To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

black lake - Las

Esther Goth - 2018-03-24, 21:56

Mężczyzna już dawno stracił szacunek w oczach Esther. Tej chwili nie było nawet jej go szkoda. Nie żałowała tego, że wcześniej go poparzyła, a teraz go oślepiła. Po prostu uważała, że zasłużył sobie na to, być może zrozumie albo i nie. Jednak powinien wiedzieć jedno, że kobiet nie należy lekceważyć. Nikt nie jest tak nieprzewidywalny jak płeć piękna. Dlatego należy pamiętać, że nie należy je ignorować tym bardziej obrażać. Kiedy mężczyzna wyleciał przez drzwi przewracając się o swojego przyjaciela skupiła się na Alison. Skinęła głową na znak zgody i szczerz wierzyła, że to wyjdzie. Chociaż czuła jak tysiąc igieł wbija się jej ciało. Jedynie zacisnęła dłoń by skupić się na tym bólu. Nie mówiła nić dziewczynie, bo ból nie był jakoś nie wytrzymania. Postanowiła to wytrzymać o ile wyjdzie z tej maść. Niestety nic to nie dało. Nie można było jej zamrozić i cały plan poszedł w łep. Esther zaczęła myśleć co jeszcze można zrobić. Kiedy Alison próbowała za pomocą dźwigni ją uwolnić. Wątpiła by to się udało, ale też nie przerywała jej. Tej chwili wątpiła by w ogóle udało się jej uwolnić. Jedyna myśl, jaka przychodziła jej do głowy to taka ,,Masz za swoje".
Anneliese Goth - 2018-03-25, 19:31

Bolała mnie głowa więc odruchowo złapałam się za nią. To był zły pomysł, zaczęło boleć jeszcze bardziej, a gdy spojrzałam na dłoń zobaczyłam krew. Przeraziłam się nie na żarty, ale nie miałam ochoty się tutaj wykrwawić. Zebrałam w sobie siły i wstałam na nogi podtrzymując się samochodu. Spojrzałam na to co się działo dookoła, a widziałam to jakby przez mgłę. Widziałam kobietę która chciała pomóc Esther. Byłam jej za to wdzięczna, ale wiedziałam że może się to nie udać. Poruszyłam dłonią która była przyklejona do tego oślizgłego czegoś i dopiero teraz wpadłam na ten pomysł. Woda. Przecież ten glut musi składać się z wody prawda? Przynajmniej w jakimś stopniu. Wiedziałam że mogę zrobić sobie krzywdę. Zwłaszcza w takim stanie, ale nie miałam zamiaru stać bezczynnie.
Dźwignia niewiele da, jeśli to będzie płynne, ale gdybym zabrała z tego przynajmniej część wody mogłoby to podziałać poprzez pokruszenie. Byłam świadoma ryzyka i byłam świadoma tego co zamierzałam zrobić. Byłam jednak przekonana, że Esther potrzebowała mojej pomocy, nawet gdy będzie później mnie za to wyzywać. Miałam to gdzieś. Chciałam spróbować.
Odetchnęłam kilka razy głęboko i skupiłam się na tym glucie. uniosłam rękę nad mazią i zaczęłam zwijać ją w pięść przez co woda z gluta na całej powierzchni którą zajmował zaczynała wyparowywać.
Czułam się jakby tir we mnie uderzył, a po chwili widziałam tylko ciemność. Musiałam zemdleć. To było za dużo, ale moją myślą jaką ostatnią pamiętam było "czy się udało??"

Mistrz Gry - 2018-03-27, 17:37

Rzuty:
Ukryj: 


Sytuacja z tragicznej bardziej zaczynała przypominać scenę z marnej komedii klasy C – 3 laski walczą z dziwnym glutem a jeden koleś usilnie próbuje wyeliminować dwóch i tak już przegranych typków. Cóż jednak poradzić, gdy to życie pisało te scenariusze rodem z trudnych spraw?

