Fay Murphy - 2018-05-05, 18:20 Fay zatrzymała się na chwilę przy słowach Ronniego, wpatrując się w niego niewidzącymi oczami zza okularów przeciwsłonecznych. Ostatecznie jednak pokiwała dwukrotnie głową. W porządku, poczeka tak długo, jak tylko będzie to możliwe i bezpieczne dla niej. A jeśli się nie uda to... to pomoże im innym razem. Spróbuje.
Skupiła się na raniuszku, który wciąż był w korytarzu i który najwyraźniej został zauważony przez dogsa, za którym wleciała do środka. W sumie spodziewała, że tak się stanie, wcześniej czy później i o ile przez chwilę miała chęć na dokumenty znajdujące się w jednym z pomieszczeń, to chyba byłoby to co najmniej podejrzane, gdyby zaczęła grzebać w nich teraz, na oczach tamtego dogsa. Postanowiła na razie je zostawić, mając jednak zamiar dotrzeć do nich jeszcze raz w niedalekiej przyszłości. Teraz musiała chociaż zachować pozory tego zwierzęcego zachowania.
No znalazł się, kurde, dobry samarytanin. Obrońca uciśnionych, miłośnik zwierząt od siedmiu boleści. I nie wyglądało na to, żeby miał odpuścić, tylko robić wszystko, żeby ją stąd wygonić. A Fay niestety nie miała czasu bawić się z nim w kotka i myszkę, w końcu jej moc też miała pewne ograniczenia czasowe. Przy takim małym raniuszku nie było to aż tak odczuwalne, jednak niedługo pewnie będzie odczuwać pierwsze oznaki zmęczenia. Zobaczyła tyle, ile mogła, wiedziała, gdzie mogli znajdować się mutanci, więc nadszedł czas, żeby pomóc panom na dachu.
Wyleciała więc na dwór. Było ciemno, więc pewnie już pewnie kilka metrów dalej zniknęła z widoku Chrisa, unosząc się w górę i ponownie zawisając w powietrzu, żeby szybko zorientować się w sytuacji.
Kanał wentylacyjny nie wydawał jej się najlepszą opcją. Był pewnie wąski i zdecydowanie zbyt hałaśliwy, jeśli chciałoby się nim przejść. Pozostawał właz, który jednak znajdował się zbyt blisko krawędzi, w zasięgu kamer.
Trzeba było zrobić coś z kamerami, proste.
Do tego celu wypatrzyła na dziedzińcu kałużę. Błotko było pewnie jeszcze świeże, ruszone kołami ciężkich samochodów i buciorów. Wytaplała się w nim cała, od dzióbka, po kuperek, by następnie po kolei upieprzyć nim szkiełko w każdej z kamer, znajdujących się w pobliżu laboratorium. Latała obok budynków i gdzie tylko ujrzała czerwoną diodkę, tam podlatywała i brudziła kamerę jak najdokładniej umiała, mając z tego całkiem niezłą zabawę.
- Możecie spróbować wykorzystać właz, żeby dostać się do środka, zajęłam się kamerami - powiedziała, gdy załatwiła sprawę w czasie, gdy tamci na górze się spierali. Podleciała do nich raniuszkiem, siadając na jednej z wystających tam drutów czy anten, uwalony błotem po całości. Aż trudno było uwierzyć, że ptaszek ten miał kiedyś biały brzuszek...ronnie henderson - 2018-05-05, 20:58 Niestety, lądowanie nie było zbyt miłe. Spojrzał na Leona nieco spod byka, ale ostatecznie ruszył w kierunku Aarona i Andy’ego, wciąż mając w głowie instrukcję Fay, by nie zbliżać się do krawędzi dachu.
Ronnie przez chwilę dumał nad tym co powiedział Aaron. Z jednej strony było ich zbyt mało, żeby się rozdzielać, z drugiej strony jeśli już tam wejdą we czwórkę… Nie będzie już odwrotu. W momencie, gdy zostaną wykryci zrobi się bardzo gorąco. - Nie jestem pewien czy to dobry pomysł. Nie mamy czego dzielić. Jeśli zaatakujemy postawimy wszystkich na nogi. - zmarszczył brwi. - Ale może jakiś mały pożar, wyglądający na wypadek przy pracy… - zerknął na budynki. Pewnie większość zostałaby zaalarmowana i wyszłaby popatrzeć co się dzieje, tymczasem oni mogli by skorzystać z tego odwrócenia uwagi. Obawiał się tego, że jeśli dogs zauważy, że jest atakowane uruchomi wszystkie jednostki.
