David Hopper - 2018-10-25, 14:44 Gdyby Williamowi nie zależało na zobaczeniu ojca po tak długim czasie, nie zawracałby sobie głowy śledzeniem go w tak pochmurny dzień jak dzisiaj. Nie pokazywałby się mu nawet na tej alejce w parku i nie zostałby rozpoznany przez swojego rodzica. Stało się jednak inaczej i być może pragnienie ich obu właśnie spełniło? David chciał zobaczyć syna, chciał wiedzieć czy z nim wszystko w porządku, czy żyje i sobie radzi. Normalnie wszystko. Nawet to, co się z nim działo tamtego dnia, tamtego roku. Kiedy zniknął.
Odpowiedź Williama nie spodobała się Davidowi. Musiało za tym się kryć tyle nieprzyjemnych przeżyć, że trudno można sobie to wyobrazić.
- To chociaż mi powiedz, że nikogo nie zabiłeś.
To na pewno musiał wiedzieć. Nie wierzył że jego syn mógłby być zabójcą, mordercą czy jak gorzej jeszcze może być. Jeżeli tego dokonał w akcie samoobrony, ojciec mu to wybaczy.
- Tamtego dnia, kiedy zniknąłeś i nie wróciłeś do domu.
Dodał to, gdyby czasem syn zamierzał znów odpowiadać skrótami i omijać zgrabnie temat. Jak na niego przystało. Policja wtedy powiedziała im swoje w co David nie wierzył. Dlatego mając też teraz tę okazję, postanowił wykorzystać, by choć w pewnym stopniu móc być spokojnym. Lecz patrząc na obecne czasy, być może nie zdziwiłby się, gdyby było inaczej niż myśli. David patrzył mu w oczy, chcąc w nich nawet dostrzec jakąkolwiek prawdę .William Hopper - 2018-10-26, 19:08 Kiedy usłyszał słowa swojego taty, poczuł jak wszystko w nim zamiera, może nawet jakaś drobna część jego umysłu zaczęła panikować. Jak on niby miałby powiedzieć coś takiego? Nawet nie wiedział, ile osób zabił, nie mówiąc już o wszystkich, do których śmierci w jakiś sposób się przyczynił. Jak miał w ogóle na to odpowiedzieć? Przecież nie powie własnemu ojcu kim się stał i co zrobił, nie chciał nawet zgadywać co ten by o nim powiedział, co by pomyślał, jak bardzo by g zawiódł... Ale nie mógł skłamać, nie w takiej sprawie.
To nagłe zmieszanie Hoppera zniknęło równie szybko jak się pojawiło, kiedy tylko David dokończył myśl, a Will mógł wrócić do swojej zezłoszczonej, defensywnej postawy.
- Oczywiście, że nie zabiłem tamtej kobiety. Jak mogłeś w ogóle o tym pomyśleć? - spytał. Marceline w to nie uwierzyła. Nawet Wallace zorientowała się jaki to był bullshit, chociaż miała więcej niż potrzebowała powodów, żeby go oskarżać. No tak, znowu zapomniał, że jego ojciec nie należał do ludzi, którzy stali po jego stronie. - Z resztą, nie ja mam tutaj powody, żeby się tłumaczyć. Od jak dawna pracujecie dla DOGS? Kiedy masz zamiar do nich zadzwonić, huh? - pokręcił głową. Powinien jak najszybciej stąd zniknąć. Nie ważne czy Hopperowi się to podobało, czy nie, jego rodzice nie należeli do ludzi, którym mógł ufać, a w tym momencie, nie mógł pozwolić sobie na błąd. Miał do kogo wracać i miał ludzi, którzy bez niego sobie nie poradzą.David Hopper - 2018-10-26, 20:09 Nie zabił tej kobiety. Nie zabił nikogo tamtego dnia. Taką odpowiedź chciał usłyszeć od swojego syna. Mieć pewność, że słusznie mu ufał. Bo nie wierzył by ten mógł czegoś takiego dokonać. Nie wychowywał go na mordercę. Uczył go wszystkiego co dobre i pomocne w życiu, ale nie zabijania. O ile odpowiedź Williama przyniosła ulgę, jak jego pytanie nieco go ukłuło. Jakby on sam nie ufał swojemu rodzicielowi.
