Vincent Edams - 2019-11-28, 22:22 O tak, huragan idealnie odwzorowywał, co się działo w jego głowie.
Vincent, gdy znalazł się w znajomej, białej przestrzeni, po prostu się odsunął i pozwolił kobiecie działać. Zgodnie z jej sugestią, po prostu usiadł i... czekał. Był naprawdę zmęczony, co tym bardziej ograniczało jego wylewność, która nigdy za szczególną nie była.
Imari pracowała dłuższy czas w ciszy i dopiero później, usłyszała głos chłopaka.
- Wtedy... Kiedy zostałem uwięziony w wizji... - zaczął cicho, ale nie potrafił ubierać myśli w jakieś kwieciste opisy, więc miał problem z wyrażeniem się. Nie chciał też opisywać, co było w wizji. Uznał więc, że przejdzie do meritum. -... Tym, co mnie uwolniło... byłaś ty. - powiedział w końcu ,- Usłyszałam Twój głos...i poczułem Twój dotyk na plecach...i tak udało mi się wyrwać. - zakończył kulawo.
No cóż, romantykiem to on nigdy nie zostanie, amen.Imari Blanc - 2019-11-28, 22:31 Nie spodziewała się żadnego rodzaju wyznań z jego strony, a to, co powiedział kompletnie ją rozkojarzyło. Cała moc, którą zebrała w kupę do tej pory rozpierzchła się znów, jakby uciekała jak tylko mogła przed umiejętnościami blondynki.
Kobieta obejrzała się na Vincenta i uśmiechnęła, co w sumie nie zdarzało jej się ostatnio często.
Opuściła uniesione dotąd dłonie.
- Ciesze się. To znaczy, że zaczynasz mi ufać. To dobrze .
2Vincent Edams - 2019-11-28, 22:44 Czarne smugi rozpierzchły się na boki, ale nawet nie zwrócił na to uwagi. Obserwował jej reakcję. Lubił jej uśmiech, choć pewnie, w głębi swojej pustej skorupki, zwanej serduszkiem, spodziewał się czegoś.... innego? Nie wiedział w sumie, czego oczekiwał.
- Tak. - no bo jak tu zripostować, na taką odpowiedź ?
Wbił spojrzenie w swojej kolano i siedział już cicho. Tyle z wyznań, na najbliższe kilka dekadImari Blanc - 2019-11-28, 22:57 Doceniała, ale obecnie w głowie miala zapakowanie jego mocy w jakiś kartonik i odesłanie na Marsa razem z Teslą. Skupiła się więc na tym, zgarnęła moc jeszcze raz, zaczęła zbierać rozpierzchnięte fragmenty smug i mgły z okolicy pakując je w... sitko? Prawie. W coś co miało dziurki na tyle, by moc ciekła z niej powolutku, ale stale.
- To.. zablokuje troche twoją moc. Jak widzisz ona nadal jakby cieknie, ale o to chodzi. Powoli wróci do normy, dając ci czas na zebranie siły. - podeszła do niego, stając przed chłopakiem. Wyciagnęła dłoń w stronę Vinca, nie wiedząc czy ten ją przyjmie teraz.. czy jeszcze to dla niego za dużo. Myślała, że może bedzie czuł się bezpieczniej wiedząc, że jego moc jest zblokowana.
3Vincent Edams - 2019-11-29, 13:38 trzeba było przyznać, że Imari, jako wsparcie, miała świetną moc. Co z tego, że nie była przydatna w bezpośrednim starciu, skoro po nim, przy nadużyciu mocy, większość mutantów do niczego się nie nadawała. A tu proszę, pyk, Siteczko Mocy (brzmi jak nowy sequel Star Wars) i mógł jako taki funkcjonować. Czuł jak ból głowy lżeje, piszczenie w uszach znika, a on sam ma umysł nieco czystszy od negatywnych myśli.