Słysząc w słuchawce głos Fay, naprawdę pożałował że chociaż przygotowali się do tego technicznie zabrakło im czasu na dokładniejszą infiltrację.Mistrz Gry - 2018-05-06, 00:21 Pragnąc pomóc małemu, bezbronnemu ptaszkowi, Christian na moment odroczył plany ruszenia dalej, co niespodziewanie utrudniło Fay dalsze przeszpiegi. Była już zresztą najprawdopodobniej najwyższa pora, aby kobieta zerwała połączenie ze stworzonkiem, pozwalając sobie na chwilę odpoczynku przed dalszym wspomaganiem coraz bardziej narażającego się towarzystwa. Murphy już od dłuższej chwili czuła te delikatne sygnały, dawane jej przez własne ciało, że już niedługo powinna odpuścić. Mimo to, nadal usiłowała jednak jak najbardziej pomóc mężczyznom na dachu, wkładając wysiłek w to, aby ubłocić wszystkie dostrzeżone kamery. Co prawda, nie było to zbyt poważne zajęcie i kobieta mogła przez chwilę poczuć się, jakby wcale nie zależał od tego dalszy los jej znajomych, lecz już wkrótce przestało być tak zabawnie. O ironio, szok nie nadszedł podczas lotu czy samej akcji, a dokładnie wtedy, gdy blondynka sprawiła, że raniuszek przysiadł na wystającym drucie.
To zdecydowanie był błąd, gdyż prawie natychmiast na własnym ciele poczuła, jak jej małym ptaszkiem coś zatelepało. Nie chodziło o sam fragment anteny, lecz o metal, z którego był wykonany. W połączeniu z poluzowanym kablem, pochodzącym najprawdopodobniej z nie do końca unieszkodliwionej kamery, poraził zwierzątko. Doprowadziło to zresztą nie tylko do naprawdę nieprzyjemnego wrażenia odniesionego przez kontrolującą, ale również do prawie natychmiastowego utracenia kontaktu z przerażonym, zdezorientowanym ptakiem. Odzyskując kontrolę nad własnym ciałkiem, stworzenie zerwało się do nierównego, jakby pijanego lotu, zahaczając przy tym o głowę Aarona.
Reszta zespołu mogła zresztą także obserwować niecodzienne zachowanie podopiecznego Fay, a nawet sam moment urazu. W końcu kobieta sprawiła, że raniuszek podleciał naprawdę blisko nich. Czy nagła ucieczka ptaszka nie była dobrym sygnałem do tego, aby i oni ewakuowali się z dachu, nie dyskutując dalej podczas stania w jednym miejscu i nie ryzykując zostania złapanymi? Nie był to przecież najlepszy moment na zwlekanie z podjęciem kolejnego ruchu, zwłaszcza że wewnętrzne błagania Andy'ego nie przyniosły praktycznie żadnych skutków. Prócz wentylacji, mężczyźni mięli do wyboru tylko jedną drogę - przez właz w dół. Mogli to zrobić od razu lub spróbować wywołać wpierw jakieś zamieszanie. Decyzja należała do nich.
Co zaś tyczyło się Christiana, mógł on ze spokojem obserwować, jak uwolniony ptasi towarzysz znika mu z pola widzenia, jednak nie za długo napawał się tak sielskimi scenkami. Nagły podmuch lodowatego wiatru, jaki bez ostrzeżenia wtargnął do pomieszczenia, wywołując gęsią skórkę na ciele mężczyzny, był nie tylko niezbyt przyjemny - nawet dla kogoś nazywanego Frostem. Spivey poczuł także coś na kształt naprawdę silnego niepokoju, wewnętrznego sygnału, że coś było w tym wszystkim nie tak. Wspomniane przeczucie nie miało jednak pokrycia w rzeczywistych przesłankach, zatem najprawdopodobniej nie musiał się niczym martwić. Mógł za to swobodnie ruszyć dalej do celu, podejmując przerwaną wędrówkę.
_______________________________________
• Kamera, która wywołała porażenie ptaszka, nie nadaje się do użytku. Reszta jest zabłocona, jednak atakujący nie mogą mieć całkowitej pewności, że nie zostaną wykryci.
• Fay zostaną odjęte punkty zarówno żywotności, jak i opanowania (k10).
• Na odpisy macie czas do godziny 22:00, 6.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.
Statystyki:
Ukryj:
Numer porządkowy: 1
Dane:Aaron Bartowski Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 95%
Opanowanie: 100%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3]
Aaron Bartowski - 2018-05-06, 02:32 Nie chciałem wprowadzać swojej drużyny w niepewność. Moje zmącone myśli, podsyłające mi przeróżne rozwiązania nieco nakrapiane obawami, najwyraźniej niepotrzebnie uchodziły ze mnie do świata, gdyż to serio na nic się zdało. Jedynie wprawiło moich towarzyszy w równy chaos, jaki znajdował się w moim wnętrzu, tak też… Pakujmy się! Wracamy do domu! Po chuj tu jesteśmy?! – rzuciłem do siebie w myślach, przypominając sobie przy okazji tę skretyniałą akcję w stołówce, kiedy najebany przemawiałem do publiki. Gardziłem alkoholem, a jednak ostatnimi coraz częściej znajdowałem ukojenie w kieliszku. Niegodnie.
