E. Weasley - Kac nie tylko ten alkoholowy... Averill B.
Averill Bronson - 2020-04-12, 22:16 Kochała gotować. Okeeej. Luz. Wcale nie była daleka droga od bardzo dużego lubienia do kochania, czyż nie? Albo po prostu się nie znałem, bo byłem facetem. To laski widziały szkopuły w szczegółach, co mogłem widzieć ja? Prosty chłop? A, nieistotne w sumie. Miała i tak do mnie rezerwę przez to, że ją śledziłem, a potem porwałem sprzed marketu.
Poprawiłem się na swoim miejscu i uśmiechnąłem, kiedy zaczęła śpiewać i tańczyć. Nie przerywałem jej. Obserwowałem uważnie, podziwiałem. Wydawała się być taka naturalna, wyzwolona. Aż dziw, że kiedy zadawałem jej jakieś niegrzeczne pytania… czy też inne pytania, płonęła rumieńcem, wypierała się albo mówiła sylabami. Hehe. A teraz wirowała, a mnie pokusiło, by do tego dzikiego kuchennego tańca dołączyć.
Nie wiedzieć kiedy, oplotłem ją swoimi ramionami w pasie i zacząłem kołysać się wraz z nią. Pachniała tymi swoimi kosmetykami spod prysznica. Jakieś słodkie zapaszki? Kusiła. I ona nie miała takiej mocy! Wcale mnie nie kusiła! Do niczego nie zmuszała… To akurat prawda. Znowu wtulałem usta w jej szyję. Czułem dreszcze przechodzące przez moje ciało. Przemykało do jednego miejsca. Miałem ochotę złapać ją za dłoń, oddać się temu wszystkiemu… Naleśniki niech zostaną na patelni, niech się palą!
Ale nie! Nie mogły się palić! Nie mogły przecież spalić przy okazji jej mieszkania. Nie bałamuciłem więcej jej rąk, a głowę… głowę niech sama pilnuje. Przecież ja jej do niczego nie zmuszałem. Jedynie przytulałem się niewinnie i kołysałem.Elaine Weasley - 2020-04-13, 12:21 Przylgnął do niej niespodziewanie, więc drgnęła nieznacznie zerkając na niego ukradkiem. Co on wyprawiał? Dlaczego to robił? Dlaczego się tak zachowywał? Dlaczego nęcił jej w głowie? To było przyjemne, takie przyjemne, gdy ją obejmował i z nią tańczył. Zawsze sama pląsała w kuchni, a teraz była z kimś. Pokręciła głową i wyślizgnęła się z jego objęć niczym sprytny lisek ze sideł myśliwego. Uśmiechnęła się tylko do niego i pacnęła go w nos zaczepnie.
— Nie przeszkadzaj, bo jeszcze coś się stanie – nie zamierzała smażyć tych naleśników dla całej armii. Zamierzała zrobić jedynie sześć placków, aby Ave zjadł cztery, a ona dwa. Gdy ostatni naleśnik wylądował na talerzu odstawiła patelnię na bok by wystygła. Wszystko już i tak miała wysprzątane. — Z czym zjesz? Mam nutelle, dżem i bitą śmietanę – wymieniła odwracając się w jego stronę. Chciała się zachowywać tak jak zawsze mimo, że jego intencje nie były dla niej normalne i przede wszystkim znane. Nie mogła się przy nim skupić, a cień, który tlił się wokół niego raz po raz próbując go pochłonąć nadal wzbudzał w niej niepokój. Czasami znikał kompletnie, ale za chwilę znowu się pojawiał. Był dziwny, a Elaine nie potrafiła o to zapytać.Averill Bronson - 2020-04-13, 14:37 Sam właściwie miałem problemy z ustaleniem swoich intencji, a co dopiero mogła przewidywać biedna Elka? Zakręciłem się obok niej i tak sobie trwałem, bo miałem w zwyczaju brać od życia, kiedy mi dawało, a skoro Elaine Weasley okazała się być pod tą piżamką w kaczuszki – czy co to tam za ciapki sobie były – seksowną laską, która na domiar dobrego, miała do mnie niemałą słabość, to co? To korzystałem! Przy czym nie miejcie mnie za dupka-egoistę, bo ona również miała z tego profity, nie? Ach, ten jej głód… Od niego też mi się kręciło w tej mrocznej głowie.
- Dobra, dobra – rzuciłem, siadając grzecznie przy stole. Wsunąłem się nawet tak bardziej i wyprostowałem, by nie kusiło. I tak kusiło, ale pal licho. Jeszcze mnie stąd wypędzi, a przecież mieliśmy plany! Choć raczej by tego nie zrobiła, bacząc na to, że nie bała mi się dać po nosie. Spoufalała się ze mną. Może już mi wybaczyła to poprzednie napastowanie?
