Bradley Grey - 2018-04-10, 21:53 Po dramatycznym wyjściu Matildy, Brad wywrócił jedynie oczami. Czyżby była przed okresem? A może miała gorszy dzień? Zwykle nie była tak przewrażliwiona na swoim punkcie. I chyba nie miała aż tak niskiej samooceny, żeby słowa Aarona odebrać jako prawdziwy przytyk i traktowanie przedmiotowo jako źródło mocy i uzdrawianie? Jako ochroniarz nie był od tego, żeby chronić poszczególne jednostki, ale ich bractwo jako całość. Nie zamierzał ingerować w wewnętrzne spory, dopóki nie przybrały niebezpiecznych obrotów. Póki nie widział takiej potrzeby, a tym bardziej nie miał rozkazu przywódcy nie ruszał się z miejsca. To chyba było logiczne i nie należało go za to karcić. Nie wiedział co się dzieje z Matildą, bo ich ostatnie spotkanie również było dość dziwne, ale na razie nie miał czasu, żeby się nad tym zastanawiać.
Wtedy zaczęła się mowa o lekach, co Brad jak najbardziej rozumiał. Musieli być gotowi na wszystko. Ale sanitariuszka faktycznie sama nie powinna iść, więc Brad podniósł nisko rękę zgłaszając się tym samym na ochotnika, by jej towarzyszyć w tej mini misji.
- Mogę ci pomóc. Chętnie się stąd wyrwę na moment - uśmiechnął się do Rocky delikatnie, po czym zerknął na Colleen czy uzyska jej aprobatę. Oczywiście nie opuściłby bractwa bez zgody przywódczyni.
Wywrócił oczami na słowa Aarona, ale nie dotykał go zgodnie z jego wolą. Zadziałałby gdyby zamierzał zostać, ale skoro sam zbierał się do wyjścia, to nie było sensu robić scen i wyrzucać go siłą, choć wiedział, że Leilah również była na to gotowa. Facet najwyraźniej nie wiedział co to jest rozkaz i chciał grać solową melodię. Droga wolna.
Gdy w końcu wyszedł, a Colleen stwierdziła, że ochroniarze powinni chronić wejścia, kiwnął głową i stanął pod drzwiami, gdyby mężczyźnie faktycznie przyszło do głowy jeszcze wrócić. W jego stanie różne pomysły mogły przyjść do głowy. W międzyczasie przepuszczał wychodzące osoby i czekał aż Colleen pozwoli mu odejść, choć najchętniej zostałby nieco dłużej, żeby z nią porozmawiać.William Hopper - 2018-04-11, 19:23 Szczerze mówiąc, Hopper na tym zebraniu głównie stał i starał się nikogo nie zamordować. Uwielbiał to profesjonalne zachowanie Bartowskiego czy Wallace, niewiarygodnie oczywiste i niewiarygodnie głupie komentarze Ricky Roseberry, ale najbardziej podobali mu się ludzie, którzy uznawali to spotkanie za dziecinadę i żeby podkreślić swoją wyższość demonstracyjnie i bardzo dojrzale wychodzili. Za to należała się jakaś odznaka ironii losu i przekroczenia horyzontu zdarzeń
absurdu i hipokryzji. Kiedy już się dotarło do tego poziomu nie można było powrócić do poziomu zwykłego śmiertelnika, trafiało się do alternatywnej rzeczywistości, gdzie takie zachowanie miało sens.
Cóż, Will nie miał zamiaru się nimi przejmować ani nawet zwracać na nich szczególnej uwagi. Większość osób już wyszła, ale to było w zasadzie dobrze, może przynajmniej w tym momencie uda się poprowadzić rozmowę na jakimkolwiek poziomie.
- To na pewno była wewnętrzna robota. Za kilka dni dowiemy się o paru awansach i zmianach na wysokich stanowiskach - odpowiedział. Jasne, nie było go tam, ale to było jedyne rozwiązanie, które miało sens. - I jasne, mając nagrania media mogą zwalić winę na mutantów, ale mogą zrobić to tak czy siak. W ten sposób mamy szanse ściągnąć winę z Bractwa, a przy okazji nakręcić nagonkę na GC. Może nawet nie będziemy musieli fizycznie walczyć, żeby ich zniszczyć.
