Liam Ellsworth - 2019-01-06, 21:03 Liam doceniał te starania, ale jego stan zdrowia nie pozwalał mu się już tak uśmiechać i żartować. Wszystko go bolało. Gorączka nie odpuszczała. Normalnie nie miał chęci do życia. Czasami majaczył. Widział coś co miejsca nie miało w rzeczywistości. Czy poza dodatkowymi z grypy objawami może być jeszcze gorzej?
Rodzina... Prawdziwą dawno stracił. Miał tylko brata, którego dopiero udało się odnaleźć i to dzięki Alexowi. A tutaj? Jakby się dobrze zastanowić ze wszystkimi żył w zgodzie i wzajemnie sobie pomagali. To faktycznie mogła być druga rodzina. Każdy się martwił o niego, kto był bliżej związany przyjaźnią. Tutaj już nic nie odpowiedział. Jedynie uniósł lekko głowę jakby chciał spojrzeć na Michaela, lecz to by i tak nic mu nie dało. Nie widział nic kompletnie. To też go przerażało. Miewał problemy ze wzrokiem, przez długie użytkowanie swoich mocy aż do pewnego limitu, ale tak jeszcze nigdy się nie czuł.
Kolejne słowa Ryana ponownie do niego dotarły. A raczej zapewniały, że nie powinien czuć się jako zagrożenie dla innych. Ani to, że jest ciężarem. Nie chciał po prostu by ciągle przy nim ktokolwiek był i załamywał jego losem. Jak Alex był przy nim ostatnio, wyczuł w jego głosie załamanie. Jakby to miało zwiastować, że lekarstwa nie ma. Czas by się z tym pogodzić. Nie ma się też pewności, czy ta misja zakończy się dla nich z powodzeniem.
Siły na szarpanie się nie miał, choć próbował to i tak przegrał z Michaelem. Wężyk został mu podłączony i odblokowany, by płyn mógł spokojnie zawędrować do jego żył. I tak, Liam wyglądał marnie. Blady, zmęczony, osłabiony i schudł. Tak jak widział przed sobą Mike.
Słysząc wzmiankę o rękawiczkach, skinął głową w zgodzie. Jeżeli trzeba wymienić, to tak zrobi. Zdjął swoje obecne, czując nieco ulgi dla dłoni, które mogły odetchnąć od materiału. Może i czuł, że przyjaciel gdzieś obok położył nowe, ale Liam ich i tak nie widział, mimo iż nawet spojrzał w tamtym kierunku, zaczął macać po pościeli by je znaleźć. Te ubrudzone trzymał w dłoni. Mike mógł je zabrać. Z pomocą Ryana lub nie, odnajdując cudem te czyste, Liam założył na swoje dłonie.
- Kto jeszcze tam pojechał, poza Alexem?
Zapytał z ciekawości, mając oczywiście na myśli tę ich misję. Ile osób postanowiło w tym brać udział. Skoro pewne było, że Michael i Imari pozostali w bractwie.
A jeśli mowa o pościeli, na pewno wypadałoby wymienić poduszkę. Gdyż Liam nie widząc, mógł nawet w nocy kaszleć krwią i ją ubrudzić.
I chwila nie minęła, a Liam skulił się nieco obejmując za brzuch. Dopadł go bóll mięśni, krzywiąc się na twarzy i spuszczając głowę,marszcząc brwi i zaciskając powieki. Chyba przydałoby się wziąć coś przeciwbólowego. Wcześniej podany lek mógł przestać już działać.Michael Ryan - 2019-01-07, 23:11 Michael nie wiedział jakie myśli i jakie dziwne halucynacje miewał Liam, ale cieszył się, że zaakceptował jego słowa. Nie komentował ich, poddał się w dawaniu sobie jedzonka do organizmu. Mógł być po części spokojniejszy, po malutkiej części, bo ciągle widział jego twarz w najdrobniejszych szczegółach jak się zmieniała z sekundy na sekundę. Dopiero po chwili zorientował się, że Liam przecież nie widzi, a on położył rękawiczki na pościeli. Pacnął się w czoło ze swojej głupoty i dało się to zapewne usłyszeć. Zabrał natomiast brudne rękawiczki zaraz po chwili.
-Wiesz, że Will tez choruje, więc Matilda poszła, Marian, Leilah, Rocky.. Nie wiem czy ktoś jeszcze poszedł. - zamyślił się przez chwilę.