- Bitą śmietanę – odparłem, oczywiście nie normalnym tonem. Musiałem wpleść w to nutkę podtekstu, słodkiego pokuszenia, zapowiedzi… Mała tego chciała. Ja również. Nie mogłem się powstrzymać. Siedziałem sobie, myślałem, bardzo dużo myślałem i patrzyłem jak Mała krząta się po kuchni. Już nie wirowała w tańcu, skupiona na smażeniu. Mój błąd.
- Czemu nie chcesz się przyznać? – zapytałem w pewnym momencie, bo sam siebie nie poznawałem. – Mącisz mi w głowie. Nigdy jeszcze nie czułem się taki… naćpany? Kurde, nie mogę przestać o tobie myśleć. Musiałaś mnie jakoś odurzyć, bo to nienormalne – stwierdziłem niby oskarżycielsko, ale też rozmarzenie. Prawda była taka, że niby szukałem powodu, ale tak naprawdę sączyłem sobie gorzką kawę i przygryzałem do niej słodkie wizje z Waesley.
- Jak miałaś okazję się przekonać, też jestem mutantem i gangsterem, i dupkiem, i uroczym dupkiem – mówiłem, by tak między nami za cicho nie było. Właściwie, pragnąłem czegoś o niej posłuchać, ale nie chciała mówić. Chyba że błąd tkwił po mojej stronie i źle pytałem? Możliwe. Nie umiałem rozmawiać z ludźmi. Zazwyczaj po prostu siedziałem i obserwowałem. Rozmowy pozostawiałem na te urywki pomiędzy szotami i dzikimi tańcami w klubie.Elaine Weasley - 2020-04-13, 15:14 Intencje w takich sytuacjach były bardzo istotne. Averill mącił jej w głowie, powodował, że nie była pewna, co ma robić. Był zły, powinna go zgłosić na policje, ale zamiast tego faszerowała go naleśnikami z bitą śmietaną. Bała się tego uczucia, bała się tych myśli, tego jak do niego lgnęła, jak chciała przy nim zapominać o rozsądku i wplatać się w jego pajęczą sieć. Zapominać o tym, że takie rzeczy nie są normalne, nie są dobre, zapominać. Po prostu zapomnieć. Wpaść w jego demoniczne ramiona i pozwolić się porwać w czeluści piekieł.
Pokręciła głową z uśmiechem na jego reakcję. Tak było lepiej. Powinien być dalej od niej i nie kusić swoimi grzesznymi ustami i gestami. Nie powinien jej dotykać i trzymać dystans, ponieważ to wszystko było złe. Powinna się od niego bronić, powinna go wyrzucić za drzwi, powinna powiedzieć komuś, że ma prześladowcę. Zamiast tego trzymała go w sekrecie. Ukrywała i pozwalała mu być w jej domu. Pozwalała mu na zbyt wiele, a on zuchwale brał jeszcze więcej.
Na jej policzkach wykwitły rumieńce, gdy użył nieodpowiedniego tonu jeśli chodzi o jedzenie. Na szczęście stała do niego tyłem, gdy to mówił, ponieważ sięgała do szafki po nutelle, a następnie z lodówki dżem i bitą śmietanę. Usiadła do stołu dając mu naleśniki na talerzu. Mógł sobie je zwinąć jak lubił. Upiła łyk herbaty i zaczęła nakładać nutelle na placka, a na drugi dżem, zwinęła je w kopertkę a na talerz wycisnęła trochę bitej śmietany.
— Ta daaaaa. Bomba kaloryczna. Niam – wyszczerzyła się radośnie czując w sercu małą tęsknotę. Takie śniadania czasami jadła z rodzicami. Tata czasami brudził śmietaną mamę, a potem wychodziły głupie walki na jedzenia.
Gdy oskarżył ją ponownie o jego mamienie spojrzała na niego zaskoczona. Nie robiła nic, co mogłoby go w ten sposób kusić. Znała go tylko kilka dni. On ją nie wiadomo ile.