Uniósł ku niej spojrzenie, gdy ta wyciągnęła ku niemu dłoń. Jeszcze dzień przed bitwą, pewnie by ją chwycił, ba, nawet się mógł przytulić, bo uspokajało go to zarówno jego, jak i ją. Teraz jednak...czuł, że go to przerasta. Nawet jeżeli Imari nigdy mu krzywdy nie zrobiła. Zwiesił głowę, wyglądając teraz dość żałośnie.
-Nie mogę... - mruknął cicho, kładąc sobie dłonie na przedramionachImari Blanc - 2019-11-29, 13:44 Bolało ją to jak cholera, że tak się wycofał, ale co mogła zrobić.Nic, w chwili obecnej. Będa musieli cofnąć się do początków i mu pomóc jeszcze raz.. Powoli. Ale teraz wie, na co może liczyć, więc może być łatwiej.
- To nic - uśmiechnęła się uspokajająco i cofnęła, a gdy Vincent mrugnął po raz kolejny.. znów byli w holu opuszczonej fabryki.
- Mam nadzieję, że to trochę pomoże..
4Vincent Edams - 2019-11-29, 14:31 Szczęśliwie nie robiła nic na siłę. Jedno mrugnięcie i byli znów w tej zapyziałej fabryce, tyle, że Vincent czuł się znacznie lepiej. Pokiwał głową i pewnie by się tu konwersacja skończyła, gdyby nie to, że po głowie chodziło mu wciąż to, co powiedziała mu wczoraj Vanessa. Ta duża, jego siostra, nie ta mała.
-Dzięki... - mruknął - ...jest jeszcze coś o co chcę zapytać. - chwycił znów kubek
Chwilę milczał, wciąż przetrawiając to,co ma powiedzieć. Nie chciał by zaleciało to patosem. Zdwójki rodzeństwa, to on musiał zachować zimną krew.
- Potrzebny jest nam lekarz, który zdobędzie leki. Vanessa...jest chora. - póki co nie przybliżał sytuacji Edamsówny, bo może nie ma po co - Znasz kogoś, kto mógłby pomóc? - wbił w nią spojrzenie.Imari Blanc - 2019-11-29, 14:33 - Jakiego rodzaju lekarz? - wróciła na swój kawałek murku, gdzie znów przysiadła, by jej było wygodniej. Schowała ręce w kieszenie kurtki, którą miała na sobie.
- Mogę zapytac Phila.. Może on coś wie. Osobiście nie znam nikogo, a przynajmniej nikt mi teraz do głowy ni eprzychodzi..Vincent Edams - 2019-11-29, 16:16 Czyli jednak. W sumie to oczywiste, że zapytała. Jest wiele rodzajów lekarzy, a ten jest bardzo specyficzny...Milczał przez dłuższą chwilę, znów przetrawiając.
-...Onkolog - powiedział cicho - To białaczka
Mówił dziwnie beznamiętnie. Imari jednak znała go na tyle, by wiedzieć ,że to nie oznacza ,że mu nie zależy.
-Szybko ją wykryli...ale bez leczenia...- nie dokończył .
Imari wiedziała co to oznacza. Wyrok..
I choć jego twarz, jak zwykle nie wyrażała emocji, to jednak w oczach widziała błaganie o pomocImari Blanc - 2019-11-29, 16:26 Dłuższy czas nie odpowiadała, zagryzając wargę. Zastanawiała się co z tym zrobić.. bo onkolog.. leczenie.. to nie było łatwe w takich warunkach..
- Jak to wykryto..? Postaram się popytać, ale.. wiesz, ze niczego nie mogę obiecać.. w takich warunkach, w jakich jesteśmy.. - doskonale iedział o co chodzi, przeciez nie był idiotą, nawet jak trochę nie znał działania "normalnego" świata, bo nie miał z nim tyle doczynienia. Mimo wszystko, zapewne zdawał sobie sprawę z powgi sytuacji, a przynajmniej tak to obecnie wyglądało.
