To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

inne części stanu - Alter Genetics

Marian Cook - 2020-02-04, 19:55

Marian chwilę pobiegł, by dogonić Jokera. Szczęśliwie nie miał zbytnio problemów z powodu swojej mocy, znaczy- na razie. Wiedział, że nie ma szans z wytrenowanym innym mutantem, a zakładał że skoro wyprali mu mózg to i załatwili porządny trening. Po co komu tępe narzędzie, prawda?
Te myśli lekko wzdrygnęły Marianem. Nie chciał mu wyrządzać krzywdy, zresztą- nikomu nie chciał. Szczęśliwie jego moc była idealna do ranienia bez urazu, do powtrzymywania bez unieszkodliwiania, nawet jeśli tylko jednorazowo i na chwilę.
Jak tylko zobaczył Jokera spróbował wyłączyć go z walki na cacy, wraz z sobą. Na wszelki wypadek i dobry kontratak miał swoją niezniszczalną, jedyną, potężną Patelnię, Pogromczynię Zła i Niedosmażonych Kotletów. Jedyne co w tej chwili mogłoby go przestraszyć to chyba 10 metrowy zepsuty i rozgotowany latający potwór spaghetti. I kobieta. Szczególnie taka zbyt lubieżna ladacznica z wielkimi ... nogami. To byłoby przerażające.
Jednakże Marian nie był specjalnie wytrenowany. Potrafił w szermierkę, ale świat używa brudnych trików. Spróbował wymanewrować swoją Patelnią i skontrować atak, nawet jeśli jemu się oberwie- lekkie ogłuszenie + dodatek mocy Mariana na full powinno wystarczyć by unieruchomić mutanta.
- BLERGH! Uszanowanko, jak tam dzionek?
Po skwitowaniu i upadnięciu kolanem na ziemię, wciąż z wesołym uśmiechem patrzył z dołu na resztę.

Colleen Marie - 2020-02-04, 19:59

Ogromnie dużo przyjemności sprawiało mi mordowanie tych cholernych strażników. Patrzyłam, jak kule wystrzelone z pistoletów sterowanych przeze mnie przebijają ciała czwórki mężczyzn i nie umiałam wręcz powstrzymać tego pozornie pewnie przerażającego uśmiechu, który pojawił się na mojej twarzy. To oczywiście nie był koniec walki, a wręcz dopiero jej początek…
Widziałam, jak Dale pada na ziemię, ale nie mogłam się nim teraz przejmować, choć podświadomie chciałam się rzucić biegiem w jego stronę, ale absolutnie tego nie zrobiłam, znając swoje priorytety.
Jeden ze strażników leżących najbliżej mnie miał zawieszoną na szyi smycz z kartą magnetyczną, co oczywiście zauważyłam. Wyciągnęłam rękę i już po chwili ściskałam w dłoni kartę, którą schowałam do kieszeni spodni, starannie, by z niej nie wypadła. I znów byłam gotowa do walki.
Bradley z tym naszym przywódcą przeskoczyli nad nami i pobiegli gdzieś przed siebie, a ja nie zamierzałam ich powstrzymywać, ale odprowadziłam ich wzrokiem. I dobrze się złożyło, bo wtedy zauważyłam, jak ten niebezpieczny mutant, na którego mamy uważać mocą wyrywa nóż z rąk dziewczyny-Karate i posyła go w jej brzuch. I wtedy zrozumiałam. On kopiował moce i właśnie skopiował moją.
- Nie! – wyrwało mi się, gdy uniosłam dłoń, by powstrzymać ten cholerny nóż, by zatrzymać go w powietrzu, zanim dźgnął dziewczynę i gdyby mi się to udało, to posłałabym go w stronę tego atakującego mutanta. Celowałabym w udo, bo podobno mamy go nie zabijać, prawda? I po tym manewrze skupiłam się na reszcie walki. Nacierało na mnie kolejnych dwóch strażników, w kierunku których posłałam te same kulki, które wcześniej pozbawiły życia pierwszą dwójkę pracowników obiektu. To samo powinny zrobić z kolejnymi strażnikami, nim ci zdążyliby do mnie podbiec. Oczywiście, nie zapomniałam przyciągnąć do siebie kulek z powrotem, nie zostawiając ich w pozbawionych życia cielskach ochroniarzy.
I gdyby zaczął atakować mnie jeszcze jakiś ochroniarz, skutecznie potraktowałabym go nożem, który wyleciałby z pasków przyczepionych przy moich udach, i poderżnęłabym mu gardło. Nie musiałam zabijać ładnie, liczyła się skuteczność.

Chloe Harper - 2020-02-04, 21:18

Chaos i masakra! Chloe zaczęła, a za nią zaraz dziewczyna na schodach zaczęła swoje czary i bach! Strażnicy padali jak kawki zastrzeleni ze swoich własnych pistoletów! Cudownie. Nawet nie musiała się za wiele starać. Jak jeden z drugim ni stanął jakiś sztywny, to oberwał kule od zbuntowanego gnata.

