Colleen Marie - 2018-01-25, 23:53 Oddychałam spokojnie, miarowo, starając się bardzo o to, bym już niczym nie musiała się denerwować. Naprawdę chciałam odpocząć. Byłam Przywódcą dopiero miesiąc, a już szczerze potrzebowałam urlopu. Ja... chyba nie zostałam do tego stworzona, albo po prostu byłam faktycznie jeszcze zbyt młoda, by przejmować po mamie tak wielką odpowiedzialność. Co więcej jednak zrobić mogłam? Odmówić wykonania jej ostatniej woli? W życiu bym tego nie zrobiła. Za bardzo ją kochałam, by tak ją zranić, by się jej sprzeciwić... Poza tym... Bractwo potrzebowało Przywódcy, a nikt inny by tak szybko nie przejął tego stołka. Ja byłam pierwsza. Ja musiałam to zrobić, musiałam rządzić, a teraz... ewidentnie musiałam odpocząć.
[/b] - Tak, powinnam.[/b] - dodałam, nie chcąc komentować tego, że w jakimś stopniu w sumie to zrobiłam, bo przecież z Bradley'em zdecydowanie poszłam na przód, ale z tego już się zwierzać nie zamierzałam. To zdecydowanie nie było konieczne. No i musiałam przyznać szczerze, że widok Aarona i Alby już chyba będzie bolał mnie do końca życia, nawet, jeśli będę miała męża i piątkę dzieci, jeżeli to kiedykolwiek miałoby się stać. Po prostu... ja już taka byłam... byłam mściwa i nie wybaczałam, a szczególnie nie tym, którzy zranili mnie w tak okropny, dotkliwy sposób. Nie umiałabym im wybaczyć, chyba nigdy.
- Zdecydowanie cieszę się, że nie jestem alkoholiczką. W sumie to nawet nie piję alkoholu, serio, nie oszukuję. Ostatnio tylko, tak jakoś wyszło. - dodałam, nie panując do końca nad tym, co mówię. No bo co to go niby miało obchodzić? Po co w ogóle ja się mu spowiadałam z czegokolwiek. Powinnam sobie dać spokój i iść spać, żeby jutro z samego rana móc wrócić do obozu. Tak powinnam zrobić. Zamiast tego kontynuowałam tę rozmowę, fajnie.
- Mhm, chyba i tak nie mam dzisiaj gdzie iść... - odpowiedziałam na jego słowa zgodnie z prawdą. No bo gdzie niby miałabym się udać? Mój dom był w Bractwie, a teraz siedziałam nad jeziorem, w lesie, po którym zdecydowanie nie zamierzałam chodzić w poszukiwaniu super miejsca na nocleg, więc... może po prostu powinnam zostać, tak, powinnam zostać. Nie przeszkadzało mi, że mężczyzna mnie objął, choć trochę mnie to zdziwiło i nawet na chwilę otrzeźwiałam, ale nie skomentowałam tego w żaden sposób. Było zaskakująco miło.Dale Fowler - 2018-01-26, 00:11 Dale ponownie przesunął palcami po nieśmiertelnikach zawieszonych na szyi wzdychając cicho. Cały ten klimat, ta rozmowa i w ogóle to wszystko sprawiało, że wspomnienia chcąc nie chcąc próbowały przebić się przez ten mur, który wokół siebie w tej chwili zbudował. Nie pozwolił jednak na to, by im się to udało, nie chciał dzisiaj o tym myśleć, nie chciał już widzieć twarzy tych wszystkich martwych ludzi, nie chciał słyszeć ich krzyku. Z drugiej strony nie umiał o nich zapomnieć, byli przy nim w każdej sekundzie, pojawiali się w snach... To było ciężkie brzemię, ale przecież sam sobie wybrał takie życie, stał się maszyną do zabijania, maszyną stworzoną przez Stany Zjednoczone. W ogóle zabawne... Jeszcze 2 lata temu ryzykował życie walcząc o swoją ojczyznę, a teraz zamiast podziękowań co dostawał? Życie w wiecznym stresie, musiał się ukrywać jak jakiś przestępca... Nie było sprawiedliwości na tym świecie, oj nie.
W sumie myślę, że Fowler potrafiłby zrozumieć to, że dziewczyna nie potrafi im wybaczyć. Sam nie jestem pewien, czy on by potrafił, bo jak już mówiłem... Tak cholernie nienawidził zdrady, dla niego była to najgorsza możliwa rzecz.
- Więc... Po prostu to zrób. Oni dokonali wyboru... Ty też musisz wybrać. Zdecydować jak będzie dalej. - powiedział cicho i możesz nawet nazwać to ckliwym monologiem, ale Dale tak właśnie uważał i uznał, że powinien jej to powiedzieć. Chociaż... Prawdopodobnie sama o tym doskonale wiedziała, ale czasem lepiej coś takiego usłyszeć na głos, najlepiej z ust kogoś innego.
- Ja za to ostatnio piję zdecydowanie za dużo. No, ale cóż... Takie życie. - rzucił uśmiechając się z goryczą. Być może nawet i był alkoholikiem, ale chyba za bardzo mu to nie przeszkadzało. Jasne - czasem zastanawiał się nad swoim życiem, dochodził do wniosku, że nie powinien więcej pić, ale chwilę później już nalewał sobie kolejną kolejkę i zapominał o tym, o czym przed sekundą myślał.