- Nigdy bym nie uwierzył, że którekolwiek z moich dzieci dopuściłoby się zbrodni. Nie wierzę byś był do tego zdolny.
Szczera odpowiedź. Ale jeżeli faktycznie William kogoś zabił, to nie bez powodu. Nie był przecież zimnym draniem, mimo iż życie mogło zmienić jego osobowość. Bowiem David jak na niego patrzył, nie widział w nim tego małego chłopca czy później nastolatka. Stał przed nim dorosły chłopiec.
Kolejne podejrzenia, już nie pytania, były dla Davida zaskoczeniem. Skąd w ogóle pomyślał, by jego ojciec pracował w DOGS? Nigdy nie miał z nimi nic wspólnego.
- Nie mam powodu by dzwonić, ponieważ nie pracuję dla DOGS... Skąd masz takie informacje?
Rozmowa schodziła na poważniejszy temat. David nie śmiał nawet kłamać. Mówił prawdę. Nie pracował dla rządowej organizacji. Ale jego żona a matka Williama już tak. Ona miałaby się co tłumaczyć przed swoim dzieckiem.William Hopper - 2018-10-26, 21:22 Ufał mu. Will powinien ucieszyć się, poczuć jak ciężar spada mu z serca... ale nie był w stanie. Był do tego zdolny. Przez ostatnie jedenaście lat bez przerwy dopuszczał się zbrodni, nawet jeszcze zanim trafił na Gardnera. Tylko przez to ściągnął jego uwagę. Tyle razy zabijał, ale najgorsze w tym wszystkim było to, że to wcale nie było takie trudne. Tyle mówiło się o tym, że odebranie życia nie powinno być proste, to było traumatyzujące, bo powinno być traumatyzujące... ale już nie dla niego. Kiedy musiał wybierać miedzy swoim życiem, a życiem człowieka, który stał na przeciwko, nie musiał się zastanawiać, wiedział co wybierze. To było gorsze niż samo morderstwo, perspektywa, że za każdym razem zrobiłby dokładnie to samo i to nie byłoby wcale takie trudne. Jeżeli coś miało świadczyć o tym, jak bardzo był zepsuty, to właśnie jego skrzywione sumienie.
Ale lepiej było o tym teraz nie myśleć, prawda? Z jakiegoś powodu był zły na swojego tatę i to było coś, na czym miał zamiar się skupić. Nawet nie na jakimś roztrząsaniu tego o co mu właściwie chodziło, po prostu na wywoływaniu kłótni.
- Och, oczywiście, tak samo jak nie masz pojęcia czym zajmuje i zajmowała się mama przez te wszystkie - odgryzł się. Jakoś nie chciało mu się wierzyć, że był czysty jak łza. - Daj spokój, tak się składa, że akurat nie jestem idiotą. W co jeszcze mam uwierzyć? Że nie miałeś o niczym pojęcia? Że nie wiedzieliście, jakie konsekwencje ma to co potrafię? - W zasadzie, Will nigdy nie rozmyślał na ten temat, ale to miało sens. Powinni wiedzieć, nie tylko że ktoś - o ile sami nie maczali w tym palców - może zainteresować się jego zdolnościami, ale też do czego to prowadziło. Że jeśli nie znajdzie sposobu na zatrzymanie mocy, umrze przed trzydziestką. Udało mu się to odsunąć w czasie - ale na jak długo?? Gdyby tylko miał to cholerne pojęcie lata wcześniej, zatrzymał objawy kiedy to jeszcze było proste...David Hopper - 2018-10-26, 21:59 Rozmowa przybrała zdecydowanie niebezpieczne i nieprzyjemne tory. Mógł spodziewać się tego, że William pozna prawdę. Jakimś sposobem i cudem. W końcu faktycznie nie był głupi. To inteligentny chłopak, który w takiej sytuacji potrafił zaskoczyć ojca. Tak. David nie spodziewał takich wyrzutów i podejrzeń, które właściwie miały słuszne miejsce. Miał prawo być na niego złym. Williamowi należały się wyjaśnienia.
