To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

black lake - Stary hangar nad jeziorem

Ricky Roseberry - 2018-03-29, 08:50

//21 luty - po kłótni z siostrą


Nie chciałam dzisiaj przebywać w domu. Miałam po prostu dosyć widoku własnej siostry. Niepotrzebnie wpierdzielała nos w nie swoje sprawy. Wiem, że mnie kocha i chce to robić dla mojego dobra, ale halo nie mam 12 lat żeby sprawdzała moich wybranków lub wybranek serca tak? Dobra wiem i ja i Sami się zmieniłyśmy i o tym wiem doskonale nawet po tym jednym dniu. Widziałam to, ale się tego nie boję. Mamy całe życie na poznanie siebie, a to co się ostatnio stało to było... No cóż. Pośpieszyłyśmy się bo się za sobą stęskniłyśmy. Od tamtej pory gdy sobie to przypomnę to mam ciarki na plecach. Już dawno nie czułam się tak wspaniale. Euforia w jakiej wtedy się obudziłam wtulona w MOJĄ DZIEWCZYN? to było niesamowite. Faktycznie później odwaliłam głupotę, ale gdyby Sami się obudziła nie dałabym rady jej zostawić. Po prostu musiałam uciec jak ostatni tchórz. Niestety wątpliwości wtedy wygrały, teraz też je miałam i musiałam zostać sama. Nawet w bractwie nie czułam się teraz dobrze. Za dużo osób się tam kręciło, a nie chciałabym wpaść na Alison.
Wybrałam więc spacer. Długi spacer, który miał oczyścić mi umysł. Szłam prosto przed siebie mając tylko telefon ze sobą i dobry humor, albo starałam się mieć dobry humor. Drzewa które miałam po jednej stronie pokazywały mi jaki człowiek jest mały, a drzewa kolosalne. Dzięki temu czułam się drobna, a moje problemy jeszcze mniejsze. Jezioro które było po drugiej mojej stronie, pokazywało mi jak płynne są myśli wątpliwości. Chciałam by takie jezioro w mojej głowie zamieniło się w rwącą rzekę i wszystko odpłynęło wraz z ciulowym humorem.
Doszłam do hangaru, w którym kiedyś byłam. Raz może dwa. Nie miałam w planach tam wchodzić, ale gdy zobaczyłam uchylone drzwi ciekawość wygrała. Podeszłam i zajrzałam do środka. Nie chciałam napatoczyć się na jakiegoś bezdomnego, który by korzystał ze ściany jako toalety. Na szczęście nikogo takiego tam nie było. Był jednak jakiś chłopak z tatuażami. Słyszałam jak krzyczał coś do siebie i pomyślałam że jest jakiś chory, ale gdy zauważyłam to co robił zdębiałam. Był taki jak ja i strzelał do puszek z... palców?? Poczekałam chwilę w cieniu tak by nie było mnie widać i obserwowałam go.
Wydał mi się nadętym pajacem, ale chcąc nie chcąc nie kojarzyłam go z bractwa, więc albo był moim przeciwnikiem, albo samotnikiem. Skupiłam się na ostatnich puszkach które chciał zestrzelić i użyłam swojej tarczy tak by je zasłonić i pokazać mu że jednak jest do dupy i nie trafił. Gdy o coś odbiło się od tarczy zaśmiałam się w głos i zrobiłam kilka małych kroków w stronę mężczyzny.
- Chyba nie jesteś taki najlepszy skoro nie trafiasz. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do siebie. Próbowałam go wrobić i nawet mi to wychodziło. Zmierzyłam go od góry do dołu i puszczając tarczę z puszek zasłoniłam siebie, tak by nie mógł mnie zaatakować. Nie chciałam przecież zostać poturbowana. Obserwowałam każdy jego ruch i gest. Może byłam zbyt pesymistyczna, ale nie ufałam nikomu kogo nie znałam.
- Co tu robisz oprócz ZABAWY. - zapytałam podkreślając ostatnie zdanie, by wiedział że widziałam to co robił.

Andy Dark - 2018-03-29, 09:23

- He? - Zapytał sam siebie, nie dowierzając w to, co właśnie zobaczył. Trajektoria przecież była idealna. Byłem zbyt pewny siebie? Niee.. Byłem na fali, szansa na chybienie była znikoma, więc skąd do cholery te pudło? Chwila, wystrzeliłem pociski, tak? Co się do kurwy nędzy dzieje? Ehh..
- Może jednak nie jestem tak dobry, jak myślałem. - Powiedziałem pod nosem, tracąc całą motywację na dzisiaj. Cholera, było tak dobrze i akurat w kulminacyjnym momencie musiało coś się schrzanić. Cóż.. Można to potraktować w sumie, jako lekcję. Nie wolno mi dać ponieść się chwili, bo wszystko pieprznie. Smuteg. Wtem usłyszałem głos, kobiecy głos. Śmiała się. Że co? Śmiać się z doskonałości? Niewybaczalne. Jeszcze twierdzi, że nie jestem najlepszy! No miarka się przebrała. Odwróciłem się w ku niej, jednocześnie mierząc drugim "pistolecikiem" w jej twarz.
- Ehh.. Nie chcę być wredny dla kobiet, ale mogłabyś, nie wiem - ulotnić się stąd? - Rzekłem, dodając na swojej twarzy lekki uśmiech. Kim ona do cholery była? Chociaż.. Mierząc ją wzrokiem nie była wcale taka zła. Miała też przysłowiowe "jaja", by wchodzić w drogę mutantowi. Po usłyszeniu jej pytania - oświeciło mnie. Cholera Andy! Czasem głupotą przewyższałem najlepszych debili, ale teraz głupota ewoluowała w geniusz. Stojąc do niej bokiem, ciągle mając ją na "muszce", złożyłem drugą rękę w broń. Spoglądając wciąż na nią, strzelałem drugą ręką na ślepo, jednak gdy oddałem trzy strzały, do moich uszu doszły znajome dźwięki upadających puszek. Uśmiech może nie widniał najszczerszy. Był bardziej z tych, którym obdarzają Cię maniacy i psychopaci. Taaak. Dalej byłem na fali. To nie wina złego celowania, ani zasranego wiatru. Może ona ? Nie przypominałem sobie, by wydała jakiś dźwięk, który by mnie rozproszył. Mutant? Cholera, oby nie. To by było zbyt nieprawdopodobny przypadek. Ale fakt, że miałem ją na muszce mógł świadczyć o tym, że tym razem trafiłem.
- Heh. Jak widać jednak jestem najlepszy. Co robię? To, co widać. A skoro widziałaś moją ZABAW?, jak to ujęłaś to pewnie zdajesz sobie sprawę, co mogę zrobić z tymi palcami? - Cóż, zdanie może i dwuznaczne, ale w obecnej sytuacji temat raczej był jasny. Nie chciałem niepotrzebnych gapiów, szczególnie w ludziach - tych normalnych. Cholera, ale wygląda nieźle, trzeba tu dać jej punkt!

