To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

S. Bartowski - I poziom

Samantha Bartowski - 2018-02-22, 14:41

Słysząc jej wyznanie, na moim sercu zrobiło się znacznie lżej. Serio, nie miało dla mnie znaczenia to, co zostało w przeszłości, choć pewnie jeszcze nie raz będziemy do tej przykrej sytuacji wracać. Teraz to się jednak nie liczyło. Ważne było tylko to, że mogłyśmy być znów razem, choć teraz, choć te kilka chwil... W końcu... Nikt z nas nie wiedział, co przyniesie jutro...
Złożyłam krótkiego całusa na jej czole, wciąż głaskając jej miękkie włosy. Nie było to takie trudne, zważając na różniący nas wzrost i obecnie przyjęte przez nas pozycje. - Trzymam za słowo. - Wymruczałam, po czym jeszcze mocniej ją przytuliłam. Mogłam się poczuć znów te kilka lat młodsza, szczęśliwsza i zdecydowanie trzeźwiejsza...
Szybko jednak wróciłam do rzeczywistości, gdy ten słodki, anielski głos rozpoczął swoją historię...
- Oh, to trenujesz? I te mięśniaki z siłowni serio stać na coś więcej, niż obleśne podrywy? - zażartowałam, wciąż nie wypuszczając jej z mych objęć. No dobra, może tylko lekko je poluźniłam, co by móc czasem zerknąć na śliczną buźkę mej towarzyszki. Chciałam ją pojmować wszystkimi swoimi zmysłami, bez żadnych wyjątków. Choć... No, może jeden z nich mógłby się nie sprawdzić, jeżeli chciałyśmy kontynuować rozmowę... No i oczywiście pamiętałam, czym zajmuje się mój brat. Mimo wszystko, po tych wszystkich latach, po straconym czasie przepełnionym nienawiścią, powoli odnajdywaliśmy wspólny język. Nie widziałam jednak sensu we wspominaniu o nim w tej rozmowie. W końcu... Co ją mógł obchodzić Aaron? Znaczy, no okej. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, dobrze byłoby, gdyby się poznali. Ale jednak... Obawiałam się tej sytuacji, ponieważ Młody wciąż nie zdawał sobie sprawy z moich preferencji co do drugich połówek, jeżeli wychodziły one poza sferę alkoholową...
- To musisz jej koniecznie przekazać ode mnie gratulacje i... Zaraz, czekaj... Że tu? W Olympii? - zapytałam wyraźnie zszokowana, a z moich ust mimowolnie zniknął uśmiech. Kurwa. Jakim cudem ci wszyscy ludzie tak dobrze się przede mną ukrywali? Jakim cudem przez pieprzone 4 lata nie mogłam się natknąć na nikogo i nagle, teraz, w ciągu jednego miesiąca spotykam wszystkich?
Wzięłam głębszy wdech, bo oczywiście nie chciałam wystraszyć czy przepłoszyć. Byłam chyba bardziej zła na siebie... Czy to ja byłam ślepa?
Spojrzałam na drinka dziewczyny, który wciąż znajdywał się na ziemi. Za daleko, by się po niego schylić. Ale przecież obok siebie miałam jeszcze swoją szklankę pełną soku, prawda? Wystarczyło dolać do niej odrobinę pomarańczowego trunku, by Ricky dostała całkowicie nowy napój. Ja w końcu i tak łoiłam tą smakową wódkę na czysto. Jeśli miałam jej cokolwiek opowiedzieć o tych tragicznych zdarzeniach... Musiałam się napić. Nawet jej towarzystwo nie mogło wymazać tych wspomnień z mojej głowy... - Wszystko Ci powiem, tylko wybacz na sekundę. - puściłam ją, by złapać w ręce butelkę z tym napojem zapomnienia i zgodnie w moim wcześniejszym planem - dolać do mojej szklanki odrobinę i przekazać ją brunetce, a po chwili wlać sobie do kieliszka. Butelkę odstawiła a szkło lekko uniosłam, by stuknąć się z dziewczyną i wypić jego zawartość. Wtedy też mogłam ponownie złapać Roseberry w swoje objęcia...
- Nie wiem czy kojarzysz... Ale na początku lutego dość głośno było o tym ataku na przedmieściach, na polanie... - Zaczęłam, próbując przypomnieć sobie jak najwięcej. - W ogóle miało mnie tam nie być. F.P.T.P. wysłało mnie, bo ktoś inny się wykruszył. No i... Trochę się tam pokomplikowało... - Tak, mocno to ukróciłam. Ale przecież... Nie mogłam jej powiedzieć, że ten atak prawdopodobnie też był moją winą, prawda? Nie mogłam powiedzieć, że właśnie tam spotkałam Aarona. Po prostu nie mogłam... - Zaczęła się walka, mutanci zaczęli korzystać ze swych mocy... A ci pieprzeni ludzie z GC mnie postrzelili. Zamiast przekazać tym mutantom pomoc, prawdopodobnie wjebaliśmy ich w pułapkę... Byliśmy nieostrożni... - wspomnienia z tamtego dnia zaczęły nachodzić moje myśli, chwila po chwili... Wciąż czułam swąd palonych tkanin i ciał, wciąż widziałam wściekłość mego bliźniaka, wciąż widziałam krew... I swoją porażkę. - Jakoś udało nam się stamtąd spieprzyć, ostatecznie też to właśnie mutanci pomogli mi się ogarnąć, wiesz? Pewnie bym zdechła, gdyby nie oni... - Dodałam po chwili, już nieco bardziej optymistycznie, na wspomnienie spotkania Colleen i Sally, mimo, że wiedziałam jak ciężkie to było spotkanie dla młodszego Bartowskiego. Nie chciałam jej mówić wprost o bractwie - w końcu nie wiedziałam, czy sama do niego należy, a Aaronowi zdecydowanie nie chciałam dokładać roboty. Przynajmniej nie teraz, nie, dopóki całkowicie między nami się wszystko nie uspokoi...

