Aaron Bartowski - 2018-03-07, 20:44 Byli przyjaciółmi – ciekawie. I zwierzała mu się jakimiś nocami, ciężkimi nocami – podwójnie, kurwa, super. Się, praktycznie, prosiło o to, bym zmiótł Brada z powierzchni ziemi. Już nawet nie brałem pod uwagę tego, że pewnie on prędzej zrobiłby to ze mną. Pewnie nie zdążyłbym sięgnąć po zapalniczkę… Chuj! I z niego tego chuj! I z jebanej Colleen!!! Najwyraźniej wszyscy w tym obozie byli jej przyjaciółmi, zaś ta bajeczka o wrogach to jakaś kpina. Może jej wymysł? Może taki Ronnie i taki Alexander czy jak mu tam były, wychodzili jej w dupę. Może też dosłownie, a co!
No, i powoli też zacząłem czuć, jak te burzowe chmury zaczynały się we mnie zbierać. Nareszcie coś normalnego… Może to dobrze, że Bradley się do mnie przysiadł?
- A ty co?! Ze mną też chcesz się przyjaźnić? I może będziemy sobie robić nocne sesje, hę? – zapytałem go pretensjonalnie, oczywiście patrząc na niego, na tego zdrajcę. Żal mi go było, tak jak samego siebie.
Może nie powinien był pieprzyć się z najlepszą przyjaciółką Colleen, ale Brad powinien być facetem i trzymać z facetami, a nie… Jak to w ogóle nazwać? Pomijając już tę sytuację, w której najwyraźniej cały obóz był przyjaciółkami Colleen niezależnie od posiadania penisa czy też jego braku.
Mnie było mi żal, że tyle czasu zmarnowałem na dziewczynę, która olała mnie i to niejednokrotnie, a teraz jeszcze się głupio mściła. Choć lepiej dostać z pięści niż z jakiejś blachy w trzewia.
- Nie wiem, czy to byś skumał, stary. Moja relacja z Albą wychodzi poza nocne przyjaźnie. To miłość. I to jest, kurwa, coś ostro mocnego. Bardziej niż to – stwierdziłem, po czym jebnąłem w niego swoimi rękoma tak, by se zleciał tak z tej ławeczki czy tam swojego krzesła. Bleh, bezczelnie się tak przysiadał i bawił w pogawędki.Bradley Grey - 2018-03-18, 02:09 Naprawdę nie wiedział? Odkąd Brad był w bractwie, spędzał czas z Colleen. Na każdym kroku chciał jej się jakoś odwdzięczyć za ten ratunek z więzienia. Gdyby nie to odbicie, pewnie niewiele by teraz z niego zostało.
Skoro ją skrzywdził, to musiała się komuś zwierzyć, prawda? Nie była jak stal, miała uczucia i cierpiała, więc do obowiązków Brada należało pociesznie jej - jako przyjaciel nie mógł się z tego wyplątać. Zresztą nawet nie chciał. Serio Aaron będzie teraz odstawiał jakieś sceny zazdrości? Po tym wszystkim?
Bradley poczuł, że jego towarzysz robi się coraz bardziej spięty. Nie chciał wprawiać go w taki nastrój, ale przypuszczał, że zwyczajnie musi się na kimś wyżyć, dlatego zaczyna zmieniać ton wypowiedzi.
- Nie, dzięki. Z tobą nie chciałbym nocnych sesji - prychnął tylko. Nie mówił nic więcej. Aaron mógł coś z tych słów wywnioskować, a może nie? Mogły to być czysto niewinne słowa, prawda? Swoją drogą świadczące, że mężczyzna jest 100% hetero.
Trzymać z facetami? Jakie to głupie powiedzenie. Jeśli ktoś się myli, dlaczego ma z nim trzymać? Bez względu na płeć, postąpiłby tak samo. Gdyby Inferno był jego przyjacielem, a Colleen przespałaby się z jego najlepszym kumplem to pewnie nie poszedłby uderzyć dziewczyny, ale na pewno by jej nie kibicował i nie popierał.
- Wow. Mocne słowa. W kilka tygodni urodziła się ta miłość, czy już wcześniej zdradzałeś Colleen na boku? Mało subtelne załatwienie sprawy - mruknął, a potem zleciał na podłogę. Mruknął coś pod nosem, wstał nieśpieszenie i otrzepał się.
- Nie sądzę, żebyś miał do tego powód - powiedział odnośnie tego zrzucenia z siedzenia. Miał jakieś podstawy, powody? Nawet gdyby wiedział, że Brad spał z Colleen to chyba po 1 nie byli już parą, a po 2 sam spał z jej przyjaciółką, co mocno go dyskredytuje w tej kwestii. Dlatego korzystając z okazji, że Aaron jeszcze siedział, Brad złapał jego głowę i z całej siły łupnął nią o stół. Przy odrobinie szczęścia nie wybił mu zębów, ale może chociaż złamał nos?Aaron Bartowski - 2018-04-02, 14:50 | zamuliłam, sorry
| ale cisnę bekę z naszego tempa
Kretyn i tyle z tego Bradley’a. Myślałem, że to spoko gość był, ale najwyraźniej się myliłem. A chuj! To co, że sam nie dostrzegałem, że niejako byliśmy kwita z Colleen, skoro ja się z kimś przespałem, i ona… A nawet gdybym to zauważył, to pewnie uznałbym, że to nasyłanie na mnie swoich kochasiów było nie fair w takim razie, przesadzone mocno i co to w ogóle było?, nie bacząc na to, kto pierwszy zdradził.