Ricky Roseberry - 2018-03-29, 09:41

Tak zdecydowanie chciałam się z nim podroczyć. Od razu mi to poprawiło humor i przynajmniej nie myślałam o tym co wcześniej. Spojrzałam znacząco na niego gdy strzelał po raz kolejny i trafił. Wolałam nie ryzykować zdejmując z siebie tarczy. Tak jak już mówiłam nie jestem ufną osobą. Zwłaszcza do nieznajomych mi osób, a on się do nich zaliczał. Patrzyłam na niego i obserwowałam każdy ruch. To że we mnie wymierzył skłoniło mnie tylko do wyzywającego uśmiechu. Miałam pewność, że jego moc nie przechodzi przez moją tarczę, więc nie mógł mi zrobić niczego. Zrobiłam w jego stronę dwa kroki, tak że nadal między nami była dość spora przestrzeń. Nie chciałam psuć sobie zabawy.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić, a stoi mi się tutaj zajebiście. I mam w dodatku cyrk przed własnymi oczami, tak więc pomarzyć sobie możesz. - powiedziałam zerkając na jego dłonie. Celował we mnie, a mnie to nawet nie ruszało. Nie bałam się śmierci, a po drugie nie znał moich możliwości. Przekrzywiłam głowę na prawo i zerknęłam na puszki które leżały już na ziemi. Uśmiechnęłam się i złapałam jego wzrok na przyglądaniu mi się. Znałam ten wzrok, chciał mieć spokój od nieproszonych gości, a za moment zauważyłam zainteresowanie moją osobą. Prychnęłam i poprawiłam moją kurtkę. Założyłam dłonie na klatce piersiowej zła.
- Daruj sobie tą rękę i tak mi nic nie zrobisz. Nie jesteś w stanie. - powiedziałam do niego pewna siebie i zaśmiałam się cicho. Może trochę go podpuszczałam, ale w tym momencie miałam to gdzieś. Przeszłam za jego plecy i oparłam się o ścianę, która była za nim zmuszając go do odwrócenia się w pełni w moją stronę. Chciałam zobaczyć go w pełnej okazałości, bo może jednak był z bractwa, ale go po prostu nie kojarzyłam? Może. Z resztą musiałam przebadać teren i to czy ma jakąś broń poza swoimi "palcami"
- Jak się nazywasz? - zapytałam troszkę przyjaźniej widząc, że jest "czysty" i nie miał nigdzie pistoletu. Sama miałam zawsze ze sobą scyzoryk, ale nie chciałam go używać. Chyba nie byłby na tyle głupi prawda? Z resztą nie dałby rady podejść, bo nadal miałam wokół siebie tarczę.

Andy Dark - 2018-03-29, 10:28

Świetnie się dobraliśmy. Gość, który nie lubi takich dziewuch i dziewucha, która mu się stawia. Pf, wraz z jej przyjściem cały urok tego miejsca zniknął gdzieś w otchłani. Nie mogła sobie od razu pójść? Przecież grzecznie prosiłem. Nie lubię nalegać, bo wtedy robię się groźny - tak mi mówili. Ale nie, ona jest mądrzejsza. Każda kobieta myśli teraz, że jest wszechstronnie uzdolniona i można jej Bóg wie co. Chwila, cyrk przed oczami?
- Cyrk? Haha - powiedziałem, drapiąc się z tyłu głowy, dodając szczery uśmiech - Nie przypominam sobie, żebym stawiał przed tobą lustro. - Boom! Zniszczona! Zgnij, przepadnij w niekończącej się spirali zażenowania. Nikt nie nazywa mnie cyrkiem. To coś bardziej, jak sztuka. Tak! Moja moc to sztuka! Wymaga precyzji i wielu lat praktyki, by choć trochę liznąć to jestem w stanie zaprezentować. W swojej dziedzinie byłem mistrzem, a że nie ma nikogo takiego, jak ja, to znaczy, że... I TAK JESTEM MISTRZEM! Łuhuhu.
- Hee? Nic Ci nie zrobię? Jesteś tego pewna? - zapytałem, chcąc ukazać jej ostrza. Na szczęście nie zrobiłem tego. Nie mogłem przecież wyciągnąć wszystkich kart z rękawa, a w dodatku nie wiedziałem również, czy przypadkiem nie rozmawiam z jakimś szpiegiem, czy przynętą wystawioną przez łapaczy mutantów. Wziąłem głęboki oddech. Musiałem się uspokoić. Widać było, że ona nie odpuści. Nie mogłem nic zrobić, byłem bezradny.
- Nic widzę nie poradzę. - Powiedziałem po cichu do siebie, nie spuszczając jej z oczu. Ta przeszła zaś za moje plecy. Odwracając się do niej, opuściłem "broń", bo w sumie po co dalej ją trzymać? Było w niej coś tajemniczego, skoro nie bała się przebywać ze mną sam na sam widząc, co potrafię. Ryzyko tego, że jest mutantem. wzrastało w moich oczach z chwili na chwilę. Każdy moment wprawiał mnie w stan wyższej gotowości. W końcu nie wiem, czy mnie spali, otruje czy Bóg wie, co jeszcze może zrobić. Cholera, tyle pytań a tak mało odpowiedzi.
- Nefryt - Powiedziałem bez zastanowienia. Przecież nie musiała znać jego prawdziwych danych, tak? Chociaż i one są nie takie same, jak te z początku jego życia. Ruszyłem w stronę pustaków, całkowicie pozbawiając się obrony. Nie mniej jednak ciągle starałem się ją mieć na oku, co by nagle nie próbowała mnie zajść z jakimś nożem. Chociaż i na to miałem gotową odpowiedź. Układając ponownie puszki we wspomnianym wcześniej szeregu, oddaliłem się ponownie na 10 metrów, celując z palców do "ofiar".
- A ty? - Zapytałem, niby z ciekawością, niby z obojętnością. Oddając trzy strzały, ujrzałem tylko trzy puszki, wzbijające się w powietrze. Jednak wraz z trzecim strzałem oddałem też czwarty, idealnie zsynchronizowany do wystrzału tego ostatniego. Nie sposób było go zauważyć. Czwarty pocisk wystrzeliłem z barku w stronę kobiety. Jednak nie bezpośrednio w jej stronę. Pocisk bezpiecznie dosięgnął celu, jakim był skrawek ściany, tuż obok głowy kobiety. Trzeba dodać fakt, że pociski są dość ciche przy strzelaniu, jednak, że panowała tutaj grobowa wręcz cisza, dało się usłyszeć przy strzałach lekki świst. Wtedy spojrzałem na nią. Wzrok ze skupionego, próbującego ogarniać sytuację mutanta w mgnieniu oka przemienił się u mnie w spojrzenie szaleńca. Maniaka, próbującego nastraszyć ofiarę. Przykładając palce do głowy, ruszyłem tylko kciukiem imitując odpalenie broni.
- Uważaj, bo może stać Ci się krzywda. - Uśmiech psychola powoli opuszczał moją twarz. Cóż.. Normalna osoba wtedy by uciekła. Jednak jeśli ona postanowiłaby wtedy zostać, jego przypuszczenia o drugim mutancie byłyby całkiem pewne.

