Aaron Bartowski - 2019-11-06, 22:27 Zagubienie. Nie wiem, co się ze mną działo. Stałem nad nieprzytomną dziewczyną, której kompletnie nie znałem, a jednak… Dezorientacja. A jednak coś mówiło mi, że powinienem ją znać. Wśród tych wizji pełnych katorgi przemknęła mi również jej twarz. Nie mogłem jej nie zapamiętać, skoro tak bardzo cierpiałem na widok jej płonącego wizerunku. Irytacja. Pozostawałem ograniczony przez amnezję. Nie znałem jej, walczyła z nami – powinienem się tego trzymać. Nie potrafiłem.
Padłem przed nią na kolana, by sprawdzić jej puls. Jakiś głos przemawiał do nas urywanie. Nie można było zrozumieć poszczególnych słów, ale brzmiało to jakoś jak ewakuacja? Nic mi o tym nie było wiadomo, więc spróbowałem odnaleźć wzrokiem Theresę. Może konkretnym gestem miała przekazać mi dalsze instrukcje…? Spojrzałem na nieznajomą. Co miałem z nią zrobić? Zabrać ze sobą. Straciła przytomność. Musiała ją odzyskać, bym mógł o cokolwiek ją zapytać.
Wstałem, chcąc ocenić sytuację i ewentualnie się stąd ewakuować z nią na rękach, ale… Właśnie. Zgiąłem się zaraz wpół. Los nie był dziś dla mnie litościwy. Poczułem paraliżujący ból w okolicy brzucha, a zaraz później zacząłem mieć straszne wzdęcia i mdłości. Ugh! A właśnie dla uniknięcia takich dolegliwości starałem się kiedyś zdrowo odżywiać… Och, zdrowo się odżywiałem.
Nie czas był jednak na odzyskiwanie wspomnień, bo mi się zbierało na wymioty. Ki czort?Vincent Edams - 2019-11-07, 18:15 Cichy, łagodny głos Marceline, wyrwał go z matni, a podmuch mocy mutantki, sprawił, że gwałtownie wrócił na ziemię. Wciąż drżąc jak w gorączce, rozejrzał się nieprzytomnie. Ktoś użył na nim mocy i z pewnością nie była to przyjemność. Otarł zimny pot z twarzy i wstał, gdy usłyszał słowo, które natychmiast go otrzeźwiło.
Ewakuacja.
Był wyszkolony do wykonywania poleceń. Jak ewakuacja, to ewakuacja. Już jedną białogłową dziś ratował. Zrobił co mógł, teraz musiał spieprzać, bo będąc pojmanym, czy martwym, za wiele nie zwojuje. Już miał wziąć nogi za pas, gdy poczuł, jak żołądek zaciska mu się boleśnie, a pospiesznie zjedzone śniadanie, wraca z powrotem. Pochylił się i zwymiotował paskudnie, co zapewne ani miłe dla oka, jak i nosa nie było.
Co do cholery?! Aż tak nim wstrząsnęła jego własna wizja, że aż się zrzygał z nerwów?
-Ewakuuje się - wymamrotał przez krótkofalówkę
Wciąż walcząc z bólem trzewi , zebrał się w sobie i już miał uciekać, gdy dostrzegł nieprzytomną Ricky. Nie znał typiary, nie był pewien, czy to przyjaciel, czy wróg, ale marny jej los, jak tu zostanie. Najwyżej będą mieć kolejnego zakładnika. O ILE Aaron nie zrobił tego pierwszy, lub mu nie przeszkodził, przerzucił sobie dziewczę przez ramię i zaczął biec, modląc się, by nie zerzygać się znowu...albo coś gorszego. Jeżeli Aaron już ją trzymał, po prostu zaczął biec do punktu zbornego, by się ewakuować.Leilah Addams - 2019-11-08, 02:38 Jakaś pierdolona wizja i to w takim momencie pomyślała Leilah i potrząsneła głową. Była zła, zła na siebie również, że dałą się porwać takiej wizji, co na polu bitwy takim jak to jak to mogło się skończyć tragicznie. Na szczęście teraz jej wojskowy trening, mentalny przede wszystkim, miał jej przyjść z pomocą i odłożyć wszystko co tam zobaczyła i wszystkie emocje z tym związane na później. Już miała obmyślac kolejny plan jak ruszyć naprzód i zaatakować po raz kolejny, kiedy poczuła nagły i ostry ból brzucha, tak, że była zmuszona wciągnąć głęboko powietrzeć i zacząć oddychać głęboko by utrzymać się na nogach. Teraz była już na siebie ostro wkurwiona, czuła bowiem jak niewiele pokazała na polu bitwy, mimo całego swojego wyszkolenia. Wiedziała, że pułkownik Avan spoliczkowałby ją za to, zresztą ona sama miała ochotę to zrobić ze sobą. Z takim bólem brzucha nie zrobi zbyt wiele. Potem usłyszała komunikat o ewakuacji i to w zaledwie kilka minut. Co więc mogła zrobić poza wycofaniem się? Niezbyt wiele. Przeładowała pistolet wciąż głęboko oddychajac i łapiąc się co jakiś czas za brzuch i wychyliła się z klatki by oddać kilka strzałów, następnie wyjść i zacząć wycofywać się do miejsca gdzie miała nastąpić ewakuacja.Christian Wilson - 2019-11-08, 11:43 Życie bywa różne raz pod górkę, a innym razem z górki. Czasem jedna rzeczy nam nie wyjdzie, a inna natomiast tak. Jednak jedno w nim jest pewne, że nigdy nie należy rezygnować i się podawać. Tak samo ja nie zamierzałem się podać, a musiałem coś zrobić, by zatrzymać wojsko. Poza tym dziwiłem się, że nikt nie został przy Rogatkach z atakujących. Tylko wszyscy skierowali się do środka. Jednak nic z tym faktem nie mogłem zrobić i teraz musiałem liczyć na siebie.