Ricky Roseberry - 2018-02-22, 16:27

Ja też sama siebie trzymałam za słowo. Miałam nadzieję, że już nie popełnię żadnego błędu. Nie chciałam jej stracić. Nie w momencie kiedy po raz kolejny mam nadzieję na lepsze życie. Wiedziałam, że wszystko będzie trudniejsze niż przed laty, ale wiedziałam również, że my jesteśmy silniejsze. Miłe, drobne gesty Samanthy upewniały mnie w tym, że dobrze wybrałam. Moje ciało reagowało na nią bardzo przyjemnie, zwłaszcza gdy czułam jej zapach. Na wspomnienie o treningach uśmiechnęłam się. Przypomniało mi się kilka zabawnych sytuacji, gdy niektórzy do mnie podchodzili z chęcią "pomocy". Tylko Aaron był na tyle ogarnięty, żeby dać mi kilka rad bezinteresownie. Spojrzałam w oczy Samanthy nadal z uśmiechem.
- Taaak, było kilka takich sytuacji, ale Aaron jest bardzo dobrym trenerem i nie nigdy się nie zdarzyło, żeby próbował mnie podrywać. - zaśmiałam się cicho. - To on mi pomógł się znowu otworzyć na świat. - dokończyłam i nadal patrzyłam na moją ukochaną. Tak bardzo chciałam z nią zostać jak najdłużej to możliwe.
- Tak tutaj w Olympii. Wróciłyśmy tu właśnie w tamten dzień. Mieszkałyśmy w domku na drzewie, o którym Ci kiedyś opowiadałam, ale teraz już mamy mieszkanie. - powiedziałam patrząc na jej reakcję. Zauważyłam, że troszkę jakby posmutniała, albo się zezłościła. Spuściłam wzrok na jej nogę. Miałam nadzieję, że nie będzie zła za to, że to właśnie tutaj zamieszkałam. Wtedy pomyślałam, że to najlepsze miejsce, gdzie nikt by nas nie szukał. Gdy Sami odetchnęła i mnie puściła patrzyłam na jej poczynania. Dostałam w rękę drugiego drinka i odwzajemniłam gest dziewczyny. Wypiłam połowę trunku na raz i lekko się skrzywiłam. Może i nie było to jakoś mocne, ale od wyjazdu z Seattle nie miałam alkoholu w ustach. Po chwili uśmiechnęłam się i słuchałam opowieści mojego skarba. Pokiwałam głową na znak, że pamiętam tą akcję. Wtedy był ogromny ruch w bractwie zwłaszcza u łowców, po tym jak się okazało, że to zasadzka wszyscy byliśmy poruszeni. Zabolało mnie to że Samantha tam była. Czemu akurat ona?
- To na pewno nie wasza wina. Z tego co słyszałam to niezła jadka tam się odbyła. Dobrze, że uciekliście. - powiedziałam próbując ją odrobinkę pocieszyć. Przytuliłam ją jak było to tylko możliwe trzymając szklankę w jednej ręce. - Chyba muszę im podziękować. - powiedziałam delikatnie i wzięłam głęboki wdech by poczuć zapach Sami. Chciałam go jak najdokładniej zapamiętać.
- To co wracamy do życia i zamawiamy jedzenie? Tęskniłam za tym. - powiedziałam i puściłam jej oczko patrząc znacząco w jej piękne zielone oczy. Zazwyczaj, gdy tak zaczynałyśmy wieczór to żegnałyśmy się dopiero na następny dzień. Miałam nadzieję, że pamiętała to i zorientuje się co miałam na myśli.

Samantha Bartowski - 2018-02-22, 17:04

Wszystko szło idealnie. Wręcz... Zbyt idealnie.
To było wręcz niewyobrażalne. Przecież niemalże się już nie znałyśmy. Nie miałyśmy kontaktu od bardzo długiego czasu. A jedno wyjście na zakupy to wszystko zmieniło.
Zmieszanie, niepewność... To wszystko odeszło, wyparte przez ciekawość i chęć poznania się na nowo.
Tylko wtedy... Wtedy mój sen runął.
- Czek-czekaj... Co?! - spojrzałam na nią wyraźnie zbulwersowana tuż po tym, gdy nieco ją od siebie odsunęłam. - Aaron, że Bartowski?! - Zapytałam, chyba lekko podniesionym głosem. Kurwa, no tak. Przecież on też od lat ukrywał się w Olympii. Pracował jako trener. Ilu może być Aaronów - trenerów w tym popieprzonym mieście?!
Nie byłam zła na Ricky, nie złościłam się też przez sam ten zbieg okoliczności. Raczej... Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Może to właśnie dlatego Roseberry wcześniej nie chciała mi zaufać? Może dlatego jeszcze kilka minut temu chciała ode mnie uciec? Co jeśli... Co jeśli rozmawiali o mnie? Co jeśli Młody powiedział jej o tych wszystkich obrzydlistwach, które przed laty padły z mych ust?
Zacisnęłam wargi, biorąc wdech nosem. Nie mogłam teraz stracić panowania nad sobą, mimo, że sytuacja coraz bardziej mnie do tego zmuszała.
Powinnam się cieszyć - w końcu sama myśl, że braciak mógł komukolwiek pomóc, nawet w ciężkim dla siebie okresie powinna mnie podbudować. A jednak... Czemu sama poczułam się zdradzona?
- Ja pierdole. - Mruknęłam wyraźnie niezadowolona, uderzając pięścią w ścianę przy mnie. Byłam zawiedziona, zrozpaczona... Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Kolejny głęboki wdech... I dopiero teraz mogłam ponownie spojrzeć na brunetkę. - Wierzyć mi się nie chce, że od 4 lat mieszkam w Olympii, a nie mogłam spotkać ani Ciebie, ani jego. - Stwierdziłam w końcu, ze smutkiem w głosie. - Przepraszam, to wszystko po prostu mnie przerasta... - Dodałam po chwili, po czym prychnęłam na samą siebie. Rany, jaką ja miałam ochotę teraz wlać resztę zawartości butelki do mojego gardła... Powstrzymywałam się jednak, dla Ricky. Nie chciałam, by zobaczyła we mnie alkoholika, którym przecież byłam od lat...
Wzięłam kolejny wdech, uspokajając swoją wyobraźnię. Nie, na pewno nie było tak źle. Nie mogły spełnić się moje najczarniejsze scenariusze. W końcu... Gdyby się spełniły, mój bliźniak już dawno by mi to wytknął, prawda? Tylko teraz pytanie...
- Czy on... Czy on wie? O nas? Czy mówił coś o mnie? - w moim głosie dało się wyczuć zmartwienie i niepewność. Ja do tej pory nie miałam szansy wspomnieć Młodemu o mych dawnych relacjach - za bardzo byliśmy zaabsorbowani obecnymi zdarzeniami. A jednak bałam się, jaka mogłaby być jego reakcja, gdyby się dowiedział, że jego obecna przyjaciółka jest zarówno eks, jak i - jak sama chciałam wierzyć - obecną sympatią jego siostry. Czy można liczyć na bardziej pokurwiony związek?
Wróciłam wzrokiem na anielskie lico mej wybranki akurat w momencie, gdy ta wypiła do połowy podany jej napój. Znowu się uśmiechnęłam, chyba z lekkim rozbawieniem - którego w tej chwili chyba najbardziej potrzebowałam. - Hej, nie tak szybko. Nawet wieczór się nie zaczął, a Ty mi zaraz padniesz, jak utrzymasz to tempo! - Wysiliłam się na żart, pamiętając, że Ricky ma zdecydowanie słabszą głowę ode mnie. Zachęcona jednak jej działaniem, sama nalałam sobie kolejny kieliszek i jednym haustem go wypiłam. Przyjemne ciepło zaczęło rozchodzić się po moim przełyku i czułam, że niedługo i mi zacznie szumieć w głowie.
- Tylko mam wrażenie, że do tej jatki nigdy by nie doszło, gdybym się tam nie znalazła. - odparłam na jej słowa. Wciąż się nie domyślałam, że i ona jest częścią tej jakże niebezpiecznej organizacji terrorystycznej, której ja starałam się pomóc. Jej kolejne słowa jednak... Wprowadziły mnie w pewnego rodzaju zakłopotanie. - Czekaj, To Ty też? - zapytałam, spoglądając w jej oczy. Czy możliwym było, że właśnie z bractwa zna się z Aaronem?
Powinnam się jednak cieszyć, gdyż dziewczyna doskonale wiedziała, jak odwrócić moje myśli od wszystkicg tych dramatycznych przeżyć i wspomnień. Na jej mrugnięcie okiem, odpowiedziałam podniesieniem jednej brwi i przygryzieniem własnej wargi. Czy ona serio właśnie mnie prowokowała?
Wolałam jednak zostać na bezpiecznym gruncie, więc potrząsnęłam głową i zacharczałam dość znacząco.
- Em.. No... Tego... Tak, tak. Możemy. Tajskie? - zapytałam, wyraźnie zbita z tropu, wyciągając telefon z kieszeni moich spodni. Drugą dłonią starałam się natomiast objąć dziewczynę w taki sposób, wy mieć ją nie tylko blisko siebie, ale by mogła też dopatrzeć się menu na ekranie mojej komórki...

