Matilde Wallace - 2018-10-10, 19:47 – Mówisz tak tylko dlatego, że nigdy nie próbowałeś mojego jedzenia – wzruszyła ramionami, kompletnie nie przejmując się tym całym osądzaniem. W końcu jej nie znał, prawda? Nie próbował jej specjałów. To nie tak, że Wallace nie próbowała. Ona po prostu była beznadziejna w gotowaniu i lepiej było dla wszystkich, kiedy trzymała się z dala od garnków, patelni i innych tego typu.
– Wyczuwam nutkę tchórzostwa – skwitowała tą jego niezwykle przemyślaną i zręczną odmowę. Matilde posłała mu dość cyniczny uśmiech, a potem nie odrywając wzroku od jego twarzy, wzięła kolejny gryz kanapki. Zupełnie jakby chciała mu pokazać jak to się robi.
– Jakie jest ryzyko, że nie zdążyłbyś na czas podmienić tych wyników? Jak wielkie jest prawdopodobieństwo wpadki? – spytała cicho, momentalnie tracąc dobry humor. A kiedy mężczyzna zadał jej to pytanie, Wallace na moment odwróciła spojrzenie. Chyba w tym momencie nie potrafiła dłużej nawiązywać kontaktu wzrokowego. Nie, kiedy czuła się tak głupio. Dziewczyna przełknęła cicho ślinę.
– A jeśli… jeśli chcę? – przygryzła policzek od środka. W szpitalu było znacznie bezpieczniej niż tutaj. Miałaby pewność, że wszystko jest w porządku. W razie komplikacji byłby ktoś kto się na tym zna. Pozostawało ryzyko, że ją wezmą do DOGS. To musiało się wtedy wydać. Ale… czy nie mogła podjąć takiego poświęcenia? Cholera, nawiedzało ją coraz więcej dziwnych i niezwykle samobójczych myśli. Ale tak cholernie się bała. Wallace niby obojętnie wzruszyła ramionami.Liam Ellsworth - 2018-10-12, 13:31 - Emm...
No teraz to mu odpowiedziała. Nawet nie wiedział jak dobrać słów, ale z jednym by się przyznał.
- Nie jadłem.
Może dlatego, że kobieta nie gotowała, albo nie miał okazji by uczestniczyć w jakimś spotkaniu, gdzie Matilde by czymś od siebie częstowała? Nie znaczy to, że zaraz musiał myśleć o tym, że ona gotować nie potrafi.
Na jej stwierdzenie o wyczuciu tchórzostwa, normalnie zrobił minę, że "tak wcale nie jest". On nie jest tchórzem. Tego jednak postanowił nie komentować, ale zjeść swoją tostową kanapkę. Nie mógł dokończyć, kiedy usłyszał kolejne pytania dziewczyny. Bardziej jednak uwagę przykuł na jej potwierdzenie, że chciała rodzić w szpitalu.
- Zrezygnuj z tego. Dla dobra swojego, dziecka, ojca dziecka i nas wszystkich.
Powiedział dość poważnie, jakby faktycznie wyczuwał albo wiedział jak bardzo źle może być, jeżeli Matilde zdecyduje się rodzić w szpitalu. Nie wiadomo też jeszcze do jakiego trafi. A co jeżeli podczas porodu będzie skupiała się na tym, by pomóc dziecku wyjść a o kontroli nad mocami zapomni?
- Rozmawiałaś o tym z Williamem?
Zapytał. Już nie ważne czy ten był ojcem jej dziecka, ale był przywódcą Bractwa. Czy zgodziłby się na to, by ona jechała rodzić do szpitala?
- Proponowałbym znaleźć kogoś, kto prywatnie odbierze poród na miejscu. Niekoniecznie musi to być mutant.