Widząc jak woda zbiera się, a na niej maluje się szron. To byłem dumny ze swojej mocy. Pamiętam jak kiedy obawiałem się swojego daru. Jednak dostrzegając nim piękno i dobre strony zacząłem bardziej panować nad mocą. Szron zaczął coraz bardziej zmieniać się i po chwili nie było nim śladu, a na jego miejscy pojawił się piękny słup lodu. Samochód zaskoczony niczym Titanic próbował walczyć z lodem. Jednak jak statek przegrał z nim wywracając się. Niestety chociaż auto blokowało drogę został jeszcze sprawa czołgu, a co dla niego takie auto. Raz dwa... go przesunie i droga będzie wolna.
Udałem się do budki aby włączyć alarm nawet jeśli wiedziałem, że zwrócę na siebie uwagę trzeba było coś zrobić. Powiadomić ich o zagrożeniu by mieli czas na reakcję bądź ucieczkę. Widząc, że wyciągają broń przez moją głowę przepłynęły wiele myśli. Jednak żaden nie wydawał mi się dobry... Po prostu większość kończyło się natychmiastową moją śmiercią. A nie śpieszyło mi się na drugą stronę.
Wdech wydech, podobno potrafi zdziałać cuda. Chwyciłem broń, którą wcześniej zamroziłem i szybko usiadłem na podłodze. Wątpiłem by przeszli dalej nie sprawdzając czy ktoś jest w budce. Jednak byłem mundurze, ranny więc jedyne co przychodziło mi do głowy to gra aktorska. Miałem tylko nadzieję, że umieć dość dobrze grać. Bo innym przypadku czarno widzę swoją przyszłość.Esther Goth - 2019-11-09, 13:38 Czuła jakby coraz bardziej pogrążała się w tych obrazach. Nic nie pomagało ani światła, a tym bardziej szczypanie się. Wszystko była tak realne jakby to nie był sen. Jednak Esther po prostu czuła, że to nie może być prawda. Po prostu nie mogła być... Ona nie skrzywdziłaby swoich bliskich, bo nawet miała opory zrobić to swoim wrogom. Poza tym, jak mogła skrzywdzić kogoś kto już nie żył. Lisa nie żyła już ponad rok tak samo, jak jej rodzice. Widziała ich śmierci... więc to nie mogła być prawda. Zasłoniła oczy dłońmi jakby to miało jej pomóc pozbyć się tych obrazów przed nią. Nie chciała tego widzieć, nie chciała na to patrzeć i nie chciałaby to była prawda.
Kiedy ponownie otworzyła oczy ponownie znajdowała się przed komisariatem. Czuła pod sobą szorstką powierzchnie najezdni. Poczułam ulgę nie dlatego, że leżałam przed komisariatem. Dlatego, że to wszystko nie działo się na prawdę. Cieszyła się tym, że to, co przed chwilą widziała to był tylko koszmar. Jednak czuła też, że odcisnęło na niej swoje piętno. Powoli wstała rozglądając się po okolicy. Nigdzie nie było widać mundurowych z wyjątkiem jednego, który stał nieopodal. Jednak wydawał się tak samo zagubiony, jak pozostali. Poza tym nie miała czasu się przejmować nim. Zwłaszcza że ten nie atakował tylko stał..., a miała inne problemy. Jak na przykład komunikat, że mają trzy minuty na ewakuację. Rozejrzała się za swoimi towarzyszami i mutantami, którymi tutaj przyszła. Nie zachowałaby się fer do nich gdyby uciekła stąd nie zastawiając ich samych sobie. Sama ich tutaj przyprowadziła, mogli być już wolni i pewnym sensie czuła się za nich odpowiedzialna.
Jednak trzy minuty to nie dużo więc postanowiła się ewakuować do miejsca zbiórki...Nicholas Grenville - 2019-11-09, 17:19 Szczęście im dzisiaj dopisywało i obeszło się bez pierwszej pomocy dla Mary, której moc okazała się na dzisiaj bardzo pomocna. Ale tez Nicholas obawiał się o jej limity. Mimo wszystko, trzymała się dobrze. A skoro kraty puściły, mógł prześliznąć się do środka, wyważając okno z zawiasów i rozbijając szyby. Obejrzał się za siebie, czy by nie musiał pomóc wejść do środka dziewczynie, ale ta poradziła sobie dobrze. Nie pozostawało nic innego, jak ruszać dalej. Pobieżnie rozejrzał się po pomieszczeniu, orientując się to musi być ważny gabinet. Nie miał jednak za wiele czasu na szperanie w papierach, widząc że tym zajęła się Mary. Ruszył do drzwi wyjmując broń i sprawdzając ponownie jej zabezpieczenia i magazynek. Odbezpieczona i gotowa do użycia. Podszedł do drzwi i przyłożył ucho by nasłuchiwać czy ktoś jest na korytarzu. Mając pewność czy jest cicho czy ktoś stoi, spojrzał na Mary, która już gotowa była ruszyć dalej. Nicholas otworzył drzwi i jeżeli stał tam jakiś strażnik, załatwił go uderzeniem z broni w tył głowy by pozbawić przytomności. W inny wypadku wychodząc na korytarz i ktokolwiek z mundurowych byłby na korytarzu, sprzątnąłby ich strzałem celnym w głowę z broni.
W sytuacji, gdyby korytarz był pusty, mogliby wyjść na spokojnie i ruszyć we wskazanym przez Mary kierunku. W między czasie Grenville otrzymał komunikat o ewakuacji, gdzie czas był przesadnie za krótki. Przeklął niezbyt z tego zadowolony, ale nie mają wyjścia. A chwilę później, usłyszał alarm (o ile Chrisowi się udało).
- Ewakuuj się. Ja poszukam pozostałych.
Wydał polecenie Mary, z tego też względu, że miała przy sobie ważne dokumenty. I one powinny opuścić to miejsce. On z kolei ruszy w stronę miejsca, gdzie mogliby przebywać zamknięci mutanci. Tym samym odebrał komunikat od Vincenta, co było dobrym znakiem że chłopak żyje.
- Przyjąłem.
