Vincent Edams - 2020-06-07, 08:07 Vincent już otwierał usta, bo przecież nie pił kawy, ale tak pomyślał, że co Papa mu proponuje coś, to on odmawia i to chyba niezbyt grzeczne.
- Chętnie - skłamał więc zgrabnie i o ile Delgado nie wystartował, by go wyręczyć ( w co wątpimy, no bo, ELO), to zrobił sobie słabe espresso. Może mu po tym pikawa nie padnie, hehehe. - Tak, domyślam się
Usiadł z kawą, na wskazanym przez Marcosa krześle. Upił łyk i cieszył się, że jego twarz nie potrafi wyrażać zbyt wiele ekspresji, bo ponownie zdał sobie sprawę, że nie lubi kawy. Zachowując neutralny więc twarzy, czekał na słowa Papy, choć w środku aż go skręcało. Wiedział, że ma mało czasu, chciał jak najszybciej zdobyć leki. Nie wiedział, że los jego siostry jest przesądzony, że to nic nie da, że jej nie uratuje...ale no właśnie. Nie wiedział.Marcos Delgado - 2020-06-07, 21:29 Uwielbiałem tę kawę. Miała głęboki aromat, a świeżo zmielone ziarna dodawały jej tego kopa, którego potrzebowałem z samego rana. Nie miałem świadomości, że młodzieniec przede mną nie gustował w takich napojach, ale ku jego pocieszeniu - na szczęście nie brakowało tu też cukru, śmietanek czy zwykłej wody mineralnej, gdyby chciał udać rzekomą miłość do dwułykowego espresso.
- Cudownie. - Odparłem z lekkim uśmiechem na swoich ustach, po chwili przesuwając w kierunku chłopaczka niewielki tablet z otworzoną galerią zdjęć. Był na nich widoczny mężczyzna w średnim wieku, nieco łysiejący, o niezbyt pokaźnej posturze. Za nim znajdowało się dwóch znacznie większych karków, których twarze nie były widoczne.
- Widzisz Vincencie. Cenię sobie lojalność wszystkich moich współpracowników. Zarówno tych z rebelii, jak i samej mafii. Widzisz tego gnoja? Nadużył mojego zaufania. - Stwierdziłem dość sucho i niemal bez emocji, biorąc łyk ze swojej filiżanki. - To nasz... Diler. Zna nasze zasady, towar ma być o takiej czystości, jaką dostaje. Ale zamiast tego woli go jeszcze bardziej rozrabiać, by mieć większe zyski. A to źle wpływa na interesy, bo przecież ćpuny wiedzą, co biorą. - Kontynuowałem proste wprowadzenie, opierając się na swoim krześle i nie spuszczając wzroku z Edamsa. - Jak głupio to nie zabrzmi, jebany Luis opracował sobie taktykę unikania moich ludzi. Ale Ty... Ciebie nie zna, jesteś niepozorny, należysz do jego grupy docelowej. Łatwiej będzie Ci się do niego dostać i dać mu... Odpowiednią nauczkę. - Stwierdziłem ze spokojem, czekając na reakcję młodzieniaszka.Vincent Edams - 2020-06-08, 20:13 Vincent nie chciał wyjść na miękką pałę, która nie jest w stanie wypić espresso! Jakby z tym sobie nie poradził, Delgado gotowa uznać, że nie nadaje się do niczego innego. Dlatego pił tą siekierę, z kamiennym wyrazem twarzy. Fuj.
Słuchał uważnie. Gdy Marcos skończył, pokiwał głową. Przekaz był jasny - znaleźć typa, pozbyć się zdrajcy i zapewne przy okazji tych dwóch karków, którzy go chronią. Przyjrzał się mężczyźnie na zdjęciu.
- Przytargać go po nauczce żywego na połajankę, czy nie zaprzątać Papie tym głowy i go sprzątnąć od razu? - zapytał tonem, jakby pytał co też Papa by zjadł na obiad.
W końcu Delgado wiedział, że młody specjalnych skrupułów nie ma. Przez małą potyczkę z tym głupim Philem, musiał wyrąbać kamienicę w powietrze.