Ricky Roseberry - 2018-02-22, 19:46

Radość, niepokój, ufność, strach. Nie byłam w stanie zliczyć tego co czułam w tym momencie, byłam pewna tylko jednego. Każde moje słowo, każda opowieść, każdy gest są teraz ważne. Bardzo ważne biorąc pod uwagę to, że nie chciałam zjebać. Już od bardzo dawna domyślałam się, że Aaron i Sami mogli być rodziną, bo takie nazwisko jest rzadko spotykane, ale nigdy nie miałam odwagi zaczynać rozmów z Aaronem o niej. Nie miałam ochoty zatapiać się w smutku, a i on nigdy nic o niej nie mówił, więc uznałam to za zbieg okoliczności, aż do tej chwili. Aż do momentu, gdy Samantha tak źle zareagowała. Źle? Może przesadzam, ale jej podniesiony głos i zachowanie wskazywało na to, że go znała.
- Tak. Podejrzewałam, że się znacie. - oznajmiłam troszkę ściszonym głosem, bo nie wiedziałam jak Sami zareaguje. Nie chciałam sprawiać jej przykrości, ani nie chciałam by się złościła, a teraz właśnie to spowodowałam. Gdy uderzyła pięścią w ścianę spojrzałam na nią dziwnie i odrobinkę się odsunęłam. Nie żebym bała się, że mnie uderzy, ale wolałam dać jej przestrzeń.
- Sami uspokój się. Aaron jest twoim bratem? - połączyłam teraźniejsze fakty z tym co kiedyś od niej usłyszałam. - nic nie wie o Tobie. Znaczy wie, że miałam dziewczynę i uciekłam dlatego miałam depresję, ale nigdy nie powiedziałam imienia.- oznajmiłam i popatrzyłam na Sam. Faktycznie nigdy nie pomyślałabym, że moim trenerem jest jej brat. Nie chce mi się wierzyć jak blisko tej rodziny trzymałam się cały czas. Przerażające jak i ciekawe.
- Nie będzie tak źle. Chyba... - dodałam z uśmiechem. - Może tak byłoby lepiej. - powiedziałam z lekkim uśmiechem i wypiłam całą resztę trunku. Skrzywiłam się i zachichotałam
- I tak wychodzi że ty więcej wypiłaś to może spróbuję Cię dogonić. - oznajmiłam stawiając szklankę obok kieliszka mojej ukochanej. Patrzyłam prosto na nią, gdy wspomniała o tym, że to jej wina, że tak to się skończyło, a po chwili nie wiedziałam co odpowiedzieć. Dziewczyna szybko łączyła fakty nie ma co.
- Gdybym mogła właśnie skopałabym ci twoją zgrabną pupę. To nie była twoja wina. Nikt nie był najostrożniejszy na świecie. - oznajmiłam z zadowoleniem i wskazałam na to, gdzie siedziała gdy wspomniałam o jej tyłku. - Znam ich jeśli o to pytasz. - dodałam po chwili zastanawiając się nad tym jak dużo mogę wygadać Sami na naszym pierwszym spotkaniu. Miałam pewne wątpliwości co do tego czy robię dobrze, ale serce nie sługa, a mózg nie ma sił się kłócić, bo zalała go fala procentów. Nie szumiało mi jeszcze w głowie, ale korciło żeby pić jeszcze i jeszcze. Tak dawno nie czułam smaku wódki. Spojrzałam na Sami, gdy ta akurat przygryzała wargę, a po chwili się zaśmiałam słysząc jej chrząknięcie. Oj działałam na nią tak samo jak ona na mnie. Może jeszcze to wykorzystam.
- Jak najbardziej. - odpowiedziałam jej ze śmiechem i wtuliłam się w nią odrobinkę przysuwając moje usta do jej ucha.
- Nie radzę przygryzać wargi, bo za chwile zostanie pogryziona przeze mnie. - szepnęłam i się uśmiechnęłam patrząc w ekran telefonu.

Samantha Bartowski - 2018-02-22, 20:31

Podejrzewała? Błagam, jesteśmy rodzeństwem! Ba, żeby tylko, nawet bliźniętami! Wcale aż tak bardzo się od siebie nie różniliśmy. Znaczy okej, dzisiaj to może i braciak jest lepiej zbudowany ode mnie, ale dalej mamy ten sam rozbrajający uśmiech. Nie chciało mi się wierzyć, że Ricky nigdy tego nie zauważyła, zważając na fakt, że przy niej wykorzystywałam go najczęściej!
Prychnęłam na jej słowa. Nie chciało mi się wierzyć w to, że Roseberry nawet nie przyszło do głowy skojarzenie tak prostych faktów, jak moje pokrewieństwo z Aaronem.
Wiedziałam, że ostatnio stałam się bardziej agresywna. Chyba nawet miałam z tym większy problem, niż w przeszłości. Wiedziałam dobrze, czym to jest spowodowane, a mimo to, nie potrafiłam opanować swych reakcji.
- A nie widać? Serio, mała, Pijana chodziłaś na tę siłownię? - zapytałam z przekąsem spoglądając na nią z niedowierzaniem. Ulżyło mi jednak na wieść, że Aaron o nas nie wie. No, prawie. Nie wie tylko, że to o mnie mu opowiadała. Ale co, jak już się dowie? Ja pieprzę... Chyba będzie nas czekać ciężka rozmowa, której nie dam rady przeprowadzić bez butelki wódki... Przetarłam swoją twarz otwartą dłonią, by całkowicie odgonić te myśli. Nie pora teraz na to. Nie, Nie ma mowy. Miało być miło, a jak na razie tylko się wkurzałam. Co gorsza - nie o ucieczkę mej kochanki, a o jej późniejszą relację z moim bratem...
Uśmiechnęłam się jednak widząc, jak szybko opróżniła swoją szklankę.
- Wow, próbujesz mi zaimponować? - zaśmiałam się, odbierając od niej szkło i ponownie napełniając je alkoholem i sokiem, a samej sobie ponownie wlałam odrobinę wódki do kieliszka.
- Jasne! Jak niepełnosprawna, to można kopać, tak?! - rzuciłam po chwili z udawanym oburzeniem. Jasne, nie do końca potrafiłam sobie sama poradzić z traumą związaną z tamtą potyczką. Nie chciałam jednak się mazać, to do mnie nie pasowało. Byłam silną i niezależną kobietą, a ten wizerunek chciałam utrzymać nawet przed swoją sympatią. Zresztą... Chyba nie miałam już ochoty kontynuować żadnych przykrych tematów. Jeśli tylko brunetka więcej mnie nie opuści, będziemy mogły na każdy z nich przeznaczyć wystarczająco dużo czasu w przyszłości. Byle tylko jeden nie ciągnął za sobą drugiego, bo tyle negatywnej energii na raz nikomu nie służyło...
Tym bardziej, w chwilach takich jak ta. Rany, co ta dziewczyna robiła z moją głową...
Gładziłam lekko jej ramię, jedną ze swych dłoni, a moje ciało przeszły ciarki, gdy usłyszałam jej słodki szept... - To groźba? Czy obietnica? - spytałam, unosząc jedną ze swych brwi, jednak nawet nie dałam jej czasu na odpowiedź, gdyż akurat otworzyłam w telefonie stronę jednej z pobliskich knajpek. Viva zamawianie jedzenia online! Kliknęłam kilka pozycji na ekranie, a po chwili pozwoliłam na to także mej wybrance. Wiedziałam, że jeśli teraz czegoś nie zamówimy, to w nocy prędzej zdechniemy z głodu, niż same sobie coś przyrządzimy... A raczej chciałam wierzyć w taki scenariusz, widząc, jak ten anioł z usposobieniem diablika wciąż próbował mnie prowokować...