Odpowiedział mu krótko, skupiając się na swoim zadaniu. Jeżeli nie mieli, albo on nie miał na drodze mundurowych, nie musiałby oczyszczać drogi zabijając z pistoletu każdego. Jeżeli było inaczej i pojawił się problem, zabijał oddając strzał. Wszystko też zależy od decyzji Mary, czy go posłuchała i udała się w stronę wyjścia, czy podjęła ryzyka czasowego i została z nim.Marian Cook - 2019-11-09, 21:14 Marian w chwilę po użyciu swej mocy uświadomił sobie trwogę jaką wywołał. Nawet jak wyjdą z tego wszyscy cało chyba nie obejdzie się bez srogich tortur wzmożonych jego własnymi, które sobie zaoferował. Ale hej, teraz każda ze stron będzie zmuszona powiedzieć, że akcja była całkowicie "posrana", atmosfera "gówniana" i ogólnie wszyscy mieli "przesrane". Taki win- win, tylko że loose- loose.
Jak już się opanował, słuchał wszystkiego co się dookoła dzieje z niezmiernymi bólami które nadchodziły czy też miały dopiero nadejść. Tak mocno jeszcze nigdy nie przesadził, raczej na tym bòlu się nie skończy.... Oh, niech uda im się uciec, inaczej będzie mocno współczuł wszystkim osobą w jego otoczeniu i sobie samemu. W każdym razie, postanowił rozejrzeć się za jego kamratami i zacząć uciekać. Chyba nie było innej opcji, prawda? Nawet jesli go napierało, on musiał napierać mocniej. W sensie, do celu. W drugą stronę lepiej nie. Bo gówno mu z tego wyjdzie.Bradley Grey - 2019-11-10, 01:27 // z telefonu
Dzisiaj nic nie szło po jego myśli. Jedynym sukcesem jaki mógł sobie przypisać było pozbawienie broni we wrogiej drużynie. Nie było to łatwe zaklęcie, ale ostatecznie uratował nie tylko swoje życie.
Reszta jego działań w dużym stopniu była bezcelowa i zdawał sobie z tego sprawę. Nie miał co prawda czasu, żeby się nad tym głębiej zastanawiać.
A teraz? Jego moc nie zadziałała tak jak powinna i nie był w stanie się uchronić ani przed mocą wrogiej mutantki ani przed tym nagłym podmuchem, który powalił go na ziemię.
Zobaczył niebo i znów poczuł każdą swoją ranę. Ale zamiast się poddać, zacisnął zęby i próbował wstać. Wszystko go bolało, ale nie pierwszy i nie ostatni raz. Był już do bólu przyzwyczajony.
Gdy wstał dość niezdarnie, zobaczył że większość osób nagle opuściła to miejsce. Sam też nie zamierzał przebywać tu dłużej niż to konieczne, więc gdy tylko odzyskał władzę w nogach, ruszył przed siebie i ruszył na miejsce zbiorki.Penelope Mares - 2019-11-10, 12:29 Najgorsze jest to, że nie wiesz co dzieje się z tobą i twoim ciałem. Nie wiesz w tedy kto jest przy tobie i czy uzyskasz pomoc. Tym bardziej nie pamiętasz tego co przed chwilą się wydarzyło. Jednak powoli wszystko do ciebie wraca. Powoli i bardzo wolno zalewają Cię wspomnienia z ostatnich minut. Jednak dla mnie to nie było wybawieniem, bo miałam jeszcze większy mętlik głowie niż przed sekundę. Dodatkowo głowa mnie tak bolała jakbym przebalowała całą noc.
Pierwsze co udało mi się zniszczyć to twarze mutantów. Byli przerażeni oraz wyglądało jakby za chwilę mieli paść do kanału. Jednak to nie zmieniło tego, że widząc ich od razu stanęłam podycji bojowej gotowej obrony . Widząc, że nikt nie stanowi zagrożenia. Spojrzałam na nich raz jeszcze słysząc komunikat. Ciężko było zrozumieć o co dokładnie chodziło.
- Tutaj Obiegt478g proszę powtórzyć komunikat - powiedziałam nawet nie wiedząc czy radio działało na tyle by przekazało wiadomość.Mistrz Gry - 2019-11-11, 01:53
Możecie mieć pokój. Możecie mieć wolność.
Ale nigdy nie liczcie na posiadanie ich obu...
Wyjątkowo poważnie do tego podchodził obecny Rząd - wierząc w większe prawo do pokoju, poprzez wprowadzenie własnych restrykcji. Były momenty, gdy ludzie naprawdę chcieli wierzyć, że te metody są skuteczne. Ale... Co z ostatnimi miesiącami?
Ta bezpieczna przystań, Dzielnica Ochrony Mutantów właśnie była niszczona. Stała się ofiarą paskudnego ataku terrorystycznego, z którego nie mogła wyjść cało. Ale czy to na pewno był krok przeciwko pokojowi?
A może jednak krok ku odzyskaniu wolności?
Jedną z osób, która gdzieś głęboko w swoim wnętrzu doskonale znała odpowiedź na to pytanie, z całą pewnością był Christopher. Choć obolały i wciąż lekko otumaniony, znalazł w sobie siły, by nie tylko wstać, ale i ruszyć wgłąb budynku, zgodnie ze swoim pierwotnym planem. Jak się musiał zdziwić, gdy celując swoją nową bronią przed siebie, ujrzał otwierające się drzwi, a za nimi... Nicholasa, który teraz trzymał na muszce naszą jaszczurkę?
Trwało to zaledwie sekundę, gdy mężczyźni mierzyli do siebie, zanim ujrzeli w swoich obliczach sojuszników. Nie minęła też chwila, jak zza pleców Greenville'a można było dostrzec mały, powolnie się poruszający tłumek, na którego czele była Lasair o swej nieokiełznanej fryzurze. Mutanci, których uwolniła widzieli w niej istnego dowódcę dzięki słowom, które skierowała w ich stronę. Poza tym... Przecież doskonale wiedzieli, że nie mają już nic więcej do stracenia - w końcu Rząd odebrał im już wszystko, łącznie z człowieczeństwem.
Czy więc ucieczka była takim złym pomysłem?