Nie to jednak było istotne. Myślowe okrzyki w mojej głowie, wspomnienia, może też trochę inteligencji, która musiała się tam zbierać od lat na tę chwilę, zatrybiły, tworząc w mojej głowie kolejną wizję – brakowało nam osoby decyzyjnej, za którą najwyraźniej zebrane tu ludki miały mnie. Dobre sobie… albo też Aaron sam się w to wpakowałeś. Bądź co bądź, musiałem coś zdecydować, bo inaczej się wypalimy i spierdolimy stąd, a prędzej skończy się to schwytaniem nas przez dogsów i wrzuceniem do złotych klatek. Tak, we czwórkę z pewnością trafilibyśmy do tych klatek. Ugh.
I ugh, bo jebnął we mnie ptak. To było trochę dziwne, jak na tę porę, więc z początku przeszło mi przez myśl, że to gacek… Tylko że, no… Debil ze mnie.
- Fay? Fay, wszystko w porządku? – zapytałem zaniepokojony do słuchawki, bo skoro ciskała we mnie ptactwem, to raczej nie wróżyło dobrze. Chyba że to była reakcja na moje słowa. Była kobietą, więc mogła się wściec, że robię jakieś takie chuju muju, że przeze mnie dalej stoimy i tym oto sposobem chciała nas ogarnąć, a w tym mnie ogarnąć…? Tyle też, że dosyć intensywnie używała mocy, więc to też mogło być to.
- Odpocznij – rzuciłem aby, niezależnie od jej intencji. Mogła mnie potem zjeść. Ewentualnie obronię się argumentem, że wtedy będzie musiała spojrzeć w oczy Albie… Może wtedy mnie nie zje? Poza tym, co ja sobie myślałem? Ona raczej nie była taką laską. Prędzej Colleen, która, przypominam wypieprzyła nas z Bractwa. – A my idziemy. Do klapy. Ja, Andy, Leon i Ronnie. W takiej kolejności – kontynuowałem to rozkazywanie. A chuj! Niech się dzieje wola nieba…
A taka kolejność, bo Andy’ego jeszcze nie znałem, a on nie znał mnie i Ronniego, z którym naprawdę sporo razy byliśmy w podobnych sytuacjach, aby kradliśmy żarcie albo ściągaliśmy mutanty. A Leon to Leon… Był zmęczony pewnie jeszcze nieco, więc lepiej by nas nie opóźniał, ale też nie zostawał sam w tyle. Logicznie?
Ruszyłem do klapy przygarbiony. Może kamerki były zlikwidowane (o ile Fay naprawdę była aż taką czarodziejką), ale wciąż ludzie mieli oczy. Może nie przywykłe do mroku i nie spodziewające się jakichś intruzów, ale lepiej było dmuchać na zimne, dlatego też czym prędzej dotarłem do klapy.
Jeśli nie była w żaden sposób zabezpieczona mocniej, to otworzyłem ją i po zbadaniu wolności terenu tam na dole, zamierzałem tam sobie zejść i zrobić miejsce chłopakom. A potem? Potem to już spacer, spacer i spacer krętymi korytarzami. Niczym wstrętne gryzonie-myszaki.Christian Wilson - 2018-05-06, 16:20 Opłaciło się trochę pomęczyć by wypuść to biedne stworzenie z klatki, bo przecież jego miejsce nie jest zamkniętej przestrzeń lecz na zewnątrz. Odczekałem chwilę patrząc jak mały znikną w ciemnościach nocy. By nie dopuść by kolejny ptasi towarzysz zdecydował się zwiedzać laboratorium podszedłem do okna aby je zamknąć. W tedy też poczułem ten podmuch zimnego powietrza. Przetarłem dłonią ramiona, mając dziwne wrażenie. Sam nie wiem co dokładnie było... Bo ciężko to wyjaśnić ale miałem wrażenie jakby miała się rozpętać ,,burza". Znacie to powiedzenie cisza przed burzą, albo gdy ktoś starszy mówi dzisiaj będzie padać. Jednak moje przeczucie nie odnosiła do pogody. Po prostu wraz z tym podmuchem poczułem coś na kształt niepokoju, że coś się szykuje, jakby on był ostrzeżeniem. Czegoś... Tylko właściwie czego, bo nie wyglądało na to by rzeczywiście coś się szykowało. Wszystko wyglądało tak jak zawsze... No może z wyjątkiem tego biednego raniuszek. Sam siebie przekonywałem, że to nic. Po prostu to wszystko przez tego pierzastego przyjaciele... Tak przez niego wpadam paranoje, bo wszystko jest spokojnie.
