To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

S. Bartowski - II poziom

Samantha Bartowski - 2018-02-19, 15:25

Zaśmiałam się radośnie na stwierdzenie Shivali. W sumie miała trochę racji. Ta przeklęta matematyka próbowała opanować wszystkie inne dziedziny naukowe, i nie tylko! Wchodziła z buciorami w każdy aspekt naszego życia, ale cóż mogliśmy na to poradzić, poza zaakceptowaniem takiego stanu rzeczy? No, ewentualnie mogliśmy ten fakt jakoś ignorować.
Trochę korciło mnie, by podpuścić hinduskę i dalej ciągnąć temat złej królowej nauk, ale jednak... Serio były walentynki. Jest tyle milszych tematów, które można by poruszyć, prawda? Przełknęłam więc wraz ze swoją śliną żart, o tym, że matematyka zła, ale promocje pewnie już dobre, po czym sama upiłam kolejny łyk ze swojego kieliszka.
- Oj, zdziwiłabyś się... - Mruknęłam ciszej, uśmiechając się pod nosem. Trochę już tych miłości przeszłam, a niektóre serio dały mi w kość. Na samo wspomnienie, jak moja miłość ze studiów odwróciła moje życie do góry nogami, chciało mi się śmiać. Nie mówiąc nawet o ostatniej akcji z Alison... Jeśli to nie było skomplikowane, to ja już nie wiem, co jest! - A jakaś kobieta kiedyś powiedziała? - zapytałam po chwili, zerkając na Nyberg kątem oka. - Same sobie tworzymy ideały. Problem w tym, że tych dupków czekających na okazję na wykorzystanie kogoś bardziej widać, bo głośniej krzyczą. Ci spoko faceci zwykle trzymają się na uboczu. - Dodałam po chwili, próbując... Hm, dodać otuchy na przyszłość? - No i wiesz, ten nieśmiertelny wizerunek bad boy'a dalej pociąga dużo lasek. W sumie, chyba sama trochę się w niego wpisuje. Hej! Może to dlatego łatwiej mi idzie z pannami?! - zażartowałam na koniec, oczywiście nabijając się z własnego wyglądu. Co jak co, nie jedna małolata pewnie zwróciłaby na mnie uwagę, jakbym się przeszła koło szkoły odpowiednio ubrana.
Poprawiłam się na łóżku i spojrzałam na nasze kieliszki, które pustoszały z każdą kolejną chwilą.
- Jak głowa? Bo nie wiem, czy iść po więcej. - Rzuciłam po chwili, ściągając nogi z wyra. Co jak co, przyda mi się nieco rozprostować. A i za mały dodatek alkoholowy nie będę marudzić, szczególnie, gdy tego w mym domu było pod dostatkiem...

Shivali Nyberg - 2018-02-21, 00:42

No dobra, Sam miała trochę racji, ale i tak kobiety nie były takimi emocjonalnymi pyrami jak faceci. Po prostu nie były w stanie zejść do tego poziomu, nie i już. Inna sprawa, że Shiv w zasadzie nie chciała ciągnąć tej dyskusji, bo chyba żadna nie przekonałaby tej drugiej.
Zaśmiała się, kiedy Sam zaczęła mówić o swoim wizerunku. Właściwie Shivali nigdy nie wpadła na pomysł, że kobieta może być bad boy'em, a przecież siedząca naprzeciwko niej dziewczyna spełniała wszystkie klasyczne wymagania, zaczynając od tatuaży, kończąc na skórzanej kurtce. I jeszcze przecież pomagały organizacji, która według rządu Stanów Zjednoczonych była terrorystyczna. Jakby tego było mało, to jeszcze miała ciemne włosy, a to chyba dawało jakieś bonusy do bycia buntownikiem. Shiv w zasadzie nie miała pojęcia, nigdy nie sprawdzała czy te jej jakoś jej pomogą z walką przeciwko systemowi, ale przecież popkultura nie mogła się mylić!
- Już wiem dlaczego byłaś na miejscu tej strzelaniny! - zaśmiała się, a potem włączył się jej mózg. Prawie walnęła się dłonią w czoło, kiedy usłyszała własną głupotę i zupełny brak podstawowej empatii. - Przepraszam, nie powinnam była...
Głupio jej się zrobiło, bo to co powiedziała było naprawdę debilne. Zwykle filtrowanie tego co z jej mózgu przedostanie się na język wychodziło jej lepiej. Nawet nie chciała myśleć, co musiała przeżyć Sam i jakie drzwi w jej głowie właśnie otworzyła bez ostrzeżenia czy chociaż odrobiny zastanowienia. Ught, nie powinna być taką idiotką.
- W zasadzie to chyba nie powinnyśmy przesadzać, w końcu... a, chrzanić. - W końcu raz na jakiś czas można było się napić, a co!