Pałeczkę na chwilę miała właśnie przejąć Mary, która - bez większych ogródek - po prostu kierowała swoje kroki przez korytarz, w kierunku, z którego wcześniej przydreptał tu Varcer. Nawet z tym wolnym ogonkiem, rozciągającym się na końcu grupy, dojście do drzwi zajęło wyłącznie kilka sekund.
Nie było tu już szwadronowców, nie było też kundli - poza dwoma, nieruchomymi już ciałami. Na podłodze rysowały się wyraźne ślady krwi, rozniesione przez wojskowe buty ich właścicieli. Nie trzeba było być detektywem, by zauważyć kierunek poruszania się wrogów - na zewnątrz.
Czyżby to miało znaczyć, że misja... Się nie powiodła? Że zbyt wiele ofiar zostało poniesionych?
Z całą pewnością wzrok wszystkich zebranych powędrował na pole bitwy, nim ruszyli w dalszą drogę ku wolności. I na całe szczęście - zamiast tak samo zimnych trupów, ich oczom mogły się ukazać te nieszczęsne, obolałe duszyczki walczące z mijającymi problemami gastrycznymi.
Z całą pewnością najbardziej rzucała się w oczy scena rozgrywająca się właśnie nad nieprzytomną Ricky. Oto stał nad nią Aaron, który nie widząc nigdzie swej przełożonej, próbował podnieść Roseberry na własnych rękach, gdy zgięło go boleśnie w pół, przez co oboje upadli ponownie na ziemię. Inferno mógł to poczuć głównie w swoich kolanach, gdy blondynka - głównie na twarzy i odsłoniętych częściach ciała, zyskując kilka siniaków i zadrapań. Ten czas postanowił wykorzystać Vincent, który pozbywając się swoich treści żołądkowych, zdołał choć trochę przyspieszyć swego tempa w dojściu do rannej towarzyszki. Nawet mimo cierpienia jego trzewi - wyciągał swoje dłonie w jej kierunku, tylko czy Bartowski zechciał ją wypuścić ze swoich napiętych, nie do końca pewnych objęć?
Swojego dotychczasowego wroga postanowił jednak zignorować Bradley - który podnosząc się z ziemi i słysząc komunikat w krótkofalówce, niemal natychmiast chciał się wycofać. Jego próba szybkiej ewakuacji spełzła jednak na niczym - bowiem moc gastroferezy i w niego uderzyła z olbrzymią mocą, ostatecznie zmuszając go do ponownego padnięcia na kolana. Ścisk w żołądku z całą pewnością nie był przyjemny, podobnie, jak skurcze w jego jelitach...
Z podobnymi objawami zmagała się również Esther, która nawet w obliczu tego cierpienia starała się dostrzec swój tymczasowy oddział wśród ofiar tej ulicy. Na nic się to jednak zdawało, gdy wzrok wciąż powracał na asfalt, gdy w gardle tak nieprzyjemnie się odbijało...
Oboje poczuli ulgę dopiero po dłuższej chwili, gdy to Marian obudził się ze swej wizji, samemu cierpiąc katusze. Wola przetrwania jednak wyraźnie nakierowywała go na działanie - szukał więc wzrokiem tych, którzy nie toczyli się po ziemi na kolanach, a wśród nich mógł znaleźć... Leilah. W jej brzuchu wciąż nieprzyjemnie burczało, ale chociaż udało jej się już wyprostować i kierować swe kroki ku murom - dokładnie w to samo miejsce, dzięki któremu w ogóle znalazła się na terenie tej dzielnicy.
Wśród uciekających było widać dwa kierunku - znaczna większość uderzała w kierunku rogatek, podczas gdy kilku wyjątkowych - próbowało wbiec w równopadłe uliczki. Jaką jednak decyzję podejmie opiekun całego tego przedsięwzięcia, widząc tak wielu mieszkańców DOMu pod skrzydłami swych pobratymców, gdy w krótkofalówkach rozbrzmiał kolejny komunikat, któremu wtórował dźwięk syren alarmowych?
- EWAKUOWAĆ SIĘ, NIEBEZPIECZEŃSTWO OD WEJŚCIA, DWIE PLUS MINUTY!
Ton przyjaciela o nieznanej urodzie po raz pierwszy rozbrzmiał tak dramatycznie - jakby widział coś na własne oczy, nim zadecyduje o ostatecznym rozwiązaniu tego piekła. Nie było więc czasu na analizowanie, nie było czasu na kłótnie i dalsze walki - cokolwiek się miało dziać, z całą pewnością - było to poważne.
Coś o tym wiedział Christian - który na własne oczy mógł dostrzec to zagrożenie, a teraz kulił się smutno wewnątrz zniszczonej budki. Z całą pewnością - jego wygląd mógł budzić żałość w każdym, kto go mijał. Może więc dobrze wyszło, że szwadronowcy z wymierzoną bronią znaleźli tak okaleczonego kundelka?
Ich bronie wciąż były w gotowości, gdy odsuwali jedną z belek na budce, widząc znajomy mundur rysujący się pod tymi pseudo gruzami.
- Co tu się do jasnej cholery dzieje, żołnierzu?! - Rozgrzmiał głos jednego z uzbrojonych, który do tej pory nie miał zbyt wielkiej styczności z Frostem. Ot - wiedział, że ten członek oddziału miał pełnić dziś tu służbę, bo miał go zamienić zaledwie za kilkadziesiąt minut.
Spivey był więc na razie na wygranej pozycji. Pytanie brzmiało - czy zdoła ich przekonać do swojej wersji wydarzeń i zmusić, do wyjścia z tego terenu, nim będzie za późno?
Za późno - tak, jak za późno Penelope przekonała się o negatywnych skutkach własnych decyzji.
Czy to uderzający ból w głowie sprawił, że odezwała się dokładnie tak, jak była uczona na swoich treningach, będąc otoczoną wrogami? Ci mutanci zaufali tamtemu blondynowi, zaufali tamtym dziewczynom, które wyciągnęły ich z budynków, zaufały tamtemu kundlowi ze złamaną ręką. I po co? Żeby wyprowadzić ich na nowo w pułapkę?
O nie, nie było takiej mowy.
