To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

black lake - Brzeg jeziora

Dale Fowler - 2018-02-05, 22:13

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Colleen Marie - 2018-02-05, 22:33

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Dale Fowler - 2018-02-05, 22:40

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Colleen Marie - 2018-02-05, 22:47

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Dale Fowler - 2018-02-05, 23:10

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Colleen Marie - 2018-02-05, 23:27

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Dale Fowler - 2018-02-05, 23:39

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Mistrz Gry - 2018-02-05, 23:56

Uniesieni w miłosnej ekstazie kochankowie nie wiedzieli, że to dopiero początek ich wspólnej przygody. Jak silne musiały być to uczucia, skoro żadne nie pamiętało o zabezpieczeniu? Los bywa bardzo kapryśny. Oto bowiem pech chciał, że Colleen Marie, Przywódczyni Bractwa Mutantów tamtej nocy przeżywała płodne dni, co najwyraźniej nie umknęło uwadze sprytnym plemnikom Dale’a Fowler’a, które raz dwa odnalazły drogę i postanowiły skorzystać z okazji. Jeśli Colleen za kilkanaście dni zrobi test ciążowy, to ujrzy dwie kreski. Czy jest na to gotowa? Jak Dale spisze się w roli ojca? I kogo wybiorą na rodziców chrzestnych?
Colleen Marie - 2018-02-06, 00:05

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Dale Fowler - 2018-02-06, 00:23

- Tak... Ciekawe... - wyszeptał również próbując uspokoić oddech, faktycznie, to było... Naprawdę coś. Może użył by innych słów, by to określić, ale zwyczajnie nie miał na to siły.
Przeczesał palcami jej włosy i przytulił ją mocno do siebie uśmiechając się pod nosem. Nie potrafił sobie przypomnieć szczęśliwszej chwili niż ta teraz i mimo tego, że nie pomyśleli o zabezpieczeniu... Trudno, jeśli coś im się przydarzy Dale - jak zawsze - zagra dokładnie takimi kartami, jakie mu rozdano. Takim po prostu był człowiekiem, przyjmował na klatę wszelkie przeciwności, czy też raczej ZŁOŚLIWOŚCI losu.
Wbił wzrok w górną część namiotu na moment pogrążając się w swoich myślach.
Co on tutaj właściwie robił? Dlaczego przyciskał jej ciało do swojego, dlaczego było mu dalej tak wspaniale, skoro już po wszystkim? On... Nigdy nie zostawał dłużej, niż to było potrzebne. Robił, że tak to ujmę, co miał zrobić, a potem po prostu znikał i nigdy więcej się nie pojawiał, a teraz?
Chciał... Chciał tutaj zostać, przy niej, jak najdłużej mógł, chociaż powoli jakiś cichy głos z jego głębi kazał mu stąd jak najszybciej uciekać, zanim w jakikolwiek sposób się zaangażuje i... Skrzywdzi ją, bo przecież taki właśnie był, koniec końców to właśnie robił - ranił. Ranił do głębi.
Jego palce ujęły ją za brodę delikatnie podnosząc ją do góry tak, by spojrzała mu w oczy.
- Zostańmy tutaj na zawsze. Tak po prostu. - rzucił uśmiechając się smutno, ponieważ oboje doskonale wiedzieli, że nie jest to możliwe, a jednak taka wizja była bardzo przyjemna. Nie przejmować się niczym więcej i cieszyć się swoją obecnością, uprawiać seks, pić wódkę i po prostu być ze sobą.