Szczerze nie był do końca pewien czy Connor poszedł czy nie, ale miał wrażenie, że coś obiło mu się o uszy. Nie dałby sobie jednak ręki uciąć za to.
-Nie kładź się jeszcze, zmienię tylko poszewkę na poduszce. - dodał, po czym po chwili Liama włosy znów lekko powiały.
Po chwili Mike wrócił, a Liam wyglądał jak skulony zbity pies. Zrobiło mu się go jeszcze bardziej żal. Może go coś bolało? Może powinien dawkę swoich leków dostać? Szczerze powiedziawszy Mike nie bardzo wiedział jak mu to podać….
-Liam jak coś pójdę po kogoś, może będzie wiedział jak ci ulżyć… -odparł z wyczuwalną troską w głosie, po czym zabrał się za zmianę poszewki na poduszce
Nie mógł być pewny czy go bolało, ale zazwyczaj człowiek się kulił z bólu prawda?Liam Ellsworth - 2019-01-08, 00:22 Gdyby chciał, to Liam mógłby nawet ten wężyk sobie wyrwać z tego wenflonu. Nie zrobił tego jednak, będąc ciągle zapewnianym i pocieszaniem przez Michaela, by walczyć o swoje zdrowie i nie poddawać się. Z każdym dniem było trudniej.
Coś mu się o uszy odbiło, że i Williama ta sama choroba zaatakowała. A to nie zbyt dobrze dla bractwa wpływało, by lider był chory. Liama by nie zdziwił fakt, gdyby zatruli się czymś podczas misji odbicia Imari. Ale, Michael i ona byli zdrowi. Musiał przyznać, że niezła ekipa się zebrała, jeżeli spojrzeć tez na ich umiejętności. Może nie powinien się martwić o Alexa? Nie był tam przecież sam.
- Może jednak nie powinienem się martwić...
Wypowiedział swoje myśli na głos. Ale i tak nie dawało mu spokoju, skąd się wziął ten wirus, że go tak zaatakował i jeszcze dopadł Williama.
Liama nie dziwił fakt, że wiele osób nie mogło przyzwyczaić się do tego, że on nie widział. Bał się tego, że każdy ruch wykonywał bardzo ostrożnie, w obawie że zaraz coś strąci abo uderzy. Zatem rękawiczki miał już zmienione.
Na słowa Ryana o zmianie poszewki, skinął głową w potwierdzeniu. Czekanie jednak nie pomagało za bardzo, kiedy poczuł że przeciwbólowe leki przestawały działać. Ból mięśni powracał. I kiedy Michael wrócił, widział go już nieco skulonego.
- Leki przeciwbólowe przestają działać... Chyba tylko tego potrzebuję.
Stwierdził zgodnie z prawdą. Jak dostawał wspomniane leki dożylnie, czuł ulgę. Ból mięśni uniemożliwiał mu spokojne sny czy jakiekolwiek zaśnięcie na kilka godzin.
- Mike...
Wrócił się do kolegi.
- Tobie nic nie jest, zgadza się?.... Po tej misji co poszliśmy po Imari....
Zapytał. Chcąc widocznie ten temat poruszyć by znaleźć przyczynę i miejsce, gdzie mógł się tym świństwem zarazić. On i William. Może było coś w tych nabojach jakimi oberwali?Michael Ryan - 2019-01-09, 01:11 Szczerze nie dziwił się, że martwił się o nich. Mike sam martwił się czy wszyscy wrócą z powrotem do Bractwa z jakąś wieścią, a w najlepszym przypadku z rozwiązaniem tej koszmarnej grypy, która atakuje ich członków. Mógł się w sumie zdziwić, że ani on, ani Imari czy Alex nie zarazili się od Liama.
-Nie musisz się zamartwiać, będzie dobrze. - chciał dodać mu swoim spokojnym tonem otuchy
Potem zmienił mu tą poszewkę, szczerze nie spodziewał się kolejnych słów kolegi. Na swoje imię od razy mruknął. Czekał na dalsze rozwinięcie zdania, dając mu znać, że po prostu słucha. Co prawda martwiło go to, że leki przeciwbólowe przestają działać, cóż, będzie musiał niedługo pójść po kogoś co bardziej się znał na tym by ulżyć mu w cierpieniu. Póki co postanowił wysłuchać go. Jego słowa sprawiły, że się zaczął zastanawiać.
