tym, żeby odnaleźć matkę, a nie wiadomo w jakim może być stanie, o ile jeszcze... - w tym momencie trochę nerwowo obracając pionek w palcach. - Nie chciałbym, żeby tu została. - dodał jeszcze, czując się trochę zaatakowany. To nie tak, że po kryjomu sobie wszystko skrupulatnie planował, myśl o wyjeździe już od dawna siedziała w jego głowie i wydawało mu się to naturalne. No i przecież nie zostawiłby Murphy, ot tak! W gruncie rzeczy nie był taki oschły i oziębły, jakby się mogło wydawać i na swój pokręcony sposób zależało mu na kilku (!!!) ludziach, tak?
Wziął głęboki wdech na jej następne słowa.
- Przecież bym cię tu nie zostawił. - westchnął, patrząc na nią jak na osobę wolno obracającą informacjami (czyli tak jak zawsze XD).

Fay Murphy - 2018-04-23, 20:54

- Wsytarczyłoby, gdybyś robił to raz na miesiąc. To już byłoby coś - burknęła, krzyżując ramiona na wysokości piersi. Czasem naprawdę wkurzało ją to, jak bardzo trzeba było się namęczyć, żeby cokolwiek od niego wyciągnąć. A z kolei innego dnia rzucał rewelacjami ot tak, z rękawa, na prawo i lewo.
- Ona żyje, Leo. Na pewno. Nie zrobiła nic złego przed trafieniem tam, a wiesz, że takich traktują lepiej. A mutazyna... - zaczęła, jednak mimo chęci zawahała się na krótką chwilkę - Nie jest po niej tak źle, naprawdę. Da się wytrzymać - powiedziała, uśmiechając się słabo. Chciała mu dodać otuchy, po prostu. I mimo chwilowego zawieszenia i bolesnych wspomnień wcale nie kłamała - po mutazynie nie było tragicznie. To te tańsze podróbki były świństwem, po którym nie miało się siły i ochoty wstawać z łóżka. Fay do tej pory ma dziury w pamięci z okresów całych tygodni, nie mówiąc już o tym, że czucie w ręce nigdy jej nie wróciło. Mogła nią poruszać, miała nad nią kontrolę, a mimo to wydawało się jej, jakby wcale jej tam nie było. Paskudne uczucie, szczególnie na początku. A później? Kwestia przyzwyczajenia.
- Rozumiem - odparła w końcu, bo może rzeczywiście za ostro zareagowała? Czuła się nieco oszukana, ale czy mogła mieć pretensje o to, że ktoś planuje sobie jakąś przyszłość? Nawet jeśli ona tego za bardzo nie robiła?
- Ja z kolei nie mogę za bardzo wyjechać - bo i nawet gdzie? to tu byli wszyscy, których znała, a także jej rodzina. Nie mogłaby tak po prostu uciec.
- Ale już w porządku, zamknijmy temat. Zresztą... i tak będę musiała się zbierać. Mam jeszcze parę spraw do załatwienia. Najwyżej wpadnę wieczorem, albo jutro, jak wolisz. Dokończymy grę - uśmiechnęła się kątem ust, zerkając na planszę szachów, na której zrobili ledwie kilka ruchów.
Pograli jeszcze trochę, a potem Fay musiała wracać do swoich obowiązków.

//zt x2



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group