Jezu, poza tym sama mi tu robiła jakieś sceny typu my wcale nie jesteśmy razem, odkąd zostawiła mnie na basenie, a ja zaś jak ostatnia ciota polazłem ją przepraszać. Wtedy chyba ostatni raz zachowywała się normalnie… o ile nie liczyć tego, że była tak najebana, że ledwo ogarniała. Czy ja właśnie próbowałem na milion sposobów usprawiedliwić swoją zbrodnię? Diabli i mnie!
Diabli wciąż też jego! Śmiał zadawać mi bezczelne pytania!
- Ty mi lepiej powiedz, czy ruchałeś się z Colleen?! I czy raz, czy też już od dawna?! – zapytałem, kiedy był już sobie na podłodze. Jebnąłem w stół przed sobą, bo aż mnie, cholera, nosiło. Nie dość, że zdradziłem Colleen i serio mnie to bolało, to na dodatek Colleen na bank zdradziła mnie i to z Bradem, być może zdradzała mnie z nim wcześniej, ale chuj, bo mi Brad przypomniał o tych wszystkich moich poprzednich jednorazowych przygodach. Głównie pijackich. No, resumując, miałem jeszcze większe wyrzuty sumienia.
Podrapałem się po głowie. Musiałem to sobie poukładać. Podstawa, to by Alba nie stała się ofiarą tej sytuacji, bo za nic bym sobie tego nie darował. Nie mogło jej to dotknąć. Reszta mogła się toczyć tak jak teraz, czyli cholernie do dupy. Albo jeszcze gorzej, bo chyba miałem skończyć ze złamanym nosem.
- JA PIERDOL?, GREY. POJEBAŁO CI??! – warknąłem, wstając od stołu, kiedy już doszedłem do siebie po chwilowym zamroczeniu i zaskoczeniu. Jeśli los mi sprzyjał, teraz to ja zamierzałem mu dać z pięści po twarzy… Tak, by i jemu nos gruchnął. Choć ja dziś dostałem już drugi raz, więc może powinienem zbijać ten ryj aż do śmierci? Jakiegoś krwotoku wewnętrznego?Bradley Grey - 2018-04-09, 16:52 // no tempo wygrywa
Zabawne, bo do tej pory Brad uważał Aarona za spoko gościa. Mijali się, ale nigdy nie mieli żadnych zatargów. Do tej pory. I oczywiście jak zawsze szło o kobietę. Może nie do końca w tym sensie co zwykle, ale jednak. Teraz Brad widział, że facet nie do końca jest w stanie przyznać się do własnych błędów, bo od razu szukał argumentów na winę Colleen. Zupełnie jakby było jakieś magiczne usprawiedliwienie na jego czyny.
Ale nie popadajmy w paranoje, jednorazowe danie w mordę nie może się liczyć jako nasyłanie. Bo drugi raz dostał już za swoje zachowanie, a nie Colleen.
Swoją drogą fakt, że nie byli już wtedy razem był mało pocieszający. Gdyby przespał się z kimkolwiek innym... ale on wybrał właśnie Albę, najlepszą przyjaciółkę swojej byłej. Taki scenariusz prosto z telenoweli nie mógł skończyć się dobrze. I chyba Aaron nie łudził się, że "jakoś to będzie".
- To już nie jest twoja sprawa - odpowiedział spokojnie. Nie ekscytował się, bo sprawa nie dotyczyła bezpośrednio jego. Spojrzał tylko na stół, gdy Aaron w niego uderzył. Fakt zdradzania Colleen jeszcze gorzej wpłynąłby na opinię o nim, a jego wyrzuty sumienia były widoczne gołym okiem.
- Mnie? Mogłeś podejść do tego z pokorą, ale ty się ciskasz jak dzieciak - odwarknął, a potem niestety nie zdążył zrobić uniku i w efekcie również dostał po ryju. Trochę w nim zabuzowało, więc popchnął Aarona. Nie na tyle mocno, żeby upadł, po prostu go od siebie odepchnął. Takie tam męskie przepychanki. Ale zaraz potem stwierdził, że nie ma co strzępić sobie ryja, bo najwyraźniej nic do niego nie docierało. Pokręcił głową i odpuścił całą tą walkę. Nie miał wystarczająco dużo powodów, żeby się tutaj z nim tłuc.
- Przyjmij małą radę i ogarnij się. Przyjmij odpowiedzialność za swoje czyny zamiast obrzucać błotem innych. Cześć - powiedział jeszcze na odchodne i jak gdyby nigdy nic poszedł w swoją stronę. Taki z niego Wujek-Dobra-Rada.