Walka trwała, Chloe dostrzegła, że strażników usiłuje ominąć jedna osoba... Joker?... Pewnie zrobiłaby to samo i wyszła mu na spotkanie, gdy nie to, że YOLO nad ich głowami przelecieli chłopacy z piętra? Da fak?!
-Co do... - Stęknęła, gdy trzymany w garści nóż, też się zbuntował, wyrwał i chyba chciał ją dziabnąć. Gdyby ją zaatakował Chloe manewrem chciała zbić go na bok dłonią, jednocześnie ciałem robiąc delikatny zwrot w przeciwną stronę. Jeśli jednak pofrunął w Jokera, to chwała mu, albo jej, za to!

Każdy zajął się sobą, Więc brunetka mogła dalej zająć się strażnikami. Dwum trupom obok siebie wyszarpała pałki teleskopowe, które pewno mięli gdzieś przy pasach... widział kto kiedy strażnika bez takiej pałki? Tak uzbrojona mogła z łatwością łamać szczęki. Nie była krwiożerczym monstrum i zabijanie jej nie bawiło, starała się więc eliminować napastników ogłuszając ich. Bach szczena, jeb w nos, a potem sru przez łeb i gleba! Pilnowała też, żeby jakaś menda nie dała rady do niej wymierzyć, zmieniała pozycje i kryła się za facetami. Trzymała się blisko, ona była w zwarciu sprawna, mężczyźni z bronią dystansową niekoniecznie. No i oczywiście teraz już nie brakowało klasycznych AYA! HYA! CHUUJA!

Bradley Grey - 2020-02-05, 23:30

Bradley wykonywał rozkazy bez zbędnego gadania. Gdy Edams zdecydował, Brad wyłączył kamery, a następnie zablokował wszystkie wyjścia zgodnie z dalszymi słowami dowódcy tej misji. Nie miał też problemu z drugą częścią zdania, że wrogowie nie mogą wyjść stąd żywi. Dla niego to nie będzie problemem.
I w końcu mogli opuścić pokój IT, gdzie niewiele się działo i popędzić ku prawdziwej przygodzie. I średnio mu się podobało to, że był zdany na łaskę mocy kolegi. Wolałby sam sobie pomóc, ale już nie miał wyjścia, a każda jego ingerencja mogłaby się źle skończyć. Wobec tego niemalże przelecieli nad resztą. Prędkość była taka, że nie zdążył w porę wyhamować i przy lądowaniu podwinęła mu się noga i upadł. Nie odczuł tego jakoś boleśnie i od razu zerwał się na równe nogi i pobiegł za Vincentem, jednocześnie przygotowując sobie broń, którą zamierzał użyć. Zobaczył, że drogę koledze zastawiło trzech ochroniarzy.
- Padnij! - krzyknął do niego i jak tylko ten wykonał jego polecenie, wycelował prosto w twarze wrogów. Oddał trzy strzały z zamiarem zabicia wszystkich, ale czy żaden się nie uchronił?

Vincent Edams - 2020-02-06, 11:47

Cała grupa szturmowa znalazła się na poziomie -1. Wyjścia zostały zablokowane, łącznie z garażem, a kamery wyłączone. Innymi słowy, zostali zamknięci w tym małym pandemonium i dopiero gdy opadnie bitewny kurz, będą mogli się wydostać.