Kobieta mogła zauważyć, jak strach na twarzach obdarzonych zmienia się w determinację i złość, a już po chwili - jak obce sylwetki zbliżają się w jej kierunku.
-Obi...78G, Podaj s... pozyc... ie oddział?!- Zabrzmiał męski głos w jej krótkofalówce, co budziło jeszcze więcej pesymizmu i agresji wśród chowających się w kanale. Pozycja obronna przyjęta przez kobietę nie zdawała się teraz wiele dawać - gdy jej ręce wciąż były spętane nieprzyjemną, plastikową żyłką.
Może warto zmienić taktykę działania, nim będzie za późno, a te wrogie kły widoczne ze stu metrów wbiją się w jej bladą skórę?
___________________________
MG oczekuje na odpowiedzi do 72h (13.10 ok. 22.00), post MG pojawi się do 24h od uzyskania ostatniej odpowiedzi.
Statystyki:
Ukryj:
Numer porządkowy: 1
Dane: Vincent Edams
Żywotność: 90%
Opanowanie: 95%
Inne: Kamizelka kuloodporna, kominiarka, pistolet, naboje, krótkofalówka, noże do rzucania, podręczna apteczka (opatrunki, opaska uciskowa, płyn do odkażania ran) znaczące obrażenia: złamane żebro
Numer porządkowy: 2
Dane: Bradley Grey
Żywotność: 91%
Opanowanie: 92%
Inne: po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe, dwa noże taktyczny bojowy RUI, 2 pistolety Desert Eagle, karabinek AK, kuloodporny hełm Ronin Devtac, kamizelka kuloodporna + plecak z nabojami, wodą i podręczną apteczką.
Numer porządkowy: 3
Dane: Nicholas Grenville
Żywotność: 83%
Opanowanie: 95%
Inne: Dwa pistolety desert eagle + zapasowe naboje wymienne, po dwa opakowania na jedną broń. Noże do rzucania, skrywane w obuwiu. Kamizelka kuloodporna. Broń palną ma ulokowaną w kaburach, umocowanych na pasku od spodni. Z kolei naboje, zapałki, scyzoryk, apteczka, po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe,, opaski zaciskowe (długość odpowiednia np. do skrępowania dłoni wroga) schowane ma w małym plecaku jaki wziął ze sobą. znaczące obrażenia: rana na skroni
Numer porządkowy: 4
Dane: Esther Goth
Żywotność: 100%
Opanowanie: 94%
Inne: kamizelka kuloodporna; krótkofalówka; noże do rzucania; pistolet Beretta M9A3 kal. 9x19 Black; naboje
Numer porządkowy: 5
Dane: Lasair Roarkedaughter
Żywotność: 45%
Opanowanie: 70%
Inne: znaczące obrażenia: wybity nadgarstek, porażenia od prądu (mod -1)
Numer porządkowy: 7
Dane: Christian Spivey
Żywotność: 87%
Opanowanie: 100%
Inne: pistolet, naboje, krótkofalówki, kamizelkę, obroże, chip, nóż, znaczące obrażenia: złamanie prawej ręki
Numer porządkowy: 8
Dane: Mary Pond
Żywotność: 100% Opanowanie: 81% Inne: -scyzoryk (klasyczny: śrubokręcik, dwa noże, pilniczek, nożyczki, korkociąg i otwieracz do kapsli), pistolet mutazynowy
-butelka wody (0,5l)
-notesik z notatkami i rysunkami, ołówek z gumką i jakiś długopis
-plecak mieszczący w sobie wszystko powyższe i mający po kieszeniach masę śmieci w stylu jakiś spinaczy, papierków czy gumek recepturek
-standardowy strój: spodnie, sportowe buty, koszulka, bluza z głębokim kapturem i chusta, na razie na szyi,
Numer porządkowy: 9
Dane: Christopher Varcer
Żywotność: 51% Opanowanie: 70% Inne: Czarna maska i zwyczajne odzienie. Brak noszonej broni oraz jakiejkolwiek zawartości w kieszeniach. Postać jest zachipowana.
Numer porządkowy: 10
Dane: Leilah Adams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 99%
Inne: 2 pistolety, 3 noże, naboje, kamizaleka kuloodporna, rękawiczki bez palców, krótkofalówka, granaty - plecak a w nim: apteczka (bandaż, woda utleniona, opaska), woda mineralna
Numer porządkowy: 11
Dane: Aaron Bartowski
Żywotność: 96% Opanowanie: 86% Inne: zwykły mundur DOGS ze wzmoncionymi rękawami, dwa karwasze z niewielkimi miotaczami ognia, załadowany Glock17 i do niego 4 magazynki po 17 naboi, pistolet ze strzałkami z mutazyną (nie wiem, ile tam strzałek), paralizator, dwie świece dymne i zapalniczka
Numer porządkowy: 12
Dane: Ricky Roseberry
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: scyzoryk, broń palna, nóż w bucie, bandaże, leki przeciwbólowe, latarka. Kaptur i chusta na twarzy.
Numer porządkowy: 13
Dane: Marian Cook
Żywotność: 70% Opanowanie: 70% Inne: patelnia
Numer porządkowy: 14
Dane: Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:
Christopher Varcer - 2019-11-11, 13:35 Adrenalina powoli opadała i mutant zaczynał odczuwać jak jego obolałe ciało domagało się odpoczynku. Czuł, że jego przydatność do walki wkrótce się skończy. Broń w jego dłoniach drżała, gdy przechodził przez jeden z korytarzy komisariatu. Christopher naprawdę nie chciał jej używać, nawet jeśli nie była ona w stanie zabić. Jakie miał jednak inne wyjście? Natychmiast spostrzegł uchylające się drzwi, mięśnie nóg napięły się, a mutant uniósł pistolet na wysokość głowy, gotów do wystrzału jak tylko zobaczy mundur. Jakie było jego zdziwienie, gdy ujrzał tego samego człowieka, którego spotkał przy rogatkach i który obiecał mu lepsze życie niż to, które ma obecnie. Za jego plecami z kolei spostrzegł nieznaną dziewczynę, która prawdopodobnie towarzyszyła temu mężczyźnie. Jakim cudem weszli tutaj tak szybko?