Colleen Marie - 2018-02-06, 00:38

Oddychałam powoli, starając się uspokoić szybkie bicie mojego serca. Chciałam teraz zasnąć i śnić snem bez snów, bo już samo to, że czułam się tak, jak teraz i że Dale był przy mnie było najpiękniejszym ze wszystkich snów. Wcale nie chciałam się budzić, chciałam już tak zawsze trwać, nie przestawać i tylko zaczynać wszystko od nowa. Bałam się tego, gdy mężczyzna wstanie, ubierze się i odejdzie, bo wiedziałam, że ja go nie zatrzymam, nie będę w stanie. Z resztą... nie miałam żadnego konkretnego powodu, by go zatrzymywać. Tak naprawdę byliśmy dla siebie zupełnie obcy, mógł odejść ode mnie i nigdy więcej się ze mną nie spotkać.
Jak jednak mogłabym w stanie pogodzić się z tym, że już nigdy więcej się nie zobaczymy, gdy on przytulał mnie w tak cudowny sposób, jakby dzielił ze mną myśli? Jakby chciał dokładnie tego samego, co ja. Ale... ale przecież to nie mogło być możliwe. Życie nie było piękne i na pewno nie stanie się piękne po tej jednej nocy spędzonej z przypadkowym człowiekiem, o którym wcale nie umiałam myśleć jak o przypadku.
Westchnęłam cicho, gdy uniósł moją brodę i uśmiechnęłam się, patrząc w oczy, w które chciałam patrzeć do końca życia. Chyba byłam nienormalna, prawda? Zbyt szybko zakończyło się moje nastoletnie życie, które teraz postanowiło gwałtownie wrócić i objąć nade mną sterowanie, bo tak na pewno nie zachowywała się dorosła przywódczyni organizacji terrorystycznej. Jak jednak miałam się zachowywać inaczej? Co powinnam czuć, gdy on mówił mi takie rzeczy?
- O niczym więcej nie marzę. - szepnęłam, nie spuszczając z niego wzroku i uświadamiając sobie, że to co mówię jest prawdą. Co ja robiłam ze swoim życiem?
Uniosłam się nieznacznie, by dosięgnąć do jego ust, by pocałować go łagodnie, delikatnie, po czym znów wróciłam do swojej poprzedniej pozycji.

Dale Fowler - 2018-02-06, 00:51

Och tak, sen zdecydowanie by się im przydał, jemu na pewno, ostatnio tak mało spał, ale miał wrażenie, że przy niej naprawdę byłoby mu całkiem dobrze.
Bezsenność również należała do jego towarzyszy, nie odpuszczała go na krok, każdej nocy przynosiła mu tysiąc myśli niepozwalających zasnąć, a gdy wreszcie na chwilę zmrużył oko pojawiały się koszmary, martwi ludzie nawiedzali go w snach, przypominali mu o sobie.
Odruchowo - jak zwykle, gdy o tym myślał przesunął palcami po jednym z kilku nieśmiertelników, które miał zawieszone na szyi na łańcuszku.
To były pamiątki po poległych przyjaciołach, po ludziach, których traktował jak braci... Jedyne, co po nich zostało.
Westchnął cicho i zostawił ten swój nieszczęsny wisiorek. Nie powinien o tym myśleć, nie teraz, odegnał te wspomnienia ze swojej głowy i ucałował ją delikatnie w czubek głowy.
Kto by pomyślał, że nagle Pan buc stanie się taki czuły i w ogóle... No cóż, może faktycznie jest jeszcze dla niego jakaś nadzieja, a im więcej czasu przebywa w jej towarzystwie tym większą mam pewność, że chyba uda mu się wyjść kiedyś na prostą. Może nawet w najbliższym czasie.
Dale również nie potrafił o niej myśleć jak o pierwszej lepszej kobiecie, która służyła mu tylko do zaspokojenia żądzy, to było zupełnie coś innego i na pewno nowego. Jakby w pewnym sensie na nowo odkrywał samego siebie z kompletnie innej - nieznanej mu do tej pory strony. W sumie... Ciekawe doświadczenie.
- Ale wiesz również, że nie możemy tutaj zostać. - powiedział po paru chwilach całkowicie poważnie. Nie był pewien, czy powinien zostawać tutaj choć chwilę dłużej, mimo tego, że naprawdę bardzo tego chciał, podobnie jak dla niej - było to dla niego spełnienie marzeń.
Ponownie pogładził ją po głowie.
- Spójrz na mnie.. - szepnął, a gdy w końcu to zrobi doda patrząc prosto w jej przepiękne oczy.
- Chcę żebyś wiedziała, że nawet jeśli to nasze ostatnie spotkanie... Ja o Tobie nie zapomnę. - powiedział łamiącym się głosem, cóż, takie wyznanie to... To było dla niego coś nowego i właściwie nawet nie wiedział dlaczego się na nie zdobył, to naprawdę nie było w jego stylu. Po chwili zapragnął odgryźć sobie język, miał wrażenie, że nie powinien tego mówić, ale... Zrobił to i nawet jeśli ją przestraszy, albo się wygłupi - był zadowolony z tego, że to z siebie wyrzucił.