— To ja ciebie powinnam o to oskarżyć – zauważyła. — Śledzisz mnie, straszysz, a potem upijasz i… – odwróciła wzrok wciskając do buzi naleśnik z dżemem. — I nie mam mocy dzięki, której mogłabym tobą manipulować. Ja tylko widzę… – znowu zalała ją fala zawstydzenia. Już dłuższą chwilę widziała jasną barwę czerwonego, która skutecznie była ukrywana przez tę ciemność wokół niego. Ten kolor widziała tylko raz skierowany wobec niej. Tylko jeden mężczyzna miał tak przy niej, a teraz był drugi. — Widzę emocje innych i czuje pragnienia ludzi, gdy ktoś mnie dotknie – mruknęła cicho. — U ciebie jest coś… dziwnego… przy pierwszym spotkaniu… nie bałam się ciebie, a bardziej Jego. On unosi się wokół ciebie i zasłania. Zasłania twoje emocje, ukrywa cię i chce… zniszczyć… wtedy chciał zniszczyć mnie. Masz taką ciemność. Nie jest to kolor. Nie ma konsystencji koloru – może ją uznać za chorą psychicznie, ale ta ciemność naprawdę ją napawa obawą.Averill Bronson - 2020-04-13, 15:52 - I uprawiam z tobą seks – dokończyłem za nią, kiedy już przełknęła tego naleśnika, co go sobie władowała do ust, by nie musieć tego powiedzieć na głos. Ja, dobry jej chłopak – fajny tytuł, nie? – zrobiłem to z opóźnieniem, by mi się biedna nie zakrztusiła.
Ale już zamknąłem grzecznie swoją mordkę, bo w końcu miałem usłyszeć, na czym tak właściwie polega jej moc. Trochę, nie powiem, mnie to ciekawiło, bo w tym wszystkim serio już zaczynałem schizować, czy przypadkiem nie miała nade mną jakiejś magicznej mocy. Nie zdziwiłbym się. Ludzie mieli różne moce. Znaczy mutanci. Ja również. Nie spotkałem na razie nikogo, kto miałby taką samą jak ja.
I rozbawiło mnie trochę to, co usłyszałem, bo kiedy tak dotykałem Małą, to ona… Ou. Czuła to, co ja czułem…? I jak my… Ojej. To musiało być niesamowite uczucie… i teraz to chyba ja się zarumieniłem, bo z pewnością widziała, że non stop chodziłem naładowany niczym jakiś zbok. Nie potrafiłem się coś dziś opanować, uspokoić, przestać myśleć tylko o jednym. Niewiele mi na każdym brakowało do tego, by ponownie się na nią nie rzucić.
Ale… Moment. Co ona mówiła?
Z początku zacząłem się zastanawiać, czy jestem jakiś nienormalny. Słowa u ciebie jest coś dziwnego nie napawały optymizmem, póki nie zrozumiałem, o co mogło jej chodzić. Właściwie, zaskoczony byłem. Nie sądziłem, że moja moc będzie odnosiła się do moich uczuć. Może potrafiłem zakryć również myśli przed mutantami w nich czytającymi? Ożywiłem się zdecydowanie. Właściwie, fajnie, że Elaine nadała temu status istnienia. Ciemność towarzyszyła mi od dawna, ratowała, dawała schronienie. Zasługiwała na podobny szacunek.
- Z pewnością nie chce mnie zniszczyć. Ani ciebie – odparłem wyluzowany, pomimo jej niepokoi związanego z moją Ciemnością. – To dosłownie ciemność… czy też Ciemność. Moja moc. Nie robi krzywdy. Jedynie ukrywa… Albo, fakt, doprowadza do obłędu – stwierdziłem zakłopotany. Dla kogoś, kto nie znał tego i nie był na to przygotowany, to faktycznie mogło być szokujące.
- Pokażę ci… Tylko spokojnie – odparłem do niej. Uniosłem nawet uspokajająco ręce w górę, by naprawdę mi się Mała nie zestresowała. Spojrzałem na okna. Wpuszczały co nieco światła, ale były na tyle przesłonięte, że nie czyniło mi to problemu w powolnym przywołaniu coraz bardziej gęstniejącego cienia, a później i samej ciemności. Wyciągnąłem lewą rękę w bok i pozwoliłem ją okryć ciemności. Zniknęła w jej nieprzejrzystości niczym pod kołderką.
Spojrzałem na Elaine by skontrolować, co o tym myśli, czy wciąż się jej boi. Była ciemna i nieprzejrzysta, ale nie zdawała się być przerażająca. Przynajmniej dla mnie nie, ale nie byłem normalnym gościem. Sypiałem w dzieciństwie pod łóżkiem, nie zaś na nim.Elaine Weasley - 2020-04-13, 19:07 Nadęła policzki niczym czerwona ryba rozdymka, gdy wspomniał o seksie. Zerknęła gdzieś w bok jakby chciała uniknąć jego spojrzenia. Co za zuchwały kretyn!! Nic na to nie odpowiedziała, mimo że drażnił wydźwięk tych słów. Powiedział to w taki sposób jakby robili to cały czas, jakby uprawiał z nią seks bez końca. Jakby… mówił, że jeszcze będzie tego więcej. Tak, jej stosunki płciowe były zdecydowanie bardziej intensywne niż u innych. Każdy dotyk osoby, która ją pragnie wyzwala w niej jeszcze większe pokłady tego uczucia. Pochłania ją, dlatego tak łatwo się mu wczoraj poddała, dlatego tak łatwo się z nim upiła, dlatego z taką bezwstydną zuchwałością pozwoliła zaciągnąć się do męskiej łazienki.