Przy schodach rozpętał się największy chaos. Nim Marian zdążył zareagować, dostał porządny cios w szczękę od Jokera. Biedny nasz kuchcik, będzie mieć chomika wojennego. Shugart jednak nie był w stanie, w żaden sposób obronić się przed niszczycielską mocą Cooka. - jednocześnie obrzydliwą, cuchnącą i genialną, najstraszniejszą ze wszystkich. Nic tak nie psuło nastroju, jak zapaszek rzygów o poranku. Joker schaftował się na wszystkie kolory tęczy, ale że wyszkolony był doskonale,udało mu się, w tym wszystkim, uniknąć ciosu Patelnią Zagłady. Chloe zapewne skończyłaby nadziana jak kebab, gdyby Colleen nie zareagowała w porę. Nie udało się jej to jednak w 100% i nóż wbił się na około centymetr między żebra naszej mistrzyni karate, nim zawrócił w stronę uciekającego Jokera. Świsnął mu koło ucha, rozcinając skórę na policzku.
Dale leżał, Marian się obrzygał i był dziebko niedysponowany, więc to na głowie dziewcząt była walka i obrona kamratów. Ich ofiarą padło kolejnych dwóch ochroniarzy. Jeżeli nie dostali pałką przez łeb, to padli od kulek, które Colleen sprytnie recyklingowała - inaczej pewnie by jej się skończyły. Jeden z ochroniarzy jeszcze żył, trzymając się za bok i cedząc soczyste "kurwaaaaaa!"CO z nim zrobicie?
Chwilowo grupa przy schodach miała spokój. Reszta ochrony chyba pojęła, że lepiej nie zbliżać się zbytnio i lepiej atakować z dystansu. Drogę do cel, mieli (póki co) czystą. Gdzie udacie się wpierw, do jakiego sektora ?
Vincent zaklął cicho. Nie chciał zabijać Jokera, bo mógł się przydać, ale z drugiej strony, nie zamierzał się wystawiać na baty. Do tego nadal nie wiedział, co w sumie młody Shugart ( nie wiedział o pokrewieństwie, ale nie chcemy robić za dużo powtórzeń!) potrafi. Na jego drodze stanęło trzech ochroniarzy. Gotów był już zmieść ich ze swojej drogi, gdy Brad zakomunikował, że lepiej się ukryć. Znając zdolności Greya, chłopak zanurkował dosłownie w ostatniej chwili. Jeden z ochroniarzy padł martwy, drugi skończył z kulą w udzie, a trzeci się skrył za filarem, osłaniając Dolores i Shugarta.
Tymczasem z sali eksperymentalnej wypadli MIles i Morales , celując w kierunku Vincenta i Brada. Chłopak syknął, bo kula wbiła mu się w ramię( na szczeście płytko), Brad cudem uniknął śmierci, gdy kula mu świsnęła koło ucha, odrywając kawałek płatka i ogłuszając go na lewą stronę. Do tego mieli na karku Jokera na tyłach.
- Zajmę się nim! - krzyknął do Brada - Chce mieć ją żywą ! - przypomniał, nim się minęli. Tak więc Brad miał na głowie Milesa i Moralesa, a Vincent ruszył na Jokera. Ignorując ból, uruchomił wektory. Sięgnął za kostkę chłopaka, próbując go wywrócić, jednocześnie starając się go unieszkodliwić, strzelając w nogę.

Podsumowanie :
Zabici ochroniarze- 10!
Zabici naukowcy- 0
Dolores i Shugart- żyją (jeszcze)

Obrażenia :
Chloe - płytka rana od noża, między żebrami
Marian - obrzygany i zmęczony, obita szczęka, prawy policzek puchnie
Dale - nieprzytomny, uśpiony
Vincent - postrzelone ramię
Brad - niewielka rana ucha, tymczasowa utrata słuchu, piszczenie w uszach

Odpisy do soboty 8.02 do 21:00

Chloe Harper - 2020-02-08, 19:47

Co to?! Dom latających sztyletów do cholery!? Jej nóż wyrwał się jej z ręki, dziabną ją pod żebra i świsnął w stronę Jokera...
Potem padło trupem kilku kolejnych strażników. Cudownie.
Chloe widziała jak druga dziewczyna zgarnia kartę dostępu od trupa. Brunetka wcisnęła jedna pałkę za pasek i lewą dłoń przycisnęła do boku, na szczęście rana nie była głęboka, ale jednak krew leciała.
-Chłopaki sobie poradzą! Idziemy pootwierać cele?! - Zawołała do niej, poprawiając pałką w zęby strażnikowi obok siebie, który jeszcze nie stracił przytomności. Potem ruszyła do Colleen i za nią w stronę cel pewnie. W sumie, w którą by tamta nie ruszyła, Harper pójdzie za nią. Mogła ubezpieczać tyły, a na pewno dać po zębach strażnikowi, który by chciał się zza jakiegoś rogu czy filara napatoczyć.
Póki tamci zajmowali się Jokerem i doktorkami, one mogły pootwierać cele i postarać się dezaktywować obroże. To dałoby im raczej ostateczną przewagę w tej sytuacji. Chloe rozglądała się by być gotową w razie próby trafienia ich usypiaczem z dystansu przez jakiegoś nader odważnego kutafona.

Marian Cook - 2020-02-08, 22:49

Marian stety czy niestety w najszczęśliwszej sytuacji nie był. No, nie aby ktokolwiek był, szczególnie ich przeciwnicy.
Postanowił, że chyba sobie jednak trochę poleży, nie ma co przesadzać... Na razie szło im chyba dobrze. Co prawda swoją mocą zamienił stosunkowo sterylnie czysty przybytek w nie nazbyt ładnie pachnące pozostałości po średniej imprezie. Ale chyba nikt mu nie będzie miał tego za złe, to była tylko agresywna samoobrona!
W każdym razie odsunął się nieco od walki i oparł o najbliższą wystającą rzecz, ścianę czy schody- wszystko jedno. Byleby mógł się na chwilę wygodnie usadowić i nie schaftować ponownie od samego zapachu.
- Jma smobie odsapme, ferajma. Umaga, śmisko!
Ostrzegł swoją spuchniętą mordą, dodając na końcu przerażający grymas który zapewne miał być uśmiechem. Pożałował napinania swoich mięśni twarzowych dosyć szybko, pewnie też i tego że się odezwał. Miał nadzieję, że po cudownym i gwałtownym przeczyszczeniu wnętrzności Jokera ten chociaż upadnie na jedno kolanko czy coś. Każdy człowiek ma swoje limity a on nie powinien być wyjątkiem, prawda?
Ale pomimo wszystko rozejrzał się najdokładniej jak tylko mógł. Chciał obserwować sytuację, być jej częścią- i w konieczności zareagować jak najszybciej. Był tu po to, by walczyć. Nawet jeśli ich mały Suicide Squad, Drużyna Spierdolenia, Liga OdSiedmiuBoleści, czy jakkolwiek nazwać tych Mutant Rangersów, chwilowo wygrywał ten Battle Royale ze wzgledu na używanie dosyć śmiercionośnych środków (10:0, jakie nooby) i elementu zaskoczenia, to mieli więcej do załatwienia. Poza tym Joker troszeczkę, a to tylko troszeczkę go przerażał.
<Będę miał równie brudne sumienie jak ubrania...>
Pomyślał. Jeden strażnik, tylko tyle miał do zrobienia. I spartolił. To przez niego z cichej akcji stała się sieczka. A jako jedyny chciał uniknąć tego za wszelką cenę.