Nie dość, że ledwo uszedł z życiem, to jeszcze to..
Naprawdę miała wrażenie, że powinien dostać jakiegoś wielkiego pluszaka do przytulenia i iść spać. Na przykład, takiego pluszaka-Imari.
- Vinc.. spróbuj się przespać na ile ci się uda, odzyskać siły. Wróce pomagać.. a potem porozmawiamy dalej, dobrze?Vincent Edams - 2019-11-29, 17:00 Cóż...na pierwsze pytanie, nie znał odpowiedzi. Po tym, jak Vanessa się z nim podzieliła nowiną, był w takim szoku, że zapomniał zapytać,jak to się wszystko odbywało. Wiedział też, że sytuacja w jakiej byli, nie ułatwiała tego wszystkiego. Pokiwał głową.
- Wiem - potwierdził - Ale muszę próbować wszystkiego. Ona ma ledwo osiemnaście lat....
Nie mogła umrzeć. Nie i kropka. Nie wie jak to zrobi, ale pomoże jej.
Gdy Imari wspomniała, że musi iść, pokiwał jedynie głową. W końcu była tu by pomagać, a nie służyć mu za osobistą przytulankę.
- Jasne. - powiedział cicho i chwycił za koc, by otulić się szczelniejImari Blanc - 2019-11-29, 17:16 Ciszyla sie, że ma takie podejscie do tej sprawy. W końcu martwił się kimś, przejmował.. czyli zalezało mu. To dobrze.
Pokiwała tylko głową i odeszła pracować dalej...
potencjalne ztNicholas Grenville - 2019-12-15, 20:09 / z podziemnych tuneli, po całej akcji w DOMu
Ostatnie dwa transporty dojechały na miejsce pod fabrykę. Zajęło im to znacznie więcej czasu, niż przewidywano. Na całe szczęście, grupa prowadzona przez Christiana i Mary, cała i bez ofiar dostarczona została do miejsca docelowego. Ostatni z pojazdu wysiadł Nicholas wyciągając Penny ze sobą, która była osłabiona przez jego moc i miała związane ręce i zasłonięte oczy. Oddał ją pod kontrolę i pilnowanie przez innych uzbrojonych mutantów, czy to byli z bractwa, rebelii czy nawet armii X. Wszystko jedno. Dzisiaj te trzy ugrupowania stanowiły jedność. Mogliby się nawet nazwać Wybawcami, ale czasu nie było by jeszcze obmyślać nazwę. Ale kto wie, czy ponownie nie połączą siły, aby wykończyć na dobre DOGS. Są już tak blisko zwycięstwa. A PSY muszą teraz liczyć straty.
Nicholas Christiana skierował prosto do pomieszczenia medycznego, chcąc by został opatrzony ze względu na obrażenia ręki jakich doznał. On sam na razie odmawiał przebadania i opatrzenia swoich ran. Jednak było można zauważyć, że miał na lewej skroni ranę i zaschniętą krew, która mogła zatrzymać się tuż na policzku. Pomijając zabrudzenie odzienia i siebie od kurzu, pyłu i ziemi. No ale misa nie była przecież czysta. Odczuwał także obolały bok, po hamowaniu na betonie, podczas ostatniego przekraczania dziury w murze, gdy ratował przed upadkiem mutantkę. Miał nadzieję, że przeżyła i dojdzie do siebie.
Tak czy inaczej, mogli odetchnąć. Mary mogła i nie musiała iść z nim i towarzyszyć mu. Pozwolił jej by udała się do medyków na opatrzenie ran, albo do stołówki by coś zjeść, lub nieść pomoc potrzebującym dalej. Dał jej wybór. On sam z kolei wszedł do głównego holu na początek, aby zobaczyć jak przebiegła akcja i jak wygląda obecna sytuacja. Widząc tylu uratowanych, siedzących, jedzących, rozmawiających, opatulonych kocami... Wychudzonych, opatrzonych... Ten dzień mógłby zapisać się w dzieje historii wyzwolenia mutantów od piekła jakie przeszli. Patrząc na nich, jedynie mógł sobie wyobrazić, przez co musieli przechodzić.