- Cóż... Widocznie winny jestem Ci wyjaśnień.
Przyznał zgodnie z prawdą, po tym co William mu zarzucił.
- Wasza mama nie mówiła mi wszystkiego. Do wielu informacji sam dochodziłem. Przypadkiem trafiłem na jej badania nad genem X, znajdując także wyniki twoich badań. Było to jakiś czas po narodzinach Marceline. Tłumaczyła, że to tylko testy, zwyczajne badania laboratoryjne. Ze nie powinienem się przejmować. To mnie nie uspokajało. Widziałem jak się rozwijasz. Odnosiłeś sukcesy. Byłem z Ciebie dumny. Ale ze względu na badania Twojej mamy miałem niepokój. Kiedy zniknąłeś, miałem nadzieję, że mama przestanie brnąć w te badania dalej. Że rzuci sprawę... Myliłem się. Nie przestała. Od niedawna podobno pracuje dla DOGS. Mimo mojej prośby by nie przyjmowała tam posady, przyjęła ją.
Rozgadał się, ale musiał. William miał prawo poznać prawdę.
- Jeżeli nadal masz wobec mnie wątpliwości, możesz mnie sprawdzić. Ale nigdy bym nie zgodził się na pracę w organizacji, która ściga moje dzieci. Tylko dlatego, że są mutantami.
Dodał. Nie miałby nic przeciwko, gdyby w jakiś swój sposób William chciał sprawdzić ojca. Nie była to łatwa rozmowa, ale Davidowi zależało na odzyskaniu zaufania swoich dzieci. Choćby Williama i Marceline. Bo to z nimi najbardziej nie miał kontaktu. Jedynie tylko z Claire. Cały czas mówił prawdę, nie kłamał. Nawet nie odwrócił wzroku od syna. Choć można było wyczytać z niego, że nie jest to przyjemny temat i gdyby była możliwość zmiany całej sytuacji ich rodziny i zapobiegnięciu innych zdarzeń, skorzystałby z takiej możliwości.William Hopper - 2018-10-27, 16:24 Nie był pewny czy w to wierzył. Nie powinien. Zbyt dużo przeżył, żeby być tak naiwnym, uwierzyć na słowo. Nie mógł sobie pozwolić na ryzyko, potrzebował jakichś dowodów, które potwierdzą wersję jego taty... ale czy były jakiekolwiek przeciw niej? Jedyne co miał, to dokumenty od Claire i dane, według których ich matka pracowała dla DOGS. To, że tata o wszystkim wiedział, wydawało się dość logicznym wnioskiem, ale przecież nie mógł być pewny... A poza tym, chyba chciał wierzyć, że to była prawda. Kto by nie chciał? To by znaczyło, że mógł ufać choć jednemu ze swoich rodziców, a Will miał już cholernie dość tej swojej wiecznej paranoi i szukania wroga za każdym rogiem. Wrócił do Seatle, przez ostatnie jedenaście lat nigdy nie był bliżej domu i chciał, żeby jego rodzina w końcu znowu była rodziną. Nie mogli udawać, że to wszytko się nie wydarzyło, już dawno przestali być radosną rodzinką i stracili swoje zaufanie... Ale przynajmniej mogli spróbować coś z tym zrobić.
Albo po prostu Hopper właśnie dał się porwać swoim nierealnym fantazjom, a świat zaraz da mu do zrozumienia, jakim był idiotą i jak bardzo powinien trzymać się czystych faktów.
Rozejrzał się pobieżnie po okolicy, kiedy tylko usłyszał słowo mutant.
- Nie powinieneś o tym mówić - odpowiedział przyciszonym głosem. Chociaż dokoła było dość pusto, takie słowa były niebezpieczne. David nie był już w Kanadzie, musiał uważać co robi. Jego książka - och, ta cholerna książka - prędzej czy później ściągnie mu na głowę kłopoty. W tym kraju nie było miejsca na choćby najmniejsze przejawy sympatii względem mutantów. Jeżeli to co mówił, było prawdą, powinien jak najszybciej wracać do swojej Kanady.
Możliwe, że Will powinien w tym momencie zacząć wracać do Bractwa... ale zamiast tego, usiadł na tej cholernej, oddalonej o ledwie parę kroków ławce. W końcu w ten sposób mogli mieć twarze na tym samym poziomie.