Samantha Bartowski - 2018-02-21, 21:46

Tiaa... Może i słowa Shivali nie należały do najbardziej rozważnych, ale chyba miała szczęście, że palnęła je akurat do mnie. Nie zamierzałam stroić fochów czy robić jej awantur o takie głupoty. W końcu... Sama nie raz za późno gryzłam się we własny język. Raczej odpowiedziałam jej lekkim, zakłopotanym uśmiechem, mimo, że w mojej głowie wciąż odgrywały się sceny z polany, przez mój nos wciąż przechodził smród palonych tkanin, a noga była wystarczającym przypomnieniem tych zdarzeń... Więc tak, w sumie hinduska przywołała to wspomnienie tak samo skutecznie, jak każdy moment, w którym wstawałam, czy nie mogłam wyjść samodzielnie z domu.
- No widzisz, czyli jednak wpisuję się nawet lepiej, niż sama myślałam. - Wysiliłam się na żart, co by trochę rozluźnić atmosferę i wyprowadzić mą towarzyszkę z zakłopotania, jednocześnie podpierając się na jednej z kul i wstając. - Spoko, miejsce do spania się znajdzie, tylko mogę mieć problem z trzymaniem Twoich włosów nad kiblem, gdy ręce mam zajęte przez te badyle. - Dodałam po chwili, już ze zdecydowanie bardziej optymistycznym tonem, wskazując wzrokiem na moje podparcie. No dobra... Może jednak odrobina zołzy się we mnie dziś obudzi, może i zacznę sobie żartować z Nyberg, gdy ta się już upije, a jej najśmieszniejsze akcje będę opowiadać na spotkaniach naszej organizacji. Ale hej! To wywoła co najwyżej lekkie zażenowanie, nu. I wtedy na pewno wszyscy będziemy się śmiać, o!
Ruszyłam w kierunku schodów, zapewne wciąż kuśtykając, ale przecież nie mogłam o wszystko prosić Shiv. Tym bardziej, gdy każda moja półka kryła inne trunki, a co jak co - nie wszyscy musieli wiedzieć o moim nałogu.
- Dalej wino, czy będziesz odważna? - Zapytałam, spoglądając na brunetkę ze wzrokiem mówiącym "I DARE YOU, I DOUBLE DARE YOU", nim pokonałam pierwszy stopień...

Shivali Nyberg - 2018-03-02, 16:22

Strasznie żałowała, że to powiedziała, powinna była się ugryźć w język. Aaach, czemu ona w ogóle mówiła takie głupoty? Przecież to nie mogło się w ogóle skończyć dobrze. Powinna dobrze o tym wiedzieć, w końcu sama miała swoje koszmary, które ciągnęły się za nią od lat. Co prawda Sam zachowywała się, jakby to było nic wielkiego, ale to była naprawdę duża sprawa i nie można sobie tego tak o ignorować. Problemy same z siebie nie znikają.
- Gdybyś kiedyś chciała o tym pogadać, to masz do kogo zadzwonić, choćby była i trzecia w nocy - zaproponowała cicho. Nie była pewna czy to najlepszy pomysł, zwłaszcza że przed chwilą palnęła to co palnęła, ale przecież musiała to powiedzieć. W końcu Sam powinna wiedzieć, że w razie czego nie jest sama, że ma z kim pogadać.
- Nie, spoko, ja tyle nie piję... - odpowiedziała szybko, tak na wszelki wypadek. Ostatnio, tak naprawdę mocno przesadziła z alkoholem jakieś sześć lat temu, bo serio, ona naprawdę dużo nie piła. Nie widziała w tym sensu, zwłaszcza że w Szwecji też się trochę inaczej piło. Tam jeśli chciałeś doprowadzić się do nieciekawego stanu, kupowałeś trawkę, a jak byłeś bardzo zdesperowany, to narkotyki. Wychodziło po prostu taniej, a jak nie byłeś jeszcze pełnoletni, to właściwie miałeś mniejsze problemy z kupieniem nielegalnych używek. Nie żeby Shiv je brała, po prostu tak słyszała.
Uważnie obserwowała kolejne kroki Sam - byle tylko nie spadła! W sumie propozycja dziewczyny była w pewien sposób kusząca, ale Shivali jakoś nigdy nie zaliczała się do tych szczególnie pijących. Perspektywa była w pewien sposób kusząca, ale..
- Jesteś pewna, że powinnyśmy? Wiesz, ty masz złamaną nogę, na pewno masz na to jakieś leki, sprawdzałaś czy nie kolidują z alkoholem? Iiiii w ogóle trzeba by jutro być trochę żywym, na pewno masz coś do zrobienia, a ja też w sumie nie wiem, czy nie będę potrzebna przy organizacji tego marszu, bo wiesz, trochę się dałam wmanewrować w pomaganie. A tak w ogóle to nie potrzebujesz z tym pomocy, jeśli masz alkohol na dole, to możesz mieć problem żeby go tutaj... - trajkotała, jak to tylko ona potrafiła.