— Może nie zniszczyć, ale ukryć. Nie pozwala mi spojrzeć na ciebie jak na innych. Chowa cię i wtedy to było skuteczne. Nie miałeś żadnej barwy. Teraz się trochę odsłoniłeś, ale On nadal próbuje cię schować i… drwi ze mnie – jej wzrok skupił się na tym cieniu, który go otaczał i wyglądało tak jakby patrzyła na Ave, ale przez niego.
— Nie – szepnęła, gdy zauważyła, co mężczyzna chce zrobić, ale było za późno. Automatycznie zacisnęła dłonie na blacie stołu spinając się. Ciemność, czysta, nieprzejrzysta ciemność. Zabrała jej światełko, zabrała jej wszystko, co było dobre wokół niej. — A-Ave… p-proszę… – szepnęła czując jak łzy zbierają się w jej oczach. Nie mogła się skupić, strach zaczynał opanowywać jej ciało, a w głowie pojawiały się koszmary z jej dzieciństwa. Jako dziecko nigdy nie spała bez światełek, ponieważ każdy cień, który był w mroku wyzwalał w niej strach.Averill Bronson - 2020-04-13, 20:26 Patrzyłem oniemiały na kreowaną przeze mnie ciemność. Rosła w siłę, zagarniając kolejne skrawki światła, dnia, przestrzeni. Otulała czule moją skórę. Nie czułem jej fizycznie, ale widziałem, jak moja dłoń w niej niknęła – skryta, bezpieczna. Nikt już nie zrobiłby jej krzywdy. Nie widział jej. Dosyć często tak się skrywałem. Ciężko było coś przejrzeć przez mrok, więc ludzie zazwyczaj nie zaprzątali sobie nim głowy, przechodzili obok obojętnie albo omijali szerokim łukiem.
To mi przypomniało o tym, że naprawdę bardzo nie znosiłem dnia, światła dziennego i jego cech charakterystycznych. Nie przepadałem za tłumami ludzi, za milionem fotek na Instagramie, gdzie laseczki sobie pozowały w basenach i innych takich, i słońce czy inna biel znajdowała się w tle. One uśmiechnięte, wyuzdane, fałszywie szczęśliwe… Jak na przykład moja matka na dawnych witrynach sklepowych.
Odwróciłem się do Elaine by ujrzeć jej reakcję, ale zdawała się kompletnie spięta, przerażona wręcz. Machnąłem ręką, jakby zacząłem rozwiewać tę chmurę i ciemność zaczęła ustępować światłu. Znikała, ale… Ale nie rozumiałem reakcji Elaine. Zdawała się być serio masakrycznie zdenerwowana, kiedy uprzedzałem ją, że nic jej nie zrobię, że ciemność nic jej nie zrobi, że była bezpieczna. Jej reakcja podchodząca pod panikę mnie zaskoczyła.
Poczułem się nawet trochę niefajnie…? Tak meh. Zawiedziony? Myślałem, że Elaine to zrozumie, że będzie wiedziała, o co mi chodzi, skoro umiała czytać ludzkie emocje. Powinna być wyrozumiała. Najwyraźniej się pomyliłem. Wcale nie była taka… Nie tolerowała mojej ciemności. A ja, cóż, ewidentnie byłem inny. Na całej linii. Odstawałem. No trudno.
- Spokojnie. Już jej nie ma… – odparłem do niej, mimo wszelkich swych uczuć, cierpliwym tonem. – Nie musisz się jej bać. Ciemność jest moją przyjaciółką od dzieciństwa. Jest bezpieczna – wytłumaczyłem Elaine, mając nadzieję, że w końcu do niej dotrze, co miałem na myśli. Nie skrywały się tam potwory, nie czyhał w niej żaden skrytobójca. Była schronieniem.Elaine Weasley - 2020-04-14, 17:47 Gdy ciemność zniknęła odetchnęła lekko. Nie lubiła ciemności. Nadal często zasypiała przy małej lampce. Czasami budził się w niej strach, w ogóle ostatnio cały czas miała wrażenie, że coś siedzi w cieniu jej pokoju. Nie lubiła tego uczucia, dlatego wolała dzień. Nie mówiła jednak, że noc była zła. Lubiła czasem posiedzieć na parapecie, czy też na balkonie i popatrzeć na gwiazdy i księżyc. Jego uspokajający głos w końcu do niej dotarł i wyrwał z zamyślenia o swoich prześladowczych koszmarach.