Ricky Roseberry - 2018-02-22, 21:05

No dobra dobra może i widziałam podobieństwo, ale po co poruszać temat, którego tak bardzo omijałam? No właśnie. Dlatego nie poruszałam tego tematu ani z moim przyjacielem, ani sama ze sobą. Bo i po co. Teraz za to będę mogła mu opowiedzieć, że najlepszym lekarstwem na wszelakie choroby jest to przez co się zaraziłeś. Opuściłam Sami, a teraz gdy ją mam obok po prostu nie potrafię się opanować i chciałabym, żeby ten dzień trwał wieki. Na ten komentarz zaśmiałam się.
- Może i tak. W sumie widziałam podobieństwo, ale wiesz. Mało opowiadał o rodzinie. - oznajmiłam i się uśmiechnęłam. - Rozumiem, że nie wie o twoich.. Hhmm.. Preferencjach? - zastanowiłam się przez chwilę i spojrzałam w oczy mojej ukochanej. Miałam wątpliwości do tego, czy bała się do tego przyznawać, czy może dlatego że była właśnie ze mną. No chyba że chodzi o tolerancję jaką ma jej rodzina. Ja sama bardzo dobrze wiem jak to jest gdy musisz powiedzieć swoim bliskim o takich sprawach. Byłam pewna jedynie tego że to właśnie Rocky mnie zaakceptuje, dlatego ona dowiedziała się pierwsza. Za to rodzice nie wiedzą nic i nie mam zamiaru nic im mówić do momentu jak sami się nie domyślą.
- A czy ja muszę Ci próbować zaimponować kocie ? - zapytałam podnosząc pytająco brew. Nie nie miałam zamiaru jej imponować, po prostu.. kurcze sama nie wiem co. Po prostu tęskniłam za tak dobrym towarzystwem do picia? A może po prostu chciałam stłumić wszystkie uczucia, które we mnie były.
- Eeejjj nie o to mi chodziło. Wiesz najpierw skopię a później pomasuję. - zaśmiałam się i położyłam moją dłoń na jej zdrowej nodze, a dokładnie odrobinę wyżej niż kolano. Chciałam zobaczyć jak zareaguje na to jej ciało i ona, bo na sprzeczki słowne zawsze miała odpowiedź. Tak jak w tym momencie.
- Zależy jak na to spojrzysz, ale dla mnie byłaby to nagroda. - odpowiedziałam i wzięłam głębszy wdech. Tak bardzo chciałam poczuć jej usta na moich po raz kolejny tego dnia. Upić się jej smakiem i zapachem. - To gdzie masz kajdanki? - zaśmiałam się cicho wybierając z Menu Ryż Jaśminowy i Pad Thai. Uśmiechnęłam się do Sami znacząco. Wzięłam szklankę i wypiłam jeden łyk odstawiając znowu na bok. Myślę, że wypicie drinka na dwa razy nie był najlepszym pomysłem, ale co się stało to się nie odstanie.

Samantha Bartowski - 2018-02-22, 21:33

Czy mogłam się dziwić? Oczywiście, że nie. Zapewne Młody po naszej kłótni traktował całą naszą rodzinę, jako martwą. Ale to przecież ja go odrzuciłam, ja go od siebie odepchnęłam. Nawet nie chciałam wiedzieć, co musiało chodzić po jego głowie za każdym razem, gdy przypominał sobie o tym, jak zraniła go teoretycznie najbliższa mu osoba...
- Wiesz... Straciliśmy kontakt, jak mieliśmy po 17 lat. - Odpowiedziałam jej, tym razem prychając sama na siebie. - W tamtym okresie nie do końca na poważnie myślałam o dziewczynach, a i kilku chłopców się przewinęło. Poza tym.. Przecież wiesz, że byłaś moją pierwszą. - Dodałam po chwili, spoglądając na nią tęsknym wzrokiem. Tak, to właśnie przy niej pierwszy raz zdecydowałam się zaryzykować, pójść w innym kierunku, niż społeczeństwo oczekuje. To ona dała mi odwagę przyznać się, kim naprawdę jestem. Zawróciła mi w głowie na amen.
- Mi? Nigdy. Ja już znam Twoje możliwości. - Stwierdziłam, po czym wytknęłam w jej stronę język, by ją nieco podrażnić. Co jak co, nie mogła mieć za dobrze, i chociaż takimi małymi uszczypliwościami chciałam dać jej w kość, o!
Nie minęła też chwila, gdy ponownie opróżniła swój kieliszek, dając się rozpłynąć już zdecydowanie zbyt ciepłemu trunkowi po moim organizmie. W tym też momencie poczułam dotyk brunetki, tak subtelny, delikatny... Mimowolnie spięły mi się mięśnie w nodze, a na moich rękach dało się zauważyć gęsią skórkę. Coraz gorzej radziłam sobie z utrzymywaniem opanowania, ale przecież nie chciałam się na nią rzucić, jak jakieś dzikie zwierzę... Zasługiwała na więcej, nawet mimo tego, że przed laty zostawiła mnie bez słowa. Ja wciąż miałam ochotę ją wielbić i traktować jak własną księżniczkę, a nie byle mięcho do wzięcia...
A jednak... Pokusa była zbyt wielka.
Uśmiechnęłam się, odkładając telefon, z którego już poszło zamówienie. Spojrzałam prosto w oczy Ricky, tym rozmarzonym wzrokiem. - A co? Boisz się, że tym razem ja Ci ucieknę? - po moich słowach nie padł śmiech, mimo, że to zdecydowanie było powiedziane w formie... Lekko humorystycznej?
Kusiła mnie, tak bardzo mnie kusiła. Wiedziałam, że ona dobrze wie, jak bardzo mąci mi w głowie. Wiedziała, że tak na mnie działa. A ja głupia... Dawałam jej się wciągnąć w te gierki. Znaczy okej! Może i ja je zaczęłam. Ale na pewno nie drażniłam jej w tym momencie tak bardzo, jak ona mnie!
Jedną ze swych dłoni złapałam delikatnie za jej policzek, a sama przybliżyłam swoją twarz do niej. Gdy nasze usta już się niemal zetknęły, wyszeptałam tylko:
- To ja z chęcią tą nagrodę przyjmę... - Zbliżyłam się jeszcze bardziej i znowu poczułam słodki smak jej pomadki i ciepło jej ust. Już wcześniej mówiłam, że nie chcę tego pospieszać, ale... Chyba na tyle mogłam sobie jeszcze pozwolić, prawda?!