- Przepraszam... - powiedział tylko, opuszczając broń. Mimo działania mutazyny, Nick wciąż mógł dostrzec ten charakterystyczny gadzi ogon oraz lewe oko o złotej tęczówce.
Mutant drgnął, gdy za parą spostrzegł kogoś jeszcze, ale szybko rozpoznał w tej postaci kolejnego sojusznika. Dziewczyna z grupą więźniów. Udało się jej wypuścić ich z cel... ale widok obroży na ich szyjach wywołał u Chrisa dreszcze na plecach. Mało brakowało, by i jego spotkał ten sam los.
Kiedy wszyscy znaleźli się przy wyjściu, ogoniasty omal nie przetarł oczu ze zdumienia. Jeszcze chwilę temu przed komisariatem było istne pole bitwy, a teraz... panowała pustka. Po szwadronowcach zostały jedynie krwawe ślady prowadzące do wyjścia. Uciekli...? Chris miał złe przeczucia i wcale go ten fakt nie cieszył. Choć szwadronowcy zniknęli, przed komisariatem pozostali ci, którzy atakowali i jeden kundel. Żyli, ale... gad odwrócił wzrok, gdy młodzik (Vincent) akurat wymiotował. Zresztą nie tylko on. Wszystkim na zewnątrz dolegało coś podobnego.
Nie mieli jednak czasu się nad tym zastanawiać. Z krótkofalówek doszedł komunikat o ewakuacji. Chris zamrugał zaskoczony, ponieważ dopiero teraz usłyszał informację, że ich czas się kończy. Szybko jednak otrząsnął się z szoku.
- Oczyściłem boczną uliczkę z kamer... lecz aby się wydostać inną drogą niż się dostaliśmy... musielibyśmy znaleźć uszkodzoną część muru lub sami go zniszczyć. Słyszałem wybuchy nie tylko przy rogatkach, więc mur jest zniszczony nie tylko od jednej strony. - skierował swe słowa do mężczyzny obok (Nicholasa). Nie umknął mu fakt, że po niebie wciąż przemieszał się helikopter. Gdyby okazało się, że załoga nie jest po ich stronie, uszkodzone kamery na nic by się nie zdały, bo doskonale znaliby ich pozycję, obserwując ich z góry. Szybko więc rzucił inną propozycją
- Drugą opcją są kanały... Jednak od czasu incydentu... sprzed kilku miesięcy, w którym... uczestniczyła grupa uciekinierów włazy są zabezpieczone... i potrzeba dużej siły, aby je otworzyć. Niewykluczone, że burza podniosła tam poziom wody... - kontynuował, spoglądając w stronę najbliższego włazu. Zmęczony mutant cofnął się o krok, jakby ustępując innym pierwszeństwa. Kanały są zimne, ciasne... ze swoją klaustrofobią i obrażeniami tylko by wszystkich spowalniał.
Spojrzał ponownie na zamaskowanego człowieka (Nicka) i po chwili namysłu sięgnął do kieszeni spodni, wyciągając z nich pęk złożony z trzech kluczy.
- Tamta strażniczka przy rogatkach mi je podarowała. Jeden z nich, ten zaokrąglony, wygląda na ważny i może pasować do obroży... reszta może się Wam przydać w przyszłości. W Twoich rękach będą bezpieczniejsze... - powiedziawszy to wcisnął do jego dłoni klucze. - Moja przydatność już się wyczerpała. Spróbuję wydostać się swoją drogą. W kanałach tylko bym Was spowalniał. - mówiąc to nie było słychać w jego głosie smutku czy żalu do kogokolwiek. Zamiast tego lekko się... uśmiechnął? Chrisowi zawsze najbardziej zależało na innych, dlatego swoim własnym losem się mniej przejmował. Jeżeli nikt go nie zatrzymał i nie zaproponował lepszych rozwiązań, ruszył w kierunku pobocznej, znanej już sobie uliczki, licząc, że napotka dziurę w uszkodzonym murze, przez którą mógłby się wydostać. Na jego twarzy nie malowała się ekscytacja związana z wizją wolności jak u niektórych mieszkańców. Po tylu miesiącach w DOMie wydawało się to takie nierealne...Aaron Bartowski - 2019-11-11, 18:39 Ponownie coś zakotłowało się w moim biednym brzuszku. Sam nie wiem, czy bardziej chciało mi się wymiotować, czy może… Ech, te rozwolnienia. Wziąłem kilka głębokich wdechów, po czym ponownie zamierzałem podźwignąć nieznajomą na swoje ramiona. Dolegliwości dolegliwościami, ale musiałem jakoś ogarnąć dziewczynę, odnieść w bezpieczniejszy rejon, który najprawdopodobniej już nie istniał, po czym rozprawić się z tym paskudztwem. Paskudztwem… Totalnym, biorąc pod uwagę, jakie moce mieli ci mutanci. To niechybnie działanie któregoś z nich. D.O.G.S. za nic by mnie nie podtruwało, a potem nie wysyłało w tym stanie na pewną śmierć. Gdzie była więc Theresa? Czemu wcześniej nie potrafiłem odnaleźć jej wzrokiem? Czyżbym jednak został sam? Ale przecież inni towarzysze broni jeszcze walczyli, prawda?
Z pewnością walczyła rebelia. Jakiś chłopak. Młody. O dziecięcej posturze, choć chłodnym usposobieniu. Właśnie on. Rościł sobie prawa do nieznajomej… Czyżby ją znał? Ba!, musiał ją znać, skoro walczyli po jednej stronie i ryzykował życie, by ją ze sobą zabrać.
- Kto to jest? – zapytałem, patrząc się na niego z wyrazem twarzy, który ewidentnie mówił, że chwilowo nie zamierzałem od tak pozwolić mu jej stąd zabrać…, ale też widać było gdzieś tam w moich oczach tę nutkę niepewności. Bardziej byłem niepewny swoich działań czy może tego, co działo się w mojej głowie? Czy obu na raz, jednocześnie? Starałem się o tym chwilowo nie myśleć, by utrzymać trzeźwość umysłu, aczkolwiek wiedziałem, że coś nie grało i to bardzo. Może nie powinienem tak hardo walczyć o nieznajomą? Z jakiegoś powodu nie było jej ze mną w D.O.G.S. Może mnie zdradziła? Może zdradziła rząd? Może była winna śmierci Alby???
