Scarlett Reynolds - 2018-07-19, 23:43 Jakkolwiek lamersko to nie zabrzmi to różnią się jak ogień i woda. Inne poglądy, podejście, zachowanie - no wszystko. A już chyba największą różnicą był fakt, że ona jest człowiekiem a on mutantem.
Nieco wybił ją tym pytaniem i przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć. No faktycznie nie miała w planach z nim rozmawiać ani nawet go spotkać. I to nie tak, że zawsze sztywno trzymała się jakiegoś planu, bo nie zawsze go tworzyła. Ale gdy już jakiś miała to skrupulatnie go realizowała.
- Nie, ale generalnie nie miałam żadnych planów na dziś, więc nie odbiegam za bardzo od swoich zasad - powiedziała jakby broniąc swoje racje. Uśmiechnęła się przy tym z satysfakcją. I może nie był to przyjacielski uśmiech to jednak chyba coraz częściej sobie na to pozwalała.
On może miał przyjacielską aurę, ale jej aura za to kazała uciekać gdzie pieprz rośnie. Dziwne, że chłopak jeszcze nie uciekł. Najwidoczniej był typem człowieka co nie poddaje się zbyt łatwo.
- Siła powinna zobrazować ci nieco te mięśnie. A basen sobie darujmy, chyba nie zależy ci aż tak bardzo żeby obejrzeć moje mięśnie - wywróciła oczami i wróciła do napoju. Pomysły to miał niezłe. Nie żeby jej przeszkadzał basen, bo nie widziała problemu, żeby pokazać się komukolwiek bez makijażu. Była raczej z tych dziewczyn nie malujących się, a jeśli już to jakoś delikatnie - jak dzisiaj.
- O ile wyciągniesz mnie na parkiet - odpowiedziała, kończąc swoje ciastko. Przed nią nadal było jednak pełno słodkości, bo chłopak nie śpieszył się z jedzeniem. I niestety sama zaczęła nabierać ochoty na więcej, co na pewno nie było dobrym pomysłem. Czy słodycze nie działają pobudzająco w większych ilościach?
- Nie, raczej nigdy się nie przejadłam - przyznała. Na wojnie nie miała takiej okazji, wcześniej raczej też nie. W domu była zbyt stresowa sytuacja, żeby mogła normalnie jeść. Ale nie czuła, że coś przez to straciła. Przejadanie się to chyba niezbyt zdrowy nawyk. - Nie jestem chora, ale gdybym jadła tyle słodkiego co ty to pewnie miałabym cukrzycę. Dziwne, że ty nie masz.
Nie żeby mu matkowała, ale naprawdę jeszcze nie widziała, żeby ktoś naraz zjadł tyle słodkiego. Spojrzała na niego podejrzliwym wzrokiem, po czym oparła twarz na dłoniach, podpierając się na łokciach.
- Dużo dziewczyn spotykasz w taki sposób jak mnie? Czy tylko ja mam to "szczęście"? Michael Ryan - 2018-07-27, 23:52 Michael się roześmiał na jej słowa.
- Czyli zostałem niezapowiedzianym planem i działaniem. - wysuszył do niej ząbki
Zauważył to, że kobieta zaczęła częściej się uśmiecha i szczerze podobało mu się to. Cóż wyglądała bardziej na stanowcza, pewną siebie i nieznoszącą wszystkiego i wszystkich kobietę za pierwszym podejściem, ale jak to mówią... Uśmiech bywa zaraźliwy i jak widać nawet największy sztywniak czasem zacznie się uśmiechać.
Oj tak czuł tę jej aurę, ale jakby się tym przejmował to nigdy nie nawiązał by tylu fajnych i ciekawych znajomości! Scarletka wcale go nie przerażała, co było widać w jego wypowiedziach.
- No wiesz są ludzie co posturę mają przeciętna, ale walnąć potrafią, więc... Lepiej byłoby zobaczyć. Jak najbardziej kiedyś bym zobaczył, może uda mi się wpaść tam, kiedy będziesz i przypadkowo szturchnąć byś wpadła do wody. - poruszył brwiami szczęśliwy
Dalej zajadał się swoim deserem, prowadząc z nią konwersację. Zauważył, ze zjadła swoje i zerknęła na jego talerze. Cóż.. Nie zawsze widać osobę co tyle je...
