To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Space Needle - SkyCity Restaurant

Jamie Duncan - 2018-07-18, 14:14

- Zasłużyć? Hym... Mogę zrekompensować się rozpuszczoną czekoladą rozsmarowaną po ciele.. - puścił też do niej oczko
Zdawał sobie sprawę z tego, ze kobieta go podpuszczała, ale nie mógł sobie darować by powiedzieć o te dwa czy trzy słowa za dużo. Skoro miał sobie zasłużyć. Mógłby być bardziej niegrzecznym chłopczykiem.
- Czuje się zatem zaproszony. Naprawdę popodziwiam Twoją sztukę w realu.
Chciał ją zobaczyć gołym okiem, kto wie może kiedyś zaprosi go do siebie, gorzej... Gorzej jeśli mieszka w siedzibie DOGSów, wtedy Jamie nie chciał tam iść... Oj zdecydowanie nie chciałby. Nie miał do niej pretensji naprawdę, ze gadała o pracy, rozumiał to.. Chociaż z drugiej strony jakby on jej wywijał jak trzęsie tyłeczkiem przed twarzą jakieś hot czterdziestki.... To dopiero by miała minę!
- Z Australii? No proszę. - odparł lekko zdziwiony – Dało się zobaczyć podobieństwo. - dodał po chwili – Czy praca Cię skłoniła do opuszczenia rodzinnych stron?
Nie mógł uwierzyć, ze takie ładne kobiety pochodzą z gorącej Australii, szczerze Jamie tam nigdy nie był, mieli więcej jadowitych stworzeń niż u nich.. A przynajmniej wychodził z takiego założenia. Tak naprawdę zwiedziłby to miejsce i skosztował ich kuchni, a może i gorących kobietek, bo skoro Evie była taka sexy to pewnie inne dziewczyny czy faceci musieli być równie gorący.
- Podejrzewam, ze gdzieś dalsze korzenie mógłbym mieć irlandzkie, szkockie lub szwedzkie. - odparł ze śmiechem – Biorąc pod uwagę kolor moich włosów, który odziedziczyłem po ojcu. - zaśmiał się lekko – Nie ma nikogo kto by był 100% Amerykaninem, w końcu rdzenni to byli Indianie, ale ich mało zostało na ziemi, może jacyś przodkowie. Większość z nas raczej zasiedliła tą piękna krainę dla jego bogactw.
Mężczyźnie nie przeszkadzało mówienie o jego kolorze włosów, naprawdę nie miał z tego powodu kompleksów, wręcz przeciwnie, sprawiało to, że był dla niektórych tak samo egzotyczny niczym seksowna Brazylijka.
- Kiedyś musiał być ten pierwszy raz. - odparł ze śmiechem – Czemu? Odpowiedziałem już na to pytanie, ze mnie zafascynowała swoją osobą. - dodał i zabrał się za jedzenie swojego posiłku.
Po chwili ciszy i paru kęsach jedzenia i ciągłego wpatrywania się to w dziewczynę, zaczął nowy temat.
- Zatem masz jakieś rodzeństwo? Podejrzewam, ze mieszkanie w Australii było ciekawsze niż tutaj. Mogłabyś opowiedzieć coś o tamtej kulturze i tego jak tam żyłaś?