-O mnie nie musisz się martwić, jak widzisz jestem cały i zdrowy, nawet kataru nie mam. -odparł lekko ze śmiechem -Nie to raczej nie misja Imari, przecież prócz was jeszcze parę osób leży i zgonuje, np. Achilles czy Magnus, wiec wydaje mi się, że po prostu rosyjska ruletka postanowiła po prostu w was wymierzyć. - odparł z westchnieniem z tym razem spokojnym i lekko smutnym głosem -Ale znajdziemy lek by wam pomóc. Nie chciałbym tracić rodziny, a ją dla mnie jesteście.
Mike poprawił wygodnie świeżą poduszkę i znów położyć dłoń na jego ramieniu.
-Pójdę poszukać kogoś, kto mógłby ci dać te przeciwbólowe leki, zaraz wrócę.
Nie chciał zostawiać przyjaciela bez opieki, a na pewno go bolało, jego stan był okropny i chciał mu pomóc jak potrafił.Liam Ellsworth - 2019-01-09, 19:48 Pewnie byłoby lepiej, gdyby Liam nie wiedział o tym wypadzie kilku członków bractwa. Wtedy byłby spokojniejszy i nie zaprzątał sobie myśli tym, czy wrócą wszyscy. A teraz, obawiał się czy Alex sobie poradzi.
Pocieszające zapewnienie ze strony Micheala poprawiło trochę nastrój Liama. Uspokoiło go wewnętrznie, że zmusił się na lekki, słaby ale i krótki uśmiech.
Słyszał jak kolega szeleścił poduszką, trzepał i zmieniał poszewkę. Ellsworthowi nie pozostawało nic innego jak czekać na otrzymanie leków przeciwbólowych i możliwości położenia się. Bo jednak nie da rady stąd iść do siebie. Będzie musiał tu zostać przez kolejne parę dni. A może i godzin? Jeżeli ekipie uda się zdobyć lek.
Uśmiechu Ryana nie widział, ale przy słuchanie jego odpowiedzi, mógł wywnioskować jedynie, że ten najprawdopodobniej się uśmiechnął.
- No tak...
Musiał przyznać rację, że to jednak nie ta misja im zaszkodziła. To musiało być coś innego. Gdzie indziej musiał zarazić się tym wirusem. Choć nie potafił sobie przypomnieć, gdzie i kiedy.
Skinął głową w zgodzie, że poczeka. Mike mógł wtedy udać się w poszukiwaniu pomocy. Liam korzystając z tej ciszy i samotności, Wymacawszy poduszkę, położył się w końcu na łóżku, przymykając oczy. Skulił się, jakby było mu zimno lub bolał brzuch. W prawdzie odczuwał bóle mięśni. Nie przykrył się nawet kołdrą, jakby nie chciał tracić czasu na próby szukania jej końca i początku.Bradley Grey - 2019-01-16, 23:07 // 8 grudnia
Gdy wszedł do szpitalika, od razu zaczął się rozglądać za łóżkiem, w którym leżał Liam. Sytuacja nie była wesoła, to wiedział. Od kiedy uratowali Imari, jego kumpel się rozchorował. Początkowo myśleli, że to zwykła grypa, ale zaczęło robić się coraz gorzej.
Gdy podszedł do jego łóżka, Liam był sam. Wyglądał okropnie, nie ma się co dziwić. W jego stanie każdy by tak wyglądał. Zdecydowanie wychudł, na niekorzyść.
Wiedział też, że Liam nie widział. Stał chwilę w milczeniu, widząc go w takim stanie jego serce drgnęło poruszone. Najgorsze, że Liam pomógł mu, gdy Brad tego potrzebował, a teraz Bradley był całkiem bezradny. Nie mógł mu pomóc w żaden sposób. Nie było lekarstwa, ciągle nad tym pracowali. Brad nawet nie był odporny, po prostu choroba jeszcze go nie dotknęła.
- Cześć Liam - odezwał się do kolegi i usiadł na stołku obok łózka. Widział, że jest cały odkryty, więc sięgnął po kołdrę i przykrył go szczelnie. Martwił się o niego, choć starał się tego nie okazywać. Był przy nim raczej pozytywny.