- Daj mi powód dlaczego mam w to uwierzyć.David Hopper - 2018-10-27, 19:33 Takiego obiegu sytuacji się nie spodziewał, że William będzie posiadał informacje o tym, że jego mama pracuje w DOGS. Oraz to, że będzie jeszcze i jego podejrzewać o współpracę dla organizacji rządowej. Wyjaśnił synowi jak było na prawdę, ale czy on uwierzy? To musiał pozostawić jego decyzji. David nigdy by nie wydał swoich dzieci. Nie bez powodu także wysłał córki do Kanady, gdzie było dla nich bezpieczniej. Samemu później na własną rękę próbując odnaleźć Williama, co kończyło się niepowodzeniem.
Może i nie powinien jawnie używać słowa mutant w miejscu publicznym, ale jak zdążył się zorientować w otoczeniu, byli sami. Można mu wybaczyć tę niekontrolowaną ostrożność z powodu radości ujrzenia syna po długich latach.
Kiedy syn skierował się w stronę ławki, David skierował za nim swój wózek i zatrzymał na przeciwko. Dla niego było to teraz o wiele wygodniejsze. Kark nie będzie go tak bolał zadzierając głowę ku górze podczas rozmowy.
- Nigdy nie chciałem dla Was źle. Możesz mi nie wierzyć, masz do tego prawo. Ale nie mam powodu by Cię okłamywać. Nie mam pojęcia co przez te lata robiłeś, ile musiałeś przejść.
I tutaj jego wzrok na sekundę spoczął na bliźnie znajdującej się na twarz Williama. To można było odebrać, jako trudności jakie musiał przejść. Wypadek? O gorszych możliwościach znajdującej się bliźnie nie chciał nawet myśleć. Bo nie sądził, by Williama ktoś faktycznie mógł uprowadzić. A jeżeli tak było? To jak się uratował?
Decyzję William musi podjąć sam. Jeżeli będzie chciał, by ich spotkanie pozostało w tajemnicy, tak też będzie. A mama Willa nie dowie się o tym.
Jeżeli zaś chodziło o książkę starszego Hoppera, nie pojawia się w niej żadne słowo nawiązujące do mutantów. Zmienił to na zwyczajną fantastykę o magii. Więc nie sądził by ktokolwiek się uczepił jego publikacji powieści, skoro sprawnie przeszła przez opinie wybranych krytyków.
- By uwierzyć, musiałbyś zaryzykować. Nie było Cię przez te lata z nami, nie wiesz ile się działo. Mogę dać Ci tylko swoje słowo. Jeżeli chcesz coś wiedzieć, pytaj. William Hopper - 2018-10-27, 23:06 To nie była kwestia zwyczajnej ostrożności, to była kwestia dobrych nawyków. Jeśli nie byłeś w zaufanym towarzystwie, w zaufanym miejscu - nie mówiłeś otwarcie o mutantach, najlepiej też było wykluczyć gen X i DOGS, nie wspominając już o takich petardach jak Bractwo Mutantów. Może i tym razem nie miał kto ich słuchać, ale co, jeśli kogoś by nie zauważyli? Co jeśli gdzieś byłby podsłuch, nawet założony na kogoś zupełnie innego. Może to wydawało się zupełnie trywialne, ale w ostateczności było równie mordercze co oddział DOGS.
Will poczuł się naprawdę nieswojo, kiedy poczuł spojrzenie taty na swoich bliznach. Na co dzień tylko te z twarzy były widoczne, budziły najwięcej pytań... ale mimo wszystko, Axon nie mógł się powstrzymać przed podrapaniem się po miejscu gdzie policzek łączył się z końcem szczęki, zupełnym przypadkiem zasłaniając blizny dłonią. Niby nic wielkiego...
- I to nie jest temat tej rozmowy - uciął stanowczo. Nie miał zamiaru pozwolić, żeby dyskusja zabrnęła w te rejony a on sam stanął przed niewygodnymi pytaniami.