A przecież ich zasoby nie były nieograniczone, nie mówiąc już o tym, że dobrze by było żeby ich mutanci nie skończyli ciężko ranni ani martwi. Proste cele, prawda? Szkoda tylko że nie były takie proste do wypełnienia jak do sformułowania. A on, z jakiegoś powodu, stał się za to współodpowiedzialny. On. Człowiek, który w dowolnym momencie mógł umrzeć i zostawić cały ten syf na pastwę losu.
- Mam namiary na tę kobietę która załatwiła Leviego i Fowlera. Jest politykiem, twarzą GC. Jeśli zdobędziemy na nią porządne dowody, możemy sporo zamieszać - dorzucił.
Właściwie, poza samą kwestią GC nie mieli już za dużo do ustalenia. Nie mieli swoich ludzi do uwolnienia, rodzin do powiadomienia, zagrożeń na które musieli bezpośrednio odpowiedzieć. Mogli tylko zrobić wszystko, żeby jak najmniej oberwali mutanci, a jak najbardziej GC... i urządzić pogrzeb. Ale to już nie była działka Hoppera.Rocky Roseberry - 2018-04-11, 21:43 Ignorowała zachowanie i słowa Aarona oraz innych osób, które zdecydowały się wyjść demonstracyjny sposób. Przecież spotkali się tutaj pogadać sprawie Bractwa i marszu, a nie rozpatrywać sprawy Colleen. Które nikogo nie interesowały, bo były wyłączoną sprawą dziewczyny. Rocky wiedziała doskonale, że Marie potrafi rozdzielić sprawy prywatne od tych zawodowych. Chyba Aaron powinien się od niej tego nauczyć. Zresztą pijanych ludzi należy ignorować i nie brać na poważnie. W 87% oni nie kontrolują swojego zachowania więc nie wart brać ich na poważnie. Chociaż też istnieje też powiedzenie, że ludzie po pijanemu mówią to co na trzeźwo myślą. Alkohol sprawia, że zapominamy o problemach oraz nie odczuwamy żadnych hamulców by powiedzieć coś czego możemy później żałować. To chyba tyle ile należało powiedzieć sprawie zachowania niektórych osób.
Może nie znała osobiście Leilah ale tej chwili była jej wdzięczna za wsparcie. Uważała, że zdrowie innych jest warte każdego ryzyka. Zwłaszcza, że w tym wypadku była pewna, że ryzyko jest minimalne. Już całkowicie kamień serca spadł jej kiedy Colleen wyraziła zgodę. Naprawdę się obawiała, że dziewczyna może się nie zgodzić. Bądź proponować wysłać kogoś innego. Kogoś kto na codzień zajmuje się zdobywaniem rzeczy dla Bractwa? Bądź uznać, że nie nadaję się do tego zadania. Niestety jak to bywa w życiu musiało pojawić się ,,ale". Co prawda Colleen zaproponowała wyłącznie, że było by najlepiej jednak zaraz się zgłosił Bradley.
- Dziękuje za zgodę - powiedziała, bo naprawdę jej na tym zależało, a nie wiadomo co przyniosą następne dni czy nie będzie kolejnych rannych. Nie mogła dopuść do sytuacji, że zabraknie im jakiegoś leku. - Colleen do Seattle oczywiście mogę pojechać z kimś jednak na spotkaniu wolałabym być sama. Znamy się się od kilku dobrych lat i wiem, że mogę mu zaufać jednak nie mam pojęcia jak zareaguje na obcą osobę. Po za tym nie sądzę by zagrażało by mi niebezpieczeństwo, bo nie jestem tak rozpoznawalnym jak ty czy niektórzy z Bractwa - zwróciła się do Colleen ufała swojemu przyjacielowi po za tym wiedziała, że może wystraszyć się jeśli przyjedzie z kimś. Dlatego wolała pójść sama, bo dostaje lekki spod lady. Co znaczy, że jej przyjaciel nie będzie chciał mieć świadków tego. Jednak nauczyła się w życiu, że lepiej iść na ustępstwa. Wtedy też zgłosił się Bradley. W sumie dobrze, że on, a nie ktoś inny. Z kim musiała by się męczyć...