- Jak tam dzisiaj? Mogę coś ci przynieść? - zapytał od razu, żeby zaspokoić wszystkie jego podstawowe potrzeby, a potem skupić się na rozmowie. Mimo niewidzenia to wiedział, że pozna go po głosie, więc nie przedstawiał się. Traktował go generalnie normalnie, choć bardzo mu współczuł.
Nie wiedział, że Liam miał gościa. Ale chyba nie będzie za bardzo przeszkadzał.Liam Ellsworth - 2019-01-18, 00:05 Po odbiciu Imari, Liam musiał dochodzić do siebie po tym, jak oberwał kulkami z pistoletu. Kiedy z tego się wyleczył, dostał jakiegoś wirusa, który go porządnie rozłożył. Każdego dnia było z nim źle. Nie zastanawiał się, czy kiedy dostał kulkami, czy mogło być gorzej? Jednak mogło. Bowiem teraz, ciężko było mu wierzyć w to że wyzdrowieje. Leku nie było a nic innego mu nie pomagało. Jedynie na tyle, by nie czuć bólu przez kilka godzin i móc zasnąć na tyle samo.
Leżał na łóżku czekając na powrót Michaela, który udał się w poszukiwaniu kogoś, kto byłby wstanie podając mu leki przeciwbólowe. Nie spodziewał się, że ktoś inny przyjdzie go odwiedzić. Albo może szukał kogoś innego, z chorych. Ta osoba jednak skierowała się do jego łóżka i odezwała. Po głosie skojarzył, że to Bradley.
- Hej.
Odpowiedział mu krótko i słabo. Jakby nie miał sił nawet się witać. Nie spojrzał nawet w jego stronę, nie chcąc też błędnie kierować spojrzenie by sugerować się dźwiękiem źródła.
- Be zmian... Niczego nie potrzebuję.
Ilekroć ktoś pytał "czy coś przynieść" albo "czy czegoś nie potrzebuje", zawsze odmawiał. Nie dość, że nie widzi to i tak nic innego nie zrobi, jak tylko może leżeć, spać i czasem z kimś o czymś pogadać. Liam jednak poczuł, że kolega przykrył go kołdrą. Miło z jego strony. Dzięki temu nie czuł zimna.
Liam wyglądał teraz na takiego, co był zmęczony już tą walką o swoje zdrowie. Jakby nie tracił wszelkie siły na utrzymanie się do czasu, aż znajomi zdobędą lek.Bradley Grey - 2019-01-21, 20:37 Chciał traktować go jak normalnego człowieka, a nie chorego. Sam też nie chciałby być inaczej traktowany. Tylko że przy tak poważnym stanie ciężko było nie zwracać na to uwagi, bo samo nastawienie Liama było ciężkie. Biedny zaczął tracić nadzieję, a to najgorsze co może być.
Po nakryciu kołdrą, usiadł i patrzył na chłopaka. W jego spojrzeniu nie mógłby nic wyczytać, nawet gdyby widział jego twarz.
- Widzę jak ci ciężko, stary. Nie możesz się poddać. Lada dzień znajdą lekarstwo na to świństwo i będzie dobrze, zobaczysz - powiedział, bo po pierwsze sam w to wierzył, a po drugie chciał go pocieszyć. Kiepsko było widzieć go w takim stanie.
Najgorsze, że nie mógł mu pomóc. Gdzieś z tyłu głowy miał świadomość, że powinien coś zrobić, bo przecież on mu pomógł. Ale w tej konkretnej sytuacji był bezradny.
- Nie zapomnij, że długo tu już nie pobędę, więc musisz odzyskać siły i wzrok, żeby się ze mną pożegnać - powiedział nieco żartobliwie, bo oczywiście nie był to warunek konieczny. Niemniej fakt, że miał tu dobrych znajomych nieco opóźnił jego odejście z Bractwa. Gdyby nie to, pewnie pożegnałby się z nimi po miesiącu. A to jednak tutaj dochodził do siebie po tym wszystkim i teraz mimo generalnego powrotu do zdrowia, nadal tu był i w sumie pomagał jak umiał.Liam Ellsworth - 2019-01-21, 20:54 Wszyscy mu powtarzali w kółko, by się nie poddawał. Walczył. Ale nikt nie miał pojęcia, jak choroba męczyła ciało i umysł. Nikt nie wiedział, jak to jest być ślepym. Nie widzieć, nie móc nic zjeść ani wypić. Mieć bóle mięśni i niechęć do życia. Dodatkowo dochodziły dziwne halucynacje, wizje czy cokolwiek to było. Nie mówiąc już o tym, że i kontrola nad mocą bywała problemem.