— Co się takiego wydarzyło, że ciemność stała się twoją ostoją? – zapytała i napiła się herbaty, gdy zaschło jej w ustach.
Wiele osób nie lubiło ciemności i bardzo ją ciekawiło, dlaczego tak nie jest w przypadku Ave. Był inny, był fascynujący, był hipnotyzujący i nawet nie przeszkadzała jej jego ciemność, mimo że dziewczyna się jej boi. Potrafiła to zaakceptować póki jej w tę ciemność nie wpychał tak znienacka.
— Ja zawsze spałam przy świetle, bałam się tych kształtów, które tworzyły się w ciemności. Czasami mam wrażenie, że w cieniach jest coś, co mnie obserwuje – wyznała przeplatając sobie palce trzymając je pod stołem na udach.Averill Bronson - 2020-04-14, 19:32 Przekląłem siebie w myślach. Zaleciałem się z wyznaniami. Grząski grunt. Nie powinienem był wspominać dzieciństwa, przeszłości, bo to było pułapką, ogromną tajemnicą, złem. Przepaścią, do której nie chciałem wpadać. A jednak. Odezwałem się. I tak powiedziałem jej za wiele. Co ja robiłem? Chaos. Powinienem zamknąć dziób. Zwiać. Tak, przez drobną chwilę miałem ochotę stąd zwiać. Niczym tchórz.
Zamrugałem oczami, bo zdałem sobie sprawę, że odleciałem. Mogłem powiedzieć Elaine? Raczej mogłem. Ale nie chciałem, by się nade mną litowała. Taa… Nie tego chciałem.
- Takie tam… Życie, hehe – odparłem, starając się jakoś zejść z tego tematu. Złapałem za kubek z kawą i napiłem się jej. Apetyt… Apetytu w sumie nigdy jakoś nie miałem, więc na razie niegrzecznie gardziłem naleśnikami podstawionymi pod nos.
- Właściwie… Masz bardzo jasne mieszkanie, oświetlone – zauważyłem rozbawiony. Nie mogłem tego przeoczyć z moimi przekonaniami. Nie mógłbym tu mieszkać, chyba że zamontowałbym grube rolety w sypialni i miałbym je zaciągnięte przez niemalże cały czas. – A tą mendą, co cię w ciemności obserwuje, jestem ja – zaśmiałem się jeszcze, tak trochę z żalem, bo wciąż czułem ten nieprzyjemny uczuć, dyskomfort związany z paniczną niechęcią Weasley do ciemności czy wspomnieniem dzieciństwa. Ale zresztą, samo to, że ją śledziłem, a potem się kochaliśmy i teraz jadłem sobie u niej śniadanie, żartując sobie z tego wszystkiego. Wychodził ze mnie jakiś psychol, który został tu, tylko dlatego by się nad Małą poznęcać psychicznie. Nic z tych rzeczy… Chyba. Nie wiedziałem, co ja tu robiłem, skoro Mała mnie nie opętała swoją mocą.
Patrzyłem gdzieś, pewnie w kubek i tym razem już unikałem jej spojrzenia.Elaine Weasley - 2020-04-16, 17:08 Elaine chciała o nim wiedzieć więcej, a tym również była jego przeszłość. Chciała czuć się swobodnie i bezpiecznie, ale on jej tego nie ułatwiał. Dziewczyna jednak wiedziała, że gdyby łatwo było poznawać ludzi byłoby to zbyt nudne. Dlatego zaakceptowała jego krótką odpowiedź, mimo lekkiego zawodu. Może następnym razem… o ile taki będzie.
— W kuchni jest potrzebne światło, gdyż ciężko gotuje się, gdy jest mało oświetlona, ale gdy chce obejrzeć film to wszystko zasłaniam i robię sobie takie kino z Chrisem – martwiła się o niego. Długo nie wracał, a najbardziej bała się tego, że porwali go dogs. Miała go ochronić, a jej się to nie udało. Teraz jednak starała się skupić na Ave, u którego widziała coś na kształt żalu wobec niej, ale przecież nie powiedziała mu, że nie lubi ciemności, tylko że się jej obawia. — Wiesz, to jest kwestia tego, że nie lubię być sama, a to mieszkanie jest ogromne. Nigdy nie lubiłam mieszkać sama – gdy dodał o tym, że to on ją obserwuje wytknęła do niego język tylko i wcisnęła końcówkę naleśnika z nutellą. — Jedz – burknęła czując jak policzki jej się rumienią.
