To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Opuszczona elektrownia - Pusta hala

Michael Ryan - 2018-04-21, 22:28

Dobrze, ze Mike nie słyszał tego zgrzytania, bo by go zapewne ciarki przeszły. Nie lubił tego dźwięku, było w nim coś takiego brrr. Co prawda jeśli chodziło o badania, wyniki nie były szybkie, ale nie mógł tego przyśpieszać. Mimo, ze ciągle nielegalnie na te spotkania się wybierał, tak samo jak na miasto. Collen nie miała prawa zamykać ich wszystkich w czterech ścianach, bo wszyscy by się pozagryzali. Z resztą niewiele robiła, a to sprawiało czasem (dość często) napiętą atmosferę w ich społeczeństwie. Jednak póki nie został złapany za rączkę i doprowadzony przed oblicze szefowej to było dobrze. On potrzebował spotkać się też z innymi ludźmi, zwłaszcza, ze chciałby by Chris się do nich przyłączyła. Była inteligentna, piękna i kochała to co robi. Mogłaby pomóc dużo mutantom w pokazaniu ich możliwości czy tez treningu. Tak uważał ją za wspaniałą kobietę, pomimo tego, ze czasem ta jej miłość do dążenia wiedzy, go po prostu wkurwiała. Tak jak było to dzisiaj, był wyraźnie rozdrażniony. Sam się na to godził, więc nic nie mówił na ten temat.
Westchnął raczej z poczuciem ulgi, że mógł chwile odpocząć. Te „stop” to było dla niego niczym wybawienie. Niechętnie jednak zaczął do niej podchodzić, mając cicha nadzieję, ze jej wprawne oko niczego nie zauważy, jakże był naiwny, ale jeszcze o tym nie wiedział. Szedł w tempie normalnym do niej, nie miał zamiaru się śpieszyć. Po tylu latach nauczył się chodzenia normalnie wśród ludzi, chociaż z początku było to trudne, ale musiał się dostosować, w końcu 5 lat udawało mu się to przed rodzicami ukrywać...
Słuchał jej wywodu starając się cokolwiek z tego zrozumieć. Było ciężko, bo jego mózg był na etapie takiego wycieńczenia, że zrozumiał zdanie o swoim limicie. To dobrze, ze miał limit prawda? Każdy go miał. Wielkie moce musiały mieć gdzieś swoje ujście. Zazwyczaj w przypadkach, gdy Chris mówiła mu o tym co się dowiedziała myślami był gdzie indziej, dzisiaj jednak starał się ją słuchać naprawdę! Z tego małego otępienia wyrwał go szelest papierka. W momencie złapał żarcie i praktycznie na pierwszy baton rzucił się niczym wygłodniały lew na swoja zdobycz. Energia! Życie! Dopalacz do jego siły! Nie zamierzał jej przeszkadzać. Z doświadczenia wiedział, iż kobieta nie przeszkadza się jak gadają. Nawet jak są to farmazony, lepiej potakiwać i udawać inteligenta. Chris jednak zbyt dobrze go znała i na samym końcu przedstawiła mu sprawę po chłopskiemu. Tak było zdecydowanie lepiej. Widział jak siada na tj zimnej posadce, chciał jej powiedzieć, ze się przeziębi, jednak nie zdążył otworzyć wtedy ust.
Padło magiczne słowo „pytania”, chciał o coś zapytać, jednak jej odwrócony wzrok, a jego wypchane chomicze policzki snickersem i brudna buzia w czekoladzie. Czuł jak rośnie mu to w gardle, bo dziewczyna przypatrywała mu się z coraz większym zainteresowaniem. Jak bada jego dłonie, jak w ogóle przygląda mu się jakby był zarażony jakąś chorobą zakaźną. Nie lubił tego uczucia, zdecydowanie. Po jej ostatnim zapytaniu przełknął głośno batona czując się jak małe dziecko złapane na czymś złym.
- To? Batonik, którego pochłonąłem. - odpowiedział z niewinnością w głowie pokazując jej papierek.
Zdawał sobie sprawę, ze nie da się na to nabrać. Ona wiedziała co to jest tylko chciała by on sam się do tego przyznał. Zagryzł wargę, zawsze tak robił jak zbyt mocno się denerwował. Kalkulował w głowie czy coś jeszcze wymyślić, ale wszystko było tak idiotyczne, ze chyba jakiś debil by się tylko na to nabrał.
- Przeforsowałem się. - odparł wzdychając i kapitulując – Zawsze się tak dzieje jak za dużo biegam, a dziś to sama wiesz. Potrzebuje kalorii by móc funkcjonować, takie uroki mojej mocy. - odparł po czym kucnął przy niej i spojrzał w jej twarz – Martwisz się o mnie? - odparł robiąc perlisty uśmiech w jej kierunku, może nie był taki jak chciał, bo uświniony czekolada, ale chłopak sobie z tego sprawy niestety nie zdawał... - Obiecałaś mi dobry duży obiad, więc wynagrodzi mi to moje cierpienie. - odparł ze śmiechem na koniec.