- Myślę, że świat się nie zawali jak znikniesz na jeden wieczór.. - szepnął i przycisnął jej ciało nieco mocniej do swojego. Czuł, jaka była delikatna, krucha... Jakaś część jego nienawidziła ludzi, którzy ją skrzywdzili, bo mimo niezbyt dobrego startu ich znajomości teraz... Coś mu podpowiadało, że jest dobrą osobą i chciał ją chronić przed tym wszystkim, zdjąć część jej odpowiedzialności z jej barków, ale oboje wiemy, że nie mógł tego zrobić. Ale mógł przy niej być. W tej chwili mógł po prostu mocno ją przytulić i stworzyć wokół niej chwilową iluzję spokoju, być może nawet i szczęścia.Colleen Marie - 2018-01-26, 00:28 Byłam trochę rozdarta. Z jednej strony... bardzo chciałam zapomnieć i iść spać. Po prostu odpuścić, dać sobie spokój, wyluzować i iść spać w tym cholernym namiocie, jak ci wszyscy wolni mutanci, którzy albo nie chcieli do nas dołączyć, albo nie umieli nas znaleźć. Potrzebowałam odpocząć, ale... to i tak nie zmieniało tego, że nie mogłam. Nie mogłam przespać całej nocy, więc nie mogłam odpocząć. Teraz byłam dość mocno narażona na ataki ze strony przeciwników mutantów, albo w ogóle nawet ze strony mutantów, którzy byli przeciwko mnie. Dlatego nie mogłam sobie pozwolić na pełny odpoczynek, chociaż bardzo bym chciała. Czyżby w takim razie miało wygrać moje drugie pragnienie? Miałam przesiedzieć tak całą noc z Dale'm, tak po prostu z nim rozmawiając? Albo i milcząc? Abstrakcyjne. Gdyby ktos wczoraj mi powiedział, że dzisiejsza noc w ten sposób się rozwinie, to śmiałabym się z tego bardzo głośno i bardzo długo. Najwidoczniej jednak tak miało być. Ostatnio zaczynałam wierzyć w to, że co raz mniej rzeczy i sytuacji jest zależne od nas... To chyba było nam narzucone w jakiś głupi, pojebany sposób, bo inaczej nie umiałam sobie wytłumaczyć już niczego, zwątpiłam w swój racjonalizm.
- Chyba po prostu ich wypieprzę z Bractwa. - mruknęłam, trochę sennym głosem, ale miałam świadomość tego, co powiedziałam. W sumie... czy miałam coś do stracenia, mówiąc mu to wszystko? Cóż, pewnie tak, bo gdyby się okazał chujem i zdrajcą, to mogłabym mieć sporo problemów. No, nie tylko ja, bo Bractwo też. Miałam jednak złudną nadzieję, że nie pomyliłam się w tym, że poddałam się i zaczęłam mówić. Chyba bym się zabiła, gdyby było inaczej. Nie przeżyłabym kolejnej zdrady w tak krótkim odstępie czasu, to naprawdę byłoby już dla mnie niemożliwe podnieśc się po kolejnym ciosie.
- Zdecydowanie oboje powinniśmy przestać. - zaproponowałam świetny, błyskotliwy pomysł i zaśmiałam się. Prawda była taka, że ja naprawdę rzadko piłam. W ciągu ostatnich kilku dni wypiłam tyle, ile w ciągu ostatnich kilku miesięcy, więc generalnie tendencja była wzrostowa, ale chciałam przestać. Nie uważałam, że picie, to dobry pomysł, tak ogólnie mówiąc i miałam świadomość, że muszę to skończyć tak szybko, jak to zaczęłam.
- Gorzej, jak ja się zawalę. - odpowiedziałam, nadal mając zamknięte oczy. No, byłam na skraju załamania nerwowego, tak mi się wydawało. Było ze mną źle, bardzo źle, ale no trudno, jakoś trzeba było żyć dalej, więc może ani Bractwo, ani ja nie zginiemy dzisiejszej nocy. Czułam się bezpiecznie przy Dale'u, co było dość dziwne. Umiałam się obronić i dlatego zazwyczaj nie potrzebowałam nikogo, by mnie wspierał. Dzisiaj jednak zdecydowanie nie umiałabym w żaden sposób walczyć. Już nawet nie chodzi o to, że byłam zbyt pijana... nie miałam motywacji.
- W zasadzie... gdzie śpisz? Zazwyczaj spotykam niewiele wolnych mutantów, a większość z nich i tak postanawia zamieszkać w Bractwie. - spytałam jakoś tak głupio zaciekawiona. A może po prostu miałam jeszcze głupszą nadzieję na to, że zostanie ze mną dzisiaj w tym cholernym namiocie?Dale Fowler - 2018-01-26, 00:43 Oboje niestety wiemy, że Col nie mogła tak po prostu wszystkiego olać i iść w cholerę spać. To znaczy... Tak, pewnie, mogłaby to zrobić, ale była odpowiedzialna nie tylko za siebie. Dzisiaj? Jasne, mogła odpocząć, czemu nie, należy jej się, ale jutro... Byli ludzie, którzy naprawdę potrzebowali jej obecności, którzy na nią liczyli, na pewno były tam również dzieci, o które musiała się troszczyć...