- No wiesz zmuszać cie nie będę, ale jeśli lubisz być prowadzona na rączkach jak panna młoda w tłumie ludzi to mogę w taki sposób wyciągnąć. - wziął większy kawałek do ust i poczuł rozpływające się szczęście po podniebieniu – Ej cukrzyca nie jest spowodowana tylko tym, ze się je cukier. - roześmiał się – Często uwarunkowana genetycznie, czy też szeregiem innych rzeczy. Ja codziennie ćwicz jak widać dbam o wagę, mam dobra przemianę materii, więc mogę sobie pozwolić na trochę cukru dla organizmu. - wyszczerzył się do niej – A jeśli nigdy się nie przejadłaś, to możemy zrobić ten dzień pierwszym. - poruszył brewkami i podsunął w jej kierunku kawałek ciasta
Oj Scarletka nie powinna wiedzieć, ze miał pochowane jeszcze ze trzy batony po kieszeniach, pewnie by zawału dostała... No ale z jego przemianą materii, a kalorie to dla jego mutacji była po prostu benzyna... Co prawda nawet jak był mały jeszcze niezmutowany, też potrafił dużo jeść, bo zawsze to lubił robić z bratem.. Tylko, ze miał się niedługo dowiedzieć, ze Richard jest od niego o 11 kg tłuściejszy... No ale Mike często tez się zdrowiej odżywiał, a nie tylko na daniach gotowych typu ciągła pizza...
- Ha, ha, nie. Jesteś pierwszą księżniczką, którą zamiast ratować to niechcący krzywdzę. - odparł – A czy ja też jestem tak wyjątkowy, ze tylko dzięki mnie jesteś miss kawowego podkoszulka? Scarlett Reynolds - 2018-07-30, 22:32 Wywróciła oczami na jego słowa, ale nie mogła nie przyznać mu racji. Dlatego nie odpowiedziała wcale. Wyglądało na to, że lubił się wymądrzać, ale o dziwo jej to nie przeszkadzało. Nie na tyle, żeby zrobić mu krzywdę. Swoją drogą coraz mniej miała na to ochotę. Był dość zabawny i rzadko miała okazję się uśmiechać, więc podobało jej się to co przy nim czuła. Mogła więc chwilowo z tego bezkarnie korzystać.
Ale de facto była stanowcza, pewna siebie i nie znosząca większości ludzi. Ale może właśnie dzięki jego nastawieniu i otwartości, ona również mogła nieco bardziej się wyluzować.
- Za kolejny taki przypadek obiję ci buźkę, więc może lepiej nie. Ale dzięki za podpowiedź, żebym nie odwiedzała publicznych basenów - nie żeby miała jakiś problem ze swoim ciałem, bo nie wstydziła się go i mogła się bez problemu pokazać na basenie. Ale znając jej szczęście to akurat spotka Michael'a, który ją naprawdę wrzuci do wody albo utopi. Wolała nie dopuszczać do takiej sytuacji i nie podejmować zbędnego ryzyka.
- Nie lubię. Umiem chodzić o własnych siłach, o ile nikt mnie nie nokautuje z zaskoczenia - nawiązała oczywiście do ich ostatniego spotkania. Nie mogła się powstrzymać, żeby trochę nie pomarudzić. I to dziwne, że jej udzielał się jego dobry nastrój, a nie jemu jej nieciekawy. Zwykle to w odwrotną stronę działa.
- Wiem, wiem - mruknęła na słowa, że cukrzyca może być uwarunkowana genetycznie. Nie zagłębiała się nigdy w szczegóły, bo nie była na to chora, ale wiedziała, że jest kilka rodzajów cukrzycy i każda może mieć inne powody. - Ćwiczysz? Coś konkretnego czy na siłowni?
W końcu jakiś temat, który potencjalnie mógłby ją zainteresować. Sama dużo czasu spędzała na siłowni i salach treningowych, dlatego nawet zaczęła się szczerze zastanawiać jaki rodzaj sportu uprawia jej rozmówca.
- Nie będę się przejadać. Ale w sumie jeden kawałek ciasta nie zaszkodzi - stwierdziła po krótkim zastanowieniu i zaczęła jeść zawartość podsuniętego talerzyka. Nawet nie patrzyła na chłopaka, bo nie chciała widzieć satysfakcji na jego twarzy, że udało mu się ją do czegoś przekonać.
- Prawdziwy zaszczyt mnie kopnął - mruknęła pod nosem. - Tak, jesteś zdecydowanie najbardziej niezdarnym księciem jakiego można spotkać. Ci którzy próbowali zrobić mi krzywdę ginęli w męczarniach, więc możesz póki co czuć się wyjątkowy.
Tu dramatyczna pauza i na końcu kpiący uśmieszek sugerujący, że jej ostatnie zdanie było czarnym humorem.
- Właściwie czym się zajmujesz, Michael? - zapytała dla podtrzymania rozmowy.Michael Ryan - 2018-08-08, 14:45 Mike może i nie lubił się wymądrzać, ale jak coś wiedział na dany temat lubił o tym poinformować drugą stronę, jednak jego wiedza była dość okrojona.. Uczył się w szkole do 15 roku życia, a potem tyle ile nauczył się sam czy też nauczyli go inni mutanci, więc może i dla innych uchodził za mniej inteligentnego, ale czasem potrafił czymś zabłysnąć.
- Oj to tylko woda, chyba się jej boisz. - roześmiał się – I nie masz co się martwić, rzadko na baseny chodzę, więc raczej się tak nie spotkamy, no o ile się nie umówimy na miejscu
Zaśmiał się na jej nie lubienie bycia księżniczką na rękach. Cóż Mike nie zamierzał jej nokautować by nieść. Bił kobiety tylko wtedy, gdy wahało się jego życie i był to ktoś no kto mu groził, wtedy płeć się nie liczyła, ale by od tak kogoś uderzyć za nic, nie to nie było w jego stylu.