Samantha Bartowski - 2018-03-02, 18:56

Taka już chyba po prostu byłam. Mimo wszystko, czego bym nie czuła - nie lubiłam się nad sobą użalać. Nie lubiłam też, gdy inni to robili. W końcu musiałam utrzymywać swój wizerunek zrównoważonej, twardo stąpającej po ziemi, silnej i niezależnej kobiety. A pokazując swoją słabość... Łatwo mogłam ten wizerunek stracić. Wolałam więc płynnie przejść na inne tematy i samodzielnie przegryźć własne problemy.
- Spoko, dzięki. - odpowiedziałam jej tylko, ze sztucznym uśmiechem na twarzy. Wolałam to uciąć w tym momencie, zamiast w kółko powtarzać, że serio nie trzeba. Nawet, jeśli wewnętrznie czułam potrzebę, by móc z siebie wyrzucić wszystkie emocje - walentynki zdecydowanie nie były na to dobrym momentem.
- Bo jeszcze nie piłaś ze mną. - odpowiedziałam na jej stwierdzenie, wystawiając język. Tak, prawdopodobnie byłam zbyt pewna siebie i prawdopodobnie ostatnią rzeczą, jaką powinnam dzisiaj robić jest upijanie tej biednej dziewczyny dla własnej rozrywki. Ale cóż mogłam poradzić? Byłam alkoholikiem, a fakt, że mogłam upić się w czymś towarzystwie w sumie wiele dla mnie znaczył. Nie chciałam kolejny raz pić tylko i wyłącznie do lustra... Poza tym, po alkoholu jest się dużo bardziej rozmownym, co mogłam zauważyć już po kilku sekundach u Shivali.
- Dobra, dobra, dobra... - Skwitowałam krótko ten monolog hinduski, drepcząc już radośnie po schodach, co w sumie było nie lada wyczynem. Ze stopni zdążyłam do niej tylko odkrzyknąć:
- O, Ciebie też? Ja mam przemawiać...
Znajdując się już na dole, pokuśtykałam w kierunku kuchni, skąd dość szybko - na miarę moich możliwości - wygrzebałam kolejną, wychłodzoną butelkę wina. Przez chwilę się zastanawiałam, czy nie wziąć dwóch, ale jednak... Może nie będę pokazywać Nyberg, jak duże mam zapasy we własnym mieszkaniu...
Ruszyłam z powrotem w kierunku pokoju, licząc, że dziewczyna przestanie już tak panikować nad moim stanem. W najgorszym wypadku, puszczę jej kolejną komedię romantyczną, w oczekiwaniu, aż znowu zacznie się rozpływać nad klatą aktora z ekranu...

Shivali Nyberg - 2018-03-06, 20:01

Shiv miała jakieś dziwne wrażenie, że w sumie Sam nie za wiele robi sobie z jej obiekcji do alkoholu. Ona przecież zawsze była tą, która nie przesadzała z alkoholem. Nie było najmniejszej potrzeby zmieniać tego stanu rzeczy na chociaż jeden wieczór, zwłaszcza że jutro obydwie czekały odpowiedzialne zadania.
- Serio? Wow, ja chyba w życiu nie odważyłabym się mówić przed takim tłumem - wypaliła od razu.
No, bo taka była prawda. Kiedy tyle par oczu wpatruje się tylko i wyłącznie w Ciebie i świdruje Cię wzrokiem, to to musi być straszne. Shiv miała problemy żeby zebrać myśli kiedy prezentowała coś przed swoją klasą jeszcze w szkole, a przecież to było ledwie dwadzieścia osób i na dodatek wszystkich znała. Jak ludzie w ogóle byli w stanie występować przed takimi tłumami? Na marszu będzie co najmniej kilka tysięcy osób.
Kiedy Sam wróciła z butelką wina, trochę jej ulżyło. Przez chwilę martwiła się, że przyniesie whiskey albo jakąś wódkę, ale wino to była całkiem inna historia. Maksymalnie kilkanaście procent, dużo wolniej się je pije i na dodatek jest naprawdę całkiem smaczne. Jeszcze jedna otworzona butelka to nie było wcale tak dużo.
- Masz gdzieś ukrytą piwniczkę? - zaśmiała się. W końcu początkowo miały nie pić, a tutaj Sammy wyczarowała już drugą butelkę wina.