Zakładał, że wśród przynależących do bractwa, nie ma w ich szeregach nikogo z doświadczeniem odbierania porodów czy ogólnie jakiegoś ginekologa. Będzie trzeba szukać pomocy gdzie indziej. I lepiej jak zaczną już teraz o tym myśleć i działać, by nie było za późno.Matilde Wallace - 2018-10-16, 16:59 Łatwo się mówiło. Łatwo się pouczało, nie będąc w jej skórze. Ale Matilde wystarczająco dużo razy przemieliła ten scenariusz w swojej głowie, by zdawać sobie sprawę z tego co było słuszne, a co nie. Ale cóż… wciąż była sobą. Wciąż była tą samą samolubną osobą, która miała gdzieś dobro ogółu. Miała garstkę ludzi, na których jej zależało… A dokładniej? Półtorej osoby. I tylko to właściwie się dla niej liczyło. I właściwie co jeśli dla tego dzieciaka miało być bezpieczniej w szpitalu? Czy nie powinna się wówczas poświęcić? Czy nie powinna ich wszystkich poświęcić? Brunetka zacisnęła usta w cienką linijkę.
– Zapomnij o tym – stwierdziła takim tonem głosu, który wskazywał na to jak te rozmyślania były mało znaczące i mało istotne. Dla potwierdzenia jeszcze machnęła dłonią w powietrzu. Nie, oczywiście, że nie rozmawiała o tym z Williamem. Oni przecież nie rozmawiali o takich rzeczach. Poza tym… czy był sens? Wiedziała co powie. Wiedziała, że to głupie Bractwo było dla niego najważniejsze. Matilde podeszła do tej cholernej lodówki, by wyciągnąć z niej bitą śmietanę. Miała gdzieś w połowie zjedzonego tosta. W tym momencie? W tym momencie była cholernie zła i tylko smak bitej śmietany był w stanie ją udobruchać. Wallace wycisnęła trochę bitej śmietany na palec.
– Muszę już iść. Mam rzeczy do zrobienia – stwierdziła bez cienia przekonania, by z butelką bitej śmietany w ręku wyjść jak najszybciej z kuchni. Potrzebowała się przewietrzyć. I cóż, najchętniej uraczyłaby się papierosem, ale teraz i tego nie mogła robić. Właściwie nic nie mogła robić. Była całkowicie bezużyteczna i tkwiła w miejscu, w którym tak naprawdę wcale nie chciała być.
/ztLiam Ellsworth - 2018-10-16, 22:30 Rozmowa zdawała się być swobodna, miła i nawet z małym poczuciem humoru. Coś w tym musiało się później popsuć, skoro nagle Matilde kazała mu zapomnieć o tym, o co go prosiła. Czy on powiedział coś złego? Czy ostrzeganie jej przed zagrożeniem ze strony szpitala, by rodzić tam będąc tam mutantem, było odpowiednio dobrym rozwiązaniem? A co, jeżeli w szpitalu każdego pacjenta badaną dodatkowo na Gen X? Byłaby nadal tak chętna iść tam i rodzić?
Liam szczerze to nie rozumiał zachowania kobiety. Nawet przerwał swój posiłek, obserwując jej zachowanie.
- Powiedziałem coś nie tak?
Zapytał. Ale odpowiedzi się nie doczekał. Zdziwiony i trochę zasmucony, został sam w kuchni. Bo Matilde musiała iść coś załatwić. Chłopak westchnął i spojrzał na swój talerz. Zdał sobie sprawę, że on chyba nigdy tak faktycznie kobiet nie rozumiał i nie zrozumie. Z Imari było podobnie, kiedy upierała się by ponawiać sesje z terapią lęków.
Dokończył swoje tosty, po czym posprzątał w tej kuchni i udał z powrotem do pokoju informatycznego by pracować dalej.
[z/t]Alex Parker - 2018-12-02, 11:25 / z łazienki
No to ma teraz minus tysiąc. Jak można wybrać #teamAmeryka przy #teamIronMan?
Weszli do kuchni. Alexowi chodziło po głowie spaghetti z tuńczykiem. Było proste, szybkie i smaczne. Sięgnął po garnek.