Przez chwilę zastanowiłem się czy nie zrezygnować z obchodu po blogu X i sprawdzić kamery. By zdobyć pewność, że wszystko jest okej. Jednak chciałem mieć to miejsce za sobą. ,,A niech to" przeszło mi przez myśli i wyciągnąłem telefon by szybko napisać do znajomego, który zdaje się miał dzisiaj dyżur na kamerach. Przecież nie zaszkodzi upewnić się, że ci nie dostrzegli niczego podejrzanego. Być może szukam tylko wymówek by nie sprawdzać Bloku X dlatego za wszelki cenę nie chciałem z tego rezygnować. Wszystko okej napisałem do niego. Za nim przyszła odpowiedź zwrotna rozejrzałem się raz jeszcze przez okno po czym je zamknął. Kierując się w końcu do tego Bloku X.Andy Dark - 2018-05-06, 19:43 Gdy ujrzałem ptaka, który dosłownie pierdolnął w łeb Aarona, od razu do głowy przyszedł mi czarny scenariusz. Miałem nadzieję, że naszej informatorce nic się nie stało i na szczęście miałem rację. No, nie do końca, ale grunt, że nic jej nie jest. Widząc, że na próżno poszły moje poszukiwania alternatywnych rozwiązań, zerknąłem na chłopaków. Inicjatywę przejął Aaron, czego oczywiście spodziewałem się od początku. W końcu to on był tutaj inicjatorem całej tej sytuacji. Tego buntu i wywalenia z bractwa. Miałem tylko nadzieję, że nic nie pójdzie na darmo. Słuchając poleceń, postanowiłem obejść się bez zbędnych komentarzy. Musieliśmy współgrać, a niepotrzebne zdania mogłyby tylko zepsuć zgranie grupy.
- Ta jest - Rzuciłem bez sprzeciwu. Taki układ wydawał się bardziej sensowny. Kolejność odpowiadała mi bardzo. Grunt, że nie dostanę, jako pierwszy, co nie? Ruszyłem do klapy za Aaron'em spokojnym krokiem, musząc jednocześnie czuwać nad tym, by nikt mnie nie dostrzegł. Może kamery były zamazane, jednak nigdy nie wiadomo, czy ktoś przypadkiem nie wyjdzie i nie dostrzeże naszej akcji. W przypadku bezproblemowych, związanych z otwarciem klapy po prostu ruszyłem za Płomykiem w dół. Jeśli zaś jakiś problem by wystąpił, no to cóż.. W kupie siła, co nie? Można udzielić pomocnej dłoni.Fay Murphy - 2018-05-06, 20:28 Nie pomyślała, cholera, nie pomyślała, że ten jeden wystający drut pośród tylu innych akurat będzie lekko nadpsuty czy pozbawiony izolacji. Nigdy jej się to nie zdarzyło, ale cóż, najwyraźniej dzisiaj miała pecha.
Po nagłym zerwaniu połączenia Fay od razu wróciła do siebie czując, jak po jej ciele przechodzi dreszcz, spinający mięśnie, bolesny... Zacisnęła powieki, wciągając ze świstem powietrze i starając się jakoś to przetrzymać. Bo w końcu zerwała połączenie na czas, tak? Nic gorszego nie mogło jej się stać, po prostu trochę popieścił ją prąd.
Nie odpowiedziała od razu na pytanie Aarona, chociaż słyszała je bardzo wyraźnie. Kilka sekund minęło, zanim doszła do siebie.
- Tak, wszystko okej - wydusiła, kiedy tylko była w stanie, biorąc głęboki oddech. Uff, było blisko, ale na szczęście ból powoli mijał, pierwszy szok też, więc nie było tragedii.
Mimo to posłuchała Aarona, mając zamiar dać sobie kilka minut na odpoczynek. W końcu na niej też spoczywał pewien obowiązek, tak? Musiała być w stanie wszystkich stąd zabrać, więc nie mogła dopuścić do tego, żeby teraz zajechała się do nieprzytomności kierowaniem jakiegoś głupiego ptaka.
Sięgnęła na siedzenie pasażera, biorąc na kolana laptop i włączając wcześniej wygaszony ekran, żeby móc zerknąć na mapę. Mając w głowie wszystko to, co widziała jako raniuszek, plus to, miejsce, gdzie mniej więcej znajdowała się klapa, szybko ogarnęła, do którego pomieszczenia wejdą panowie.
- Okej, wejdziecie do pomieszczenia w kształcie litery L, ale z tego, co wiem, mapka którą mamy jest nieco wybrakowana, więc jeśli obok was będzie jakieś przejście, przejdziecie nim do okrągłego pomieszczenia, a dalej do pokoju z kobietą za biurkiem. Ewentualnie możecie iść do końca i przejść do prostego korytarza i tam szukać przejścia - wyjaśniła szybko, patrząc się na monitor komputera - Spróbuję coś zrobić z kamerami, ale nie obiecuję - dodała, klikając po klawiaturze, ale no, nie było pewności w tym, co robi. Miała tu jakieś przydatne programiki, których względnie umiała używać, więc to nimi próbowała się pobawić i spróbować po pierwsze, odłączyć widok z kamerek i po drugie, przechwycić obraz na swój komputer, żeby widzieć, co się dzieje i gdzie czekają ich jakie przeszkody.ronnie henderson - 2018-05-06, 21:04 Przez chwilę zastanawiał się nad tym czy może nie lepiej było odpuścić. Powiedzieć Leonowi, żeby ich odstawił z powrotem na ziemię i zaszyć się gdzieś na kilka dni, zaplanować wszystko jeszcze raz, tym razem wzbogacić zebrane ich informację, stworzyć jakiś sensowny plan. Nie lubił odpuszczać, ale nie był tutaj sam. Był też Aaron, który chociaż był pojebany jak worek gwoździ był jego kumplem i gdzieś tam czekała na niego jego luba - Alba, był Leon, z którym również nie raz już wykonywał misję na zlecenie Yvonne, Andy Fay, która szybowała gdzieś nad ich głowami. Nie tylko on poniósłby konsekwencję głupiej decyzji. Rozważania te przerwało mu jednak to co się stało chwilę później. Fay, a raczej ptak, którego kontrolowała opadł na ziemię. Wszystko podeszło mu do gardła, bo nie miał zielonego pojęcia jak wygląda dokładnie więź, którą nawiązała Murphy. Czy tylko kontrolowała zwierze, a może też czuła jego ból? Może coś się jej stało? - Fay? - mruknął, odruchowo, mając nadzieję, że nic się jej nie stało. Po chwili jednak usłyszeli głos dziewczyny w słuchawce i odetchnął z ulgą.