Evie Russell - 2018-07-18, 23:16

Kobieta zaśmiała się na słowa mężczyzny.
- Moim czy twoim ciele? - No skoro już zaczął temat mógł się chociaż sprecyzować, o co dokładnie mu chodzi, by wiedzieć czy ta wizja ją przekonuje czy też nie.
Kobieta tylko uśmiechnęła się na wzmiankę o swojej sztuce, cóż nie miała zamiaru mówić mu, iż mieszka w tym samym miejscu, gdzie pracuje. W końcu nie jedną osobę by to wystraszyło i miała by na pewno opinię szalonej pracoholiczki, do tego stopnia skupionej na pracy iż praktycznie w miejscu tej pracy mieszka. Pomińmy już fakt iż nie mogła ot tak mieć gości, w końcu był to ośrodek rządowy i to pod nadzorem.
Och z pewnością byłaby w wielkim szoku!
Evie pokiwała głową na zapytanie czy naprawdę jest z Australii.
- Nie praca, studia. Po pierwszym roku dostałam pełne stypendium na naukę w Stanach więc przyjechałam tutaj, pracowałam i studiowałam... Dopiero gdzieś w połowie studiów jeden z moich wykładowców zgłosił mnie do projektu, który teraz jest moją pracą.- odpowiedziała spokojnie. Tęskniła za rodzinnymi stronami, jednak gdyby cofnęła się w czasie z pewnością nie zmieniłaby swoich decyzji. W końcu ciepła posadka w ośrodku rządowym wiązała się nie tylko z dobrymi zarobkami ale i możliwością badania tego, co zawsze chciała badać i rozumieć.
Kobieta zaśmiała się.
- Hm, bardziej Irlandzkie bądź udmurskie, te wie społeczności posiadają największy odsetek ludzi z tą mutacją białka.... znaczy kolorem włosów, przepraszam. - Cóż, studia medyczne nie raz bardzo wypaczają postrzeganie świata. Zwłaszcza gdy ktoś był tak w to zaangażowany jak kobieta towarzysząca Jamiemu.
Kobieta uśmiechnęła się tylko na jego kolejne słowa, chciała drążyć temat czemu akurat ona go zafascynowała, zwłaszcza po takiej dawce pracoholicznych bądź medycznych wstawek w ich rozmowie, cóż wiele osób uciekłoby po czymś takim naprawdę szybko, nie raz już była w takiej sytuacji. Ale czyż nie był to jej urok?
Kobieta spokojnie zajęła się swoją lazanią, cóż musiała mu przyznać iż z wyborem restauracji naprawdę trafił. Słysząc pytanie przegryzła to, co miała w ustach i napiła się wina.
- Nie, wychowywałam się głównie z ojcem. - odpowiedziała szybko, może trochę za szybko - Życie wygląda podobnie jak tutaj, większość osób skupia się na pracy i domu, o 22 ulice pustoszeją, czasem w weekendy trwa to trochę dłużej. Mój ojciec jest rdzennym aborygenem, co pewnie zauważyłeś na portrecie. Bardzo lubi spędzać czas na łonie natury przez co często ciągał mnie na campingi, w weekendy uczył mnie surfować a gdy zaczęłam studia nie raz, zabierał mnie na camping i pomagał mi się uczyć do egzaminów. Większość osób woli jednak trzymać się miast, jeśli mieszkasz w domku na obrzeżach jesteś codziennie odwiedzany przez jaszczurki, gekony albo małe ssaki... No zdarzają się też nie miłe odwiedziny przez węże czy pająki, taki klimat niestety. - odpowiedziała lekko nieobecnym tonem, jej myśli powędrowały do czasu spędzonego z ojcem i trzeba przyznać że były to do tej pory, najszczęśliwsze lata jej życia. Na jej ustach pojawił się błogi uśmiech a oczy zaiskrzyły się radością.
Kobieta po chwili wróciła do świata- A Ty? Masz rodzeństwo? Od urodzenia tu mieszkasz ?

Jamie Duncan - 2018-07-27, 00:17

A to ci mała kokietka z niej była. Jeszcze taki trudny wybór kazała mu wybrać.
- Myślę, że jakbym rozsmarował po Twoim to i sam byłbym w nim. - zaśmiał się lekko – Więc można uznać, iż po obydwóch. Masaż z bonusikiem. - puścił do niej oczko
Niestety nie wiedział w stu procentach czy mieszka w rządowym budynku... Jeśli jednak miała własne mieszkano i tam mógłby popodziwiać jej sztukę i nie tylko.. W sumie mógłby nawet jej do aktów po pozować, jeśli by poprosiła lub sowicie potem wynagrodziła....
- Ooo to ładnie ci się poszczęściło, musiałaś dobrze wyróżniać się na roku, skoro od razu do takiej szanowanej organizacji Cię zgarnęli. - odparł lekko zaskoczony – Inteligentna i piękna kobieta, to marzenie każdego faceta. - dodał – Mogę tylko podziwiać taką chęć edukacji.
Na kolejną ich rozmowę dotycząca jego rudych włosów, przekręcił tylko głową. Co to do cholery było udmurskie coś... Słyszał o tym, że w Szwecji i Szkocji było też ich dość dużo... No tak mutacja genu X, genu rudego powinien być niczym zmutowany wieloryb.
- Nic się nie stało. Niestety aż tak daleko w drzewo genealogiczne się nie zagłębiałem. - odparł ponownie ze śmiechem – Masz małe zboczenie zawodowe. - rozbawiło go to.
W sumie powinien poczuć się trochę nieswojo.. Evie rozkładała go na czynniki pierwsze... A co jeśli zobaczy jego penisa i nagle stwierdzi po rozmiarze, ze wygląda jak z tego i tego kraju po takich i takich przodkach, bo będzie to uwarunkowane genetycznie.. Dobra nie powinien o czymś takim myśleć.
Gdyby wiedział, ze naprawdę trafi z restauracją to by częściej grał w totka. Chociaż tak naprawdę większość kobiet była schematyczna, lubiła ładne miejsca, o przytulnym dla oka otoczeniu. W menu było dużo dań i można było wybrać to na co miało się aktualnie ochotę.
Przysłuchiwał się jej opowieści, jedząc swój posiłek. Nie opuszczał jednak wzroku z niej, co jakiś czas tylko zerkając by nabrać na widelec jedzenia. W sumie nie wyobrażałby sobie bycia jedynakiem, chociaż z drugiej strony czy wyobrażał sobie, by w młodym wieku jego najstarszego brata zamknęli w psychiatryku, z którego nawiał i zaginął... Jego przyrodnia siostra zaciągnie się do jebanych wrogów... I reszta rodzeństwa, nie wliczając w to jego destrukcyjnej za młodu bliźniaczej siostry... Evie musiała matkę stracić wcześnie, bo nie mówiła o tym w ogóle. A przynajmniej takie podejrzenia miał Jamie.
- Masz kochanego tatę. - odparł uśmiechając się lekko – Słychać w tonie Twojego głosu, że go mocno kochasz. - dodał, po czym upił łyka wina.
Przez moment panowała cisza, zanim Jamie zaczął mówić. Uśmiechnął się lekko.
- Mam rodzeństwo, ale nie utrzymujemy kontaktu. - odparł wymijająco jakby chciał dać kobiecie do zrozumienia, że to dla niego drażliwy temat, jeśli naprawdę była tak inteligentna jak sądził, to nie powinna drążyć go – Jestem z okolic stolicy, tutaj przyjechałem w sumie nie wiem czemu. - zaśmiał się – Potrzebowałem odskoczni od rodziny i drugi kraniec kraju wydawał się idealnym miejscem na rozpoczęcie nowego startu. - odparł z uśmiechem, po czym skończył swój posiłek
Danie mu smakowało, jednak zastanowił się czy kobieta będzie chciała jeszcze deser czy też nie. Przyglądał się jej chwilę w ciszy, dopóki nie była przy końcu jedzenia.
- Masz ochotę na deser? No o ile nie wolisz tego deseru z czekoladką. - zaśmiał się – Wybacz to mógł być niezbyt taktowny żarcik. - puścił do niej oczko.