Skup się, Aaron. Dziewczyna, przeciwnik i pytanie, które zadałem. Trochę głupie w obliczu tej całej akcji, ale ważne. Może jakieś imię, coś, cokolwiek pomogłoby mi odzyskać skrawek pamięci?
Pozostawiłem ją powoli na ziemie, by móc typa zaatakować, jeśli pozwoli sobie na jakiekolwiek agresywne działania w stosunku do mnie… czy nas. Bo teraz byłem z nią, ona była ze mną.Nicholas Grenville - 2019-11-11, 19:03 Trzeba przyznać, że mimo ograniczonego czasu, problemy same się rozwiązywały i nie trzeba było szukać pozostałych. Ku zaskoczeniu Nicholasa, który wycelował pewnie ze swojej broni w postać przed sobą, zobaczył znajomego Gadziego-Mutanta. Choć nie w pełni a w połowie. Widocznie albo limity sięgały zera albo miał nieprzyjemną styczność z mutazyną. Kiedy ten opuścił broń, Nicholas uczynił to samo.
Na przeprosiny teraz nie było czasu. Chwilę po tym, za jego plecami rozległy się kroki. Uwolnieni mutanci.
- Dobra robota.
Pochwalił Nicholas dziewczynę, która według jego orientacji po przyjrzeniu się wszystkich, mogła być tą, która ich uwolniła (Lasair). W takim razie mogli wszyscy opuścić komisariat i to zaś uczynili. Nicholas nie ukrywał zaskoczenia widokiem jaki zastał. Mimo zasłoniętej części twarzy, nie ukrywał zaskoczenia widokiem jaki mu się nie podobał. Drugi komunikat jasno dawał do zrozumienia o zagrożeniu przy rogatkach.
- ZAWRÓĆCIE DO KOMISARIATU!
Wydał nagle rozkaz swoim towarzyszom przez ich komunikator, by nie biegli do rogatek. A widział, że mimo doznanych zapewne obrażeń, tam się kierowali.
Wtedy też odezwał Gadzi-Mutant, przedstawiając inne możliwości ucieczki. A przy wspomnieniu o podniesionym poziomie wody, westchnął.
- Domyślam się...
Tak, brał to na siebie że wkurzył Rebeccę a ta straciła panowanie nad swoją mocą. Skąd jednak miał wiedzieć, jak bardzo namieszano jej w głowie? Trudno się mówi.
Sięgnął do plecaka i wyjął granat. Plecak zdążył założyć z powrotem na plecy, kiedy usłyszał wyznanie nowego. Wyprostował się, trzymając teraz w drugiej ręce klucze.
- Zaczekaj.
Zatrzymał go słowami i spojrzał na niego.
- Przeżyj i nie daj się złapać. Liczę na ponowne spotkanie.
Skoro kanałami Gadzi-mutant ma szansę szybciej się wydostać, Nicholas nie będzie go zatrzymywał.
- Ale jeżeli zmienisz zdanie, ucieknij z nimi. Przyszliśmy ratować wszystkich.
Dodał. Następnie zwrócił się do Mary i Lasair, wręczając im granat.
- Znajdźcie to drugie wyjście i jeżeli będzie problem z wydostaniem się rozwalcie mur. Wyprowadźcie ich wszystkich i... Uwolnijcie.
Drugiej z nich dał klucze. Wyciągnął także krótkofalówkę i również im dał.
- Będziecie mieć kontakt z moją grupą. Gdyby coś się działo, niech mi przekażą wiadomość od Was. Ruszajcie.
Miał komunikator, to mu wystarczył by mieć kontakt ze swoimi. Reszta musi poradzić sobie sama. Czasu mieli bardzo mało. Zostawił ich i ruszył w stronę nieprzytomnej dziewczyny, Vincenta i Aarona, gdzie nieopodal stał gdzieś Bradley. Jeżeli ten nawiązał z nim kontakt wzrokowy, Nicholas gestem dłoni wskazał na siebie i jego, po czym na kundla. Chodziło i unieszkodliwienie go na dobre.
W między czasie, poinformował swoich przez komunikator.
- Kierujcie się do wyjścia za grupą uwolnionych i pół-jaszczura.
Dowódca wychodzi na końcu. Nie zamierzał nikogo tutaj zostawiać.
Celując w Aarona Nicholas podszedł bliżej i widząc co ten czyni, westchnął.
- Chodź z nami. Wszystko Ci wyjaśnimy. Teraz nie mamy na to czasu.
Mężczyzna wydawał się zachowywać podobnie co jego Rebecca, więc domyślił że pewnie i jemu namącono w głowie. Kojarzył go w z akt jakie Bractwo im udostępniło. Zatem nie miał powodu by go atakować i zabijać. Jeżeli da się z nim rozmawiać. Bradowi i Vincowi dał jedynie znak, by choć jeden z nich zabrał dziewczynę.
W razie sytuacji, gdzie kundel postanowi zaatakować, Nicholas strzeli mu w udo, albo z drugiej ręki puści wprost na jego twarz dość gęstą chmurę mgły gazowej by go potruć i osłabić jak w przypadku swojej ukochanej.Mary Pond - 2019-11-12, 00:14 Przy wyjściu z pomieszczenia spotkali kogoś nowego. Zdecydowanie mutanta. Miał ogon i dziwne oko, choć ze swojej perspektywy nie była w stanie określić co prócz koloru było w nim dziwnego. Jednak był po ich stronie. A przynajmniej Blondie go rozpoznał. Zamierzała pójść dalej korytarzem, ale dowódca miał inne zdanie. Kazał jej się ewakuować. Mary nie wyglądała na specjalnie chętną, ale ostatecznie cofnęła się. Wyszłaby tym samym oknem, którym weszła do budynku gdyby nie grupa więźniów. Zatem ktoś ich wyprzedził. Nawet lepiej, nie będzie trzeba się głowić jak otworzyć cele. Nie było też potrzeby się rozdzielać, skoro i tak zadanie wykonane i wszyscy teraz będą zmierzali do wyjścia.