Kiwnął głową, tym samym zgadzając się na plan Bartkowskiego i rozglądając się dookoła ruszył za resztą. Jeśli tylko reszcie udało się się przejść przez klapę, Ronnie zamknął ten pochód. Jeszcze raz sprawdzając czy aby nikogo nie ma za nimi. Wtedy prawdopodbnie znaleźli się w pokoju, o którym mówiła Fay. - Lepiej będzie pójść do końca. Mamy większą szansę, że się na nikogo nie natkniemy. - powiedział cicho do Bartkowskiego, rozglądając się za jakimś wyjściem. - Jak tutaj wygląda sprawa z kamerami, fay?Mistrz Gry - 2018-05-06, 23:26 Klapa, którą mężczyźni znaleźli na dachu okazała się nie być aż tak współpracująca, jak tego oczekiwali. Całe szczęście jednak cały zachód Fay widać nie poszedł na marne, bowiem w innym wypadku już dawno podniesiono by alarm, czyż nie? Aaron przez chwilę próbował podnieść klapę jedynie za pomocą swoich mięśni, lecz niestety – nie przyniosło to zbyt wielkich skutków, na co w ułamku sekundy odpowiedział Ronnie, prostując jedną ze swych dłoni nad włazem. Potrzebował kilku sekund, by uszkodzony – i prawdopodobnie – od wielu lat nieużywany zamek zagrzał się pod wpływem jego mocy, powodując niewielki wybuch, przypominający raczej tanią petardę dla dzieci. Mechanizm jednak w końcu odpuścił i wszyscy zebrani mogli wejść bez większych problemów do pomieszczenia, który okazał się być... Graciarnią? Nie do wiary, ale w sumie właśnie tak to miejsce wyglądało. Było tu pełno dziwnych półek, stołów, krzeseł... Kilka popękanych próbówek, stare teczki, uszkodzone lampki... I ciemność, rozchodząca się w głąb pomieszczenia. Pewne było, że na takie miejsce nikt nie marnowałby kamer.
Nie dostrzegli tu jednak żadnych dodatkowych drzwi. Musieli się udać wraz ze wskazówkami kobiety, ku wyjściu na korytarz. Mogli czuć pewnego rodzaju ulgę, bo w sumie... Spod drzwi nie dochodził do nich ani jeden promyczek światła. Oznaczało to, że prawdopodobnie i na korytarzu panuje ciemność. A to mogło znaczyć, że już nikt nie ostał się w tej części budynku.
Nie mogło jednak być zbyt uroczo, bowiem nikt nie spodziewał się, że ten niewielki wybuch spowodowany przez Hendersona tak wstrząśnie Leonem, że ten nie będzie w stanie trzymać się w równej linii ze swymi towarzyszami. Podniebny chłopiec potknął się o wystającą nogę jednego z biurowych krzeseł i bardzo nieszczęśliwie uderzył się ramieniem o jedną z półek. Co prawda... Nie spowoduje to stałych uszkodzeń w jego ciele, jednak najbliższe kilka minut będzie odczuwał nieprzyjemny ból, a przez kolejne kilka dni będzie mógł podziwiać malujący się pięknie fiolet na okazałym siniaku...
W tym samym czasie Christian próbował skontaktować się z jednym z D.O.G.S.ów, pełniącym dzisiaj służbę w bloku administracyjnym. Nim otrzymał od niego odpowiedź, zdążył zejść w dół schodów. Ah... Wspomnienia. Słyszał jęki dochodzące z oddali, słyszał szlochy, możei błaganie o wolność. Słyszał to wszystko, nie tylko rozchodzące się po korytarzach, ale i po swoim umyśle. Wszystko wyglądało... Normalnie. Absolutnie normalnie. Tak normalnie, jak tylko to miejsce może wyglądać. Bo przecież tutaj normy były inne...
Z nieprzyjemnych myśli wyrwały go jednak wibracje telefonu:
(1) nowa wiadomość od Smith
Hehe. No, wyobraź sobie, jakiś mały obsraniec walnął o połowę kamer nad labolatoriami!
(2) nowa wiadomość od Smith
Już dawno mówiłem, że trzeba wyplewić to całe ptactwo z lasu.