Evie Russell - 2018-07-27, 14:21

Kobieta uniosła z zaciekawieniem brew. Musiała przyznać iż mężczyzna był odważny, w końcu składać takie propozycje zaledwie po kilkunastu minutach znajomości, nie jedna która nie zorientowałaby się w tej grze z pewnością dałaby mężczyźnie w twarz.
- Brzmi interesująco, ale wiesz na przyjemności trzeba sobie zasłużyć.- powiedziała z czarującym uśmiechem na ustach, w końcu nie przegra tej gry, nawet jeśli to nie ona ją zaczęła. W końcu istnieje możliwość że już więcej się nie spotkają, czyż nie?
Och, jeszcze chwila i kobieta z pewnością by się zarumieniła. Zamiast tego jednak machnęła ręką, jakby to wcale nie było nic wielkiego, nie lubiła przechwalać się swoim wykształceniem, w końcu to było coś, co każdy mógł zdobyć i wybrać swoje własne pole realizacji.
- Ciężko się nie wyróżniać z najlepszymi wynikami na uczelni..- odpowiedziała tak, jakby ten fakt nic nie znaczył. W końcu, każdy jeśli chce może być w czymś najlepszy, czyż nie?
Kobieta zaśmiała się na kolejne stwierdzenie gdyż w rzeczywistości chyba to wcale tak nie działało, albo najwidoczniej kobieta nigdy nie poznała kogoś, kogo można by nazwać facetami. - Och gdyby tak było z pewnością nie siedziałabym teraz tutaj z tobą, nie mniej dziękuję za komplement.- odpowiedziała mu z uśmiechem. - Zdarza mi się niestety.- dodała na wzmiankę o zboczeniu zawodowym, cóż bardzo wiele osób miało jakieś zboczenia a te zawodowe były chyba jednymi, które najczęściej występowały. Kobieta ciągnęła swoją opowieść co jakiś czas przerywając by wziąć kęs dania, co by nie jeść później zimnego.
Na wspomnienie o swoim ojcu uśmiechnęła się tylko i już miała coś odpowiedzieć, gdy nagle usłyszała dźwięk swojego telefonu. Kobieta nigdy go nie wyciszała, głównie dlatego iż bardzo często dostawała informacje o nagłych wypadkach. Kobieta wyjęła telefon.
- Przepraszam. Praca.- powiedziała spokojnie po czym szybko odczytała wiadomość. I tak jak sądziła była to sprawa która nie mogła czekać, to też kobieta odpisała szybko i uśmiechnęła się do mężczyzny przepraszająco. Nie miała jednak zamiaru wprowadzać go w szczegóły, w końcu nie to było tematem ich rozmowy.
Kobieta wysłuchała jego krótkiej opowieści o rodzinie i pokiwała głową. Dało się w jego głosie wyczuć że nie chce o tym rozmawiać, to też nie miała zamiaru tego drążyć.
- Czasem lepiej jest wyjechać i zacząć wszystko od nowa, a rodziny niestety się nie wybiera..- cóż, ona sama gdyby mogła wybrać chciałaby mieć normalną matkę, bez genu X albo chociaż ze zdolnością która by nie była prawie zabójcza dla niej i jej ojca. Niestety życie nie było na tyle proste.
Na pytanie o deser kobieta uśmiechnęła się.
- Niestety muszę odmówić, mam jutro wcześniejszą zmianę i muszę być w pracy o 4 rano. - odpowiedziała spokojnie. Cóż, desery musieli przełożyć na inne spotkanie, o ile w ogóle do niego by doszło.