Takie brzemię nosili na sobie właśnie przywódcy. Przez krótki okres Fowlerowi zdarzyło się zostać dowódcą swojego oddziału, więc to akurat byłby w stanie zrozumieć, wiedział jak to jest, gdy ktoś na Ciebie liczy, gdy wiele zależy od Twoich decyzji, nikogo innego - tylko Twoich.
Nawiasem mówiąc perspektywa spędzenia z nią tutaj całej nocy - nawet jeśli tylko na rozmowie - była bardzo kusząca. Również przemknęło mu to przez myśl...
- Myślę, że nie powinnaś tego robić. To co jest między wami... Słuchaj, chodzi mi o to, że nie jest łatwo przetrwać samemu i moim zdaniem... Nie powinnaś zostawić ich na lodzie, mimo wszystko. - Powiedział cicho i zerknął na nią mając nadzieję, że nie odbierze tego w zły sposób, nie chciał ich bronić, nic w tym rodzaju, po prostu... Podejrzewał, że w bractwie każda dodatkowa para rąk jest ważna i jeśli zadziała impulsywnie... Może dużo stracić. Poza tym jeśli ją już raz oboje zdradzili, to gdyby wyrzuciła ich z bractwa czemu mieliby nie przejść na stronę przeciwnika? Jej była przyjaciółka i były chłopak z pewnością sporo wiedzieli zarówno o niej jak i o strukturze bractwa, więc może lepiej było zatrzymać ich przy sobie?
Westchnął cicho wyrzucając te myśli z głowy.
- Tak, chyba tak.. - mruknął i uśmiechnął się szeroko słysząc jej śmiech, który wydał mu się najpiękniejszym dźwiękiem jaki kiedykolwiek słyszał i jakaś część jego podświadomości chciała słyszeć go codziennie.
Potrząsnął głową, by odgonić od siebie te rozważania. Cholera jasna, co się z nim działo? Nigdy się tak nie zachowywał przy żadnej innej kobiecie.. No cóż, ona chyba była wyjątkowa.
- Nic takiego się nie stanie, jesteś... Wyglądasz na silną osobę, Col. - faktycznie - sprawiała wrażenie takiej osoby, a to zdrobnienie, którego użył... Nie wiedział, czy lubi go używać, ale mu się bardzo podobało.
Zastanowił się chwilę nad jej pytaniem, a następnie zerknął na nią i odpowiedział:
- Różnie. Gdzie akurat mnie nogi poniosą. Czasami wynajmuje jakąś kawalerkę na parę dni, czasem jestem w motelu, czasami śpię w lesie, w jakimś opuszczonym budynku... Cóż, nie potrzebuję specjalnych wygód, życie nauczyło mnie korzystać z tego co mam pod ręką. Życie i... moja poprzednia praca. - no cóż, można było chyba nazwać pobyt w wojsku pracą, nie?Colleen Marie - 2018-01-26, 01:12 Ja... wiedziałam, że nie powinnam przekładać bycia Przywódcą nad swoje osobiscie znajomości. Oczywiście, miałam tego pełną świadomość. Wiedziałam też, że moja mama byłaby strasznie smutna, patrząc na to, że chcę wyrzucić z Bractwa Aarona, który był Łowcą i Albę, która - muszę przyznać szczerze - przydawała się nam. Co jednak miałam zrobić? Jak przeżyć, że chodzą sobie za rączkę na moich oczach i dają sobie buziaczki? To dla mnie naprawdę wydawało się tak niemożliwe jak to, że my, mutanci, zyskamy teraz takie same prawa jak każdy inny, "normalny" mieszkaniec Stanów Zjednoczonych. No... jakoś nie umiałam wyobrazić sobie siebie w roli wspaniałej przyjaciółki, która daje błogosławieństwo mojemu chłopakowi, który zdradził mnie z moją własną przyjaciółką. Więc niby jak inaczej mam to rozwiązać? A Dale jeszcze mówił mi rzeczy, o których oczywiście, że wiedziałam, ale nie umiałam ich zrealizować. Westchnęłam ciężka, zdenerwowana na tyle, że aż się rozbudziłam. Otworzyłam oczy i uniosłam głowę, by spojrzeć mężczyźnie w oczy, ale nie wyplątałam się z jego objęć, choć... może powinnam? Może i tak, ale było mi tak zbyt dobrze. Tak ciepło, na tym cholernym mrozie...
- To jak mam to zrobić? Naprawdę nie wiem, jak inaczej powinnam to rozwiązać. - czy ja go naprawdę pytałam o radę? Jakiegoś obcego kolesia? Ta sytuacja robiła się co raz bardziej absurdalna, ale nie miałam najmniejszej ochoty, by z tym absurdem walczyć. Postanowiłam po prostu się do niego przyzwyczaić i założyć, że tak właśnie miało być, że to, co się dzieje, jest absolutnie i jak najbardziej w porządku.
Na kolejne jego słowa ponownie cicho się zaśmiałam. No proszę bardzo! Jaka zmiana! Teraz nagle jestem silna?
- Mhmm, ostatnio mówiłeś, że jestem słaba. Skąd ta nagła zmiana decyzji? - spytałam i uśmiechnęłam się złośliwie, rozbawiona przebiegiem naszej znajomości. Co tu się właściwie działo? Nie rozumiałam tego, naprawdę.