Samantha Bartowski - 2018-03-07, 18:30

Nie powiem, że sama się nie stresowałam. W końcu... Pierwszy raz miałam coś takiego robić. A zważając na to, że większość swojego życia w ostatni czasie spędzałam raczej z dala od wielkich tłumów - bo albo w pracowni, albo w podrzędnych pubach - nie wróżyło to nic dobrego.
Do tej pory traktowałam to raczej jako pewnego rodzaju obowiązek - szczególnie po tym, co wydarzyło się na polanie. Bo w sumie właśnie o tym miałam tam mówić, nie? Przełknęłam jednak głośniej ślinę, słysząc komentarz Nyberg.
- Wiesz... Wcześniej chyba nawet nie chciałam o tym myśleć. - wyznałam, zaciskając wargi i kiwając głową. Jeżeli wcześniej całe to wydarzenie mi w sumie wisiało, to teraz właśnie zaczynał mnie łapać stres. Całe szczęście, miałam swoje sposoby, by móc nad nim zapanować. Ale tym też chyba nie musiałam się chwalić koleżance z organizacji.
Podraptałam z powrotem do łóżka, siadając na nim i odkładając kulę, by po chwili otworzyć nową butelkę winnego trunku i ponownie rozlać je do kieliszków.
- Piwniczkę, 3 szafy i pełną lodówkę. - Rzuciłam raczej neutralnie, łapiąc jedno z naczyń w moją dłoń, po czym jednak się zaśmiałam. Klasyczny zabieg - mimo tego, że mówiłam coś, co w sumie dość mocno pokrywało się z prawdą, powinno i tak być odebrane jako żart. W końcu... Posiadanie w domu trzech butelek wina w dzień świętego Walentego wcale nie było niczym dziwnym czy nienaturalnym. Od, w tesco była promocja - kup trzy, czwarte gratis. Tak. W sumie to nie był wcale taki zły tekst. Gdyby Shivali po tej butelce wciąż miała ochotę na więcej, na pewno go w ten sposób sprzedam!
Przybliżyłam szkło do swoich ust i pociągnęłam z niego dość pokaźny łyk, po czym westchnęłam.
- Tej, Ale Ty gdzieś z Europy pochodzisz, nie? Skandynawia czy coś? - zapytałam, wyraźnie zaciekawiona. Sama w końcu nie specjalnie opuszczałam sam stan, a co dopiero Amerykę. A w sumie... Chyba chciałabym usłyszeć z pierwszej ręki, jak jest w innych rejonach świata...

Shivali Nyberg - 2018-03-18, 22:51

Shivali znowu upomniała się w myślach. Jak mogła być taka głupia i co chwilę mówić coś bez najmniejszego zastanowienia? Jejku, była fatalna. Przecież doskonale zdawała sobie sprawę, że przecież Sam musi się przejmować i przemową, i tą strzelaniną, a pomimo tego i tak ciągnęła te tematy. I to bez najmniejszego powodu! Co się stało z tą jej sławetną empatią, która podobno była jej mocną stroną? Podobno to było świetne słowo - w końcu kiedy mówiła takie rzeczy nie można było traktować tej jej umiejętności do postawienia się w cudzej sytuacji szczególnie na poważnie.
Całe szczęście, Sammy mimo wszystko nie traciła dobrego humoru. Shiv zaśmiała się, słysząc jej żart - bo w końcu to był żart, prawda? Sam przecież nawet by nie zmieściła tyle alkoholu w jednym, małym mieszkaniu. Z resztą, po co by jej to było? Jasne, byli ludzie którzy zbierali alkohol i trzymali go w piwniczkach, pozwalali mu poczekać na odpowiednią okazję, ale tak szczerze, to Sam nie wyglądała jakby się do nich zaliczała. Zbieranie alkoholu pasowało do jakichś bogatych, żyjących powoli i statecznie ludzi, a im chyba trochę do tego brakowało. Obydwie aktywnie działały w FPTP i chociaż Ci wszyscy celebryci sprawiali wrażenie jakby to była bułka z masłem, zajęcie marzeń, to wcale, a wcale tak nie było. Najszybciej musieli zasuwać ci na samym dole - w końcu ukrywających się mutantów jakoś nie malało. Wszyscy potrzebowali koców, schronienia, pomocy w skontaktowaniu się z bliskimi czy nawet w przedostaniu się przez granicę. Byli ścigani, właściwie nie mogli nic zrobić sami. A jakby tego było mało, to jeszcze dochodziła organizacja tych wszystkich marszy, kontakt z Human Rights Watch czy Amnesty International. No, a oprócz tego Shivali próbowała na razie nie wychodzić z szafy, zwłaszcza że w tym kraju to było nielegalne. Bułka z masłem, prawda?
Nalała sobie wina do kieliszka i pociągnęła z niego łyk - w końcu zasługiwała na chwilę odpoczynku, prawda? Każdy zasługiwał, a już z pewnością każdy mutant żyjący na terenach takich rasistowskich krajów.
- W zasadzie to urodziłam się w Indiach, ale jak byłam mała, to zostałam adoptowana w Szwecji - wyjaśniła. Nigdy za bardzo nie lubiła ciągnąć tematu swojego dziwnego i zawiłego pochodzenia, przez które w obydwu swoich ojczyznach była obca, ale nie miała też zamiaru za bardzo go ukrywać. W końcu nie było czego.