Ricky Roseberry - 2018-02-22, 22:00

Oj tak, Uwielbiałam o jak na siebie działałyśmy. Akurat pod tym względem nic się nie zmieniło. Kochałyśmy i pragnęłyśmy, bo właśnie na tym polegał związek. Nie tylko na tym żeby kogoś przelecieć dla własnych potrzeb i zostawić. Chodzi tutaj o właśnie te najmniejsze tycie gesty, jak na przykład wytknięcie języka, droczenie się lub kuszenie. Właśnie za tymi maleńkimi gestami tęskniłam najbardziej, nie za samą przyjemnością którą później się miało, a właśnie na tym poczuciu bezpieczeństwa jakie czułam przy mojej wybrance. Właśnie to było najlepsze. Na wspomnienie tego że miała kogoś innego i to w dodatku chłopaka zakuło mnie coś w serce. Może zazdrość może żal. Nigdy nie dam jej tego co mógłby dać jej mężczyzna.
- To zrozumiałe i dobrze to pamiętam. - oznajmiłam z uśmiechem na wspomnienie domówki i przyłapaniu mnie i Sami przez Rocky na pierwszym pocałunku. Wtedy chciałam zakopać się pod ziemię teraz wiem, że to był mój najlepszy wybór. Byłam wtedy samolubna i egoistyczna, ale dzięki temu miałam przy sobie kobietę mojego życia. Patrzyłam na Sam, gdy ta stwierdziła oczywiste.
- Oj.... uwierz mi że długość twojego języka też pamiętam. - zachichotałam patrząc wprost w piękne zielone oczy. Poczułam to jak się napięła i miałam ochotę zrobić ruch ręką taki, żeby sprowokować ją do działania, ale powstrzymałam się. Przecież nie chciałam zaczynać czegoś co jest stąpaniem po cienkim lodzie, a chyba wystarczająco dałam znać Sami, że jestem chętna do poznania się na nowo.
- Raczej nie dasz rady, ale byłyby fajnym urozmaiceniem. - oznajmiłam i spojrzałam na nogę mojej ukochanej. Nie zorientowałam się nawet, że odłożyła telefon, dopiero gdy wróciłam spojrzeniem na nią zobaczyłam ten jej uśmiech. Uśmiech który sygnalizował, że ma cel i go wykona. Poczułam jej dłoń na policzku i automatycznie wtuliłam się w nią. Ciepło, które od niej biło było cudowne. Po chwili usłyszałam tylko szept, na który się uśmiechnęłam, a po sekundzie nasze usta się połączyły. Odwzajemniłam pocałunek przybliżając się do niej jeszcze bardziej. Chciałam by trwało to najdłużej jak się dało. Czułam się jak w niebie i chciałam coraz więcej. Pogłębiłam pocałunek, a moja prawa ręka powędrowała na jej talie.

Samantha Bartowski - 2018-02-22, 22:42

Tak, tamten wieczór na pewno odwrócił nasze życia do góry nogami. Dobrze było mi ze świadomością, że mam dla kogo wstawać rano. Że ten ktoś, tak dobrze mnie rozumie. Że z tym kimś tak dobrze się uzupełniam.
Że tym kimś, była właśnie Ricky.
Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, jak to wszystko się skończy, ile się nacierpię, że po latach niemal bez problemu wrócimy w swoje bezpieczne i dobrze znane ramiona... Pewnie bym nie uwierzyła. Takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach, nie w prawdziwym życiu. A jednak... Właśnie odgrywałyśmy nasz mały, wspólny dramat obyczajowy.
Chociaż... Czy w dramat to się nie zmieni dopiero, gdy nasze rodzeństwo się o wszystkim dowie?
Wiedziałam już, że Aaron o nas nie wiem nic. Rocky też nie mogła wiedzieć, że jej bliźniaczka w tym momencie robi mi sieczkę z mózgu, w moim mieszkaniu... Że właśnie razem obalamy butelkę pełną alkoholu... Że prawdopodobnie nie pozwolę dziś brunetce opuścić tego pokoju...
Wzięłam głębszy wdech, gdy ta kontynuowała temat tych nieszczęsnych kajdanek. Rany, czemu mi to robiła? Czemu próbowała mnie sprowokować do czegoś więcej, gdy ja tak usilnie starałam się trzymać ją choć odrobinę na dystans? Znaczy, jasne. Brakowało mi tych wszystkich drobnych pieszczot, jednak nie wiedziałam, co dalej się ze mną stanie, jeśli ta mała ślicznotka nie skończy swoich gierek...
Mogłam tylko dalej ją całować, dać się pochłonąć tej chwili, zapomnieć o całym świecie wokół nas, o wydarzeniach z minionych dni... Chyba mogłam nawet zapomnieć o tej nieszczęsnej nodze, gdy tak trwałam wpita w jej miękkie usta.
Czułam jej dłoń na moich ustach i sama pragnęłam ją mieć jeszcze bliżej siebie. Objęłam ją wolną ręką, przyciągając ją jeszcze bliżej, jeśli to tylko było możliwe, a palcami drugiej ręki wciąż lekko gładziłam jej policzek. Moje pocałunki mogły jej się wydać coraz bardziej niecierpliwe - gubiłam się w tym jednym, idealnym momencie, o którym rano nawet nie marzyłam...
Ale...
Stop, nie tak miało być!
Przerwałam to krótkie, acz intensywne zbliżenie, łapiąc powietrze większym haustem. Jestem pewna, że na moich polikach dało się w tym momencie dostrzec czerwone rumieńce. Boże, co też ta kobieta ze mną robiła?!
Przymknęłam na chwilę oczy, po czym odsunęłam się lekko od Ricky, łapiąc moją kulę. Przy wstawaniu, chwyciłam wcześniej niedokończony drink mej wybranki i postawiłam go na siedzisku - w miejscu, które do tej pory zajmowałam.
- Ja... Daj mi chwilę... - Powiedziałam z lekkim uśmiechem, wciąż próbując uregulować swój oddech. Roseberry nie mogła mieć żadnych wątpliwości - miała mnie w garści. Ja jednak miałam dla niej małą niespodziankę, skrywaną od lat, w kartonie na dnie szafy... Tyle dobrze, że szafę z tymi kartonami miałam akurat w tym pokoju, więc skierowałam się do niej lekko kuśtykając, i przebierając przez masę papierów, tkanin i starych ubrań, zaczęłam szukać tego małego skarbu, który dzisiaj wyjątkowo wiele mógł znaczyć... - Powiedz tylko, że mi ufasz i zrobisz wszystko, o co Cię poproszę... - Rzuciłam, przekładając kolejną kupkę niepotrzebnych przedmiotów w szafie...