Ricky Roseberry - 2018-03-29, 10:51

Widziałam każdy jego ruch. Dobra podejście do puszek i strzały w nie tylko wyostrzyły mi ostrożność i bardzo dobrze, bo usłyszałam tylko jak coś wbija się w ścianę obok mojej głowy odwróciłam wzrok na dziurę i dotknęłam tego kamienia który był wbity w dziurę. Wyciągnęłam go i obejrzałam kładąc sobie na dłoni.
- Pasuje Ci taka ksywka. - złapałam kamień w dwa palce i rzuciłam na ziemię. Patrzyłam na jego gesty i westchnęłam. Nie miałam sił by się z nim bawić. Był zadufanym chłopcem bez racji bytu. Jeśli byłabym kimś z D.O.G.S już dawno byłby martwy. Dzieciak nie potrafiący poradzić sobie w życiu. Chociaż podejrzewałam po wyglądzie że był starszy, ale tylko fizycznie bo psychicznie nie dorastał mi do pięt. Odepchnęłam się od ściany podchodząc do niego na taką odległość, że moja umiejętność była jeszcze bezpieczna i niewykryta.
- Jestem Sofia. - oznajmiłam patrząc mu w oczy. - i nie daję sobie grozić. To na mnie nie działa. - dodałam i po chwili ciszy zerknęłam za niego na bloczki. Gdzie ustawiał swoją rozrywkę. Ominęłam go wiedząc że zauważy moją tarczę. Miałam to już gdzieś. Stanęłam w miejscu z którego on strzelał i skupiłam się na pustaku. W momencie odepchnęłam swoją tarczę z taką prędkością, że bloczki poleciały w stronę ściany za nimi i rozkruszyły się na małe kawałeczki. Po sekundzie na nowo nakreśliłam swoją tarczę wokół mnie odwracając się przodem do mojego towarzysza.
- To możesz uznać za odpowiedź do twojej nie udanej groźby. - oznajmiłam i uśmiechnęłam się do niego. Nie złowrogo ani nic z takich rzeczy, wręcz przyjaźnie. Nie wydawał mi się być źle do mnie nastawiony już dawno by zaatakował, a w tym momencie jedynie się bronił i próbował mnie odstraszyć. Wróciłam do mojej ściany i usiadłam na ziemi.
- Teraz możemy już normalnie porozmawiać? Nie chciałabym narażać siebie i moich przyjaciół na niebezpieczeństwo. - miałam na myśli D.O.G.S, które lubiło pałętać się w poszukiwaniu takich jak my. To prawda nie chciałam narażać bractwa, ale co też oni mogliby mi zrobić. Wiedziałam, że moja moc zacznie za parę minut źle na mnie wpływać, dlatego musiałam działać jak najszybciej, żeby on się do mnie przekonał. Poklepałam miejsce obok mnie, czekając na jego reakcję.
- Nie bój się nie gryzę. Chyba że mnie wkurzysz. - dodałam i rozejrzałam się po budynku. Nie było tu nic nadzwyczajnego. Kilka bloczków, puszek no i ten mężczyzna, który chyba nadal chciał pozostać anonimowy. Z resztą ja również.