Chris Jenkins - 2018-04-22, 13:26

Z niesmakiem skrzywiła się, wypuszczając jego dłoń ni to od niechcenia, ni to niezgrabnie, ale gdzieś pomiędzy, posyłając mu spojrzenie mówiące „chciałbyś”. W rzeczywistości wcale nie odbiegał swoim pytaniem od faktów, bo owszem, martwiła się o niego, a w przypadku kogoś takiego, jak ona, był to niemal wyczyn na wysoką skalę.
Westchnęła wreszcie ciężko, zaczesując nerwowo włosy do tyłu, gdy szukała na jego twarzy innych oznak przekroczenia granic. Dostanie padaczki, jak czasami to się u niej działo? Nie, z tego, co pamiętała, nie chorował na nic przewlekle, co z kolei jej przypomniało…
Wyciągnęła z górnej kieszonki kurtki malutką fiolkę z pomarańczowego, przezroczystego plastiku oprawionej swoim imieniem i nazwiskiem oraz przedziwnie brzmiącą nazwą „Finlepsin 200”.
- Miałeś mi mówić, kiedy zaczniesz się czuć gorzej… - przypomniała zgryźliwie, unosząc jedną brew, gdy jego czekoladowe zęby błyszczały jeszcze przez chwilę. Odkręciła zakrętkę i wysypała na dłoń z opakowania dwie tabletki – Nie pisałam się na twoje chojrakowanie, Ryan. Umówiliśmy się. Nie chcę mieć tego twojego Bractwa na głowie, jeżeli padniesz, bo cię ego przerośnie. – protekcjonalny ton nieznoszący sprzeciwu, tak charakterystyczny, współgrający ze szczerym niezadowoleniem na jej twarzy, mieszającym się z faktycznym zmartwieniem dawał komiczny efekt, którego nie uświadczyło do tej pory wielu ludzi w jej życiu, tak jak tego bezceremonialnego łykania tabletek bez popitki. Gdyby Ryan nie uratował Jenkins, najpewniej nigdy by tego nie zobaczył na własne oczy, o ile w ogóle dane byłoby im się poznać. Był ignorantem w kwestii nauki, a ona miała na tym punkcie bzika, więc prawdopodobnie nie.
Pokrzywiła się przez gorzki smak, który został na końcu języka, chowając lekarstwo na swoje miejsce i niemo wskazała na torbę za laptopem, gdzie tkwiły dwie butelki z przygotowanymi wcześniej izotonikami, opatrzonymi kolejno napisami „Lazarus Pit” i „Fast and Furious”, aby żadne z nich przypadkiem nie wzięło tego należącego do drugiego. Stężenie elektrolitów dla Mike’a zabiłoby nerki Chris, a tych Jenkins nie popieściłoby nawet w minimalnym stopniu Ryana. Kiedy już podał jej butelkę, upewniła się czy to aby na pewno ta właściwa i w rekordowym czasie przepłukała jamę ustną cytrynowym posmakiem naturalnej mieszanki, oddychając ciężko, gdy to już skończyła. Obrzydliwe tabsy, fuj. Zauważyła, że Michael przygląda się temu ze zdumieniem, jakby miał z tym pierwszy raz do czynienia w jej towarzystwie.
- No co tak patrzysz? – otarła prawy kącik ust wierzchem dłoni okrytej skórzanym ochraniaczem. O wiele lepiej, gdy ta gorycz zniknęła.

Michael Ryan - 2018-05-07, 23:44

Zdawał sobie naprawdę fakt z tego, ze dziewczyna musiałaby się o niego martwić. Czyny, jej reakcja i jeszcze teraz ten ala dąs w spojrzeniu. Typowa kobieta, która się tak naprawdę martwiła. Mike nie mógł być pewien czy to bardziej chodziło o to by brakło jej jego mocy czy jego samego. Stawiał raczej na to pierwsze, bo nie zawsze królika doświadczalnego się spotyka. Mike przyglądał się jej ciągle, jak wyciąga fiolkę, a potem się zaczęło. ZRZ?DZENIE!
- Oj mamo, nie bądź dla mnie taka surowa. - odparł dalej ze śmiechem
Tak zdecydowanie nie przejmował się tym, że miał mówić.. Cóż mógł jeszcze biegnąć, stał na nogach, więc nie było źle, prawda? Z drugiej strony wiedział, ze zawinił, mógł jej na początku powiedzieć, ze brzuch mu do krzyża już przyrósł i jego funkcje życiowe wołają o pomstę do nieba, a nie wykańczać resztkę paliwa jakie mu zostały i pewnie korzystać z zapasowej tkanki tłuszczowej...
- Przynajmniej byś ich poznała i może w końcu się do nas przyłączyła. - odbił piłeczkę, po czym przetarł swoje usta zmywając z nich czekoladę.
Musiał przyznać, ze lubił jej ten wzrok, którym teraz go obdarzała, niby była obrażona, ale tak naprawdę się martwiła o niego, zastanawiał się czy Chris naprawdę go tak lubiła, czy serio był jej potrzebny tylko w celach naukowych. Cieszył się, ze było dane im stanąć na własnej ścieżce i się poznać, bo była chyba jedną z najmądrzejszych osób jakie poznał w swoim życiu.
Ryan podążył za wzrokiem kobiety, natrafił na torbę. Zrozumiał aluzję i po chwili trzymał dwie butelki w ręce, rozczytał się i dał jedną dziewczynie sam odkręcając drugą i popijając. Nie było to coś co chciał wypić, wolałby zjeść potrójną porcję frytek z 5 chickenburgerami, albo takie dwie duże pizze. Zdecydowanie to drugie go bardziej rajcowało. Pewnie dlatego musiał wyglądać dziwnie jak patrzał się na Chris.
- Co ja? - odparł po chwili – Aaa tak po prostu się zagapiłem, już wyobrażałem sobie jak zapraszasz mnie na wielkie pizze. - dodał z uśmiechem, po czym wstał rozprostowując kości, zerkaj ac w dół i podając jej dłoń by mogła wstać – Chyba dziś nie będzie więcej testów. - stwierdził niż zapytał – Może chciałabyś się przejść na spacer zanim pójdziemy na jedzonko? - zdecydowanie jego myśli zbyt często biegały w kierunku jedzenia.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group