Jamie Duncan - 2018-07-30, 13:59

Jamie lubił flirtować, to było jedną z jego cech co była zarówno plusem jak i minusem. Nie raz i nie dwa dostał czasem po twarzy, ale zazwyczaj zważał na słowa, nie powiedział jej przecież, że chętnie wyliże jej cipkę, tylko robił to w sposób bardziej kulturalny. Nie był zwierzęciem, a przynajmniej nie aktualnie. Jego zwierzęcość włączała się tylko kiedy mordował, wtedy z pewnością nie mógł być nazywany zwykłym człowiekiem.
- Oh zatem czyżbym mógł zasłużyć sobie o moja Pani. - odparł również czarującym uśmieszkiem – Czyżbym miał przygotować gorącą kąpiel z pianką, płatkami róż i kieliszkiem dobrego wina? - również podobała mu się ta gra z kobietą, a on sam jak widać nie chciał się poddać.
Zaśmiał się lekko na jej wzruszenie ramionami odnośnie wyróżniania się. No cóż ona wykorzystała swoją szansę, Jamie wolał jak widać oddać się innym przyjemnością niż robić karierę sportowca, gdzie dobrze mu szło... Ćwiczył dalej, ale dla siebie i by być w kondycji by móc zabijać takich jak Evie, oj takich ludzi w szczególności. Czyż Evie nie byłaby idealną wisienką na torcie do zabicia kiedyś?
- No ale ciesze się, ze jednak ze mną tutaj jesteś. - odparł na jej komentarz i uśmiechnął się szarmancko
Każdy człowiek miał swoje zboczenia. Jedni na punkcie pracy inni seksualne, a jeszcze inni jakieś dziwne nawyki. Jamie widząc jak sięga do swojego telefonu, ugryzł się w język. Oj tak pierwsza myślą było ukradniecie go jej i spisanie kontaktów, potem porzucenie na dachu.. Z drugiej strony pomyślał, ze to jednak idiotyczny plan.
- Nic się nie stało. - odparł i nie drążył tematu, bo szczerze nie było to jego interesem, chociaż z drugiej strony niezwykle go to ciekawiło.
Cieszył się, że nie podjęła już tematu jego rodziny, Jamie nie chciał o tym rozmawiać. Już wystarczyło mu, że kobieta przez wspólnych znajomych znała jego prawdziwe imię i okolice zamieszkania. Powiedzenie o rodzinie i innych rzeczach już niezbyt było potrzebne zwłaszcza, ze kobieta była przecież psem i to jednym z gorszych. Naukowcem co piorą pewnie mózgi bezbronnym mutantom robiąc z nich swoje zabaweczki.
- Niestety nie wybiera się, rodzimy się w losowym miejscu. Nie da się wybrać sobie rodziny czy też życia, które w niej mamy, ale to wszystko kształtuje nas jako nas. Tym kim teraz tutaj jesteśmy. - odparł spokojnie
Nie poczuł się jakby dostał w twarz z tym deserem, najwidoczniej sprawa, która była na telefonie była dość pilna. Uśmiechnął się tylko.
- Zatem dziękuje za przyjemnie spędzony wieczór. Mam nadzieję, ze deser będzie nam dane jeszcze zjeść w innym terminie. - wstał z krzesła i odsunął jej krzesło – Było niezmiernie miło Cię poznać Evie. - odparł, a potem musnął ustami jej dłoń.
Po tym jak kobieta poszła, poprosił kelnera o rachunek i zapłacił go zostawiając napiwek. Bił się z myślami czy nie śledzić jej i na pewno nie zwędzić jej telefonu, ale dał sobie z tym spokój. Spokojnie zaczął się zbierać do wyjścia i do swojego mieszkania.