Andy Dark - 2018-03-29, 11:19

Myślałem, że uda mi się ją odstraszyć. Strzał w ścianę był ostatecznym posunięciem, na które byłem gotów. Przecież gdyby nie była mutantem, a oddałbym strzał bezpośrednio w jej postać, mogłoby się to skończyć tragicznie, a to było coś, czego potrzebowałem najmniej. Jej spokój jednak mówić coś innego. Widząc, że zamiast uciekać, bierze kawałek nefrytu do dłoni, byłem już prawie pewien, że nie należy do tych "nudniejszych" ludzi. He? I o co chodzi z tymi groźbami? Nie boi się mnie? W żaden sposób nie potrafię zadziałać na nią poprzez strach? Musi być nad zwyczaj pewna siebie. Nie można bez powodu, tak po prostu cwaniakować przed gościem, który właśnie oddał strzał obok jej głowy. Wtem zaś ta obok mnie przeszła. Poczułem to. Lekkie odepchnięcie pomimo braku jakiegokolwiek dotyku obudziło tylko lekki uśmiech na twarzy. Więc to o to chodzi. Gdy ta zaś - zupełnie bez powodu - zniszczyła pustaki, mój uśmiech przerodził się w śmiech. Głośny śmiech. Karuzela śmiechu to to może nie była, ale raczej coś na wzór radości, spowodowanej dobrym wyczuciem sytuacji. Wtedy to było pewne. Byłą mutantką. Mutantką, która generowała pole siłowe, coś na wzór tarczy. Śmiaemł się, jednocześnie trzymając rękę na swojej twarzy. Wiedziałem, dlaczego była taka odważna. Przecież i tak bym jej nic nie zrobił, nawet jakbym się postarał. Powoli uspokajając swój śmiech spojrzałem na nią.
- Nieźle. Jak widać, moje przypuszczenia były prawdą. - Powiedziałem, patrząc jej w oczy.
- Tak, możemy. Poddaję się. - Uniosłem ręce ku górze w geście kapitulacji. Wbrew pozorom miałem więcej oleju w głowie, niż mogłoby się wydawać. Była nietknięta. Chociaż żal zżerał mnie od środka, skutecznie przykrywał go dobry humor, który wręcz zakrył mnie całego. Chwila. Co ona powiedziała?
- Przyjaciół? - Odrzekłem bez zastanowienia. Byli inni? Znała innych? Może była z Bractwa? Niemożliwe. Jakim cudem mógłbym trafić na członkinię Bractwa od razu po przyjeździe tutaj. Prawdopodobieństwo niby niskie, jednak nie niemożliwe. Zaczynało się robić ciekawiej. Rozmowa? Jeśli tylko dowiem się, że jest z Bractwa, będę mógł zrobić o wiele więcej, niż tylko posadzenie swojego tyłka na tej zimnej podłodze.
- Spokojnie, też nie gryzę. Chyba. - Dodałem, wymawiając ostatnie słowo nieco ciszej, jednak w sposób, by je usłyszała. Come on! Powiedz mi, że masz dla mnie informacje, które są co najmniej wartościowe. Nadaj tej chwili znaczenie i ukaż mi drzwi, za którymi kryje się zajebista przyszłość! Bring It On!

Ricky Roseberry - 2018-03-29, 11:41

Ugryzłam się w język za późno. Tak wiem, że jako łowca mam obowiązek zebrać jak największą liczbę mutantów, ale bez przesady, nie będę chodziła z plakietką "jestem z bractwa chcesz dołączyć?" No bez przesady, a w tym momencie robiłam sobie taką plakietkę. Spojrzałam na niego z uśmiechem zdejmując z siebie tarczę i westchnęłam głośno. Gdy usiadł obok poczułam przyjemne ciepło bijące od niego. Tak zdecydowanie był chamski tylko przy obronie siebie.
- Tak zadziwiające prawda? Mam przyjaciół. - oznajmiłam z uśmiechem próbując się wybronić ze zbyt długiego języka. Spojrzałam na niego. Szukał nas przynajmniej tak mi się wydawało, ale byłam ciekawa od kiedy.
- Skoro obydwoje jesteśmy już do siebie jako tako przekonani, to opowiedz mi o sobie. Co tu robisz? - zapytałam po chwili. Próbując zmienić temat. Nie chciałam narażać Colleen przyprowadzeniem kogoś kogo nie znam. Tak było bezpieczniej, bo jego moc już znałam. Był Nefrytem jeśli dobrze połączyłam jego przezwisko i ten kamień.
- Ogólnie to jestem Ricky. - dodałam próbując go do siebie przekonać używając własnego imienia. Wyciągnęłam w jego stronę dłoń na przywianie. Skoro już nie chce mnie zabić, ani mi grozić. Chciałam go poznać. Wydawał się ciekawą osobą, a tatuaże i kolczyki dodawały mu charakterku. Nie mogłam odmówić mu wyglądu, ale przecież nie tylko to się liczy.

Andy Dark - 2018-03-29, 22:43

Gdy ta potwierdziła zdanie, że ma przyjaciół, uśmiech zagościł na mojej twarzy. Nagle stała się taką przyjacielską osobą? A to ja myślałem, że mam zmienny charakter.
- Nie, nie jest to zadziwiające. - Dodałem, odwzajemniając uśmiech. Może trochę przesadzał. To, że miała bliskie jej osoby wcale nie oznaczało, że od razu musieli to być mutanci z Bractwa. No ale cóż. Pytać bezpośrednio też nie zapytam, bo wystarczy popełnić mały błąd, a ten kwiatuszek mógłby odpłynąć na dobre, a tego nie chciał. Nie byłem też do końca przekonany na temat jej przyjacielskości. Ale nie zaszkodziłoby zdobyć parę nowych kontaktów. Nigdy nie wiadomo, co życie przyniesie, a jej pomoc mogłaby się kiedyś okazać przydatna i na odwrót.
- To, czy przekonałem się do Ciebie to się dopiero okaże. - Dodałem, ukazując cwaniacki uśmieszek. Fakt, mogło to trochę chamsko zabrzmieć, ale jednocześnie chciałem dać do zrozumienia, że - bądźmy szczerzy - nie do końca jej ufałem. Cóż mogłem poradzić? Nie jestem najsympatyczniejszym typem pod słońcem, więc jak to komuś nie pasuje, to tam są drzwi. Mogę Ci je nawet otworzyć z "grzeczności". Kobieta zadała pytanie, na które w sumie nie można jednoznacznie odpowiedzieć. Z jednej strony szukam rodzeństwa, z drugiej szuka bractwa. Ułożyłem się na plecach, utrzymując jedno zgięte kolano w górze, zaś rękoma podparłem głowę. A co mi tam! Stać mnie na pralnię w razie czego.
- Co tu robię? Na historię życia nie licz, kochana. Zbyt wiele w niej rozlewu krwi, zmieszanej z samotnością. - Bo co w sumie innego miałem powiedzieć? Że rodzice porzucili mnie, gdy zostałem porwany? Może jeszcze wyjawię wszystko na temat swojej mocy, pewnie. Nie znaliśmy się na tyle, by znała szczegóły, jednak coś mi podpowiadało, że odrobinkę tajemnicy ujawnić nie zaszkodzi.
- Szukam ludzi, w tym dwójki rodzeństwa. Chcę na nowo stworzyć dom, w którym nie będę musiał oglądać się za plecy. - O! Tyle powinno wystarczyć. Idealna odpowiedź na tym etapie "znajomości". Nie mogłem ryzykować zbyt wielu informacji. Gdzieś z tyłu głowy wciąż tliła się myśl, że może nie być tym, za kogo się podaje. A co wtedy? Zostanę zabity? Uprowadzą mnie D.O.G.S.? W naszym świecie - świecie mutantów - jest taka niepisana zasada, by nie ufać innym zbyt szybko. Nigdy nie wiedziałeś, czy gdy się odwrócisz, nie zostaniesz ugodzony przysłowiowym "nożem w plecy".
No proszę. Kolejny twist. Okazuje się, że nasza kochana Sofia to tak na prawdę Ricky! Cóż za niespodziewany bieg wydarzeń. Sofia to pewnie jej kryptonim, sekretna tożsamość - No proszę! Iście sherlock'owski ze mnie obserwator. No, ale mimo tego kulturka obowiązywała. Chyba mogłem jej zdradzić imię, czyż nie?
- Andy. - Rzuciłem szybko, podnosząc się do pozycji siedzącej, by odwzajemnić uścisk ręki.
- A Ty? Nie wyglądasz mi na osobę, która od tak sobie spaceruje po lasach. - Trafiłem w sedno, chyba. No bo spójrzcie na nią. Spójrz mi gościu w oczy i powiedz, czy ona wygląda na osobę, która idzie do lasu, żeby pochodzić? Musiała kryć się historia. Czy mroczna? Nie wiem, ale byłoby ciekawiej.