Liam leżał na boku, niby to patrząc na Bradleya, ale tak właściwie to na szafkę nocną, nie widząc jego osoby gdzieś w pobliżu. Jedynie słyszał go.
- Wszyscy mi to mówią... Nie poddawaj się... Nie macie pojęcia jak to boli... Mam już tego dość...
Wyrzucił z siebie, zamykając oczy. Nic tylko się zabić by nie cierpieć. Musiał jednak wytrzymać, skoro grupa udała się po lekarstwo. Przynajmniej ta mu powiedział Michael. Nie było tylko pewności co do tego, czy uda im się to lekarstwo zdobyć.
Gdy usłyszał kolejne słowa Greya, dotyczące jego przyszłościowego odejścia, uchylił powieki.
- Dlaczego chcesz odejść?
Zapytał cicho, nie mogąc w sumie wydobyć z siebie głosu. Wzrok przekierował na miejsce dźwięku, gdzie niby powinien być Bradley. Siedzieć czy stać.Bradley Grey - 2019-01-21, 21:15 - Wiem, że łatwo powiedzieć a ciężej zrobić i każdy powtarza ci to samo. Ale skoro wszyscy to mówią to chyba mają rację, co? - zapytał, patrząc na niego i obserwując reakcję. Widział, że trawi go ból i zmęczenie tym wszystkim, ale właśnie dlatego musiał być silny. - Nie wiem jak to boli, ale jeśli się poddasz to już nigdy nie wyzdrowiejesz. A nie możesz zostawić przyjaciół na pastwę losu.
Bradley nie wiedział jak to jest czuć to wszystko co on. Ale sam również przeżył w życiu wiele bólu i póki co jakoś trwał. Także wytrwałość pomagała w przeżyciu.
- Wiesz dlaczego. Nie pasuję tu. Bractwo jest zbyt pasywne, nie mogę się tu ukrywać i godzić się na to co robią mutantom. Muszę działać - stwierdził to co już kiedyś mówił. Sądził, że Liam będzie wiedział o jego planach, a przynajmniej nie będzie sądził, że po tym wszystkim tak po prostu zostanie w bractwie.
- Ideologia bractwa jest daleka mojej, a nie mogę działać wbrew sobie - powiedział jeszcze, mając nadzieję, że Liam zrozumie i nie pogorszy tym jego samopoczucia. To ostatnie czego chciał.Liam Ellsworth - 2019-01-21, 21:40 Czy mieli rację? Cczy Bradley miał rację, mówiąc że jeżeli się podda, to nie wyzdrowieje? Możliwe że w tych słowach kryła się prawda. Nie poddawał się aż do teraz. Do tego momentu, kiedy zaczynał tracić nadzieję na to, że kiedykolwiek wyzdrowieje. Nawet mimo tego, że znajomi udali się na ryzykowną misję.
Innym argumentem dającym zastrzyk na wzmocnienie pozytywnych myśli, było wspomnienie o przyjaciołach. Tak wiele osób tutaj poznał. Kilku nawet pomógł. Włącznie ze stojącym tutaj Bradem.
- Może to nie ten sam rodzaj bólu... Ale Ty swoje też wycierpiałeś...
Zwrócił uwagę, jakby przypomniał sobie, że Grey też swoje przeszedł. Że przecież mu pomógł w odbiciu i podczas rozmów. Wspierał go w tej trudnej dla niego sytuacji, aż nie wyszedł z tego na dobre. Teraz to Liam widoczne potrzebował tego wsparcia.
- W jednym może masz rację.. Nie mogę zostawić przyjaciół.
Dodał, wspominając sobie kolejno prawie każdego kto był mu bliski. A nikogo takiego nie miał w swojej przeszłości. Dodatkowo musiał też myśleć o bracie, którego odnalazł mu Alex.
Ellsworth przewrócił się na plecy. Spojrzał w sufit, wysłuchawszy jego wytłumaczenia się, któregoś z kolei.
- Miałem nadzieję, że zmienisz zdanie.. Szkoda. Ale rozumiem.