z/t

Evie Russell - 2018-07-31, 00:28

Kobieta uśmiechnęła się do mężczyzny, no chyba jednak się jej z tym nie podda.
- Już bliżej, przydałaby mi się taka chwila relaksu..- powiedziała z uśmiechem. Jeśli jest się pracoholikiem naprawdę ciężko jest znaleźć czas by trochę odpocząć, ale o tym mężczyzna przecież nie mógł wiedzieć, w końcu był zwykłym kelnerem, czyż nie?
Z pewnością gdyby Jamie poznał ją lepiej, przekonałyby się iż jest masa ludzi, którzy o wiele bardziej zasługiwali na śmierć z rąk promutantów niż ona. W zasadzie prawie wszyscy pracownicy laboratorium zasługiwali na śmierć o wiele bardziej niż Australijka. W końcu nie bez powodu badania przez nią były niemal nagrodą, Nigdy nie znęcała się nad pacjentami, dbając by ci których przyszło jej leczyć mieli jak najwięcej spokoju. Niestety, niektórzy oceniali książki po okładce i najwidoczniej Jamie należał do tej części osób.
- Ja również się cieszę- odpowiedziała tylko, cóż, miło było wyjść i oderwać się trochę od tego wszystkiego, w końcu jej praca nie należała do łatwych,
- Ja raczej powiedziałabym że mają na nas wpływ ale nie są czynnikiem który kształci nas w stuprocentach- odpowiedziała mu ze słodkim uśmiechem.
- Mnie również miło było cię poznać, mam nadzieję że następnym razem nie będę musiała tak szybko uciekać.- kobieta pożegnała się z mężczyzną i opuściła restaurację.

[z/t]

Charlotte Shelby - 2018-08-05, 20:35

23 kwietnia

Choć w Stanach Zjednoczonych jedzenie lunchu nie było aż takie popularne, jak w jej rodzinnym kraju, Shelby pozostawała tradycjonalistką. Minęły lata odkąd po raz ostatni była w swojej ukochanej Irlandii, obserwowała zielone pastwiska, czy czuła ten swojski klimat. Była w kompletnie obcym kraju, wśród obcych ludzi, ale gdzieś mimo wszystko pozostawała myśl, że któregoś dnia tam powróci. Na razie jednak wciąż miała pracę do zrobienia. Ale kiedy to wszystko się skończy, kiedy tylko osiągnie swój cel… Charlotte dumny krokiem wkroczyła do restauracji, zajmując miejsce przy pierwszym – lepszym, wolnym stoliku. Przychodziła tu dość często i śmiało można było rzec, że była stałym bywalcem tego miejsca. Lubiła je. Nie tylko ze względu na renomę, ale przede wszystkim na kartę dań. Oprócz tych typowych amerykańskich potraw można tu było dostać także coś europejskiego, a to przecież za tym Shelby najbardziej tęskniła, prawda?
Znała menu na pamięć. I właściwie kiedy tylko zasiadła na krześle, od razu była gotowa przyjąć zamówienie. Charlotte położyła okulary przeciwsłoneczne na stoliku, a potem wyprostowała się, wędrując spojrzeniem po kelnerkach i czekając aż, któraś zechce się nią zająć.

Beth Delgado - 2018-08-05, 21:07

23 Kwietnia

Minęły dwa dni od śmierci mojej matki. Przygotowania do pogrzebu przebiegły bardzo szybko, jej dobra przyjaciółka pomogła mi załatwić wszystkie formalności i tak, już wczoraj moja matka została pochowana. Nie czułam, i nadal nie czuję się po tym dobrze, straciłam jedyną osobę która znała moją przeszłość, jedyną która była w stanie pomóc mi przywrócić stracone lata... Teraz zostałam z tym totalnie sama i szczerze mówiąc naprawdę mnie to przytłaczało. Nie wiedziałam, czy będę w stanie sobie z tym wszystkim poradzić musiałam jednak wierzyć że dam sobie radę, w końcu nic innego po za wiarą mi nie zostało.
Menadżer restauracji chciał mi dać tydzień urlopu, bym mogła spokojnie dojść do siebie po śmierci matki, nie chciałam jednak zostawać w domu. Tak wiele rzeczy mi ją przypominało, tak wiele wspomnień które udało mi się odzyskać... Postanowiłam wrócić do pracy, w końcu rzeczy mojej mamy mogę przejrzeć w jakiś wolny dzień, potrzebowałam rutyny, wrzucenia się w wir zajęć a co może być od tego lepsze niż praca? No właśnie ja też nie wiedziałam.
Weszłam do restauracji z uśmiechem, udając że żadna tragedia mnie nie dotknęła, w końcu goście liczą tylko i wyłącznie na dobre jedzenie i sprawną obsługę, no i uśmiechnięte kelnerki zwykle dostają większe napiwki. Zostawiłam swoje rzeczy na zapleczu po czym od razu wzięłam się do pracy. Podeszłam do stolika przy którym siedziała blond kobieta z szerokim uśmiechem.
- Witamy w SkyCity restaurant, jest pani gotowa do złożenia zamówienia?- Spytałam ciepło i przyjaźnie, wyjmując z kieszeni fartuszka notes i długopis. Nad moją lewą piersią dało się dostrzec kawałek blizny po tamtym przeklętym postrzale, niestety nie pozwolono mi na zmianę uniformu.