Ricky Roseberry - 2018-03-29, 23:07

Jego pytanie nie było zbyt fajne. Wróciło do mnie wszystko o czym myślałam przed wejściem tutaj i w momencie spoważniałam i posmutniałam. Nie chciałam o tym nikomu mówić, zwłaszcza osobie której nie znałam, ale ona podzielił się ze mną chociaż częścią informacji o sobie. Szukał ludzi i rodzeństwa. Zaintrygował mnie. Ciekawe czy któreś z nich jest w bractwie. Nie chciałam strzelać, ale podejrzewałam że przez określenie "ludzi" miał na myśli naszych. Czyli moją nową rodzinkę. Nie mogłam jednak powiedzieć "no wiesz jestem z bractwa chodź ze mną". To byłoby za proste. I gdybyśmy tak robili bractwo już dawno przestałoby istnieć. Wróciłam jednak do żywych i westchnęłam.
- Lubię spacerować i biegać. Pozwala mi to w ciszy ułożyć wszystkie myśli w głowie, a ostatnio mam ich aż ZA dużo. - powiedziałam z niesmakiem i wyczuwalnym smutkiem w głosie. Nie miałam ochoty się zagłębiać w szczegóły. Nie jego sprawa o co chodzi. Zastanowiło mnie tylko jedno Spojrzałam na niego spod byka.
- Co masz na myśli mówiąc że nie wyglądam na osobę która spaceruje bez celu? - zapytałam jakby trochę zła, ale z drugiej strony byłam ciekawa co mógł też o mnie myśleć. Wymusiłam delikatny uśmiech w jego stronę i oparłam głowę o ścianę. Chciałam odpocząć od chaosu który opanował mój umysł, a to że on dopytywał nie pomagało mi.
- A co do oglądania się za plecy. Tak szczerze? - zapytałam nadal oparta. - chyba nie ma takiego miejsca. My musimy być zawsze ostrożni. Nigdy nie wiesz kiedy psy się pojawią i gdzie będą. - oznajmiłam zniesmaczona. Pamiętam jak kiedyś na jednego wpadłam. Też był mutantem takim jak ja, a atakował nas jak posłuszny piesek. Dla takich nie miałam szacunku. Nigdy i przenigdy nie stanę się jednym z nich. Zastanawiałam się tylko co nimi kierowało pomagając tym zjebom którzy chcieli nas wymordować. Podniosłam głowę słysząc jakieś głosy zza drzwi. Zerwałam się na równe nogi i zerknęłam na mężczyznę. Podeszłam powoli do miejsca gdzie weszłam do budynku.
- Jesteś z kimś? - zapytałam naciągając na siebie i niego tarczę. Wyjrzałam przez uchylone drzwi i zobaczyłam jakiś nastolatków biegnących w stronę miasteczka. Odetchnęłam z ulgą i wyprostowałam się wycofując swoją umiejętność. Mógł ją zobaczyć, ale obrona mutanta była moim odruchem, więc to że go zasłoniłam było niczym. On pewnie odbierze to trochę inaczej, ale nie chciałam zawracać sobie tym głowy. Nie wróciłam już na to samo miejsce. Wręcz przeciwnie. Podeszłam do puszek, które robiły za cel dla mojego nowego kolegi. Wzięłam jedną i zaczęłam ją sobie podrzucać w powietrze. Nie była jeszcze zbyt zniszczona, ale widać że była stara, bo już wieki temu wszystkie resztki z niej wyparowały. Spojrzałam na znajomego i się uśmiechnęłam. Rzuciłam puszkę do góry nad głowę i zerknęłam na nią. Skupiłam sięprzez moment i puszka w locie została zgnieciona w kulkę. Zrobiłam kilka "piłeczek".
- Wstawaj. - zażądałam i pokazałam gdzie ma stanąć. - ja rzucam ty strzelasz. Zobaczymy ile trafisz. - zaśmiałam się, ale chciałam sprawdzić jak bardzo panuje nad swoją umiejętnością. Rzucałam po jednej, a ostatnie dwie rzuciłam jednocześnie w dwie różne strony.