A co do książki... Willowi metafora wydawała się aż zbyt oczywista. Cóż, może to przez to, że fabuła opowiadała o Melanie i Careen szukających swojego brata, Warrena? Czy to był moment w którym powinien inwestować w prawnika i składać pozew o prawa autorskie? O ile mógł mieć cholerne prawa autorskie do swojego życia.
Uśmiechnął się gorzko na propozycję swojego ojca, żeby pytał o wszystko, co chce wiedzieć.
- Niedługo po moim zniknięciu odesłaliście Marceline i Claire do Kanady. Miały trafić do tej samej rodziny, ale zostały rozdzielone. Dostały fałszywe nazwiska, Imari i Valerie Blanc. Mercy poszła na psychologię, ale rzuciła ją i wróciła do Stanów, otworzyła antykwariat. Claire skończyła szkołę, pracowała jako kelnerka, nie tak dawno temu zrobiła sobie małą wycieczkę po Stanach, chciała pogodzić się z przeszłością i odnaleźć siebie. Wy przez większość tego czasu siedzieliście w Seattle, w starym domu. Wszystko posypało się dopiero, czwartego lipca dwa tysiące czternastego. Straciłeś władzę w nogach, przenieśliście się do Kanady. Udało wam się w miarę odnowić kontakt z Claire, ale z Mercy... - swoją miną wyraźnie dał do zrozumienia, że nic z tego nie wyszło. Will wiedział już wszystko, co chciał wiedzieć - i tak, w tym momencie popisywał się jak dużo to było. Co z tego? Nie on zaczął ten temat.David Hopper - 2018-10-27, 23:32 Przez ten moment rozmowy, David bardzo zauważył zmiany w zachowaniu chłopaka. Nie ma co się dziwić, zakładając przez co przeszedł. Lecz kiedy William zaczynał opowiadać to, co właściwie według Davida mógł nie wiedzieć, zaskoczył go. Wiedział, że odesłał z mamą dziewczyny do Kanady. Że dorastały u innych rodzin pod fałszywymi nazwiskami i imionami. Że on i jego żona pozostali w Seattle. Nawet ten pamiętny i jednocześnie fatalny dzień, gdzie stracił władzę w nogach. David odwrócił na moment wzrok. Ciężko było mu z początku pogodzić z utratą władzy w nogach, ale przecież na tym świat się nie kończy. Miał przy tym nowy cel, by wstać kiedyś z tego wózka. Jeszcze tak bardzo utrudnionego życia nie miał...
Jedno w słowach Williama pocieszało Davida, wiedział co się dzieje z Marceline. Z tym dzieckiem akurat miał problem o nawiązanie kontaktu i utrzymaniu go. Nawet nie wiedział czy i ona posiadła nadprzyrodzoną zdolność.
- To prawda... O ile z Claire był kontakt, tak z Marceline... nie.
Spojrzał na Williama, zaniepokojony zachowaniem jednej z córek. Wręcz nawet było mu przykro, że tak się odcięła od rodziców.
- Spotkałeś siostry?
Zapytał, choć mógłby przysiąc że tak musiało być. A Claire mogła im jedynie skłamać, że nie spotkała brata, kiedy była tutaj w Seattle. David chciał się też jednego upewnić, czy rodzeństwo się spotkało. Nie było innego wiarygodnego źródła dowiedzenia się o tym, co działo u Hopperów pod jego nieobecność. Jedynie dziewczyny posiadały te informacje. Wątpił, by chłopak spotkał się z mamą, czy raczej z nią kontaktował. Wiedziałby wtedy o tym.William Hopper - 2018-10-28, 11:01 To było naprawdę satysfakcjonujące, zobaczyć zdziwienie na twarzy swojego ojca. Naprawdę nie sądził, że Will się do tego nie dokopie? Dajcie spokój, koniec końców był genialny, to nie znika tak z dnia na dzień. Potrafił się dokopać do danych DOGS, historia jednej rodziny nie była aż takim wyzwaniem... Co prawda, zajęło mu to dobrze ponad rok i musiał przenieść się do Seattle, ale dowiedział się wszystkiego.