(3) nowa wiadomość od Smith
Zaraz nam założą gniazda na trupach, he he
(4) nowa wiadomość od Smith
Dałem znać do sekcji czyszczącej, ale nie wiedzą czy dzisiaj ktoś to umyje. Ty tam teraz jesteś? Judy miała Ci dać raport dla mnie.
Czyżby wcześniejsze złe przeczucia Spiveya miały tu swój udział? Czy może był to tylko i wyłącznie łańcuch dziwnych zbiegów okoliczności? Któż mógł to teraz wiedzieć?
Murphy nie traciła czasu, nawet mimo swojego chwilowego osłabienia. W końcu to od niej teraz zależało, co się będzie działo dalej. To w jej rękach był los jej towarzyszy. Dlatego też usilnie starała się dostać do baz danych ich wroga, próbowała przecisnąć się przez wszelkie zabezpieczenia zgodnie ze wskazówkami, które otrzymała od jednego ze swych dawnych przyjaciół. Kosztowało ją to wiele pracy i wsparcia, po drugiej stronie łącza. W końcu jednak... Udało jej się? Nie do końca. Ale zdołała przechwycić obraz z kilku kamer, na których kolejno mogła ujrzeć:
Lab001 - szum - prawdopodobnie była to kamera znajdująca się nad biurkiem, w pierwszym pomieszczeniu w labolatoriach.
Lab011 - czysty obraz z archiwum, w którym została dostrzeżona przez Christiana.
Lab013 i LaX001 - schody?
Miała też wgląd do kilku pomieszczeń, w których panowała kompletna ciemność - nie dało się na nich dostrzec nic wartego uwagi. Mogła też podziwiać obraz z dwóch kamer widocznie ubrudzonych błotem. Hmm... Czyżby to zasługa jej działań, jako raniuszka?
Nie minęła też chwila, gdy jej laptop zapikał, a na cały ekran wyświetliła się krótka wiadomość od jednego z jej źródeł:
(1) nowa wiadomość od X
Hej maleńka. Patrz, co udało mi się znaleźć. Jakiś debil zalał to kawą, ale mam nadzieję, że się przyda? Załącznik (1)
Czy kobieta to wykorzysta?
_______________________________________
• Utrata K4 żywotności: Leon (brak reakcji)
• Na odpisy macie czas do godziny 22:00, 7.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.
Statystyki:
Ukryj:
Numer porządkowy: 1
Dane:Aaron Bartowski Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 95%
Opanowanie: 100%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3]
Fay Murphy - 2018-05-08, 11:42 Nie była żadnym wielkim hakerem, było to pewne. Na komputerach znała się raczej przeciętnie, jednak miała to szczęście, że była tym typem, który zna ludzi, którzy znają ludzi, więc... wystarczyło wykonać telefon.
Ciężko było jednym uchem ogarniać, co się dzieje z chłopakami, drugie mieć przytulone do telefonu, opartego na ramieniu i jeszcze dodatkowo klikać coś w komputerze. Ale udało się i już po kilku chwilach na monitorze pojawiły jej się okienka z widokiem z kilku kamer.
- Nie mam pojęcia, nie widzę was. - pokręciła głową, bo chyba nic więcej w tej sekundzie nie mogła dla nich zrobić. Nawet, jeśli miała ich na monitorze, to i tak nie widziała w którym okienku - Korytarze są puste, ale wciąż próbuję zrobić coś z kamerami. Mogą was zobaczyć, jeśli się wychylicie - powiedziała, cały czas robiąc co w jej mocy, żeby wyłączyć te pieprzone kamery.
Po chwili jak objawienie przyszła wiadomość od innego jej znajomego, którego też musiała zaangażować w całą akcję. No niestety, coś za coś, musiała, jeśli miało się to udać.
Roger, jesteś wielki.
- Dobra, mam bardziej aktualny plan budynku plus plan bloku x. Macie do niego prosty korytarz po wyjściu z pomieszczenia, w którym się znajdujecie - powiedziała im, chociaż jak czegoś nei wymyślą, to dojście do tamtego miejsca może być trudne. No, a przynajmniej nie niezauważone.
Oprócz tego przyszło jej do głowy coś innego. Po pierwsze chciała sprawdzić kamery w bloku x, żeby zobaczyć, jak tam ma się sytuacja. Pomieszczenia na dole wyglądały jak pokoje, w którym można było kogoś przetrzymywać, więc to na nich się skupiła. No i dodatkowo drzwi do nich musiały myć w jakiś sposób elektronicznie zablokowane, więc i o tym powiedziała koledze po drugiej stronie słuchawki. Chciała mieć pewność, że w odpowiednim czasie, gdy zajdzie taka potrzeba, będzie potrafiła je otworzyć.Christian Wilson - 2018-05-08, 18:14 Przez chwilę zastanawiałem się nad wiadomością od Smiitha. Zastanawiał mnie ten ptak, bo to dziwne jak na nie. Jeden buszujący po korytarzach, to się da łatwo wyjaśnić ale dwa. W tym jeden brudzi nie jedną a kilka kamer. Dziwne.... Nie miałem czasu długo się na tym się zastanawiać, bo przypomniałem sobie o dokumentach, które gdzieś podziałem podczas tej przygody z malecem. Nim jednak poszedłem poszukać je odpisałem. Daj spokój to tylko zwierzęta, małe bezbronne istoty. Po za tym też miałem przygodę z jednym malcem. Jasne mam je nie długo ci je dostarcze.. Wróciłem do pomieszczenia gdzie wypuściłem makca.