Bradley, lat dwadzieścia sześć – ma dziś pecha.
Co do tego sam już nie miał wątpliwości. A jednak – wciąż starał się pomóc naszej damie w opałach. Jednym zwinnym ruchem ręki odepchnął Gardnera – i to nie byle jak, bo zrobił z nim dokładnie to, co zamierzał wcześniej zrobić z szybciorem – uderzył nim o drzewo z taką siłą, że pewnie nawet kobiety w samochodzie usłyszały trzask a po chwili mogły dostrzec opadającego na ziemię, nieprzytomnego mężczyznę. Prawdopodobnie nasz dowódca rebelii w bractwie po dzisiejszym dniu skończy niepełnosprawny, gdyż jego kręgosłup nie powinien był przetrwać takiego uderzenia bez szwanku...
Wcześniejszy przeciwnik Greya miał jednak więcej szczęścia jak rozumu, bo kolejny atak naszego szarego rycerza... Znowu prawie nic nie dał. Ot, docisnął swego wroga do podłoża, ale ani go całkowicie nie wyeliminował z walki, ani nie zdołał go unieruchomić.

A w samochodzie dziewczyny wciąż próbowały walczyć z tym śluzem pana ślimaka. Anneliese ostatkiem sił zdołała odparować wodę z dziwnej, kleistej mazi, która otoczyła zarówno jej dłoń jak i całą rękę jej siostry, pozostawiając jedynie cienką skorupę wokół ich kończyn. Nie minęła chwila, gdy świadomość jednak opuściła naszą dzisiejszą bohaterkę, a jej umysł ogarnęła cisza i ciemność...
Dziewczyna nie tylko mocno oberwała, ale i prawdopodobnie znacznie się odwodniła. Jej oddech mógł się wydawać płytki i pewne było, że potrzebuje pilnej pomocy medycznej. Czy ktoś jednak będzie w stanie to zauważyć przy obecnie panującej euforii z powodu uwolnienia drugiej panny Goth, która potulnie zgadzała się na wszelkie eksperymenty przy sobie?

Alison nawet nie musiała już szukać żadnej dźwigni – bez problemu przy użyciu własnej siły zdołała rozbić ten wysuszony śluz i uwolnić Esther z pułapki, nawet mimo ogarniającego jej bólu głowy...

I pytanie tylko brzmiało – co dalej?

Alison Blake - 2018-04-03, 00:07

Ból głowy powodował zawroty głowy, z każdą chwilą coraz mocniejsze, chwilami Alison nawet myślała, że po prostu zemdleje albo osunie się na ziemię. Zacisnęła jednak zęby i starała się działać nie używając swoich mocy. O dziwo jakaś ich akcja odniosła w końcu sukces i dzięki temu, że Anneliese udało się to paskudztwo wysuszyć to akcja Alison nawet bez używania żadnej dźwigni przyniosła skutek i Esther była wolna. Teraz wszak bardzo dobrym było postawienie pytania - co teraz właściwie?
Alison nie zastanawiając się długo, szczeólnie, że nie znała stanu Esther, sama natomiast wiedział, że ból głowy jest u niej bardzo silny wiedziała, że najlepiej oddalić się stąd wraz z dziewczyną i to jak najszybciej, szczególnie, że inni są zajęci sobą.
-Trzeba stąd jak najszybciej spieprzać moja droga rzuciła po czym spróbowała podtrzymać Esther na wypadek, gdyby ta była mocno osłabiona i próbowała wraz z panną Goth oddalić się od samochodu jak i walczących ludzi. Czy inni za ni nimi podążą, na to nie ma żadnego wpływu. Choć lepiej by jeszcze chwile zostali zajęli przeciwników walką.