Samantha Bartowski - 2018-03-25, 17:43

- Rany. I pomyśleć, że ja nigdy nie opuściłam nawet stanu... - Rzuciłam z lekkim żalem w głosie. Bo w sumie taka była prawda - przez większość swojego życia nie widziałam nic, poza Olympią i Seattle. Ale chyba do tej pory nawet nie czułam potrzeby, by wyściubiać swój nos poza znane sobie tereny. Wiedziałam, czego się tu spodziewać. Wiedziałam, że nie wykonam żadnego gestu, który - choć dla mnie niewinny - mógłby być obrazą dla obywateli innych krajów. A nie wspominając nawet o barierach językowych... Przecież nie znałam innych języków, poza angielskim. A też nie chciałam wychodzić na idiotę. Może w końcu powinnam wziąć się w garść i zacząć samokształcenie?
- W sumie... Opowiesz mi? O Szwecji i Indiach? Jak tam jest? - Zapytałam, zerkając na mą towarzyszkę, po czym upiłam kolejny łyk ze swojego kieliszka. No bo... Czy było jakiekolwiek lepsze źródło wiedzy, niż mieszkaniec tych miejsc we własnej osobie?
__________________________________
Kolejną butelkę wina później.

Słuchałam uważnie wszystkich słów i głupot, które relacjonowała mi Nyberg i sama nie wiem kiedy, z głupich filmów na youtubie przeszłyśmy do oglądania roztańczonego kina bollywood. Co jak co, jeśli oni serio na ulicach mają takie imprezy - to ja koniecznie muszę tam pojechać! Polecieć! czy cokolwiek innego...
- Ej, ale to Ty też tak tyłkiem kręcisz? - zapytałam, z jakże wielką delikatnością i subtelnością w głosie, patrząc na kolejne kroki taneczne w tym arcydziele kinematografii. Szumiało mi już w głowie, ale jakimś cudem wciąż dawałam radę w miarę prawidłowo się wysławiać - choć pewnie sam mój akcent już mógł zdradzić, że trochę żeśmy dziabnęły.
A co jak co - zmęczenie też już dawało mi się we znaki, więc nawet nie dałam rady się powstrzymać, gdy rozdziawiłam paszczę, wydając z siebie - niestety - głośne ziewnięcie.

Shivali Nyberg - 2018-03-31, 09:45

Jeśli mamy być szczerzy, to Shvali wolałaby spędzić w jakiejś dziurze na końcu świata całe swoje życie, ale przynajmniej być jakoś związana z tą dziurą. A tak? Urodziła się w Indiach, ale miała hindi na poziomie kilkuletniego dziecka, nie potrafiła zrozumieć tamtego sposobu myślenia, tamtych świąt - mogła tylko przyjąć do wiadomości, że tak jest. A w Szwecjji? Cały czas mówiła z obcym akcentem, nie potrafiła się go pozbyć, a jakby tego było mało, to już same ciemne włosy sprawiały, że nie wyglądałaś jak szwedka, nie mówiąc już o stanowczo zbyt ciemnej karnacji. A Seattle? Tutaj czuła się jeszcze bardziej obco, ale to przynajmniej miało sens. To nie musiał być jej dom.
Ale nie było co się przejmować, prawda? Dobrze się bawiły i teraz to się liczyło. Podróże są super, tak samo jak poznawanie obcych kultur, a Shivali mogłaby robić za chodzącą encyklopedię, wystarczająco dobrą jak na użytek zwykłych amerykanów. Te jej drobne braki w wiedzy nie były wtedy aż tak istotne.
- Więc, po pierwsze, nigdy nie jedz w Indiach lewą ręką. Wiem, brzmi to trochę dziwnie, ale ma naprawdę sporo sensu... - zaczęła się produkować. Coraz częściej brakowało jej słówek i rzucała odpowiednikami ze szwedzkiego albo hindi, ale kto by się przejmował? Gdzieś w trakcie przeszła na temat indyjskiej ostrości potraw i szwedzkiej tendencji do dodawania lukrecji do wszystkich słodyczy. Lepiej było przed tym ostrzegać, skoro tak strasznie dużo osób mieszkających poza Skandynawią za nimi nie przepadało. Dodała jeszcze coś o tym, że w przeciwieństwie do Stanów, w Europie chodzenie w dresach jest traktowane jako zbrodnia przeciwko modzie, za to w Indiach chodzenie w ciuchach z wielkim logo firmy, w której pracujesz, jest w zasadzie powodem do dumy.
***
Shivali miała pokazać Sam tylko kilka filmików z Holi, w końcu dobrze było zobaczyć festiwal kolorów w oryginale, prawda? Rzecz w tym, że potem jakoś przeszły na filmy Bollywood. I to też nie był problem! Chodziło po prostu o to, że ta początkowa ekscytacja Shivali jakoś powoli zmieniała się w senność i zmęczenie, a dziewczyna miała coraz większe problemy z powstrzymaniem ziewania. I niech wszyscy tancerze jej to wybaczą, ale zasnęła! W samym środku jakiegoś układu! Może to w sumie i lepiej, bo kto wie co zrobiłaby Shivali, która stanowczo przesadziła z winem?