Andy Dark - 2018-03-30, 00:36

Rozmowa kleiła się.. Zaskakująco dobrze, chyba. Układanie myśli? Co prawda również korzystałem z takich technik, aczkolwiek preferowałem leżenie pośród tysięcy gwiazd. Cóż, każdy ma swój gust i nie ma po co o tym debatować. Jednak jej nacisk na słowa "za dużo" obudziło we mnie czujkę. Czułem po tonacji głosu, że jest powoli zbaczamy na temat, który może iść w nieodpowiednim kierunku. Lepiej tego unikać. Przynajmniej teraz. Znów wróciłem do poprzednio wspomnianej pozycji leżącej, patrząc w sufit hangaru. Wsłuchując się w pytanie mi zadane, bez zastanowienia udzieliłem odpowiedzi.
- Wydajesz się być osobą - jakby to powiedzieć - nie lubiącą rozmyślać zbytnio o danej chwili. Takie rozmyślanie pasuje bardziej do osób cichych i spokojnych, chociaż co ja tam wiem. Pewnie mi się tylko zdawało. - Skwitowałem, sam nie dowierzając w to, co powiedziałem. Spokojne osoby? Przecież sam spędzałem wiele czasu na walce ze sobą w głowie, a do spokojnych ludzi czasem mi daleko. Ehh, świat jest pełen sprzeczności, ale co zrobisz - nic nie zrobisz.
- W sumie masz rację. Ostrożność, czy to wrodzona, czy nie, musi być zawsze z nami obecna. Nigdy nie wiadomo, czy za chwilę jakieś psy nie wejdą tu, do hangaru. - I jak na zawołanie, w tym samym momencie usłyszeliśmy hałas dobiegający zza wejścia. To się nazywa wyczucie, co nie? Przez ułamek sekundy przeszła przeze mnie myśl, że może za chwilę rozpętać się tu piekło na ziemi, jednak z jakiegoś dziwnego powodu nie ruszałem się z miejsca. Leżałem i czekałem na rozwój wydarzeń.
- Jestem sam. - Odpowiedziałem, obserwując idącą do wyjścia dziewczynę. Nie umknęła mi też uwadze tarcza, którą bez wahania zarzuciła na siebie, jak i na mnie. Może niepotrzebnie ją trzymałem na dystans? Nie nie nie! Nie trać czujności. Nie znam jej jeszcze zbyt dobrze, a już chcę opuszczać gardę? Nieee. To nie mój styl. Na szczęście okazało się, że to tylko banda szczeniaków, przebiegająca niedaleko nas. Gdy tarcza "zgasła", mój wzrok powędrował znów na sufit. Oj ile bym dał, żeby znów zobaczyć to gwieździste niebo. Ta cisza i spokój. Stan czystej błogości. Nim zdążyłem się całkowicie rozmarzyć w w swojej idealnej wizji, do mych uszu doszedł dźwięk zgniatanych puszek. Mhm.. Na segregację jej się teraz zebrało? Uniosłem głowę ku górze, coby mieć lepszy widok na sytuację. No w sumie fajny widok. Nigdy nie widziałem, jak puszka gniecie się w locie. Fajnie było wiedzieć coś więcej o jej umiejętnościach, jednak im więcej o nich wiedziałem, tym większy niepokój we mnie wzrastał. Strach pomyśleć, co by ze mną zrobiła, jakby się wkurzyła. Na jej żądanie odpowiedziałem stanowczo, z pełnym przekonaniem do siebie, stylu życia i drogi, którą podążam.
- Nie. - Oto moja droga. Droga odmowy. Jednak gdy usłyszałem o tym, że mogę mieć okazję do ponownego postrzelania, zerwałem się na nogi, jak poparzony. No i tyle wyszło ze stylu i drogi życia. Koniec świata ze mną.
- Hee? Na pewno? A z resztą. Dawaj. - Powiedziałem, ustawiając się do ataku. Piłeczka, lecąca jedna za drugą nie stanowiły problemu. Bam bam i po sprawie. Ręczne pistolety to było jednak to. Jednak.. To było zbyt proste. Chciałem już zrezygnować i wrócić do leżakowania, lecz nim do końca się odwróciłem, ujrzałem, jak dwie piłeczki oddalają się w dwie różne strony. No i to jest wyzwanie! Tego jeszcze nie próbowałem. Stojąc bokiem do targetów wiedziałem, że "wyciągnięcie broni" będzie jedynie stratą czasu. Starając się wychwycić tor lotu obu puszek, wystrzeliłem dwoma pociskami jednocześnie. Jeden z nich bezbłędnie wbił się w sam środeczek, przyczepiając puszkę do ściany. Drugi zaś - niezbyt dokładny - zdołał tylko tę puszkę podbić. No cóż.. Nikt nie jest idealny.
- Ooo.. Czyżbym źle wymierzył? - Zapytałem sam siebie, spoglądając na swój bark. Kurde, a mogło wyjść tak idealnie. Mogłem być perfekcyjny chociaż w tym jednym momencie. Niestety, tradycyjnie - Ch** wszystko strzelił. Stojąc tak na przeciw Ricky rozłożyłem nieco ręce, dodając ku temu uśmiech.
- Coś jeszcze w planach? - Może uda się jakoś wspólnie spędzić ten czas lepiej? Kto wie.

Ricky Roseberry - 2018-03-30, 07:53

Byłam w nie małym szoku gdy trafiał za każdym razem. Czułam satysfakcje z tego co widziałam. Musiał trenować dość długo by zapewnić sobie bezpieczeństwo. Uśmiechnęłam się, ale gdy ostatnie dwie powędrowały w powietrze patrzyłam co robi. Stał tyłem co odrobinę utrudniało mu zadanie, a dwie piłeczki w dwie rożne strony będzie mu trudniej ogarnąć. Jedną trafił a drugą niestety tylko drasnął. Cmoknęłam z niezadowolenia. Nie był na tak zaawansowanym poziomie jak mi się wydawało.
- W ile celów trafisz na raz? Mogę pomóc Ci trenować. - zapytałam chcąc poznać go jeszcze bardziej, ale ten odwrócił się do mnie przodem i rozłożył ręce mówiąc swoje jakże słuszne spostrzeżenia. Zaśmiałam się kpiąco ale po chwili spoważniałam zakładając na krzyż swoje ręce na klatce piersiowej.
- Nie tylko ja tu mam mózg. Postaraj się to coś wymyślisz. Ja mam czas. Nie chce wracać do domu. - powiedziałam i ominęłam go tak ze mógł poczuć lekkie muśniecie mojego ramienia o jego. Nie podrywałam go po prostu chciałam sprawdzić czy się ode mnie odsunie czy zaatakuje a może zostanie w tym samym miejscu takie małe sprawdzenie na ile mi ufał.
Podeszłam do ściany gdzie wcześniej i oparłam się o nią spuszczając głowę. Myśli nie dawały mi spokoju. Spochmurniałam przypominając sobie jak siostra mnie zirytowała. Prychnęłam na sama siebie. Niepotrzebnie teraz nad tym rozmyślałam. Miałam przed sobą mutanta, mężczyznę, nieznajomego. Już dawno opuściła mnie wątpliwość i doskonale wiedziałam o tym że należał do niezrzeszonych. Miał możliwość zabicia mnie lub pojmania już kilka razy ale nie skorzystał. Westchnęłam i podniosłam na niego wzrok.
- Wybacz nie najlepszy mam humor. Powiedz mi, bo rozumiem że jesteś wolnym strzelcem od jak dawna szukasz rodziny? - zapytałam chcąc dowiedzieć się czy może któreś z nich jest w bractwie. Wiem że nie znałam dokładnie wszystkich, ale miałam nadzieję żeby nawiązać z nim rozmowę. Byłam coraz bardziej przekonana do tego by zabrać go do nas. Zobaczymy co czas przyniesie.