- Jeśli Colleen nie ma nic przeciwko - w końcu to kobieta jest tutaj przywódcą więc lepiej będzie jak ona zdecyduje. Miała tylko nadzieję, że zrozumie ją i zgodzi się by na spotkaniu była sama. Jeśli nie i Brad z nią pojedzie to przekona jego. W końcu znali się nie od dzisi i miała szczera nadzieję, że on zrozumie.
Siostrze jedynie skinęła głową, bo przecież nie potrafiła się na nią gniewać. Jak to rodzice zawsze powtarzali miały tylko siebie. Więc jedynie skinęła jej na znak głowy, a następnie odprowadziła wzrokiem. Nie zamierzała jeszcze wychodzi, bo przecież spotkanie nie było zakończone. Nie była typem człowieka załatwiłam swoje i mogę wyjść. O to co nie? Wyjdzie jak spotkanie zostanie zakończone...Colleen Marie - 2018-04-11, 21:50 Nie rozumiałam. Naprawdę. Nie byłam w stanie pojąć, czemu wszyscy nagle mieli do mnie jakieś pretensje. Co źle robiłam? Jak inaczej powinnam się zachować, by mutanci, którzy byli dla mnie jak rodzina, przestali traktować mnie jak wroga? Nie byłam w stanie wpaść na żaden logiczny pomysł, który pomógłby mi z tym problemem. Chciałam być dla nich dobrą Przywódczynią. Chciałam ich prowadzić i chciałam iść z nimi ramię w ramię, ku jakiemuś lepszemu światu, gdzie nie będziemy sobie skakać do gardeł, czy wychodzić wielce obrażeni z pomieszczeń. Chciałam, żeby to cholerne Bractwo znów jakoś funkcjonowało, ale jak miałam to zrobić? Zupełnie nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić, a co najgorsze... Czułam, że nawet nie mam z kim o tym porozmawiać. Powoli wszyscy odwracali się ode mnie, a ja nie wiedziałam, jak ich zatrzymać.
- Oczywiście. Dziękuję za udzielone informacje Fay, odpoczywaj. - powiedziałam, gdy Murphy spytała, czy może wyjść. Nie zamierzałam jej trzymać tu na siłę, a skoro nie chciała nic dodawać, nie czuła takiej potrzeby, by dłużej przebywać ze mną w jednym pomieszczeniu... No cóż...
Zaraz po Fay wyszła Ricky, która ewidentnie nie zamierzała dodawać nic więcej, więc ja również nie skomentowałam tego, jak wychodziła. W końcu wcześniej wyraziłam na to zgodę. Może to była jakaś metoda? Opuścić Bractwo na jakiś czas, a potem wrócić... bez tych wszystkich nerwów, ze świeżymi myślami. Tak, mogłam się łudzić, że to jest jakieś wyjście.
Westchnęłam cicho, gdy wszyscy ci, którzy mieli opuścić mój Gabinet, w końcu to zrobili, a ja... a ja zostałam z ludźmi, którzy mnie nie nienawidzili, więc to chyba dobrze, co nie?
- Jasne, Bradley. Rocky przyda się wsparcie. - przytaknęłam mu, bo w końcu był ochroniarzem, więc to była jego praca, żeby chronić. Uśmiechnęłam się do niego lekko. Czułam w nim wsparcie i cieszyło mnie to, bo wiedziałam, że mogę na niego liczyć, a to była zupełna nowość w dzisiejszych czasach.
- Rozumiem, Rocky, ale będę czuła się lepiej, wiedząc, że ktoś nad tobą czuwa, obserwuje cię chociażby z pewnej odległości. Straciliśmy zbyt wiele osób i nie możemy stracić także ciebie. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. - odparłam na jej słowa. Musieliśmy zachować szczególne środki ostrożności, nawet, jeśli miała jechać po leki na spotkanie ze starym znajomym.
- Okej, ale co nam da, że udostępnimy ten film, tak w sumie? Już pewnie ktoś nas w tym wyprzedził i tak. - swoją uwagę w końcu skupiłam na Williamie, gdy już wszyscy się wykrzyczeli i skończyli ten cyrk. Chciałam zająć się wreszcie czymś poważnym.