Michael Shugart - 2020-02-09, 00:49

Joker poczuł się… źle. Nie, nie uderzyły go wyrzuty sumienia, a gastryczna moc tego maniaka z patelnią. Była na tyle silna, że obiekt 54 zgiął się wpół i zwymiotował swoje śniadanie oraz kolację z poprzedniego wieczora chyba też. Na szczęście rycerz patelni okazał się być szklaną armatą i sam wyeliminował się tym atakiem z gry. Jokerowi starczyło koncentracji, by uniknąć uderzenia naczyniem i pobiec na pomoc swojemu opiekunowi. Nie da się jednak ukryć, że zapaszek ciągnący się teraz za młodym Shugartem nie był jedynym skutkiem tej mocy, który zostanie z nim przez resztę walki. Nadal nie czuł się najlepiej i mimo całego jego szkolenia oraz braku jakichkolwiek rozpraszających myśli, trudniej było mu utrzymać pełne skupienie co z pewnością odbije się na jego skuteczności. Przydupasowi Shugarta ledwo starczyło refleksu, a może szczęścia, by uniknąć noża posłanego za nim przez oryginalną właścicielkę telekinezy. Rysa na policzku choć dokuczliwa nie stanowiła zagrożenia. Na razie więc biegł zamierzając odpowiedzieć na wezwanie swojego opiekuna.
Jednak zanim zdążył przebyć jakkolwiek sensowną odległość, na drodze stanął mu obiekt 36. Joker skopiował jego moc zanim znalazł się w zasięgu wektorów. Próbował strzelać do Vincenta, ale problemy gastryczne robiły swoje i celność spadła. Wyglądał na zdecydowanie bardziej zmęczonego niż jeszcze kilka minut temu i przez towarzyszącą mu woń nietrudno było się domyślić dlaczego. Dał się zaskoczyć niewidzialnemu ramieniu i upadł, ale nie zamierzał robić z siebie łatwego celu tylko przez jakąś tam pokarmówkę. Niezależnie od jej siły czy pochodzenia.
Jeśli Edams po prostu wycelował i strzelił to mógł spodziewać się, że również zarobi kulkę odswojego przeciwnika. Nie wiedział czym ładowany jest pistolet Jokera, a jeśli miał czystą linię strzału, to i jego cel miał taką sposobność.
Obiekt 54 starał się podnieść i skrócić dystans dzielący go od oponenta. Zamierzał go uderzyć własnymi, skopiowanymi wektorami, najlepiej miotając nim o najbliższą ścianę. Był jednak świadom, że ma mniejszy zasięg niż oryginalny użytkownik.
Tymczasem dr Shugart został wraz z Dolores wciągnięty za filar przez jednego ze strażników. Słyszał strzały i Edamsa mówiącego, że zajmie się Jokerem i że chce "ją" żywą. Nietrudno było się domyślić kim jest "ona". Zerknął na Dolores. Nie był pewien co robi reszta napastników, ale zdziwiłby się gdyby część z nich nie szła właśnie z drugiej strony. Jednak być może próba obiegnięcia jednej z sal eksperymentalnych wydawało się najlepszą opcją. Chwycił pewnie dłoń kobiety.
-Jeśli obiegniemy tą salę może zdołamy się jakoś wykraść.- podzielił się swoim planem. Zostać tutaj nie mogli. Placówka i tak upadnie. Tak mieli chociaż jakąś szansę.