/sorka za jakość post z tel

Andy Dark - 2018-03-30, 10:01

Cholera. Szkoda, że nie ustrzeliłem tej ostatniej puszki. Moja nota pewnie byłaby wtedy o wiele większa, niż ta teraz. No ale trudno, jak widać, nie da się osiągnąć wszystkiego. Nie było mi jakoś nadzwyczaj smutno, czy żal za niepowodzenie. Takie rzeczy się zdarzają, a to świadczy tylko o tym, jak wiele czasu muszę jeszcze poświęcić na trening. Nie ma nic za darmo. Jednak byłem pewny, że im więcej będę miał okazji do trenowania, tym mój dar okaże mi więcej swych sekretów bojowych.
- Pomoc w treningu? - Pomyślałem, patrząc na kobietę. W sumie sam wtedy nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Propozycja wydawała się dosyć ciekawa, jednak myśl o treningu z ledwo znaną mi osobą? Czy ja wiem. Istnieje niby lekkie ryzyko, jednak chcąc nie chcąc nie dostrzegał już w niej takiego zagrożenia, jak na początku. Trening.. Potrzebowałem treningu, to pewne, jednak nie czułem się wtedy na siłach, by trenować tego samego dnia.
- Można kiedyś spróbować. - Rzuciłem obojętnie, chcąc nie zagłębiać się zbytnio w temat. Nieee.. Jak widać nie byłem dzisiaj w formie, by urządzić sobie trening. A chwila odpoczynku dobrze by mi zrobiła. Czas na segregację rozpraszających myśli jest równie ważny. Co, jeśli w chwili próby przez moją głowę przeszłaby armia myśli. Nie mogłem dopuścić do takiego rozwoju wydarzeń, bo w takim momencie chwila zawahania mogłaby kosztować mnie nawet i życie. Gdy Rocki przechodziła obok mnie, w jakiś sposób poczułem, żeby się nie odsuwać. A niech otrze się o bark. Może na swój sposób sprawdza, czy mi ufa? Nie wiem.
- No nie tylko ty masz mózg. Jednak ja mam dzisiaj wolne od zbytniego myślenia. - Skwitowałem, obserwując jak ta idzie w stronę ściany. Wolnego od myślenia to ona dzisiaj na pewno nie miała. Nie wiedziałem, o co chodzi, bo skąd. Jednak mimo tego nie czułem, by przejść tak obok tej sytuacji obojętnie. Nie byłem tylko pewny, czy bezpośrednio uderzać z pytaniem, czy może zadać je może odrobinę.. lżej? Matko, tyle pytań, brak odpowiedzi. Gdy ta skierowała pytanie w moją stronę, na chwilę wpadłem w tok myślenia. Taak, miałem mieć od niego dziś wolne, a ta jednak zmusza mnie do pracy. Pf! Przez okno z hangaru, widniała taka piękna woda. Rzeczywiście to miejsce potrafi uspokoić! Może stanie się to moją miejscówką? Przychodziłbym tu często i w ogóle. Odwracając się w stronę okna, co zaowocowało staniem tyłem do Ricky, wziąłem głęboki oddech.
- Sam nie wiem. Szukam ich odkąd pamiętam. Miałem nadzieję, że.. - Zamarłem na moment. Czy to dobry pomysł, by mówić o tym już teraz? W końcu sam też nie wiedział o niej zbyt wiele. Dobra, trudno, najwyżej zginę na miejscu w lubianej przeze mnie placówce - .. że Bractwo pomoże mi dowiedzieć się coś więcej na ich temat. Może ktoś z nich nawet tam przebywa. - Tak. To była myśl, która napędzała mnie na tyle, by wstąpić do nich. Nie interesowało mnie, czy lubię samotność, czy nie. Jeśli jakaś okazja ma choćby cień szansy na zbliżenie mnie do rodzeństwa, miałem zamiar korzystać z niej, nieważne, co by się działo.
- Wszystko z Tobą w porządku? - Zapytałem po zakończeniu poprzedniej kwestii. Chciałem lekko zboczyć z tematu. Każde wspominanie o bractwie w towarzystwie nieodpowiedniej osoby mogło kończyć się w różny sposób. Z drugiej strony jednak nieco zaciekawiła go myśl, cóż to takiego stało się mutantce. Może chodzi o to, by z kimś pogadać, a nie samemu stawiać czoła światu? Dobrze wiedziałem, że rozmowa potrafi zdziałać czasem o wiele, wiele więcej. Może właśnie tego potrzebowała. Kogoś do rozmowy?

Ricky Roseberry - 2018-03-30, 10:58

Chciałabym mieć wolne od myślenia jednak to nie było dla mnie.nie w momencie kiedy mam tyle wątpliwości. Usmiechnelam sie lekko na odpowiedź mojego towarzysza. Jednak gdy wspomniał o bractwie poczułam lekkie spięcie mięśni. Nutę zauważalne dla innych. Jednak po chwili namysłu odetchnęłam.
-Spróbuję Ci pomóc, ale musialabym mieć więcej danych. Czy też są tacy jak my? Czy są po prostu ludźmi. Policja ich powinna szukać jeśli są w bazie osób zaginionych bez problemu odnajde ich zdjęcia. Potrzebna by mi była tylko data urodzenia i miejscowość. - mówiłam nakrecona i wyciągnęłam swój telefon. Nie wiele moglam z komórki zrobić ale przeszukać Internet bez problemu mogłam. Jednak żeby w wejść głębiej potrzebowałam laptopa i trochę czasu. Spojrzałam na Andiego czekając czy poda mi dane. Czy zaufa mi na tyle. Zerknęłam mu w oczy i się uśmiechnęłam.
- A co do bractwa. - poczekalam chwilę układając sobie w głowie to co chciałam przekazać. - myślę że najpierw musieliby Ci zaufać i poznać. - powiedziałam z lekkim uśmiechem. - nie będę nadstawiała głowy za osobę której nie znam. - dodalam i potrafiłam mu oczko składając palec wskazujący do ust tak jakbym go uciszała. Nie miał złych zamiarów.nie miałam zamiaru narażać innych. On pokazuje mi swoje karty ja jemu moje. Coś za coś prawda. Gdyby coś chciał mi zrobić ja na niego też bym miała haczyk.
Zdziwiłam sie gdy zapytał o moje samopoczucie. Byłam mu wdzięczna za zainteresowanie, ale nie byłam pewna czy chce mu mówić o swoich problemach. Westchnelam i spojrzałam na niego.
- Siostra czepia się moich znajomych. Spotkała się z pewną dziewczyną za moimi plecami i próbuje rozwalić moją znajomość. Nie wiem co o tym myśleć. Znam ta dziewczynę ze wcześniejszych czasów ale teraz obydwie sie zmieniłyśmy. - powiedziałam i przetarłam oczy. Tyle informacji starczy. Nie chcialam wchodzić w szczegóły. Nie z facetem którego ledwo poznałam