Charlotte Shelby - 2018-08-07, 09:26

Nie musiała czekać długo. Kiedy tylko jakaś blondwłosa kelnerka zaczęła kroczyć w jej kierunku, usta Charlotte wykrzywiły się w zadowolonym uśmiechu. Lubiła sprawną obsługę. Bo dzięki temu oszczędzała na czasie. A jak wszyscy wiedzieli… czas to pieniądz. A tak się składało, że ona była niezwykle zajętym człowiekiem.
Wracając jednak do kelnerki… Początkowo Shelby nie zobaczyła w niej nic podejrzanego. Okej, towarzyszyło jej dziwne przeczucie, zupełnie jakby wcześniej spotkała tę kobietę, ale… tak się składało, że Charlotte nie miała pamięci do twarzy. Coś jej nie pasowało, to fakt, ale jeszcze nie do końca potrafiła określić, co takiego jej nie pasowało. Z przymrużonymi oczami wysłuchiwała tej niemalże wyuczonej na pamięć formułki, a potem skinęła głową.
– Herbatę z mlekiem do picia… – zaczęła, sama nawet nie wiedząc, kiedy jej wzrok nieco się zsunął z twarzy kobiety na jej dekolt i… Charlotte natychmiastowo pobladła. Jeśli wtedy nie łączyła faktów, to po zobaczeniu tej blizny wszystkie znaki ją dopadły. To była żona Marcosa. Ale… ona nie żyła. Ona zdecydowanie była martwa.
– Nie, to niemożliwe... Ty nie żyjesz – zacisnęła usta w cienką linijkę, wznosząc wysoko prawą brew i domagając się wyjaśnień. Nie podobał jej się ten żart. Jeśli to był jakiś mutant, który postanowił zabawić się jej kosztem, to miał wyjątkowego pecha bo Shelby nie miała poczucia humoru. I zdecydowanie miała zamiar wyciągnąć konsekwencje.

Beth Delgado - 2018-08-07, 11:09

Uśmiechnęłam się do kobiety i gdy tylko powiedziała, czego chce się napić od razu to zanotowałam.
- Coś do jedzenia? Mamy dziś świetną zupę brokułową...- zaczęłam recytować, znaną już na pamięć formułkę, w końcu wymagano ode mnie tego, bym była w stanie podpowiedzieć nie zdecydowanym klientom. Sposób jednak w jaki kobieta na mnie patrzyła sprawiał, że miałam dziwne wrażenie że nie jest ona zwykłym klientem. Moje przypuszczenia potwierdziły się gdy wypowiedziała kolejne zdanie. Ja? powinnam być martwa? Ale czemu? Czy ta kobieta znała mnie przed wypadkiem?
- Przepraszam, ale nie wiem o czym Pani mówi. Czy Pani skądś mnie zna? i czemu uważa Pani że nie żyję?- zapytałam niepewnie przestępując z nogi na nogę. Czyżby... Czyżby ta kobieta mogła być kluczem do odzyskania mojej pamięci? Przyjrzałam się jej uważnie, próbując odnaleźć w pamięci jej twarz i to, skąd mogłam ją znać. Nic jednak nie przychodziło, tylko jedna, wielka pustka. Z pewnością nie znałam jej przed moją osiemnastką, z tamtego okresu niemal wszystkie moje wspomnienia wróciły a wśród nich nie było twarzy podobnej do tej, która właśnie się we mnie wpatrywała. A może... A może to ktoś z nią powiązany próbował mnie zabić, dlatego twierdzi że powinnam nie żyć? Co jeśli to była prawda? Co jeśli moje życie znów było zagrożone? Nie, nie mogę panikować, muszę utrzymać dobrą minę do złej gry.

Charlotte Shelby - 2018-08-07, 15:41

Zupa brokułowa, czy dyniowa, czy jakakolwiek inna… Czy to miało teraz jakiekolwiek znaczenie? Shelby oniemiała. Wpatrywała się w twarz Beth Delgado, słuchała głosu Beth Delgado i dałaby przysiąść, że to była Beth Delgado. Ale przecież to było fizycznie niemożliwe.
– Ty nie żyjesz – powtórzyła uparcie, wpatrując się w twarz kobiety. Nie rozumiała w co grał ten cholerny mutant, który nosił twarz Beth, ale Charlotte nie miała być sentymentalna. Może i walczyła o rasę mutantów, ale w tym wypadku nie miała zamiaru się hamować. Shelby zacisnęła usta w cienką linijkę, a po chwili kolejne słowa wydobyły się z jej ust.
– Uważasz, że to zabawne? – warknęła, świdrując ją spojrzeniem. – Nie wiem dla kogo pracujesz, ale ja jestem pierdoloną Shelby.
To tak działało, nie? Mówiła swoje nazwisko, a ludzie podkulali ogon. I tak, w tym momencie to był ostatni akt miłosierdzia dla tego oszusta. Jeśli teraz się nie opamięta, to Charlotte nie miała zamiaru być dłużej miła. Nie widziała tu innej opcji. Groźba i zastraszanie zawsze działały.
– Zdradź mi swoje prawdziwe imię, a nie spotka cię nic złego – dodała trochę mniej jadowitym tonem głosu, jednocześnie stukając paznokciami o blat stołu. Charlie była zdenerwowana i zdecydowanie czuła się zlekceważona. Jak śmieli sobie z niej tak żartować?