Ricky Roseberry - 2018-02-22, 23:03

W tym momencie mało mnie obchodziło to co pomyśli nasze rodzeństwo. Z Aaronem byłam umówiona na jogging za dwa dni, a Rocky. No cóż z nią może być gorzej, miałam dzisiaj zrobić obiad więc jeśli nie zacznie do mnie wydzwaniać to będzie dobrze. Nie miała w zwyczaju się mną za bardzo przejmować, ale no wiecie ona nie ma co jeść, więc na pewno zauważy moje zniknięcie. To co między mną, a Sami się dzieję, niech na razie pozostanie między nami. Bo przecież nikt nie będzie przychylny czemuś co miało skończyć się parę lat temu.
Właśnie skończyć.
Nie miałam w planach kończyć naszych zabaw i kuszenia. To dopiero był początek tego co miałam w głowie. Chciałam, żeby Sami miała co zapamiętać jako nasz powrót do siebie. Chciałam by znowu była moja w całości. Więc jeśli Sami będzie chciała będę mogła siedzieć tutaj z nią przez całą noc tylko, żeby później nie marudziła, że się nie wyspała. Gdy Sami się ode mnie odsunęła było mi smutno, ale również byłam z siebie zadowolona. Widziałam dokładnie co działo się z moją wybranką. Szybszy oddech, czerwień na policzkach zdałam sobie sprawę z tego, że puściły mi hamulce. Chciałam ją mieć najbliżej jak się dało, ale musiałam się uspokoić.
Wzięłam kilka głębszych wdechów żeby wyrównać oddech i patrzyłam na poczynania mojej Sami. W między czasie złapałam mojego drinka i wypiłam kilka łyków.
Patrzyłam co też wymyśliła i można by rzec że rozbierałam ją wzrokiem, czego nie powinnam robić. Do rzeczywistości sprowadziła mnie jej wypowiedź. Przez chwilę zastanowiłam się co ona też chce przez to uzyskać, ale przełknęłam alkohol i się uśmiechnęłam sama do siebie.
- Zawsze Ci ufałam skarbie i zrobię dla Ciebie wszystko. - oznajmiłam i przechyliłam się w bok żeby podejrzeć co wyciąga. - w granicach rozsądku oczywiście. - dodałam szybko i zrobiłam jeszcze łyk trunku.
- Czego szukasz? - zapytałam troszkę zniecierpliwiona. Na co dzień byłam cierpliwa, ale teraz gdy przerwałyśmy coś tak cudownego po prostu byłam ciekawa, co było ważniejsze od tego.

Samantha Bartowski - 2018-02-22, 23:27

Szukanie na pewno byłoby dużo łatwiejsze, gdybym tylko nie musiała się podpierać na tej pieprzonej kuli! Ta druga ręka była mi teraz cholernie potrzebne, no ale... Życie, musiałam sobie jakoś radzić. Uśmiechnęłam się, gdy w ostatnim kartonie dostrzegłam kawałek czarnej, lekkiej tkaniny i prostując się tryumfalnie z nią w ręku, odpowiedziałam:
- Tego!
Tak. Coś, co wyglądało jak mały skrawek materiału był teraz dla mnie taki ważny. Pokuśtykałam
z powrotem w stronę brunetki i oparłam się tyłkiem o siedzisko, odstawiając kulę ponownie na bok. Z mojej twarzy nie znikał już w ogóle ten szczery, radosny uśmiech.
- Wstań, proszę. - Powiedziałam uroczo, nie spuszczając z niej wzroku. Obserwowałam bacznie każdy jej ruch, każdy gest, nasłuchiwałam każdego kolejnego słowa, które mogła paść z jej ust...
Czarny materiał na chwilę położyłam koło siebie, a dłońmi zgrabnie objęłam biodra brunetki, by móc ją ustawić przed sobą. Sama średnio w tym momencie mogłam chodzić, czy stać - tym bardziej, bez dodatkowego wsparcia. Przez cały ten czas, byłam też w nią wpatrzona, jak w obrazek. Moje małe, cudne szczęście...
- Pozwolisz? - zapytałam, unosząc jedną ze swych brwi, gdy dotknęłam ręką dołu jej bluzki. Liczyłam na to, że nie będzie miała nic przeciwko, gdy delikatnie ją uniosę, by móc ją całkowicie z niej zdjąć. W końcu... Widziałam ją już nie raz. Co prawda przed laty, ale... Liczyłam, że ze względu na to, co jeszcze przed chwilą byłyśmy gotowe zrobić, nie sprawi jej to problemu. To była dla mnie próba - czy zdołam powstrzymać się przed pokusą? Miałam ochotę się w nią wtulić, oddać chwilom rozkoszy, nie myśleć o konsekwencjach... Ale najpierw... Najpierw chciałam jej udowodnić, jak wiele dla mnie znaczyła.
Odłożyłam jej bluzkę, jednocześnie analizując każdy centymetr jej odsłoniętego ciała, a po chwili łapiąc tą czarną tkaninę w dłonie. Rozłożyłam ją szybkim ruchem i przełożyłam przez głowę Ricky, by po chwili, całkiem... Ekhem, profesjonalnie, wygładzić wszelkie zmarszczki na materiale, zbierające się w okolicy ramion, biustu, talii i brzucha... Pasowała jak ulał, jakby ta ślicznotka dosłownie zatrzymała się w czasie. Westchnęłam, widząc ją w mym dziele, które zaczęłam jeszcze przed tym nieszczęsnym wypadkiem i przez wiele miesięcy starałam się doszlifować - nawet mimo jej zniknięcia.
- Wyglądasz... Ślicznie. - Skwitowałam krótko, wyciągając kosmyki jej włosów zza kołnierza uszytej przeze mnie koszulki. Dokładnie tak ją sobie wyobrażałam. Dopiero teraz też brunetka mogła dostrzec, co też ma na sobie - czarną koszulkę, idealnie dopasowaną do jej wymiarów, z dość głęboko wyciętym dekoltem, przewiązaną sznurkami. Nie darowałam sobie na niej nawet kilku ćwieków na ramionach, które niegdyś tak bardzo lubiłyśmy... Pociągnęłam nosem ze wzruszenia, a po chwili ponownie złapałam ją w biodrach - teraz jednak, by móc ją przysunąć ku sobie i wtulić się w jej klatkę piersiową. Mogłam poczuć zapach jej perfum i bicie jej serca, które zapewne niemal wyskakiwało z jej piersi - tak samo zresztą, jak moje...
- Kocham Cię... - Wyszeptałam, chyba bardziej do siebie, wciąż mając nos wtulony w tym doskonałym dekolcie...