Zmarszczyłam czoło, gdy wyznał mi, jak wygląda jego życie. Dlatego właśnie moja mama założyła Bractwo Mutantów. To naprawdę nie było normalne, by trzeba było żyć w ten sposób... To nie powinno tak wyglądać, naprawdę nie powinno. Zrobiło mi się cholernie żal Dale'a, tak samo jak było mi żal tych wszystkich mutantów, którzy dołączyli do Bractwa.
- Powinieneś dołączyć do Bractwa. - powiedziałam, nadal patrząc mu w oczy. Naprawdę wierzyłam, że powinien być z nami. Co prawda, jak wytrzeźwieję, to pewnie każę komuś posprawdzać, czy Dale'owi na pewno warto ufać, zanim wpuścimy go na teren obozu, ale generalnie miałam wrażenie, że jest w porządku, że... że mógłby się nam przydać, i wcale nie miałam na myśli tego, że mógłby być w Bractwie dla mnie i przede wszystkim ze mną.Dale Fowler - 2018-01-26, 01:40 Oczywiście, że nie powinna zachowywać się w ten sposób. W takich sprawach powinna kierować się rozsądkiem, a nie sercem, chociaż wiem, że może to być trudne... Niestety czasami życie zmusza nas do podejmowania takich właśnie decyzji i - jak to zwykł mówić Dale - trzeba grać takimi kartami, jakie ma się w ręku. Innych opcji nie ma.
Być może teraz wydawało jej się niemożliwe patrzenie na nich, ale z czasem... Powinno przestać boleć tak bardzo, podobno czas leczy rany - Fowler uważał trochę inaczej. Z czasem ból po prostu staje się przytłumiony, przyzwyczajamy się do niego i uczymy się z nim żyć.
I tak właściwie... Chyba nie potrzebowali jej błogosławieństwa? Dokonali już wyboru. Podążyli taką, a nie inną drogą.
Odwzajemnił jej spojrzenie i uśmiechnął się w duchu na myśl o tym, że mimo wszystko nie odsunęła się od niego, że trwała tak w jego objęciach jakby znali się wiele lat, jakby cokolwiek dla siebie znaczyli, mimo, że przecież tak naprawdę się nie znali. On wiedział o niej trochę z gazet - ale nie wierzył w nic co tam było napisane, w ogóle nie wierzył w to co pokazują w mediach, trochę mógł się domyślać, ona o nim tak samo - mogła wiedzieć tylko tyle ile jej powiedział.
- Nie wiem... Myślę, że na razie powinnaś to olać, a z czasem, cóż... Przyzwyczaisz się. Jakoś to będzie. Musisz myśleć przede wszystkim o bractwie, takie jest moje zdanie. Są ludzie, którzy Cię potrzebują...Oni również Cię potrzebują. - odparł nie odrywając od niej wzroku, patrzył jej prosto w oczy nie mogąc przestać.
Ponownie się zaśmiała, a on uśmiechnął się nieco zakłopotany i podrapał wolną ręką po głowie.
- Wiesz, ja... Wcale tak nie uważam. Chyba chciałem Cię trochę sprowokować. Taki już jestem. Bezczelny. - odpowiedział nie przestając się uśmiechać. No tak, faktycznie, tak właśnie powiedział jej ostatnim razem, teraz doskonale wiedział, że to była bzdura i chyba nawet wtedy tak nie myślał, w sumie... To zaimponowała mu wtedy, stanęła z nim do walki jak równy z równym, nie okazała strachu... Podobało mu się to.
Domyślał się, że dziewczyna może mu zaproponować, by dołączył do bractwa. Westchnął cicho, a jego uśmiech stał się nieco bardziej... Smutny? Tak, chyba tak.
- Nie jestem pewien czy do was pasuję. Całe życie jestem sam i chyba mi to odpowiada.. - powiedział cicho nie do końca zgodnie z prawdą, ponieważ gdzieś tam głęboko w środku miał dosyć tego wracania do miejsc, które nie były jego domem, w których nikt na niego nie czekał...
- Ale... - przeniósł wzrok na jej usta, po czym kontynuował:
- Przyznam, że to kusząca propozycja. - po tych słowach zbliżył się do niej i pocałował ją. Chociaż, to może za dużo powiedziane, po prostu musnął delikatnie wargami jej usta, zwyczajnie nie mógł się powstrzymać.
- Ja... Nie wiem czy powinienem.. - szepnął, ale nie odsunął się od niej nawet na centymetr. Sam nie wiem co go do tego podkusiło, tak jak mówiłem wcześniej - ta dziewczyna miała na niego jakiś dziwny wpływ...Colleen Marie - 2018-01-26, 10:21 Nie chciałam już rozmawiać ani o Aaronie, ani o Albie. Miałam ich zupełnie dość. Nie chciałam o nich rozmawiać, myśleć, nie chciałam na nich patrzeć. Chyba moim największym marzeniem w tym momencie było pójść do Venus, żeby wymazała mi pamięć o tym, że w ogóle kiedykolwiek byłam z Aaronem i... cholera, to nie był wcale taki głupi pomysł. Zawsze bardzo broniłam się przed tym, żeby którykolwiek z telepatów mieszkających w Bractwie mieszał mi w głowie. To o to przecież tak bardzo pokłóciłam się z Vee, gdy chciała wymazać mi pamięć i wspomnienia o mojej mamie. To jednak była zupełnie inna sprawa... Pozbycie się Aarona i Alby z mojej głowy mogło mi naprawdę pomóc, mogłoby sprawić, że nie chciałabym ich wyrzucać z Bractwa, co mogło okazać się dużym błędem i miałam tego pełną świadomość. Po prostu... nienawidziłam ich tak bardzo, tak bardzo się nimi brzydziłam, że naprawdę nie chciałam mieszkać z nimi w jednym miejscu.