- Ćwiczę raczej bieganie czasem po prostu na siłowni najlepiej waląc w worki treningowe. - zaśmiał się – A ty coś konkretnego jakieś sztuki walki? - sam nie wiedział czemu mu do niej pasowały właśnie takie chociażby karate, niepozorna dziewczyna z umiejętnościami.
Oj tak satysfakcja malowała mu się na tej uroczej buźce. Nakłonił ją do kolejnego kawałeczka, więc powinna być szczęśliwa, ze nie miał problemów z dzieleniem się, bo niektórzy by zagryźli za jedzenie.
- Oo zatem czuje się jak najbardziej wyjątkowy. - puścił do niej oczko i zaczął jeść ten ostatni kawałek ciasta co został. - Nie zawsze książę to jak widać nabity mięśniami tępak z ulizanymi włoskami. - roześmiał się.
Mike najwyraźniej ostatnimi słowami nie bardzo się przejął, nawet jeśli ginęli w męczarniach to cóż, nie doświadczył jeszcze tego na sobie. No niestety miał czasem problem z rozróżnianiem czarnego humory i może dlatego to zinterpretował tak a nie inaczej.
- Łapie się dorywczych fuch. - odparł – Jak widać wolę po prostu się trochę zabawić. A ty masz jakaś bardziej poważną fuchę i stałą pracę? - odbił piłeczkęScarlett Reynolds - 2018-08-09, 19:36 Wywróciła oczami. Cóż, jakby zgadł, że bała się wody. Nie było jej do śmiechu, ale też nie warczała już na niego, po prostu nie skomentowała. Nie zamierzała nigdzie się z nim umawiać. Nie chciała spędzać z nim czasu, bo zdawała sobie sprawę, że był na tyle sympatyczny, że z czasem mogłaby go polubić. Nie chciała się do nikogo przywiązywać, nie chciała przyjaciół, których prędzej czy później by straciła. Wolała nie ryzykować takiego scenariusza, dlatego odpychała od siebie każdego, kto próbował się zbliżyć w jakikolwiek sposób.
- Często na siłowni, ale sztuki walki również - odparła. Nie była to jakaś tajna informacja, nie zdradzała za dużo o niej. Miał wyczucie, bo faktycznie mimo jej niepozornego wyglądu potrafiła zaskoczyć. Na wiele sposobów.
Dobrze, że nie widziała jego wyrazu twarzy z satysfakcją, bo przestałaby jeść ten kawałek ciasta. Zjadła całego i nawet nie żałowała, bo był wyśmienity. Odnotowała, że nie ma problemów z dzieleniem się, co potem znajdzie swoje wytłumaczenie, gdy pozna już jego brata.
- Jesteś niemożliwy - mruknęła zrezygnowana. Nie przejął się jej słowami o śmierci w męczarniach, najpewniej sądził, że to jakiś czarny humor w jej wykonaniu. Oj zdziwiłby się. Niemniej to lepiej dla niej, że nie odebrał jej słów dosłownie.
- Jak widać - prychnęła na temat księcia. Chociaż z tymi ulizanymi włosami to pewnie zależy od uczesania.
- Właściwie mam stałą pracę. Ale o tym może następnym razem... o ile takowy będzie - uśmiechnęła się, zbierając swoje rzeczy.
- Dzięki za poczęstunek. Trzymaj się, Michael - powiedziała na pożegnanie i wyszła. Miała brudną koszulkę od kawy i generalnie nie powinna mu dziękować, skoro to on zawinił, ale to już nieistotne. Nie było sensu chować urazu, skoro nigdy więcej się nie zobaczą, prawda?
z/t x2Averill Bronson - 2020-03-22, 20:30 | 21 maja 2019 roku
Przywitałem się na wejściu z ziomkami. Nie zapraszałem, sami się tu przywlekli, jak zresztą za każdym razem, kiedy tu byli, kiedy ja tu byłem. To było nasze akwarium, nasze naturalne środowisko, gdzie od czasu do czasu musieliśmy się upodlić by móc później jakoś normalnie funkcjonować. Na powitanie – szociki. Taką robotę to ja rozumiałem!
Wziąłem głęboki wdech i w sumie bardzo szybko zapomniałem o zadaniu, jakie mi powierzono. Szczerze wątpiłem, by święta Elaine zaszczyciła swoją obecnością mury Sugarhill. To nie jej świat, nie jej bajka. Taa… Ten klimat… Ten klimat z kolei kupował mnie, zjednywał, porywał. Hipnotyzująca muzyka, głośny śpiew tłumów, ta charakterystyczna woń wypuszczanego od czas do czasu dymu, przytłumione światła i szał, i alkohol! Ach!