Andy Dark - 2018-03-30, 11:27

Cała rozmowa zaczęła przybierać interesujący dla mnie obrót. Widać, że była skora do pomocy, jednak haczyk tkwi gdzieś indziej. Biorąc głęboki oddech, odwróciłem się w jej stronę. Nie wiedziałem zbytnio, co powiedzieć. Informacje przeze mnie zebrane są nie dość wystarczające, by nawet policja się nimi zajęła.
- Problem w tym, że osoba zaginiona to ja. Odcięto mnie od rodziny, gdy byłem dzieckiem. - Sprecyzowałem. Tak. Porwanie, które miało miejsce lata temu, całkowicie odcięło mnie od rodziny i ich wydarzeń. Nie miałem pojęcia, co robili, jak żyli. Równie dobrze wszyscy mogli być już dawno martwi, a moje wieloletnie wysiłki polegające na poszukiwaniach zaowocowałyby jedynie pustką od środka. Nie wiem, co było gorsze. Niemoc w odnalezieniu ich, czy fakt, że już nigdy mogę ich nie zobaczyć.
- Gdyby internet i baza osób zaginionych działały tak, jak mówisz, nawet by mnie tu nie było. Problem w tym, że zmiana nazwiska, lokalizacji i innych pierdół zajebiście to utrudnia. - Prawda. Już dawno bym ich odnalazł. Wszechpotężny internet, wiedząca wszystko sieć, która nie może znaleźć ani jednej, pierdolonej osoby, na której ci zależy. Zaczynałem się nakręcać. Nakręcać na nieco negatywny stan. Wkurzenie powoli rosło. Brak sił na znalezienie drogich mi ludzi tak bardzo dobijał. Wtem ta wspomniała o bractwie.
- Hee? Skoro nie chcesz nadstawiać karku za nieznajomych, to znaczy, że wiesz, gdzie jest ów Bractwo. - No nie ma przed tym ucieczki. Choćby nie wiadomo jak ckliwą historyjkę na tłumaczenie by wymyśliła - właśnie tutaj wykopała sobie grób. Było pewne, że wie, gdzie jest Bractwo. Jaką rolę w nim pełniła? Nie wiedziałem i szczerze? Nie interesowało mnie to. Liczył się fakt, że doskonale wie, gdzie są. Ta, wspominając o swoich problemach - przyznam szczerze - zaintrygowała mnie. Nie chciałem wchodzić w zbyt bliskie szczegóły. Przynajmniej nie teraz.
- Co ma siostra do Twoich znajomych? Potrzebujesz jej pozwolenia na widywanie się z ludźmi, z którymi chcesz? - Powiedziałem, uśmiechając się. To jest siostra, nie matka. Sytuacja wydawała mi się komiczna. Nie ma powodów przecież, by przejmować się tym, czy siostra zaakceptuje koleżankę, czy nie. Gdyby moja się tak wpieprzała we wszystko, po prostu bym to olał. Właśnie.. Gdyby tylko mogła przy mnie być i truć mi takimi obawami głowę.

Ricky Roseberry - 2018-03-30, 22:52

Zamurowało mnie i schowałam telefon wzdychając, tego się nie spodziewałam. W takim wypadku będzie problem ze znalezieniem jego rodzeństwa, ale nie znaczy to że się poddałam. Po chwili myślenia spojrzałam na niego. Jeśli pamiętał miejsce z którego został porwany mogłam spróbować zebrać informację, ale w tym momencie było to mało prawdopodobne. Musiałabym mieć przynajmniej laptopa.
- Nie powiedziałabym że aż tak utrudnia, ale musiałabym mieć laptopa z telefonu tego nie sprawdzę. I na serio nie wiesz z kim rozmawiasz. - zaśmiałam się i spojrzałam mu w oczy. - siedzę w Internecie od parunastu lat. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Chodzi tylko o dobry sprzęt, którego nie posiadam w tym momencie. - dodałam i uśmiechnęłam się puszczając mu oczko, by po chwili zapobiec kolejnej fali dreszczy, gdy wspomniał o bractwie. Westchnęłam i rozejrzałam się.
- Wiem że jesteśmy sami, ale nie rozmawia się o takich sprawach w takich miejscach. - oznajmiłam trochę ciszej. - nigdy nie wiesz czy ściany nie mają uszu. Może dlatego nigdy o Tobie nie słyszeliśmy. Nie lubimy niedyskrecji. - powiedziałam trochę na niego zła. Zmierzyłam go wzrokiem, by po chwili westchnąć. - Dzisiaj nic Ci już nie powiem muszę iść. Spotkajmy się jutro. Downtown, pomost w porcie. Znajdziesz mnie. - powiedziałam uśmiechając się i przeszłam obok niego, a raczej stanęłam na wysokości jego ramienia zatrzymałam się przekręcając głowę w jego kierunku.
- Ta koleżanka jest moją dziewczyną, której nie widziałam 4 lata. - dodałam i z uśmiechem wyszłam z hangaru. Powędrowałam w stronę domu, ale okrężną drogą i w dodatku przez las, gdyby komuś zachciało się mnie śledzić. Nie myślałam raczej o niczym ważnym. Tylko jak sprawdzić go przed przyprowadzeniem do bractwa. Mój obowiązek jako łowca. Zdobywać nowych, on mógł się nadawać, ale czy miał słuszne cele? Miałam nadzieję że tak.

/zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group