Ukryj: 

Skopiowane umiejętności :
- Telekineza Colleen; użyto 1 raz
- Wektory Vincenta: użyto 1 raz

Colleen Marie - 2020-02-09, 13:39

Nie zareagowałam odpowiednio szybko, i choć bardzo się starałam, by pomóc tej dziewczynie, to nóż i tak ją dosięgnął. Nie tak mocno i głęboko jak powinien, ale jednak. Zaraz potem też poleciał w kierunku tego groźnego mutanta i jego też nie do końca zranił tak, jak chciałam, ale przynajmniej polała się krew, więc jakiś tam sukces osiągnęłam.
Kolejni strażnicy padli martwi jak muchy po moim ataku na nich, a jeden z nich przeżył, wyjąc niemiłosiernie z bólu, przeklinając, trzymając się za bok… Druga dziewczyna przyłożyła mu pałką w głowę, ale dla mi to nie wystarczało. Zmniejszyłam więc dystans między nami i wyjęłam pistolet, odbezpieczając go i strzelając prosto w serce mężczyzny, kończąc jego cierpienia i moje z resztą też, bo nie miałam zamiaru słuchać jego krzyków i płaczu.
Większość ochroniarzy leżała martwa, a reszta się wycofała. I dobrze. Cały czas uśmiechałam się nieznacznie, cholernie zadowolona z tego, jak wszystko – póki co – nam wychodziło. Było aż za łatwo i gdzieś z tyłu głowy zaczynałam czuć, że kwestią czasu jest, aż wszystko nagle się spieprzy.
Dopiero teraz uniosłam wzrok, krzyżując spojrzenie z dziewczyną.
- Idziemy. – potwierdziłam i ruszyłam przodem w kierunku sektora Y, przez chwilę czując się jak dawna ja, przewodząca grupą, a w tym przypadku jedynie jedną osobą, ale to zawsze coś, co nie? Zabezpieczyłam pistolet i schowałam go, zachowując jednak odpowiedną czujność. Większość strażników padła, ale to wcale nie oznaczało, że teraz byłyśmy w stu procentach bezpieczne.
Jeżeli nikt nam nie przeszkodził, obie po chwili znalazłyśmy się przy celach i przyłożyłam kartę to urządzenia, które miało te cele otworzyć. W uwięzionych mutantach widziałam siebie sprzed kilku tygodni i miałam jedynie nadzieję, że znajdują się w trochę lepszym stanie psychicznym niż ja wtedy.

Bradley Grey - 2020-02-09, 22:47

Wszystko działo się bardzo szybko i trzeba było polegać przede wszystkim na swoim instynkcie. Brad nie miał z tym problemów, dlatego pierwszy ochroniarz padł bez życia, drugi został martwy, ale niestety trzeci zdołał się schować.
I już chciał dorwać tych jeszcze żywych ochroniarzy, ale do pomieszczenia wpadł ktoś jeszcze i zanim się zorientował, poczuł tępy ból i usłyszał dzwonienie w uszach. Syknął z bólu, gdy odleciał mu kawałek płatka ucha. Już wiedział, że to przez czyjś strzał. Nie pomagało mu to świszczenie i ogłuszenie, ale potrząsnął głową i z całych sił próbował skupić się na swoich obowiązkach.
Vincent postanowił działać solo i Brad nie wiedział dokładnie jak sprawiedliwe jest to, że sam zajmie się jednym mutantem w zamian za kilku uzbrojonych ludzi. Nie miał pojęcia jaką tamten miał moc, ale nie zamierzał też kwestionować jego decyzji. Zacisnął zęby i ruszył do walki.
Pierwsze co zrobił to dobił bronią ochroniarza, który miał postrzelone udo. Z doświaczenia wiedział, że gdyby tego nie zrobił to ten mógłby go potem próbować zabić. A tego wolał uniknąć.
Póki co nie używał swoich mocy, ale był w pogotowiu, by użyć tarczy i jeśli tyko któreś z wrogów spróbuje go zaatakować to ją aktywuje.
Niemniej ten cały Miles i Morales musieli zostać zabici, więc Brad ruszył biegem, by schować się za najbliższy filar.
Chyba nie mieli zbyt wiele czasu i musieli działać jak najszybciej, więc wyciągnął rękę w kierunku Moralesa i wyszeptał pod nosem zaklęcie, skupiając na nim swoją energię. Jeśli jego zamierzenie się powiodło do podniósł jego ciało i z całym impetem uderzył nim w sufit, łamiąc mu przy tym kark albo miażdżąc mu czaszkę.
Jego dolegliwości ucha nie były zbyt duże zwłaszcza, że adrenalina robiła swoje i nie odczuwał bólu w standardowy sposób.