Will zauważył, jak jego tata odwraca wzrok i nagle poczuł się niesamowicie głupio. Może nie powinien był poruszać tego tematu? Przecież wiedział, że to musiało być trudne. Sam Will chyba by oszalał, gdyby stracił choć odrobinę kontroli nad własnym ciałem... i dlatego tak bardzo przerażała go wizja powolnego umierania. Cóż, na razie znalazł na to jakieś tymczasowe rozwiązanie i nie miał zamiar znaleźć lepsze, zanim nadciśnienie znowu zacznie o sobie przypominać. Tym razem miał już zbyt wiele do stracenia.
- Myślę, że to nie jest pytanie do mnie, tylko do nich - odpowiedział na pytanie. Nie miał zamiaru wchodzić w to, jak bardzo ufały rodzicom i co miały zamiar im mówić. Koniec końców, Claire nic im nie wspominała o tym, że spotkała Willa ani ze przeniosła się do Stanów, więc najwidoczniej tego nie zrobiła, prawda? Był wystarczająco inteligentny by samemu znaleźć wszystkie potrzebne informacje. Chyba jego ojcu też by się przydała taka umiejętność, kiedy następnym razem będzie pisał o Warrenie.David Hopper - 2018-10-28, 11:29 Skąd miał wiedzieć, co jego syn robił przez te kilka długich lat? Że będzie obserwował lub zdobywał informacje o swojej rodzinie? Nie miał nawet pojęcia co się z nim w ogóle działo. William dodatkowo nie chciał nic zdradzać. Dla Davida jest to w tej chwili trochę trudne doświadczenie, kiedy słyszy się od swojego dziecka podejrzenia o współpracę z organizacją rządową tropiącą mutanty. Najwyraźniej nie tak sobie wyprażał spotkanie z jedynym synem.
Również rozmowa inwalidztwie też nie należała do przyjemnych. Ale nic z tym nie zrobi. Nic tego nie zmieni. Musiał się pogodzić ze swoją sytuacją.
Tutaj już nie odpowiedział a jedynie westchnął. Claire nie powiedziała im nic, że spotkała brata. A David w to uwierzył. Najwyraźniej dzieci wolały utrzymywać kontakt ze sobą w sekrecie. William też nie chciał za wiele w tej kwestii mówić.
- Jak sobie w ogóle radzisz?
Zapytał ogólnie. Również chcąc wiedzieć co z jego mocą. Jak bardzo się rozwinęła i czy nie zagraża jego życiu. Mimo iż dawniej dowiedział od żony że jego moc z wiekiem mogła bardzo się rozwijać w niebezpiecznym kierunku. Ale nie miał jednak pojęcia jak bardzo. Podejrzewał jednak że ze względu na miejsce rozmowy, za wiele William znów nie powie. Może dobrze byłoby, gdyby się gdzieś przenieśli? O ile w ogóle syn będzie tego chciał.
Może i starszemu Hopperowi przydałaby się inteligencja na jego poziomie, jeśli chodzi o pisanie książki, ale również mógł tego nie robić. Tylko jak miałby zbić swój czas i zarobić nieco pieniędzy na rehabilitacje? Pomimo tego, że żona bardzo dobrze zarabia, pracując nad badaniami genu X. I tak nadal nie wiedział co ona dokładniej tam robi.William Hopper - 2018-10-30, 19:18 Cóż, jedenaście lat minęło i Will, z lekkomyślnego dzieciaka stał się kimś naprawdę ostrożnym - żeby nie powiedzieć paranoicznym, ale w tym świecie to była dobra cecha. Potrzebował jej, żeby przetrwać i nie miał zamiaru pozbywać się swoich starych nawyków, zbyt wiele razy już uratowały mu życie. Koniec końców, lepiej było być żywym paranoikiem, niż najmilszym i najswobodniejszym trupem. Także, bardzo mu przykro, jeśli jego ojciec poczuł się urażony, że Will śmiał go podejrzewać o współprace z DOGS, po tym jak już dokopał się do informacji o tym, że jego matka prowadziła na nim badania i współpracowała z rządem i nie miał żadnych podstaw, żeby sądzić, że sam David miał coś przeciwko. Albo że na przykład chciał o tym ostrzec którekolwiek ze swoich dzieci. To naprawdę musiało być druzgocące, jak on się po tym pozbiera? To musiało stać się traumą.. Z pewnością, to wszystko nijak się nie miało do tego wszystkiego, co musiał przetrwać Will.