A potem własne darcie mordy, kiedy w głośnikach usłyszałem swoją ulubioną nutę. Ciężko było się powstrzymać, szczególnie że nieźle dałem sobie w kość z alkoholem. Ale należało mi się! Musiałem odreagować! I jak? Wszystko od razu było prostsze, łatwiejsze, piękniejsze! Nawet Elaine! Tak, ta Elaine! Namierzyłem ją wzrokiem całkowitym przypadkiem i w porównaniu do mojego ubioru – czarnego topu i równie czarnych spodni – ona, cóż, nie wyglądała raczej normalnie jak na swoje standardy. Zapatrzyłem się nawet na moment i tak trwałem, póki mnie ktoś nie stuknął. A tak… Faktycznie! Czas na następną kolejkę.Elaine Weasley - 2020-03-22, 20:48 | 21 maj 2019 |
Nie była przekonana do pomysłu jej kuzyna. Zrobić sobie przerwę od siedzenia w domu, od siedzenia w pracy? Co to da? W końcu ona znała całą prawdę. Nie miała paranoi. Znała swojego prześladowcę, ale nie mogła mu powiedzieć, nie potrafiła robić kłopotów drugiej osobie, a zwłaszcza rodzinie. Skąd wiadomo kim może być szef tego mężczyzny? Co jeśli to jakiś niebezpieczny człowiek i zrobi krzywdę Philowi? Bała się. Okropnie się tego bała. Gdy Phil przyniósł jej zestaw sukienek to przeważyło szalę. Dawno nie była na żadnej imprezie. Ostatni raz była z dwa lata temu. Teraz nie miała na to czasu, ale w końcu lubiła tańczyć. Może niekoniecznie pić alkohol, ale ona i bez tego potrafiła szaleć na parkiecie. Potrafiła śpiewać i długo nie trzeba było jej namawiać na karaoke. To był jej żywioł. Istnieć wśród ludzi, być dla nich. Od kilku dni chciała też poczuć się jak kobieta, być po prostu ładna.
Zaprosiła jedną koleżankę z pracy, która znała tamten klub, który polecił Phil. Dziewczyna zrobiła jej delikatny makijaż, upięła rude włosy w luźnego, niedbałego koka. Elaine miała na sobie sukienkę, która wyglądała jakby była dwuczęściowa. Góra była koloru czarnego, na cienkich ramiączkach z większym dekoltem. Dół był jasny, obszyty cekinami. Do tego wiązane wyżej buty na niewielkim obcasie i kilka wisiorków. Obie zjawiły się w klubie po dwudziestej. Na sam początek Elaine rozejrzała się po miejscu pełnym ludzi. Jej dar był jej przekleństwem. Wszystkie barwy, które do niej docierały były piękne, wszystkie linie połączeń dawały piękny efekt, ale nie potrafiła się na to wyłączyć. Chciałaby, ale nie potrafiła. Do tego światła i głośna muzyka jej nie pomagała. Anna pociągnęła ją do baru, gdzie na początek zamówiły sobie po jakimś drinku. Elaine nawet nie usłyszała tej nazwy. Uśmiech nie schodził jej z ust. W końcu mogła odpocząć, w końcu mogła zapomnieć o tamtym człowieku. Nie wejdzie za nią do tego klubu, prawda?
Jej koleżanka została zaproszona do tańca przez jakiegoś jej znajomego i Elaine została sama z drinkiem przy barze. To dobrze. Potrzebowała się najpierw przyzwyczaić i rozluźnić. Gdzieś między ludźmi przemknęła dziwna ciemność i Elaine poczuła zagrożenie, ale szybko ona zniknęła, więc uznała to za paranoję, o której mówił Phil i dalej sączyła drineczka ruszając stópką w rytm dudniącej muzyki.
| Stylówka |Averill Bronson - 2020-03-22, 21:23 Wzniosłem toast. Nie miałem pojęcia za co, ale za to zaraz wróciłem do namierzania swoim wzrokiem nowo-starej koleżanki-nie-koleżanki. Znalazłem ją i przy barze z jakąś laską i, cóż, uśmiechnąłem się do siebie pod nosem. Najwyraźniej naprawdę byłem oddany swojej pracy… albo, co bardziej prawdopodobne, właśnie doznałem alkoholowego prania mózgu.
Elaine została sama. Wstałem odruchowo ze swojego miejsca. Niczym wiedziony wstrętną fatamorganą, szedłem na przód. Ludzie tańczyli, ja przemykałem między nimi, mając na oku konkretny cel – ją. Ach, te jej odsłonięte plecy… Rude kosmyki opadały na jej nieskazitelną, bladą skórę. Mógłbym rzec, że się zakochałem w tym widoku, tylko że, halo, to była Elaine Weasley, laska z piżamce w kaczuszki i tuptająca do pracy w ogrodniczkach.