- Z resztą... był mutantem, więc pewnie ludzie się cieszą jak cholera, że go zgładzili, nie uważasz? - spytałam, bo Hopper był znacznie mądrzejszy niż ja, więc może widział jakieś super rozwiązanie w tym filmiku, którego ja nie widziałam. Nie wstydziłam się pytać, bo przecież kto pyta, nie błądzi, co nie?
No i wtedy Mózg Bractwa powiedział, że ma namiary na tę sukę, co skrzywdziła Dale'a i Leviego, a ja... a ja przecież ostatnio widziałam się z Louanne. Czy przypadkiem nie powinnam tego powiedzieć? Spięłam się, wzdychając ciężko.
- Nie wiem, czy zdołamy cokolwiek zadziałać nie korzystając z przemocy. Ona robi to, na co ma przyzwolenie. Niszczy mutantów, w jaki sposób chcesz jej zagrozić? - pytałam dalej, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej, zbudować jakiś konkretny plan - I apropo tej kobiety... Dwa dni temu spotkałam swoją siostrę, Louanne Marie. Pracuje dla Genetically Clean. Nie wiem, co dokładnie tam robi, ale wie wszystko. O Dale'u, o Levim, o tej kobiecie, co ich torturowała... Kręciła się całkiem blisko Bractwa, więc nie wiem, czy nasza wyprowadzka stąd nie będzie musiała stać się szybciej, niż zakładałam. - wyznałam, nie spuszczając wzroku z Williama, i zdając sobie oczywiście sprawę z obecności Bradleya, Rocky czy Leilah. Nie przeszkadzali mi tutaj, absolutnie. Cieszyłam się z tego, że byli przy mnie.William Hopper - 2018-04-11, 23:24 Hopper nie miał zamiaru wtrącać się w tę dyskusję o lekach, za mało znał Rocky żeby sensownie ocenić jej szanse. Cóż, zwykły wyjazd po leki nie wydawał mu się szczególnie trudnym i niebezpiecznym zadaniem, ale w końcu od lat potrafił walczyć. Nie miał najmniejszego pojęcia jak to wyglądało u Roseberry.
Szczerze mówiąc, Hopper momentami czuł się w tym miejscu jak w przedszkolu. Tłumaczenie wszystkim wszystkiego było cholernie frustrujące, ale chyba taka była jego rola, prawda? Po cholerę on się na to zgadzał? Cóż. Nie mógł oczekiwać od wszystkich, że od razu będą w stanie zrozumieć jego tok myślenia. Krok po kroku. Wyjaśnienie po wyjaśnieniu.
- Geneticaly Clean nie może z nami walczyć, kiedy będą gasić pożar u siebie. Najprostszy sposób w jaki możemy go wywołać, to nakręcić medialną nagonkę. Super, Haywell był mutantem, jeśli nagranie zrobi na tyle dużą furorę w internecie żeby nie można było go zignorować, uznać za przeróbkę czy zbiorową panikę, na temat rzucą się dziennikarze. Podkręćmy to. Czy w GC ukrywa się więcej mutantów? Co jeszcze ukrywają? Może policja powinna zrobić u nich kontrolę na wszelki wypadek? To nawet nie muszą być sensowne teorie - ludzie zawsze uznają, że prawda leży po środku, więc jeśli pojawia się aż tyle szalonych teorii spiskowych, to z pewnością coś musi być na rzeczy. Sami zaczną dyskutować, nakręcać to dalej. Może GC tak naprawdę składa się z samych mutantów, którzy udają że ich nienawidzą dla niepoznaki? Może to jakiś oddział tego złego, demonicznego Bractwa? W sumie to nie wiem, ale na tym pokojowym marszu kobieta z GC zastrzeliła dziewczynkę w wieku mojej siostrzenicy... i tak dalej, i tak dalej. Jeśli pójdzie dobrze, to ich zdelegalizują. Jeśli pójdzie źle, po prostu będą przez kilka tygodni zbyt zajęci, żeby nam przeszkadzać - odpowiedział cierpliwie. - Nie chodzi o to, żeby rozwiązać wszystkie nasze problemy pstryknięciem palców. To jest awykonalne. Chodzi o to, żeby wykorzystywać każdą okazję do rozbicia wroga, a to jest cholernie dobra okazja, Marie.