-Gdzie ja je podziałem- powiedziałem do siebie i zacząłem szukać tej przeklętej teczki.Andy Dark - 2018-05-08, 18:24 Po przedostaniu się do budynku, mym oczom ukazało się pomieszczenie na wzór graciarni. Porozwalane rzeczy, krzesła i stoliki ułożone w chaotyczny sposób a w dodatku dość spora ciemność utrudniały poruszanie się i orientację w terenie.
- Boże, serio? - Rzuciłem pytaniem na widok potykającego się Leona. Weź najlepiej zacznij rozpierdalać wszystko i ściągnij całą uwagę. Na chwilę obecną tylko tego nam brakuje. Wtem do mego ucha dobiegł dźwięk głosu Fay, która oznajmiła, że ma aktualizację mapy. Dzięki Bogu, teraz powinno być łatwiej. Ekhm, "powinno".
- Więc co, szefuńciu? Prowadzisz? - Rzuciłem pytaniem w stronę Aarona. Nie chciałem się wychylać i robić niepotrzebnie zbędnych rzeczy, które w efekcie mogły przysporzyć nam problemów. To nie moja działka. Działamy po cichu? To po cichu, niech przywódca decyduje.
- W sumie, może coś tu znajdę. - Pomyślałem, po czym ostrożnie - co by nie narobić zbędnego hałasu - zacząłem się rozglądać, a nuż może coś się znajdzie przydatnego.ronnie henderson - 2018-05-08, 21:03 Gdy Leon narobił hałasu Ronnie machinalnie klepnął go w ramię ostrzegawczo. Jebaniutki. Miał nadzieję, że korytarz był pusty i nikt nie usłyszał, że w pomieszczeniu obok coś się dzieje. Ściany wydawały się być dość solidne, więc istniała szansa, że Leon wywołał tylko irytację u swoich kolegów. Po chwili jego wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Był w stanie dostrzec, że pomieszczenie wypełnione jest przeróżnymi gratami. Starając się zachować ostrożność wszedł w głąb pomieszczenia, idąc za swoimi towarzyszami. Gdy w końcu trafili na drzwi, zatrzymali się. Wydawało się, że korytarz jest opuszczony, ale z pewnością kilku chłopa przechadzających się po nim, ściągnęło by uwagę strażników obserwujących kamery. Najwyraźniej właśnie to był ten moment, gdy mieli napotkać pierwszą przeszkodę. Wtedy Andy zajął się szukaniem i Ronnie dołączył do niego. Na jednym z wieszaków wisiał jasny kitel, który dość znacząco wyróżniał się w ciemności, nie potrafił określić w jakim był stanie, ale złapał za niego, podobnie jak kurtkę, która przypominała mu ubranie jakiegoś pomocnika czy też konserwatora. Dał kitel dla Bartowskiego, mając nadzieję że w ten sposób uda mu się ukryć tatuaże, które pokrywały jego ręce. Kurtką rzucił w Leona lub też w Andy’ego. Nie był pewien w każdym razie miał nadzieję, że któryś z nich wczuje się w nową rolę. - Może nie zwrócimy mocno uwagi na kamerach, a za ten czas Fay spróbuje coś wyczarować. - powiedział przyciszonym głosem. Fay mówiła, że jest czysto, więc największym challengem było udawanie pracowników przed kamerami. - Może rozdzielmy się na moment, a przynajmniej nie wychodźmy stąd wszyscy naraz. Mistrz Gry - 2018-05-08, 22:37 Fay właśnie wchodziła w kolejne, głębsze warstwy hackowania prowadzona przez swojego znajomego. Dziewczyna mozolnie wpisywała kolejne fragmenty kodu, ale niestety, okazało się to być stanowczo dużo nudniejsze niż pokazywał to szybki montaż w filmach czy serialach. Jakby tego było mało, kamery w bloku X były stanowczo dużo lepiej zabezpieczone, nie mówiąc już o samych drzwiach. Jej znajomy zaczął zajmować się w tą kwestią i zagłębiać w kolejne linijki zabezpieczeń. Najprawdopodobniej dzięki temu uda się ze wszystkim zdążyć na czas, ale w zamian za to Fay mogła spodziewać się mniej uwagi i pomocy. Mimo wszystko, dziewczyna nie miała przecież zamiaru się poddawać! Zwłaszcza, że chyba właśnie dokopała się do sposobu, jak wyłączyć kamery. Wystarczyło tylko skorzystać z okazji.