Bradley Grey - 2018-04-05, 20:18

To co się tu działo było po prostu żałosne. Chłopak był wyjątkowo mało użyteczny i sam był na siebie zły za tę nieudolność. Złość nie pomagała w koncentracji, zwłaszcza że wiedział jak dziewczyny mają ciężko. Nie chciał ich zostawiać samych sobie, więc starał się z całych sił jakoś to ogarnąć, wyeliminować zagrożenie.
I o dziwo, udało mu się coś dzisiaj! Szok i niedowierzanie! Tak jak planował, podniósł przeciwnika z nadludzką szybkością i cisnął nim o drzewo. Faktycznie trochę za mocno, ale był na tyle zdeterminowany, że troszeczkę przesadził. Niemniej nie miałby wyrzutów sumienia, gdyby tamten skończył jako niepełnosprawne warzywko. Sam jest sobie winien, wplątując się w takie akcje.
Pozostał jednak jeden wytrwalszy przeciwnik. Grey miał dość tego nierównej walki. Postanowił jeszcze raz spróbować swoich sił. Tym razem jednak zaczął biec w jego stronę i chciał mu przyłożyć, jednocześnie przy odrobinie szczęścia (którego mu dzisiaj brakowało) pozbawić świadomości. Jeśli mu się to uda, pobiegnie pomóc dziewczynom, które z tego co się zorientował, były ranne. Musiał im pomóc, ale najpierw chciał pozbyć się zagrożenia. Ale kto wie, może napastnik ucieknie i Brad będzie mógł działać dalej.

Esther Goth - 2018-04-06, 18:49

Komedii? Raczej bym powiedziała, że to byłą tragedia albo też inny badziew. Jednak tak po zastanowieniu może być jednak komedia. Ponieważ jakim cudem jeszcze ten glut był skoro jego pan nieprzytomny. Po za tym nawet nie dało się go zamrozić. Czy mogło być jeszcze gorzej niż myśl, że zostanie na zawsze przylepiona do tego fotela. Już nawet zaczęła myśleć o tym, że te auto będzie jej nowym domem. Resztę życia spędzi przylepiona do fotela, a znając życie nie zostało go zbyt długo.
Esther nawet nie zauważyła kiedy Annalisa wykorzystała resztę swojej mocy by ją uwolnić. Można powiedzieć, że byłą tutaj tylko ciałem, a umysłem gdzieś daleko... Znacie taki stan kiedy nic was już nie interesuje wszystko wam jedno. Nie? No to trudno, bo właśnie takim stanie znalazła się Esther.
Czuła, że ktoś pomaga jej wysiąść z auta i zaczyna prowadzić. Nawet początkowo szła z tą osobą. Po pierwsze nie ufała własnym nogom, a po drugie nie wiedziała co się z nią dzieję. Czuła, że coś jej nie pasuje. Kogoś jej brakuje.... Lisa? Gdzie jest Annalisa...? Czy nie powinna iść koło niej? Wtedy też cała świadomość do niej wróciła z dwoją siłą. Wiedziała gdzie jest i co tutaj jeszcze przed chwilą się działa. Obróciła się, by rozejrzeć się za swoją przyjaciółką. Gdzie ona była? W tej też chwili ją dostrzegła leżała przy samochodzie. Pierwszą myślą było, że nie żyję. Ale jak? Próbowała się wyrwać Alison i podbiec do swojej przybranej siostry. Nie mogła zostawić tutaj swojej przyjaciółki.

Anneliese Goth - 2018-04-14, 22:35

Po chwili, a przynajmniej tak mi się wydawało zaczęłam słyszeć dźwięki. Były to dziwne odgłosy jakby zza mgły z daleka ode mnie. Wzięłam głęboki wdech i spróbowałam otworzyć oczy. Udało mi się to ale dopiero po chwili. Zobaczyłam jak ta dziewczyna odciąga od samochodu Esther, która patrzyła w moją stronę, a chłopak nadal zajmował się tym co spierdzielił na samym początku. Wzięłam kolejny głęboki oddech i przyłożyłam dłoń do głowy która strasznie mnie bolała, a moje usta były suche jak diabli. Czułam jak odwodnił się mój organizm, ale nie mogłam pozwolić sobie na takie akcje w środku piekła. Uniosłam się trochę z ziemi tak że byłam w pozycji siedzącej. Poczułam jak zaczyna kręcić mi się w głowie. Złapałam butelkę z wodą którą miałam ale niestety nic już w niej nie było. No trudno wyrzuciłam ją gdzieś na bok i złapałam się samochodu by spróbować wstać na uginających się nogach. Nie miałam sił by stanąć prosto, ale gdy zerknęłam jeszcze raz na moją przyjaciółkę. Uśmiechnęłam się lekko. Puściłam samochód i na nogach jak z waty i z ręką przy głowie zrobiłam w jej stronę kilka kroków.
- Uciekaj. Dam rade. - powiedziałam do niej stanowczo i pewna siebie. Musiałam być silna za nas obie. Właśnie taka byłam. Silna i niezwyciężona, a w środku krucha i do zabicia jednym gestem. Nikt tego nie wiedział, a Esther powinna mnie teraz posłuchać i spadać jak najdalej się da.