Beth Delgado - 2018-08-07, 16:08

Ty nie żyjesz.
Jak mogłam nie żyć, skoro stałam tutaj, przed tą kobietą ba nawet z nią rozmawiałam? Może ona była chora? Przecież nie możliwym by było żebym nie żyła, fakt ktoś podobno chciał mnie kiedyś zabić ale przecież mu się nie udało, przecież nikt nawet nie wystawił mojego aktu zgonu inaczej nie byłabym w stanie korzystać ze swoich dokumentów.... A może źle myślę? Obserwowałam uważnie jak wyraz twarzy kobiety się zmienia, jak zaciska usta w wąską linię, jak patrzy na mnie gniewnie i szczerze mówiąc, miałam ochotę zawołać po ochronę, nie wiedziałam do czego była zdolna, nie wiedziałam czy to przypadkiem nie ona próbowała mnie zabić... Z drugiej strony mogła wiedzieć coś, o czym ja nie miałam pojęcia.
- Przepraszam, ale chyba nie znam nikogo o nazwisku Shelby... Musiała mnie pani z kimś pomyli- odpowiedziałam jej zaniepokojonym głosem. Ona... Ona nie wydawała się być jedną z tych miłych kobietek, wręcz przeciwnie wydawało się że byłą gotowa zniszczyć pół sali byleby wycisnąć ode mnie to, co chciała usłyszeć. A może jednak mnie z kimś pomyliła? Może faktycznie po prostu przypominałam jej kogoś, kto zmarł? Może to był po prostu dziwny zbieg okoliczności?
Mimowolnie zrobiłam krok w tył, te groźby, to spojrzenie... Rozejrzałam się po sali szukając wzrokiem jednego z menadżerów, nikogo jednak obecnie nie było na sali. Szlag. Zanim przybiegnie tu ochrona minie dobre kilka minut, czyżbym była zdania na szczęście losu? Kobieta wyglądała na zdenerwowaną i wcale mnie to nie uspokajało.
- Nazywam się Beth Delgado, jest pani pewna że z nikim mnie nie pomyliła? - odpowiedziałam cicho i nie pewnie. Nie wiedziałam o co jej chodzi, czułam jednak że może być niebezpieczna, czułam że w jakiś sposób może mi zagrażać. Dziwne, czy to takie uczucie się ma, gdy spotka się na swojej drodze kogoś, kto chce bądź chciał cię zabić? A co jeśli mój mózg próbuje mnie przed nią uchronić?

Charlotte Shelby - 2018-08-08, 18:40

– Nie chcę więcej słuchać tych bredni – warknęła. Pomylić z kimś? Och pewnie. Głupia Charlie, przecież to był tylko zbieg okoliczności, prawda? Nie. Nie było czegoś takiego jak zbieg okoliczności. Więc cokolwiek ta osoba chciała jej wmówić, Shelby tego nie kupowała. A tym bardziej nie kupowała tego, że jakiś mutant nie znał jej nazwiska.
– Ani kroku – rzuciła, obserwując jak martwa Beth Delgado próbuje się wycofać. Charlotte nie miała na to cierpliwości. Gestem głowy wskazała na krzesło obok siebie, tym samym nakazując kobiecie, by usiadła. Nie miała zamiaru się z nią ścigać i jeśli blondynka miała choć trochę oleju w głowie, to miała się zastosować do tych warunków.
– Zapytam po raz ostatni raz: jak się nazywasz? – Beth Delgado? Naprawdę przedni żart. Boki zrywać, szkoda tylko, że nikt się tutaj nie śmiał. Shelby uśmiechnęła się w bardzo niepokojący sposób. Beth jeśli posiadała intuicję, musiała wyczuć jak wielkie czekały ją kłopot.
– Beth Delgado jest martwa od dwóch lat, więc nie nabiorę się na tą sztuczkę. – powiedziała przesadnie spokojnym tonem głosu, wpatrując się w kobietę. Po chwili natomiast wetchnęła, całkowicie zmieniając ton głosu i swoje nastawienie.
– Dobrze, powiedzmy, że w jakiś sposób ci wierzę. Kto zatem jest pochowany w twoim grobie?