Wsunąłem się ukradkiem, niczym polująca pantera, na miejsce tuż obok niej i okręciłem na nim, jak gdybym przebywał właśnie w wesołym miasteczku, nie zaś w klubie. Łiii. Chyba serio sporo wypiłem, ale nie szkodziło. Oparłem się rozmarzony o blat i czekałem aż Mała się odwróci, po tym zamierzałem rzucić:
- HEJ! – Głośno, bo było tu głośno. Trzeba było krzyczeć, by się dogadać. – CO TU ROBISZ, MAŁA?! ŚLEDZISZ MNIE?! – dodałem rozbawiony jej widokiem, a zaraz pewnie machnąłem do barmana o jakieś piwko…? A barman zresztą był również moim dobrym ziomkiem, więc śmiechu będzie ze mnie, jeśli Mała mnie obleje swoim drinkiem… A jeśli obleje czy też nie obleje, to pewnie z panem barmanem sobie piątkę przybijemy ponownie i odstawimy jej drinka… tak elegancko na bar, a dla mnie to niewinne piwko?Elaine Weasley - 2020-03-22, 21:34 Nie za bardzo wiedziała, co ze sobą zrobić, ale zamierzała wypić najpierw dwa drinki, a potem iść na tańce. Nie potrzebowała partnera, aby tańczyć. I bez drugiej osoby była bardzo dobra w tańczeniu. Miała do tego talent. W pewnym momencie jej plecy zmroził dreszcz na dźwięk głosu tuż przy niej. Odwróciła się w jego kierunku tym samym przewracając drinka, który przelał się przez blat kapiąc na jej nogi odziane w cienkie rajstopki, a także na niego. Jej mina mówiła wszystko. Nie spodziewała się go. Była zszokowana i przerażona jednocześnie, ale zaraz spojrzała na niego gniewnie. Nie obchodziło jej to, że była oblana drinkiem. Wyschnie. Nie obchodziło ją to, że mężczyzna był oblany. Wyschnie, ale jednocześnie była z tego faktu zadowolona.
— NIE! – krzyknęła patrząc na niego naprawdę wściekła. Jej oczy płonęły ogniem. — CO TU ROBISZ? NIE DASZ MI NAWET W TYM MIEJSCU SPOKOJU? – był blisko, ale nie zajmowała sobie tym głowy. To nie było istotne. Istotne było to, że miała ochotę skopać mu ten pijany pysk.Averill Bronson - 2020-03-23, 19:29 O, zaskoczyła mnie ta fontanna, co mi się zlała z blatu na nogi. Złapałem od barmana ręczniki papierowe, zbijając przy okazji z niż żółwika, po czym zająłem się przecieraniem blatu i, hihi, też kolan panny Weasley’ówny, bo nie potrafiłem sobie tego odpuścić, a przecież takie mokre były… od drinka, ma się rozumieć. Mój urok osobisty miał raczej odwrotne działanie na kobiety.
- NO CO TY! – rzuciłem do niej w odpowiedzi, jakby zaskoczony jej oskarżeniami, choć gdzieś tam z tyłu tliły mi się resztki mojego planu. Ech, jebać je. Ostatecznie zamierzałem lecieć na żywioł. Coś wyjdzie albo i nie, nie? Przecież zbawcą nie byłem, nie? Romeo też był ze mnie żaden, choć, gdyby to tak naciągnąć, to alkohol był moją słodką trucizną.
- JA MAM DZIŚ WOLNE. KOCHANIE, NIE PIJĘ W PRACY! PORZĄDNY ZE MNIE CHŁOPAK – odparłem, śmiejąc się dalej pod nosem, a bo tak śmiesznie było. Kiedy Elaine przestanie wylewać drinki i zacznie je pić normalnie jak każdy człowiek, to pewnie też wpadnie w taki szampański humor i przestanie tak spinać te swoje płaskodupie.
- CO NIE, AMBROŻY?! GRZECZNY ZE MNIE CHŁOPAK, NIE??? DAJ DRINKA DLA PANNY I PIWKO DLA MNIE! – rzuciłem zaraz, pochylając się na barem. Widać było, że czułem się tu swobodnie, heh, zapewne bardziej jak w domu niż we własnym domu, ale to szczegół.
Przestałem już przecierać bar. Taki, o, barmanos ze mnie. Może niekiedy powinienem sobie hobbistycznie stanąć za barem? Taki Ambroży 2.0. Połowę drinków to ja już znałem… Gorzej, bo jedynie od tej konsumpcyjnej strony.