A równocześnie... Hopper nie był w stanie wściekać się na niego równie mocno jak by chciał. Dlaczego choć raz jego emocje nie mogłoby być proste? Dlaczego nie mógł być po prostu zły albo po prostu szczęśliwy, po prostu skonfundowany czy po prostu żałować wszystkiego tego, co stracili? Zamiast tego, to wszystko mieszało się, zostawiając go z tym dziwnym uczuciem niezgody, kiedy patrzył jak jego ojciec siedzi na wózku i jak wiele go to kosztuje, żeby choćby poruszać ten temat,
- Cóż, żyję, więc chyba całkiem nieźle - zażartował, chociaż właściwie... Coś w tym było, o wiele, wiele mroczniejszego. Biorąc pod uwagę w jakim kraju żył, ile razy otarł się o śmierć, jak bardzo jego moc próbowała go wykończyć i kto chciał jego śmierci - to chyba naprawdę było całkiem niezłe osiągnięcie. Dostanie jakiś medal na trzydziestkę? Może chociaż jakaś impreza z okazji dziesięciolecia grania na nosie pieprzonemu socjopacie, Joshule Gardner? Nie? Szkoda, naprawdę, tyle trupów mógłby zaprosić.David Hopper - 2018-10-31, 18:52 Dla Davida William stał się taki bardziej tajemniczy. Niezbyt skory do normalnej rozmowy, nawet nie chcąc zdradzić co się z nim działo przez tyle lat. Choć można było się domyślić, przez co chłopak przeszedł. Nie nalegał i nie pytał ponownie. Przyjdzie czas, to William sam mu powie. Potrzebował czasu, zwłaszcza po tym jak zaskoczył swojego ojca podejrzeniami o współpracę z DOGS. I to przez ich matkę. Pomyśleć że przez jej badania, jego kontakty z dziećmi się oddaliły. Co prawda miał jeszcze kontakt z Claire, ale Marceline...
William znów odpowiedział krótko. Nawet z nutką żartu, która szczerze nie bawiła w tej chwili jego ojca. Zamartwiającego się o życie syna.
- Więc nie powinienem się martwić?
Zapytał. Mimo iż trochę sobie przeszli na małe żarty to jednak David chciał mieć stuprocentową pewność, że jego syn daje sobie radę. Ale gdyby potrzebował pomocy, pomógłby mu. O ile byłby wstanie. Mimo tego pytania, David zapewne i tak będzie się martwił o swoje dorosłe dzieciaki. W tych czasach, nie jest już bezpiecznie.
- Czy chciałbyś zobaczyć się z mamą?
Po krótkiej chwili milczenia, zapytał. Czy po tym czego dowiedział się o swojej rodzicielce William, będzie chciał ją spotkać i z nią porozmawiać. Dowiedzieć się czegoś więcej na temat jej pracy. Kobieta zapewne by chciała ujrzeć zaginionego syna. Tylko czy to ich spotkanie coś zmieni? David zapewne wolałby się z tym wstrzymać. Decyzja jednak musi wyjść od Williama. W końcu to jego matka. A które nie skorzystałaby z możliwości, by zobaczyć swoje dziecko po tylu latach?William Hopper - 2018-10-31, 19:28 - Nie, wszystko w porządku - powiedział już o wiele poważniejszym tonem. - W zasadzie, chyba nie było lepiej - stwierdził, dziwnie szczerze i otwarcie jak na siebie. Zbliżała się wojna, ale co miał poradzić na to, że jego życie układało się jak nigdy? Przez ostatnie dziesięć lat nie sądził, że kiedykolwiek wyląduje w stałym, poważnym związku - i że ten związek nie będzie totalną katastrofą. Cholera, spodziewali się dziecka i to już za dwa miesiące. Jakimś cudem dał radę odbudować relacje z siostrami. Ba, nawet Bractwo, które wyraźnie było organizacją intensywnie zmierzającą do autodestrukcji i gotową momentalnie wybuchnąć, kiedy tylko spuści z niej wzrok, jakoś funkcjonowało. Tak, zbliżała się wojna, ale Hopper nie miał zamiaru pozwolić, żeby jego bliscy znaleźli się wśród ofiar - i po raz pierwszy miał środki, żeby faktycznie tego dopilnować. Ba, miał nawet możliwości, żeby faktycznie wpłynąć na całą sytuację. Miał już dość wiecznego uciekania, nie miał zamiaru pozwolić żeby to samo spotkało jego dziecko. Nadeszła pora, żeby w końcu zaryzykować i zacząć walczyć.