Vincent Edams - 2020-02-10, 17:49

Choć Chloe nie miała aż tak morderczych zapędów względem strażnika, tak Colleen nie miała wobec niego litości. Mężczyzna ucichł i przynajmniej w tej części laboratorium zapanował spokój. Nad tym wszystkim górował Marian, który musiał sobie nieco odsapnąć. Nie wiedział jeszcze, że w jego kierunku zbliża się pewna urocza parka.
Szczęśliwie karta magnetyczna zadziałała i cele się otworzyły. Zapewne można było się spodziewać wszystkiego, ale...nie wydarzyło się nic. Cisza. Nikt nie odważył się wyjść ze swojej celi. Gdy dziewczęta zajrzały choć do jednej z nich, ujrzały ogrom okrucieństwa, jakiemu musieli być poddani ci mutanci. Większość z nich nosiła na sobie ślady eksperymentów z użyciem mutazyny i to tej raczej niezarejestrowanej. Chude ciała, na których wisiały białe fartuchy, blada skóra, podkrążone oczy, braki w uzębieniu i owłosieniu, krwiaki i wybroczyny. U niektórych obłęd w oczach, u niektórych apatia i obojętność. Choć mieli prosto drogę ucieczki, żadne nie odważyło się ruszyć, choćby o milimetr. Każde wciśnięte w kąt celi, lub schowane pod łóżko lub koc. I ta przejmująca cisza...
Między nimi była też Joe. Ta wyglądała najlepiej i najzdrowiej psychicznie z całej ten bandy. Czy odważy się wyjść? Słyszała wciąż odgłosy walki, wiedziała, że tam giną ludzie. Kim były dwie kobiety, które otworzyły ich cele? Czyżby to miał być jej koniec?
Obiekt 036 musiał mieć wielką wiarę w umiejętności Brada, toż to był komplement ! Wszak widział Greya w akcji , więc nie wątpił, że poradzi sobie z laborantami M i M. A tak naprawdę to jednym M. bo Morales, krzycząc jak dziewczynka, wylądował na suficie, z okropnym chrzęstem łamanych kości. Latynos spadł bez oznak życia na podłogę a broń poleciała gdzieś na bok.
-MORALES!!! -zawył Miles rozpaczliwie.
Klnąc siarczyście, schował się za filarem i wystrzelił nabój z solidną porcją mutazyny, prosto w Brada. Póki tego demona nie unieszkodliwi, nie mieli szans na przeżycie.
Vincent nie lekceważył swojego przeciwnika. Wiedział, że Shugart był diabelnie niebezpieczny, inaczej by nie robił tu za goryla. Jeden Joker był skuteczniejszy niż cały oddział ochroniarzy, jak już zdążyli zauważyć. Cudem udało mu się uniknąć kuli, ale nie był w stanie przewidzieć tego, jaką moc chłopak posiadał. Edams został zmieciony na ścianę z taką siłą, że aż mu tchu brakło a w uszach zadzwoniło. Ledwo zrośnięte żebro ucierpiało najbardziej.
Niemożliwe. Nie było takiej opcji! Jakim cudem Joker posiadł moc władania wektorami?! Miał ją od zawsze, dlatego obserwował jego treningi, by się czegoś nauczyć?!
Edams otrząsnął się szybko, odskakując dalej. Nie wiedział jaki zasięg ma Shugart, ale był tylko jeden sposób, by się przekonać. Oddychając nieco szybciej, wystrzelił wektorami prosto w Jokera, mniej więcej z dystansu sześciu metrów. Miał jeszcze przynajmniej metr w zapasie. Złapał mocą za głowę chłopaka, ciskając nim w ścianę, by go ogłuszyć. Nie czekając czy się udało, czy nie, ruszył w jego kierunku, strzelając po nogach.
- JOKER ! Nie musisz ich słuchać, zostaniesz uwolniony, OTRZĄŚNIJ SIĘ ! - krzyknął
Naprawdę wolałby go nie zabijać.

Dolores aż się wzdrygnęła. Niby wiedziała, po co Trzydzieści Sześć tu przyszedł, ale usłyszeć o jego morderczych zamiarach tak bezpośrednio, za ciekawie nie było. Złapała Ryana za rękę, czując jak drży na całym ciele. Ruszyła za mężczyzną posłusznie, nie wiedząc, że na drodze stanie im Siewca Vomitu, zwany Marianem
- Ktoś tam jest- syknęła cicho do naukowca.

Podsumowanie :
Zabici ochroniarze- 10!
Zabici naukowcy- 1
Dolores i Shugart- żyją (jeszcze)

Obrażenia :
Chloe - płytka rana od noża, między żebrami
Marian - obrzygany i zmęczony
Dale - nieprzytomny, uśpiony
Vincent - postrzelone ramię, pęknięte żebro.
Brad - niewielka rana ucha, tymczasowa utrata słuchu, piszczenie w uszach
Joker - osłabiony, nieco rozkojarzony. Brzusio boli.

Odpisy do 12,02 do 21:00

Joe Ross - 2020-02-10, 22:05

Hałasy dobiegające spoza celi pierwszy raz były... Takie przeszywające. Krzyki niosące się po korytarzu nie przypominały tych, do których moje uszy przywykły w ostatnich latach, choć przecież... Z całą pewnością część z nich była agonalna. Ale... To wcale nie były znajome krzyki.
Tam... Tam działo się coś złego. A ja byłam jak ten ptak uwięziony w klatce, czekający na ten sam los.
W celi nie było wiele. Nazbyt sterylne ściany, wyposażenie łazienkowe, i jednoosobowe łóżko z białą pościelą wybrudzoną jedynie od krwi. W końcu... Jako obiekty, nie mogliśmy liczyć na codzienną wymianę poszewek.
Zabawne, że teraz wcale się tym nie przejmowałam.
Jeszcze zanim zdążyłam usłyszeć kroki przed celami, rozłożyłam kołdrę w taki sposób, by zakryła całe łóżko, by po chwili - położyć się na ziemi i wpełznąć prosto pod nie. Leżałam na zimnych kafelkach, zasłaniając swoje uszy - tak, jakby miało to jakkolwiek odgrodzić mnie od wszystkiego, co tam się działo. Wiedziałam, że moja mała twierdza wcale nie jest w stanie zapewnić mi bezpieczeństwa, ale... Co więcej mogłam zrobić? Nie miałam się czym bronić, nie miałam ofensywnych mocy. No i z całą pewnością - nie miałam zamiaru zgrywać bohaterki, gdyby komukolwiek z celi obok miało grozić to samo niebezpieczeństwo.
Jeśli choć trochę przeciągnę w czasie od siebie ten los - z całą pewnością będzie to sukces.