— Naprawdę cały czas mnie… podglądasz? – zapytała zerkając na niego. Był jakimś zboczonym perwersem czy o co chodziło?Averill Bronson - 2020-04-18, 15:15 Byłem zagubiony. W momencie, kiedy myślałem, że wszystko mam już pod kontrolą, pojawiła się Elaine, pojawił się również Gabriel w moim życiu. Co prawda, nie widziałem problemu w obserwowaniu laski, bo czy mogło to okazać się czymś trudnym…? Najwyraźniej tak. Zemdlała, bała się mnie, teraz się przespaliśmy i co? Dno. Niepotrzebnie wtedy wychodziłem z samochodu, a wczoraj niepotrzebnie się spijałem. Teraz miałem za swoje.
Zabrałem się za jedzenie pierwszego naleśnika. Tak opornie, wciąż dryfujący gdzieś tam, a to tu. Nie podobał mi się ten cały Chris, podobnie jak fakt, że pomieszkiwał u Elaine. Nie był za bardzo bezpiecznym gościem, jakiś oszołom. Musiałem być uważny, kiedy byli razem w mieszkaniu… Cieszyłem się, że go nie było.
- Powiedzmy – odpowiedziałem na jej pytanie o podglądanie. Wzruszyłem ramionami, po czym skierowałem widelec w jej stronę. – Nie podoba mi się Chris. Jest niezrównoważony – stwierdziłem jedynie, po czym zająłem się naleśnikiem. Pozwalał mi przynajmniej unikać spojrzenia Weasley, a to fajna sprawa, szczególnie kiedy wpatrywała się w tak ciebie swoimi ogromnymi zielonymi oczami.
- Równie dobrze mogłaś ogłosić, że szukasz współlokatorki… Jakąś niewinną ludzką kobietkę, a nie gada – podsumowałem. Wiedziałem, że jej się to nie spodoba, ale to była moja opinia na temat Chrisa, o którym sama wspomniała. Kurde, tylko że jednak nie chciałem, by była na mnie wściekła… Dlaczego? – Nie sypiam, kiedy jesteście razem w mieszkaniu. Czasami mnie ktoś zmieni, ale głównie muszę liczyć na samego siebie. Podpadłem szefowi… albo i nie. Myślę, że nie dałby do ochrony ciebie byle kogo. Tak myślę… Ale te spartańskie warunki… Może nie miał czasu, by to przemyśleć – pomyślałem sobie tak głośno, ale ugryzłem się w język, nim powiedziałem za wiele.
- A swoich patentów nie wyznam, bo jeszcze wykorzystasz moment obniżonej uwagi i zwiejesz, a takie rzeczy są jeszcze gorsze od przerośniętych gadów na kwadracie czy zagrożenia poparzeniem w kuchni – stwierdziłem, kręcąc przy tym głową. Lepiej było się nie wyrywać z okowy normalności. Względnej normalności. – Strzelaniny, pogonie i takie tam… Lepiej nie zabłądzić w tym mieście. Właściwie w jakimkolwiek mieście.
Coś o tym wiedziałem. Trzeba było uważać z kim się przystawało.Elaine Weasley - 2020-04-29, 17:23 Frustracja. To opanowało jej całe emocje, gdy powiedział, że Chris jest niezrównoważony. Jak mógł go oceniać nawet go nie znając? Nie zrobił nigdy jej krzywdy, zawsze był dobry i przyjazny. Nienawidziła tego, że ludzie oceniali innych powierzchownie. Z jej ust wydobyło się głośne, nieukrywane prychnięcie. Brwi zmarszczyła, a cała jej postawa biła wręcz złością i frustracją. Obrażając jej przyjaciela obrażał też ją samą. Była ostatnio bardzo zdenerwowana. Nie dość, że zniknął Chris to jeszcze jakiś mężczyzna ją obserwował, a potem wpychał się w jej życie niczym Eros do łóżek kobiet. Gdy kontynuował pouczanie jej o wybieraniu współlokatorów dłonie zacisnęła na swoich nogach jakby chciała je zgnieść.
— Po pierwsze, Chris nie jest niezrównoważony. Nigdy nie zrobił mi krzywdy. Po drugie, nie jest gadem jest tak samo ludzki jak ja, czy ty, czy przypadkowy Smith spod czwórki – buchnęła wstając od stołu. Zgarnęła swój talerz i kubek kierując się do kuchni. Słuchała go dalej, słuchała jego spartańskich warunków pracy.
Nie prosiła się o to i nie prosiła o rady dotyczących jej współlokatorów. Denerwowało ją to, że każdy oceniał jej dobry gest względem odrzuconego człowieka. Właśnie tacy jak Ave, czy Nick oceniający powierzchownie Christophera robią z niego potwora. Gdyby dali mu szansę miałby szansę naprawdę być dobrym człowiekiem. Dzieci miałyby na pewno frajdę ze spotkania prawdziwego człekokształtnego jaszczura. Czasami wyobrażała sobie jego życie, gdyby ludzie byli mądrzy, a nie na poziomie neandertalczyków. Sprzątała po sobie w kuchni kręcąc się po niej bardzo płynnie i lekko. Czuła jak zaraz eksploduje.