Miał nadzieję, że to kupi od razu. Nie miał najmniejszej ochoty jeszcze raz strzelać jej takiego pięknego wykładu mówiąc dokładnie to samo, tylko innymi słowami. W zasadzie nic nie ryzykowali, a mieli za to sporo do wygrania.
- Co do samej tej kobiety, Very Neumann... Ona jest politykiem. To co daje jej nietykalność to wpływy i kontakty. Nie musi być nawet o nic oficjalnie oskarżona, żeby to wszystko stracić - wystarczy na tyle zła prasa i wystarczająco silny zapach skandalu, żeby jej najbardziej wpływowi znajomi od niej się odcięli. Kiedy będzie na dnie, nie będzie w stanie tego wszystkiego przygotować ani zatuszować. Poza tym, mniej osób zauważy jej zniknięcie. Gówno mnie obchodzi co macie zamiar z nią zrobić, ale nie mam zamiaru pozwolić wam zrobić z niej męczennicy
Aż za dobrze pamiętał rozmowę z Fowlerem. Mogli myśleć, że zapanują nad rządzą zemsty, ale potrzebowali chłodnego umysłu który upewni się, że nie są skończonymi idiotami. Mogli sobie ją pobić, skatować czy zamordować - nie obchodziło go to. Niech po prostu nie robią tego w idiotyczny sposób.
Hopper pokiwał głową, słysząc słowa o przenosinach. GC zapuszczało się coraz bliżej tych terenów, przeprowadzka od początku była tylko kwestią czasu. Cóż, ta sprawa będzie jego priorytetem w najbliższym czasie.
- Jeżeli mamy zamiar się przenieść, jeszcze bardziej będziemy potrzebować zasłony dymnej - dodał po prostu. Jeżeli świat nie będzie miał na co patrzeć, jeśli rozdzieranie na strzępy GC nie będzie wystarczająco widowiskowe, ktoś się zorientuje, co się dzieje. To była za duża akcja, zęby ją po prostu ukryć.Leilah Addams - 2018-04-14, 14:06 No i wszyscy wychodzący się kurwa zachowywali jak pieprzone obrażone dzieci. No prawie wszyscy, bo Ricky przynajmniej wydawała się mieć ważny powód by wyjść i zrobiła to w sposób cywilizowany. Ale reszta? Gorzej niż rozkapryszone bachory. Lizzie mając te swoje kilka latek wiedziałaby lepiej jak się należy zachowywać. Właśnie...Lizzy...Leilah po raz kolejny westchnęła starając się odgonić smutek i złość głębiej w swojej głowie. Miała inne rzeczy, na jakich powinna się teraz skupić prawda. Colleen chciała dobrze dla nich wszystkich i to przecież było oczywiste. Dlaczego nikt tego nie rozumiał? I nawet jakby pieprzyła się z każdym w obozie to jakie to ma znaczenie, jeśli sprawdza się jako przywódca? Czy to jest klub plotkarek z sąsiedztwa czy cy organizacja, które toczy wojnę o przeżycie? Inni chyba nie rozumieli sytuacji. Zachowali się albo bezmyślnie jak Aaron albo po prostu mega dziecinnie jak MAtylda, która własne ego stawiała ponad dobrem wszystkich.
Z drugiej strony Rocky strasznie zyskała w jej oczach. Nie miała wcześniej z nią zbyt dużego kontaktu, ale teraz po tym co usłyszała jej zdnie o niej stawało się pozytywne. Nie zajmowała się głupimi przepychankami, czy wychodzeniem trzaskając drzwiami, tylko szanowała Colleen, rzuciła poza tym pomysł, który miał sens i warty by był zrealizowania. Spojrzała teraz na Bradleya i Rocky.