Mistrz Gry - 2018-04-19, 19:47

Alison zachowała resztki rozsądku, mimo rozpierającego ją bólu głowy. Próbowała odciągnąć ledwie kontaktującą Esther na bezpieczną odległość, jednak panienkę Goth coś tu jeszcze trzymało. Brak obecności jej przyjaciółki nie dał jej spokoju, przez co bez problemu wyrwała się z objęć lodowej księżniczki zmierzając w kierunku właśnie przebudzającej się Anneliese.

Bradley nie marnował więc czasu. Trzeba było dopilnować, by już nic im dziś nie groziło. Bez problemu dobiegł w końcu do swojego ostatniego przeciwnika, który leżał na ziemi i miał pewne trudności ze wstaniem - wymierzenie więc w niego ciosu, który pozbawił by go świadomości wcale nie należał do najtrudniejszych.

Niestety, przez ten ruch nikt nie zwrócił uwagi, gdy Gardner otworzył swoje oczy i zdołał wyszeptać tylko ciche kurwa, podnosząc jedną ze swych dłoni i kierując ją w stronę rudej piękności. Nie minęła sekunda, gdy wiązka plazmy pognała prosto na nią, jednak... Zatrzymała się na biednej Anneliese, która właśnie próbowała dojść na swoich słabych nogach do swej młodszej koleżanki. Pocisk, choć niewielki, miał w sobie na tyle siły, by lekko odrzucić dziewczynę do przodu i spowodować dość poważną ranę na wysokości żeber, na plecach. Przy obecnym stanie dziewczyny, cios ten z pewnością okaże się śmiertelny...

Philip, który zadał ten ostateczny atak chwilę po tym odpłynął całkowicie. Nie sprawia wam już zagrożenia - podobnież jak wszyscy jego sojusznicy, którzy również nie mogą tu wspomnieć o utrzymaniu świadomości. To od was zależy ich dalszy los...

______________________________

Gratuluję wzięcia udziału w pierwszej próbie kostkowej!
Dała nam ona wiele wskazówek co do dalszego prowadzenia eventów, za co jesteśmy ogromnie wdzięczni <3

Wszyscy (poza martwymi) otrzymują dodatkowe 2% opanowania mocy!

Anneliese w tej grze kończy swój żywot - ma szansę opisać moment swojej śmierci, być może pożegnać się ze swą przybraną siostrą?

Pozostali uczestnicy mogą jeszcze prowadzić rozgrywkę między sobą - to od was zależy dalszy los Gardnera i jego szajki.


*Dla niewtajemniczonych - mężczyznom nie podobało się, iż to Colleen przejęła władzę nad bractwem po śmierci Yvonne - poszukiwali sojuszników gotowych do przeprowadzenia buntu w bractwie, a gdy ktoś im odmawiał - próbowali pozbyć się "świadków".