— Nie prosiłam się o to byś mnie śledził. Nie musiałeś tego robić. Jestem dorosłym człowiekiem i potrafię się obronić. Nic mi się nie stanie, bo nie mieszam się w strzelaniny – spojrzała na niego i ciężko westchnęła.
— Przykro mi, że musisz się tak ze mną męczyć, ale masz jeden jedyny wybór, zostaw to i zrób na co masz ochotę – powiedziała do niego i zamknęła zmywarkę.Averill Bronson - 2020-05-01, 18:01 Była denerwująca! Jak zawsze! Nie miałem pojęcia, jakim cudem śmiałem ją przelecieć i ogólnie dziś tak wokół niej nadskakiwać, uwodzić ją i w ogóle! Masakra jakaś! Że też dałem się wplątać w coś równie głupiego jak robienie za niańkę wielkiej… a raczej Jej Wielkoduszności Elaine Weasley. Splunąłbym pewnie, gdyby nie otoczenie mieszkalnianych murów.
- Haha. Do czasu. Nim się obejrzysz, a dziabnie ciebie albo jakiegoś nieuważnego biedaka – stwierdziłem, utrzymując swoją wersję. Swoje w życiu widziałem, a typ miał ewidentnie usposobienie gada. Chuj wie jakiego, ale gady raczej nie były milutkie. Co innego na przykład pudelki… Tylko że Chris nie był pudelkiem. Niestety.
- Nie prosiłaś się o to, ja również nie! Z pewnością nie wybrałbym do stalkowania takiej wariatki... Ciągle mam przed oczami te twoje piżamki. I, kurde, nie mam wyboru, Mała. Żyjesz w innym świecie – stwierdziłem, kręcąc głową. Nie z niedowierzania! Broń Boże! Ja sobie w tej chwili kpiłem z naiwności Weasley. I tak miała cholerne szczęście, że byłem tu, by dupę jej ratować i w razie czego przyjąć pocisk na nią posłany oraz wszelkie inne bicze. Przecież równie dobrze ktoś mógłby ją śledzić, by potem wykorzystać czy skrzywdzić. Pomińmy fakt, że sam właśnie robiłem to drugie… całkowitym przypadkiem, ale robiłem… Wracając jednak do meritum, miała laska fart.
- W moim świecie to wygląda tak, że robisz, co ci każą, albo kulka w łeb. Sorry, ale jestem przywiązany do swojej głowy i nie chciałbym, by coś jej się stało – stwierdziłem do niej z uśmiechem, jakbym mówił o codziennej normie, rutynie, nie? Halo, było jasno, bo słońce świeciło, nie? I nie, nie miałem żalu do swojego położenia. Poza lawirowaniem pomiędzy niebezpiecznymi ludźmi, ta robota była jasna, przejrzysta. Nie było co się łudzić. Po prostu wystarczyło znać swoje miejsce, ewentualnie niekiedy kogoś wygryźć czy załatwić, by awansować pięterko wyżej…
Ale można było być po prostu posłusznym i się nie wychylać. Tak było ok, szczególnie dla kogoś takiego jak ja.
I jakoś straciłem apetyt. Albo wcale go nie miałem.
- Idę – stwierdziłem jedynie, wstając od stołu. – Będę cię obserwował z ukrycia – dodałem. Nie zapomniałem jej obdarzyć iście diabelskim spojrzeniem. Nim jednak ruszyłem się z miejsca, pozwoliłem sobie jeszcze sięgnąć po kawę, by ją dopić. No co? Dobra była.Elaine Weasley - 2020-05-01, 20:12 Czułaby się urażona, gdyby słyszała jego myśli. W końcu sama nie dałaby się tobie zaciagnąć do łazienki, gdyby nie alkohol i twoje pragnienia, które czuła aż za nadto. Gdyby wiedziała nigdy by nie spojrzała w twarz tego mężczyzny. Czułaby największy wstyd względem swojego postępowania, mimo że nie czuła się zbyt dobrze z tym do czego się posunęła. Gdy mówił te słowa ranił ją, obrażał, wciskał jej poczucie winy w głębiny jej duszy, łamał serce i doprowadzał do stanu, w którym cały jej umysł był owładnięty wstydem. Zasychało jej w gardle, gdy mówił o tym, że jest wariatką. Co złego było w tym, że lubiła wygodę? Co złego było w tym, że zawsze było jej zimno? Co złego było w tym, że czuła się tak bezpiecznie? Zawsze była sama. Znała innych na wylot, znała ich sekrety emocji i powiązań. To ją zjadało, nie potrafiła zaufać innym, ponieważ szybko wykrywała fałsz i różne złe stany. Była sama, a w ten sposób czuła się po prostu bezpiecznie.