- Robię spaghetti z tuńczykiem - powiedział - Chcesz? - zagadnął wyciągając pomidory w puszce i tuńczyka.
Ostatecznie mógł go nakarmić. Korona mu z głowy nie spadnieMichael Ryan - 2018-12-03, 13:53 Nikt nie powiedział, że wszyscy lubią jednych i tych samych superbohaterów. Dla Mike’a Capitan był honorowy, silny a przede wszystkim robił wszystko dla ludzi. Iron man natomiast miał zajebiste poczucie humoru, którym nadrabiał braki we współpracy z grupą. O superbohaterach mógłby długo rozmawiać, bo każdy z nich miał coś w sobie pozytywnego.
Teraz jednak po dotarciu na miejsce, oparł się o jeden z blatów. Postanowił już nic nie jeść i iść po prostu spać, ale kiedy Alex zaproponował jedzenie… No proszę was.. Czy Mike kiedykolwiek by odmówił żarcia? To była póki co jego największa miłość, która miło pieściła jego kubki smakowe…
-Jak najbardziej. - odparł z uśmiechem - Coś ci pomóc? Pokroić? Dla mnie to nie problem, może i nie wyglądam.. Ale gotować potrafię. - roześmiał sięAlex Parker - 2018-12-03, 15:19 Alex spojrzał na Mike'a kątem oka. Pewnie zachowywał się (Alex, nie Mike) jak buc, ale nie mógł nic na to poradzić. Starał się nie przenosić negatywnych emocji, na Bogu ducha winnego Ryana, ale...no wychodziło jak wychodziło.
- Możesz odcedzić tuńczyka na sitku. - powiedział spokojnie, wstawiając garnek z wodą na kuchenkę.
Chwilkę zajmowali się przygotowaniami, aż sos bulgotał a makaron się gotował i nie było już poleceń do wydania. Trzeba było zabić niezręczną ciszę.
-Więc...masz moc w stylu Flasha, czy co ? - zagadnął, opierając się wygodnie o blat kuchennyMichael Ryan - 2018-12-03, 17:22 Młodszy z nich starał się przełamać te lody, jednak często czuje się jak ktoś cię nie trawi, dlatego starał się ignorować o rosnące gdzieś z tyłu jego głowy uczucie, że się narzuca niepotrzebnie. Zdrowy rozsądek podpowiadał mu by z nim pogadał szczerze, lub po prostu dał mu spokój.. Jednak jego natura nie pozwalała mu zrezygnować. O dziwo hamował się przy Alexie, bo zazwyczaj jest szczery do kwadratu i papla to bez przemyślenia.
-Nie ma sprawy. - odparł radośnie i zabrał się do swojej części roboty, nawet jeśli tego nie było dużo
Poza tym znalazł jeszcze dwa piwa, które wyłożył przed nimi. Nie wiedział czy Alex pija czy jest abstynentem, mógł postawić na sok pomarańczowy, bo dla niego to nie miało jakiejkolwiek różnicy. Zwłaszcza, że oboje teraz byli dość cicho, a zazwyczaj rozgadany Mike słuchał po prostu bulgoczącego sosu. Pierwszy odezwał się Alex i Mike się zaśmiał
-Ha. Chciałbym mieć moc w stylu Flasha wiesz mi. -odparł z uśmiechem -Bardziej z moją moce bliżej mi do Quicksilvera. Nie zapominajmy, że Flash ma poza superszybkoscia jeszcze super regeneracje, potrafi przenikać przez ściany i otworzyć tunel czasoprzestrzenny by się przenieść w czasie. Uwierz mi próbowałem tych rzeczy i nie działają. - roześmiał się - A bym zapomniał Bart Allen, wnuczek Barrego jeszcze potrafił się klonować dzięki mocy speedforce.