Beth Delgado - 2018-08-08, 23:57

Przestąpiłam nerwowo z nogi na nogę nie wiedząc co powinnam teraz zrobić, jedyne czego teraz chciałam to przynieść jej tę cholerną herbatę i wrócić do swojej pracy. Nie wiedziałam czemu ta kobieta upierała się ze nie żyję, że nie wierzyła w to co jej mówiłam.
- To nie są brednie. - powiedziałam jej z rezygnacją w głosie. Naprawdę wolałabym wrócić do pracy niż rozmawiać teraz z tą kobietą, widziałam jednak po jej spojrzeniu że nie odpuści, że nie da mi spokoju dopóki nie odpowiem na te jej wszystkie dziwne pytania, czemu w ogóle sądziła że nie żyję?
- Przepraszam ale jestem w pracy... - powiedziałam próbując jednak wymigać się z tej całej sytuacji, wiedziałam jednak że to nic nie da. Że ona nie odpuści to też usiadłam na krześle koło niej, co jakiś czas szukając wzrokiem menadżera lokalu.
Westchnęłam ciężko, naprawdę nie miałam ochoty obcej kobiecie tłumaczyć kolejny raz że to faktycznie moje imię i że z kimś musiała mnie pomylić. Czy tak trudno było jej pojąć że skoro tutaj przed nią stoję to naprawdę jestem cała i prawie zdrowa, że naprawdę żyję...
- W takim razie powiem Pani ostatni raz że nazywam się Beth Delgado i musiała mnie Pani z kimś pomylić..- odpowiedziałam zmęczonym tonem, dlaczego nie mogła po wprost powiedzieć o co jej chodzi? Dlaczego wolała upierać się przy swoim zamiast przyjąć do wiadomości to co jej mówię?
Gdy jednak powiedziała że podobno zmarłam dwa lata temu... Czyżby ona znała mnie przed moim wypadkiem? Czy mogła mi powiedzieć co naprawdę się wydarzyło albo chociaż jakoś mnie na to prowadzić?
- Ale ja nie jestem martwa i naprawdę nie wiem dlaczego Pani tak uważa. Co prawda miałam jakiś wypadek dwa lata temu, nie wiem jednak w jakich okolicznościach. Jak jednak Pani widzi jestem cała i zdrowa. - odpowiedziałam jej spokojnie, uważnie się jej przyglądając, wiedziałam jednak że może sprawiać dla mnie zagrożenie, nie sądziłam że uwierzy w moje słowa po tym, jak uparcie trzymała się swojego słowa, jak zaprzeczała wszystkiemu co jej mówiłam.
- Ale o jakim grobie Pani mówi? Ja nigdy nie umarłam...- spytałam z oburzeniem, w końcu jakim prawem będąc żywą miałam mieć grób? Owszem, postrzał był poważny ale przecież udało mi się przeżyć, udało mi się z tego wyjść i wcale nie czułam się martwa... Widząc jej zaciętą minę przetarłam dłonią oczy.
- Ja cierpię na amnezję wsteczną, po wypadku jednak nikt nigdy mnie nie pochował. Jeśli Pani chce może sprawdzić w urzędzie że mój akt zgonu tam nie widnieje... Jest Pani pewna, że to nie jest pomyłka? - zapytałam wpatrując się zmęczonym wzrokiem, może ona również była chora? Może wyobrażała sobie sobie że jestem kimś innym? Kimś kogo straciła? Jestem niemal pewna, że kobieta mogła zauważyć współczucie w moim spojrzeniu...

Charlotte Shelby - 2018-08-10, 20:04

Charlotte w tym momencie nie obchodziło to, że kobieta była w pracy. Mogła sobie być zajebiście zajęta, to nie miało dla blondynki najmniejszego znaczenia. Nie, kiedy tak usilnie próbowano ją wprowadzić w błąd. Bo szczerze? Shelby nie wierzyła w tego typu zbiegi okoliczności. Knajpka, do której regularnie przychodziła miała w swojej załodze martwą żonę Marcosa Delgado? To wszystko nie trzymało się kupy. Toteż twarz Charlie wciąż pozostawała tak bardzo niewzruszona. Dziewczyna ciągle mierzyła „Beth” sceptycznym spojrzeniem, jakby jedynie czekała na jakieś potknięcie z jej strony.
– Och, zaraz ci powiem w jakich okolicznościach – wysyczała, tracąc cierpliwość. A przecież na ogół to się nie zdarzało. Ona nie traciła cierpliwości. Nigdy.
– Prawdziwa Beth Delgado została postrzelona i zginęła. To jedyna prawdziwa wersja – więc jakąkolwiek podróbką była ta nowa Beth Delgado mogła sobie darować. Ale oczywiście… nie robiła tego. Wciąż tak głupio i nierozsądnie upierała się przy swoim. Amnezja wsteczna. Bardzo wygodnie, prawda? Idealna wymówka. Charlotte prychnęła, przez długą chwilę nic nie mówiąc. Okej, może czas najwyższy było zmienić taktykę i czekać aż ten przebrzydły mutant wreszcie się złamie.
– Jestem wspólniczką Marcosa Delgado, twojego jak mniemam – uśmiechnęła się dość złośliwie, by zaraz potem dorzucić: – męża.
A potem założyła dłonie na wysokości klatki piersiowej i czekała na rozwój wydarzeń. Jak to było? Let the hunger games begin.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group