/zt

Samantha Bartowski - 2018-04-12, 22:35

//1 marca


Żyłam.. A przynajmniej tak mi się wydawało. Bo czy w sumie można nazwać życiem próżną wegetację?
Nie miałam apetytu, od prawie tygodnia tylko się upijałam, nie miałam sił ruszyć się z domu. Przetłuszczone włosy już dawno dawały o sobie znać, że trzeba coś z nimi zrobić. I tak... Trwałam. Bo nic więcej o swoim stanie nie mogłam powiedzieć. Od przeciętnego żula z ulicy różniłam się chyba tylko przez Ricky, która z jakiegoś powodu postanowiła mnie niańczyć - i, co trzeba przyznać - nieźle jej to wychodziło. Codziennie wyganiała mnie choćby pod krótki prysznic, niemal wpychała coś do gardła, byle bym o pustym żołądku nie chodziła, a nawet sama alkohol dokupowała! Chyba, z jakiegoś dziwnego powodu, wiedziała z jakim bólem się zmagam. I nawet... Akceptowała to. A przynajmniej tak mi się wydawało, patrząc na to, że przecież w nocy nie odstępowała mnie na krok, a po każdym wybudzeniu uspokajała mnie, tak długo, aż znowu nie usnęłam...
I właśnie... Te noce chyba były najgorsze...

Właśnie jedna z nich miała miejsce. Spałam. Ricky... Ona chyba też spała, wtulona we mnie, pod tą pościelą, co pewnie sama bym jej nie wymieniła w swoim obecnym stanie. I spałyśmy, nie wiem jak długo, gdy koszmary znowu zawitały. Sceny z dnia marszu co dzień odgrywały się pod moimi powiekami. Co dzień widziałam te pająki, widziałam panikę, widziałam... Alison...
Wciąż nie mogłam pogodzić się z jej śmiercią. Nawet nie wiedziałam, co zrobili z jej ciałem. Informacje o niej nigdy nie pojawiły się w klepsydrze. Jakby... Nigdy nie istniała? A przecież była żywa. Przecież tu była. Przecież dzieliłam z nią wspomnienia...
I nigdy... Nigdy nie zdążyłam powiedzieć jej o Ricks.
W moich koszmarach miałam wrażenie, że jej wzrok mnie obwinia. Że przeze mnie zmarła. Że to wszystko moja wina. Wszystko co złe, wyolbrzymiało się jeszcze bardziej. Przytłaczało mnie. Mechaniczne pająki i na mnie sunęły, by i mnie zlikwidować. Raniły Aarona, raniły Shivali, raniły Victorię, Raniły... Ricks...
Nie miały litości dla nikogo.
To właśnie dlatego, co noc oblewałam się zimnym potem. Właśnie dlatego, co noc ogarniały mnie dreszcze. Właśnie dlatego, od wielu dni krzyczałam przez sen...
Dokładnie tak samo, jak w tym momencie...