-Będę w gotowości, jeśli w trakcie by się okazałao, że potrzebujecie wsparcia. Lub mogę również dolaczyć od razu jeśli Ty Rocky lub Colleen sobie tego życzycie. powiedziała. Najchętniej nie opuszczała by boku Colleen ani na chwilę w jej obecnej sytuacji. Jednak w związku z małą ilością ludzi jaką mają pewnie nie mogą sobie pozwolić na ochorniarza, którego jedynym zadaniem będzie ochrona przywódcy. Przysłuchiwała się teraz rozmowie przywódczyni i Hoppera. Nie miała od sibie wiele do dodania na ten temat, jednak czekała na decydję Colleen, gdzie będzie najbardizje potrzebna.Rocky Roseberry - 2018-04-14, 16:57 Oczywiście Rocky szanowała Colleen i wcale nie dla tego, że uważała dziewczynę za swoją przyjaciółkę. Bardziej dlatego, że podziwiała ją, bo mało kto mógłby tak młodym wieku podjąć się przywódca i odpowiedzialność za innych ludzi. Jak to powiedział pewien człowiek ,,przywódca trzeba się urodzić do tego nie nadaję się byle kto". Rocky podzielała jego zdanie i uważała, że Colleen jak najbardziej się urodziła. Oczywiście popełnia błędy jak każdy. Kto ich nie popełnia? Jednak lepiej patrzeć na jej czynny i to, że ma na głowie cały obóz. Musi myśleć o wszystkich i wszystkim, a jeszcze znosić dziecinne zachowanie nie, których osób i ataki na własną osobę.
Jeśli chodzi o Rocky faktycznie ludzie jej nie znają. Większość myli ją z Ricky, a przecież tak bardzo się różnią. Mają inne podejście do życia i w ogóle są różne. Czy nikt tego nie widzi? Rocky stroni od ludzi, bo nie ma czasu zajmowania się głupotami czy innymi sprawami. Co ją interesowały plotki? Chciała wyłącznie pomagać ludziom, nieść im pomoc i leczyć. To wszystko czego chciała i na czym się skupiała. Dlatego przyszła tutaj dowiedzieć się co wydarzyło się na marszu, ile jest rannych oraz co zamierzają zrobić z tym. Między czasie poprosić Colleen o zgodę na te wyprawę.
- Dziękuje - powiedziała jedynie do Colleen, później będzie musiała z Bradem ustalić szczegóły, ale tym to mogą zająć się po spotkaniu są ważniejsze sprawy do umówienia. Kiedy również Leilah zaproponowała swoją pomoc. Rocky spojrzała na kobietę i lekko się uśmiechnęła. - We dwójkę z Bradley sobie poradzimy nie ma potrzeby angażować to więcej osób. Zwłaszcza, że twoja twoja obecność może bardziej przydać się tutaj. Mogę ci obiecać, że jeśli pojawią się problemy to cię zawiadomię - powiedziała jedynie do kobiety, bo serio nie muszą wysłać całego obozu po te leki. Zresztą cały czas sądziła, że to nie jest trudne zadanie. Uważała, że Leilah może bardziej przydać się tutaj na miejscu. Zwłaszcza po słowach Colleen, że jej siostra wspierająca Geneticaly Clean kręciła się nie daleko. Może Rocky była przewrażliwiona ale nie potrafiła nikomu zaufać z GC. Nawet jeśli to była siostra Colleen... zwłaszcza, że ta chyba też nie zbyt ufa swojej siostrze.
Rocky przysłuchała się rozmowie pomiędzy Colleen, a mężczyzną. Również miała wątpliwość czy ludzi to obejdzie, że ona zginął. Zwłaszcza, że był mutantem, a wiadomo jak my interesujemy ludzi. Jednak wyjaśnienie jego miał sens. Więc Rocky nic nie mówiła jedynie słuchała. Chociaż cały czas chodziło jej po głowie jedno. Czy Colleen udało by się zdobyć jakieś informacje od swojej siostry? Skoro tamta tyle wiedziała, ale nie proponowała tego głośno. Uważała to za ryzyko, więc wolała zachować ten pomysł dla siebie.Bradley Grey - 2018-04-18, 19:59 Kiwnął głową, gdy dostał pozwolenie, by ruszyć z Rocky. Jeszcze nie wiedział, że ta przygoda nie będzie tak spokojna jak mógłby przypuszczać. Ale nie wyprzedzajmy faktów.