- TO CO TAM POWIESZ CIEKAWEGO? – zapytałem Elaine bardzo sympatycznie, bo ja byłem bardzo sympatyczny. – WIDZĘ, ŻE MÓJ ZASTĘPCA CI SIĘ NIE UPRZYKRZA… – rzuciłem dosyć nieostrożnie, ale… I tak się wydało, że ją ktoś śledzi, nie? Musiała jedynie sobie uświadomić, że to w dobrej wierze było. Halo! Nie zgwałciłem jej ani nic i, jak na razie, jedynie trochę nogi jej zmacałem. PRZEZ PAPIER! A to się nie liczyło.Elaine Weasley - 2020-03-26, 12:05 Gdy dotknął jej przeszedł ją dreszcz i mruknęła cicho zirytowana odpychając jego dłonie. Nie pozwoli się macać byle jakiemu gościowi z baru i to w dodatku takiemu, który ją śledzi i napastuje w mieszkaniu. Zagryzła wargę patrząc na niego. Ewidentnie była wściekła, miała ochotę mu przywalić za te wszystkie nerwy, które jej powodował. Muzyka dudniła, jego twarz była odsłonięta, migały po niej światła. Pierwszy raz mogła mu się przyjrzeć tak otwarcie. Nie rozumiała dlaczego ten dziwny cień, który go chronił zniknął. Było to dziwne i jednocześnie fascynujące. Kolory zaczynały tlić się wokół niego jak u innych, ale były dla niej jakoś bardziej szczególne zważając, że nigdy wcześniej nie widziała ich tak wyraźnie. Gdy znowu się odezwał z jej ust wydobyło się głośne prychnięcie. Był dzisiaj bardziej irytujący niż przerażający, ale jednocześnie denerwowało ją to, że jej to nie przeszkadzało. Uśmiechnęła się nawet. Był taki przyjemniejszy niż wcześniej. Rozmowa z barmanem dała jej do zrozumienia, że bywał tu często. W przeciwieństwie do niej. Sama czuła się tu skrępowana, niepewna. On był taki swobodny i rozluźniony. Gdy postawił jej drinka nie zamierzała odmawiać, niech płaci – chociaż w taki sposób odpłaci za jej wcześniejszy strach.
— ZASTĘPCA?! – rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu jakiegoś podejrzanego typa, ale każdy tu tak wyglądać. Ewidentnie było widać, że się spięła. Upiła nawet więcej drinka niż zamierzała. Musiała to przetrwać. Musiała stąd wyjść. Dopiła drinka bardzo szybko, aż nawet zakręciło się jej w głowie. Nigdy nie piła za dużo. Zwykle bawiła się bez alkoholu, ale jak się spinała było znacznie inaczej. Zsunęła się z krzesła. — TO BYŁ ZŁY POMYSŁ. IDĘ STĄD. DZIĘKI ZA DRINKA. MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ NIE SPOTKAMY WIĘCEJ – spojrzała mu w oczy z zamiarem odejścia. Naprawdę chciała się zabawić, ale od momentu, gdy dowiedziała się, że w jej życiu jest człowiek, którego nie zna nie potrafiła czerpać z pokładów swojej dobrej energii.
Averill człowiek, którego nie znała, a który stał się w tak okrutny sposób częścią jej życia przerażał ją i jednocześnie fascynował. Chciała go poznać i jednocześnie uciec od niego jak najdalej. Musiała znaleźć sposób, aby wyjść by jej nowy ogon jej nie zobaczył. Najbardziej w tym momencie obawiała się tego, że nie znała nowego śledzącego. Ave poznała i jakoś lepiej jej było z tym faktem podróżować po mieście, a teraz jak nie znała tej osoby poczuła się dwa razy mocniej zagrożona.Averill Bronson - 2020-03-26, 20:19 HA! Mała się uśmiechała! Może trochę wciąż się bała, dalej spinała dupę i ogólnie nie za bardzo się tu czuła… Że swobodnie, ale się uśmiechała! Przelotnie, ale zauważyłem to. Heh. Musiałem przyznać, że fajnie było widzieć jej uśmiech, kiedy siedziała tu niemalże twarzą w twarz ze mną i nie ciskała ani gromami, ani paniką. Naprawdę świetna sprawa!
Sam się dalej uśmiechałem i też zaraz sam siebie przeklinałem, kiedy Mała znowu spanikowała w odpowiedzi na me bezmyślne pytania. Zakląłem pod nosem. Kretyn ze mnie, no. Taki już mój urok. Najwyraźniej lubiłem wzbudzać w innych strach do tego stopnia, że tego nie kontrolowałem.
Reasumując, Mała uciekała. Złapałem ją odruchowo za rękę. Barman się ze mnie podśmiewał. Ja mu potem wygarnę. Pokazałem mu nawet przelotnie środkowego wolną ręką.
- Moment! – poprosiłem ją, rzucając jej to jedno słowo do ucha. Zaraz się wyprostowałem, bo była cholernie niska, a mi w tym stanie nie sprzyjało aż takie schylanie się. Za to drugą dłoń położyłem jej – rzekomo – pokrzepiająco na ramieniu. – NIE CHCIAŁEM CIĘ PRZERAZIĆ – odparłem poważny i szczery. Fakt faktem, że nie kłamałem. I zależało mi – też prawda – by została. Zastraszanie Elaine nie było na liście moich obowiązków ani zainteresowań, więc poniekąd nawet czułem wyrzuty sumienia, że wyszło to tak z dupy strony. Po prostu się posypało, a potem hop! poleciało sobie dalej.