Na zewnątrz komisariatu… lekko mówiąc, panował burdel. Ludzie w większości mieli problem z utrzymaniem się w pionie. Nie wyglądało to śmiertelnie, ale z pewnością nieprzyjemnie. Skupiła wzrok na więźniach i Blondie, żeby nie musieć patrzeć jak jeden z nich wymiotuje. Mutant- jaszczur, któremu teraz mogła przyjrzeć się dokładniej zaproponował dwie drogi ucieczki. Kanały… nie brzmiało to kusząco, zwłaszcza w świetle uwagi o podwyższonym poziomie wody. Już widziała tych wszystkich ludzi w ich stanie jak pływają czy nawet brodzą w tej wodzie. A potem ktoś przez przypadek zrzuci im na dół podłączony toster. Nah, chyba woli osobiście przenosić tych wszystkich ludzi nad murem. Przeliczyła ich naprędce oceniając ile glifów byłoby jej potrzebnych, by przeprowadzić taką akcję. Możliwe, że wyszłaby poza swój limit, a raczej nie potrzebowała zrzucać dodatkowych kilogramów. Wręcz przeciwnie.
-Lepiej nie uciekać kanałami. Ostatnie czego trzeba tym ludziom to zmuszanie ich do brodzenia w brudnej, zimnej wodzie. Lepiej będzie znaleźć wyrwę w murze. Lub wywalić nową.- wtrąciła się gdy Nick proponował jaszczurowi, by poszedł z resztą grupy. Ten okazał się mieć granat. I nawet jej go podał. Łał. Spojrzała na to rozszerzonymi oczami. Ze zdumienia. Jak tego użyć się domyślała. Wyciągnąć zawleczkę i rzucić. Albo wepchnąć gdzieś i odbiec. Całość po kilku sekundach wybucha. Dostały też klucze i krótkofalówkę. Granat trafił do bocznej kieszeni plecaka, którą była w stanie sięgnąć nie zdejmując go z pleców. Krótkofalówka znalazła się w kieszeni spodni. Klucze przekazała Lasair, o ile ta była zainteresowana. Jeśli nie, wepchnęła je do drugiej kieszeni i już. Nickowi tylko kiwnęła głową na znak, że przyjęła. Następnie zwróciła się do więźniów. Nie wiedziała czy jaszczur był stąd.
-Znacie to miejsce lepiej od nas. Wskażcie najkrótszą drogę do muru. W pewnym oddaleniu od rogatek.- to była prośba, ale pozbawiona zbędnych słów, które by na to wyraźnie wskazywały. Musieli się spieszyć, naprawdę nie mieli czasu na bawienie się w pojedyncze zwroty. Jeśli zdecydowali się współpracować, ruszyła w kierunku przez nich wskazanym rozglądając się. Była gotowa w razie czego stworzyć tarczę gdyby gdzieś pojawiło się zagrożenie. Przy murze były dwie możliwości. Trafili na przejście lub nie mieli takiego szczęścia. Mogli faktycznie przedziurawić mur, albo… Spojrzała na wysokość muru, a następnie na liczbę osób, jakie musiałaby przenieść. Była w stanie zmieścić ich na 4-5 glifach? Jeśli tak, to była gotowa zaproponować takie właśnie rozwiązanie.
-Mogę… przenieść nas górą. W ten sposób nie zrobimy hałasu. Ale to będzie dla mnie dość męczące.- zastrzegła. Musiała policzyć przynajmniej dwa glify. Jeden w górę i drugi w dół. Bo raczej wszyscy będą woleli bezpiecznie zlecieć w dół, a 8 sekund to może być za mało na drogę w obie strony. Choć jej glify ostatnio nieco przyspieszyły, więc może… Jednak nie mogła też ich puścić z pełną prędkością. Ludzie pospadają.
Jednak powyższa propozycja padła tylko gdy ludzi było dostatecznie mało by mogła faktycznie to zrobić. W przeciwnym razie rozejrzała się za miejscem gdzie mur wyglądał na słabszy i może granat byłby w stanie mu coś zrobić.Vincent Edams - 2019-11-12, 15:29 Vincent zawahał się. Nie miał pojęcia, czy w ogóle angażować się w konflikt, gdy czas uciekał,a on w zasadzie tej kobiety nie znał. Z drugiej strony, był tu, by uwolnić jak najwięcej mutantów, a domyślał się, że Ricky nim była, tak samo jak Kundel, który przed nim stał. I co ma zrobić? Atakować? Odpuścić? Ciągnąć na siłę obu?
Wtedy też usłyszał komunikat, by wracać pod komisariat. Czyżby ich punkt zborny, nie był już bezpieczny? Zaklął cicho pod nosem. Akcja robiła się coraz trudniejsza. Do tego nieznany mu Kundel, zadawał dziwne pytania. Jakby...miał przebłyski świadomości? Kurwa, to jeszcze bardziej komplikowało. Byłoby łatwiej, gdyby był wrogiem, sprzątnięcie go teraz, byłoby po prostu łatwiejsze.
Nie odpowiedział, obserwując Kundla podejrzliwie. Ta chwila wahania, pozwoliła Nickowi dotrzeć na miejsce. Wyglądało na to, że nie chciał, by Edams interweniował. Vinc spojrzał krótko na opiekuna i kiwnął głową. Może i dobrze, że nie musiał znów użyć mocy. Czuł już na języku charakterystyczny, metaliczny posmak, co niechybnie świadczyło o tym, że jedno nadwyrężenie mocy i krew pójdzie mu z nosa, jak z kranu.
JEŻELI Aaron mu na to pozwolił i nie wyprowadził ataku w jego stronę, to chwycił Ricky i zaczął biec, tam gdzie mu Nick kazał. JEŻELI Aaron zaatakował któregokolwiek z nich, chłopak uruchomił wektory, by wyprowadzić atak z zaskoczenia i trzasnąć mutantem kolejny raz o chodnik,nie zważając na to, czy go połamie czy nie.