Colleen Marie - 2018-02-06, 01:15

Było zbyt idealnie i wiedziałam, że tak nie może być już na zawsze. Zyskałam chwilę szczęścia w życiu, które rzucało mi ciągle kłody pod nogi i tym powinnam się cieszyć. Jutro będzie nowy dzień, a ja będę musiała zmierzyć się z Axonem, który będzie mi ciągle marudził i udowadniał, że jestem idiotką, z Aaronem i Albą, którzy będą chodzić po Bractwie za rączkę i z faktem, że mój Levi zaginął, że zaczęłam się opiekować małą Lizzy... Miałam tyle na głowie, ale odnosiłam wrażenie, że mam w sobie jakąś nową siłę, dostałam potężny zastrzyk szczęścia i powinnam się go trzymać tak długo, jak tylko potrafię, bo tylko tak będę w stanie jakoś przewodzić Bractwem. Nie mogę się wiecznie zadręczać, złościć i czuć niepewnie. Wiedziałam doskonale, że muszę się ogarnąć i po tej nocy chyba będzie mi jakoś łatwiej to osiągnąć...
Nie wiedziałam, jak dużo czasu spędziliśmy ze sobą, która była godzina i ile czasu dzieliło nas do świtu, ale nie przejmowałam się tym. Tak bardzo chciałam, by ta chwila trwała wiecznie...
Czułam i słyszałam, jak Dale przesuwa wisiorkiem, ale nie odezwałam się. Nie chciałam zadawać pytań, sądząc, że jeżeli będzie chciał kiedykolwiek z czegokolwiek mi się zwierzyć, to to zrobi, a ja wtedy będę go słuchać choćby i całą noc, jeśli będzie tego potrzebował. Chciałam być dla niego, ale on... sprowadził mnie do rzeczywistości i wiedziałam, że to dobrze, że to zrobił.
Spojrzałam na niego, tak, jak mnie poprosił, a bicie mojego serca znów przyspieszyło. Wiedziałam, co chce mi powiedzieć i nie pomyliłam się. Mimo tego, że byłam przygotowana na to, co powie, i tak zabolało. Bolało, bo tego się bałam. Wiedziałam, że tak będzie, że tak powinno być, że nie spotkamy się już nigdy więcej. Dwa inne światy. Nie mogłam sobie pozwolić na jakieś romanse z mutantem spoza Bractwa, gdy działy się tak okropne rzeczy, a jednak... bolało.
Przełknęłam ślinę, uśmiechając się do niego i starając się zrobić dobrą minę do złej - a nawet okropnej - gry.
- Nie przejmuj się tym. - szepnęłam cicho i dłonią pogładziłam go po policzku. Nie zapomni mnie... Wiedziałam, że nie chce mi sprawić przykrości, ale każde jego słowo mnie bolało. Był jak plaster, co nie umiałam go odkleić szybko i gwałtownie, tylko ciągnął mnie potwornie, sprawiając ból.
- Chodźmy spać, dobrze? A jutro... jutro będzie nowy dzień. - powiedziałam i pocałowałam go ten jeden, ostatni raz, wkładając w to tyle różnych emocji, że zdziwiłam samą siebie. Bądź co bądź sięgnęłam po jakiś koc, który wzięłam ze sobą i przykryłam nas, żebyśmy nie zamarzli w nocy, bo jednak temperatura była minusowa.
Zamknęłam oczy i chyba zasnęłam w sekundę.