Ricky Roseberry - 2018-04-12, 22:58

Tak bardzo starałam się by pomóc Sami. Codziennie żyłam za nas dwie. Codziennie pilnowałam by miała trzy posiłki by brała kąpiel, by przynajmniej zrobiła jedną rundkę po mieszkaniu. Nie chciałam by zostawała sama. Widziałam jak cierpiała i rozumiałam to. Może nie straciłam nikogo na zawsze, ale tak się czułam wtedy gdy zostawiłam za sobą Seattle i teraz mieszkając w bractwie okłamuję rodziców i czuję że ich również tracę. Było to ciężkie. Może i nienawidziłam Alison i wolałam o niej nie myśleć, ale z drugiej strony widziałam jak Samantha to przeżywała. Byłam świadoma tego co do niej czuła. Tak więc nie stawałam temu na przeszkodzie.
Chciałam by to się skończyło, by Sami przesypiała całe noce, by dalej odzyskała siłę by żyć, ale ja jej nie wystarczałam. Byłam blisko i czuła to, ale.... no właśnie jest to małe pojebane ALE, którego tutaj nie powinno być.
Czułam się bezsilna, gdy widziałam jej stan. Robiłam wszystko co mogłam, ale to nadal nie było wystarczająco. Mogłabym się jedynie modlić gdybym była wierząca.
Wtulona w nią spałam. Nie pamiętam co mi się śniło, ale przez sen lekko się uśmiechałam. Do momentu, w którym nie obudziła mnie Sami. Szybko usiadłam i złapałam ją za dłoń.
- Cciiiii Samii. Jestem tu. - mówiłam martwiąc się o nią. - Nic się już nie dzieję. Jesteśmy u Ciebie. - powiedziałam już bardziej stanowczo. Próbowałam ją obudzić. By otworzyła już oczy i najgorsze minęło. Przytuliłam ją i nie puszczałam przez dłuższy czas.
- Jestem tu. Zawsze będę. - mówiłam szeptem powtarzając to w kółko. Taka była prawda nie zamierałam jej już nigdy zostawić. Może nawet jako przyjaciółka, ale obiecałam jej to i dotrzymam słowa. Przynajmniej tym razem. Z szafki nocnej wzięłam szklankę z wodą, którą szykowałam zawsze wieczorem. Pomogłam usiąść mojej Sami i włożyłam szkło do jej ręki troszkę jej pomagając. - To samo? - zapytałam patrząc się na nią. - na prawdę powinnaś iść z tymi koszmarami do lekarza. Dałby Ci jakieś leki pomogłyby. - powiedziałam szeptem przecierając oczy i ziewając. Byłam zmęczona, ale nie mogłam jej tego pokazać. Musiałam być silna za nas dwie.

Samantha Bartowski - 2018-04-12, 23:19

Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek będę w stanie się odpłacić Roseberry za jej pomoc i poświęcenie. Za wszystko, co poświęciła, byle mnie z oczu nie spuścić. Za dbanie, nie tylko o mnie, ale i o moje mieszkanie. Za to, że jej zależało...
Może właśnie to mnie też bolało?
Przecież Ricks oddawała mi się całkowicie. Nie pytała - po prostu rozumiała i działała. A ja nie potrafiłam się jej teraz całkowicie poświęcić, bo od niemal tygodnia żyłam tylko tragedią, która wydarzyła się na marszu...
Zerwałam się. Wyrwałam się z tego paskudnego snu, czując dotyk i objęcie brunetki. Westchnęłam przy tym ciężko, bo mimo, że w teorii przesypiałam zdecydowanie więcej godzin, niż norma narzucała - czułam się zmęczona. Ale czy mogło być inaczej, gdy mój mózg nie odpoczywał?
Chwilę zajęło mi ogarnięcie, gdzie jestem i co się dzieje. Musiałam mieć pewność, że żadna, nawet jedna dziwna maszynka właśnie na nas nie mknie... Więc gdy tylko się zorientowałam, że jestem we własnej sypialni, a u mego boku znajduje się najwspanialsza kobieta - bo mimo mojego złego stanu, naprawdę, doceniałam każdy jej gest - niby się uspokoiłam, i z powrotem położyłam.
- Ja... Przepraszam, Ricks... - Mruknęłam tylko, lekko zachrypniętym i przespanym głosem. Zdawałam sobie sprawę, jak ciężko musi być jej to znosić. Musiało ją to męczyć jeszcze bardziej niż mnie. Odsunęłam jej dłoń, w której trzymała szklankę, jednocześnie kręcąc głową, na znak zaprzeczenia - bo przecież wody, to ja nie potrzebowałam.
- Jak zawsze... - Mruknęłam jej w odpowiedzi, kolejny raz wzdychając i przymykając na chwilę oczy. Jej kolejny komentarz jednak lekko wyprowadził mnie z równowagi, nawet, jeśli na ogół byłam nie do życia:
- Nie będę szła do żadnego konowała. Sama wiem jak sobie z tym poradzić. - Rzuciłam, już chyba bardziej żwawo, acz mało przyjemnie - Kurwa, Ricks, jestem psychologiem do kurwy nędzy. Umiem sobie kurwa sama z tym poradzić. - Dodałam po chwili, bo przecież już od wielu dni jej to powtarzałam. W tej samej chwili złapałam się też jedną dłonią za głowę, bo ból zaczął mi się dawać we znaki, i w sumie to trochę mi wirowało przed oczami - alkohol zaczynał już ze mnie wyparowywać, a to mi się mało podobało...