Bądź co bądź już nie skomentowałam tematu tego, jak powinnam zachować się wobec tych cholernych zdrajców. Naprawdę, nie miałam zbyt wielkiej ochoty by o nich rozmawiać, więc... uciekłam od tematu, najzwyczajniej w świecie go ucinając. Po co miałam psuć sobie humor, skoro trochę się poprawił - od alkoholu i... obecności Dale'a? Nie byłam masochistką absolutnie, więc skoro miałam wybór, wolałam być wesoła, niż smutna.
- Aha, rozumiem. - powiedziałam, uśmiechając się do niego. Nie musiał mi się przecież tłumaczyć, ale zabawnie było mu wytknąć to, co do mnie powiedział. Ja w sumie, oprócz tego, że chciałam go ogłuszyć, nie zrobiłam mu zupełnie nic złego, więc na mnie nic nie miał! No i kto wygrał?
Co do Bractwa... Dużo mutantów odpowiadało właśnie w ten sposób, jak Dale. Każdy sobie radził samodzielnie, ale wszyscy kogoś potrzebowali. Nikt do nas nie pasował, bo każdy z nas był inny, a jakoś tworzyliśmy jedną społeczność, więc naprawdę miałam zamiar przekonać mężczyznę, że znajdzie u nas dom.
- Oj przestań. - odpowiedziałam i wywróciłam teatralnie oczami - Nikt do nas nie pasuje, wszyscy jesteśmy inni. Póki tylko będziesz grzeczny i będziesz się mnie słuchał, to naprawdę, znajdzie się dla ciebie miejsce. - powiedziałam, oczywiście pół żartem pół serio, bo dyktatury nie prowadziłam, ale jednak byliśmy jedną drużyną i musieliśmy pracować wspólnie - Mogę cię rano tam zaprowadzić, ale od razu ostrzegam, że pogrzebią ci trochę w głowie, żeby sprawdzić, czy nie masz zamiaru nas pozabijać. Zwiększone środki ostrożności. - powiedziałam, tym razem jak najbardziej poważnie, bo choć byłam wstawiona, to bezpieczeństwo Bractwa było dla mnie na pierwszym miejscu i bez sprawdzenia mutanta na teren obozu absolutnie bym go nie wspuściła.
Chciałam jeszcze kontynuować temat, namówić go, że naprawdę się nadaje i pewnie nam się przyda. Był dobry w walce, a my potrzebowaliśmy takich ludzi, szczególnie, że prawdopodobnie zbliżała się wojna... Więc chciałam kontynuować, ale on... pocałował mnie krótko i po chwili się odsunął, a ja patrzyłam na niego zaszokowana. Dlaczego to się stało? Co się w ogóle działo? Przeszkadzało mi to?
Nie.
Uśmiechnęłam się nieznacznie i ułożyłam dłonie na jego policzkach, całując go delikatnie, ale dłużej, niż on mnie. No i brawo, kobieto, gratulacje.Dale Fowler - 2018-01-26, 13:13 Chyba nie było już potrzeby, by dalej o nich rozmawiać, wydaje mi się, że powiedzieli na ten temat już wszystko, co było do powiedzenia.
Poza tym... Czy ja wiem, czy wymazywanie pamięci to dobry pomysł? Cóż, Dale czasami wiele by dał za taką możliwość, chociaż z drugiej strony... Po części wspomnienia sprawiają, że jesteśmy tym, kim jesteśmy.
Moim skromnym zdaniem dziewczyna powinna przejść to sama, bez pomocy mutantów o telepatycznych zdolnościach.
Zabawne, że tak nagle docenili swoje towarzystwo, chociaż ledwie parę dni temu omało co się nie pozabijali, wtedy zachowywali się jak najgorsi wrogowie, a dzisiaj? Wszystko się zmieniło. Dale naprawdę cieszył się z tego, że miał ją obok, a rzadko pozwalał sobie na radość z jakiegokolwiek powodu.
- Mówię różne rzeczy, których często później żałuję. - rzucił, chociaż właściwie chyba zwracał się bardziej do siebie, niż do niej. Fowler często postępował lekkomyślnie i w gniewie paplał co mu ślina przyniesie na język, a później - tak jak teraz - żałował tych słów.
Być może i wielu mutantów odpowiadało w ten sam sposób, co on, ale on nie był taki jak oni. Zdawał sobie sprawę z tego, że naprawdę do nich nie pasuje i może zrobić im swoją obecnością więcej krzywdy niż przynieść dobrego.
Zaśmiał się cicho po jej następnych słowach, ale po chwili spoważniał. Sięgnął po kolejnego papierosa, którego po chwili rozpalił za pomocą zapalniczki.
- Colleen, słuchaj... Naprawdę nie jestem kimś, kogo chciałabyś mieć w bractwie. Robiłem, robię... Straszne rzeczy. - powiedział, po czym zaciągnął się kilka razy delektując się tym przyjemnym uczuciem delikatnego drapania w gardło, które towarzyszyło paleniu papierosów.
Zignorował jej następne słowa, nie bardzo chciał, by ktoś zaglądał mu do głowy, ale postanowił to przemilczeć.