No to bomba, Alex zadał najgorsze możliwe pytanie, Mike uwielbiał Flasha, ale niestety bóg nie zesłał mu tak wykokszonej mocy jaką miał jego ulubiony superbohater. Co prawda mógł być wdzięczny, że się chociaż trochę pokrywały, ale jednak.. Nie była to stuprocentowa kopia..
-Za to ja słyszałem, że masz wyostrzone zmysły. To prawie jak Superman, może bez tej dodatkowej siły, ale wiesz co mam na myśli. - odparł ze śmiechem - Jak to jest móc usłyszeć czy ktoś kłamie przez przysłuchanie się jego pulsu z daleka?Alex Parker - 2018-12-03, 17:31 O cholera. Chyba go niechcący uruchomił. Z drugiej strony fajnie było poznać kogoś, kto rozróżnia Flasha od Quicksilvera i nie uważał, że to jedna i ta sama osoba. Bo umówmy się - różnica była kolosalna !
Chciał coś powiedzieć, ale Mike znowu zaczał gadać i gadać i Parker, gdyby nie wyostrzony słuch, miałby problem ze zrozumieniem, co on mówi.
Dopiero po dłuższej chwili, mógł coś wtrącić. A w zasadzie odpowiedzieć na pytanie.
- Nie było mi to nigdy potrzebne - powiedział spokojnie - Prawdę mówiąc, większość czasu trzymam zmysły na normalnym poziomie. Z wyostrzonymi cały czas, byłem bliski strzelenia sobie w łeb. - taka tam dyskusja o potencjalnych samobójstwach przy spaghetti z tuńczykiem. - Ale wyostrzony wzrok i słuch mi się przydają przy robocie. - dodał.
W końcu był programistą. Bez trudu znajdywał błędziki w kodzie.
- Generalnie mało tu Supermana - pierwszy raz uśmiechnął się blado. WOW !Michael Ryan - 2018-12-04, 11:48 Tak Alex niechcący uruchomił prawdziwą naturę Mike’a, który uwielbiał gadać. Dobrze, że nie zagadał go na śmierć, chociaż z drugiej strony dzięki swojemu słuchowi, Mike nawet powinien się mniej hamować przy nim i nawijać szybciej. Niestety przyzwyczaił się do rozmowy w zwolnionym dla siebie tempie, chociaż dla innych mogło to wyglądać po prostu jakby nie miał jakiejś specjalnej mowy i nie sprawiało mu trudności z komunikowaniem się z nimi.
-Oo to masz o tyle dobrze, że możesz kontrolować swoją moc, też bym chciał czasem mieć przycisk off, ale niestety u mnie to tak nie działa. -zaśmiał się ponownie- Więc serio ciesz się, że nie musisz ciągle mieć jej włączonej, jakbyś miał wariować od niej. Chociaż po paru latach przyzwyczaiłbyś się. Organizm szybko dostosowuje się do nowego. -przypatrzył mu się jak krząta się przy garach.
Na jego stwierdzenie, że mało tu Supermana się tylko roześmiał i to szczerze, zauważając ten nikły uśmiech na jego twarzy przez swoje zwolnione widzenie.
-No dobrze nie strzelasz laserem, nie przenosić budynków, ale jednak. Masz nadludzki słuch jak on i nadludzki wzrok. Nie pamiętam czy inne zmysły Supermana też były tak wyostrzone, bo jednak nie jest to mój jeden z ulubionych bohaterów, ale jakbym miał cię porównać to tak, zdecydowanie jesteś marną podróbką Supermana, jak ja marną podróbką Flasha. - odparł ze szczerym śmiechem - Nie no, ale tak serio nie ma co porównywać się do Superbohaterów, nigdy nimi nie będziemy i w życiu realnym moce cóż.. Nie zawsze wyglądają tak idealnie jak na kartce papieru czy ekranie. -podszedł do niego -Myślę, że chyba nie masz nic przeciwko piwu na przełamanie lodów. - tak Mike, powiedziałeś to na głos, znów nie myśląc co mówisz - Wiesz byśmy opili rodzącą się przyjaźń, a raczej taką mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi. - lekko spuścił ton głosu, a dłoń momentalnie potarła jego kark.Alex Parker - 2018-12-05, 10:39 Ratatatatata, słowa Mike'a przewijały się szybko przez jego głowę, sprawiając, że Parker się powoli gubił. To nawet nie chodziło o szybkość, bo Mike starał się mówić normalnie, ale o ilość informacji , która się przewijała.