Chloe Harper - 2020-02-11, 22:56

To co zobaczyła po otwarciu cel, nieźle nią wstrząsnęło. Harper szykowała się na coś podobnego... przynajmniej starała się przyszykować, ale cóż... z marnym skutkiem. Stając przed celami, w których kulili się ludzie... pozbawieni woli, godności, prywatności... siebie... Chloe boleśnie zrozumiała dlaczego większość jej składu pałała tak wielką nienawiścią i agresją. Nie musiała tego podzielać, ale zrozumiała. Kto wie, czy jeśli teraz jakiś strażnik by się jej napatoczył... to czy zwyczajnie nie skręciłaby mu karku... albo zmiażdżyła krtani jednym, celnym ciosem prawego prostego.

Nie wiedziała nawet co ma powiedzieć. "Jesteśmy tu żeby wam pomóc" wydawało się teraz takie nierealne, takie proste i głupie. Połowa korytarza pływała we krwi, ona sama krwawiła... do tej scenki nie pasowało w żaden sposób "spokojnie, wszystko będzie dobrze, chodźcie z nami."
-Bydlaki... - Wydusiła pod nosem. Nie trzeba było zgadywać o kim mowa, bo przecież nie o "obiektach". Zostawiła działanie Colleen, jeśli ta była bardziej przygotowana na to co zastały... Harper potrzebowała chwili by odzyskać rezon...

Michael Shugart - 2020-02-12, 09:52

Jokerowi udało się nie zarobić kulki i zaskoczyć przeciwnika, pewnie nieźle go przy okazji turbując. Teraz nauczony doświadczeniem starał się utrzymać dystans od obiektu 36, ale też nie chciał marnować zbyt wielu pocisków. Trochę ich już wystrzelał. Tak z jedną trzecią magazynku na pewno, a nie wyglądało żeby akcja zbliżała się do swojego końca. W związku z tym Edamsowi udało się w końcu dosięgnąć go swoimi niewidzialnymi ramionami. Miał naturalnie większy zasięg, więc prócz strzelania Joker nie był w stanie na to zbytnio odpowiedzieć. Może ewentualnie telekinezą, ale ją miał zamiar zachować na ostatnią chwilę i teraz… zwyczajnie nie zdążył. Zatem został pewnie przy akompaniamencie pękających żeber wepchnięty w ścianę.
Oj tak, ogłuszyło go to. Na pewno na tyle, by obiekt 36 mógł oddać ze dwa strzały nie martwiąc się ewentualną obroną czy kontratakiem. Jednak ból lub jeśli ten nie trafił to sam dźwięk wystrzałów przypomniał Jokerowi gdzie się znajduje. I jeszcze ten krzyk. Ten chłopak chciał żeby… się otrząsnął? Ale z czego? Przecież to co robi robił praktycznie całe życie. Słuchał swojego opiekuna. Bezkrytycznie i bez wahania. Tej jednej zasady nauczony był aż nazbyt dobrze w ciągu już kilkunastu lat indoktrynacji. Wątpliwe by Edams kiedykolwiek widział w aż takim stopniu skrzywionego mutanta. Bez planów, bez marzeń, bez osobistych celów. Jednym krzykiem nie wyrwie go z obecnego sposobu myślenia. Kto wie czy w ogóle jest to możliwe. Jednak nie miał skąd tego wiedzieć. Nie widział przecież zawartości teczki opisanej jako “RS12/Joker” spoczywającej w biurku dr Shugarta.
Chłopak gdy tylko otrzeźwiał na tyle, by widzieć co się wokół dzieje machnął ręką wyrywając przeciwnikowi broń przy pomocy telekinezy. Wprawdzie gest nie był niezbędny do użycia mocy, ale dawał samemu użytkownikowi lepsze poczucie co moc ma w tej chwili zrobić. Jeśli ten ruch się powiódł, pistolet najpewniej poleciał gdzieś w stronę walczących i prześlizgnął się nieco po gładkiej posadzce. Chłopak wprawdzie sam widział, że oryginalna użytkowniczka mocy była w stanie skierować broń na właściciela i wypalić, ale on sam nie miał do tego w tej chwili głowy. Dość dosłownie. Skóra w okolicy skroni pękła i obecnie nieduży strumyczek krwi wyciekał mu na twarz.
Jednak mimo bólu i obrażeń podniósł się zaciskając dłoń na pistolecie. Determinacji to na pewno nie można mu odmówić. Zrobił kilka kroków wzdłuż ściany błądząc wzrokiem po otoczeniu z przeciwnikiem włącznie. Ta walka zdecydowanie dała mu się we znaki. Wtem wyraz twarzy Jokera się zmienił. Jakby teraz dopiero dotarł do niego sens słów Vincenta. Pozwolił sobie odetchnąć, a nogi się pod nim zatrzęsły.
-Zobaczę słońce...?- głos ledwo przebił się przez ogólny harmider, mimo że byli przecież w miarę blisko siebie-I… i co dalej?- oczy otworzyły się szerzej. To był pierwszy raz gdy Edams zobaczył u niego emocje. Na tej twarzy wydawały się niemal nierealne.