No tak, jeśli chodzi o walkę - prawdopodobnie mógłby pomóc, był w tym całkiem niezły, ale... Po prostu nie był dobrym człowiekiem i tak jak mówiłem wcześniej - jego obecność wcale nie musiała przynieść nic dobrego.
Ale już w następnej chwili wszelkie te przemyślenia zniknęły, ponieważ tym razem to ona go pocałowała, a on nigdy w życiu nie czuł się tak... zaskakująco dobrze.
Miała takie wspaniałe, miękkie usta... Zdał sobie sprawę, że bardzo by chciał, by całowała go tak do końca życia, chociaż wiedział, że nie powinien się do nikogo przywiązywać... Tym razem miał ochotę złamać tą zasadę, którą sam sobie wymyślił.
Przysunął się do niej odwzajemniając pocałunek i pogłębiając go, delikatnie wsunął jej język do ust, szukając nim jej języka.
No, kto by pomyślał, że to się skończy właśnie w taki sposób?Colleen Marie - 2018-01-26, 13:42 Zaczęło mi zależeć, i kto wie, czy to nie był błąd? Bardzo chciałam, by Dale do nas dołączył, by żył z nami, by żył ze mną... Nie chciałam, żebyśmy musieli się niedługo rozchodzić i naprawdę nie rozumiałam, czemu czułam się w ten sposób. Jasne, zawsze zależało mi na innych mutantach. Nigdy nie byłam wobec nich obojętna. Chciałam pomagać, chciałam werbować nowych do Bractwa, chciałam, żeby nasza "rodzina" była jak największa, ale nigdy nie zależało mi w tak dziwny sposób jak teraz. Bałam się tego i nie chciałam o tym myśleć, bo generalnie dopiero co zerwałam z Aaronem, a później prawdopodobnie - drugi raz! - złamałam serce Bradley'owi, a teraz całowałam się z jakimś nieznajomym mężczyzną. Fajna była ze mnie kobieta, no naprawdę. Chyba powoli przestawałam się dziwić Aaronowi, że wymienił mnie na tak zupełnie różną ode mnie Albę - eteryczną blondynkę, która nie była w stanie obronić nikogo, która była tak spokojna i tak inna... Byłyśmy jak ogień i woda, no i najwidoczniej pan piroman wolał wybrać wodę.
Ja byłam tym śmiesznym ogniem, który nie wiedział, czego chciał.
Ciekawe.
- Uspokój się. Każdy z nas robił złe rzeczy, naprawdę. - powiedziałam, patrząc na niego. Przecież ja też walczyłam, też zabijałam. Mieliśmy wojnę, a wojna rządziła się swoimi zasadami.
- Nie zmuszę cię przecież, żebyś do nas dołączył, ale chcę, żebyś wiedział, że różni mutanci są wśród nas. Jedni byli niewinni całe życie, inni zabili więcej osób niż Bractwo liczy sobie mieszkańców. Najważniejsze, że chcemy żyć razem i chronić się wzajemnie, a że czasy są ciężkie... każdemu przyda się wsparcie, tobie też, nawet nie staraj się zaprzeczać. - dodałam i uśmiechnęłam się szeroko. Nie znałam go prawie, nie chciałam prawić mu morałów i mówić, co ma robić, ale naprawdę sądziłam, że każdy zasługuje na drugą szansę i każdy jest w stanie odnaleźć się w Bractwie. Wystarczy tylko chcieć, nic więcej nie jest potrzebne. Tylko chęci...
Całe te Bractwo jednak jakoś postanowiło wypaść mi z głowy, bo działy się rzeczy, których nie umiałam wyjaśnić. No bo co ja najlepszego robiłam, co? To, co aktualnie się działo, było sceną wyjętą niczym z ckliwych romansów, które fakt, ukazywały prawdziwą miłość i w ogóle, ale były tak cholernie mało realne, tak dziwny i wyrwane z rzeczywistości...
A jednak to wszystko działo się naprawdę. Czułam go i choć przecież była zima, mi było cholernie ciepło.
Odpowiadałam na każdy pocałunek i jakoś się tak stało, że byliśmy tak cholernie blisko siebie... Czułam papierosy, wódkę i jego zapach. Bardzo dziwna mieszanka, ale... ale podobała mi się.Dale Fowler - 2018-01-26, 14:45 Właściwie niebieskooki nigdy nie zastanawiał się nad tym, jak wyglądało by jego życie, gdyby pojawiła się w nim jakaś kobieta. Co prawda przeżył parę przelotnych znajomości, ale nie znalazł jeszcze takiej dziewczyny do której poczuł by cokolwiek więcej, zwykle to było po prostu pożądanie.
Faktycznie - było dziwnie, między nimi było coś dziwnego, czego Dale nie potrafił zrozumieć, nie pamiętał, żeby kiedykolwiek czuł się w ten sposób, no, ale podobno zawsze musi być ten pierwszy raz, hm?
- Domyślam się. - skwitował krótko, pewnie - robili różne rzeczy nie do końce zgodne z prawem, lub też ich własnym kodeksem, musieli je robić, mimo wszystko nie jestem pewien, czy był gotów na to, by w jakikolwiek sposób się z nimi związać. Może podświadomie bał się, że się po raz kolejny przejedzie? A może nie chciał znajdować sobie nowej 'rodziny' mając na uwadzę co stało się z poprzednią? Każdy do kogo się zbliżył po prostu... Umierał.