Póki co dostał zgodę, więc spojrzał na Rocky i uśmiechnął się lekko. Naiwnie liczył, że ta podróż pozwoli im się zrelaksować. Codzienna praca w bractwie nie była może jakoś szczególnie męcząca, ale dłuższy czas w tym samym otoczeniu każdego może przytłoczyć, prawda?
Co do Colleen to oczywiście wspierał jej rządy i nie odstawiał scenek, jak co poniektórzy. We własnym mniemaniu zachowywał się dojrzale, poza tym lojalnie, bo w końcu byli przyjaciółmi i dziewczyna mogła na niego liczyć. Zwłaszcza, że sama odbiła go z więzienia, więc miał u niej podwójny dług wdzięczności.
Potem już tylko słuchał wymiany zdań między Hopperem, a Colleen. Mężczyzna miał dużo racji w tym co mówił. Nie bez powodu był nazywany Mózgiem Bractwa. Nie chciał się wtrącać, kiedy ustalali między sobą dalsze kroki, bo nie miał zbyt wiele do dodania. Był bardziej siłą roboczą, która będzie realizować cele, niż obmyślać plany i strategie.
Jego wzrok krążył między mężczyzną a przywódczynią, zastanawiając się na czym w końcu stanie. Sam myślał o tym jak logicznie zorganizować przeniesienie. Lepiej zrobić to szybciej, niż potem na szybko, jak będą pod ostrzałem GC. Nie wiadomo kiedy ich znajdą. Brad miał możliwość teleportacji, ale nie przeniesie wszystkich naraz, a długie użycie tej mocy nieźle daje mu w kość i potem będzie musiał długo wracać do siebie. Ale jeśli zależałoby od tego życie pozostałych w bractwie, to raczej nie miałby wyjścia, jak tylko dać z siebie wszystko.Colleen Marie - 2018-04-19, 21:17 Nie chciałam irytować Hoppera swoimi - pewnie dla niego - idiotycznymi pytaniami, ale cóż miałam innego zrobić? Mózg Bractwa musiał się kiedyś przyzwyczaić do tego, że tak, owszem, jest najmądrzejszy, a inni będą zadawać mu debilne pytania. Wolałam dopytać, niż udawać, że wiem, co ma na myśli i wydawało mi się, że to jest dobra taktyka.
Słuchałam go uważnie, gdy zaczął mówić, no musiałam przyznać szczerze, że w sumie nie wyglądał tak, jakby mnie chciał rozszarpać za zadawanie pytań na poziomie podstawówki, za co byłam mu wdzięczna. Zastanawiałam się nad sensem jego wypowiedzi i gdy tak myślałam o tym wszystkim, to to miało co raz więcej sensu tak naprawdę. Ja... może i trochę byłam za siłowym rozwiązaniem naszego problemu, ale czemu najpierw - po raz kolejny - nie spróbować rozwiazać tego wszystkiego w sposób pokojowy, który chociaż teoretycznie nie powinien nam zagrozić? Skupienie uwagi świata na Genetically Clean i ich wewnętrznych problemów brzmiało całkiem logicznie i nie głupio.
- Brzmi lepiej niż dobrze. Powinniśmy to zacząć ogarniać jak najszybciej, żeby zainteresowanie minionymi wydarzeniami nie opadło. - powiedziałam, choć byłam pewna, że William sam doskonale wie, kiedy i jak powinno się zacząć to ogarniać, żeby zrzucić na GC jak najwięcej problemów.
Jego wypowiedzi na temat Very nie skomentowałam w żaden sposób, bo akurat ją i tak chciałam dorwać. Nie ważne co. Możemy sobie zgnoić Genetically Clean pokojowo, ale tę sukę miałam zamiar dorwać osobiście i powyrywać jej wszystkie włosy z głowy, po kolei, jeden po drugim, a wiedziałam, że Axonowi się taki plan nie spodoba, to po co się zdradzać, co nie?
- Najpierw musimy znaleźć nową siedzibę. I to jak najszybciej. Louanne była dość blisko obozu, więc może się zorientować, że tu mieszkamy, a nie ręczę ze nią, że nas nie wyda. - dodałam, bo trochę już czułam nóż na gardle. Kochałam Black Lake Bible Camp całym sercem, ale bezpieczeństwo przede wszystkim, co nie?