Ricky Roseberry - 2018-02-23, 11:35

Kawałek czarnego materiału. Piękna czarna tkanina.To było jej celem. Prawie parsknęłam śmiechem, ale w odpowiednim momencie się powstrzymałam. Wiedziałam, że sprawiłoby to jej smutek. Przecież tego nie chciałam. Podejrzewałam, że znaczyło to dla niej więcej niż w tym momencie dla mnie. Bardzo możliwe że dowiem się czemu chciała to znaleźć, ale w tym momencie nie chciałam nic mówić. Po prostu uśmiechnęłam się do niej ciepło i patrzyłam na każdy jej ruch rozkoszując się tym widokiem. Gdy podeszła i poprosiła żebym się zbliżyła nie miałam przeciwwskazań. Podniosłam się i powolnym krokiem doczłapałam się do niej. Dopiero gdy wstałam poczułam to jak alkohol na mnie wpłynął. Nie kręciło mi sięw głowie, ale poczułam maleńką bezwładność w nogach. Stojąc przy niej poczułam jej dotyk i to że przysuwała mnie do siebie. Moje ciało zareagowało natychmiastowo ciarkami i uczuciem podniecenia. Odsunęłam szybko tę myśl na bok i skupiłam się na tym co do mnie mówiła. Pokiwałam głową na znak zgody i czekałam cierpliwie odrobinę jej pomagając pozbyć się mojego górnego ubrania. Gdy stałam już w staniku chciałam się zasłonić, ale po sekundzie myślenia nad tym zrezygnowałam i uśmiechnęłam się na widok tego, że Sami mi się przyglądała z uwielbieniem.
Czekałam.
Czekałam na to co zrobi. Byłam ciekawa czy dokończy dzieła, czy też sprawa potoczy się w innym kierunku.
Jednak powstrzymała się i przełożyła bluzkę przez moją głowę, a ja ubrałam się do końca. Chciałam ją poprawić, tak by leżała tak jak powinna, ale Sami była pierwsza. Poczułam jej dotyk na ramionach i schodziła niżej. Przymknęłam oczy by skupić się na jej dotyku i na uczuciu które temu towarzyszyło. Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam powietrze w momencie, gdy Sami powiedziała mi komplement. Spojrzałam jej w oczy, a po chwili spojrzałam na jej dzieło. Wyglądałam ładnie. Nawet bardziej niż ładnie. Bluzka idealnie na mnie pasowała i była w moim ulubionym stylu, a ćwieki dodały jej pazurów. Uśmiechnęłam się do samej siebie.
- Dziękuję. To jest… piękne. - powiedziałam trochę ciszej niż zamierzałam. Brakowało mi słów żeby opisać to co w tym momencie czułam. Byłam szczęśliwa tak bardzo szczęśliwa. Nie liczyło się nic poza mną, Samanthą i tym miejscem. Wszystko inne mogłoby nie istnieć, bo w sumie właśnie to liczyło się dla mnie najbardziej. To że Samantha mi wybaczyła i o mnie pamiętała. Tak bardzo ją kochałam. Przytuliłam ją bardziej do siebie i wdychałam jej zapach. Słodki, uzależniający zapach, przez który nie myślałam trzeźwo.
- Ja Ciebie też. - oznajmiłam z uśmiechem. Chciałam żeby to trwało jak najdłużej i miałam nadzieję, że Sami nie będzie chciała, żebym wróciła do domu. Wiedziałam że powinnam zrobić to jak najszybciej, bo Rocky będzie się niepokoiła, ale chciałam zostać tutaj. Po chwili odsunęłam się od mojej ukochanej i usiadłam tam gdzie byłam wcześniej. Nie przebierałam się tylko sięgnęłam po drinka. Chciałam zapomnieć o wszystkim co złe i zrobiłam błąd który już dzisiaj popełniłam. Wypiłam resztę napoju na raz i odstawiłam pustą szklankę krzywiąc się.
- Ja robię przerwę. - powiedziałam ze śmiechem. Bardzo dobrze wiedziałam gdzie są moje granice dotyczące picia i lepiej będzie jeśli w tym momencie odpocznę od ciepła przelewanego przez moje gardło.
- Na czym skończyłyśmy? - zapytałam Samanthy zerkając na nią jednoznacznie. Uśmiechnęłam się i położyłam lewą rękę przy swoim dekolcie bawiąc się materiałem od kołnierzyka.

Samantha Bartowski - 2018-02-23, 13:49

Tak, to mogło wydawać się strasznie głupie, ale dla mnie w tamtym momencie znaczyło wiele. Ta jedna bluzka... Bardzo wiele kosztowało mnie ukończenie jej, jeszcze więcej - zatrzymanie. A jednak nie miałam serca pozbyć się czegoś, w co włożyłam tak wiele pracy, tym bardziej - dla tak ważnej osoby. Dziwne, że za każdym razem gdy siadałam z nią do maszyny, wciąż myślałam o Roseberry. Chyba właśnie dlatego tak długo zajęło mi ukończenie jej. Jak się skupić na pracy, gdy wciąż myślisz o doskonałym ciele, które kiedyś ten kawałek tkaniny będzie mógł zakrywać?
Miałam to szczęście, że brunetka mnie nie wyśmiała, a wręcz spełniła moją prośbę. Niezwykle mnie to cieszyło i napawało jeszcze większym optymizmem. Widziałam też niepewność malującą się na jej twarzy, a jednak... Poddała mi się. Musiała mi ufać. Wiedziała, że nie przekroczę żadnej granicy. Albo... Może właśnie na to liczyła?
Odpędziłam te brudne myśli, mimo, że było to cholernie trudne. Jak mogło nie być, gdy miałam przed sobą wcielenie piękna, które do dziś śniło mi się po nocach? I oto ona, tutaj, we własnej, materialnej osobie...
- Zaczęłam ją, jeszcze zanim otrzymałaś dyplom, ale nigdy... Nie miałam szansy Ci jej pokazać. - stwierdziłam smutno w odpowiedzi na jej opinię. Wiele dla mnie znaczyła, w końcu... To był prezent robiony w stu procentach właśnie pod nią. Miał do niej idealnie pasować. A widząc jej reakcję... Chyba mogłam być z siebie zadowolona, jeśli nawet po latach dostrzegła w niej coś pięknego. - Cieszę się, że w końcu ma szansę do Ciebie trafić. - Dodałam po chwili już znacznie bardziej optymistycznie. Przynajmniej teraz będę już pewna, że wszystko co się tu działo nie było tylko zwykłym snem - zawsze gdy będę miała wątpliwości, wystarczy, że sprawdzę szafę...
Ostatni wdech jej perfum, ostatnie wsłuchanie się w bicie serca... I dziewczyna się ode mnie odsunęła, ponownie zajmując miejsce na siedzisku pod oknem. Cóż więc mogłam zrobić? Sama również się na nim poprawiłam - w końcu do tej pory byłam podparta jedynie o jego krawędź.
- Mówiłam, żebyś się nie spieszyła. - Stwierdziłam z przekąsem na jej słowa - To co, reszta dla mnie? - spytałam po chwili, nachylając się nad Ricky, będąc niebezpiecznie niej, tylko po to... By złapać butelkę, która akurat znajdowała się za nią. Nasze nosy niemal się stykały, a swoją dłoń oparłam wyjątkowo blisko jej uda. Moja druga ręka zgrabnie też odgrodziła ją od reszty pokoju, zmuszając ją do patrzenia tylko i wyłącznie na mnie. - No nie wiem, nie wiem... - szepnęłam.
Tak, prawdopodobnie teraz to ja ją prowokowałam, tym bardziej, gdy wziąć pod uwagę ten tęskny wzrok, którym ją raczyłam i mój rozbrajający uśmiech, którego nie szczędziłam. Dałam jej krótkiego buziaka, po czym się wyprostowałam i odkręciłam butelkę. Darowałam sobie już przelewanie jej zawartości do kieliszka - po prostu pociągnęłam 3 większe łyki ze szkła. Przetarłam po tym swoje usta, butelkę zakręciłam i odstawiłam za siebie.
Ogarnij się Sam, ogarnij. Nie jesteś zwierzęciem. Umiesz się powstrzymać. Myśl o tym biednym dostawcy który przyniesie wam żarcie. Tak, myśl o tym, że jeśli coś z tego wszystkiego wyjdzie, to w nocy będziecie głodne. Nie myśl o jej biuście, przestań, już... O pupie też nie myśl, no kurwa!
Brudne myśli nachodziły mój umysł, i nie mogłam na to nic poradzić. A jednak wciąż uśmiechałam się pod nosem, gdy kątem oka spoglądałam na tą drobną kruszynę u mego boku. Objęłam ją jednym ramieniem, a wolną ręką uniosła jej podbródek, by móc spojrzeć w jej oczy. - Jak będziesz mnie tak dalej prowokować, to umrzemy z głodu. - Wyrzuciłam z siebie pół-żartem. Byłam pewna tego, że i ona ma mętlik w głowie, i ona próbuje sobie ułożyć całą tą sytuację. Ale jak widać... Nasze mięśnie i serca miały zbyt dobrą pamięć i zbyt mocno na siebie reagowałyśmy. A ja nie chciałam, by ta noc zakończyła się niesmakiem którejkolwiek ze stron... Tym bardziej, gdy teraz byłam raczej... Kaleką...