- Nikt nie jest w stanie zmusić mnie do niczego, Col. Rozumiem, może... Po prostu to przemyślę, hm? - miał zamiar zakończyć już ten temat, nie był do końca pozytywnie nastawiony do tego pomysłu, mieli w tej kwestii kompletnie odmienne zdanie, chociaż oczywiście był w stanie zrozumieć to, że chciała mu pomóc. W sumie... Miłe z jej strony.
Tak czy inaczej w końcu mieli znacznie przyjemniejsze rzeczy do roboty, niż rozwodzenie się nad tym tematem.
Przesunął palcami po jej policzku nie przestając jej całować, nie pamiętał, kiedy ostatnio było mu tak dobrze... W końcu objął ją obiema rękoma zmuszając, by usiadła na jego nogach przodem do niego.
Chyba już oboje dobrze wiedzieli jak zakończy się ten wieczór i szczerze mówiąc jemu to wcale nie przeszkadzało. Jego usta zsunęły się na jej szyję, na której złożył kilka pocałunków.
Jego dłoń powoli zawędrowała sobie pod jej kurtkę, oraz pod bluzkę, tak, że Colleen po chwili poczuć dotyk jego dłoni na swoich plecach.
- Nie wiem, jak można było wymienić Cię na jakąkolwiek inną kobietę... - szepnął zaglądając jej w oczy. No, faktycznie - ten jej cały były chłopak chyba nie był spełna rozumu...Colleen Marie - 2018-01-26, 15:41 Chciałam go mieć przy sobie i to było dziwne uczucie, bo nigdy wcześniej jeszcze na nikim mi aż tak nie zależało. Nie walczyłam o mutantów, by do nas dołączali. Ratowałam tych, którzy chcieli zostać uratowani, a innych... z innymi rozstawałam się w pokoju, zapominając o nich, bo sami siebie skazywali na samotność. Tu sytuacja była inna i nie rozumiałam dlaczego. Musiałam bardzo zwalczyć w sobie chęć kontynuowania tematu, namówienia go, by do nas dołączył, by rano poszedł ze mną do obozu... No emocje we mnie buzowały, jak w jakiejś piętnastolatce. Nie wiem, dlaczego tak się zachowywałam, dlaczego tak się czułam, ale... nie umiałam inaczej. To było dla mnie coś tak bardzo nowego, tak bardzo innego... Chciałam zrozumieć swoje emocje. Chyba w takich sytuacjach właśnie przydawała się Alba, ale ona nie była już moim prywatnym psychologiem. Była dla mnie nikim.
Bądź co bądź temat "rekrutacji" do Bractwa oficjalnie został zakończony. Dale powiedział, że przemyśli moją propozycję, a ja... no cóż, mężczyzna zajął mnie znacznie ciekawszymi na ten moment rzeczami. Miałam ochotę śmiać się jak głupia, bo choć przyszłam tu zapłakana jak nie wiem co, to teraz było mi tak dobrze, czułam się dziwnie szczęśliwa z mężczyzną, którego nie znałam. Czy ja byłam chora psychicznie? Tak się czułam.
Postanowiłam mu się całkowicie poddać, pozwolić na to, czego chciał i czego chciałam ja... Po chwili pocałunków siedziałam już na nim, czując jego dłoń na moich plecach. Uśmiechałam się jak zakochana nastolatka, całując się z nim w tym cholernym, ciemnym lesie.
- Mhmm, wcale nie jestem taka idealna, przekonasz się. - szepnęłam, między pocałunkami, odpowiadając na jego słowa. No cóż... Chyba nie byłam stworzona do tego, by dało mnie się kochać, choć przecież... Choć przecież Bradley chyba to robił, a może tylko mi się wydawało? Ostatnio miałam problem nie tylko ze swoimi emocjami, ale także z odczytywaniem intencji innych. Może po prostu powinnam przestać tak dużo myśleć o tym wszystkim?
- Chodź do namiotu, zamarzniemy tu. - powiedziałam i zaśmiałam się, po czym zeszłam z niego, wstałam i weszłam do namiotu. Super, że rozstawiłam go wcześniej, przynajmniej teraz nie musieliśmy bawić się w rozkładanie go i psucie atmosfery.Dale Fowler - 2018-02-05, 20:23 Czasem tak bywa na tym naszym dziwnym świecie, że dwójka kompletnie nieznajomych ludzi czuje się tak, jakby znali się całe życie i nagle - tak po prostu - zaczynają siebie potrzebować. Zaczyna im na sobie zależeć i chociaż wiele osób pewnie stwierdziłoby teraz, że może to być pod wpływem alkoholu, czy też impulsu, to nie jestem do końca pewien, oraz Dale zgodziliby się z tym. To znaczy... Pewnie, może tak to sobie tłumaczyć, chociaż pewnie gdzieś w głębi serca doskonale wie, że to coś... Coś innego.
Przyznam, że i Fowler'owi przez chwilę przeszło przez myśl, że może dołączenie do bractwa faktycznie byłoby jakimś rozwiązaniem, ale była to ledwie chwila, bo w następnej już zaatakowały go wspomnienia, twarze martwych przyjaciół i może właśnie dlatego zachował się właśnie w taki sposób - nie chciał, by kolejni ludzie umierali na jego oczach.