Dale Fowler - 2018-02-06, 01:29

Idealnie to słowo, które nie pasuje do żadnego momentu jego życia, no... Może poza tym. On również odczuwał dokładnie to samo, wiedział, że szczęście nie potrwa zbyt długo, ponieważ... Taki był, oboje tacy byli i nie oszukujmy się - dało się to zauważyć od razu. Nie należeli do ludzi, którzy mogą sobie pozwolić na długie i szczęśliwe życie gdzieś daleko z gromadką dzieci (he he), a jednak przez moment chcieli poudawać, że może tak być i czy ktokolwiek mógł im to odebrać? Nie w tej chwili. Teraz było po prostu... Idealnie.
Przyznam, że to była dobra decyzja - nie powinna go teraz pytać ani o jego pamiątki na ciele, ani o te, które zwisały z jego szyi. Prawdopodobnie i tak by nie odpowiedział, bo... O tym nie wiedział nikt. To było tylko dla niego i nie chciał się z nikim tym dzielić, mimo tego, że sam nie dawał już z tym wszystkim rady, to gdzieś w głębi duszy czuł, że zasługuje na ten ból, na koszmary, na wspomnienia, na to wszystko, bo... Mógł ich ochronić, ale tego nie zrobił. Popełnił błąd. Nie robił nic innego - popełniał błędy.
Gdy dziewczyna podniosła głowę ponownie lekko się uśmiechnął, ponieważ odnajdywał w jej oczach wszystko, czego tylko potrzebował, ale po chwili uśmiech zniknął. Wiedział, że będzie musiał ją opuścić, że więcej na niego nie spojrzy i nigdy już nie ujrzy jej uśmiechu, nie usłyszy cudownego śmiechu, nie poczuje jej ciepła i... W sumie, to bolało. Paliło go w środku, w okolicach klatki piersiowej. Zupełnie, jak wtedy, gdy pierwszy raz dostał kulkę... Tylko tym razem wycelowaną prosto w serce.
- Jak sobie życzysz... - również wyszeptał w odpowiedzi uśmiechając się słabo i na moment przytulił twarz do jej dłoni, pragnąc, by to się nigdy nie skończyło.
Na jej następne słowa już nie odpowiedział, ponieważ wiedział, że jutro na pewno nie będzie dobre.
Poczuł, że dziewczyna zasnęła. Westchnął cicho i wbił spojrzenie gdzieś w górę i mimo, że niebo zasłaniał mu materiał namiotu, to on był gdzieś daleko ponad gwiazdami, myślami znalazł się w innym świecie.
Nie spał długo, odpłynął na parę chwil tuż przed świtem, a gdy tylko się obudził, po tych parudziesięciu minutach, postanowił zrobić to, co umiał najlepiej. Zniknąć...
Ucałował ją delikatnie w czoło, a następnie wysunął się delikatnie z jej objęć tak, by jej nie obudzić. Przyjrzał jej się jeszcze przez moment, by na zawsze zapamiętać co właśnie traci, a potem ubrał się - oczywiście równie cicho.
Już miał wychodzić, gdy coś kazało mu wyjąć z kieszeni pomięty kawałek kartki i długopis. Napisał na papierze zaledwie jedno słowo, a potem położył wiadomość tuż obok niej. Następnie wyszedł z namiotu i oddalił się.
Gdyby ktoś chciał go szukać, to prawdopodobnie za parę godzin znajdzie go w najbliższej spelunie najebanego jak proca, a dziewczyna, gdy tylko się obudzi, leniwie przetrze oczy, przeciągnie i rozejrzy się szukając go... Gdy tylko minie w niej gorycz, zawód, gdy zrozumie, że zwyczajnie ją zostawił znajdzie obok siebie kartkę, a na niej nabazgrane niechlujnie jedno słowo.
''Dziękuję''...
z/t x2

Dale Fowler - 2018-02-16, 23:27

Ból.
Jedyne co czuł, to ból. Każda część jego ciała krzyczała o pomoc, każdy najmniejszy ruch tak strasznie go bolał, nie wiedział co ma ze sobą zrobić - dlatego znalazł się tutaj. Na brzegu tego cholernego jeziora - w miejscu, gdzie pierwszy raz spotkał się z Colleen. Tym razem jednak wszystko wyglądało inaczej.
Gdyby ktoś spojrzał z boku dojrzał by mężczyznę czołgającego się po plaży. Ubrany był tylko i wyłącznie w jeansy, oraz podartą koszulkę na ramiączka. Wszędzie było pełno krwi, jego twarz była poszarpana, obita, a każdy bardziej spostrzegawczy dostrzegł by na niej ślady po zadrapaniach - być może ktoś powiedziałby nawet, że lubi ostrą zabawę, ale... Kurwa, ta zabawa była zdecydowanie zbyt ostra.
Resztkami sił doczołgiwał się do samego brzegu, jak najbliżej wody - mógł mieć tylko nadzieję, że podobodnie jak on - Colleen postanowi go szukać w miejscu, w którym ostatni raz się widzieli. Nadzieja matką głupich - tak mówili... Może tym razem będzie miał szczęście.
- C.. Col.. - wyszeptał mężczyzna sam do siebie, gdy znalazł się wreszcie przy brzegu. Utworzył z dłoni miseczkę i nabrał trochę życiodajnego płynu w te swoje prowizoryczne naczynie, po czym podniósł je do ust. Wypił trochę, po czym przemył twarz. Następnie podjął walkę sam ze swoją osobą. Jedna jego część pragnęła usnąć, druga natomiast wiedziała, że pod żadnym pozorem nie powinien tego robić... Ponieważ... Jeśli to zrobi może już nigdy się nie obudzić.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group