Tymczasem, nasza drużyna w samym środku wrogiego terytorium postanowiła zabawić się w małe przebieranki. Jasny kitel był stanowczo za ciasny na Bartowskiego. Aaron nie mógł nawet w pełni unieść ramion, o czym przekonał się za chwilę, kiedy materiał się rozerwał i to w sposób, w jaki fartuchy laboratoryjne lubiły najbardziej - z dala od jakiegokolwiek szwu. Andy, nie miał zamiaru stać bezczynnie, zamiast tego zaczął po cichu przeszukiwać magazyn. Nie było tutaj nic szczególnie interesującego - nieużywane krzesła, stoliki i podstarzałe wózki zasłonięte zakurzonymi płachtami, jakiś mop, trochę zaśnieżonego szkła laboratoryjnego. Tak, chociaż było ciemno, Andy wyraźnie widział, że było zaśnieżone. Niektóre szyjki różnokształtnych kolb były wręcz całe białe. Czy to coś znaczyło? A może było zupełnie nieistotne? Andy pewnie by wiedział, gdyby choć trochę lepiej znał się na chemii.
Kiedy w końcu przebieranki dobiegły końca, pierwsza grupa mężczyzn mogła wyjść na korytarz. Było tam zupełnie ciemno, ani śladu żywej duszy, a przynajmniej tak sądzili. Zrobili kilka kroków, zanim nagle nie oślepiło ich ostre światło. Zostali złapani? Nie, to była fotokomórka. Tymczasem Fay mogła zobaczyć jak na jednej z kamer rozświetla się obraz.
Christian wrócił do pokoju bez żadnych przeszkód. Nic podejrzanego, to naprawdę było... podejrzane. Zwłaszcza biorąc pod uwagę dzisiejszy ptasi nalot. Przez coś przecież musiały tak wariować, prawda? Może mieliście u siebie jakiegoś mutanta, który zakłócał pole magnetyczne czy coś takiego? Właściwie, nie przypominał sobie o kimś takim, ale Chris był przecież mutantem, nie mówili mu o wszystkim. Nie ważne jak to wszystko było podejrzane, przynajmniej dokumenty okazały się czekać na swoim miejscu.
_______________________________________
• Na odpisy macie czas do godziny 22:00, 9.05.18 - kolejne odpisy MG będą mieć miejsce co 24 godziny! *Chyba, że zostanie to inaczej uzgodnione z większością graczy biorących udział w wydarzeniu.
• Event ma formę w większości opisową - kości będą wykorzystywane w sytuacjach spornych.
Statystyki:
Ukryj:
Numer porządkowy: 1
Dane:Aaron Bartowski Ekwipunek: broń (19 naboi), nóż myśliwski, 3 zapalniczki
Żywotność: 95%
Opanowanie: 100%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3]
Numer porządkowy: 3
Dane:Fay Murphy Ekwipunek: 2x raniuszek amerykański, tyran zachodni, rewolwer + 4 magazynki
Żywotność: 98%
Opanowanie: 86%
Inne: Kontrola nad zwierzętami [5/2]
Numer porządkowy: 4
Dane: Ronnie Henderson Ekwipunek: Broń palna + 3 mag. x33, nóż myśliwski (składany), zapalniczka
Żywotność: 98%
Opanowanie: 100%
Inne: Przyspieszenie molekularne (eksplozje) [5/3]
Numer porządkowy: 5
Dane:Andy Dark Ekwipunek: brak.
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:Panowanie nad Nefrytem [6/2]
Numer porządkowy: 6
Dane:Christian Spivey Ekwipunek: broń, butelka wody
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Kriokineza [4/3]
Christian Wilson - 2018-05-09, 19:33 Kiedy znalazłem te teczkę można powiedzieć, że ulżyło mi, bo chociaż dogadywałem się z Smithem nie chciałem mu podpaść. Zresztą nikim tutaj nie chciałem mieć zatargów. Nauczyłem się, że lepiej się żyję jak przynajmniej chociaż trochę dogaduje się pracującymi ludźmi tutaj. Na moje szczęście nie wszyscy są tacy anty-mutantowi, że idzie z nimi normalnie pogadać. Chociaż zdarzają się i tacy, którzy nie przychylnie na mnie patrzą. Jednak mam to gdzieś, bo puki mi nie wchodzą drogę to jest dobrze. Przecież nie wszyscy muszą nas lubić. Kiedy znalazłem te dokumenty ponownie schowałem tym bardziej głębiej by ich znowu nie zgubić. Nie miałem ochoty przynajmniej ponownie wschodzić na dół. Potrzebowałem chwilę by odetchnąć i wyzbyć się z głowy tych przeklętych wspomnień. Które mnie uderzyły. Po za tym mogę wytłumaczyć się tym, że nie sprawdziłem całej góry. Dlatego wszedłem do pierwszego lepszego mieszczenia. Którym okazało się jakieś laboratorium. Jak na moje z dziwnie zastałem w nim jeszcze jedną osobę. Która zdaję się zapomniała, że powinien skończyć pracę. Postanowiłem mu o tym przypomnieć. Bo przecież był też człowiekiem i nie ważne czym się tak zajmował powinnien odpocząć.