— Podły drań – ryknęła na niego nagle patrząc w jego oczy czując, że w jej własnych pojawiają się łzy. — Nie znasz mnie, wiesz tyle co nic. To, że ubieram wygodne, ciepłe piżamy czyni mnie wariatką? To, że do jasnej cholery znam emocje wszystkich ludzi na świecie czyni mnie wariatką? Nie wiesz jak to jest, gdy spotykasz na ulicy różnych ludzi i wiesz o nich wszystko! Nie wiesz do cholery jasnej – głos drżał jej z nadmiaru tego wszystkiego, a łzy spłynęły po policzkach. — Wyjdź. Nie wracaj. Zniknij gdzie chcesz. Nie obchodzi mnie to. Żałuję, że cię poznałam. Jak możesz oceniać mnie w ten sposób kiedy nie wiesz nic o mnie. Jesteś jedynie pionkiem i znalazłeś profity w tej całej twojej misji – ostatnie słowo powiedziała z pogardą na jaką z trudem się zdobyła. — Było ci dobrze? To super. Wynoś się i nie wracaj. Nie ma tu tego jaszczura jak mówisz o Chrisie możesz się nie obawiać, że coś sobie zrobię. Co najwyżej mogę się w kuchni zaciąć, ale potrafię zrobić sobie opatrunek – złapała łyżkę drewnianą i wskazała drzwi czująć, że łzy nie chcą przestać lecieć, a nie chciała przy nim płakać.Averill Bronson - 2020-05-01, 22:37 Zamarłem w pewnej chwili. Zraniłem ją i to cholernie. Łzy zbierające się w kącikach jej oczu sprawiały, że wstrzymałem nawet oddech, nie potrafiłem się ruszyć, pragnąłem paść na kolana, przytulić ją czy błagać o wybaczenie i przede wszystkim pocieszyć… I to właśnie w tym wszystkim było najbardziej pojebane. Miałem ją jedynie pilnować, a zdążyłem się z nią upić, przespać i te śniadanko… Nie! To nie mogło tak wyglądać. Ogólnie moje życie tak nie wyglądało. Była obiektem w moim życiu, którego powinienem pilnować. Z dala. Nie obchodziło mnie już, co tam sobie Szef wymyślił. Ba!, w tej chwili to nawet śledzić mi się jej nie chciało z samochodu! Marzyłem o pójściu do baru i upiciu się na umór. Tego ewidentnie mi brakowało, szczególnie biorąc poprawkę na mojego kaca.
Ale nie! Weasley płakała, krzyczała, groziła mi drewnianą łyżką. Ja stałem jak ten kretyn, chuj wie czego pragnąc. Nie mogłem tego zrobić. Nie było mnie na to stać. Może byłem tchórzliwy? Może nie? Może to właśnie rozsądek? Mała się wykłócała! Oskarżała o rzeczy, których nie powiedziałem… Może trochę jednak tak ująłem, ale kpiłem sobie z niej… I miałem skutek. Właściwie, czego ja się spodziewałem? O czym wtedy myślałem? Jak mogłem to odkręcić? …chwila! Nie chciałem tego odkręcać!
Dlatego pokręciłem jedynie głową. Zbliżyłem się kilka kroków do niej… Była taka niska. Ale nie zamierzałem nic robić w jej kierunku. Jedynie schyliłem się do blatu, gdzie nabazgrałem jej swój numer telefonu.
- Zadzwoń, jeśli będziesz potrzebowała pomocy. Muszę się napić – stwierdziłem, jakby olewając jej słowa. Izolowałem się od tego. Starałem się zagrzebać głęboko w sobie. Nie byłem jakimś mega emocjonalnym typem. Sama Ela powiedziała, że widziała u mnie mrok, nie? Właśnie, byłem mrokiem i nic nie czułem. Byłem bezpieczny. Bez żadnych zapłakanych i wydzierających się rudzielców… Tylko czemu czułem ból w piersi i wyrzuty sumienia? Czemu ręce mi drżały? Czemu zrobiło mi się tak pusto, tak dziwnie chłodno? Mamiła mnie. Nie było innej opcji.
Nie powiedziałem więcej nic. Ani pa, ani inne sajonara. Przemknąłem do drzwi, zabierając po drodze swoją kurtkę i wyszedłem, trzaskając drzwiami. Byłem wkurzony. Na siebie. Co za bagno. Ale upiję się, może coś wezmę i będzie lepiej. Musiałem odetchnąć. Czułem się podle.