I wszystko fajnie, wszystko spoko, ale kiedy ten nagle zaczął coś o rodzeniu się przyjaźni, jego umysł postawił zdecydowane "HELL NO!" i to tłustym, czerwonym druczkiem.
- Ok...słuchaj stary. - zaczął odkładając łyżkę, którą wziął przed chwilą do ręki, by przemieszać sos. - Nie obraź się, ale jesteś chyba w każdym aspekcie szybki, również w zawieraniu przyjaźni. - uznał, że trzeba go zastopować, bo zaraz się okaże, że za tydzień ogłosi ich zaręczyny i datę ślubu.
- Mogę się napić browara, ale z tą przyjaźnią, to ty nie bądź taki do przodu. Mi to zajmuje więcej czasu. - no cóż. Nie tak to Mike pewnie sobie wyobrażał, ale musiał wziąć pod uwagę, że Parker nie był aż tak bardzo towarzyski.Michael Ryan - 2018-12-05, 17:33 Niestety nie panował nad tym ile mówił, jak temat go wciągnął to potrafił naprawdę dużo mówić, nie dopuszczając drugą osobę do jakiejś odpowiedzi. Mogło to być i wada i zaletą, ale najwidoczniej dla Alexa, to była spora wada. Dlatego też Mike nie spodziewał się usłyszeć tych słów, które za moment miały dopaść do jego uszu. Starał się być przyjacielski, ale z chwilą jak ten mu powiedział, że jest w każdym aspekcie szybki, to go zabolało. Czuł się jakby dostał patelnią przez głowę, starał się jednak nie pokazać swoich emocji. Zrobiło mu się najzwyczajniej w świecie przykro.
-Jasne, rozumiem. - odparł z uśmiechem, chociaż czuł się przy tym trochę niezręcznie.
Co prawda to nie pierwszy raz jak dostał czymś takim, bo nie każdemu taki wiecznie uśmiechnięty i towarzyski koleś odpowiada.. Niestety są osoby, których to po prostu wkurwiało, a może po prostu byli zazdrośni o to, że ktoś potrafi być taki swobodny w swoim zachowaniu.
-Zatem zjedzmy i napijmy się. -dodał jakby trochę milknąć, bo skoro jego kompan nie chciał by gadał, to chciał się dostosować.
Mu cisza też zazwyczaj nie przeszkadzała, no o ile nie czuł takiego mrozu jak ludzie za murem w grze o tron.. Mogło być ciężko, ale nie byłby Mike’m jakby chciał się poddać. Zauważył, że mają serio wspólne tematy, ale teraz jakoś.. Wolał by to jego kompan jakiś temat poruszył, on się dostosuje i postara nie nakręcać… Dalej czuł tą obrazę w swoją osobę, że w każdym aspekcie jest szybki.. Nic na to nie poradził, że taki był.Alex Parker - 2018-12-06, 12:08 Ryan został szybciutko sprowadzony do parteru i choć się uśmiechał, to całym sobą, przypominał teraz trochę zbitego psa. Jest już grzeczny, ale ogonkiem nie merda i patrzy na Ciebie tymi szklanymi oczkami, mówiącymi "NO WEŹ MNIE PRZYTUL, CZŁOWIEK!"
Nałożyli sobie makaron, otwarli piwko. Alex chwilę milczał, ale było to zaś tak nienaturalne przy tej gadule, że go zaczynało to irytować.