Brad miał swoje wizje widocznie na przyszłość. Nie widział się tutaj. Miał prawo do zmiany miejsca przebywania jak i grupy, do której zacznie przynależeć. Miło jednak z jego strony, że nie odszedł tak jak planował, a został jeszcze dłużej.Bradley Grey - 2019-01-21, 22:45 Robili co mogli, żeby pomóc Liamowi i reszcie chorym. Najważniejsze było nastawienie, bo jeśli ktoś stawiał siebie już jedną nogą w grobie to jak miał wyzdrowieć? Tylko ci, którzy chcieli być zdrowi mogli odczuć poprawę. Placebo mogło zdziałać cuda.
- Właśnie. Skoro ja dałem radę to ty tym bardziej - stwierdził, chcąc dać mu kolejny powód do bardziej optymistycznego nastawienia. Miał nadzieję, że trochę mu to pomoże w oczekiwaniu.
Brad cały czas dług, który musi spłacić. Pewnie nigdy nie da rady tego zrobić, ale nie zamierzał zostawić Liama samego z takimi myślami. Imari również odwiedzał po jej porwaniu i odbiciu. To dziwne, jak ich życie zaczęło się psuć po tym jak jego zaczęło stopniowo się naprawiać. Przynosił im pecha? Miał nadzieję, że nie.
- Mam rację we wszystkim, a nie w jednym. Już mi nie odejmuj - powiedział nieco rozbawiony. Nie mógł myśleć tylko o sobie w tym wszystkim i dobrze, że sobie to teraz uświadomił. Przy ogromnym bólu faktycznie ciężko o tym pamiętać, ale Liam miał Brada, żeby mu przypomniał.
- Nie, w tej kwestii nic się nie zmieniło - potwierdził, że jego zdanie pozostaje nieugięte.
- Ale między nami też to niczego nie zmienia. Masz mój numer. Gdy zadzwonisz czy wyślesz sms, przyjdę z pomocą. Nie zapomnę tego co dla mnie zrobiłeś - powiedział z uśmiechem. Przez moment chciał złapać jego dłoń i jakoś ścisnąć na dowód swoich słów, ale ostatecznie zrezygnował, bo to zbyt czułe zachowanie jak dla niego.Liam Ellsworth - 2019-01-22, 00:07 Słuchając odpowiedzi Bradleya, poprawił sobie kołdrę, ale też skrzywił się z bólu mięśni. Każdy ruch jaki wykonywał go bolał. I zastanawiał się, gdzie w tym bractwie zgubił się Michael, który miał przyprowadzić kogoś, kto by mu podał jakiś lek przeciwbólowy. Że też Bradley musiał go widzieć w tak cierpiącym stanie choroby.
Jakie to było zabawne, że jeszcze parę miesięcy temu to Grey potrzebował pomocy i wsparcia. A teraz, przez to przechodził Liam. Na te słowa optymizmu, Ellsworth uśmiechnął się słabo kącikiem ust. Starał się nie poddawać i walczył z chorobą, ale nie sądził, że ten jego stan zdrowia może się jeszcze bardziej pogarszać. Już sama ślepota była dokuczliwa.
Kolejne słowa sprawiły, że uśmiech Liama się nieco poszerzył i miał ochotę się zaśmiać. Nawet spróbował, co tylko skończyło się kaszlem. I to niezbyt przyjemnym, a męczącym.
- Widocznie... Nie mogę...
Przyznał mu rację. Kaszel ukarał go za słowa, w odpowiedzi na Bradleja, by nie odejmować mu w czym ma rację a czym nie. Każdy kto się kręcił wokół Liama i przychodził zobaczyć jak się czuje i czy może pomóc. To było dla Liama z jednej strony nie samowite, jak wielu tutaj miał przyjaciół. Co znaczyło, że warto walczyć o swoje życie. Tylko jak?
Szkoda zaś że Bradley zdania nie zmienił. Jego wybór trzeba było uszanować.
- Tak wiem Brad... Tak samo to będzie działać w drugą stronę... Pisz, gdy coś się działo...
Odpowiedział zgodnie z prawdą, jak już wcześniej ustalono. Grey postąpił dobrze, zostając jeszcze w bractwie kiedy pojawila się ta dziwna epidemia, a jego pomoc, nawet w samej rozmowie i dotrzymywaniu towarzystwa - pomagała. Choćby teraz, dodał nieco wiary Liamowi od siebie, że warto jeszcze walczyć o swoje życie i zdrowie.