Esther Goth - 2018-04-23, 18:26

Esther widząc swoją przyjaciółkę leżącą koło tego samochodu miała tylko jedną myśl głowie, że musi jak najszybciej się do niej dostać. Nie mogła opuści tej polany, tego miejsca bez niej... Była jej przyjaciółką... była dla niej wszystkim. Prócz Zefira miała tylko ją. Nawet nie mogła pomyśleć, że An może nie żyć. Po prosto straciła przytomność, przecież już kilka razy tak było. I zawsze była przy niej więc teraz nią może być inaczej.
Jak na zwołanie najpierw zobaczyła, jak ciało Lisy się porusza z trudem ale się porusza, a później jej głos... Chociaż kazała jej uciekać to nie mogła... nie bez niej. Nawet nie zauważyła kiedy co i jak... Jak coś uderza w jej przyjaciółkę i ta upada kilka metrów od niej.
- Nie... - krzyknęła podbiegając do swojej przyjaciółki. Wszystko działo się tak szybko, że Esther pewnie później nie umiała opowiedzieć co czuła, co robiła krok po kroku. Jednak teraz czuła ogarniającą ją pustkę, czuła jak jedna po drugiej łza spływa jej po policzku. Uklękła przy ciele swojej przyjaciółki... chciała jej jakoś pomóc. Nie mogła dopuść do siebie myśli, że jej już nie ma. Wzięła ją do przytulając do siebie. Próbują jakoś zatamować krwawienie... Przytulając ją do siebie. Ona nie mogła o tak umrzeć... Nie teraz...
- Proszę... nie odchodź... zostań...- mówiła szeptem do ucha swojej przyjaciółki raczej do jej ciała. Annalisa nie mogła umrzeć... po prostu znajdzie sposób by jej pomóc. - An proszę... walcz - mówiła patrząc na puste oczy swojej przyjaciółki. W tym momencie zapomniała o całym świecie, o pozostałej dwójce sprzymierzeńców o Gardnerze i jej znajomych. O wszystkich liczyło się tylko ciało jej przyjaciółki. By odzyskała przytomność, a ona znajdzie pomóc by jej pomóc.

Anneliese Goth - 2018-05-01, 22:37

Poczułam. Poczułam stravh. Nie o siebie nie o kobiete która pomagała czy też o Brada. Bałam sie o moja malenka Esther. Wiedziałam że na pewno się załamie, ale po chwili to uczucie zniknęło gdzieś daleko zatłumione bólem i szczypaniem. Upadłam a odruchowo złapałam sie w miejscu gdzie zoatałam postrzelona. Wiedziałam że jestem wykończona. Po policzku popłynęła samotna łza. Moja pierwsza od wielu lat. Czułam jak moja przybrana siostra mnie przytula i gdzieś zza mgły ją słyszałam. Uśmiechnęłam się do siebie. Nawet nie wiedząc czy ktoś da rade to dostrzec. Wzięłam głębszy wdech który cholernie bolał.
- Znajdź siłe. - powiedzialam szeptem i zamknelam oczy delektujac sie spokojem jakie do mnie naplywalo. Nigdy nie twierdzilam ze smierc jest rozwiazaniem na problemy, ale teraz czulam sie blogo. Wszystkie zmartwienia zostaly w tyle a bol po prostu minal.
Ktos wierzacu stwierdilby ze widzialam swiatelko w tunelu... Moze. Ale ja wiedzialam dobrze co wlasnie mialo miejsce w moim ciele i moim umysle. Wiedzialam ze juz nie otworze oczu i pogodzilam sie z tym majac nadzieje ze Esther da rade.

/zt czy cos xd

PS post z tel sorki xd

Bradley Grey - 2018-05-21, 21:06

Nie wierzył w to co się dzieje i jak to się wszystko potoczyło. Dzisiejszy dzień to dla niego pasmo porażek. Nie mógł się pogodzić z tym, że praktycznie nic mu nie wychodziło. Jasne, każdy ma gorszy dzień, ale to co tu się wydarzyło to jakaś kpina.
Ostatecznie jednak dali radę pokonać tych idiotów. Dobrze, że ten szybki nie postanowił z nich zrobić mielonki, bo gdyby był obecnie bardziej ogarnięty, to pewnie skończyłoby się to dla nich jeszcze gorzej. Tymczasem wcale nie skończyło się tak dobrze jak na początku sądził. Gdy sprawa została zakończona, rozejrzał się jak z dziewczynami i kiedy zobaczył łzawą scenę, od razu pobiegł w tamtym kierunku..
- Esther - odezwał się za nią. Współczuł jej, ale nie wiedział jak jej pomóc. Nie był zbyt dobry w pocieszaniu, chyba że powie mu bezpośrednio co ma zrobić. Nie znał aż tak brunetki, żeby za nią zapłakać, ale jednak miał jakieś wyrzuty sumienia, że nie udało mu się jej uratować. Może gdyby więcej jego działań się powiodło, dziewczyna nadal by żyła?
- Musimy iść, trzeba ich odprowadzić do Colleen. Niech zdecyduje o ich losie - powiedział do dziewczyny, która oczywiście będzie teraz zrozpaczona, ale miał nadzieję, że zachowa resztki zdrowego rozsądku, żeby pomóc mu w tym transporcie. Oczywiście nie zamierzał jej zostawić samej, bo chyba najgorsze co może być to właśnie być samemu po takim tragicznym zdarzeniu.