Ricky Roseberry - 2018-04-13, 22:16

Wiedziałam wiedziałam że nie wolno mi na nią naciskać. I tego się starałam trzymać, ale w takich momentach cierpiałam najbardziej że jednak nic z tym zrobić nie mogę. Uśmiechnęłam się do niej blado próbując odgonić moje dziwne myśli o tym czego nie mogłam dla niej zrobić. Starałam się najbardziej jak mogłam, ale ona nadal przeżywała marsz. Wiedziałam, że miała już uraz przez zdarzenia na polanie, a teraz ten irracjonalny strach wzrósł do takiego stopnia, że się o nią bałam. Odstawiłam szklankę i zerknęłam na nią gdy ta na mnie naskoczyła. Spoważniałam i wstałam z łóżka kręcąc się po pokoju i sprawdzając która jest godzina. Było trochę po pierwszej. Westchnęłam i spojrzałam na nią spode łba. Widziałam jak łapie się za głowę, ale o tej porze nie miałam zamiaru dawać jej niczego mocniejszego. Nie ze mną takie gierki. Kocham ją i zdecydowanie nie chciałam by miała problemy z alkoholem, a ostatnio na dużo jej pozwalam. Martwiłam się, ale co jakiś czas myślałam również o Rocky, która po jutrze miała jechać po leki. Miałam nadzieję że da mi znać.
Mam za dużo na głowie. Westchnęłam przecierając po raz kolejny oczy.
- Sami proszę Cię. - powiedziałam błagalnym tonem powoli do niej podchodząc. - Nawet moja moc nie obroni cię przed tymi koszmarami, chociaż tak tego pragnę. - mówiłam błagalnie i dotknęłam jej dłoni. Chciałam się położyć iść spać, ale nie mogłam nie teraz gdy Sami źle się czuła. Poczekam jak ona odpłynie. Jak zaśnie. Wtedy ja będę mogła ze spokojem zamknąć oczy wtulając się na nowo w jej ciało. Chciałabym cofnąć czas, ale za cholerę nie dało się tego tak zrobić.

Samantha Bartowski - 2018-04-14, 15:02

Chyba sama źle się poczułam po tym nagłym naskoku, bo wręcz czułam, jak żołądek podchodzi mi do gardła, a swój wzrok od razu skierowałam na brunetkę, ze wzrokiem błagającym o przebaczenie. W końcu... Nie chciałam jej ranić. Ale to przecież wcale nie było trudne, gdy sama byłam poirytowana i przemęczona... Rozdrażniona... Bez sił...
Nie odezwałam się jednak ani słowem, bo wiedziałam, że nie ważne co powiem - to i tak nic nie zmieni. Tak w sumie... Próbowałam zrozumieć, co ją tu trzyma. Mogłaby o mnie zapomnieć. Żyć swoim życiem, tym nowym, które stworzyła sobie wraz z siostrą. Może Rocky miała wtedy rację? Może powinnam była dać już spokój Ricky i pozwolić jej się cieszyć życiem, zamiast zamartwiać ją moimi problemami?
- Przecież Ty nie musisz mnie przed niczym chronić... - Odparłam, odwracając własną rękę w taki sposób, by móc ścisnąć jej dłoń. - Ricks, ja Ciebie nigdy nie prosiłam, żebyś mnie chroniła. Ja... Nie rozumiem. Czemu się tak męczysz? - Zapytałam, próbując spojrzeć w jej oczy, choć przy tym półmroku to i tak pewnie na niewiele się zdawało. Kochałam ją. Ale czy właśnie kochać, nie oznacza również, dać wolność?
Podniosłam się, mimo że pod moją czaszką odczuwałam silny łomot, który dopiero miał mi dać w kość i sama przytuliłam się do brunetki. Była taka drobna... A tak silna wewnętrznie. Nie rozumiałam tego, mimo, że przecież powinnam.
W końcu... Zdawałam sobie sprawę, jak ciężka to musi być sytuacja. Ona wiedziała, czemu tak cierpię. Przynajmniej... Przynajmniej połowicznie. Bo nie tylko śmierć Alison tak na mnie wpływała. Cały ten przeklęty marsz wywarł na mnie cholerne piętno, przez które najchętniej sama bym już zdechła...
- Kruszyno... - Mruknęłam, wtulając się mocniej w jej ramię, jakbym się bała, że to ostatni raz gdy mi na to pozwala. Miałam przeczucie, że mogę palnąć coś idiotycznego i gorzko tego żałować - Widzę, że też źle to znosisz... Ja... Nie wiem... Nie wolisz odpocząć od tego? Ode mnie? - Rzuciłam, raczej szeptem, walcząc sama ze sobą. Wiedziałam, że byłam jak kula u nogi. A gdyby tylko Roseberry odpuścila... Czy nie byłoby jej lepiej?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group