- Dobra, słuchaj. - westchnął ciężko, - Ja po prostu...- urwał - ....inaczej. Ciężko mi nawiązywać nowe znajomości. Od aktywacji genu X, nie jestem zbyt...towarzyski. - odchrząknął - I zdaję sobie sprawę, że mam czasami zbyt cięty jęzor, ale to moja metoda obrony, okej?
Czuł przyjemny chmielowy zapach, unoszący się od puszki z piwem, więc zaraz zamierzał z niej korzystać.
- Prawie siedem lat się ukrywałem przed światem. Trochę dłużej mi schodzi z socjalizacją niż innym. - pewnie gdyby nie Imari, to już by wąchał kwiatki od spodu. Szczęśliwie udało mu się ewakuować w ostatniej chwili.Michael Ryan - 2018-12-07, 19:47 Tak porównanie Michaela do psa, było nawet bardzo trafnym spostrzeżeniem. Może właśnie dlatego Alex tak zmiękł, wyobrażając sobie taką kupkę futra wpatrującego się w niego tymi oczami? No ale nasz piesek jednak był na tyle wychowany, że w ciszy sobie nałożył też makaron, zapewne i pozostałą resztę, która została, bo co jak co jadł o wiele więcej niż Alex, a i tak wyglądał jak szczypior przy nim.. Nic nie mógł poradzić na swoją moc, cieszył się, że sam siebie jeszcze nie strawił, bo to dopiero byłby kłopot…
A wtedy nastał cud, Alex zaczął pierwszy mówić. Mike tylko się w niego w pierwszej kolejności wpatrywał, nie chciał mu przerywać, skoro mówił mógł się przysłuchać. Natomiast bardzo szczegółowo badał każdą zmieniającą się emocję na jego twarzy, jeśli ta nastawała. Lubił patrzeć na rozmówcę, a kiedy widzisz jak nawet najmniejszy grymas komuś się pojawia na twarzy, wiesz czy kłamie czy też przeżywa właśnie cięższe chwile. To zawsze można było porównać do bicia serca, o którym mówił wcześniej, które na pewno Alex mógłby wyłapać, czy ktoś kłamie. Idealna naturalna maszyna do wykrywania kłamstw.
-Jeśli potrzebujesz czasu to nie ma sprawy, nie będę naciskał. -odparł spokojnie po wciągnięciu trochę makaronu - Każdy z nas mierzy się ze swoimi demonami, a jeśli żyłeś w ukryciu to tym bardziej może być ci ciężko z osoba trochę nadpobudliwa jak ja. Więc sorrki jeśli cię osaczyłem, nie było to świadome działanie. -spojrzał mu w oczy - Po prostu staram się być przyjacielski dla wszystkich, bo uważam, że w tym miejscu brakuje takich osób, co by czasem wnieśli trochę światła czy też życia do naszej społeczności. - uśmiechnął się lekko, po czym upił łyk piwa. -Więc jeśli będziesz chciał ze mną porozmawiać czy coś mi powiedzieć, to śmiało nie musisz się nigdy krępować.-zabrał się do dalszego jedzenia, pozwalając mu się teraz wypowiedziećAlex Parker - 2018-12-09, 11:06 Tak, Mike zbyt długo urazy nie chował. Chociaż tyle, Parker nie będzie mieć przez to kretyńskich wyrzutów sumienia
- Dzięki - westchnął cicho - Często przez to byłem brany za gbura. - nawinął makaron na widelec - Ale wierz lub nie, ale i tak jest mi teraz o wiele łatwiej z kimś nawiązać kontakt, niż przed przybyciem do Bractwa,
Mike mógł sobie próbować wyobrażać, jak bardzo aspołeczny Parker kiedyś był. Pewnie gdyby wiedział, w jaki sposób aktywowała się mutacja, wykazałby nieco więcej zrozumienia.
- Na początku nie mogłem się w ogóle ogarnąć. Całe lata żyłem sam, ukrywając się, a tu nagle naokoło sami mutanci...ale Imari i Liam mi pomogli - uśmiechnął się ciepło na myśl o nich, co od razu złagodziło jego rysy.