Esther Goth - 2018-05-30, 18:46

Znajdź siłe... to była jej ostatnie słowa. Jak miała znaleźć siłę jak nawet nie wiedziała czy takową posiadała. Tej chwili nie czuła się silna czuła pozbawiona się wszystkie. Jakby jednej chwili cały jej świat się rozwalił. Nie miała pojęcia co z braćmi czy w ogóle żyją, również jej rodzice zostali zabici, bo była nie ostrożna. Teraz straciła jedną bliską osobę, którą miała. Czuła się jakby cały świat jej się zawalił. Nie miała sił żyć dalej, a tym bardziej walczyć. Nie interesowali ci mężczyźni ani co się z nimi stanie. Byle zniknęli jej z oczów. Jedynie teraz pragnęła by jej przyjaciółka wróciła do żywych. Jednak to nigdy się nie wydarzy. Ona nie żyję i nic tego nie zmieni...
Kiedy Brad do niej podszedł nie wiedziała co w ogóle mówił. Nie słuchała go, bo w głowie ciągle miała słowa swojej przyszywanej siostry... ,,Znajdź siłę". Miała gdzieś to, że trzeba ich zaprowadzić do tej całej Colleen. Nie znała jej, a po nie kąt przez nią znalazła się w tej sytuacji. Ci ludzie chcieli ją obalić, bo sądzili, że nie dorasta do pięt swojej matce. Nawet nie zastanowili się na tym, że ich wojna to nie walka Esther. Tylko chcieli ją wciągnąć coś co jej się nie tyczyło. Chciała tylko rodziny nie czuć tej cholerny pustki... Która tej chwili całkowicie nią zawładnęła.
- Muszę pochować siostrę... Nie zostawię jej tutaj. - powiedziała do nich, bo raczej ten samochód tych ludzi do niczego się nie nadawał. Nie wiedziała czy Alison czy Bradley mieli czymś wróć. Zawdzięczała im życie, chociaż wolała by umrzeć. Jednak nie zmienia to faktu, że była im wdzięczna. Wiedziała, gdzie chciała pochować siostrę.. I to na pewno nie było tutaj. Dlatego też zamierzała zabrać stąd ją. Mogą jechać z nią... albo też załatwić swoje sprawy.
Niech sami zaprowadzą ich do Colleen ona mogła ich jedynie podrzuć. Nie chciała mieć z tymi ludzimi nic więcej do czynienia.
- Nie pójdę do tej całej Colleen, ale mogę was podrzuć. Mam inne sprawy na głowie - powiedziała podnosząc się i ciało An z ziemi. Domyślała się gdzie stoi auto, bo widziała skąd przyszła. Więc odmówili zabrania się z nią sama skierowała się w tamtą stronę. Nie liczyło się dla niej nic prócz pochowania Lisy.

//zt

Magnus Vulcano - 2018-08-19, 15:41

Siedziałem przy małym ognisku nad którym zawiesiłem mały kociołek z wodą oraz igłami świerku. Marna imitacja herbaty ale na nic innego na razie liczyć nie mogłem. Ostatnio w ogóle nie wyciągam skrzydeł przez co czuję się dosyć niekomfortowo. A to wszystko przez tą dziewczynę która pojawiła się w lesie. Co ja złego zrobiłem że Bóg tak mnie każe? Przez tego człowieka nie wysypiałem się co odbijało się na tym że polowania szły mi gorzej a co za tym idzie nie miałem za dużo jedzenia. Po za tym myślałem nad tym czy by przypadkiem nie zmienić miejsca obozu ale po jakimś czasie stwierdziłem że jeśli zaatakuje to dam sobie z nią radę. Skrzywiłem się kiedy mój żołądek wydał wysoce nie pożądany dźwięk mówiący mi że pora coś zjeść. Z westchnięciem sięgnąłem do szałasu skąd wyciągnąłem trochę mięsa które starczyłoby mi na dzisiejszy obiad. Nie zwracając uwagi na to że jest ono surowe wgryzłem się w nie z zadowoleniem. Było o niebo lepsze niż te wszystkie rzeczy sprzedawane w sklepach. Po prostu obrzydlistwo. Potrząsnąłem głową chcąc odgonić od siebie te myśli i skupiłem się na jedzeniu.
Ophelia Engel - 2018-08-19, 16:35