Kiwnęłam głową na słowa Leilah, bo jeśli będzie chciała iść z Bradleyem i Rocky na tę misję, to proszę bardzo, mogła iść oczywiście. Nas tutaj było wystarczająco dużo, żeby poradzić sobie z ewentualnym problemem, a poza tym... zawsze jest ucieczka, co nie? No ale Roseberry zaraz Addams powiedziała, że nie jest aż tak potrzebna, no i w tym też miala trochę racji, no ta misja nie wydawała się jakoś skomplikowana.
Spojrzałam po mutantach, którzy mnie otaczali, i nawet uniosłam delikatnie kąciki ust ku górze, bo byli przy mnie, stali obok mnie, a to wsparcie było dla mnie bardzo ważne.
- Jeśli to wszystko, to możecie iść, nie będę wam zabierać całego dnia. - powiedziałam, bo już w sumie większość była obgadana. Ci co mieli dostać pozwolenie na jakieś wyjśćia, dostali. Ja wiedziałam co sie stało na Marszu, no i jedyny temat, o którym mogliśmy dalej rozmawiać, to zmiana miejsca naszej kryjówki.Rocky Roseberry - 2018-04-29, 19:32 Rocky słuchała uważnie wymiany zdań pomiędzy Colleen i mężczyzną. O tym, że należało by znaleźć nową siedzibę oraz o jak poradzić sobie z GC. Sama nie miała za wiele do powiedzenia w tej sprawie. Nie znała żadnego idealnego miejsca. Gdzie mogli by się przenieść. Ani też nie ogarniała komputerów na tyle by pomóc realizacji planu mężczyzny. Dlatego najlepszym wyjściem było milczeć, bo jeśli nie ma co mądrego do powiedzenia. To najlepiej w ogóle nic nie mówić. Dlatego dziewczyna jedynie przysłuchiwała się ich rozmowie. Do czasu jak Colleen pozwoliła im wyjść. Nie zamierzała wychodzić jak poprzednicy. Wolała poczekać, że spotkanie będzie zakończone i dopiero potem wróć do swoich obowiązków.
Skinęła Colleen głową, po czym dodała...
- Skoro to koniec to wrócę do swoich obowiązków - powiedziała wstając po czym. Przez chwilę zastanowiła się jak należy się pożegnać w takich sytuacjach jak. Zwykłe ,,Cześć" wydawało się jej nie na miejscu. - Do wiedzenia, jak będę co wiedziała to dam wam znać - ostatnią cześć zdania skierowała do Colleen i Brada, bo w końcu będzie musiała ustalić. Jakie leki są najbardziej potrzebujące oraz ustalić termin spotkania. Kiedy wszystko będzie gotowe w tedy poinformuje o wszystkim ich.
Wyszła z pomieszczenia, bo przecież nie będzie czekała na pozostałych. Może ci mieli jakieś sprawy do przywódczyni, których nie chcieli poruszać przy pozostałych.
//ztMistrz Gry - 2018-05-26, 11:17 Kiedy tylko Rocky zniknęła za drzwiami, Bradley momentalnie postanowił ruszyć za nią. Misja na którą oboje mieli niebawem wyruszać wymagała szczegółowego zaplanowania, dlatego Grey stwierdził, że im szybciej zaczną przygotowania, tym większe będą mieli szanse na jej powodzenie. Nawet jeśli dziewczyna w tym momencie nie miała dla niego czasu, chciał chociażby się z nią umówić na jakiś termin. Pozostali, zgromadzeni mutanci - w tym Leilah która po dowiedzeniu się o śmierci córki potrzebowała chwili samotności, by przetrawić tę okropną informację – podłapali zarówno słowa Colleen o zakończonym spotkaniu, jak i postawę Bradley’a i Rocky.
Nie minęła nawet minuta, kiedy pomieszczenie opustoszało, a w gabinecie pozostała jedynie Colleen z Hopperem. Mózg Bractwa i przywódczyni dokończyli rozmowę, w której oboje doszli do wniosku, że niebawem będą musieli zwołać zamknięte spotkanie i wreszcie podjąć ostateczną decyzję, dotyczącą przenosin Bractwa w bezpieczniejsze miejsce. Po wstępnych ustaleniach oboje rozeszli się w swoje strony.