Shugart tymczasem zdołał wraz z Dolores obiec jedną z sal eksperymentalnych i teraz widzieli potyczkę obiektów 36 i 54 oraz samotnego mężczyznę siedzącego na schodach.
-Widzę. Pewnie pilnuje żeby nikt nie uciekł.- mruknął -Jednak to wciąż jedyna droga.
Przyglądał się walczącym. Joker szczęśliwie stanął tak, że Vincent patrząc na niego, siłą rzeczy nie patrzył w kierunku krwawej parki. Ryan obejrzał się na Dolores palcem przyłożonym do ust nakazując ciszę i zaczął iść korytarzem między dwiema salami. Walka generowała hałasy, które ze spokojem zagłuszały kroki zatem mieli szansę przemknąć do wejścia sali eksperymentalnej i tam zaczekać czy obiekty zejdą im z drogi. Przy okazji rozejrzał się czy znajdzie broń. Choćby improwizowaną. Na pewno będą tu jakieś środki i narzędzia do ich dystrybucji (chociażby mutazyna i strzykawki).



Ukryj: 

Skopiowane umiejętności :
- Telekineza Colleen; użyto 2 razy
- Wektory Vincenta; użyto 1 raz

Colleen Marie - 2020-02-12, 10:21

Na chwilę odsunęłyśmy się od tego chaosu. Uciekłyśmy od centrum wydarzeń i stałyśmy przy celach, które właśnie otworzyłam kartą zdjętą z szyi martwego ochroniarza i… nie stało się nic. Nikt nie wyszedł z cel, nikt nawet się nie ruszył. Panowała martwa cisza, a mnie przez chwilę też sparaliżowały emocje. Nie chciałam zaglądać do środka, spodziewając, w jakim stanie zastanę przetrzymywanych mutantów. Wiedziałam, bo… niedawno ja wyglądałam podobnie. Blizny, strupy, siniaki… Ubrania, które wisiały na wychudzonym ciele, strach i bezsilność w oczach. Moje ciało wciąż pokryte było ranami, zagojonymi, ale jednak; wciąż wyglądałam źle, ale wracałam do pełni sił i wiedziałam, że ci mutanci, których dzisiaj uratujemy, też wrócą.
Musiałam wejść do cel. Obie musiałyśmy się ogarnąć i ogarnąć więźniów, żeby wstali, uciekali z nami, nie mogłyśmy tutaj stać tak do końca życia. Wzięłam więc głęboki oddech i jednym ruchem ręki zdjęłam z głowy tą cholerną kominiarkę, rzucając ją gdzieś pod ścianę. Oni wszyscy byli strasznie wystraszeni, nie musiałam ich dodatkowo przerażać tym, że byłam zamaskowana.
Zrobiłam krok do przodu, wchodząc do jednej z cel, z rękoma uniesionymi w górze, tak, żeby więźniowie widzieli, że nie stanowię zagrożenia. Miałam łzy w oczach, gdy przesuwałam wzrokiem po przerażonych twarzach mutantów, których ból był dla mnie oczywisty, z którym tak bardzo się utożsamiałam… Ciekawe, czy mnie rozpoznają… Moja twarz była na pierwszych okładkach gazet już od bardzo dawna. Byłam Przywódcą Bractwa Mutantów, zanim D.O.G.S. mnie porwało. Czy któryś z więźniów mnie rozpozna?
- Jesteśmy tu, żeby wam pomóc. Większość ochroniarzy jest już unieszkodliwiona, nic wam nie grozi z nami. Pomożemy wam. – powiedziałam, a głos mi się załamywał – Chodźcie z nami, proszę, nie zrobimy wam krzywdy. Ja… też mnie tak więzili, jak was. Wiem jak to jest. – dodałam jeszcze, przegryzając nerwowo wargę, starając się nie wybuchnąć emocjami. Jedyne na co miałam teraz ochotę, to wymordować wszystkich, którzy pozostali jeszcze w tym cholernym budynku, którzy zrobili tyle krzywd tym biednym mutantom… Ale nie mogłam. Póki co musiałam namówić więźniów, by przestali być więźniami i poszli z nami.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group