//23 kwietnia

Sama nie wiem, jak się tu znalazłam...
Nie wiem, co mną kierowało, gdy w tej niewielkiej szpitalnej toalecie przeciskałam się przed okienko nad umywalkami. Nie wiem, czy to wizja kolejnych badań, kolejnych oczu, które miały mnie oglądać i kolejnych dłoni, które miały mnie dotykać? W tamtej krótkiej chwili zapomniałam o wszystkim - zapomniałam, że moja ucieczka odbije się zarówno na Jenkinsie jak i na Christianie. Zapomniałam, że przecież będą mnie szukać. Zapomniałam, że nie mam dokąd uciec...
Nie wiem, jak znalazłam siłę na bieg. Nie pamiętałam też, dlaczego budziłam się po krzakach i rowach, nim dobiegłam do tego miejsca. Kierowało mną tylko jedno - uciekaj.
Już od kilku dni kręciłam się po tym lesie. Z pewnością byłam już brudna. Czułam też głód. Nie wiedziałam też, kiedy rozdarłam sobie spodnie. Kurtkę obróciłam na lewą stronę, byle nie było widać tego paskudnego symbolu D.O.G.S. na plecach. Ja... Nie chciałam, by wiedzieli, skąd jestem. Kąpiel w zimnej rzece też nie wyszła mi na dobre, bo pociągałam już nosem i z pewnością dopadło mnie przeziębienie. Drżałam, kuląc się sama w sobie i próbując utrzymać choćby marsz. Czy.. Czy właśnie dlatego to ognisko, które widziałam już z daleka tak bardzo mnie teraz kusiło?
Zbliżyłam się, powoli, byle wydać jak najmniej dźwięków. Szłam między drzewami, między krzewami, gdzie przecież wiedziałam, że mnie widać. Widać było zabliźniające się rany na mojej twarzy i dłoniach, widać też było podkrążone oczy od braku snu... A gdy tylko chłopakowi zaburczało w brzuchu... Cóż, mój żołądek postanowił mu wtórować.
Przestraszyłam się, ale jednak... Nie miałam sił dłużej uciekać. Wizja ciepła z ogniska też za mocno już do mnie przemawiała. Do tego widok, jak on je surowe mięso... Czy przypadkiem to już nie jest tylko wytwór mojej wyobraźni? Przecież nikt tak nie robi, prawda?
Zaintrygowana tym zdarzeniem, wyprostowałam się wychodząc zza gałązek pokrytych liśćmi. Oblizałam swoje suche wargi, wlepiając wzrok w nieznajomego kompletnie nic nie mówiąc. Wydawał mi się... Tak nierealny, że chyba nawet nie byłam w stanie znaleźć na niego żadnych słów...

Magnus Vulcano - 2018-08-19, 16:43

W pewnym momencie kiedy to już miałem kończyć swój posiłek usłyszałem szelest w krzakach niedaleko mojego ogniska. Zerwałem się z miejsca nieświadomie szczerząc zęby niczym wściekłe zwierze. Wzrok skupiłem na miejscu w którym stała ta dziewczyna. Cofnąłem się trochę do tyłu zaciskając dłoń na ostatnim kawałku mięsa. Zachowywałem się jak dzikie zwierzę ale to przecież przez tyle czasu pozwalało mi przetrwać w lesie. Zawarczałem na kobietę chcąc ją w ten sposób odstraszyć choć wiedziałem że to raczej marny pomysł. Postanowiłem się więc odezwać.
-Czego tu chcesz?- Warknąłem w jej stronę raczej mało miło. No cóż czułem się zagrożony w końcu to było moje terytorium. A ona na nie wkroczyła poza tym nie wiedziałem jak się zachować. Już zbyt długo nie miałem kontaktu z innymi ludźmi.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group