Ricky Roseberry - 2018-02-23, 23:06

Teraz już wiedziałam, dlaczego Sami chciałam mi wręczyć ten ciuch. Zrobiło mi się głupio przez to, że chciałam ją wyśmiać. Nie zdawałam sobie sprawy z tego ile dla niej znaczyłam i jak wiele straciła, gdy uciekłam. Byłam głupia, a może nadal jestem. Kto wie. Miałam tylko nadzieję, że się ułoży, ale nawet to nie napawało mnie optymizmem, bo przecież nadzieja matką głupich. Chciałam by ta matka okazała nam przychylność, ale na to potrzeba czasu. Dużo czasu, który mamy przed sobą.
- Dziękuję. - powiedziałam ze szczerym uśmiechem. - Dziękuję, że ją skończyłaś. - powtórzyłam się patrząc wprost w oczy Samanthy. Uwielbiałam ją właśnie za to, gdy postawiła sobie cel, osiągała go. Zawsze, nie ważne ile miałoby to trwać. Podziwiałam ją.
- Mówiłaś, mówiłaś. Ale uczę się na własnych błędach. - zachichotałam i spojrzałam na to co robi Sami. - Od kiedy taka chętna na alkohol myślałam, że będziesz wolała co innego. - dodałam puszczając jej oczko i poczułam jak mnie obejmuje, by złapać butelkę. Miałam ochotę w tym momencie się na nią rzucić. Specjalnie robiła jedno, a mówiła drugie. Poczułam jej dłoń przy moim udzie i właśnie przez ten jeden gest zatopiłam się w tym co mogłoby się zdarzyć. Uśmiechnęłam się znacząco, a ta obdarowała mnie tylko szybkim, przelotnym buziakiem. Zrobiłam pytającą minę, gdy się wyprostowała, a gdy wypiła alkohol z butelki zrobiłam wielkie oczy. Nigdy przedtem tak nie robiła, ale może tylko ja nie brałam alkoholu do ust od tych paru lat. Złapałam moje pierwszego drinka i upiłam jede mały łyk. Skrzywiłam się i go odstawiłam. Zdecydowanie muszę zrobić sobie przerwę. Przecież nie chcemy żebym była prawie nieżywa w ciągu tej nocy. Miałam czuć się dobrze i korzystać z życia, a nie sprowadzać się do stanu nieprzytomności.
Poczułam jej dotyk i od razu się uśmiechnęłam. Tak bardzo chciałam by cały czas mnie dotykała, całowała, oglądała. Nie byłabym jej dłużna i poznałabym na nowo każdy jej skrawek ciała, nawet te najmniejsze i najmniej znaczące nie byłyby mi obce.
- W sumie to mało mnie teraz obchodzi jedzenie. Podejrzewam, że nawet gdybym całą dobę nie jadła, a miałbym Ciebie w łóżku to nawet przez sekundę nie pomyślałabym o tym. - oznajmiłam ze śmiechem próbując powstrzymać się od dodania jeszcze jednego komentarza. Niestety nie potrafiłam trzymać języka za zębami.
- Karmiłabym się Tobą skarbie. - powiedziałam szeptem i rzuciłam jej wyzywające spojrzenie. Chciałam być z nią tutaj, teraz i na wieki. Mętlik w głowie nie przeszkadzał mi w tym zbytnio, bo został przytłumiony alkoholem i podejrzewam, że obudzi się dopiero jutro, jak wszystko ze mnie wyparuje.

Samantha Bartowski - 2018-02-23, 23:28

Uf, to ze mną jest coś nie tak, czy atmosfera w tym pokoju robiła się coraz bardziej... Gorąca?
- Wiesz, że zawsze kończę. - Odpowiedziałam dość dwuznacznie, podnosząc jedną ze swych brwi. Nie mogłam się przy niej powstrzymać przed komentarzami w tym stylu, po prostu nie mogłam. Nawet, gdy przez ten ułamek chwili skupiałyśmy się raczej na poważniejszym temacie, moja tęsknota za jej ciałem nie mogła mi odpuścić, musiała dalej dawać o sobie znak.
I... No tak. Ricky nie wiedziała nic o moim alkoholizmie. Znaczy... Jasne. Byłyśmy raczej typem tych imprezowych dziewczyn, które kieliszka nigdy nie odmówią, jednak po jej zniknięciu... Upijałam się zdecydowanie zbyt często. A te kilka lat w nałogu wcale w niczym nie pomagało - nawet teraz, gdy ta ślicznotka była koło mnie. Musiałam się jednak pilnować. Nie chciałam, by Roseberry domyśliła się mego problemu. Nie chciałam, by zauważyła moje kolejne wady. A jednak... Moja chęć alkoholu była niemal tak wielka, jak moja żądza do brunetki - z tą różnicą, że w tym drugim przypadku miałam do czynienia z żywą istotą, co pomagało mi się jakkolwiek opanować... A trunkami nie robiłam krzywdy nikomu, poza samą sobą, prawda?
Widziałam jej minę. Widziałam, że chyba coś jej nie pasowało. Musiałam więc skrupulatnie zakamuflować swoją wcześniejszą wtopę. - Ty zaczęłaś prowokowanie mnie. - Stwierdziłam z uśmiechem, jak gdybym chciała zrzucić winę na swoje wcześniejsze zachowanie właśnie na takie tanie zagrywki. Powinna w to uwierzyć i nie zadawać żadnych pytań.
Wtedy też skończyło się czarowanie. Więc jednak nie tylko ja myślałam dziś o brzydkich rzeczach...
Przygryzłam wargę na jej komentarz i chyba już całkowicie zapomniałam o tym biednym dostawcy, który za kilka minut zapewne będzie się dobijał do moich drzwi. - A jednak kobieta zmienną jest, jeszcze kilka minut temu chciałaś stąd wyjść, a teraz chcesz się wprosić do mojego łóżka? - zapytałam pół-żartem, chcąc sprawdzić jej reakcję. Wykorzystałam też tą sytuację, by się do niej przysunąć, jeszcze mocniej przytulić jej drobne ciało do mojego... Moja twarz znowu znalazła się zdecydowanie zbyt blisko niej, gdyż czułam każdy jej oddech. Teraz już nie mogłam sobie odpuścić. Wpiłam się w jej wargi z namiętnym pocałunkiem, zapominając o bożym świecie...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group