- MOGĘ GO SPŁAWIĆ, ZBIĆ MORDĘ, CO CHCESZ. ABY ZOSTAŃ! ROZERWIJ SIĘ! PROSZĘ – mówiłem do niej, niekiedy się powtarzając, kiedy nie byłem pewny, czy przez tę dudniącą muzykę oraz pełno głosów ludzi wokół wszystko do niej dociera. – TOOO JAAAK? – zapytałem, uśmiechając się ponownie. Przymilnie. Jak tylko najładniej umiałem. Puściłem ją też, by nie myślała, że trzymam ją tu siłą, a za to zaprosiłem ją gestem do tańca. Akurat zarzucili nutę, kojarzącą mi się nieco z latami pięćdziesiątymi. Rytmiczną taką. Halo! Musiała zmiękczyć serce Weasley! Zabujałem się nawet pod rytm muzyki, tak dla pokuszenia.
| Elaine Weasley - 2020-03-28, 17:04 Dreszcz. Jego głos przy uchu spowodował, że nie mogła powstrzymać się od dreszczu. Cholerni mężczyźni. Odwróciła wzrok, a gdy złapał jej dłoń poczuła się jeszcze bardziej roztrzęsiona. Jego pragnienie tego, aby została przechodziło przez jej ciało jak prąd. Opanowywało ją w całości. Miała zostać, on chciał, aby została. Czuła, że nie była w stanie się opierać, ale nie chciała się z nim bawić wiedząc, że ktoś jeszcze ją obserwuje. Nie licząc tego, że on sam na nią będzie patrzył, że będzie blisko niej, że ona będzie blisko niego to jeszcze jakiś obcy mężczyzna będzie się kręcił w pobliżu. Zero prywatności, zero swobody.
Patrzyła na niego, na jego próby przekonania jej by została. Sięgnęła po resztkę drinka i wypiła. Na ustach pojawił się uśmiech, a jej dłoń automatycznie złapała jego. Nie wiedziała czemu to zrobiła, ale miał w sobie coś w tym momencie, co kusiło ją. Fascynowało, aby zostać i poznać obcego jej mężczyznę. Był… inny. Zapominała o tym, że kiedyś kochała, że była zraniona. Chwila. Wystarczyła tylko chwila zapomnienia, chwila oczyszczenia. Jutro będzie dzień żalów. Dzisiaj dzień szaleństwa.
— JEDEN TANIEC, A POTEM POWIESZ TEMU KOMUŚ BY SOBIE POSZEDŁ – zbliżyła się do niego również poruszając się w rytm muzyki.
Elaine była dobrą tancerką, była duszą artystki. Muzyka, śpiewa, taniec, malowanie i strojenie potraw to wszystko było jej domeną. Delikatność, wrażliwość i empatyczność. Była naprawdę dobra w tej dziedzinie. Kiedyś nawet chodziła do szkoły tańca. Ruszała się lekko, płynnie i pozwoliła się prowadzić partnerowi. Niczym wiatr, lisek poruszający się wśród drzew. Czasami odsuwała się, chowała, aby mężczyzna nie myślał, że jest łatwa i na wyłączność. Muzyka przeszywała całe jej ciało, a ona uciekała od rzeczywistości. Może w tej lekkości pomagał ten szybko wypity drink, może chęć pogrzeszenia chociaż jednej nocy. Zmartwień miała na pęczki: dowiedziała się, że w jej życiu jest ktoś, kto każe ją śledzić, Christopher zniknął z jej życia, a w dodatku musi starać się w pracy, aby zostać w niej na zawsze.Averill Bronson - 2020-03-28, 21:08 Ucieszyłem się. Jezusiu najsłodszy, niemalże skakałem z radości niczym mały chłopiec, który dostał swój wymarzony prezent. Nie byłem małym chłopcem… A może poniekąd nim byłem? Cóż, jakkolwiek nie było, usidliłem w sobie tego szaleńca, który pragnął mi tu podskakiwać w radości, i jedynie pozwoliłem swoim oczom rozbłysnąć. Resztę utrzymałem na wodzy, ujmując dłoń Elaine i prowadząc ją na środek parkietu, gdzie dosyć sprawnie ją obróciłem na początek. Zresztą, w najbliższym czasie dosyć często miałem to robić i patrzeć jak niesamowicie przy tym wygląda. Wydawało mi się to takie naturalne, całkowicie normalne, ten fakt, że zachwycałem się osobą Elaine oraz tym, jak się porusza, jak wygląda, kim jest i ogólnie… Ach, powinienem nie trzeźwieć! Każde przelotne dotknięcie jej pleców było niczym gra na harfie… Tak musiał czuć się taki grajek. Oczarowany, podekscytowany, musiał zapominać słów, wyrażeń, musiał przeklinać bogów i jednocześnie dziękować im za swój dar.