Czasami samotność była niestety najlepszym rozwiązaniem, a dla niego? Na chwilę obecną po prostu nie znał innego, a raczej... Nie chciał go poznać. Miał zakodowane w głowie, że musi być sam, że nikogo nie potrzebuje.
No, ale jak sama mądrze zauważyłaś - temat rekrutacji zdecydowanie został zamknięty, on również nie miał nic do dodania.
Mimo, że obiecał się to przemyśleć... Wcale nie zamierzał do nich dołączać, ale to oczywiście zachował dla siebie.
Hej, oni chyba oboje w tym momencie zachowywali się jak dwójka napalonych na siebie nastolatków, którzy po paru kieliszkach nagle poczuli do siebie wielki pociąg, ale jak mówiłem wcześniej - i dalej podtrzymuję - wydaje mi się, że jednak to znaczyło coś więcej.
Nie potrafił oderwać od niej swoich ust, jej wargi tak wspaniale smakowały i co najważniejsze - dawały zapomnienie, bo w tym momencie nie liczyło się nic, poza nią, cały świat mógłby się walić, a on i tak nie odsunął by się od niej nawet na chwilę.
- Mam nadzieję... - odparł cicho na jej słowa, a kąciki jego ust delikatnie uniosły się do góry.
To, czy Col jest stworzona do tego, by ją kochać, to chyba nie jej oceniać, hmm? A może po prostu do tej pory trafiała na nieodpowiednich facetów. Nie twierdzę oczywiście, że ten żołnierzyk, którego właśnie całowała był właśnie taki, alee... Jest oczywiście taka szansa!
Zaproszenie do namiotu było chyba spełnieniem jego marzeń, ale odczuł też - dosłownie przez sekundę - lęk. A co, jeśli to nie był tylko jednorazowy numerek, jak próbował sobie wbić do głowy? Tym razem wszystko było inaczej. Jeśli kiedyś myślał, że wie, czym jest pożądanie - to grubo się mylił. Wszystkie inne kobiety, te, które miał były przy niej jak dmuchane lalki. Nigdy nie czuł się tak, jak czuł się teraz.
Podniósł się z ziemii i odetchnął głęboko.
- Co się ze mną dzieje? - szepnął sam do siebie w myślach, a następnie odwrócił się i wszedł do namiotu.Colleen Marie - 2018-02-05, 20:53 Pewnie byłam idiotką i pewnie niedługo Mózg Bractwa, Axon, skutecznie postanowi mi to uświadomić. Moje zniknięcie - nawet jeżeli tylko na jedną noc - nie przejdzie bez echa, nie miałam nawet na co liczyć. Wiedziałam, że robiłam źle. Levi został porwany, akcja na polanie zdecydowanie nie poszła tak, jak pójść powinnam, a ja martwiłam się jak cholera o mojego przyjaciela, który nie zasługiwał na taki los. Postanowiłam jednak się poddać i zacząć kierować się emocjami, wściekłością i żalem, jaki odczuwałam wobec Aarona i Alby. To zdecydowanie nie była dobra metoda, ale z drugiej strony to była jedyna metoda, jaką umiałam wykorzystać... I tak nie mogłam uratować Leviego. Nie mogłam narażać reszty Bractwa, by go odbić i sama również nie mogłam się narażać. Mogliśmy tylko czekać i modlić się, żeby oddali nam Leviego.
Ja zaś postanowiłam tylko czekać, a wcale się nie modlić i nawet nie myśleć o moim przyjacielu. Postanowiłam za to romansować z kolejnym facetem, brawo ja!
Nie chciałam się już odzywać, nie chciałam rozmawiać. Chciałam się tylko poddać temu, co działo się między nami. Poddać się emocjom, które odczuwałam, a których zupełnie nie potrafiłam nazwać. To... to było zupełnie coś innego, niż to, co łączyło mnie z Aaronem, a nawet to było zupełnie coś innego, niż to, co łączyło mnie z Bradleyem - teraz byłam z pewnością trochę mniej pijana. Nie umiałam nazwać swoich emocji i nawet nie chciałam, bo chyba zbyt mocno mnie przytłaczały...
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Dale Fowler - 2018-02-05, 21:31 To, czy Col jest idiotką, czy też nie, to już nie mi oceniać. Chociaż to w sumie słabo, że myśli o sobie w taki sposób, ponieważ według mnie nie powinna! Tak jak mówiłem gdzieś tam wyżej - każdemu potrzebna jest chwila tylko dla siebie, każdy potrzebuje się oderwać. Nie można jej winić za to, że potrzebowała od nich wszystkich odpocząć... Chociaż i tak znajdą się tacy, którzy to zrobią, niestety.
Dale nie znał sytuacji w bractwie i prawdopodobnie nigdy nie pozna, ale... Domyślał się, że również w takim miejscu nie było kolorowo, w końcu Ci, którzy polowali na mutantów doskonale o nich wiedzieli i na pewno ich szukali. A mieć na głowie te wszystkie zabłąkane dusze, dbać o nich... Tak, to musiała być harówka, dlatego w sumie dobrze, że pozwoliła sobie na chwilę oddechu, chociaż jeśli chciała być sama, cóż... Dzisiejszej nocy raczej nie będzie, ponieważ Fowler nie zamierzał jej odstąpić ani na krok.
A jeśli chodzi o bycie przytłoczonym przez emocje.. Tak, on czuł dokładnie to samo...
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Colleen Marie - 2018-02-05, 21:55
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---