Niektórzy go rozpoznawali, choćby przez ubranie i kolor włosów. Dziękowali za okazaną pomoc i ratunek. Z lekkim uśmiechem i gestem głowy kiwał w odpowiedzi. Ruszył w stronę osób zajmujących się wydawaniem koców i innych potrzeb, by dowiedzieć się czy nie ma problemów i jak stoją z tutejszymi zapasami. A następnie, ruszył w stronę stołówki, by i tam zbadać sytuację, jak stoją z żywnością. Nie miał czasu na odpoczynek. Nie teraz.Mary Pond - 2019-12-16, 01:38 W końcu udało im się wydostać. Znaleźć pojazdy, wsiąść i odjechać w bezpieczne miejsce. A przynajmniej taką miała nadzieję, że jest ono bezpieczne. Jednak mimo że akcja już się skończyła i byli wśród przyjaciół (a przynajmniej sojuszników), nadal nie zdjęła kaptura ani chusty, którymi osłaniała twarz i swój rudy fryz. W fabryce też nie zrobiła tego od razu.
Zaczekała chwilę czy dostanie jeszcze jakieś instrukcje od Nicka, ale to się nie stało. Zrozumiała więc, że ma wolną rękę jeśli chodzi o to co teraz z sobą zrobi. Mogła równie dobrze wrócić do siebie, ale nie chciała. Musiała jeszcze załatwić parę spraw. W pierwszej kolejności upewniła się, że sprowadzona przez nich grupa została przyjęta, a następnie przemknęła do dalszych pomieszczeń szukając jaszczura i kobiety, z którą wyprowadziła jedną grupę, a których zostawiła w vanie. Powinna im powiedzieć, że już dotarła i nic jej nie jest. Wyglądali na zmartwionych, a kobieta wręcz prosiła żeby się odezwała jak dotrze. I to właśnie zamierzała teraz zrobić. Może przy okazji weźmie coś do picia i jakieś śniadanie. Monsterków pewnie nie mają, ale w tej chwili zadowoliłaby ją nawet zwykła woda.
ztVincent Edams - 2019-12-18, 18:23 Wydawało mu się, że minęło naprawdę dużo czasu. Sekundy ciągnęły się niczym minuty, minuty niczym godziny. Niepokój wciąż narastał, a jego żołądek był dziwnie zaciśnięty. Tak, wiedział, co to za uczucie, wiedział, że... się boi. Tak naprawdę, świat by się nie zawalił i trwał dalej. Tylko... No właśnie.
I w końcu, po okresie czasu, który wydawał mu się tygodniami, usłyszał, że wróciła ostatnia grupa i ujrzał Nicholasa. Poszarpanego, brudnego, ale żywego. Oboje zresztą teraz wyglądali, jak pół dupy zza krzaka.
Wstał, koc zsunął mu się z ramion, gdy pospiesznym krokiem, ruszył w kierunku mentora.
- Gdzie ty do cholery byłeś, co wam zajęło tak dużo czasu ?! - warknął, jakże miło na dzień dobry.
Nigdy, przenigdy się nie przyzna, jaką ulgę teraz czuł. I, że bardzo chętnie, by go teraz uściskał.
Otaksował go spojrzeniem. No ślicznie to on teraz nie wyglądał.
- Jesteś ranny, ktoś musi ci to opatrzyć - powiedział już spokojniej, choć głos mu drżał.
Żyje! Żyje i ma się dobrze, ten stary pryk! Co za ulga! I dzięki Bogu, że nikt nie umie mu czytać w myślach, bo to by było dla niego żenujące