Will zdębiał, kiedy usłyszał pytanie swojego ojca. Czy on w ogóle zdawał sobie sprawę z tego, o czy mówił? Jak to się mogło skończyć? A równocześnie... Will chciałby się spotkać. Miał cholernie dużo pytań, zaczynając od Dlaczego uważałaś, że prowadzenie eksperymentów na swoim dziecku to taki kurewsko dobry pomysł? kończąc na Co wiesz na temat tej pieprzonej organizacji, która próbowała mnie porwać jedenaście lat temu?. Tak, to mogłaby być naprawdę owocna rozmowa... już zupełnie pomijając kwestię tego, że jakaś niewiarygodnie irytująca część umysłu Willa była autentycznie ciekawa czego dowiedziała się jego matka.
- Nie sądzę żeby to był dobry pomysł - odpowiedział mimo wszystko, o wiele chłodniejszym tonem.David Hopper - 2018-11-01, 00:38 Gdyby David wiedział o takich osiągnięciach swojego syna, że ma partnerkę życia, że dziecko w drodze, że przewodzi jakąś grupą, byłby pod wrażeniem. Pomijając już to, przez co musiał przejść i czym płacić, by los mógł mu tak dobrze wynagrodzić trudy i poświęcenia. Nie tak dobrze z kolei miał David, którego los widocznie pokarał wózkiem inwalidzkim i problemami w związku z żoną. Która na rzecz pracy coraz mniej czasu z nim spędzała. Być może płacił za swoje błędy, ale z drugiej strony widział szansę na lepszą przyszłość. Zaczynając być może od tego, że odnalazł się William. Że właśnie w tej chwili z nim rozmawia, nawet jeżeli ich rozmowa opiera się na pytaniach, odpowiedziach, podejrzeniach i często krótkich zdaniach. Lecz jak na sam początek, po tylu latach, nieźle im szło.
Raczej na niemartwienie się o Williama, nie mógł uwierzyć w jego słowa, kiedy ton chłopaka był dość poważny. I to stwierdzenie, że wcześniej ponoś nie było lepiej. Odnosił się do ogółu? Czy jego moc sprawiała problemy?
- Chciałbym wierzyć, że jest wszystko w porządku. Ale coś mi mówi, że nie do końca. Chciałbym wiedzieć, jak rozwija się Twoja umiejętność.. O ile chcesz o tym rozmawiać.
W swoich słowach nawiązał do mocy syna, Chcąc wiedzieć jaki poziom już odniosła i czy nie jest dla niego dokuczliwa, o ile dobre pamiętał ze słów żony, że tak zdolność rośnie sama w sobie w niebezpiecznym kierunku. Wtedy były to tylko teoretyczne przypuszczenia. A jak to wygląda w praktyce?
Pytanie o spotkanie z matką mogło być zaskakujące, ale Davida nie zdziwiła odpowiedź syna. Podejrzewał, że to może być za szybko. Albo że to w ogóle nie był dobry pomysł jak sam zauważył William.
- Tak też myślałem. Rozumiem też, że wolisz bym nasze spotkanie zachował w sekrecie?
Dopytał. Bowiem nie chciał w coś wpakować chłopaka, nawet jeżeli tu chodziło o jego matkę. Chciałby się podzielić tą radością z żoną, że spotkał się z synem, ale co jeśli ona również zapragnie tego spotkania? I nie przyjdzie sama ale z obstawą? Nie raz miał takie obawy myślowe "co by było, gdyby...". Wielokrotnie odrzucał te złe możliwości. Gdyby tylko go posłuchała i nie brała tej chorej roboty, może ich rodzina byłaby nadal w komplecie?