Uśmiechałem się szeroko, bezczelnie wpatrywałem prosto w jej w oczy, ale nie z nienawiścią, nie z typowym dla siebie chłodem. Byłem oczarowany, co, tak właściwie, jeszcze do mnie nie docierało tak do końca. Ciśnienie, ostatnie nerwy schodziły ze mnie, pozwalały odetchnąć, zapomnieć o tym, co złe i skomplikowane, o wszelkich problemach. Byłem tu ja i ona, i moja słodka beztroska. Upiłem się, ja wiem. Ona jeszcze nie była pijana, to również wiedziałem. Miałem również świadomość tego, że cudownie jej tak wirować w tańcu, więc po pierwszym namówiłem ją na drugi, a później na trzeci. Nie było zmiłuj. Prosiłem wzrokiem godnym małego szczeniaka, błagałem niczym najbardziej spragniony człowiek na ziemi.
Potem musiałem na chwilę odetchnąć, złapać powietrza, napić się. Wskazałem jej z nadzieją kierunek baru i zarzekłem się zaraz, że stawiam, a jako że się zarzekłem, to chyba nie miała już wyboru. Rozbawiony pociągnąłem ją w kierunku baru, o ile się nie wyrywała i dała się ponieść chwili. A tam czekaliśmy na zestaw shotów.
- ACH, UWIELBIAM TAŃCZYĆ! UWIELBIAM TAKIE IMPREZY! – odparłem do Elaine dla podtrzymania rozmowy, zabawy, wszystkiego. – MASZ JAKIEŚ SWOJE ULUBIONE DRINKI…?! BO JA TAK CI ZAMAWIAM, CO MI DO GŁOWY PRZYJDZIE. SORRY – dodałem nieco skrępowany. Trochę chamsko, nie? Że tak jej narzucałem swoje, ale z drugiej strony dżentelman trochę byłem, co? A, warto napomknąć, nikt mnie tego nie uczył! A tata już na pewno nie.Elaine Weasley - 2020-03-29, 13:15 Płynne ruchy przed nim i dla niego. W końcu nie była z nikim innym w tym miejscu. Tańczyła tylko z nim i tylko dla niego. Może też dla siebie. Chciała zaszaleć, chciała wyzbyć się swojej niewinności, chciała pokazać sobie, że nie jest osobą, którą można pomiatać i straszyć, którą można zostawiać z zamiarem zranienia. Nie. Nie wybaczy Chrisowi, że ją zostawił, nie wybacz mu! Chciałaby mu nie wybaczyć, ale wiedziała, że jak tylko go odnajdzie to przygarnie go z powrotem. Był ważną częścią jej życia.
Teraz jednak nie był ważny jakiś jaszczuroludź, a mężczyzna ciemności. Król tańca i dominacji. Mężczyzna, który robił z nią, co chciał, a ona nie była tego świadoma. Wystarczył uśmiech, jeden dotyk, kilka słów i była jego. Tańczyła z nim tu na parkiecie wśród ludzi. Słuchała muzyki, stawała się muzyką. Kręciła biodrami w rytm muzyki. Podskakiwała, dawala się prowadzić, zbliżała się do niego, aby za chwilę się okręcić i na kilka chwil zniknąć mu z oczu. Ona nie spuszczała z niego swoich. Musiała skupić się na jednej osobie, aby nie dostać nadmiaru bodźców. Już nie raz jakiś obcy facet dotknął ją przez przypadek, a przez jej ciało przechodziły pragnienia innych. Seks, narkotyki, jeszcze więcej seksu. Nie chciała się skupiać na innych, więc im dłużej tańczyli tym bliżej była jego, tym dłużej trzymała się jego ramion, dłoni, silnych. Był taki wysoki, że niewiele osób zbliżało się do nich. Ona jednak była malutka, nie raz nie zauważona. Miał być jeden taniec, ale nie zauważyła, że minęły już trzy. Czas miał swój bieg, który był dla niej nieskończony.
Uśmiech nie schodził jej z ust. Śmiała się wręcz całą sobą. Bawiła się świetnie. Zapomniała już, że jeszcze kilka dni temu wywoływał u niej strach, a myśl o nim doprowadzało do bólu żołądku i chęci wymiotowania.
Gdy wskazał bar bez oporów pozwoliła się tam poprowadzić. Jego pragnienie tańca z nią przechodziło całe jej ciało. Nie była w stanie mu odmówić. Musiała z nim tańczyć i chciała to robić. Nigdy nie miała tak dobrego partnera, a przede wszystkim tak fascynującego, tak hipnotyzującego swoim wzrokiem, tak tajemniczego i czasami przerażającego. Elaine zdawała sobie sprawę, że była czasami autodestrukcyjna. Normalne osoby nie pchają się w paszcze lwa, a ona lgnęła do bestii, chciała ich znać, chciała im pomagać i robiła to nieświadomie.
— NIE PIJĘ ZBYT DUŻO ALKOHOLU, WIĘC ZDAM SIĘ NA CIEBIE. MAM NADZIEJĘ, ŻE MNIE NIE OTRUJESZ – odparła patrząc na niego, na to jak błyszczał, jak czuł się swobodnie. Był inny niż wtedy w tamtym samochodzie.
— DOTRZYMASZ SŁOWA I SPŁAWISZ TEN… OGON? – zapytała rozglądając się, ale nie mogła na nic trafić. Nie wiedziała kim mógłby być ten mężczyzna.