I chcąc tak jakby przypieczętować ich słowa, wysunął otwartą dłoń w stronę Bradleya. Nie widział go, ale słysząc jego mowę, domyślał się z której strony jego łóżka siedział.
- Bez obaw... Póki mam rękawice, nie zwariujemy...
Małe zabezpieczenie i to dość przydatne. Liam w tym stanie nie panował nad mocą. Nie trzeba mówić, co by się stało, gdyby Brad dotknął jego odkrytej części ciała. Byłoby wtedy bardzo niewesoło.
I w końcu, do pomieszczenia przybyła kobieta, która miała już przygotowany lek przeciwbólowy w strzykawce. Podeszła do Liama, by podwinąć mu rękaw i dać zatrzyk na drugiej ręce. Jako że miała rękawiczki, nie groziła jej nieprzyjemna podróż przez realistyczne wizje włąsnych lęków. Oczywiście poinformowała o swoim przybyciu i że to Michael ją tutaj przysłał, wiedząc, że Liam przez chorobę oślepł. Po wykonaniu zastrzyku i upewnieniu się, że krew z rany już nie leci, ściągnęła mu rękaw i wyszła, zostawiając chłopaków samych.Alex Parker - 2019-01-22, 09:50 Tamtarataaaaaam! Przybywa bohater ! Może nie w złotej zbroi, nie na białym koniu, nie w pelerynie i bardziej z kategorii "suchoklates" , ale jest! Zresztą w obecnych czasach, wystarczy pomalować ściany w pokoju i jesteś "bohaterem w swoim domu". A umówmy się, udało mu się zrobić trochę więcej, niż panu od remontu.
Wpadł bez ostrzeżenia do salki szpitalnej, gdzie byli Brad (którego tak średnio koajrzył) i wyczerpany Liam.
- Mam - wydyszał - Mamy szczepionkę! - wydyszał, z trudem łapiąc oddech.
Najwyraźniej wpadł tu biegiem, jak tylko wrócili z misji. Wyjął z torby ampułkę i ruszył do kranu umyć ręce.
- Będę musiał ci zrobić zastrzyk, stary. Nie odwalaj mi tu żadnej maniany, bo mam dla Ciebie tylko jedną dawkę - zwrócił się do przyjaciela, wycierając dłonieBradley Grey - 2019-01-22, 23:17 Liam widział Bradleya w równie złym stanie, więc w odwrotną stronę nie robiło to na nim wrażenia. Poza tym Brad nie był jakąś piękną dziewczyną, której mógłby chcieć imponować. Byli kumplami, więc równie dobrze mogli widzieć siebie w najbardziej tragicznej sytuacji i nie robiło to na nich wrażenia.
Nie wiadomo czy był to tylko przypadek, bo jeśli Brad przynosił im pecha to już inna para kaloszy. Może tam emanowała jego niewykorzystana moc? Oby nie.
- Nie grzesz takimi słowami, bo widzisz, że cię los karze - zaśmiał się przez moment, ale potem Liam zaczął kaszleć mocniej i uśmiech spełzł mu z twarzy. Cholerna choroba. Musiał walczyć.
Skoro sam wiedział, że wielu ludzi byłoby nieszczęśliwych to musiał dać z siebie wszystko i wyzdrowieć.
- Dzięki Liam - powiedział z uśmiechem i gdy ten wyciągnął do niego rękę, to Brad od razu ją ścisnął.
Brad odsunął się, gdy do pomieszczenia weszła pielęgniarka i zaczęła podawać lek przeciwbólowy.
- To teraz powinno być ci lżej - stwierdził, gdy pielęgniarka wyszła. Potem do do pomieszczenia wszedł ktoś inny. Mężczyzna, którego kojarzył z bractwa, ale chyba nigdy nie ze sobą nie rozmawiali.
Ale gdy się odezwał, Brad wiedział, że od tej pory będzie dla niego kumplem.
- Nie chcę teraz zaczynać z "a nie mówiłem"... - powiedział wyraźnie ucieszony i aż klasnął w dłonie z tego wszystkiego. - Nastawiaj się Liam, czas na wyzdrowienie!